Nasze nawrócenia

Dzielimy się dowodami Bożego działania w naszym życiu i życiu znanych osób, jak i naszych bliskich i innych ludzi; piszcie to, co zbuduje wszystkich w wierze w Boga.
Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1389
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 273 razy
Otrzymał podziękowań: 187 razy
Płeć:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Magnolia » 2018-02-11, 11:56

Dziękuję za to świadectwo ze swojej strony.
Czytając je miałam kilka myśli co jeszcze mogę zrobić dla mojego teścia, aby jakoś próbować do Niego dotrzeć z Dobrą Nowiną.

A Tobie życzę byś już nigdy nie puścił ręki Jezusa. :)
"Jestem tu by wielbić, by oddawać Bogu chwałę "
https://youtu.be/zumBCYS8GRk

Tags:

Awatar użytkownika
bander
Bywalec
Bywalec
Posty: 107
Rejestracja: 10 lut 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 66 razy
Otrzymał podziękowań: 16 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: bander » 2018-02-12, 10:22

Magnolia pisze:
2018-02-11, 11:56
Dziękuję za to świadectwo ze swojej strony.
Czytając je miałam kilka myśli co jeszcze mogę zrobić dla mojego teścia, aby jakoś próbować do Niego dotrzeć z Dobrą Nowiną.

A Tobie życzę byś już nigdy nie puścił ręki Jezusa. :)
Wydaje mi się że na pewno ci się to w końcu uda i Bóg ci podsunie jak to masz zrobić. Czytając twoje posty czuje u Ciebie tyle miłości że wiem to na 100% :)
Teraz najbardziej potrzebuje Jezusa pomocy, a myślałem że to wygląda trochę inaczej , ale On jest ze mną .
.Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1389
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 273 razy
Otrzymał podziękowań: 187 razy
Płeć:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Magnolia » 2018-02-12, 10:40

Chyba nie istnieje prosta droga do nieba...
Sama dziś czuję mały zakręt ;) tym bardziej dziękuję za Twoje słowa. :)
Jednego jestem pewna, niezależnie od tego co nas spotyka i co musimy przeżyć, trzeba oddawać Bogu chwałę, uwielbiać Go i wywyższać. Bo nic co tu się dzieje na ziemi nie zmienia naszego Boga, jest tym jednym niezmiennym punktem odniesienia w naszym życiu. Jemu chwała i cześć!!! \:D/
"Jestem tu by wielbić, by oddawać Bogu chwałę "
https://youtu.be/zumBCYS8GRk

Awatar użytkownika
bander
Bywalec
Bywalec
Posty: 107
Rejestracja: 10 lut 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 66 razy
Otrzymał podziękowań: 16 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: bander » 2018-02-12, 11:02

Andej pisze:
2018-02-11, 09:22
Czasem zazdroszczę ludziom, którzy wrócili. Nie zazdroszczę tego co było złe, ale radości i wzmocnienia. Zazdroszczę gorąca towarzyszącego powrotowi.
I cieszę się wielce z każdego powrotu. Tak jak martwi każde odejście. I niepokoją mnie ci, którzy idą, ale troszkę z boku. Jakby bez przekonania.
Ale każdy jest inny. Są szybcy i energiczni, którzy muszą wszystkiego spróbować. I spokojni powolutku podążający. I są niemożliwi, myślący ja ci pierwsi, a działa jacy jak drudzy. Meta jest wspólna.

Gratuluję przebudzenia.
Dziękuje ci za te słowa. Po przebudzeniu dla mnie taka piękną sprawą jest to że ja wiedząc że ta druga strona istnieje i znam jej sposoby niszczenia człowieka , niestety mam takie wrażenia że wielu wierzących w Boga nie za bardzo wierzy w szatana , a więc ja wszystko odczuwam jako znak od Boga. Jeżeli się modlę np. w wejdę sobie po drodze do Kościoła i odmówię różaniec i wychodząc spotkam drugiego człowieka który się do mnie uśmiecha to dla mnie jest już świadectwo że moja modlitwa została wysłuchana.
.Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 2289
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 211 razy

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Andej » 2018-02-12, 11:50

Masz rację, że ludzie zapominają i o Bogu i o szatanie. A diabeł po cichutku szepce, masz jeszcze czas, jeszcze możesz poszaleć, korzystaj z życia, cóż w tym złego.

Sztuką jest dostrzec Boga w człowieku. Nić sympatii wyrażona w niewinnym uśmiechu może być nicią (Ariadny) prowadzącą do Boga (przez labirynt życia).
Jeśli Cię spotkam, też się uśmiechnę. Jako i teraz to czynię.

Awatar użytkownika
Dezerter
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 3572
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Wysłał podziękowań: 239 razy
Otrzymał podziękowań: 180 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Dezerter » 2018-02-12, 20:52

Przebudzenie, to chyba dobre określenie - witaj bracie wśród zbawionych, wśród Ludu Bożego.
Zadbałeś jakoś szczególnie o wnuczkę?
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

Awatar użytkownika
bander
Bywalec
Bywalec
Posty: 107
Rejestracja: 10 lut 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 66 razy
Otrzymał podziękowań: 16 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: bander » 2018-02-12, 22:45

Dezerter pisze:
2018-02-12, 20:52

Zadbałeś jakoś szczególnie o wnuczkę?
Staram się jak mogę np. ostatnio byłem z nią na spacerze ona wózku sobie spała a ja 1,5 godziny się modliłem. Przymnie jest bardzo spokojna :ymblushing:
.Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1389
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 273 razy
Otrzymał podziękowań: 187 razy
Płeć:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Magnolia » 2018-02-26, 09:00

Nawracam się bo jestem grzesznikiem, uznaję swój grzech...

Miałam w swoim życiu taki okres, że nie chodziłam do kościoła w niedzielę. Powody były dwa zasadnicze. Po pierwsze dwuletnia córka zachowywała się w taki sposób w kościele że bardzo się wstydziłam, nie korzystałam z mszy św, tylko przeżywałam mękę opanowania córki i wstydu. Drugim problemem było trwanie w grzechu, na tamtą chwilę nie umiałam sobie z sobą i sytuacją poradzić, no i w kościele wyrzuty sumienia i poczucie bezradności się nasilało, nie do zniesienia.

Zmieniły moje nieuczęszczanie do kościoła, dwie myśli po pierwsze moje dziecko jest darem od Boga, nie mogę przez ten dar odpłacać Bogu brakiem wdzięczności i wierności.
Druga myśl dotyczyła drugiego problemu. Przyznałam w sobie że choć na razie nie mam siły skończyć z danym grzechem to jednak chcę podjąć jakiś proces wychodzenia z niego. Dałam sobie czas, zobaczyłam że zamiast wciąż mieć poczucie winy że upadam i grzeszę, to skupić się na tym żeby jak najdłużej po spowiedzi utrzymać łaskę uświęcającą. Zmienić akcent swojej uwagi w tej kwestii.
Niestety dojście do tych wniosków u mnie długo trwało…. potem jednak zaczęło być prościej.

Kolejnym krokiem było świadome skupienie na mszy św. postanowiłam że wszystko co będę mówiła i śpiewała w kościele będę robiła z wiarą. Bardzo lubię śpiewać, ale u nas organistka gra i śpiewa wszystko na jedno kopyto, czyli dość smutno i rzewnie. Przez cały rok czuję się jak w wielkim poście, postanowiłam stanąć ponad to i śpiewać z zaangażowaniem, przynajmniej na to mam wpływ, na swoje zaangażowanie. (nie wybijam się ponad innych ze swoim śpiewem, ale wierzę w słowa, które śpiewam - czyli np że „Jezus jest mocą swojego ludu”). Po jakimś czasie Bóg zaczął współpracować z moimi pragnieniami w tej kwestii, podsuwając mi muzykę religijną, która wypełnia mnie radością - Piosenki „Mocnych w Duchu” oraz zespołu Exodus15 - ta muzyka stała się dla mnie modlitwą, bo wierzę w to co śpiewam z nimi.

Kolejnym punktem zwrotnym była myśl, że istotne jest to czym się karmimy. Dosłownie i w przenośni.
Dosłownie: czytałam o zdrowym żywieniu przez rok, czytałam o weganizmie i wegetarianizmie choć wcale nie miałam zamiaru zmiany diety, po prostu było to ciekawym tematem. W wakacje dzieci wyjechały, zapytałam męża czy w ramach eksperymentu 30 dniowego nie chciałby odstawić mięso i zobaczyć jak się będziemy czuć. Zgodził się i efekty nas oboje zaskoczyły. Mieliśmy dużo więcej siły, energii, byliśmy radośniejsi, mogliśmy dalej jechać na rowerze ( wcześniej ja robiłam na rowerze 3 km i miałam stan przedzawałowy, w tamtym miesiącu robiłam 10 km i to bez wysiłku). Potem dzieci wróciły, poszliśmy w niedzielę do kościoła i poczułam, że mamy całą rodziną zrezygnować z mięsa. (opisuję moją drogę, nikogo nie namawiam do bycia wege). Zrobiliśmy to, choć oczywiście nie obyło się bez początkowych trudności, czasowego buntu dzieci itd.
Korzyści jednak były zauważalne od razu, w zachowaniu dzieci, w odporności i zdrowiu ogólnym, ale przede wszystkim w życiu duchowym. W tym czasie już należeliśmy od roku do Domowego Kościoła, mieliśmy 7 zobowiązań, które miały nas rozwijać duchowo i nasza relację do Boga.
O ile wcześniej mieliśmy z tym problemy, jak każdy kto słyszy że ma codziennie czytać Pismo św, modlić się sam, modlić z mężem i jeszcze z rodziną - po pierwsze budzi się opór, u nas także. Ale na diecie bezmięsnej to powoli przestało być problemem.
Osobiście upatruję te zmiany w tym, że mięso przechodząc przez jelita gnije, jest ciężkostrawne, więc nas obciąża i ciągnie w „dół”. Po sutym posiłku wcześniej musieliśmy się położyć i odpocząć, przetrawić, ciężko było z tej kanapy wstać. A po lekkim roślinnym posiłku w zasadzie nie ma tego problemu, więc chciało nam się więcej działać i mieliśmy do tego ochotę. Mąż proszony czasem tygodniami o jakąś naprawę w domu, nagle robił wszystko „od ręki” - to było niesamowite. No wiele było pozytywów, nie sposób wszystkiego przytoczyć.
W przenośni: Czym się karmimy na co dzień, jeśli nie mówimy o jedzeniu? Chodzi o to co czytamy, co oglądamy w tv, o plotki, o gazety, o znajomych, o pasje.
Zrewidowanie tego co wartościowe także było znacznie łatwiejsze po odstawieniu mięsa.
Nie czytam portali plotkarskich, nie kupuje gazet z modą, bo stawianie tak dużego akcentu na wygląd nie szło w parze z moim rozwijaniem ducha. Z wielu programów telewizyjnych zrezygnowałam, bo były zbyt sztuczne i coraz bardziej nie podobało mi się jak w nich człowiek jest traktowany, nawet jeśli się sam na to godzi.
Generalnie chodziło o to, że miałam coraz większą wolność do decydowania o tym co wybieram. Uważam, że wszystko mogę, ale nie wszystko jest dla mnie dobre. Coraz częściej wybierałam dobrze rzeczy dla mnie: Pismo św., modlitwa, powieści chrześcijańskie, filmiki o. Szustaka. - to mnie prawdziwie karmiło. Świadomie pragnęłam tego pokarmu duchowego, szłam za wskazówkami i rozpalałam pragnienia serca w dobrych rzeczach.

Od razu dopowiem, że czasem jemy mięso, okazjonalnie (kilka razy w roku, w święta), by nie robić komuś przykrości. Zresztą to nie jest zakaz z góry tylko nasz wybór. Nie namawiam tu nikogo, pokazuję swoje doświadczenia, to na pewno nie jest jedyna droga do Boga, którą koniecznie trzeba naśladować. Bardziej mi chodzi o pokazanie, że nasza decyzja o pewnej ascezie, przyniosła nam wielkie korzyści na kilku płaszczyznach. Korzyści dla całej rodziny i dla każdego jej członka osobno.

Następnym krokiem jaki miałam do pokonania to post. Nie potrafiłam pościć, to był mój bardzo słaby punkt. Na samą myśl o poście ścisłym miałam dreszcze, bo zwykle „umierałam” na śmierć głodową po 4 h niejedzenia. A przy okazji zmiany w diecie zainteresowałam się tematem leczenia postem (post Daniela). Nastawiłam się psychicznie i spróbowałam, przez 5 dni jadłam tylko warzywa i to nie wszystkie. Był efekt leczniczy, oczyszczający organizm i efekt duchowy. Po pierwsze pomagała mi pościć konkretna intencja za kogoś. Po drugie poczułam się silna, poczułam że panuję nad sobą i swoimi słabościami. Te odkrycia poważnie zmieniły moje nastawienie do siebie, poczułam swoją wartość. No i także post pomógł mi zbliżyć się do Boga, czytałam wtedy więcej Słowa Bożego, więcej się modliłam, otwarłam się na innych, najbliższych. Paradoksalnie to wszystko się działo. Nie umiem tego zapewne dobrze wyjaśnić, czego doświadczyłam. W rezultacie kilku dni postu miałam więcej radości i energii, jasności i dystansu.
Od pierwszego postu minęły dwa lata, w tym czasie pościłam kilka razy po 5-6 dni. Post Daniela mówi o 42 dniach, ja na tyle się nie porywam, ale moja przyjaciółka dwa razy zrobiła pełny post, więc da się;-)
Oczywiście dodam, że nikogo nie namawiam do głodowania, aby zobaczyć czy także będzie miał takie efekty. Każdy będzie miał inne, bo każdy jest na innym etapie. Mało tego ja przecież odkryłam to dość późno, ale Kościół przykazuje pościć od dawna. Wielu świętych praktykowało ascezę, a że na koniec wspomnę o Jezusie, który przed każdym ważnym wydarzeniem pościł, a przed rozpoczęciem działalności 40 dni spędził na pustyni, poszcząc i modląc się.
Za to namawiam do poczytaniu o poście w wymiarze religijnym, bo w moim odczuciu, jeśli wiemy dlaczego pościmy to może to być dla nas wielką korzyścią duchową.
"Jestem tu by wielbić, by oddawać Bogu chwałę "
https://youtu.be/zumBCYS8GRk

Awatar użytkownika
bander
Bywalec
Bywalec
Posty: 107
Rejestracja: 10 lut 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 66 razy
Otrzymał podziękowań: 16 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: bander » 2018-02-26, 14:27

Piękne świadectwo drogi jaką idziesz żeby być coraz bliżej Boga!!!
W przenośni: Czym się karmimy na co dzień, jeśli nie mówimy o jedzeniu? Chodzi o to co czytamy, co oglądamy w tv, o plotki, o gazety, o znajomych, o pasje.
Pierwszy raz to odczułem kiedy wyjechałem zagranicę i przez 3 miesiące nie miałem dostępu do telewizji i radia . Efekt niesamowity. 90% mniej stresu i stanów depresyjnych :)
Tak jesteśmy dosłownie bombardowani złymi wiadomościami i jeżeli nie segregujemy informacji jakie chcemy otrzymywać trudno jest to wszystko przetrawić.
Mi niestety też często zdarza się że nie jestem całym sercem obecny na mszy św.
Staram się walczyć z tym, żeby moje myśli za daleko nie uciekały. Myślę że to u mnie jest związane z tym że ja po prostu uwielbiam sam się modlić w kościele.

Do braku mięsa to jeszcze nie dorosłem:) Może kiedyś:)
Ostatnio zmieniony 2018-02-26, 14:33 przez bander, łącznie zmieniany 1 raz.
.Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1389
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 273 razy
Otrzymał podziękowań: 187 razy
Płeć:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Magnolia » 2018-02-26, 14:32

Dziękuję za dobre słowo.
Mój mąż, po zdiagnozowaniu u Niego depresji, posłuchał mojej rady, by zrezygnować z oglądania "wiadomości" i "faktów" - szybko zauważył poprawę samopoczucia.
"Jestem tu by wielbić, by oddawać Bogu chwałę "
https://youtu.be/zumBCYS8GRk

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 2289
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 211 razy

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Andej » 2018-02-26, 16:11

bander pisze:
2018-02-26, 14:27
... Tak jesteśmy dosłownie bombardowani złymi wiadomościami i jeżeli nie segregujemy informacji jakie chcemy otrzymywać trudno jest to wszystko przetrawić.
Mi niestety też często zdarza się że nie jestem całym sercem obecny na mszy św....
Segregujemy sami. Najczęściej zamykam uszy na złe wiadomości. Ale mi łatwo, bo nie używam TV. A w internetach można łatwo selekcjonować wiadomości i źródła.

Czy znasz kogoś, kto przez 20 minut potrafi mieć cały czas napiętą uwagę? To rzadka i wyjątkowa umiejętność. Umysł ludzki wciąż się wyłącza i włącza. Problem w tym, aby nie oddawać się wątkom pobocznym. Ale by wracać to tego, co się dzieje, gdy tylko umysł się ocknie. To jest bardzo ludzkie, co nie znaczy, że nie trzeba minimalizować. Mnie też dopada.

Awatar użytkownika
Mivia
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 258
Rejestracja: 31 lip 2017
Wysłał podziękowań: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 119 razy

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Mivia » 2018-02-26, 23:32

Ostatnio życie mnie przerasta dlatego podzielę się z wami moim świadectwem nawrócenia
Zacznę od tego że sie po kurtce przedstawię ok trzynaście lat temu poroniłam wysoką ciąże moim marzeniem było mieć dwoje dzieci jedno po drugim syna już miałam dlatego bardzo zależało mi na drugim dziecku :-( Jednak nie było mi bardzo długo dane, w końcu podczas leczenia i badań okazało się ,że mam guza w macicy przeszłam operacje macicy guz nie był niczym złośliwym ale marzenia o dziecku stawały się coraz bardziej odległe. Po sześciu latach poddałam się,pomyślałam skoro nie mogę mieć tego dziecka muszę cieszyć się z tego co mam a rozdział ciąża zakończyć. Zakończyłam starania,leczenie itd. Poukładałem sobie życie miałam prace którą lubiłam, kupiłam sobie nowe autko prosto z salonu,myślałam że tak widocznie ma być. Byłam na tamten czas bardzo daleko od Boga -Straciłam wiarę przez męża, był zawsze bardzo religijny nigdzie bez Pisma Świętego się nie ruszał.Szkoda tylko że jego religijność nie szła w parze z wiarą i poborznością. Zaraz po poronieniu zaczął mnie zdradzać,o wszystkim wiedziałam, potrafił podnieść na mnie rękę ale ja tak bardzo go kochałam że wolała bym umrzeć niż żyć bez niego,dlatego wszystko mu wybaczałam i miałam nadzieje ,że skoro jest wierzący w końcu się opamięta,jednak moje nadzieje były złudne :-(
Dlatego w pogubiłam się i przestałam wierzyć w Boga,Jego Miłość i Dobro.
Nie wiedziałam co powinnam robić,przecież byliśmy małżeństwem.
Często miałam propozycje bym od niego odeszła ale ja jak pies byłam wierna.Czasami Sama myślałam co ja robię przecież nie jestem masohistką.
Wracając do tematu po jakimś pół roku od momentu odpuszczenia sobie chęci kolejnego dziecka dowiedziałam się,że jestem w ciąży.Byłam bardzo szczęśliwa,mąż też nie mógł się doczekać naszego maleństwa,rozmawiał z brzuchem,pokazywał starszemu synkowi że będzie dzidziuś.Był taki jakiego go poznałam czuły,opiekuńczy,radosny polowe ciąży przeleżałam w szpitalu bo zachorowałam na Ah1n1 nawet to nie zabierało nam naszego szczęścia.Wiedzieliśmy,że spełni się nasze marzenie o dziecku.Po bardzo ciężkim porodzie przyszedł na świat nasz Synuś miał tyko 5 punktów przez niedotlenienie. Mimo to był zdrowym chłopcem. Byliśmy tacy szczęśliwi.Nasz synek dostał by od nas gwiazdkę z nieba.Oszaleliśmy na jego punkcie.Nie myślałam o niczym tyko o moich dzieciach myślałam że moja rodzina teraz stanie na nogi.
Znalazłam w domu test ciążowy i nawet niewiem dlaczego go zrobiłam.
Na teście pojawiły się dwie kreski jaki to był szok i niedowierzanie.
Nie wierzyłam że jestem w ciąży zrobiłam siedem kolejnych testów wszystkie były pozytywne ja jednak obawiałam się że to hormony.Odrazu zadzwoniłam do ginekologa i poprosiłam o wizytę i usg,uległ moim prośbą i przyjął mnie prywatnie jeszcze tego samego dnia. Jeszcze wtedy nie wiedziałam że to początek horroru który mnie czekał. Lekarz oznajmił nam że jest to ciąża ale pozamaciczna i muszę udać się do szpitala na czyszczenie.Było mi ciężko,postanowiłam przeczekać kilka dni z nadzieją że płód sam obumrze i wtedy udać się do szpitala.Po dwóch tygodniach pojechałam na badania do szpitala,tam czekała na mnie kolejna wiadomość "To nie jest ciąża pozamaciczna, płód rozwija się prawidłowo ale to co lekarz wziął za płód to jakaś narośl na macicy-proszę zgłosić się za tydzień" Odczekałam tydzień i znowu badania i już trzecie usg tym razem dowiedziałam się że płód bo inaczej nikt nie nazywał mojego dziecka rozwija się dobrze jednaj guz rośnie zbyt szybko. Wtedy po raz pierwszy zaproponowano mi Terminację ze względów zdrowotnych. W kolejnym tygodniu sytuacja się powtórzyła z tym że tym razem bardziej stanowczo nalegano na usunięcie ciąży-odmówiłam . Za tydzień usłyszałam już że muszę się pospieszyć bo guz rośnie i płód coraz większy że do 12 tygodnia powinnam poddać się zabiegowi,byłam przeciwna. Powiedziałam rodzicom o ciąży zamiast wsparcia dostałam bure:-( w rodzicach nie miałam oparcia wręcz bardzo nam dokuczali,ubliżali nam nazywali dzieciorobami zarzekali się że nie mam co na nich liczyć jak chodzi o ich pomoc. Ten ból który wtedy czułam. Nie przyznałam się do choroby. Wiedzieliśmy tylko ja i mój mąż. Z tygodnia na tydzień lekarze coraz bardziej naciskali na zabieg,tłumacząc mi co robię ,twierdzili ż to przeciąganie nie ma sensu że im dłużej tym gorzej. Tłumaczyli że jeżeli zgodzę się na aborcje mam szanse przeżyć, a w ten sposób poświęcam oboje. Nie umiem tego opisać co czułam trzymając kilku miesięczne dziecko na w ramionach a na drugie musieć wydać wyrok. Mąż strasznie mnie naciskał że muszę usunąć, że zabijam siebie,że nie kocham naszych dzieci bo dla nie narodzonego chcę zabrać im matkę,że jestem EGOISTKĄ i myślę tylko o sobie, to mnie najbardziej zabolało,argumentów było opór. Zagroził mi że jak nie usunę ciąży to mnie zostawi samą z dziećmi żebym widziała co im robię decydując się na śmierć.:-( Poszłam do matki potrzebowałam wsparcia ale to był zły adres. Na dzień dobry usłyszałam słowa pogardy i pytanie ,to co jedno czy bliźniaki ? Bo jak chcesz drużyne piłkarską to musisz się spieszyć i pogardliwy śmiech. Całe noce płakałam za dnia próbowałam być uśmiechnięta chciałam chronić dzieci. W końcu uległam rodzicom powiedziałam że jadę na aborcje bo dziecko chyba ma wady genetyczne brakło mi odwagi do powiedzenia prawdy. Poparli moją decyzje twierdząc że w końcu zmądrzałam i logicznie myślę. Pojechałam z koleżanką do szpitala,lekarzom ulżyło jak usłyszeli decyzje o aborcji odrazu przedstawili mi plan leczenia powiedzieli że to tylko 15minut i po wszystkim że nawet się nie dowiem jaka była płeć i czy żyło-ironia. Przygotowali papiery i lekarka zaczęła robić mi usg przed zabiegiem ale zapomniała wyłączyć głośnik. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam bicie serca mojego synka Wstałam ubrałam się i uciekłam. W domu czekał mąż jakby nigdy nic bawił się z dziećmi, powiedziałam mu że nie potrafiłam zabić naszego dziecka że jestem w ciąży.
Strasznie mnie zwyzywał i stwierdził to sobie radź. Mieszkaliśmy razem ale praktycznie go nie widywałam. Przy kolejnej wizycie w szpitalu znalazła się lekarka która zgodziła się prowadzić moją ciąże,uzgodniłyśmy że postaram się donosić dziecko do siódmego miesiąca i wtedy zrobimy cesarkę dziecko powinno przeżyć a co będzie ze mną to się okaże,bo nie wiadomo co ta za guz i czy jest tylko jeden. Zgodziłam się pojawiła się szansa dla mojego dziecka.Już dano mi spokój. Tylko w rodzinie nie miałam wsparcia. Mój wtedy siedmio letni synek przyjął na siebie obowiązki dorosłego wychodził na spacery ,pomagał kąpać, przewijać,karmić.
Było to dla mnie upakażające nie miałam czasami siły zrobić czegoś przy półrocznym dziecku a siedmiolatek to też jeszcze maluszek ale daliśmy radę. Mój mąż w końcu zobaczył że mnie nie złamie że bardzo mi zależy i że krzywdzi dzieci. Opamiętał się i wziął się za obowiązki domowe. Zaczął mnie wspierać ale nigdy nie zbliżał się do brzucha. Zaczął się 22 tydzień (5 miesiąc) na co tygodniowym usg lekarka osłupiała nic się nie odezwała tylko poszła po kolejnych lekarzy bardzo długo mnie badali cały czas milcząc bałam się że dziecko zmarło choć w głębi duszy pragnęłam tego od początku żebym nie musiała go zabijać. Po chwili pozwolono mi się ubrać. Usiadłam do biurka i czekałam co powiedzą. Lekarka z kamienną miną oznajmiła mi że nie wie co się stało i jak to sie stał że nie ma medycznego wytłumaczenia ale guz znikł jest tylko blizna jak po operacji ,byłam w szoku. Nawet nie potrafiłam się cieszyć i wtedy powiedziała mi ,że to kolejny syn. Mąż się ucieszył i przyznał mi rację że walczyłam.
Ale ja tak naprawdę wtedy miałam już tak wyprany mózg ,że nie chciałam tego dziecka :-( nienawidziłam go ,czułam się tak jakby odebrało mi całe moje szczęście , miewałam myśli samobójcze. Jednak jak popełnić samobójstwo i zabić życie o które sie tyle walczyło. Dopadła mnie depresja ,postanowiłam że po porodzie zostawię dziecko w szpitalu a rodzinie powiem że zmarło przy porodzie,im to i tak by nie robiło różnicy. Mąż nalegał żebym to przemyślała ale zgadza sie na moją decyzje.
Poród na dniach a ja nie kupiłam nic dla dziecka,gdzie wcześniej już w 5 miesiącu miałam wszystko gotowe ściągane z całego świata żeby było idealnie takie jak chcę. Nikt nic nie zauważył za to wszystkich bolało auto na podjeździe dlaczego nim nie jeżdzę że sie marnuje i traci na wartości oj ile ja się nasłuchałam o tym aucie. Dzieckiem nie martwił się nikt. Nadszedł dzień porodu na świat przyszedł duży ponad cztero kilowy chłopak ,poród książkowy nic tylko rodzić. Ja jednak nie wiedziałam co mam robić. Zaraz po porodzie położna i lekarka wyszła z sali dając nam czas na podjęcie decyzji. Mąż podał mi dziecko a ten instynktownie przyssał się do piersi,byłam rozbita patrzyłam na niego i nie wiedziałam co czuję. Wtedy poraz pierwszy od lat zwróciłam się do Boga z zapytaniem "Boże co teraz" i do dziecka co ja mam z tobą zrobić a ten zaczął gaworzyć byłam w szoku,powtarzałam po nim głoski poczym wpadłam w płacz a mały spał. Po piętnastu minutach zdałam sobie sprawę że nikogo nie kocham jak tego maluszka. Nawet jak spał zapytałam lekarki czy nie zadługo śpi śmiała sie bo wiedziała że to moje trzecie dziecko.
Kocham wszystkie moje dzieci ale on jest inny, Ksiądz mi kiedyś powiedział że te uratowane dzieci tak mają. A tak na marginesie to mój synek zabrał mnie do Kościoła miał 18 miesięcy był kiła razy w Kościele z mężem. Pewnego razu wrucił z mężem do domu ze spaceru i zapytał "mamusia pójdziesz ze mną na mszałek?? Drugi synek podłapał i tak mnie nakłonili bo nie potrafiłam im odmówić. W środę poszłam do spowiedzi bo od siedmiu lat nie byłam w Kościele a w niedzielę pojechaliśmy na msze. I tak już chodzimy do dzisiaj
Mam nadzieję że Was nie zanudziłam :-)

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1389
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 273 razy
Otrzymał podziękowań: 187 razy
Płeć:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Magnolia » 2018-02-27, 08:02

Świadectwa bożego działania w życiu ludzkim nie nudzą, zawsze są pełne emocji i pokazują jakie piękne owoce przynosi wierność Bogu. Chwała Panu!
Podziwiam Cię Mivia za siłę :-bd :)
"Jestem tu by wielbić, by oddawać Bogu chwałę "
https://youtu.be/zumBCYS8GRk

Awatar użytkownika
Benjamin
Gaduła
Gaduła
Posty: 848
Rejestracja: 16 gru 2015
Lokalizacja: goral
Wysłał podziękowań: 178 razy
Otrzymał podziękowań: 177 razy

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: Benjamin » 2018-02-27, 08:57

DDaje Wam lapki w gore magnolio i Mivio.

Awatar użytkownika
bander
Bywalec
Bywalec
Posty: 107
Rejestracja: 10 lut 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 66 razy
Otrzymał podziękowań: 16 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Nasze nawrócenia

Post autor: bander » 2018-02-27, 12:48

Tak Mivia takie świadectwa na pewno nie nudzą.

To smutne, że jak cierpiący człowiek wyciąga rękę po pomoc to trafia w pustkę. Tylko Bóg nigdy jej nie odtrąca chociaż my czasem nie widzimy Jego pomocnej dłoni .
Czasami się zastanawiam dlaczego dla człowieka jest łatwiej rzucić kamieniem niż przytulić?

Tak jak Magnolia jestem pełen podziwu nad Twoją siłą:):):)
.Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone

ODPOWIEDZ