Sens samotnego życia

Piszemy tutaj wszystkie rozterki w naszym życiu duchowym. Rady na temat naszego życia w Kościele katolickim, pouczenie, itp.
Awatar użytkownika
Viridiana
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1232
Rejestracja: 6 sie 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 372 razy
Otrzymał podziękowań: 288 razy
Płeć:

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Viridiana » 2019-10-03, 18:08

munokai2 pisze:
2019-10-02, 00:11
A pozytywnych odskoczni mam zero, zero katalizatora, który napędzałby moje działania, zero normalności.
A myślałeś może o przystąpieniu do jakiejś wspólnoty? Bo gdy się trafi na fajną wspólnotę, to człowiek się cały cieszy, jak ma przyjść na spotkanie (przynajmniej ja tak mam), można poznać kogoś nowego i też łatwiej jest nawiązywać relacje z ludźmi o podobnych poglądach (przynajmniej w moim przypadku jakoś łatwiej we wspólnocie to idzie, a jestem osobą nieśmiałą i introwertyczną).


Omnia vincit Amor et nos cedamus Amori (Wergiliusz, Eklogi)

Tagi tematu:

Awatar użytkownika
munokai2
Przybysz
Przybysz
Posty: 5
Rejestracja: 1 paź 2019

Re: Sens samotnego życia

Post autor: munokai2 » 2019-10-08, 00:33

Betula pisze:
2019-10-03, 16:46
To smutne, że pisząc o wolontariacie rozważasz, jakie korzyści mógłby Ci przynieść. "Wyłączyć myślenie"? Naprawdę uważasz, że to ma działać jak jakiś ogłupiacz? Celem jest zrobienie czegoś dla innych, bez myślenia o sobie i kalkulowania.
Przy okazji może uda Ci się zobaczyć swoje życie i swoje problemy w innym świetle.
Napisałem, że nie chcę dostarczać sobie więcej negatywnych emocji, bo to może zadziałać jeszcze gorzej i moje prognozy odnośnie przeznaczenia ludzkiego zaczną się rzeczywiście materializować, ale w tą złą stronę. Poza tym ja potrzebuję odskoczni, ale pozytywnej, jakiejś rozrywki, miłości, ale miłości drugiego człowieka płci damskiej, czy to tak trudno zrozumieć? Pragnę kogoś kochać i tak samo być kochanym. Nie pragnę wskrzeszać ludzi, wypędzać złe duchy, umieć latać, wygrywać miliony w lotto. Pragnę tylko mieć rodzinę i na nią uczcie pracować, troszczyć się. To nie są jakieś niestworzone rzeczy wzięte z filmów sci-fi, to nie jest coś niespotykanego. Codziennie miliardy ludzi doznają takiego stanu. Ja też tak bym chciał, bo to jest właśnie normalność i sens istnienia, który prowadzi również do przedłużenia gatunku. Nienormalnością jest w wieku 27 nie mieć praktycznie nikogo, być samotnym i czekać na śmierć. Do tego być zawszą kuszony, bo jakże by inaczej. A co, niech w tej pustce nie będzie za lekko, jeszcze mu dołóżmy.
Viridiana pisze:
2019-10-03, 18:08
munokai2 pisze:
2019-10-02, 00:11
A pozytywnych odskoczni mam zero, zero katalizatora, który napędzałby moje działania, zero normalności.
A myślałeś może o przystąpieniu do jakiejś wspólnoty? Bo gdy się trafi na fajną wspólnotę, to człowiek się cały cieszy, jak ma przyjść na spotkanie (przynajmniej ja tak mam), można poznać kogoś nowego i też łatwiej jest nawiązywać relacje z ludźmi o podobnych poglądach (przynajmniej w moim przypadku jakoś łatwiej we wspólnocie to idzie, a jestem osobą nieśmiałą i introwertyczną).
Myślałem o jakiejś wspólnocie, ale po pierwsze mam już swoje lata, a po drugie w moim małym miasteczku coś takiego praktycznie nie istnieje.



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Magnolia » 2019-10-08, 08:20

munokai2 pisze:
2019-10-08, 00:33


Myślałem o jakiejś wspólnocie, ale po pierwsze mam już swoje lata, a po drugie w moim małym miasteczku coś takiego praktycznie nie istnieje.
A co ma wiek do wspólnoty?! Wspólnoty są otwarte dla każdego, kto chce się rozwijać duchowo w danym charyzmacie.

Ciekawe ile osób w miasteczku myśli podobnie jak Ty, wspólnota nie istnieje, a ja chciałabym być we wspólnocie... - może ktoś powinien ta wspólnotę założyć?! Może to możesz być Ty?
Jeśli nie chcesz zakładać wspólnoty, to jednak rozejrzyj się mocniej po ogłoszeniach parafialnych, albo wprost zapytaj w parafii, bo trudno mi uwierzyć że nie ma żadnej wspólnoty.

Kolejna rzecz... czy masz w pobliżu jakieś inne miasteczko lub miasto? gdzieś gdzie możesz poszukać wspólnot?
Przecież dzieci Ci w domu nie płaczą, więc masz czas by pojechać kawałek dalej i wrócić późno nawet....To tylko kwestia czy tego chcesz naprawdę, bo trzeba w sobie obudzić determinację.

Wciąż się zastanawiam co robisz by stać się dobrym kandydatem na męża? Kobiecie trzeba zaimponować! Wtedy nie ma znaczenia jak facet wygląda, bo jest zaintrygowana. Mężczyzna który zakłada wspólnotę by się modlić jest interesującym człowiekiem w oczach pobożnej kobiety. To może być druga motywacja (pierwszą mam nadzieję byłaby modlitwa) by założyć wspólnotę. Tego nie należy się bać. Na początku odzew będzie niewielki, może przyjdzie kilka osób.
Inny pomysł to zorganizowanie projekcji jakiegoś filmu oraz potem przy kawie i cieście spotkanie dyskusyjne, parafie mają zwykle salki. Film powinien być fabularny, ale i religijny, żeby proboszcz się zgodził.
Jesli nie w parafii to w domu kultury, jeśli nie tam to w remizie. Zwykle miejsce jest, potrzebny tylko pomysł. No i organizator. Mając cel tego typu zaczniesz wychodzić z domu i coś działać, pojawią się kolejne kwestie do załatwienia i przemyślenia... i zaczniesz spotykać ludzi... Naprawdę aktywny i działający facet przyciąga dobre znajomości i fajne kobiety. Aktywność jest pociągająca... Bo przecież ma zobaczyć w Tobie mężczyznę odpowiedzialnego, troskliwego, odpowiedzialnego - to trzeba się takim pokazać.
Samym wyglądem nie przyciągniesz kobiety na całe życie, bo to jest przemijające. Poza tym naprawdę wygląd jest drugoplanowy dla wartościowych osób. Najpierw patrzą na wartości, zalety.

Proponowany Ci wolontariat nie ma rozwiązać wszystkich Twoich problemów, ale ma być pośrednią drogą do osiągnięcia Twojego celu, jakim jest małżeństwo. Bo najgorsze co możesz robić to siedzieć w domu. Wszelkie działanie na rzecz innych przyniesie Ci nowe znajomości. I to będą dobre znajomości, bo albo to będzie osoba, która także pomaga innym, albo potrzebująca - czyli będziesz się mógł wykazać.
Pozytywne działanie jest także rozładowujące stres i napięcie, więc pokusy tez przestaną tak męczyć... być może nie be∂ziesz miał na to czasu, jesli poważnie się w coś zaangażujesz.

Fajnym filmem jest "Chata", żeby obejrzeć i podyskutować w jakimś małym gronie. Można w internecie kupić Cd z licencją na odtwarzanie. Męski dobry film, o trudnym wydarzeniu, które prowadzi bohatera do Boga.


Grunt to nie stawiać sobie ograniczeń! Nie ma zapewnie realnych przeszkód by założyć wspólnotę, czy udzielać się w wolontariacie, by zorganizować projekcję, albo potańcówkę w karnawale (wystarczy sala gimnastyczna w szkole i dj, ludzie mogą wpłacić kwotę na dj w biletach, a jedzenie każdy przynosi sam, tylko plastykowe sztućce i talerzyki się kupuje) Nawet jeśli teraz nie wiesz jak się za coś zabrać to podsuwamy pomysły, które warto przemyśleć, wyznaczyć termin, zacząć rozmawiać z innymi i powoli organizować. Realnie przyjdą zmiany w Twoim życiu, bo zaczniesz motywować swój mózg do pozytywnego działania, a to jest bardzo przyciągające dobre znajomości.

Dodano po 34 minutach 2 sekundach:
munokai2 pisze:
2019-10-02, 00:11
A pozytywnych odskoczni mam zero, zero katalizatora, który napędzałby moje działania, zero normalności.
Problem jest w tym że Ty czekasz az cos się stanie samo... a tu trzeba samemu podjąć działanie.
Jesteś nieszczęśliwy przez ta bierną postawę. A szczęście jest ontologicznie związane z dawaniem siebie, z dobrem, z działaniem na rzecz kogoś. I to nie poprzez wpłacenie komuś pieniędzy tylko własnymi rękami trzeba coś zrobić.

Dlaczego ja, Viridiana czy Betula nie mamy problemów z wymyśleniem różnych pozytywnych działań? Wiesz? bo nasze głowy już pracują na obrotach szukania dobra i czynienia dobra. A z tym się nie urodziłyśmy, tego się nauczyłyśmy.
To jest taka niewielka zmiana w myśleniu , z jednego bieguna na drugi, z czekania na dobro na czynienie dobra. A poczucie szczęścia przychodzi samo i wypełnia całego Ciebie od środka.

Tej pracy wewnętrznej nikt za CIebie nie wykona. Trzeba się przeorientować, a to może zająć trochę czasu, ale to prawdziwa droga do szczęścia. A szczęście przyciąga... więc i kobieta się znajdzie na towarzyszkę życia.

Ja nie rozumiem zupełnie jak facet narzekający na siebie ma przyciągnąć i zaintrygować kobietę? jak ma ją sobą zainteresować? Przyciągniesz tylko niespełnione opiekunki, które Ci bedą matkować i zmieniać na swoją modłę... no jesli o to CI chodzi...

Partnerskiego i zdrowego związku szuka się pokazując się jako partner. Kobiety z natury są wspólnotowe, to kolejny argument by myśleć o wspólnocie, porozmawiać z kapłanem, może On zna inne osoby, które pragną się spotykać i modlić. Nawet wyjazd na jakiekolwiek rekolekcje już da Ci nowe znajomości, pokaże inny świat i natchnie do działania.

Również wiele okoliczności zewnętrznych nie jest przeszkodami, to tylko progi do pokonania. więc nie szukaj wymówek, ale otwórz swój umysł na działanie. Nie zbijaj moim pomysłów, tylko dlatego że sa obce, dalekie, odległe, dziwne itd bo to błędna droga. Przyszedłeś po radę i pomoc, jak ją otrzymujesz to skorzystaj, (tak by zrobił człowiek mądry)

Dodano po 53 minutach :
Podsunę inny wątek, gdzie zebrałam dobre filmy chrześcijańskie:
viewtopic.php?f=48&t=783

Może się przydadzą jako propozycje na projekcję, albo po prostu pomogą zmienić myślenie. Powodzenia.



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 467
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 147 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Niezapominajka » 2019-10-08, 10:53

@munokai2,

Witam Cię serdecznie. Również, mogłabym mieć takie samo myślenie jak Ty, gdyż mam 24 lata, jestem dość atrakcyjną kobietą (nie uważam się za modelkę, ideał, ale raczej nie odstraszam kandydatów płci przeciwnej) i wszystko byłoby świetnie, zapewne, gdybym chciała, to już dawno miałabym chłopaka, tkwiła w byłym związku, bądź rozpoczęła nowy, gdyby nie moje priorytety, które zostały całkowicie poprzestawiane jakieś pół roku temu i za co bardzo dziękuję Bogu, że otworzył mi oczy, w jak bardzo zepsutym świecie i towarzystwie się obracałam oraz jak bardzo tkwiłam w błędnych przekonaniach i grzechach. Nie chcę się wymądrzać, jestem tutaj nowa, mam swoje "problemy", ale to nie o mnie. Szczerze, dałabym się pokroić, gdybym poznała na swojej drodze faceta, dla którego nie liczy się wygląd, kasa, pokazanie "co się to nie ma", życie samymi przyjemnościami i tylko dla siebie. Ja również pragnę osoby, która pokocha! Ale taką miłością, jaką kocha nas sam Bóg.. bezwarunkową, bezgraniczną.. Która również będzie chciała wytrwać w czystości, później założyć rodzinę, żyć w jedności i przyjaźni z Bogiem. Ale, niestety, przez ostatnie pół roku, nikogo takiego nie spotkałam, bo tak naprawdę - nie dałam sobie do tego okazji. Pochłonięta pracą, studiami, obroną pracy magisterskiej oraz własnym nawróceniem (natrętne myśli, strach, grzech/nie grzech itp.) tkwiłam w błędnym kole. Mimo, iż praca daje mi dużo radości, to jednak czuję wewnętrzną potrzebę do robienia czegoś więcej. Kocham śpiewać - ale nie zapiszę się na lekcje, sama nie wiem czemu. Od zawsze ciągnie mnie do zwierząt - szczególnie koni - myślałam nawet nad pracą w stadninie w zamian za lekcje nauki konnej - nadal nic z tym nie zrobiłam. Siedzę i narzekam, że nie mam nikogo, mieszkam z rodzicami i rodzeństwem i niby mi to pasuje - a czuję pustkę. Wypełniam ją więc wiarą, pogłębianiem jej, czasem popadam już w obsesje przez swoje przeszłe życie - przez chwilę myślałam że jestem opętana/zniewolona - ale wypełniam powoli swoje życie dobrem, praktyką czytania Pisma Świętego, modlitwą i te myśli same odeszły i nie mam czasu się nad nimi rozwodzić (kto miał natrętne myśli, sam wie o co chodzi - czasem człowiek myślał, że już sam je wywoływał i podświadomie myśląc, aby o czymś nie myśleć, to robił - błędne koło).
Również rozważam dołączenie do wspólnoty. Uwierz mi, na pewno jest wiele kobiet, które są wspaniałe i sprostają Twoim oczekiwaniom, ale trzeba jednego - WYJŚĆ DO LUDZI. I sama muszę to zrobić, wdrożyć w życie, chociaż czasu brak, chociaż nie mam czasem z kim, bo jak pomyślę, jak będą wyglądać spotkania ze znajomymi - obgadywanie/nagadywanie/naśmiewanie z innych, płytkie rozmowy o życiu innych w internecie- to wolę włączyć jakiś ciekawy obyczajowy film i zostać w domu, obejrzeć z rodziną i się pośmiać przy nim. Problem tkwi w dzisiejszym świecie, który jest zepsuty, niestety. Ale na pewno są wartościowi ludzie, którzy pragną tego co my. Powinieneś się cieszyć, że masz jeszcze okazję do tak wspaniałych rzeczy. Pomyśl inaczej - gdybyś związał się z kimś nieodpowiednim, żałowałbyś tego. Ja również mogę się uważać za straconą - bo prócz pracy i życia rodzinnego nie robię niczego specjalnego. I właśnie to mnie popycha, żeby zacząć coś robić, żeby nie tkwić w miejscu. Boję się zepsucia - że znów wrócę do przeszłego życia. Ale proszę Boga, żeby mnie poprowadził, żeby mi pomógł, żebym w nim wytrwała już na zawsze.

Proponuję się zaangażować w coś super - charytatywnie bądź po prostu z pasji. Aby szerzyć dobro i zając się dobrem.
Zawsze również możesz napisać tutaj :)
Przepraszam za moją niespójną wypowiedź, brak ładu i składu - uczę się funkcjonować na tym forum.
Pozdrawiam


Oz 11:4 bt5 ~ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Awatar użytkownika
Wolfi

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Wolfi » 2019-10-08, 12:29

munokai2 pisze:
2019-10-08, 00:33
Nienormalnością jest w wieku 27 nie mieć praktycznie nikogo, być samotnym i czekać na śmierć.
No wlasnie nie jest. Sa ludzie zyjacy samotnie i to nie jest nienormalnosc. Zdaje mi sie, ze swoje szczescie uzalezniasz tylko i wylacznie od jednej osoby, i wydaje Ci sie, ze jak juz bys to zdobyl to bedzie jak w niebie, zaskocze Cie, ale nie bedzie, bo ty tak jakby nie akceptujesz tego, ze zyjesz, a bogiem jest dla Ciebie miec dziewczyne. Jakbys juz kogos poznal to pojawia sie inne problemy.
Magnolia daje mnostwo pomyslow, ale zdaje sie, ze w twoich oczach niewykonalnych, w sumie w moich tez dosyc malo. ;p
Jesli nie zaakceptujesz swojego obecnego zycia to nic sie nie zmieni, a nawet jak zmieni to w inna otoczke.
Ja tez mam swoje problemy, i w ciagu swojego zycia tez uzaleznialem szczescie od wielu rzeczy, wgl jak bylem nastolatkiem to nie widzialem innego zycia jak bycie jak Ronaldo ;p. No nie stalem sie jak on. A potem jeszcze innych pragnien w tym dosyc dziwnych, nie przytocze ich akurat, nawet ostatnio tez. Dopoki nie zaakceptowalem swojego zycia, ale tak juz kompletnie, a stalo sie to dosyc niedawno. I wiesz co, jest nawet spoko. Akceptuje to jak jest, oczywiscie powolutku probuje cos zmieniac, ale akceptuje, ze moze mi sie nie udac nic zmienic, a nawet ze moze byc o wiele gorzej. Zdalem sie na wole Boga. A nawet jak wracaja zle mysli to sport i elo.
Byc moze nic z tego co pisze nie odbierzesz dobrze, i pomyslisz ze tak sb gadam, wkoncu kazdy ma inna droge. Ale mam nadzieje, ze kiedys zrozumiesz, moze nie dzis ani nie jutro, mi to zajelo i dalej zajmuje. Tylko ze jak zaakceptujesz to, krzyz staje sie slodki.



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Magnolia » 2019-10-08, 12:51

Wolfi pisze:
2019-10-08, 12:29

Magnolia daje mnostwo pomyslow, ale zdaje sie, ze w twoich oczach niewykonalnych, w sumie w moich tez dosyc malo. ;p
Te i inne pomysły wydają się być niewykonalne, bo jak myślisz "wspólnota" to widzisz 40-50 osób modlących się....A tu trzeba cieszyć się z każdego człowieka, który chociaż zajrzy w terminie spotkania do salki, może 2-3 osoby na początek i razem zaczniecie się zastanawiać jaka to ma być wspólnota i czego chcecie. A żeby przyszły 2-3 osoby potrzeba jest kilku ogłoszeń w niedzielę, ulotki itd.

Projekcje robiłam w swojej parafii, potrzebny był tylko ktoś do obsługi sprzętu, dobrze nastawiony kapłan. Na pierwszą projekcję przyło 40 osób, na druga 20 a na trzecią jedna osoba i uciekła... Powodem jak się domyśliliśmy była ładna majowa pogoda, o ile w zimie ludzie nie mieli nic do roboty to w maju im się nie chciało filmów oglądać.
Bezkosztowo to zorganizowaliśmy w 3 małżeństwa.
Przeszkody wam się piętrzą w głowach, jak już zaczyna się coś robić to jest z każdym krokiem łatwiej.
No i co z tego że będą też porażki, od nich się nie umiera, one wzmacniają...

Ile razy trzeba ugotowac rosół, czy pomidorową aby smakowała i aby umieć ten smak powtórzyć za każdym razem... wiele razy... naprawdę wiele razy. A jakoś nie poddajemy w wątpliwość potrzeby gotowania.
Jesli szukasz wspólnoty to zajrzysz do kilku i wybierzesz jedną, która CI odpowiada...
Jesli poszukujesz kobiety, to podejmiesz z determinacją wiele prób rozmów z kobietami, bo inaczej nie zrealizujesz swojej potrzeby ...
Przynajmniej ja tak bym robiła, i w przeszłości robiłam, (niezależnie od problemów jakie wtedy miałam) bo bardzo mi zalezało na założeniu rodziny.
Wolfi pisze:
2019-10-08, 12:29
Jesli nie zaakceptujesz swojego obecnego zycia to nic sie nie zmieni, a nawet jak zmieni to w inna otoczke.
Ja tez mam swoje problemy, i w ciagu swojego zycia tez uzaleznialem szczescie od wielu rzeczy, wgl jak bylem nastolatkiem to nie widzialem innego zycia jak bycie jak Ronaldo ;p. No nie stalem sie jak on. A potem jeszcze innych pragnien w tym dosyc dziwnych, nie przytocze ich akurat, nawet ostatnio tez. Dopoki nie zaakceptowalem swojego zycia, ale tak juz kompletnie, a stalo sie to dosyc niedawno. I wiesz co, jest nawet spoko. Akceptuje to jak jest, oczywiście powolutku probuje coś zmieniać,
A tu bije brawo dla Wilka, siedzi tu z nami cichutko w ukryciu i uczy się, przez ostatnie pół roku zrobił duża pracę wewnętrzną... Nie traci życia, bo pracuje nad sobą i swoim samopoczuciem. Wasz rówieśnik, ziomeczek, a zrozumiał tak wiele. Więc innym także może się udać. Wystarczy kroczek po kroczku - sam Wilk tak pisze. @takisobie, @bambam, @munokai2 czytasz to ? inni ruszyli z miejsca, jak to zrozumieli



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Magnolia » 2019-10-08, 14:14

Mam dziś turbo myślenie o Was, mam na myśli samotników i pogrążonych w rozpaczy samotności.
I coraz więcej myśli chciałabym tu przekazać, ale potem zdaje sobie sprawę, że to co dla mnie jest już proste, dla kogoś nadal może być kosmicznie trudne. Ale uwierzcie, że znam z doświadczenia myślenie ograniczające samą siebie, tylko że wkładam wiele wysiłku, by na takim etapie nie stanąć. Bo nie chce dać się zamknąć w rozpaczy.

Śledzę pewien kanał podróżniczy na Yt, Globstory, wspominam czasem o tym w postach. Kaja mnie tak fascynuje, że chłonę wszystko co robi, ale także jej wywiady.
Gotuję właśnie obiad i oglądam wywiad z nią:



Kaja jest introwertyczką, ale podróżuje samotnie po świecie. Samotnie! Odznacza to dla wielu osób wielką odwagę, posłuchajcie co Ona o tym mówi... jak się boi latać, jak się boi zaczepiać ludzi na ulicy, ale robi to! Bo ma cel, chce nakręcić film. Naprawdę ją podziwiam! Jej filmy sa fantastyczne, w elekrtyzującym napięciu czekam na kolejne filmy, choc pojawiają się co kilka tygodni albo miesięcy. Kiedyś siedziałam kilka dni i oglądałam Kaję cały czas, wszystko co nakręciła.
Ja nie podróżuję za granicę, samotny wyjazd poza Polskę mnie paraliżuje. Dla mnie to nie do pomyślenia. Ale też nie jest to moim marzeniem, nie spędza mi snu z powiek że nie podróżuję. Wystarczy mi oglądanie filmików Kai. To kwestia mojego wyboru, nie cierpię przez to. Zwiedzam Polskę i mi z tym dobrze.
Ale gdyby podróżowanie było moim powietrzem, tak jak Kaja oddycha podróżami, to brałabym z Niej przykład!

Ale czego uczy mnie Kaja? Spełniania marzeń, krok po kroku, zaczynając od małego pierwszego kroku (wspaniale o tym opowiada gdy tłumaczy swoje początki). Historia jej kanału i życia naprawdę daje do myślenia.
Ona spełnia się w podróżach, ale w tej metodzie nie jest istotne jaki cel sobie wybierzemy, ważne by się nastawić na małe kroki do przodu, na tyle ile nas stac danego dnia.
Nikt nie zaczyna od wielkiego kanału na YT, wrzucając pierwszy filmik przez pierwszy miesiąc może to zobaczyć kilka - kilkaset osób. Nie rzuci się na was z krytyką cały świat, nie zostaniecie zhejtowani przez milion osób... Rozumiecie, że w tej metodzie, małych kroków, macie prawo do pomyłek, do bycia niedoskonałymi, do popełniania błędów, bo dopiero zaczynacie. Ale jak Kaja mówi, kazdy kolejny filmik (krok) jest lepszy od poprzedniego. Czasem może będzie konieczne się cofnąć do tyłu, ale potem trzeba znowu przeć do przodu.
Pięknie mówi o pokonywaniu strachu, lęku, że do wielu rzeczy się przygotowuje, ale jest też elastyczna.

Terapeutyczna wartość pasji jest u Niej pięknie widoczna. Mało tego, w pewnym momencie Kaja powiedziała, że samotność, brak mieszkania, brak dzieci, brak kredytu była dla Niej wolnością, trampoliną do działania, bo nic! jej nie trzymało, nie blokowało, mogła wybierać dowolnie.
Czy kiedykolwiek w ten sposób pomyśleliście o sobie? Że to że czegoś nie macie, jest zaletą? Bo daje nieograniczoną możliwość wyborów!!

Każda (prawie) pasja działa terapeutycznie, nie tylko na zasadzie że w danej chwili pomoże przetrwać trudny dzień. Ale Po jakimś czasie uprawiania pasji, pojawi się potrzeba wyjścia z tym do ludzi, albo konsultacji z innymi. Jest potrzeba więc i znajdą się siły na to, by pokonać strach. Czyli w naturalny sposób wychodzi sie do ludzi, nie z pustymi rekami, tylko z konkretnym tematem "w ręku". A spotkanie z innym pasjonatą to wspaniała przygoda, a poza tym wiele nowych znajomości. No i wyjście ze starych schematów. A tu się zaczyna samoleczenie!

Dobrze, wracam do obiadu, bo rodzina wróci głodna.



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 467
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 147 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Niezapominajka » 2019-10-08, 15:48

@Magnolia jak zwykle pomocna..
bardzo dziękuję za ten post. Mimo, iż często czuję się samotna, gdyż nie czuję obecności Boga,boję się, że On mnie nie dostrzega, moich starań i nie liczy się dla niego co przechodzę, oprócz modlitwy nawet krótkiej i przeczytaniu fragmentu Pisma Świętego, to nadrabiam spędzaniem czasu z rodziną, co kiedyś było dla mnie wręcz dziwne.. najbardziej za to odpowiadało mi leżenie przed serialem który nie wnosił żadnych wartości do mojego życia i mimo próśb ze strony członków rodziny o spędzenie razem czasu wybierałam samotność, teraz, gdy ta samotność mnie dopada, a złe myśli zaczynają atakować, wolę iść pograbić liście z mamą, pomóc jej w porządkach w ogrodzie, zrobić rodzeństwu herbatę i obejrzeć coś razem, porozwiązywać wspólnie krzyżówki - CO KIEDYŚ BYŁO NIE DO POMYŚLENIA. Wybierałam znajomych, posiadówki, alkohol, komputer.. i nawet nie chcę myśleć ile czasu przez to traciłam. A życie jest tak piękne, można tak wiele zrobić, tyle zobaczyć, poczuć..

Warto czasem się zatrzymać. Ja to lubię spojrzeć w zachód słońca, odetchnąć głęboko, powiedzieć Boże, przecież Ty wiesz, proszę, pomóż mi, wiem, że z Tobą przetrwam (muszę sama siebie przekonywać, że Bóg mi pomoże, bo czasem sama w to wątpię - skoro nikt mnie nie chce to jak Bóg może patrzeć na mnie z miłością?) ale przekonuję się, modlę i proszę. I nie ustaję, nie przestaję się starać "zasłużyć", bo przecież jestem tak mała, że bez Niego to nic nie potrafię. I wzruszam się - bo słońce pięknie świeci, bo czuję zapach po deszczu, bo pieśń kościelna nagle trafia w moje serce i łzy same się cisną. I chcę tak się wzruszać.

Szczerze, to chętnie cofnęłabym czas, by nigdy nie związać się z pewnymi osobami. Ostatnio spotkałam się z kolegów z czasów liceum. Byłam sceptycznie nastawiona do tego spotkania, bo nie wiedziałam, czy w ogóle będzie o czym rozmawiać. Aż nagle zapytał, czy coś się w moim życiu zmieniło, bo widzi moją aktywność w mediach społecznościowych w stronę wiary. Czy sama od siebie, czy jakieś zdarzenie to zapoczątkowało. Poczułam strach, że spotkam się z wyśmianiem i...

Tak bardzo się myliłam. Skończyło się na tym, że rozmawialiśmy o Bogu. Spotkałam się z tak pozytywnym odbiorem, że bardzo się cieszy, że jest dumny i szanuje to, bo dla Niego też ważna jest wiara.. poczułam, że to Bóg tak chciał, żebyśmy się jednak spotkali, porozmawiali. A śmiałam się przed spotkaniem, że w razie nudy wezmę krzyżówki, gdyż generalnie to kolega umówił się z siostrą, a ja poszłam jako towarzysz :-BD


Oz 11:4 bt5 ~ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Awatar użytkownika
Dezerter
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 8982
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Wysłał podziękowań: 1562 razy
Otrzymał podziękowań: 1514 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Dezerter » 2019-10-08, 19:42

Sens samotnego życia?- raczej bezsens, bo jeśli człowiek nie jest zakonnikiem/pustelnikiem, lub kontemplującą osobą
to jest człowiekiem stadnym - plemię/klan liczyło 20-30 osób (teraz wiemy czemu Wspólnoty dają nam tyle radości ;) )

Druga sprawa - żyję już trochę na świecie i mam/miałem fajne/dobre/szczęśliwe życie - jak wspominam najlepsze chwile, to były to chwile z innymi:
we dwoje
w rodzinie z dziećmi
z przyjaciółmi, znajomymi, wspólnoty, koncerty, rekolekcje, ewangelizacje, pielgrzymki, kursy, sesje, seminaria, agapy, spotkania rodzinne, nocne polaków rozmowy itd
wyjazdy służbowe w szerszym gronie
nawet jak byłem sam w lesie - to zostały w pamięci tylko te chwile, gdy byłem blisko z Bogiem
- nie mam wspomnień godnych zapamiętania (po latach) gdy byłem sam :-?
Piszę to jako osoba, która lubi siebie i nie nudzi się z sobą.

Samotni :!:
nie traćcie czasu - dajcie się uszczęśliwić i uszczęśliwiajcie innych :!: :ymhug:


Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.

Awatar użytkownika
Viridiana
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 1232
Rejestracja: 6 sie 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 372 razy
Otrzymał podziękowań: 288 razy
Płeć:

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Viridiana » 2019-10-09, 16:33

To, co od siebie mogę aktualnie w tym temacie dorzucić, to to, że wiara w samotnym życiu (mówiąc o samotności w węższym znaczeniu - bezżenności) pomaga - jestem nastolatką, ale i tak zdarza mi się bać ewentualności samotnego życia, ale wiara i też np. dzisiejsza spowiedź i Komunia pomagają mi odsuwać wątpliwości. O:-)


Omnia vincit Amor et nos cedamus Amori (Wergiliusz, Eklogi)

Awatar użytkownika
munokai2
Przybysz
Przybysz
Posty: 5
Rejestracja: 1 paź 2019

Re: Sens samotnego życia

Post autor: munokai2 » 2019-10-09, 23:58

Tyle tego napisaliście, że nie mam czasu tego czytać. Skąd wy na to bierzecie czas?



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Magnolia » 2019-10-10, 10:20

munokai2 pisze:
2019-10-09, 23:58
Tyle tego napisaliście, że nie mam czasu tego czytać. Skąd wy na to bierzecie czas?
to się nazywa niewdzięczność...



Awatar użytkownika
Wolfi

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Wolfi » 2019-10-10, 12:34

munokai2 pisze:
2019-10-09, 23:58
Tyle tego napisaliście, że nie mam czasu tego czytać. Skąd wy na to bierzecie czas?
Jestem zmieszany i wkurzony ;p, bo takiego olania ludzi w tym mnie po czesci, ktorzy wysilaja sie, zeby Ci pomoc to sie niespodziewalem, ale w sumie dobrze, bo przynajmniej mam juz jasnosc co do Cb, znaczy juz wczesniej podejrzewalem.
Jesli mialbym okreslic Cb, tylko co do tej twojej wypowiedzi ostatniej, to stwierdzilbym : dzieki Bogu, ze dziewczyny uciekaja od Cb.



Awatar użytkownika
munokai2
Przybysz
Przybysz
Posty: 5
Rejestracja: 1 paź 2019

Re: Sens samotnego życia

Post autor: munokai2 » 2019-10-10, 13:05

Ludzie we tak na serio? To, że nie mam teraz czasu, aby to wszystko przeczytać, to nie znaczy, że nie zapoznam się z tym w najbliższej przyszłości. Przecież nie napisałem, że tego nie przeczytam, trochę dystansu i humoru.

Niemniej dzięki, że od razu dostaję tu dojazd od najgorszych. I w sumie dziękuję, że tak fajnie mnie podsumowujecie, że olewam ludzi, że myślę tylko o sobie. Dziękuję wam bardzo za prawdziwą szczerość. Bo przecież wy mnie znacie lepiej niż ja, znacie moje całe życie i pewnie wiecie lepiej. Teraz to rzeczywiście odechciało mi się tego czytać, skoro zostałem tak pięknie podsumowany. I dzięki Bogu, że dziewczyny uciekają, przecież człowiek, który nie ma czasu od a do z przeczytać wszystkiego nie reprezentuje sobą żadnej wartości.

Jeszcze raz bardzo dziękuję.



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Sens samotnego życia

Post autor: Magnolia » 2019-10-10, 13:11

Munokai odwracasz kota ogonem... najpierw Ty napisałeś coś niemiłego dla nas, którzy się dla Ciebie trudzili, pisali, doradzali... adekwatnie spotkałeś się z reakcją otoczenia... dziwne?!



ODPOWIEDZ