Koszmar skrupułów

Awatar użytkownika
Niezapominajka
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 467
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 147 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Niezapominajka » 2019-09-29, 13:41

Kochana @Magnolia,
naprawdę, nie sądziłam, że spotkam się z takim zrozumieniem. Po spowiedzi przyjęłam dziś Komunię Świętą i poprosiłam Boga, żeby wejrzał na mnie łaskawie, że przecież Go kocham, nie chcę obrażać, nie chcę się udręczać tym wszystkim. Że chcę się z nim ściśle jednoczyć, nie wracać już do grzesznej przeszłości. Czuję się lepiej, w pewien sposób można powiedzieć "wolna", oddalam złe myśli, skupiam się na dobru. Mam jeszcze jedną kwestię do wyjaśnienia. Mianowicie, pracuję w turystyce (jestem recepcjonistką w ośrodku wypoczynkowym). Dziś jestem w pracy, oczywiście, byłam na 7:00 w Kościele. Moje pytanie, czy popełniam jakikolwiek grzech będąc w tej pracy dzisiaj (w niedzielę) skoro muszę, bo pracuję w takim miejscu, że to nie jest mój wolny wybór, oraz nie opuszczam Mszy Świętej? Bardzo dziękuję za odpowiedź :)

Wiem, że to ogromna łaska. Nic innego ani nikt inny mi tak nie pomógł. Wiem też, że zrobiłam to z miłości do Niego, żeby już Go nie ranić moimi grzechami, żeby zasłużyć na tą Jego miłość (mimo iż Boga zdaniem zawsze zasługuję, bo przecież kocha każdego, nawet grzesznika). Ale wiem, że to właśnie On mi z tym pomógł. I bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna, że aktualnie jestem z tych nałogów "wyzwolona" i mimo wszelkich pokus czy okazji - nie ulegam! Bo ciągle zaświeca mi się lampka - wyzwolił mnie Pan z mojej niedoli, nie chcę do tego wracać, nie chcę ulegać, dopomóż mi Panie w moich słabościach.. I tak już PÓŁ ROKU!

W ogóle, chciałam bardzo podziękować.. wiem, że Was tutaj wszystkich zadręczam swoimi rozterkami, ale naprawdę, już nie wiedziałam co mam robić. Pytałam już księży, ale tylko jeden z nich powiedział że jeśli bardzo mi to wszystko ciąży to żebym powtórzyła tę spowiedź, ale lepiej będzie skupić się na teraźniejszości i w razie przypomnienia sobie grzechu ciężkiego wyznawanie go przy najbliższej spowiedzi. Bo przecież mogłabym ją powtarzać tysiąc razy (chodzi o spowiedź generalną) i nigdy bym nie była w 100% zadowolona, zawsze by czegoś zabrakło.. szczerze, mogłabym się tym wszystkim zamęczyć.. a ja naprawdę nie mam intencji zatajania czegokolwiek.. nikt nie jest idealny i nikt nie powie wszystkiego idealnie.. zwłaszcza jeśli spowiedź obejmuje jakieś 10-12 lat życia..

Dziękuję również za te Pieśni.. kiedyś śpiewałam w scholi, o wiele mocniej do mnie wszystko trafia przez muzykę, teraz nawet zwykłe-niezwykłe pieśni Kościelne powodują u mnie wzruszenie (no cóż, taka wrażliwa jestem.. :ymblushing: :ymblushing: ) a co dopiero takie! Popłakałam się jak bóbr, a zaznaczam, jestem w pracy!

Bardzo dziękuję. Niech Wam wszystkim, a w szczególności Tobie @Magnolia Bóg błogosławi i czuwa nad Wami!
Ostatnio zmieniony 2019-09-29, 14:26 przez Niezapominajka, łącznie zmieniany 1 raz.


Oz 11:4 bt5 ~ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Tagi tematu:

Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2019-09-29, 14:36

Dziękuje za dobre słowo i życzenia błogosławieństwa, przyda się :)
W moim odczuciu, jeśli praca wymaga obecności w niedzielę to nie ma grzechu. W sensie że pracujesz... bo jest to wymóg tej pracy. Praca jest potrzebna człowiekowi by godnie żył i zarabiał na swoje utrzymanie. Więc jako taka, wykonywana uczciwie, jest niezbędna. Czasem niektóre zawody wymagają obecności także w niedzielę, są to najcześciej zawody związane ze służbą drugiemu. Wyobrażasz sobie że nagle cały ośrodek zamiera, bo pracownicy mają niedzielę? nikt nie ugotuje posiłków, nie posprząta , nie otworzy drzwi hotelu ? To nie może tak być, więc w naturalny sposób trzeba pracować także w niedzielę. To nie wynika z Twojego wyboru tylko wynika z zawodu jaki wykonujesz. Więc nie jest to dobrowolne, dlatego nie grzeszysz.
Inną kwestią jest uczestniczenie we mszy św niedzielnej. Ale skoro udaje Ci się być na mszy to naprawdę nie masz sobie nic do zarzucenia w tych dwóch kwestiach. Zawsze można też być na mszy św wieczornej sobotniej, która jeśli jest w niedziele praca, albo podróż, jest zamiast niedzielnej zaliczona.

Chyba nikogo nie zadręczasz swoimi rozterkami. Ja tu jestem po to by odpowiadać. ;)
Cieszę się, że mogę przynieść ulgę i pocieszenie. Zostań z nami, poczytaj inne wątki, które Cię zainteresują, naprawdę to miejsce potrafi pomóc rozwijać się duchowo, ale potrzebny jest czas...
Z Bogiem :-h



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 467
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 147 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Niezapominajka » 2019-09-29, 16:55

Bardzo dziękuje za wsparcie i porady. Tak jak myślałam, czasem tez chodziłam właśnie w sobotę i ofiarowałam ją jako mszę niedzielną. Ale i tak byłam wtedy nie do końca „spełniona”. Szukanie powodu na sile aby nie isc w niedziele do Kościoła i specjalnie chodzenie w sobotę aby w niedziele nie isc jest dla mnie bez sensu i tak właśnie czasem odbierałam swoje zachowanie.. tak wiec postanowiłam tak zagospodarować czas aby zawsze w niedziele być i gdy tylko mnie naprawdę sytuacja zmusi to isc w inny dzień i ofiarować:)
Oczywiście, na pewno zostanę :) bardzo dziękuje za tak miłe przyjęcie. Gdy tylko będę miała jakieś wątpliwości, będę na pewno pisać:) coraz częściej myśle czy nie isc do lekarza, bo możliwe ze mam jakieś zaburzenia nerwicowe przez te moje myśli. co prawda jeszcze żaden ksiądz nie stwierdził u mnie skrupułów(ale kilku mnie przestrzegało ze takie zachowanie prowadzi do skrupułów) i niestety ja sama już zaczynam to zauważać..


Oz 11:4 bt5 ~ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2019-10-09, 12:47

Napisałam to w innym wątku, ale postanowiłam to wkleić także tu, bo to ważne przesłanie dla skrupulantów:
joasia95 pisze:
2019-10-09, 09:10
tylko jak tego dokonać, skoro ciągle koncentruję się czy to grzech/nie grzech ciężki/lekki
hmm... jak tego dokonać? PRZESTAĆ koncentrować się na grzechach. Zawsze mamy coś na sumieniu, wobec Boga zawsze jesteśmy grzeszni. Tego nic nie zmieni... Bo On jest Idealny i Piękny, a my słabi (skażeni grzechem pierworodnym). Dążenie do Boga nie polega na dążeniu do ideału siebie - to zadanie skazane na niepowodzenie, stąd rodzi się frustracja, natręctwa i problemy.
Jeśli zrozumiemy, że zawsze mamy coś na sumieniu, a do komunii przystępujemy bo możemy liczyć i prosic o Jego łaską oczyszczenia, to zmienia się nasza perspektywa! teraz to nie naszym zadaniem jest zadbać o bycie czystym, ale to od Niego prosimy tą łaskę. "Mówimy te słowa: Nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz jedno słowo a będzie uzdrowiona dusza moja " - dopiero gdy Bóg nas oczyści, możemy Go godnie przyjąć do serca.
Odrzuć skrupuły, natrętne myśli i zamień je na pokorną myśl, ze nie jesteś godna ale prosisz o oczyszczenie byś mogła się z Bogiem spotkać. To się Bogu podoba. To będzie spełnianie Jego woli, a nie "szorowanie swojego sumienia" do zwariowania.
joasia95 pisze:
2019-10-09, 09:10
No właśnie tez odnoszę wrażenie, że do nawrócenia mi daleko, gdyż przybliżam się do Boga przez strach - przed złym, potępieniem, piekłem.
Wielu z wierzących od tego zaczyna, od strachu przed piekłem. Ale nie powinno się na tym zatrzymać. Celem jest relacja z Bogiem polegająca na miłości, na pragnieniu życia dla Niego i z Nim cały czas, niezależnie od tego co się dzieje. Żyć w Jego obecności. To jest cel, codziennie po milimetrze się do tego celu zbliżamy, mało kto potrafi robić duże kroki, potem wynosimy ich na ołtarze jako świętych. :)
joasia95 pisze:
2019-10-09, 09:10
Byłam u kilku spowiedników i powiedzieli - ja bym już nie wracał - ostatni pojechał po bandzie - bo zwariujesz - i mu odpowiedziałam, że już zwariowałam.
Przeszłości już nie ma, przyszłości jeszcze nie ma. Jest tylko teraźniejszość! Żyj teraz! Masz tylko teraz !

joasia95 pisze:
2019-10-09, 09:10
Zmiana procesu myślenia.. czy on może trwać jakiś czas? Czy to się dzieje nagle i już wiem jak będę robić..
Zmiana procesu myślenia zaczyna sie od decyzji. Chcę to zmienić! A potem trwa całe życie. Wtedy zachowamy i pokorę i elastyczność i młodego ducha, poszukiwanie Boga, przejdziemy oczyszczenie by zjednoczyć się z Bogiem w niebie. Innymi słowy całe życie mamy ręce pełne roboty :) :-bd



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2019-11-03, 10:45

Skrupulantyzm

Chciałbym nazwać po imieniu tę chorobę skrupulanctwa, która coraz więcej ludzi dręczy- jako koszmar. Istnieją wg mnie przynajmniej cztery skutki takiego stanu rzeczy.

Po pierwsze – w udrękach skrupułów zapomina się o tym, co najważniejsze: że odpuszczenie grzechów zawdzięczam Miłosiernemu Bogu. Człowiekowi zaczyna się wydawać, iż rzeczą najważniejszą jest jak najdokładniejsze wyznanie swoich grzechów, jak najdokładniejsze odprawienie pokuty itp. A przecież kiedy klękam przy konfesjonale, przychodzę wówczas do Chrystusa Zbawiciela, aby On w swoim miłosierdziu raczył mi wybaczyć moje grzechy. Wyznanie win świadczy o tym, że przychodzę w dobrej woli, i jest jedynie warunkiem rozgrzeszenia. Źródłem rozgrzeszenia jest sam Bóg, Jego miłosierdzie.

Toteż swoja uwagę powinniśmy koncentrować nie na tym, aby wyznać grzechy jak najdokładniej, ale na tym, żeby je wyznać Miłosiernemu Bogu. W Kościele od wieków naucza się, że wystarczy wyznać grzechy ciężkie oraz ich liczbę, zaś spośród okoliczności jedynie te najistotniejsze, które zmieniają rodzaj grzechu. Naucza się również głośno i wyraźnie, że tylko umyślne zatajenie czyni spowiedź nieważną (świętokradzką). Jeśli spowiadam się szczerze, Chrystus mi odpuszcza wszystkie grzechy, nawet jeśli jakiegoś grzechu zapomniałem wyznać lub nie umiałem go wyznać prawidłowo. Powtarzam jeszcze raz: w naszej postawie kiedy przystępujemy do Sakramentu Pokuty, rzeczą najważniejszą jest ufnie otworzyć się przed Chrystusem, który odpuszcza grzech i uzdalnia do poprawy. Inaczej duchowa choroba skrupulanctwa – która trawi niektórych – nie tylko odbiera im radość pojednania z Bogiem, ale prawie uniemożliwia przeżycie Sakramentu Pokuty jako spotkania z Kochającym Zbawcą.

Po drugie, złym skutkiem a po trosze przyczyną skrupułów jest wypaczenie nadziei. Zamiast swoją nadzieję na życie wieczne budować na Bogu i Jego przebaczeniu, człowiek usiłuje znaleźć ją w pewności, że się dobrze wyspowiadał. Jest to egocentryzm, który niestety bardzo skutecznie potrafi paraliżować prawdziwą miłość. Analogiczny mechanizm może niszczyć niekiedy na przykład miłość małżeńską. Człowiek zamiast po prostu kochać współmałżonka, usiłuje zyskać stuprocentową pewność, że jest kochany, zadręcza współmałżonka, aby nieustannie zapewniał o swojej miłości, dawał stuprocentowe dowody nieistnienia zdrady itp. W ten sposób można podkopać nawet najprawdziwszą miłość oraz skutecznie zatruć życie sobie i współmałżonkowi. Miłość bowiem nie lubi arytmetyki, nie szuka stuprocentowości, nie przywiązuje nadmiernej wagi do gwarancji: cieszy się tym, że kocha, chce kochać coraz prawdziwiej i o resztę jakby się nie troszczy. Dlatego spowiedź z całego życia ma sens tylko wówczas, gdy jest spowiedzią po latach błąkania się z dala od Boga, w przypadkach powrotu do Boga albo w przypadkach niewątpliwego świętokradztwa w poprzednich spowiedziach lub w bardzo istotnych momentach życia np. przed sakramentami bierzmowania, małżeństwa czy kapłaństwa. Inaczej zdecydowanie należy unikać takiej spowiedzi, gdyby krył się za tym jakiś brak zaufania w miłosierdzie Boże.

Po trzecie, zło skrupułów polega jeszcze i na tym, że dość skutecznie odwracają one zasadniczą kierunkowość Sakramentu Pokuty. Przecież po to przystępujemy do spowiedzi, żeby Pan Jezus wybaczył nam to, co w przeszłości było złe i swoją obecnością uświęcał naszą teraźniejszość i przyszłość. Sakrament Pokuty pomaga nam się odciąć od naszej złej przeszłości, rozliczyć się z nią, zwrócić główna uwagę na to, co dobrego zrobić z naszym dziś i jutro. Tym czasem w chorobie skrupulanctwa dzieje się coś dokładnie odwrotnego: człowiek właśnie główną uwagę skupia na swojej złej przeszłości, zaś myśl, aby dzień dzisiejszy czy jutrzejszy przeżyć po Bożemu, schodzi na plan dalszy.

Wreszcie po czwarte, choroba skrupułów niszczy w człowieku poczucie granicy między grzechem a zjawiskami, którym nie sposób przypisać znamion moralnej nieprawości. Zatarcie tej granicy demobilizuje moralnie, rodzi fatalistyczne postawy wobec zła. Bo jeśli ktoś będzie się dopatrywał grzechu na przykład w dziejących się poza jego wolą doznaniach sennych albo czuł niepokój sumienia z powodu złych i dokuczliwych, ale nie chcianych myśli (lub nawet natręctw), wówczas podświadomie kształtuje się w nim przeświadczenie, jakoby walka z grzechem była przedsięwzięciem kompletnie beznadziejnym.

Czy jest jakieś lekarstwo na tę chorobę? W ogóle nie ma chorób duchowych, na które by nie było lekarstwa! Trzeba w to gorąco uwierzyć! Oto kilka wskazówek. Będą one banalne, ale tak już bywa w sferze ducha, że rady najbardziej banalne są najskuteczniejsze.

Trzeba mieć dystans wobec swoich skrupułów tzn. pomyśleć co ja bym powiedział jako wierzący w miłość i miłosierdzie Boże komuś, kto by się mi zwierzył z podobnych problemów.
Trzeba zrozumieć, że źródło tych udręk jest we mnie, że obiektywnie skrupuły należy bagatelizować.
Trzeba sobie zdecydowanie zakazać grzebania się w przeszłości. Niepokoje, czy spowiedź był dobra, najlepiej przerywać taką na przykład modlitwą: ”Panie Jezu, wybacz mi, że jestem tak nieznośny, że zachowuję się tak jakbym nie ufał Tobie; przecież Ty wiesz, że poza Toba nie mam nikogo, w kim mógłbym położyć całą nadzieję!” Przy skrupulanckim usposobieniu nie grozi zatajenie jakiegoś poważnego grzechu. Dlatego podczas spowiedzi nie trzeba wracać do spowiedzi poprzednich – nawet jeśli rzeczywiści czegoś zapomniałem wyznać lub wyznałem nie tak jak trzeba. Wszelkie wątpliwości co do prawidłowości poprzednich spowiedzi trzeba zdecydowanie przecinać. Najlepiej przez powierzenie się Bożemu Miłosierdziu: „Sam widzisz Panie Jezu, jaki jestem, jak mi trudno zaufać Twojemu miłosierdziu. Ale właśnie tylko Twemu miłosierdziu chcę ufać!”
Trzeba się spowiadać krótko. Dwa rodzaje wyznań trzeba ze swoich spowiedzi usuwać: nie spowiadam się z rzeczy co do których nie mam pewności, że są grzechem; oraz koniecznie trzeba powstrzymywać się od opisywania różnych okoliczności grzechu (tylko bardzo, bardzo wyjątkowo powinno się wyznać jakąś okoliczność, jeśli istotnie zmienia ona charakter grzechu). Jest to trudne, ale trzeba się przezwyciężyć. Nawet na rachunek sumienia trzeba sobie nałożyć jakiś rygor, na przykład nie poświęcać mu więcej czasu jak 20 minut. Wszelkie zaś wewnętrzne opory trzeba przezwyciężać ucieczką do Bożego miłosierdzia.
Celem powinna być dobra służba Bogu, a nie jakiś pokój serca odczuwany fizycznie. Wewnętrznego pokoju zapewne przybędzie, ale nie należy się spodziewać jakiegoś radykalnego uzdrowienia swojej psychiki; najważniejsze, żeby duch został w człowieku uleczony. Trzeba się z tym pogodzić, że skrupulancie usposobienie będzie raz po raz boleśnie dawało znać o sobie. Tylko w takim stopniu można przekształcić je w swój krzyż, w jakim będę się starał je przezwyciężyć. Inaczej usposobienie takie staje się ciężarem niszczącym człowieka – i ducha, i ciało. Jeśli jednak człowiek weźmie swój krzyż, ogarnie go pokój Boży – głębszy niż nasze odczucia. Niekiedy będzie można namacalnie odczuć ten pokój, ale zapewne częściej będzie on poza sferą odczuć. Niesienie krzyża i wewnętrzny pokój są czymś nieodłącznym. Trzeba na siebie wziąć swój własny krzyż – to znaczy w trudzie i samozaparciu przezwyciężać swoje skrupuły i otwierać się na miłość Bożą – tylko pod tym warunkiem można zaznać pokoju, choć często nie będzie się go odczuwało.
Po spowiedzi trzeba przynajmniej przez miesiąc przystępować do Komunii (bez następnych spowiedzi w międzyczasie) – niekoniecznie codziennie, wystarczy w niedzielę, ale można także częściej. Skrupuły na pewno przyjdą: że tyle było niedobrych myśli, tyle lenistwa itp. Trzeba odrzucać takie skrupuły i do Komunii jednak odważnie przystąpić. I nie lękać się o świętokradztwo. Tylko na wypadek jakiegoś poważnego i niewątpliwego grzechu należy się powstrzymać od Komunii – ale od takiego grzechu Bóg skrupulantów strzeże. To, że czujemy się niegodni Komunii św. jest oczywiste. Bo kto z nas jest godnym? Wszak szatanowi o to chodzi, aby nas odciągnąć od spożywania Ciała Pańskiego i zniszczyć w nas pokój i radość Bożą. Nie możemy pozwolić szatanowi wprowadzać zamieszania w naszą służbę Bożą.
W walce ze skrupułami bardzo ważny jest spowiednik, czasem skrupuły pojawiają się nie ze względu na grzech ale spowiednika, i nie chodzi tu penitentowi o to jak ja spowiednikowi powiem o moim grzechu, ale jak ja TEMU spowiednikowi powiem o moim grzechu. Powodem takiej sytuacji jest ucieczka przed znanym spowiednikiem lub tajenie grzechu a w konsekwencji skrupuły. Lekarstwo – to odwaga i stanięcie w prawdzie, każdy spowiednik przed którym spowiadam się drugi czy trzeci raz jest już znanym mi spowiednikiem, a jeśli znanym to jak ja wyznam przed nim to czy inne przewinienie. Problem jest nie w spowiedniku, ale we mnie. Ciągła zmiana spowiedników, nie leczy, ale wprowadza w kolejne choroby, to tak jak ciągła zmian lekarzy. Najlepsze rozwiązanie to stały spowiednik.
Ks. Norbert Sarota
http://rabawyzna.ksm.org.pl/2012/06/sum ... oszmarnym/



Awatar użytkownika
Marek_Piotrowski
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 8962
Rejestracja: 1 cze 2016
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 920 razy
Otrzymał podziękowań: 2693 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Marek_Piotrowski » 2019-11-03, 11:04

Jeszcze jedno na marginesie Joasiu. W sobotę wieczorem można odprawić Mszę Swiętą niedzielną - jest to absolutnie normalne.
Osobiście nie jestem za tym, zeby tak permanentnie zastępować - ale Kościół to jak najbardziej dopuszcza. I jeśli masz do wyboru spokojną Eucharystię w sobotę i taką "w biegu" w niedzielę, to może nawet i lepiej pójść w sobotę?



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Gawędziarz
Gawędziarz
Posty: 467
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 147 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Niezapominajka » 2019-11-06, 14:14

Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-03, 11:04
Jeszcze jedno na marginesie Joasiu. W sobotę wieczorem można odprawić Mszę Swiętą niedzielną - jest to absolutnie normalne.
Osobiście nie jestem za tym, zeby tak permanentnie zastępować - ale Kościół to jak najbardziej dopuszcza. I jeśli masz do wyboru spokojną Eucharystię w sobotę i taką "w biegu" w niedzielę, to może nawet i lepiej pójść w sobotę?
Marku, lubię pójśc w niedzielę, nawet na 7 rano. Na spokojnie, bo do pracy mam na 9. O wiele lepiej mi się przezywa dzień, gdy rozpoczynam go od spotkania z Bogiem :)


Oz 11:4 bt5 ~ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2020-02-16, 09:39

Kochani to kazanie koniecznie trzeba wysłuchać, by zrozumieć jaką zmianę w patrzeniu na grzech przynosi ze sobą Ewangelia:




Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2020-02-16, 11:02

Mówiąc o skrupułach nie mamy do czynienia z problemem duchowym, lecz psychologicznym, to znaczy z zaburzeniem psychicznym na tle nerwicy obsesyjnej, nazywanym „skrupulanctwem” lub „obsesją grzechu”. W nerwicy obsesyjnej człowiek szuka absolutnego bezpieczeństwa we wszystkim: tak w poznawaniu, jak i w decydowaniu. Stara się za wszelką cenę wyeliminować najmniejszy choćby cień własnej prowizoryczności. Chciałby postępować bez uwzględnienia warunkowości i ograniczenia każdego aktu ludzkiego. Stara się tego nie dostrzegać, nie akceptuje tego i jest całkowicie zamknięty na tę rzeczywistość.

Skrupulat obsesyjny myśli, że zgrzeszył w każdej sytuacji czy też przez każde wyrażenie, często myli myśl z rzeczywistością, ideę grzechu z niepokojem iż zgrzeszył naprawdę, wpadając w ten sposób jeszcze bardziej w zamieszanie. Częsta praktyka spowiedzi osiąga cel sobie przeciwny, wzmacniając jego neurotyczny niepokój.

Skrupulat spowiada się, odczuwając potrzebę, która nie ma związku z Sakramentem Pojednania. Jego jedynym celem jest wyeliminowanie niepokoju, który nie ma nic wspólnego z autentycznym świadomym żalem. Niepokój, którego chce się pozbyć, polega na nieuświadomionym poczuciu winy, które stało się okrutnym nieuświadomionym moralistą, terroryzującym osobę aż do tego stopnia, że zmusza ją do ciągłych spowiedzi bez najmniejszej obiektywnej winy. Pocieszenie, które skrupulant otrzymuje od spowiednika, przynosi mu ulgę pozorną, w rzeczywistości wzmacnia ona tylko jego poczucie winy. Skrupulat posiada nie tyle „delikatne” sumienie, co skłonność poszukiwania, u siebie i u innych, przekonania o swojej grzeszności.

Potrzeba uzdrowienia w Jezusie swoich zahamowań. Duchowość chrześcijańska nie ma na celu osiągnięcia wewnętrznej doskonałości, ale spotkanie z Jezusem, życie Jego miłością, Jego spojrzeniem. Tu nie chodzi o rachunki, lecz o miłość, która się liczy z człowiekiem, a nie rozlicza z nim! Skupiaj swoją uwagę na miłości Boga, nie zaś na swojej grzeszności.

Ks. Józef Pierzchalski SAC
http://www.przemiana.biblia.pl/index.ph ... =&pyt=1678

Czym więc jest sumienie skrupulanckie? Mówiąc najprościej to pewne przewrażliwienie, które odnosi się do możliwości popełnienia grzechu. Może ona obejmować wszystkie dziedziny życia albo szczególnie jakiś obszar, np. związany z seksualnością lub z możliwością sprofanowania Najświętszego Sakramentu.

Księże Jacku, jeśli odkryję, że jestem skrupulantem, to jak mam sobie pomóc? Jakie pierwsze kroki wykonać? Do kogo się udać? Co robić, a czego nie?

Ks. Jacek Hadryś: W takiej sytuacji konieczny jest stały spowiednik, regularne spotykanie się z nim i bezwzględne posłuszeństwo jego zaleceniom. A jak nie mam takiego stałego lub mam, ale nie potrafi mi pomóc? Trzeba szukać, popytać o kapłana, który zna się na pomaganiu skrupulantom… dopiero kiedy okaże się, że sprawy ze skrupułami poszły zbyt daleko, tak że nie potrafię okazać posłuszeństwa spowiednikowi w sprawach duchowych i moralnych, to wtedy zapewne podpowie, aby skorzystać z pomocy chrześcijańskiego psychologa…

A dlaczego tak konieczny jest stały spowiednik?

Ponieważ przeżywając koszmar skrupułów, nie jest się w stanie samemu ocenić swojego postepowania. Spowiednik wówczas „bierze na siebie” odpowiedzialność za skrupulanta. Jeśli np. powie mu, że ma przyjmować Jezusa w komunii i nie przystępować wcześniej do spowiedzi, choćby był przekonany o popełnieniu przez siebie grzechu śmiertelnego, to skrupulant powinien kapłanowi zaufać i tak zrobić.

https://misyjne.pl/jak-sobie-poradzic-z ... -eksperta/

Jak się spowiadać - instrukcje dla skrupulantów:
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TA ... ac_10.html

„INSTRUKCJA” DLA OSÓB Z SUMIENIEM
SKRUPULATNYM


Poza samymi skrupulatami pewnie nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie cierpień duchowych takich ludzi i stąd podpowiedzi, które mogą im bardzo pomóc w wyjściu z tej przypadłości.

- Osoba z chorym sumieniem powinna wybrać sobie tylko jednego spowiednika i wiernie się go trzymać przez co najmniej kilka lat, aż do wyprowadzenia z choroby. W związku z tym należy wyszukać sobie księdza z odpowiednim doświadczeniem, niezbyt młodego. Po dokonaniu tego wyboru nie wolno się zbyt szybko zniechęcać i rezygnować z pomocy danego kierownika duchowego, gdyż i ksiądz musi mieć czas, by „wejść w problem” prowadzonej osoby. Pomoże mu w tym modlitwa penitenta.

- Spowiednik ma prawo liczyć na całkowite posłuszeństwo penitenta odnośnie do podejmowanego planu pracy nad sobą. Penitent winien darzyć swojego kierownika duchowego pełnym zaufaniem, wierząc mu bardziej niż sobie i swoim odczuciom.

- Częstotliwość spowiedzi św. ustala spowiednik. Zasadniczo poleca się korzystanie z sakramentu pojednania regularnie raz w miesiącu.

- W razie wątpliwości (podstawowy problem sumień skrupulanckich):

— Gdy penitent nie potrafi ocenić, czy popełniony przez niego czyn jest grzechem ciężkim czy lekkim, ma go traktować jako grzech lekki i ów grzech wyznać przy spowiedzi św. w oznaczonym czasie.

— Gdy chory ma wątpliwość, czy może (powinien) przystąpić do Komunii św. — ma przystąpić, wierząc, że w tym sakramencie Jezus pozostawił moc uzdrawiania. Przecież gdyby Komunia św. była nagrodą, na którą ktoś z ludzi zasługuje — nikt z nas nie mógłby podejść do stołu Pańskiego! Tymczasem Pan Jezus ustanowił Eucharystię jako Pokarm, od którego zależy nasze zbawienie, a nie jako nagrodę dla najlepszych i bezgrzesznych ludzi.

- Spowiedź osoby z sumieniem skrupulatnym powinna trwać najwyżej trzy minuty. W razie potrzeby (dla spokoju sumienia, by niczego nie pominąć) penitent może korzystać z kartki, na której wypisze swoje problemy, mówiąc o nich jak najkrócej i jak najogólniej. Spowiednik zadaje pytania penitentowi, gdy uzna to za stosowne i potrzebne dla ważności sprawowanego sakramentu czy dobra duchowego spowiadanej osoby.

- Penitentowi nie wolno:

— Zmieniać spowiednika bez porozumienia ze stałym spowiednikiem.

— Chodzić do spowiedzi poza ustalonym terminem.

— Wracać do minionych spowiedzi, nawet gdy są poważne wątpliwości.

— Kwestionować ważności dawniejszych spowiedzi.

— Dokonywać spowiedzi generalnych (z całego życia).

- Wyjście ze skrupułów jest możliwe, a czas trwania tego procesu zależy od stopnia posłuszeństwa i konsekwencji w korzystaniu z łaski Bożej, udzielanej w sakramentach Eucharystii i pokuty. Wysiłek swój i spowiednika należy omodlić.

- Penitent skrupulat nie korzysta w rachunku sumienia z żadnych książeczek i wzorów (chyba że spowiednik wyraźnie wskaże i zaleci jakiś wzór). Schemat jego rachunku sumienia może być następujący:


— Wyliczenie grzechów w oparciu o Przykazania Boże i kościelne — faktów, które naprawdę zaistniały.

— Rozliczenie się z postanowienia z ostatniej spowiedzi św. (postanowienie może być tylko jedno i spowiednik musi o nim wiedzieć; nie podejmuje się go na własną rękę).

— Wada główna: grzech, z którym są największe problemy, który się najczęściej pojawia lub bywa przyczyną innych grzechów.

— Obowiązki stanu: praca, życie rodzinne, nauka, droga powołania...

- Istotą sakramentu pokuty i spowiedzi św. jest zawierzenie miłosiernemu Bogu i nieustanne nawracanie się, a nie odnoszenie wszystkiego do własnego „ja”. Bóg mnie zna i nie przestaje kochać! Zamiast koncentrować się na własnych grzechach, trzeba czynić dobro! Największym wrogiem skrupulata (choć nie tylko jego) jest egoizm i egocentryzm. Sądzeni będziemy z miłości, a nie z grzechów!

- Spowiednik mógłby odmówić prowadzenia skrupulata, gdyby ten nie chciał mu być posłuszny i gdyby mimo najdokładniejszej nawet spowiedzi nie przystępował do Komunii św.

Każdemu z nas potrzebna jest formacja sumienia, by stawało się ono naszym sojusznikiem w drodze do doskonałości — więcej: sanktuarium, w którym człowiek spotyka się z samym Bogiem.



Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2020-06-24, 09:34




Awatar użytkownika
Magnolia

Re: Koszmar skrupułów

Post autor: Magnolia » 2020-09-12, 16:48




ODPOWIEDZ