Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Czyli rozmowy na temat planowania rodziny, czystości w małżeństwie, ile powinniśmy mieć dzieci, czy powinniśmy je karać.
Awatar użytkownika
konik

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: konik » 2018-03-15, 17:53

Na samym poczatku zanim uda mi sie znalezc dziure w moscie pragne zaznaczyc, ze jestem za. za tym, co tu magnolia wpisuje ... bo pisze o dobrych, a nawet wspanialych sprawach.
Ale ... jesli nastepuja taka chwila, taka noc w zyciu: i pada pytanie i pada odpowiedz - cos w tym stylu: przyniosles wyplate? Tak? A ile? A 3000 tysiace.
A wiesz, ze jak dzisiaj nie zaplacimy, to tracimy wszystko? A ile to jest? A 10 tysiecy? ... Jakie pytanie moze uratowac malzenstwo ... gdy tylko takie pytania moze juz saobie zadawac, stojac pod sciana, bez wyjscia?



Tagi tematu:

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5084
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 922 razy
Otrzymał podziękowań: 739 razy
Płeć:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Magnolia » 2018-03-15, 18:12

Wtedy pytanie ratujące to małżeństwo brzmi:
Czy wierzymy że Bóg nam pomoże, że wyciągnie nas z tej trudnej sytuacji, że przemieni zło w dobro?

Jeśli oboje będą wierzyć i modlić się to ja wierzę, że Bóg pomoże. Na własnych siłach bym nie polegała, ale z Bogiem można naprawdę wiele. :-bd
Bóg nie spełnia życzeń, nie pomaga tak jak my sobie wymyśliliśmy dla Niego roli w naszym życiu... Ale pomaga tak, że patrząc wstecz przyznajesz, że wszystko poszło jak najlepiej mogło pójść. :) \:D/


Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
konik

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: konik » 2018-03-15, 20:58

Tak. Tak moze byc.

Ale moze rowniez zdarzyc sie inaczej. Chocby dlatego, ze Bog moze miec inny plan ... a moze i dlatego, aby zawrocic nas na droge dobra pozbawiajac doczesnej pomyslnosci.

Tajemnica moim skromnym zdaniem tkwi zawsze w tym: czy naprawde kocham (y) Boga i czy naprawde kocham (y) sie wzajemnie.



Awatar użytkownika
Sebastian
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 278
Rejestracja: 22 lis 2017
Lokalizacja: Połaniec
Wyznanie: Katolicyzm
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Sebastian » 2018-05-24, 09:17

U mnie jeszcze nie było kryzysu małżeńskiego po 2 latach i oby nie było :)


Totus Tuus

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5084
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 922 razy
Otrzymał podziękowań: 739 razy
Płeć:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Magnolia » 2018-05-24, 10:11

Sebastian, zaklinanie rzeczywistości na zasadzie: oby nie było kryzysu, jest własnie tym najgorszym podejściem do kryzysów.
Kryzysy przychodzą na człowieka, bo taka nasza natura. Nie można ich zupełnie uniknąć, można dużo ze sobą rozmawiać, by dobrze się znać i rozumieć. Ale czy chcemy tego czy nie przychodzi w pewnej chwili cos takiego na człowieka, że "wszystko jest nie tak" czyli zaczyna się kryzys. I to nie jest nic złego. W tym sensie, ze kryzys nas rozwija, jesli rozumiemy jego role w naszym życiu.
Coś co się sprawdzało jeszcze rok temu, dziesięć lat temu, juz się nie sprawdza, bo czas płynie, lata lecą, człowiek się zmienia. Kryzys, może być trampoliną do czegoś lepszego, do wyższego poziomu. Ale dzieje się to gdy trzymamy sie pewnych zasad, gdy staramy się zrozumieć siebie, zrozumieć małżonka, nie podejmując żadnych poważnych decyzji w kryzysie oraz korzystać juz z przygotowanych wcześniej "narzędzi" do pracy w kryzysie.
Takim narzędziem jest rozmowa, prawdziwy dialog małżonków, szczery, uczciwy wobec siebie i małżonka, w wolności ale i z miłością, odpowiedzialnością za siebie i za małżeństwo.
Jeśli dobre czasy małżeńskiego życia nie wykorzystamy, jako czas dany nam na przygotowanie się na złe czasy... to znaczy się marnujemy czas tak naprawdę.
Para, która wpada w kryzys, jeśli nie umie rozmawiać, nie poznali siebie samych ani siebie nawzajem dostatecznie dobrze, jest jak szałas na wietrze... no niby wcześniej chronił od słońca, ale deszcz czy wiatr łatwo sobie poradzi ze zniszczeniem szałasu.
Para, która nauczyła się współpracować, rozmawiać, zna prawdę o sobie, przechodzi kryzys inaczej. rozmowa i miłość jest tu piorunochronem przed burzą z piorunami. Ich domek ma podstawy. A jesli fundamentem jeszcze jest odniesienie wspólne do Boga to mają stabilne podstawy i murowany domek. Wicher może postukać latającymi gałęziami w okiennice, ale szkody nie wyrządzi.
Takie to są mniej więcej różnice.
A zaklinanie, że nas kryzysy ominą jest conajmniej życiem iluzją, bo wystarczy popatrzeć na pogodę i prawa przyrody, zmieniające się pory roku, pory dnia, zmienne pogody. Tak jest w małżeństwie, podobnie bardzo. Na różną pogodę trzeba sie w małzeństwie przygotować.

Kiedyś miałam kilka lat bardzo szczęśliwych, naprawdę bajka, byliśmy już po pierwszym dużym kryzysie, cieszyliśmy się że udało się nam małżeństwo posklejać, dogadać się i po prostu cieszyliśmy się szczęściem. Ale gdzieś stale pamiętam, że to jest kruche, że o to trzeba dbać. Bo kryzys przyjdzie prędzej niż byśmy chcieli. Taka kolej rzeczy. Jest tyle okoliczności, które na nas wpływają, że jest to nieuniknione.
Podjęcie przygotowań, doskonalenie komunikacji w dobrych czasach wydaje mi się mądre i rozsądne.

Nie ma małżeństw, które unikną kryzysu. Pytanie czy się ostaną, czy i jak go przeżyją, zależy już tylko od tych ludzi, jak do tego podejdą.


Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
Sebastian
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 278
Rejestracja: 22 lis 2017
Lokalizacja: Połaniec
Wyznanie: Katolicyzm
Otrzymał podziękowań: 21 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Sebastian » 2018-05-28, 09:53

Dzięki Magnolia, mówiłem że nie będzie kryzysu, ale mam malutki :P


Totus Tuus

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5490
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Andej » 2018-05-28, 11:34

Kryzys zaczyna się od TAK wypowiedzianego przed ołtarzem. Choć na objawy czasem trzeba długo czekać. Im dłużej tym lepiej (zwykle).

Ale przezwyciężony kryzys wzmacnia. I umacnia.



Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5084
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 922 razy
Otrzymał podziękowań: 739 razy
Płeć:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Magnolia » 2018-05-29, 10:50

Przeczytałam właśnie ciekawy artykuł, więc się nim podzielę:
https://pl.aleteia.org/2018/05/28/a-co- ... oim-mezem/

„To, że jest się w stałym związku, wcale nie oznacza, że nagle przestaje się spotykać czy dostrzegać fascynujące osoby”.
A zatem, gdyby miało się zdarzyć – a zdarza się! – że poczujemy się zauroczeni kimś, kto nie jest naszym mężem czy narzeczonym, należy przede wszystkim unikać przywiązywania do tego epizodu zbyt wielkiej wagi (a to właśnie robimy, przesadnie skupiając się na obawie, że zgrzeszyliśmy). Co w takim razie robić? Trzeźwo ocenić sytuację.

Trzeźwo ocenić sytuację gdy emocje człowiekowi zalewają oczy?! Bo piękna i mądra rada, ale z tych z wyższej półki ;) Ale już dalej jest bardziej przystępnie:
Konieczne jest spojrzenie z zewnątrz. Każdy z nas zna siebie i wie, kto z otoczenia będzie najlepszym doradcą: przyjaciółka, znajomy ksiądz, psycholog.

Miłość, najbardziej „gwałtowne” z uczuć, przedstawiano zawsze jako siłę zewnętrzną wobec osoby – Amora strzelającego z łuku. Człowiek zdawał sobie sprawę z tego, że Miłość nie jest czymś, czym można kierować, lecz czymś, co nas dopada, „przydarza się”. A to dlatego, że jest wezwaniem, z którym musi się mierzyć nasza wolność.

No taka definicja mi się na dziś naprawdę podoba! Jako małżonka chcę czuć się wolna, chcę móc codziennie wybierać miłość wierną do swojego męża.

Małżeństwo nie traci na wartości przez nieporozumienia, potknięcia, upadki. Prawdziwa miłość musi pozostać wolnym wyborem przez cały czas, jaki jest nam (razem) dany. Miłość musi przejść próbę ognia. Zasługuje na to, by każdego dnia odważnie od nowa ją wybierać. Zasługuje na to, by nie traktować jej jako coś oczywistego. A chwilowe zauroczenie może być okazją, by po raz kolejny postawić sobie pytanie: „Na czym mi zależy? Gdzie moja przyszłość rysuje się jasno?”.
Piękne!


Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: W drodze » 2018-06-01, 22:27

Andej pisze:
2018-05-28, 11:34
Kryzys zaczyna się od TAK wypowiedzianego przed ołtarzem. Choć na objawy czasem trzeba długo czekać. Im dłużej tym lepiej (zwykle).

Ale przezwyciężony kryzys wzmacnia. I umacnia.
Lepiej kryzysu nie odkładać na jutro,bo to Jutro moze juz nie nastąpić.



Awatar użytkownika
Dominik
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 2673
Rejestracja: 23 sie 2015
Lokalizacja: Ostrowiec
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 86 razy
Otrzymał podziękowań: 171 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Dominik » 2018-06-01, 22:37

Nie rozumiem, jak to lepiej nie odkładać kryzysu? Lepiej odłożyć kryzys na dzień, który nie nastąpi. Umrzeć z bardziej czystym sercem.


Chcesz mnie wesprzeć? Jeśli tak to kliknij TUTAJ

Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: W drodze » 2018-06-02, 13:56

Dominik pisze:
2018-06-01, 22:37
Nie rozumiem, jak to lepiej nie odkładać kryzysu? Lepiej odłożyć kryzys na dzień, który nie nastąpi. Umrzeć z bardziej czystym sercem.
Dokładnie tak.
Kryzys nie przychodzi z Dnia na dzień,wiec mamy możliwość go zażegnać zanim przyjdzie dzień,ktory odbierze nam ta mzliwoac raz na zawsze.



Awatar użytkownika
agust
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 413
Rejestracja: 3 cze 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 56 razy
Otrzymał podziękowań: 74 razy
Płeć:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: agust » 2018-06-10, 19:33

Pytanie które warto zadać, ale przed zawarciem małżeństwa, a najlepiej na jednej z pierwszych spotkań, gdy podobamy się sobie: co chcemy osiągnąć, gdzie mieszkać, ile chcemy mieć dzieci, kiedy powołamy na świat te dzieci, i jak długo byśmy chodzili z sobą przed ślubem. Wytłumaczcie mi jak można chodzić z sobą przez 5 lat i uniknąć seksu? Jeżeli pożądam i kocham, to dłużej niż na rok, dwa, ślubu nie odkładamy, bo to coś nie teges. Jeżeli chodzimy przez pięć lat i współżyjemy, to ciągnie nas seks, a nie ta niby kochana osoba. Widziałem takie badania, że spośród par, które mieszkały z sobą na próbę przez kilka lat, i zdecydowały się na ślub, to 7 na 10 par rozwiodło się. Czyli ta próba nic nie daje. Czytałem też, już jakieś kilka lat temu, że przy jednym z krakowskich kościołów są nauki przedmałżeńskie i należy przychodzić parami. W pierwszym dniu, dają papier i długopis, rozsadzają osobno, może do innych sal, i kandydaci mają obszernie napisać czego oczekują od kandydata na męża, żonę, i czego oczekują od życia. Później wymieniają się kartkami, i po przeczytaniu, większość par rozlatuje się.



Awatar użytkownika
Dezerter
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 6246
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Wysłał podziękowań: 701 razy
Otrzymał podziękowań: 472 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Dezerter » 2018-06-10, 20:51

agust pisze:
2018-06-10, 19:33
Pytanie które warto zadać, ale przed zawarciem małżeństwa, a najlepiej na jednej z pierwszych spotkań, gdy podobamy się sobie: co chcemy osiągnąć, gdzie mieszkać, ile chcemy mieć dzieci, kiedy powołamy na świat te dzieci, i jak długo byśmy chodzili z sobą przed ślubem. Wytłumaczcie mi jak można chodzić z sobą przez 5 lat i uniknąć seksu? Jeżeli pożądam i kocham, to dłużej niż na rok, dwa, ślubu nie odkładamy, bo to coś nie teges. Jeżeli chodzimy przez pięć lat i współżyjemy, to ciągnie nas seks, a nie ta niby kochana osoba. Widziałem takie badania, że spośród par, które mieszkały z sobą na próbę przez kilka lat, i zdecydowały się na ślub, to 7 na 10 par rozwiodło się. Czyli ta próba nic nie daje. Czytałem też, już jakieś kilka lat temu, że przy jednym z krakowskich kościołów są nauki przedmałżeńskie i należy przychodzić parami. W pierwszym dniu, dają papier i długopis, rozsadzają osobno, może do innych sal, i kandydaci mają obszernie napisać czego oczekują od kandydata na męża, żonę, i czego oczekują od życia. Później wymieniają się kartkami, i po przeczytaniu, większość par rozlatuje się.
Dokładnie to zrobiliśmy dzisiaj z żoną i to nie w Krakowie a w wiejskiej parafii, gdzie prowadziliśmy spotkanie z narzeczonymi - dostali tez zadanie domowe, by dokładnie to co napisali omówić i szczerze przedyskutować
Obrazek


Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

Awatar użytkownika
agust
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 413
Rejestracja: 3 cze 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 56 razy
Otrzymał podziękowań: 74 razy
Płeć:

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: agust » 2018-06-11, 07:54

Dezerter pisze:
2018-06-10, 20:51
Dokładnie to zrobiliśmy dzisiaj z żoną i to nie w Krakowie a w wiejskiej parafii, gdzie prowadziliśmy spotkanie z narzeczonymi - dostali tez zadanie domowe, by dokładnie to co napisali omówić i szczerze przedyskutować
Dezerter, to cieszę się naprawdę z tego co robicie. Młodzi mają oprócz miłości i pożądania wiedzieć o sobie wszystko, znać wszystkie swoje życiowe preferencje, bo może okazać się, że oboje, albo jedno, takimi przyziemnymi sprawami kompletnie nie zajmuje się. Ma być seksownie, modnie, wygodnie i bogato. Tymczasem w życiu piękne są tylko chwile, ale są to takie chwile, które wspomina się przez całe życie. Niestety, nie są to chwile związane z super wakacjami, bo inni opowiedzą jeszcze bardziej odlotowe. Nie są to chwile związane z kupnem nowego samochodu, mieszkania, ani wygodnej kanapy. Są to najczęściej chwile związane z pokonywaniem trudności, związanymi z narodzeniem dzieci, ich chorobami, fochami nastolatków, opieką nad starymi rodzicami i teściami, wyrzeczeniami związanymi z budową domu, by nie gnieździć się w miejskiej klatce. Niestety, kluczem który rozwiązuje wszystko i wszystko tłumaczy, jest posiadanie małego mieszkania w bloku, z daleka od rodziców i najlepiej w innym mieście. Wtedy, zaraz po urządzeniu się już do końca życia pojawia się nuda, niezadowolenie. Dziecko jedno, góra dwoje, bo nie ma miejsca, ciągle chorują, niania jakaś wredna i poucza. raty za mieszkanie i samochód. W przedszkolu połowę dzieci choruje i moje też, szef nie chce dać opieki nad dzieckiem, a dziadkowie w innym mieście, przynajmniej nie pouczają, ale i nie pomogą, choćby chcieli. Nuda, niezadowolenie i co raz częściej myślimy po co nam to było? Dziadkowie są już tak wyemancypowani, że jak już odchowali swoje dzieci i wypchali ich z ciasnego miejskiego mieszkania, to uważają, że zaczynają życie od nowa i jadą do sanatorium, na wczasy, by - jak podają media - złapać HIV, a potem rozwód. Tak więc rodzinę cementują wzajemne obowiązki, przeżyte trudności, problemy dzieci tych małych i dużych. Tu pojawia się zasadnicze pytanie: po co nam dzieci? Pieluchy, pampersy, smarki po ziemię, płacz i ciasnota. Przecież one i tak nam na starość nie pomogą, bo mamy ubezpieczenia, a DPS y dla starych funkcjonują - tyle tylko, ze nasza emerytura będzie o połowę za mała, a resztę kosztów dopłaci nasz jedynak. O zastępowalności społeczeństwa pomyślą muzułmanie, tyle tylko, że oni chodzą z nożem w kieszeni. Pytajcie więc na tych spotkaniach z młodymi, wzorem starszych, pewnie już nieżyjących księży: ile chcecie mieć dzieci i jakie to będzie miało konsekwencje. Pytajcie po to, by kiedyś po latach można było sobie powiedzieć, że zrobiliśmy dobrą robotę. Powszechne dążenie do wygodnictwa skutkuje tym, że młodzi bardziej boją się życia, niż ludzie starsi śmierci. Szczęść Wam Boże w robocie, którą razem z żoną wykonujecie, bo to na pewno nie jest łatwe.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5490
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: Pytanie, które ratuje małżeństwo przed kryzysem

Post autor: Andej » 2018-06-11, 10:35

Dezerter pisze:
2018-06-10, 20:51
... dostali tez zadanie domowe, by dokładnie to co napisali omówić i szczerze przedyskutować ...
Pomysł dobry. Jednak ja byłbym wredny. I najpierw posadził jak na klasówce i kazał wypełnić każdemu oddzielnie. Bez konsultacji. Zamknąłbym delikwentów na kłódkę i trzymał o chlebie i wodzie dopóki nie wypełnią. Oczywiście zadeklarowałbym, że nikt poza nimi nie ujrzy tego. A dopiero potem dałbym im to samo do wypełnienia w domu. A potem magiel. Zakładając, że domu osiągnęli by kompromis, to każde z nich, koniecznie najpierw z osobna, maglowałbym na temat rozbieżności. Dochodził, że rezygnacja z czegoś była uczciwa, czy na odczepne, aby zadowolić zadającego pytania. I dopiero po rozpoznaniu motywów, rzeczywistej hierarchii wartości starałbym się ponownie dopracowywać kompromis z uwzględnieniem wiedzy, którą podzielili się ze mną w indywidualnych rozmowach. Z autopsji wiem, jak wiele przemilcza się, z obawy przed reakcją drugiej osoby. A potem, po latach, te zamiecione pod dywan problemy wyskakują w najbardziej groźnym momencie. Lepiej łeb ukręcić problemowi w zarodku.



Zapraszamy na bloga Pani Zofii https://zchrystusem.pl/wedruj
ODPOWIEDZ