Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Jeśli nie wiesz gdzie zamieścić swój temat lub nie psuje on nigdzie indzie to napisz go tutaj.
Awatar użytkownika
joasia95
Bywalec
Bywalec
Posty: 138
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 44 razy
Otrzymał podziękowań: 36 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: joasia95 » 2019-11-06, 21:55

paulis20 pisze:
2019-11-06, 21:11
Pięknie to wszystko napisałaś dziękuję Ci z całego serca. Nawet nie wiesz jak takie "zwykłe" "niezwykłe" słowa mogą pomóc człowiekowi. Pewnie masz rację, że za dużo o tym myślę, o tym całym rozstaniu i momentami czuję, że jestem z tym sama, że nawet Boga przy mnie nie ma. Nawet brakuje mi chęci do modlitwy, bo czuję się opuszczona przez wszystkich i Jego również... Nawet nie wiesz jak ja naprawdę cierpię, to była moja pierwsza miłość w której 100% się zaangażowałam i to było naprawdę wielkie i głębokie uczucie, a teraz mam wrażenie, że ja bez tego człowieka nie potrafię żyć, że nikt mnie tak nie rozumie jak on mnie rozumiał. On mnie zmienił, stałam się dzięki niemu silniejszą kobietą, która teraz (niestety) staje się taka sama zanim go poznałam. A teraz zostałam przez swoją "głupotę" sama, przez to, że nie potrafiłam obdarzyć go takim uczuciem jak on mnie, że zwyczajnie przerosła mnie jego choroba, to że byłam w tym związku egoistką choć również dawałam z siebie wszystko, dawałam mu tyle ciepła i uczucia. I pomimo błagania go o przebaczenie i danie mi szansy, i wszelkich obietnic, że się zmienię, że pokocham go prawdziwie od nowa to nie chce mnie znać. Ja wiem, że go skrzywdziłam, że poczuł się zraniony itp. i boi się ryzykować - ja naprawdę to wszystko rozumiem, ale każdy człowiek popełnia błędy, żałuje ich i stara się zmienić a to chyba dużo, że chce się zmienić. On mnie teraz traktuje jak obcą osobę, jakby te nasze wspólne chwile, miesiące i lata dla niego nic kompletnie nie znaczyły. A ja nie potrafię z tym wszystkim się pogodzić i zacząć normalnie żyć. Przestać płakać za tymi wszystkimi wspomnieniami, za nim. Nawet nie wiem kogo mam prosić o pomoc, bo ja naprawdę nie daję już rady...
Przede wszystkim - nie możesz się poddawać! W życiu bywają ciężkie chwile, zdarzają się okropne rzeczy, dotyka nas wiele przykrych sytuacji i spraw. Ale nigdy nie możesz myśleć ze jestes w tym sama. Bóg jest zawsze przy nas. Zawsze. I patrzy i przytula nas do swojego serca. Spróbuj tak na to patrzeć. Nie przestawaj sie modlić!!! Nie możesz do tego dopuścić, to pokusa ze niby Boga nie ma bo jestes w dołku czyli on Ci nie pomaga i to nic nie da. Tym bardziej się módl i proś Go o pomoc i dziękuj za wszystko! Może to czas próby? Nie możesz się poddać i tego olać. Nie możesz oddalać się od Boga bo Ci nie wychodzi. A jak będzie super to wrócisz? Nie na tym to polega. Właśnie w najcięższych chwilach Bóg jest najbliżej tylko trzeba to dostrzec. A wtedy wszystko jest łatwiejsze. Powierz się mu. Módl się i powiedz ze oddajesz mu ta sytuacje, ze nie wiesz dlaczego Cię tak doświadcza, ze nie chcesz tego ALE - „nie moja lecz Twoja wola Boże niech się stanie.”

Co do samem sytuacji - ja również jestem po rozstaniu. Również mój były chce się spotkać i wszystko naprawić bo żałuje. Ale ja już nie chce. Czasem musimy zostawić przeszłość za sobą. Musisz to przetrwać. Musisz go zrozumieć. Postaw się w jego sytuacji. Pomysł co Ty byś zrobiła na jego miejscu. Uszanuj jego decyzje. Na pewno jest mu ciężko. Ale pomysł czy Jezus by się narzucał? On kocha bezgranicznie. Ale się nie narzuca bo SZANUJE NASZA WOLNA WOLE. Uszanuj wiec decyzje ukochanej osoby. Daj mu czas. Jeśli faktycznie jest Ci pisany, kocha Cię, to zrozumie i wróci. Mój były zrozumiał po 6 miesiącach od rozstania.

Przesylam dużo ciepła. Jeśli powieliłam kogoś słowa to przepraszam, nie czytałam wszystkich postów w temacie.

Trzymaj się. I nie przestawaj w modlitwie.


Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać: Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.~ Ps. 42, 6-7 :x

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5079
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 921 razy
Otrzymał podziękowań: 737 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: Magnolia » 2019-11-07, 06:40

Wiem, że cierpisz, wierzę że bardzo, wierzę że nie dajesz juz rady.
Ale jesli już się przekonałaś że nie ma powrotu do tego co było.... to trzeba zamknąć ten rozdział. Przestać oglądać się do tyłu i zacząć patrzeć do przodu. Być może to jest trudne, albo wydaje się niemożliwe, ale Twoje zdrowie tego wymaga.
Z przeszłości/błędów należy wyciągnąć wnioski, postanowić sobie coś dobrego, być "mądrzejszym po szkodzie" ale patrzeć już do przodu, w przyszłość.
Najistotniejsze jest żyć teraz. w danej chwili, mamy bowiem tylko dzień teraźniejszy. Przeszłość już nie wróci, przyszłości jeszcze nie ma, jest dziś.
CO dziś zrobisz by spotkać się z Bogiem? Co dobrego zrobisz dla innego człowieka? Co dobrego możesz zrobić dla siebie, by poczuć ukojenie?
Poszukaj odpowiedzi.

Jeszcze jedna nauka płynie z tej Twojej sytuacji. Nie wiem czy to dostrzegasz sama, więc napiszę co ja widzę.
Wróciła do chłopaka, prosiłaś o przebaczenie i prosiłaś o przyjęcie powrotem. Ale człowiek zraniony chowa się do skorupy i już nie potrafi zaufać, odpycha ze strachu. Taka jest prawda o ludzkiej naturze.
Jednak w analogicznej sytuacji, kiedy zgrzeszyliśmy, uświadomiliśmy sobie to i przyszliśmy wyznać nasze winy i grzechy Bogu, np w modlitwie albo sakramencie pojednania to Bóg skruszonym sercem nie gardzi, zawsze okaże miłosierdzie. Czasem każe coś wyprostować, postawi wymaganie, ale z miłosierdziem czeka zawsze. Bo kocha czysta miłością w której nie ma miejsca na strach, lęk przed odrzuceniem. Bóg przecież znając nasza naturę może być pewny kolejnych zranień i odrzuceń, a jednak zawsze czeka gotowy przyjąć.
Poznawaj tą miłość, poznawaj Boga. Przylgnij do Niego.

Jest dziś pierwszy czwartek miesiąca, pewnie będzie adoracja w kościele za kapłanów, wybierz się, posiedź i wypłacz się przed Bogiem, proś o pocieszenie i ukojenie.
Nie oglądaj się za siebie, patrz do przodu ale żyj dziś.
Pozdrawiam z modlitwą.

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu,
przez wszystkie dni mego życia;
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana
. Ps 27


Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-07, 08:52

Wszystkim z całego serca bardzo dziękuję. Naprawdę z takim wsparciem człowiekowi jest lepiej. Mam teraz bardzo trudny czas, ale wierzę, że to minie. Siedzą we mnie i w tym chłopaku ogrom emocji i dlatego przez emocje każdy z nas działa, mówi itp. Wierzę, że jak z czasem to trochę osłabinie, te emocje się uspokoją to każdy będzie wiedział co dalej. On mówił mi, że potrzebuje czasu, żeby nad tym wszystkim na spokojnie się zastanowić i ja chyba też. Bo nie chcę go po raz kolejny zranić/skrzywdzić nawet tego bym sobie nie darowała, dlatego też potrzebuję czasu, żeby być pewna swojej decyzji. A jak będzie to tak naprawdę czas pokaże. Wszystko jest w rękach Boga. Przecież to On ma dla nas już swój plan...



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5490
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: Andej » 2019-11-07, 09:13

Może chce zbudować między wami relację miłości bez seksu? Przynajmniej na czas potrzebny do podjęcia ostatecznej decyzji o związaniu się na stałe lub całkowitej rezygnacji z tego?



Awatar użytkownika
joasia95
Bywalec
Bywalec
Posty: 138
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 44 razy
Otrzymał podziękowań: 36 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: joasia95 » 2019-11-07, 12:15

Andej pisze:
2019-11-07, 09:13
Może chce zbudować między wami relację miłości bez seksu? Przynajmniej na czas potrzebny do podjęcia ostatecznej decyzji o związaniu się na stałe lub całkowitej rezygnacji z tego?
Andej, a czy było gdzieś mówione, że łączy ich taka relacja? Bo chyba mi coś umknęło.. W każdym bądź razie, nawet jeśli, to warto się nad tym zastanowić. I wziąć pod uwagę radę Andeja.


Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać: Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.~ Ps. 42, 6-7 :x

Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-07, 21:40

Andej pisze:
2019-11-07, 09:13
Może chce zbudować między wami relację miłości bez seksu? Przynajmniej na czas potrzebny do podjęcia ostatecznej decyzji o związaniu się na stałe lub całkowitej rezygnacji z tego?
Hmm... zastanawiam się co to jest w ogóle za pytanie? I nie za bardzo rozumiem, czemu Pan poruszył ten wątek, skoro ja nie mam styczności nawet z moim byłym chłopakiem. Nie jesteśmy razem i nie wiem czy w ogóle będziemy, więc co tu ma do tego współżycie?
To co Pan napisał odebrałam to tak jakbym była uzależniona od takiej bliskości, takiej relacji, a tak nie było i nie jest.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5490
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: Andej » 2019-11-07, 21:50

Ostatnie zdanie postu, na który zareagowałem brzmi: Przecież to On ma dla nas już swój plan...
A w moim poście domysły, jaki to może być plan. Nie ma w nim (tj. poście) żadnych sugestii co do stanu przeszłego, ani teraźniejszego. Wyłącznie do przyszłego. Ale skoro to oburzające ... że można tak, to jest mi przykro.



Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-07, 22:30

Andej pisze:
2019-11-07, 21:50
Ostatnie zdanie postu, na który zareagowałem brzmi: Przecież to On ma dla nas już swój plan...
A w moim poście domysły, jaki to może być plan. Nie ma w nim (tj. poście) żadnych sugestii co do stanu przeszłego, ani teraźniejszego. Wyłącznie do przyszłego. Ale skoro to oburzające ... że można tak, to jest mi przykro.

Nic nie jest oburzające i ja również się nie oburzyłam, po prostu zapytałam się Pana o co chodzi w tym co Pan napisał, bo jak widać, źle to zrozumiałam. I może ma Pan rację, że Pan Bóg chce mi pokazać czym jest prawdziwa miłość, że to nie współżycie, że to nie choroby, że to nie strach i lęki, ale szacunek, prawdziwe uczucie i poświęcenie drugiej osobie - to tak w skrócie.



Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5079
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 921 razy
Otrzymał podziękowań: 737 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: Magnolia » 2019-11-08, 14:14

Posłuchaj Paulo



Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-08, 23:09

Magnolia pisze:
2019-11-08, 14:14
Posłuchaj Paulo

Super, wielkie dzięki! Bardzo mądry i pocieszający filmik :)



Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-09, 22:04

Kochani nawet nie wiecie jak dużo zrozumiałam i nauczyłam się po Waszych wiadomościach. Naprawdę nie spodziewałam się, że znajdę tutaj takich mądrych i dobrych ludzi, którzy POMOGĄ mi zrozumieć moją sytuację i w trochę wyjść z mojego dołka. Mam do Was jeszcze jedną prośbę pomóżcie mi zrozumieć to dlaczego on potrafi żyć po naszym rozstaniu i nie cierpieć tak jak ja. Z tego co mi wiadomo on normalnie żyje, cieszy się z życia, spełnia swoje plany i marzenia, a ja co? Nadal tkwię w tym wszystkim, nadal nie mogę się pozbierać i zacząć normalnie żyć. Nadal nie potrafię pogodzić się z moją decyzją. Bywają dni, że jestem radosna, ale też są dni, że popadam w depresję i tych dni jest za dużo. Natomiast on chodzi uśmiechnięty i traktuje mnie z dystansem, jak koleżankę, jakby tego wszystkiego nie było co było między nami, jakbym w jego życiu nie istniała jako bliska, kochana osoba. I nie mówcie mi, że on ma maskę, bo z tego co widzę jak zachowuje to raczej nie widać ani grama smutku. Gdyby wewnętrznie cierpiał to byłoby to widać. A może on mnie nie kochał również prawdziwie, skoro pomimo mojej walki o niego, mojego błagania o wybaczenie, o danie mi szansy, moich obietnic, że się zmienię dla niego, że nie chcę go stracić to tak łatwo mnie skreślił, przecież jeśli kogoś się kocha prawdziwie to takiej osoby nie skreśla się tak szybko, stara się wybaczyć i nie traktuje się tej osoby tak obco jak on mnie teraz, a przede wszystkim przeżywa tzw. żałobę po rozstaniu itp. Moja walka poszła na marne, a może za słabo walczyłam, może minęło za mało czasu, żeby zapewnić go, że pomimo jego choroby chcę z nim być. Boże czemu to jest takie trudne, czemu nie mogłam go zapewnić teraz o mojej pewności w 100% czy dlatego, że minęło za mało czasu. Czemu nie mogę normalnie żyć. Przecież gdybym jednak do niego nic nie czuła to teraz tak bym tego nie przeżywała, nie cierpiała i normalnie żyła... jak każda osoba podejmująca decyzję o rozstaniu...



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5490
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: Andej » 2019-11-10, 09:38

paulis20 pisze:
2019-11-09, 22:04
... dlaczego on potrafi żyć po naszym rozstaniu i nie cierpieć tak jak ja. ...
Nie znając go, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Ale każdy, na podstawie własnego bagażu doświadczeń może szukac odpowiedzi.

Jest takie określenie: dobra mina do złej gry. Czy to nie to?

Gdy w życiu spotykały mnie tragedie chodziłem z uśmiechem. Gdy musiałem informowałem o tym, też z uśmiechem. Nie posypywałem głowy popiołem, ale namaszczałem (Mt 6,16-18). Na zewnątrz uśmiechnięty przeżywałem wewnętrznie. Nikt poza mną nie był w stanie odczuwać tego co ja. Po cóż miałem obnosić się z bólem?

Nie jeden raz zawiodłem się na kimś. I co? Takie jest życie. Miałem rwać włosy, aby wszyscy widzieli? Miałem pluć sobie w brodę wzbudzając niesmak? Tak, czyniłem to. W samotności, odosobnieniu. Gdy nikt nie widział. A na zewnątrz luz. Udawany luzik. Uśmiech na twarzy. Czy lepiej byłoby obnosić się ze swoim bólem i dawać dodatkową satysfakcję tym, którzy zranili? Przyjmowałem inną drogę. Udawałem, że nic się nie stało. Że nie zostałem wyrolowany. Wiem, to było oszukiwaniem samego siebie, ale pozwalało żyć. Pozwalało walczyć. Walczyć, a nie błagać o najmniejszy gest. Bez prowokowania. Na stopie koleżeńskiej.

Raz rozbity dzban, można skleić. Można nawet tak, że znów będzie szczelny. Że znów wodę będzie można nosić. Ale wymaga to wielkiego wysiłku, zaangażowania i cierpliwości. A kiedyś ujrzysz, że dzban jest znów cały. A mapa rys w miejscach pęknięć będzie piękną przestrogą na przyszłość.



Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-10, 11:05

Pięknie i mądrze Pan to napisał, bardzo dziękuję. Tylko, że ja go znam i wiem jak on potrafi się zachowywać jak ktoś go zrani itp. i nigdy taki nie był, tak się nie zachowywał jak teraz. W dodatku on mi powiedział, że ja inaczej przeżywam to rozstanie niż on, bo on ma lepszy charakter, on nie przejmuje się tym, on zaakceptował mój strach i żyje dalej beze mnie, bo jego choroba nigdy nie zniknie i nic z tym nie zrobi. Tylko dlaczego nie chce mi pomóc przejść przez to wszystko razem, czemu nie potrafi mnie zrozumieć, mój strach, moje obawy o przyszłość, o to, że mam marzenia o rodzinie i jak każdy człowiek chce mieć zdrowe dzieci. Dlatego zaczynam wątpić w to czy on naprawdę mnie kochał, skoro tak łatwo i szybko mnie przekreślił i nawet nie docenił mojej walki, mojego starania o zmianę, o przebaczenie jakby tego wszystkiego nie było. A teraz traktuje mnie obco (po tylu latach znajomości) i to tak bardzo boli. Dlatego nie mogę tego zrozumieć czemu tak szybko mnie wyrzucił ze swojego życia pomimo mojego błagania o danie mi szansy, o wybaczenie i po części zrozumienie mnie itp. Nie rozumiem tego. Co jak mam teraz zrobić? Jak mam się pozbierać, zaakceptować jego decyzję, zaakceptować moją decyzję, jak nawet tego nie potrafię i nie rozumiem. Ciągle we mnie siedzi ta nadzieja, że wrócimy do siebie i on mi to wszystko wybaczy, że będzie jak dawniej. Choć wiem, że tak nie będzie, ale nie potrafię inaczej żyć... Brakuje mi go, tęsknię za nim i boli mnie to, że on nie może mi wybaczyć i że nie potrafię samej sobie wybaczyć, że tak się zachowałam, że byłam taka słaba, żeby udźwignąć jego chorobę i ją zaakceptować w 100%. Dzięki temu forum zrozumiał naprawdę dużo, poczułam, że Bóg musi tu być, że przez takich dobrych ludzi jacy tu są On do mnie przemawia, bo On jest wszędzie.
Ostatnio zmieniony 2019-11-10, 11:14 przez paulis20, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
paulis20
Początkujący
Początkujący
Posty: 36
Rejestracja: 7 cze 2019
Wysłał podziękowań: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy
Płeć:

Re: Dlaczego Bóg mi nie pomaga?

Post autor: paulis20 » 2019-11-14, 19:26

Dobrze Kochani, chciałabym już zakończyć ten temat i tym samym prosić admina o usunięcie tego całego tematu z tego forum. Nie chcę, żeby przypadkiem ktokolwiek ze znanych mi osób, a w szczególności on natknął się na ten temat i domyślił się kto to pisał i o kim.

Kończąc chciałabym serdecznie Wam wszystkim podziękować za udzielone wsparcie, rady, mądrość słowa i takiego ,,otwarcia rozumu". A w szczególności za zrozumienie i nie potępienie. Jednocześnie przepraszam, że byłam momentami bardzo męcząca i aż za bardzo pokazywałam swoje emocje. Naprawdę Wasze rady, słowa bardzo dużo mi dały. W końcu zrozumiałam w czym tkwi problem, nie w nim tylko we mnie! Ja nie kocham siebie, więc tym samym nie będę potrafiła pokochać kogoś innego. Muszę odrobić najważniejszą lekcję w moim życiu, czyli najpierw pokochać siebie, polubić i dopiero wtedy obdarzyć miłością kogoś innego. Będzie to bardzo trudne, bo nie wiem za bardzo jak mam to zrobić, ale wierzę, że z pomocą Boga to się uda i nauczę się prawdziwie kochać. Bóg nas wszystkiego uczy i ma dla każdego swój plan. Jak dalej moje życie, moja znajomość z tym chłopakiem się potoczy tak naprawdę tylko On wie, a czas wszystko pokaże. On wie co będzie dalej. I chwała mu za to, za to, że z nami jest i nas wspiera. A tak jak ktoś tu nawet napisał każda sytuacja życiowa nas czegoś uczy i w końcu pojawia się dobro. I ja wierzę, że tak będzie, musi być dobrze!
Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI! Niech Bóg ma Was w swojej opiece. Trzymajcie się!
P.S. Mam nadzieję, że kiedyś tu jeszcze zajrzę, ale nie po to, żeby się żalić, ,,wypłakać", ale żeby komuś pomóc tak jak Wy mi pomogliście :)
Ostatnio zmieniony 2019-11-14, 19:30 przez paulis20, łącznie zmieniany 2 razy.



Zapraszamy na bloga Pani Zofii https://zchrystusem.pl/wedruj
ODPOWIEDZ