MONOLOG

Tutaj będą pisane felietony przez redaktorów forum. Katolickie spojrzenie na świat, na Boga, na sprawy wiary. Zapraszam do czytania.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-26, 22:11

Różnorodność
Czytam różne wpisy i podziwiam różnorodność. Większość z nas jest trybikami tego samego Kościoła. A jak różnie interpretujemy te same słowa? Jak różnie bierzemy je do siebie? Jak różnie wcielamy je w swoje życie? Idziemy w tym samym kierunku. Ale czy tą samą drogą? Widzę, że wewnątrz Kościoła są różne ścieżki i drogi. Ale, na szczęście, mamy ten sam pokarm eucharystyczny.
Spierając się na różne tematy pomagamy sobie wzajem. Krytykując z życzliwością otwieramy oczy. Komuś i sobie. Każda napisana myśl zmusza nas do myślenia. Do obrony własnego stanowiska. Ale mam nadzieję, że nie na zasadzie, że bronimy naszych świętych racji. Analizujemy je. Zwykle.
Ale też zwykle, w pierwszym odruchu protestujemy. Przynajmniej we mnie rodzi się bunt, gdy ktoś krytykuje mnie, gdy przekonuje, że nie mam racji. Ale gdy chwila mija, zaczynam myśleć. Analizować. Zastanawiać się.
Poddaję się autorytetowi Kościoła. Jednak daleki jestem od przyznania MOJEMU Kościołowi jedynej słusznej racji. Na przestrzeni dziejów Kościoła definiowane były różne stanowiska i poglądy. Wszystkie pochodziły od ludzi. Errare humanum est. Kościół żyje. Pismo Święte żyje. Zapis jest jeden. Ale gdyby Pismo przekazywane byłoby jedynie drogą ustną, to zachodziłyby w nim zmiany. Zmiany aktualizujące. Zmiany nie zmieniające sensu.
Jak mantrę powtarzam wciąż przykazanie miłości. I Modlitwę Pańską. Ofiara Chrystusa mieści się tych dwóch pojęciach. Aczkolwiek jest rozwinięciem.
Miłość nakazuje mi szacunek dla innych ludzi. Dla idących do tego samego Celu innymi drogami. I dla tych, którzy idą w kierunku przeciwnym. Jestem przekonany, że jedynym sposobem wskazania właściwej drogi jest własne postępowanie każdego z nas.
Marek uczy mnie przytaczając fragmenty Pisma i uzasadniając nimi swoje twierdzenia. Dezerter uczy mnie swoim zapałem. Drażnią mnie ataki, ale i one mogą umacniać mnie na drodze mojego życia. Nie muszę z nimi polemizować, gdy widzę złą wolę. Jednak nie lekceważę, bo lepiej jest uczyć się na czyichś błędach, niż na własnych. Własne zawsze bardziej bolą.
Zastanawiałem sie na protestancką wiarą w to, że skoro Jezus wszystkich wybawił, to już jesteśmy skazani na Niebo. Zadałem sobie pytanie, czy taka postawa prowadziłaby mnie bliżej Boga. I odpowiedziałem sobie, że nie. Bo wtedy nie miałbym specjalnych skrupułów. Gdy bym coś ukradł, to pomyślałbym: Jezus mnie rozgrzeszył. Powiedziałbym: Masz mnie Boże takiego, jakiego mnie stworzyłeś. A skoro Jezus ofiarował się za mnie, to już nic więcej nie muszę. Zostałem przez chrzest włączony do rzeszy zbawionych. Na szczęście wiara katolicka nakazuje ciągłe doskonalenie się. Ciągłe podnoszenie poprzeczki.
Są też tacy, którzy sami siebie zwą chrześcijanami i równocześnie negują bóstwo Chrystusa. Dla mnie to poplątanie z pomieszaniem. Wierzę, że maluczcy spośród nich też mają swój udział w zbawieniu. Są indoktrynowani, nie potrafią wyzwolić się spod wytrawnych manipulacji. Za nich Zbawiciel też cierpiał. Za nich też umarł.
Olbrzymia większość ludzi nie zgłębia tajników teologii. Nie ma w tym niczego złego. Do zbawienia nie jest potrzebna wiedza. Nie trzeba znać na pamięć cytatów z Pisma. Trzeba kochać. Boga. Trzeba uznawać Go za najwyższe dobro. Trzeba kochać ludzi.
Czy Jezus kogokolwiek nawracał na siłę? Czy zmuszał kogoś? Nie. Pokazywał Drogę. Udowadniał swoim życiem, że da się tak żyć. Wyjaśniał i tłumaczył. Nikomu na siłę. Tym, którzy chcieli Go słuchać. Nie zawsze od razu. Jezus zachęcał. Delikatnie i spokojnie. Podawał rękę. Czy kobiecie u studni Jakubowej coś nakazał? Nie. Ale pobudził ją do myślenia. Do oceny Jego słów. I postawy.
Na pytanie młodzieńca, powiedział, czego mu jeszcze brakuje. Gdyby młodzieniec posłuchał, to zapewne otrzymałby jeszcze wiele wskazówek. Im głębiej w las, tym więcej drzew. Każdy idzie swoją drogą. Każdy nieco inną.
Idąc do Celu, który znajduje się na samym szczycie zauważamy, że droga staje się coraz trudniejsza. Coraz więcej skał i stromizn. Im dalej idziemy, tym więcej nabywamy umiejętności. Dlatego udaje się nam iść dalej. Codziennie Bóg stawia przed nami jakieś wymagania. Nasze sumienia stają sie z dnia na dzień coraz bardziej wrażliwe.
Nie chcę na siłę nikogo ściągać na moją ścieżkę. Ale chcę pokazać, że można nią iść. I ma nadzieję, że kiedyś spotkam każdego z Was. U samego celu.



Awatar użytkownika
Benjamin

Re: MONOLOG

Post autor: Benjamin » 2017-04-26, 22:24

Jak powiedzialby obywatel narodu wybranego ... masz Andeju racje wielka, ale ja mam racje jeszcze wieksza, wobec tego spodziewam sie, iz przyjmiesz moja racje, poniewaz majac swoja racje nie bedziesz taki wielki, jak majac moja (wieksza ) racje. A z milosci blizniego wynika taka zasada, iz blizniego wywyzszac nalezy, a nie ponizac.
Dodam tylko, ze osobiscie balbym sie tak troche bezrefleksyjnie mnozyc drogi i twierdzci, ze choc to rozne sa , to i tak maja taka sama wage znaczeniowa. Otoz -Twoja racja jest racja do ktorej jak najbardziej masz prawo ... sa rozne drogi.
Lecz - jak to wczesniej wykazalem / moja racja jest wieksza ( do wiekszej racji mam jak najbardziej prawo naturalne i przyrodzone :-> ) dlatego spiesze poinformowac, ze na wiekszosci drog wbrew wyobrazeniom, jakie sobie przedstawiasz - co najwyzej skonczyc mozna w podartych portkach, skrecona noga i odgryziona reka ... i to w najlepszym wypadku.
Zalecam ostroznosc w tym potegowym mnozeniu drog ...



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-27, 11:00

Nie mnożyć drogi chcę, lecz ich nie potępiać. Może Twoja droga jest lepsza. Dla Ciebie. Argument wyższości, który przestawiłeś jest istotnie silny. Lecz będę rozliczany wyłącznie z mojej drogi. Z żadnej innej.
Z przykrością oświadczam, że nie zgadzam się z wnioskami dotyczącymi miłości bliźniego. Albowiem Ten, Którego słowa mają największy autorytet powiedział też "jak siebie samego". A w tym nie ma wyższości. Jest ino równość. Tako też niech będzie.
Jeśli chodzi o naród wybrany, to mam nadzieję, że zostanę (właściwie jestem) zaliczony w jego poczet. Wybrany przez Boga, albowiem jestem wyznawcą Zbawiciela. A także jestem wśród (mocno w to wierzę) 144 000 (liczbę traktuję symbolicznie jako kwadrat 12 pokoleń, choć matematycznie kwadratem nie jest).
Za prawdę powiadam Ci (a w szczególności za Mateuszem 18,8): Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. Nie warto, więc, przejmować się portkami, nogą i ręką. Jezus nie obiecywał komfortowego transportu do Nieba, tylko wedrówkę piechtą po kamienistych i zakurzonych drogach.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-28, 15:25

Papież pokoju w kraju pokoju
Kraj pokoju. Religia pokoju. Czy to są eufemizmy, zaklinanie rzeczywistości, czy poprawność polityczna. Kraj pokoju, w którym Koptowie obchodzili krwawe zmartwychwstanie. Współcierpieli z Jezusem. Kraj pokoju. Właściwie reżim pokoju. Oczywiście, w porównaniu do rządów Bractwa Muzułmańskiego, jest to czas pokoju. Pogromy i zbiorowe morderstwa nie są popełniane codziennie, tylko co jakiś czas.
Mnie to drażni. Denerwuje mnie przemilczanie prawdy.
Ciekawi mnie, jak na to określenie reaguję mieszkańcy "kraju pokoju". Czy ich to nie obrazą? Czy nie uważają tego za kpinę lub ironię? A może tu chodzi o pokój tortur i zastraszania?
No, ale w końcu kraju opanowany przez większość wyznającą "religię pokoju" jest rzeczywiście krajem pokoju. Tylko, trzeba by było tu dodać, że pokoju wiecznego dla tych, którzy odważają się trwać w swojej religii i przekonaniach.

Ile jeszcze jest takich krajów pokoju? Kim Dzong Un też jest orędownikiem pokoju. Z tym, że on sam definiuje co znaczy słowo "pokój". Podobnie krajami pokoju są zapewne Izrael i Arabia Saudyjska. Są krajami pokoju i demokracji. W AS działa policja religijna. Na granicy odbierane są wszystkie przedmioty związane z chrześcijaństwem. A przywożącym Biblię zapewnia się pokoje zwane celami. W Izraelu pełne prawa obywatelskie mają tylko Żydzi ichniego wyznania lub niewierzący. Pozostali są pariasami. Demokratyczny kraj ze zmilitaryzowanymi kołchozami zwanymi kibucami. Wprawdzie o Izraelu trudno powiedzieć, że panuje tam pokój. Ale w Arabii już jest. Każdy niepokój jest natychmiast rozładowywany. Radykalnie. I nie ma tam pogromów chrześcijan. Nie ma bomb w kościołach chrześcijańskich. Idealnie wyeliminowali takie zamachy. Zanim ktokolwiek ujawni swoją wiarę chrześcijańską, zanim jakikolwiek muzułmanin skrzywdzi, zadziała policja. I uspokoi. NA długo lub na zawsze. Biorąc z tego przykład można za wzór krajów pokoju postawić Arabię Saudyjska i Koreę Północną. Bardzo łatwe okazuje się utrzymanie pokoju i spokoju. Wystarczy zniszczyć wszystkie kościoły, spalić wszystkie przedmioty kultu i wymordować lub przynajmniej pozamykać w obozach koncentracyjnych wszystkich chrześcijan. I już spokój. Już nikt nie będzie napadać na ich świątynie, nikt nie będzie podpalać ich domów, ani gwałcić czy rabować.

I to wszystko w dobie uchodźców. A może by ich tak przyjąć i nałożyć na wszystkich muzułmanów podatek? Taki sam, jaki muszą płacić chrześcijanie w Egipcie? Zamiast socjalu, kazać płacić podatek. Na zasadzie wzajemności.
A także zgadzać się na budowę dowolnej ilości minaretów, byleby ilość ich była równa ilości powstających kościołów chrześcijańskich w Arabii i jej podobnych krajach. Zastosować te same prawa. Symetryczne.
I zapewnić im taką samą ochronę, jaka mają chrześcijanie w tamtych krajach.

Jednak papież ma rację. Ktoś powinien zrobić pierwszy krok. Ale krok ten powinien być poprzedzony rozmowami. Czy jest sens rzucać perły o ścianę, a groch przed wieprze?

Dzików u nas dostatek. Wczoraj widziałem ich stado na ulicy. W mieście stołecznym. Czy nie można by było ich wyłapać i wyeksportować? I pościć wolno całe ich setki i tysiące. Nie. Zapędziłem się. Przepraszam. Ty byłoby świństwo. I to do kwadratu. Nie czyń drugiemu ...

Ale czy możemy mówić o Egipcie, że jest to kraj pokoju?

Franciszku, quo vadis?



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 05:00

Andej pisze:"Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Ucztę Baranka" - słowa słyszymy niemal na każdej mszy świętej.
Właściwie, o co chodzi? Kto jest wezwany? A w związku z tym: kto jest błogosławiony?
Mniemam, iż wszyscy ludzie zostali wezwani. Czy to znaczy, że celebrans błogosławi wszystkich ludzi? Totalnie wszystkich? Tych, którzy przyszli i tych którym do głowy by to nie przyszło? Tym, którzy przyszli, aby się modlić i tym, którzy przyszli aby kraść, strzelać, podkładać bomby? Kto jest w tym momencie błogosławiony? Tylko żywi, czy także umarli? A może i ci, którzy dopiero mają przyjść?
To piękne, błogosławić wszystkich. Wszak Kościół nie jest elitarny. Choć i z tym mam problem. Gdyż powoli staje się coraz bardziej elitarny. Na msze święte przestają przychodzić niewierzący i agnostycy. Kiedyś wypadało się pokazać. Teraz już nie.

Czy źle czynił Bronisław Bozowski (wpisz w wyszukiwarce, przeczytaj Pałygę), który zawężał społeczność błogosławionych. On bowiem mówił: "Błogosławieni którzy wezwani przyszli na Ucztę Baranka". [Bronisław Bozowski był jeną z osób, które uznawałem za autorytet i które odcisnęły piętno na moim rozwoju]. Był człowiekiem szczerze kochającym wszystkich ludzi. Także pijaków, zomowców, komunistów ... Wielu uratował życie, a także życie wieczne. {Umarł w opinii świętości, są czynione starania o beatyfikację.]
Czy on dyskryminował ludzi? To kłoci się z jego miłością do ludzi. Dlaczego tak mówił? A może przytoczone błogosławieństwo odnosi się tylko do tych, którzy zaproszeni czy wezwani na Ucztę Baranka przyjęli zaproszenie. Czy to nie jest podobnie do sytuacji opisywanej przez Mateusza 22,1-14? Tam uczta była tylko dla tych, którzy uszanowali zaproszenie.
Czy BB (Bronisław Bozowski) słusznie ograniczał listę osób błogosławionych?
Teraz pójdę znacznie dalej. Czy nie powinien ograniczyć tej populacji jeszcze bardziej? Tylko do tych, którzy zaproszeni, przyszli i przystąpili do Stołu Pańskiego? Wyobraźmy sobie, że zapraszamy do siebie gości na obiad proszony. Najpierw chodzimy po sklepach. Kupujemy wymyśle wiktuały. Tracimy czas i wydajemy pieniądze. Potem pichcimy. Gotujemy, pieczemy. Oprócz pracy, wkładamy serce. Wszak chcemy ugościć jak najlepiej. Nasze przygotowania są nieporównywalny łatwiejsze niż krwawa Ofiara Chrystusa. Jezus dał na całego Siebie ustanawiając Eucharystię. Ale i my przygotowując ucztę mocno się zaangażowaliśmy.
przychodzi oczekiwana chwila. Zaproszeni przychodzą. Nie wszyscy. Są tacy, którzy po prostu olali. Nie poinformowali, że mają inne plany. Zlekceważyli. Przychodzą. Jedni parę minut wcześniej, aby troszkę pogadać przed rozpoczęciem uczty. Inni punktualnie na czas. A jeszcze inni spóźniają się. Kwadrans, pół godziny ... Niestety, to nie wszystko. Warto zwrócić uwagę na strój i stan przybywających. Jedni w strojach wieczorowych, inni w codziennych. Ale są też osoby w strojach roboczych. A nawet w ciuchach budzących odrazę: brudnych, pomiętych, cuchnących. Myślicie, że to koniec niespodzianek? Nie. Bo, to już niezależnie od stroju, przychodzą ludzi bardzo głodni i spragnieni, w miarę głodni, ale też najedzeni i podpici. Czy ich wszystkim powinienem błogosławić przed posadzeniem przy stole? Każdemu umyć stopy i namaścić olejkiem? Czy może zatrzasnąć drzwi przed nosem i powiedzieć, umyj się, ubierz i dopiero wtedy przyjdź!
A co powiecie na taką sytuację. Na to przyjęcie przychodzi gość. Zaproszony siada do stołu. Dostaje na talerzu arcydzieło kulinarne gospodarzy. I w tym momencie mówi: Nie będę jeść. Najadłem się w domu. Posiedzę, pogadam ... Nie przyszedłem, aby jeść.
Czy to się czymś różni od uczestnictwa we Mszy świętej? Jak się czuje Pan Jezus, gdy mówimy mu: Dziękuję, niepotrzebnie oddałeś z mnie życie. Może kiedyś skorzystam, ale wiesz, to takie trudne. Musiałbym pójść do spowiedzi. Musiałbym powstrzymywać się od jedzenia. A ja nie pamiętam o tym. Jem kiedy chcę. W ogóle nie rozumiem tych wymogów. Nie wystarczy Ci, że przyszedłem do kościoła?
Czy i oni zostali pobłogosławieni? Czy i oni zasługują na błogosławienie? Powiesz, że każdy otrzymał po denarze? Nie masz racji. Zapłatę otrzymali tylko ci, którzy chcieli podjąć się pracy. Choćby na jedną godzinę. Na tę ostatnia godzinę. Ale dali coś z siebie. Zechcieli wyprać swoje szaty, wybielić je w Krwi Baranka.
A ja? Czy mnie błogosławi celebrans? Czy zasługuję na to? Zawsze? Czasem? Sądzę, że warto samemu odpowiedzieć na te ytania, zanim staniemy u stóp Tronu Pańskiego, aby zdać relację z naszego życia.

Witaj.

Skoro juz rozwinales ten monolog o uczcie, to dodam cos co od dawna mnie meczy, a nikt nie reaguje ,niewiadomo z jakiego powodu.
Otoz sprawa uczty czyli krotko mowiac o mszy sw, podczas ktorej wypowiadane sa slowa w najwazniejszej chwili mszy,czyli przeistoczeniu.
I co tmk slyszymy?
Bierzcie j jedzcie z tego wszyscy,itd oraz potem bierzie i pijcie z tego wszyscy, to jest bowiem krew moja, ktora z was jest wylana dla odpuszczenia grzechow.
Co potem sie dzieje ,chyba sam wiesz, ze niestety jest to zwykle oszustwo lub klamstwo ,bo niestety nikt poza ksiedzem nie dostaje tej zbawiennej krwi,
Nie bede sie rozpisywal, pozostawiajac miejsce na dyskusje.
Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 05:04

Andej pisze:Dziś rano jadąc do pracy słyszałam rozmowę pana, który przeprowadził wywiad z Kamilem Stochem. Uderzyło mnie jedno zdania. Otóż Kami powiedział, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Pomyślałem sobie o mądrościach ludowych. Jest taka tendencja do lekceważenie ludowości. Między innym prostej wierze ludowej. A ta ma dwa oblicza. W obu przeciwnych obrazach jest to związana z bardzo prostą formą. Ale ta prosta forma na dwa diametralnie różne oblicza. Z jednej strony pod prostą, niektórzy powiedzą prymitywną formą, jawi się głębia. Głębia uczuć i głębia teologicznej mądrości. Przedestylowana tak, że została sama najgłębsza kwintesencja. Niestety, ta sama ludowość ma także oblicze prostackie i prymitywne. Niestety rzuca się ono bardziej w oczy, gdyż łatwiej wykazać niekonsekwencje. Zwłaszcza, gdy walczy się z religią, Kościołem lub Bogiem. Choć tak na prawdę jest to walka z człowiekiem. Z człowiekiem myślącym inaczej niż oświeceni liberałowie.
Codziennie rano staram się powtarzać sobie: Bez Boga, ani do proga. I zaczynać dzień od: Kiedy ranne wstają zorze ... Bądź pochwalon Boże wielki ...
Zaskoczyłem niekonsekwencją? Ludowość mieszam z literaturą wysokich lotów? [Dla tych, którzy nie mieli tego w programie języka polskiego podpowiadam: Franciszek Karpiński.] Czemuż tak czynię. Albowiem także takie sformułowania też wpisują się w ludowość. Jest to pieśń bardzo popularna wśród ludu (słowo "lud" nie jest tu używane w sensie komunistycznym, raczej jako "sól ziemi" czyli "lud boży").
Kolejnym przykładem "prostej" religijności jest Psalm 91 bardzo popularny w tłumaczeniu samego Jana Kochanowskiego. [Znów, dla okaleczonych socjalistycznym programem nauczania podam pierwsze słowa: Kto się w opiekę Panu swemu ...] To również pieśń, która jest doskonała na rozpoczęcie dnia. Na rozpoczęcie nie tylko ludowe.
Dwie wspomniane pieśni doskonale łączą kilka pozornie sprzecznych pierwiastków. Doskonale i harmonijnie łączą prostą ludowość, głęboki sens, piękną formę i znakomitych autorów. Są to jedne z najpopularniejszych pieśni. Towarzyszą na dzień w dzień.
A zacząłem od sportu. I hierarchii wartości. Gdy jest właściwa, wtedy życie układa się lepiej. Nie oznacza to, że przychodzą same sukcesy. Nie zapewnia to ani zdrowia, ani majątku. Nie zapewnia niczego, co ziemskie i przemijające. Choć nie. Błądzę. Jest jednak coś, co taka postawa daje już teraz. Daje spokój ducha. Daje ufność. Bo któż może powiedzieć: "Jezu, ufam Tobie", jak nie ten, kto "szczerze ufa Jemu"'. Ile wieków minęło między jednym sformułowaniem, a drugim. A wciąż to samo. Różne formy, a treść obu skrywa (właściwie odkrywa) głęboką tajemnicę.
Do ludowych modlitw chyba można też zaliczyć różaniec. To też modlitwa pełna kontrastów. Może być klepaniem. Może być kontemplacją. Zwykle modlitwa zawiera obydwa te pierwiastki. A waga przesuwa się między skrajny mi pozycjami. Ale o tym, potem. Teraz ino moje subiektywne i spostrzeżenie dotyczące tejże modlitwy. W trakcie oddawanie się jej moje rozważania koncentrują się zwykle wokół miłości i zaufania. A odpowiedzialność jest na kolejnym miejscu. Jeśli życia starczy, to podzielę się nimi. A wtedy może okazać się, że medal ma więcej niż dwie strony. Przynajmniej cztery.
Wszystko jest cacy, jezeli Bog nie przyslania nam bliznich-tych ewaggelicznych bliznich.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 05:07

Andej pisze:Oni nie wierzą w cuda!
Ostatnio opinię publiczna w Ingenuidad w Meksyku została poruszona cudownym odrośnięciem lewej ręki Juana Encorvado. W wyniku nieszczęśliwego wypadku utracił on w dzieciństwie lewą dłoń wraz z częścią przedramienia. Teraz 30letni mężczyzna odzyskał rękę. Jeszcze nie jest w pełni sprawna, ale z dnia na dzień wzmacnia się. Zdarzenie przypisywane jest tygodniowej modlitwie całej wioski, w której mieszka. Wszyscy mieszkańcy przez tydzień spotykali się w porze sjesty i wspólnie modlili o uzdrowienie Juana. Impulsem było widzenie, w którym ukazała się piękna kobieta ubrana w długą niebieską powłóczystą szatę, obiecała uzdrowienie w zamian za wspólna modlitwę całej wioskowej wspólnoty. Zbulwersowani tymi wieściami zwróciliśmy się do dwóch znanych lekarzy, autorytetów w zakresie chirurgii i stosowania komórek macierzystych. Obydwaj przebadali ozdrowieńca. Najpierw na miejscu, a potem w swoich klinikach.
Prof. A. Besserwisser z Universiteatsklinik w Heilerbergu Niemcy nie kwestionuje odrośnięcia ręki, zarazem jednak autorytatywnie stwierdza, że fakt ten nie ma nic wspólnego z cudem. Prof. A.B. jest przekonany, że na skutek długiej modlitwy Juan wpadł w stan hipnozy, pod wpływem której zaczęły się namnażać komórki macierzyste. Ich gwałtowne namnożenie spowodowało całkowicie naturalny proces odrastania ręki. Taki proces już od dawna obserwujemy i badamy u zwierząt. Najlepsze efekty przynoszą eksperymenty na salamandrach i minogach. Profesor jest przekonany, że przypadek Juana przyspieszy badania. Prawdopodobnie już w następnym dziesięcioleciu odrastanie kończyn będzie powszechnie stosowaną metodą rekonstrukcji uszkodzonych części ciała.
Natomiast prof. Z. Omniknowing z Medical Research Facility w Lusitanii USA ma nieco inne zdanie. W jednym tylko zgadza się z prof. Besserwisserem, a mianowicie w tym, że nastąpił całkowicie naturalny proces. Otóż profesor jest przekonany, że przyczyną pobudzenia odbudowy kończyny nie była modlitwa, ani produkcja komórek macierzystych. Jest przekonany, że zostało to spowodowane erupcją pobliskiego wulkanu. Nastąpił sprzyjający zbieg dwóch okoliczności. Po pierwsze zmienił się skład chemiczny wdychanego powietrza i pitej wody. A po drugie Juan doznał poważnego urazu chorej ręki. Uderzył nie spory odłamek gorącej lawy. Te dwa czynniki spowodowały gwałtowną i nieprzewidywaną reakcję organizmu. Profesor jest pele nadziei na nową terapię. Już w wiosce postawiono laboratoryjne kontenery. Rozpoczynają się eksperymenty. Profesor planuje budowę kliniki w pobliżu wulkanu. Będzie ona odporna na ew. wybuchy i pozwoli na ciągłe pobieranie lawy.
A co o tym sądzą mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Jeden z nich, Quigue Jeronimo Pepe Amaranto Marcio Labrada jest przekonany, że to jest jednym wielkim oszustwem. Cała wieś się zmówiła, aby przyciągnąć turystów. Mówi, że słyszał od kogoś, że Juan wcale nie miał urwanej ręki. I tak na prawdę nie nazywa się Juan, tylko Jose. On tylko tak udawał, bo mu obiecali pieniądze na remont domu. To wszystko zmyślne oszustwo. A cudów żadnych nie ma. I nie będzie.
Cuda to nie najlepsza reklama wiary ktolickiej.
Dlaczego, domysl sie sam.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 05:26

Benjamin pisze:Jak powiedzialby obywatel narodu wybranego ... masz Andeju racje wielka, ale ja mam racje jeszcze wieksza, wobec tego spodziewam sie, iz przyjmiesz moja racje, poniewaz majac swoja racje nie bedziesz taki wielki, jak majac moja (wieksza ) racje. A z milosci blizniego wynika taka zasada, iz blizniego wywyzszac nalezy, a nie ponizac.
Dodam tylko, ze osobiscie balbym sie tak troche bezrefleksyjnie mnozyc drogi i twierdzci, ze choc to rozne sa , to i tak maja taka sama wage znaczeniowa. Otoz -Twoja racja jest racja do ktorej jak najbardziej masz prawo ... sa rozne drogi.
Lecz - jak to wczesniej wykazalem / moja racja jest wieksza ( do wiekszej racji mam jak najbardziej prawo naturalne i przyrodzone :-> ) dlatego spiesze poinformowac, ze na wiekszosci drog wbrew wyobrazeniom, jakie sobie przedstawiasz - co najwyzej skonczyc mozna w podartych portkach, skrecona noga i odgryziona reka ... i to w najlepszym wypadku.
Zalecam ostroznosc w tym potegowym mnozeniu drog ...
Nie ma wiekszych ani mniejszych racji,wszystkie sa jednakowo wielkie ,dla kazdego z osobna.Podobnie jest z drogami.Kazda jest wlasna dla kazdego , wiec nakazywanie komus isc moja droga jest absurdem.
A jeszcze wiekszym absurdem jest zalecanie pojscia droga Chrystusa, na dodatek dziwgajac Jego krzyz.
Nowomowa nie jest najlepszym doradca na drodze do doskonalosci.



Awatar użytkownika
Benjamin

Re: MONOLOG

Post autor: Benjamin » 2017-04-29, 08:50

Nie zadasz chyba na autostradzei wprowadzenia Twojej tezy w zycie ( skonczy sie wypadkiem ...)
Naklanianie do okreslonej drogi jest normalne ... Kosciol naklania swoich wiernych, policjant naklania kierowcow do okreslonego mprzestrzegania zasad na drodze, rodzice naklaniaja swoje dzieci do okreslonej ( wlasciwej ) drogi zycie, brygadzista naklania do okreslonej drogi wykonywania obowiazkow przez podleglych mu pracownikow, natura naklania flore i faune do okreslonej drogi rozmnazania sie i przebiegu procesow zyciowych.
Sa racje i racje ... racje Hitlera wobec racji Maczka moge uznac za mniejsze, niz mial gen.Maczek.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-29, 10:32

W drodze pisze:...
A jeszcze wiekszym absurdem jest zalecanie pojscia droga Chrystusa, na dodatek dziwgajac Jego krzyz.
...
A dla mnie ten "absurd' jest najwspanialszą drogą. Drogą trudną. Staram się niosąc swój krzyż wspierać Go w niesieniu Jego Krzyża. Z pokorą staram się przyjmować to, co przygotował dla mnie.
Wyznaczył mi drogę dając przykład postępowania. Nie mam wątpliwości, że daleko mi do podążania wyznaczoną przez Niego ścieżką. To ideał. A jam zwykłym szarym ludkiem. Niedoskonałym, słabym, tchórzliwym. Podziwiam Jezusa, oddaję mu cześć. Modlę się i proszę, aby dał mi siłę podążania za Nim i dźwigania krzyża.
Każdy dzień rozpoczynam prośbą, aby prowadził mnie. Aby to co czynię pomnażało Jego chwałę, było na pożytek ludzi, z którymi się stykam i żeby prowadziło mnie do zbawienia.

Ten "absurd" jest treścią i kierunkiem życia.

Twierdzisz, że to
W drodze pisze:... Co potem sie dzieje ,chyba sam wiesz, ze niestety jest to zwykle oszustwo lub klamstwo ,bo niestety nikt poza ksiedzem nie dostaje tej zbawiennej krwi, ...
, a ja widzę w tym wynikajacą z pragmatyzmu konieczność. W elitarnych niewielkich gronach możliwe jest spożywanie Eucharystii pod dwoma postaciami. Ale to forma. Treść jest zawarta w samym przystępowaniu do Stołu Pańskiego" oraz w przygotowaniu się do tego. Przez odrzucenie grzechów w sakramencie pokuty. Powtarzając słowa: Panie, nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, mam świadomość, że On może do mnie przyjść w dowolnej przez Siebie wybranej postaci. W postaci Chleba. Ale nie tylko. Może powiedzieć tylko słowo i ono już wystarczy.

Dla mnie absurdem jest negowania podążania drogą wskazaną przez Jezusa i przedstawioną w Biblii. Jest absurdem, gdyż przeczy sensowi życia mojego. Odrzucając Jego Drogę, odrzucałbym Boga. Odrzucałbym także własne zbawienie.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 14:01

Andej pisze:
W drodze pisze:...
A jeszcze wiekszym absurdem jest zalecanie pojscia droga Chrystusa, na dodatek dziwgajac Jego krzyz.
...
A dla mnie ten "absurd' jest najwspanialszą drogą. Drogą trudną. Staram się niosąc swój krzyż wspierać Go w niesieniu Jego Krzyża. Z pokorą staram się przyjmować to, co przygotował dla mnie.
Wyznaczył mi drogę dając przykład postępowania. Nie mam wątpliwości, że daleko mi do podążania wyznaczoną przez Niego ścieżką. To ideał. A jam zwykłym szarym ludkiem. Niedoskonałym, słabym, tchórzliwym. Podziwiam Jezusa, oddaję mu cześć. Modlę się i proszę, aby dał mi siłę podążania za Nim i dźwigania krzyża.
Każdy dzień rozpoczynam prośbą, aby prowadził mnie. Aby to co czynię pomnażało Jego chwałę, było na pożytek ludzi, z którymi się stykam i żeby prowadziło mnie do zbawienia.

Ten "absurd" jest treścią i kierunkiem życia.

Twierdzisz, że to
W drodze pisze:... Co potem sie dzieje ,chyba sam wiesz, ze niestety jest to zwykle oszustwo lub klamstwo ,bo niestety nikt poza ksiedzem nie dostaje tej zbawiennej krwi, ...
, a ja widzę w tym wynikajacą z pragmatyzmu konieczność. W elitarnych niewielkich gronach możliwe jest spożywanie Eucharystii pod dwoma postaciami. Ale to forma. Treść jest zawarta w samym przystępowaniu do Stołu Pańskiego" oraz w przygotowaniu się do tego. Przez odrzucenie grzechów w sakramencie pokuty. Powtarzając słowa: Panie, nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, mam świadomość, że On może do mnie przyjść w dowolnej przez Siebie wybranej postaci. W postaci Chleba. Ale nie tylko. Może powiedzieć tylko słowo i ono już wystarczy.

Dla mnie absurdem jest negowania podążania drogą wskazaną przez Jezusa i przedstawioną w Biblii. Jest absurdem, gdyż przeczy sensowi życia mojego. Odrzucając Jego Drogę, odrzucałbym Boga. Odrzucałbym także własne zbawienie.

Chyba zle sie zrozumelismy co do Drogi za Chrystusem, dwzigajac Jego krzyz.
Nikt z zyjacych nie moze isc Droga Chrystusa ,dzwigajac Jego krzyz.Jest to niewykonalne, bo Chrystus to nie my.A na dodatek, to Jezus dziwgal jedynie swoj krzyz przez kilka godzin z pomoca Szymona.A my musimy dwigac sami i jedynie z poca boska, jak to doradzaja przez cale swoje zycie..A wiadomo jak to jest z ta pomoca na codzien.

Kwestia zas Eucharystii, to widze ,ze zonglujesz "Jadlospisem" w zaleznosci od statusu gosci.
A tak nie jest.Slowo , w dodatku wypowiedziane ma swoja moc i dotyczy wszystkich a nie niektorych.Nie jesstesmy Narodem Wybranym.

Mowimy:Panie nie jestem godzien abys przyszedl do mnie, ale powiedz tylko slowo a bedzie uzdrowiona dusza mja.
Uzdrowiona, czyli nie potrzebujaca lekarza (spowiedzi), czy tak?

Ale nie tylko. Może powiedzieć tylko słowo i ono już wystarczy.

Tej mysli, niestety nie rozumiem.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-29, 15:19

W drodze pisze:...
Nikt z zyjacych nie moze isc Droga Chrystusa ,dzwigajac Jego krzyz.Jest to niewykonalne, bo Chrystus to nie my. ...
Jeśli masz na myśli ten sam drewniany krzyż, to przyznam rację. Lecz jeśli pod symbolem krzyża będą wszystkie cierpienia i przeciwności, to zupełnie nie.
W drodze pisze:...
Nie jesstesmy Narodem Wybranym.
...
Ale my jesteśmy. Wybrał nas, abyśmy szli Jego drogą. Każdy na miarę możliwości swoich.
W drodze pisze:...
Uzdrowiona, czyli nie potrzebujaca lekarza (spowiedzi), czy tak?
...
Słusznie, uzdrowiona dzięki spowiedzi. Dzięki temu gotowa na przyjęcie Pana.
W drodze pisze:...
Może powiedzieć tylko słowo i ono już wystarczy.
Tej mysli, niestety nie rozumiem.
Ja też. Nie jestem w stanie ogarnąć wielkości miłosierdzia. Wierzę i czuję, że Bóg może wszystko. A w szczególności właśnie to. Pokornie prosząc mam nadzieję, że tak uczyni. Jednak nie wiem, kiedy, w jaki sposób, bezpośrednio czy skorzysta z pośrednictwa kapłana.
Wierzę w sprawczą moc słowa bożego.

A jeśli chodzi o menu, to ja z kolei nie rozumiem. Wybacz, ale nie traktuję rozmówców w sposób szczególny. Wszystkich jednakowo. A piszę jeno to, co akurat do głowy przychodzi. Ciebie też nie wyróżniam. Nie dostosowuję się do osoby, a jedynie do czytanej treści.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-29, 17:40

Wiec jednak nie ufasz Bogu w 100% ,polegajac madzieji.

Inaczej jest u mnie. Ja wiem , ze wszystko cokowiek sie stanie, bedzie korzystne dla mnie, choc dla postronnych osob wydaje sie jak wielka kara za jeszcze wieksze przewinienia.

Natomiast co do Menu,jak to nazwales, to jedynie nieporozumienie, spowodowane moimi skrotowymi wpisami.
Piszac to mialem na mysli Uczte eucharystyczna,odprawiana w zaleznosci od rodzaju gosci.
Albo z winem , albo bez.
Pozdrawiam wieczorowo.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5756
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: MONOLOG

Post autor: Andej » 2017-04-30, 11:00

W drodze pisze: ...
Mogę jedynie zazdrościć i podziwiać. Gratuluję pewności. Dla mnie to jedynie niedościgniony ideał. Nie potrafię tak doskonale naśladować Matki Bożej.
Prawdę powiedziawszy, myślałem, że to niedostępne dla człowieka. Skoro tylko jedna Maryja miała takie zaufanie. Skoro żaden z apostołów nie osiągnął takiego poziomu.
Jesteś ideałem. Dziękuję za wspaniałe świadectwo.



Awatar użytkownika
W drodze
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 507
Rejestracja: 11 lut 2017
Wysłał podziękowań: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Re: MONOLOG

Post autor: W drodze » 2017-04-30, 20:33

Witaj Andej.

Zazdrosc nie jest pozytywna cecha, boo zatruwa wnetrze ,przyslaniajac mozliwosci osiagnia tego co widzimy u innych.
Ja czasami zazdroszcze talentu, bo tego nie mozna sie wyuczyc, talent trzeba otrzymac.Podobnie jest z powolaniem, ktore rowniez otrzymujemy jako wielki dar,ale to inny temat.
Podziwiac takze trudno, bo na odleglosc jest to
trudna sztuka.
Zapytam skad Ci wiadomo, ze tylko Maryja osiagnela ta doskonalosc pewnosci?
Osobiscie sam za bardzo nie wiem jak to przyszlo do mnie, ale jest pewne, i to juz od dobrych kilku lat.
A podobnie jak Ty ostatnio zycie doswiadczylo mnie ,zsylajac trzy operacje w przeciagu jednego roku.W tym jedna usuwania raka.
Przyznam, ze bralem to po prostu z marszu, gorzej bylo z rodzina,no bo to w koncu powazna choroba.
Ze wszystkiego wyszedlem , cieszac sie nadal pelnym zdrowiem oraz tryskajac optymizmem.
Ale to zadna moja zasluga, to dar, za co? nie wiem.
A idealem nie jestem, choc daze do niego.

Tobie zas wspomne, ze masz rowniez z kogo brac przyklad pewnosci i wiernosci, a jest nim Twoj wierny pies.
Korzystaj z tej wiernosci i ufnosci, bo napewno na to cie stac, i czego Co zycze z calego, szczerego serca.
Pozdraiam.



Zapraszamy na bloga Pani Zofii https://zchrystusem.pl/wedruj
ODPOWIEDZ