Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Ogólnie o Biblii. Dlaczego powinniśmy Ją czytać, jak powinno się czytać Pismo Święte, itp.
Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-01, 22:14

Dezerter pisze:
2021-01-01, 14:51
najlepsze życzenia noworoczne dla każdego chrześcijanina: (Lb 6,22-27)
Tak też i w moim kościele zostały powtórzone w akcie błogosławieństwa na zakończenie mszy świętej.
Święte słowa i warte podkreślenia. I zachowanie w sercu i umyśle.
=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+=+
J 1,19-28)
Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: „Kto ty jesteś?” On wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: „Ja nie jestem Mesjaszem”. Zapytali go: „Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?” Odrzekł: „Nie jestem”. „Czy ty jesteś prorokiem?” Odparł: „Nie!” Powiedzieli mu więc: „Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” Odpowiedział: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz”. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: „Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?” Jan im tak odpowiedział: „Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała”. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
================================================================================================================
Czytając powyższe przyszło mi na myśl pewne skojarzenie. Z Ewangelia opisującą analogiczną sytuację. W której pytającymi byli wysłannicy Jana, a odpowiadającym Jezus. W obydwu sytuacjach pytający nie otrzymali prostej, jednoznacznej odpowiedzi. W obydwu musieli udzielić jej sobie sami. Na podstawie tego, co obserwowali. Zostali zmuszeni do myślenia. Do analizy. A wreszcie do zaangażowania się. Nie tylko ciekawskiego pytanie, ale do samodzielnego działania.
Dlaczego? Sądzę, że powodem było to, że na każda odpowiedź mieliby kolejne pytania. Oraz żądania dowodów. Które choć podane na tacy wzbudzałyby wątpliwości. I dalsze serie pytań oraz zarzutów. Albowiem do wniosków samodzielnie wyciągniętych mamy zupełnie inny stosunek. Po prostu wierzymy sami sobie. Wierzymy, że przeanalizowaliśmy wszystko, a nasze rozumowanie było prawidłowe.
I tu doszedłem do kluczowego słowa. Wierzymy. Nie wiemy, nie udowadniamy, nie przeprowadzamy autopsji. Wierzymy.
Pamiętacie słowa Jezusa do Tomasz, gdy ten wreszcie uwierzył? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I w ten sposób doszedłem do słów, które w poprzednim poście przywołał Dez.

Ale są w tej Ewangelii zastanawiajace słowa: „Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?” Rodzi się pytanie, czym był chrzest dla ówczesnych żydów? Jakie były jego formy? Przyznaję się, że nie pamiętam, abym o tym czytał. Teraz dopiero zaczynam czytać Świat Chrystusa. Może coś znajdę. Ale to intrygujące.
Drugą myślą jest samo pytanie: Czemu chrzcisz? A także zastrzeżenie co do posiadania praw do chrzczenia.
Na pytanie "Czemu chrzcisz?", a właściwie czemu ochrzciła(e)ś swoje dzieci? Dlaczego masz taki zamiar, jeśli będziesz mieć dzieci? Nie odpowiem na te pytania. Ani nie podpowiem. Sama, sam odpowiedz. Zastanów się. Po co? Dlaczego? Jaki masz w tym cel? I zaraz uświadomisz sobie odpowiadając na te pytania, co jest najważniejsze. Bo czyniliście (lub czynić będziecie) to po to, aby zapewnić to, co jest najważniejsze. Wskazać drogę. To tak jak wyrzucenie kuli kręgielnej, lub uderzenie bili. Nadaje pęd i kierunek. Daje energię łaski Bożej.
A przy okazji przypomnijmy sobie, kto ma prawo chrzcić? I uświadommy sobie, że odpowiedź na to pytanie ma minimalne znaczenie wobec tego, jaki jest cel chrzczenia. Nie ważne kto, ważne co. I skutki tegoż.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-02, 18:26

J 1, 1-18
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało.
W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od ojca, pełen łaski i prawdy.
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce.
Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie ojca, o Nim pouczył.

= ============================================================================= =
Przyszło Słowo. Jan dał świadectwo. Ale i tak nie dotarło do wszystkich. A to już tyle lat. Bo do tego, aby dotarło konieczne jest otwarcie się na Boga. Słowo nie dotrze do kogoś, kto nie słucha. Tak jak w zwykłych sytuacjach. Gdy jesteśmy skoncentrowani na rozmówcy, to dociera do nas każde jego słowo. Ale gdy jednocześnie zajmujemy się czymś, co nas absorbuje, słowa umykają. Zapewne każdemu z nas zdarzyło się, że nie usłyszał tego, co ktoś do niego mówił Słyszał, ale nie dotarło do świadomości. Ale są też inne sytuacje, gdy słyszymy, ale nie to, co się do nas mówi. Zaobserwowałem to u siebie. Zwłaszcza, gdy czytam. Łapię jakieś zdanie i na jego podstawie wyrabiam sobie zdanie o całości, Zanim wszystko przeczytam. Wtedy, nie raz, ucieka mi sens całości. Bo doczytuj ę tylko to, co zgodne z tym, czego się spodziewam. Rozumienie podporządkowuję ogólnemu sensowi, który sobie wykoncypowałem. A czasem w dalszym tekście są antytezy, tego co na początku. To rodzaj zaślepienia. Zamknięcia się na nowe. Ma to dobre i złe strony. Gdy już jesteśmy po właściwej stronie, to warto zachowywać zrozumiane priorytety. Ale gdy błądzimy, to przeoczenie dalszej treści wpuszcza nas głębiej w maliny.
Słowo: Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
Jan mówił do wszystkich. Nie kierował słów do konkretnej grupy ludzi. Jedni słyszeli, inni słuchali. Aby słyszeć i słuchać potrzebna łaska. Tylko ludzie otwarci na Słowo rozumieli je. Ludzie skoncentrowani na treści, a nie na utartej formie.
W Ewangelii napisano, że tym, którzy je przyjęli dało moc. Ale aby je przyjąć konieczna była łaska. Dlatego musimy wciąż prosić Pana o łaskę rozumienia. Bo tylko wtedy Słowo dotrze i będziemy mogli przemieniać je w czyny.
Zastanówmy się, jak często po wyjściu z kościoła nie pamiętamy Ewangelii. A jeśli nie pamiętamy, to co wynosimy? Co będziemy realizować?
Spowiadając się kiedyś powiedziałem o swoich roztargnieniach. I o tym, że własne rozważanie Ewangelii przed pójściem na mszę daje mi lepsze skupienie. I lepsze rozumienie. Słuchając na mszy więcej do mnie dociera. Może dzięki intonacji wpadają do ucha nie tylko te słowa, które odczytałem. A potem jest kazanie. Lub homilia. I w myślach jestem bardziej zaangażowany. Bo słucham i konfrontuję swoje przemyślenia z tym, co prawi ksiądz. Czasem w myślach się z nim kłócę. Czasem cieszę, że dochodzi do podobnych wniosków. A czasem odkrywam zupełnie nowe treści. I wtedy Słowo ma szczególną moc. Moc stawania się dzieckiem Bożym. I Słowo zostaje dłużej we mnie. Jako wskazówka. Jako materiał do przemyślenia. I pozwala, kolejny raz, narodzić się z Boga.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-03, 18:02

J 1, 35-42)
Jan Chrzciciel stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.
Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?”
Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu), gdzie mieszkasz?”
Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.
Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza” (to znaczy: Chrystusa). I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas” (to znaczy: Piotr).

=================================================================================================================
Powołanie. Podobno każdy ma jakieś. Tak jak talenty, zdolności, predyspozycje. Ale często są to cechy nierozpoznane lub źle rozpoznane. Wydaje mi się, że obecnie coraz mniej osób jest w stanie rozpoznać swoje powołanie. Rozkojarzeni wabiącymi ofertami, perspektywami karier tłumimy w sobie nasze powołania. Rozmieniamy na drobne przyjemności lub sprzedajemy za pieniądze. Nie zastanawiamy się nad tym, co najlepsze, ale szukamy tego, co najbardziej praktyczne. Postępujemy pragmatycznie. A czasem, nawet i to nie. Gdym studiował pytałem wielu osób, dlaczego studiujesz na tym wydziale. Niewielki odsetek twierdził, że to świadomy wybór. Zwykle byli to ludzie po Zajączku (takie technikum). Większość odpowiadała, że koledzy już tu studiują, albo że zgadały się z koleżanką, bo elektrycy mogą dobrze zarabiać, przez przypadek, bo coś słyszeli w radiu lub telewizji. I potem brnęli przez lata w "wybranym" zawodzie. A po kolejnych latach okazało się, że w swojej specjalności pracuje kilka osób z rocznika. A w zawodzie mniej niż połowa.
Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.
Czy ich wybór był przypadkowy? Z tego, że byli uczniami Jana wynika, że nie. Słyszeli wiele o Jezusie. Znali stosunek Jana do Jezusa.
Wygląda na to, że czekali na okazję, aby poznać Jezusa. Byli elementami dróg, które Jan prostował dla Pana.
Ich powołanie kiełkowało, gdy spotkali na swej drodze Jana. Przy Janie zostało ono ukierunkowane i ugruntowane. Byli, jakby sadzonkami, przygotowanymi do posadzenia w glebie nauki Chrystusa.
Gdy zobaczyli Jezusa podjęli spontaniczną decyzję. Ale równocześnie przemyślaną i upragnioną.
Ale jeszcze jeden aspekt mnie interesuje. Mianowicie to, że Jezus ich nie wzywał. To od nich wyszła inicjatywa. A Jezus nawet ich nie zachęcał. Powiedział, w pewnym sensie, spróbujcie. A oni spróbowali i zostali. Trafili w swoje miejsce. To było ich powołanie. I wytrwali w nim do samego końca. Nie bez kryzysów. Ale finis coronat opus.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-04, 19:00

J 1, 43-51
Jezus postanowił udać się do Galilei. i spotkał Filipa.
Jezus powiedział do niego: «Pójdź za Mną!» Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu». Rzekł do niego Natanael: «Czy może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz».
Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: «Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu». Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem».
Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!»
Odparł Mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to».
Potem powiedział do niego: «zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego».

================================================================================================================
A teraz mamy inne sposoby powoływania. Bezpośrednia interwencja. Sądzę, że Jezus powołał Filipa dlatego, że znał jego wolę. Nie wyrażoną werbalnie, ale odczytał pragnienia duszy. Pragnienie wypełniania woli Bożej. Gorliwość wiary. I otwartość na sens wiary.
«Pójdź za Mną!»
Czy zasługą Filipa jest to, że Jezus tak do niego powiedział? Czy jest się nad czym zastanawiać? Przecież Bóg może wszystko. Cóż dziwnego w tym, że tak polecił? Czy Filip miał jakieś wyjście? Czy mógł odmówić? Przecież Jezus mógł go zmusić?
Ano nie. Po pierwsze Jezus go nie zmusił. Nie nakazał. Tylko odezwał się. Ja bym to nazwał propozycją. Albo zaproszeniem.
Ale znów, jak w tym zasłucha Filipa? Czy możemy z tego wyciągnąć jakieś wnioski dla nas? Ano, możemy. Bo zasługą Filipa jest to, że usłyszał. I usłuchał. Ale jak się ma to do nas? Podobnie. Do nas Jezus też przemawia. Nie bezpośrednio, twarz w twarz, ale za pośrednictwem Ewangelii. Z pomocą zdarzeń. Przez spotykanych ludzi. Często słyszymy. I często nie słuchamy. Najpierw mówi "Przyjdź do Mnie". Poznaj Mnie. A potem dokładnie to samo, co do Filipa. Żeby usłyszeć, trzeba otworzyć uszy. Trzeba chcieć słyszeć. Bo w gwarze codziennego zabiegania o sprawy materialne Jego głos gdzieś zanika. Staje się niezrozumiały. Niby słyszymy, ale nie rozumiemy. W tym naszym pędzie uciekamy. Oddalamy się do Niego. A On czeka. Cierpliwie. Ze smutkiem.
«Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem?»
Dla innychy samo zaproszenie, to za mało. Świadectwo przyjaciela, to też za mało. Potrzebują jakiegoś kopa. Takiego jak dostał Natanael. Czegoś spektakularnego, zadziwiającego. Tak jak ci, którzy szukają w wierze wzlotów uczuć, przeżyć, łez, tańca, języków. Bez tego nie są w stanie zauważyć Boga. Dobre to czy złe? To zależy. Jeśli takie spektakularne zdarzenie stanie się impulsem do poznawania Pana, to ok. Ale jeśli samo w sobie stanie się celem, to zupełnie źle.
Kiedyś poznałem internetowo kobietę. Okazało się, że w młodości mieszkaliśmy w tej samej okolicy. Ta sama parafia. Odeszła od Kościoła. I namawiała mnie do tego. Kiedyś byłem na spotkaniu tej sekty. Była zachwycona glosolaliami, spontanicznością. Byłem tam i obserwowałem manipulacje pastora. Nakręcanie nastrojów, wyciąganie kasy. Ale byłem, chyba, jedynym, który obserwował to z boku, choć będąc wśród nich. To była sztuka dla sztuki. Przedstawienie. Happening. Nie było w tym Boga. W każdym razie, nie dostrzegałem Go. Było to przeżywanie nadzwyczajności dla samej nadzwyczajności. Aby potem tłumaczyć, że to musiało być od Boga, bo było nadzwyczajne. Bo Pana nie było w trzęsieniu ziemi, nie było Pana w ogniu. Pan przyszedł w łagodnym westchnieniu wiatru.
Dlatego, nie czekając na powołanie sami starajmy się je rozpoznać. A gdy usłyszymy grzmot, nie przyglądajmy się zafascynowani błyskawicy, ani nie wyglądajmy następnych. Zamknijmy oczy, skupmy się na Bogu i szukajmy Go tam, gdzie jesteśmy.
Ostatnio zmieniony 2021-01-04, 19:00 przez Andej, łącznie zmieniany 1 raz.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-05, 18:48

Dzień 03.01.2021 - Święto Objawienia Pańskiego czyli Epifania

Mt 2,1-12 Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.
===================================================================================================================
Dlaczego akurat oni są tak ważni? Przecież to nie oni pierwsi rozpoznali Boga w Dzieciątku. Wcześniej przybyli pasterze i oddali chwałę Nowonarodzonemu. Czy nie są tak honorowani, bo nie dali należytych darów? Może nawet żadnych? No i jeszcze pytanie, czy Bogu potrzebne dary? Dary materialne? Chyba znacznie ważniejsze jest to, że został rozpoznany. I uczczony.
Różnica polega na tym, że mędrcom nie objawili tego aniołowie. Oni sami studiując różne dziedziny wiedzy rozpoznali Boga. A ówcześni magowie, byli omnibusami. Kimś więcej niż ludźmi renesansu. Oni zajmowali się dosłownie wszystkimi ówcześnie znanymi dziedzinami nauki. Także tymi, których dziś nie uznajemy za naukę. Choć, wcale bym się nie zdziwił, gdyby za lat ileś ponownie zostały włączone do kanonu nauki. Jedną z dziedzin była astrologia ściśle połączona z astronomią, w pewnym zakresie z astronautyką (w sensie poznawanie przestrzeni). Byli matematykami, filozofami, geografami … Byli bogaci, odważni, zaradni. Elita ówczesnego świata. Oni rozpoznali Boga. Rozpoznali Go rozumem. Za pośrednictwem nauki. Dlatego do dzisiaj, ich rola tak bardzo jest doceniana.
ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę
Ofiarowali drogie dary. Zapewne złoto, było najtańszym z nich. Czy było ono potrzebne? Zapewne tak, biorąc pod uwagę perspektywę emigracji. Józef, jako fachowiec, mógł wszędzie utrzymać rodzinę. Ale to wymagało czasu. A do realizacji planu Bożego konieczny był pośpiech. Jeszcze nie wiedząc o zagrożeniu, już zostali wyposażeni w środki umożliwiające szybką i względnie bezpieczną podróż I zapewnienie sobie dyskrecji. Ale czy ten wymiar materialny spowodował to, że o tym pamiętamy? Ano nie. Daleko ważniejszy był wymiar symboliczny. Złoto kojarzy się z władzą. I z dostojeństwem. Z królowaniem. Jest symbolem czegoś najdroższego. I nieprzemijającego. Złoto zawsze ma wartość. Złoto było darem iście królewskim. Darem składanym królom. Symbolicznie dar teki oznaczał uznanie Dzieciątka za Króla. Za kogoś obdarzonego królewską godnością. Choć tak na prawdę Jego godność jest ponad wszystkich władców ziemskich.
Dostał jeszcze w darach żywice. Mieszankę żywic i żywicę służącą do wyrobu olejków specjalnego przeznaczenia. Jakże symboliczne dary. Oprócz wielkiej wartości materialnej stanowiły przepowiednie. Kadzidło należało się Bogu. Na cześć stwórcy było spalane. Miła jego roznosiła się wokół tworząc nastrój podniesienia przy składaniu ofiar. A dym unosił się w górę. Prosto do nieba. Do Boga. Taki dar był składany Bogu samemu. Z racji wartości i z racji tego, że ulatywał do nieba. Tak jak modlitwy. I wraz z modlitwami.
Darem była też mirra. Specjalna żywica. Też wonna, ale gorzka w smaku. Bywała stosowana do produkcji olejków, którymi balsamowano zwłoki. A zmieszaną z winem dawano skazańcom, których mękę chciano złagodzić. Obydwa zastosowania związane są ze śmiercią. Są sygnałem, że Jezus-Człowiek, jest tak jak my, podatny na cierpienia i na fizyczną śmierć. Jest bardzo bogatym darem, tak jak poprzednie. Darem tragicznym. I przepowiednią. Bóg, Człowiek, Król.

Dodano po 22 minutach 21 sekundach:
Zapomniałem dopisać pytania. Pytanie skierowanego do Ciebie i do mnie. Do każdego z nas.

Z jakimi darami przybędziesz do Dzieciątka? Co Mu ofiarujesz?


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-06, 18:44

Ewangelia na czwartek, 07.01.2021

Mt 4, 12-17. 23-25
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których nękały rozmaite choroby i dolegliwości: opętanych, epileptyków i paralityków. A On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.

=================================================================================================================
Czy nie budzą zdziwienia te słowa? Czy to nie tchórzostwo? Uciekł. Nic nie robi. Nie pomógł. Nie podburzył ludzi. A wielu oczekiwało, że podburzy. Że zainicjuje krwawą rewoltę. A On nic. Usunął się. Udał się w bezpieczne miejsce. Dlaczego?
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei.
A jak inaczej miał wypełnić to, po co przyszedł jako człowiek? Taki był plan Ojca. Plan zbawienia. A nie plan buntu czy zrywu narodowowyzwoleńczego. Celem było głoszenie.
«Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.»
Głosił królestwo. Głosił życie wieczne, a nie życie długie. Głosił, że dla wieczności warto poświęcić teraźniejszość. Głosił inne wartości od tych, których ludzie byli uczeni. Może, nie tyle inne, co inaczej rozumiane. Ze sfery zewnętrznej przenosił wagę na sferę wewnętrzną. Ze sfery człowiek - władza, na relację człowiek - Bóg.
Jan był kamieniem milowym. Był też zapowiedzią. I był ofiarą. Był też kamieniem rzuconym na szaniec.

Jezus przybliżał królestwo niebieskie. Przybliżał rozumienie tego królestwa. Przygotowywał ludzi na przyjęcie tego królestwa. Zapraszał do niego. Uczył takiego postępowania, aby było ono dla nas otwarte. I abyśmy my sami byli na nie otwarci.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-07, 18:46

Ewangelia na piątek 08.01.2021

Mk 6, 34-44
Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia».
Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!»
Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby dać im jeść?»
On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!»
Gdy się upewnili, rzekli: «Pięć i dwie ryby».
Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i pięćdziesięciu.
A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by podawali im; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do syta i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i resztek z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.

==================================================================================================================
O czym jest ta Ewangelia? I rozmnożeniu jadła? Coś w rodzaju: "Stoliczku, nakryj się!"? Z pewnością jest to ważnym elementem. Przyciągającym uwagę. I wzbudzającym zachwyt.
Na moją wyobraźnię podziałały, głownie, dwa fragmenty. W pierwszym z nich napisane jest, co jest ważniejsze. I jak pamiętacie, problem ten jest wielokrotnie poruszany w Ewangelii. Wszak pamiętacie Marią i Magdalena. Tam podobnie.
Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
Dwie reakcje na widok tłumu. Najpierw troska. Potrzeba zapewnienia tego, czego najbardziej potrzebują. Dlatego zaczął nauczać. Nadać, temu tłumowi ciekawskich, jakąś formację. Skupić ich. Wokół Słowa Bożego. Słowa rozumianego z miłością. Nauczanie jest ukierunkowywaniem. Lepieniem człowieka. Jest przekazywaniem wartości. Z tej zbieraniny robił społeczeństwo. Z tych przypadkowo zebranych ludzi tworzył owczarnię. Nadawał cel ich życiu. Wskazywał kierunek.
I wiecie co? Robił to w sposób intrygujący i pociągający. Na tyle ciekawie, że ludzie ci nie odeszli od Niego, aby zaspokoić swój głód. Słuchając zapomnieli o głodzie. A mówił rzeczy nie zawsze miłe dla ucha. Bo wskazywał na błędy i grzechy. Ale jeszcze większą wagę przykładał, nie do błędów, ale do tego, aby ich unikać. Uczył jak uczynić życie szczęśliwym. I godnym pochwały ze strony Boga.
Ale nie można mówić bez końca. Najwspanialszy krasomówca kiedyś znudzi. Jezus o tym wiedział. Wiedział też, że nie można poprzestać na strawie duchowej. Dlatego polecił uczniom, aby nakarmili tłum.
Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!»
Właśnie. Kazał uczniom. Czy wyłącznie im? Czy to polecenie nie jest skierowane także do nas? Uważam, że tak. Ale w innej kolejności. Nam nakazuje, aby najpierw zapewnić strawę materialną, a potem duchową. Bo człowiek głodny nie będzie słuchać. Może udawać, że słucha. Ale będzie czekać na jedzenie. A my mamy za zadanie zbliżyć się do potrzebującego. Okazać pomoc i zrozumienie. A dopiero potem uczyć. I to też dyskretnie. Nie narzucać. Ale zachęcać.
Zachęcać także innych, którzy mogą się dzielić. Albo chcą, ale nie mogą się przełamać. Dając jeść dajemy równocześnie świadectwo. Stajemy się świadkami Jezusa. A o to przecież chodzi.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-08, 20:06

EWANGELIA na sobotę, 09.01.20231

Mk 6, 45-52
Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim sam odprawi tłum. Rozstawszy się więc z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!» I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył.
Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

==================================================================================================================
No to teraz dostałem w łeb. I to solidnie. Tymi ostatnimi słowami. Bo cóż mogę powiedzieć o sobie? Jeśli oni, stawiani za wzór, przyjęcie do nieba, byli otępiali, to co mogę powiedzieć o sobie? Oni mieli Jezusa 24 godziny na dobę. Tłumaczył. Dawał przykład. Mogli pytać. I tłumaczył im, dopóki nie zrozumieli. A ja co? Pytam, a odpowiedzi do mnie docierają lub nie. Rozumiem je lub nie. A każda odpowiedź, którą zrozumiem jest przyczyną powstawania kolejnych pytań. Im więcej wiem, tym większą mam świadomość ogromu tematów, których nie nie znam. Im więcej rozumiem, tym większą mam świadomość tego, czego nie rozumiem.
Tylko pokory przybywa. Są ludzie, którzy wiedzą. Są tacy, którzy wiedzą lepiej. I są tacy, którzy zawsze wiedzą najlepiej. Kiedyś mi imponowali. I dalej imponują swoją wiedzą i zrozumieniem. Ale, nawet wtedy, gdy oni tego nie widzą, to ja widzę, że Boga i tak nie ogarną. Że, to co wiedzą, ma się nijak do wiedzy Bożej. A ich interpretacje wcale nie muszą być słuszne.
Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!»
On to powiedział do mnie. I do Ciebie. Nie bój się. Nie przejmuj się tym, że nie rozumiesz. Postępuj zgodnie z tym, co rozumiesz. Nie bój się tego. Odwagi. Staraj się rozumieć. Staraj się wyciągać wnioski. Bo wcale nie chodzi o to, abyś wiedział, co natchniony autor miał na myśli. Chodzi o to, abyś wyciągnął z tego przesłanie, które jest skierowane do Ciebie. Personalnie do Ciebie. I weź pod uwagę, że to samo Słowo może zawierać inną treść do realizacji przez Twojego bliźniego.
Przy wyciąganiu wniosków warto jest podpierać się Nauką Kościoła. Całego Kościoła. Nie konkretnego człowieka. Jeśli jest on, ten człowiek, autorytetem dla Ciebie, to najpierw sprawdź, czy to co mówi jest zgodne z Nauką Kościoła. Czy zgodne z Dekalogiem? Czy zgodne z przykazaniami miłości?
Dlatego nie bój się burzy. Nie bój się bałwanów. Bóg jest przy Tobie. Ale to Ty musisz Go dostrzec. To Ty musisz Go usłyszeć.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-09, 18:46

EWANGELIA na niedzielę 10.01.2021

Mk 1, 7-11
Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie duchem Świętym».
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

===================================================================================================================
Ciekawy jestem, czy zwróciliście uwagę na opisy tego zdarzenia. Mianowicie na to, kto usłyszał głos z nieba. I kto rozpoznał, że jest to głos pochodzący od Boga.
Zastanawiałem się, dlaczego nie wszyscy usłyszeli? Zapytacie skąd te wątpliwości? A jak myślicie, czy gdyby człowiek był świadomy, że bezpośrednio słyszy głos samego Boga Ojca, a wraz z nim słyszą ten głos wszyscy współobecni, czy nie zadziałałoby to piorunująco na każdego? Sądzę, że nikt nie potrafiłby przejść nad tym do porządku dziennego. To byłby moment zwrotny w życiu każdego człowieka. Albo solidne utwierdzenie w wierze.
Czy ktokolwiek z ludzi przebywających nad Jordanem miałby wątpliwość co do osoby Jezusa? A byli tam kapłani, faryzeusze, uczeni. Przecież mając pewność, że jest Wysłannikiem, uznaliby Go za Mesjasza. Bez wahania i bez wątpliwości.
A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».
Ale głos z nieba nie grzmi. Nie przytłacza. Jest cichutki. Ledwo słyszalny, jak śpiewał Okudżawa w Modlitwie. Aby usłyszeć głos Boga konieczna jest miłość. I wiara. Łaska wiary i miłości. Aby usłyszeć, trzeba chcieć usłyszeć. Trzeba się skoncentrować na Bogu. Inaczej nici z tego.
A ja jestem głuchy. Idę do kościoła na mszę i nie słyszę. To znaczy głos dociera do ucha, ale nie dociera do najgłębszych pokładów mojej jaźni. Dekoncentruję się. Słucham Ewangelii i okazuje się, że słyszę coś innego niż czytając przed pójściem na mszę. To akurat wspaniałe, że udaje się dostrzegać dalszą treść. Czasem słucham kazania i nie mogę z niego wyłowić ani jednego zdania. Zdaję sobie sprawę, że ksiądz musi mówić do tych, którzy najmniej potrafią zrozumieć. I bywam zarzucony masą słów, z których żadne nie trafia do mnie. Pomimo natężenia woli, aby znaleźć słowo skierowane do mnie. Słowo, które da mi napęd na jakiś czas. Słowo, które warte jest rozważenia i przemyślenia.
Czy gdybym tak stał obok Jana, patrzył na Jezusa, czy usłyszałbym?


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-10, 18:20

Ostatnio, kilka razy, uciekły mi czytania poprzedzające Ewangelię. A były w nich słowa, które odgrywają bardzo ważną rolę, przez swój związek z samą Ewangelią. Dlatego mam zamiar, jeśli nie będzie to Wam przeszkadzać, wklejać wszystkie czytania. Jak to drzewiej było. Powrócić do tradycji. Zarazem nie tracąc z widoku działania z wyprzedzeniem, które pozwala bywającym na porannych mszach, na wcześniejszą refleksje. Która, przynajmniej w moim przypadku, przyczynia się do lepszego uczestnictwa w Liturgii Słowa.

Poniedziałek, 11 stycznia 2021
1 tygodnia zwykłego

PIERWSZE CZYTANIE
Hbr 1, 1-6
Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat.
Ten Syn, który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty, podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi, a dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach. On o tyle stał się większy od aniołów, o ile odziedziczył dostojniejsze od nich imię.
Do którego bowiem z aniołów powiedział Bóg kiedykolwiek: «Ty jesteś moim Synem, Ja Cię dziś zrodziłem»? I znowu: «Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem»?
A skoro ponownie wprowadzi Pierworodnego na świat, powie: «Niech Mu oddają pokłon wszyscy aniołowie Boży».


Mk 1, 14-20
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim.
Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

=================================================================================================
List do Hebrajczyków zaczyna się stwierdzeniem, że Bóg przemawiał wielokrotnie do ludzi. Za pośrednictwem swoich proroków. A efekt tego był taki, że czasem zaczynali wypełniać Jego wolę. Ale zawsze tylko na "chwilkę".
W pewnym momencie Stworzyciel zagrał va bank. Postawił wszystko na jedną kartę.
Nie ma mocniejszego wejścia, niż wysłanie Syna. Pamiętacie przypowieść o dzierżawcach winnicy? Właściciel też wysłał syna. Bóg Ojciec wiedział, jaki będzie rezultat. A Jezus opowiadając tę przypowieść wiedział, że ludzie nie posłuchają. A przynajmniej nie wszyscy. Że wciąż będą tacy, którzy sprzeciwiać się będą.
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»
Fakt uwięzienie Jana był kolejną zapowiedzią tego, jak się skończy ludzki pobyt Jezusa na ziemi. Dlatego wycofał się do miejsca, w którym mógł głosić swoje posłannictwo. Do miejsca pogardzanego przez Judejczyków z powodu zbyt dużych kontaktów z innymi nacjami. Do miejsca znanego z gościnności i tolerancji. Miejsca stosunkowo zamożnego. W którym zaznaczały się wpływy hellenistyczne, rzymskie i fenickie. Stamtąd wybrał swoich rybaków. Ludzi pracowitych i tolerancyjnych. Otwartych na nowe. Otwartych na treść. Nie zamykających się w samej formie, czy literze Prawa. A Jezus dodatkowo otworzył im oczy na serce Prawa. Na jego kwintesencją.
Aresztowanie Jana było w jakimś stopniu startem dla Jezusa. Jan przygotował drogę. Gdy Jezus zaczął nauczanie musiał Mu ustąpić, aby nie wprowadzać rozdwojenia.
«Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»
Czas się wypełnił. Tak, jakby przewrócono klepsydrę. Czas nauczanie. Czas siewu i oczekiwania na żniwa. Jezus zaczął siać. Pierwsze ziarna rzucił między rybaków. Na ich żyzną glebę. A jak wiemy z Ewangelii, każde z nich trafiło na żyzną glebę.
Zaraz, zaraz, zarzucicie mi, że 12 ziarno dało kiepski plon. Tak, ono nie padło na galilejską glebę, ale na judejską. A jeśli tak, to może i to było przyczyną, że rozpoczął nauczanie w Galilei i spośród jej mieszkańców wybrał jedenastu.
Teraz czas zastanowić się co z ziarnem rzuconym na glebę Twojego umysłu. I zastanowić się, czy jest on (umysł) żyzną glebą? Jaki daje plon? A jaki mogłoby dawać?
Nie, strach dalej rozważać. Bo ogarnia mnie przerażenie, jak kiepsko pielęgnuję tę wątłą roślinkę wiary, która jest we mnie. Jak wiele mam wątpliwości. Jak zaniedbuję. Jak zatruwam grzechem.
Mogę tylko błagać: Panie pomóż. I Was błagać: Pomóżcie.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-11, 19:46

Czytanie na wtorek, 12.01.2021

Hbr 2, 5-12
Nie aniołom Bóg poddał przyszły świat, o którym mówimy. Ktoś to gdzieś potwierdził uroczyście, mówiąc: «Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim, albo syn człowieczy, że się troszczysz o niego; mało co mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią go uwieńczyłeś. Wszystko poddałeś pod jego stopy».
Ponieważ zaś poddał Mu wszystko, nic nie zostawił, co by nie było Mu poddane. Teraz wszakże nie widzimy jeszcze, aby wszystko było Mu poddane. Widzimy natomiast Jezusa, który mało co od aniołów był mniejszy, chwałą i czcią uwieńczonego za mękę śmierci, iż z łaski Bożej zaznał śmierci za każdego człowieka.
Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko istnieje, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienia. Tak bowiem Ten, który uświęca, jak ci, którzy mają być uświęceni, od Jednego wszyscy pochodzą. Z tej to przyczyny nie wstydzi się nazywać ich braćmi swymi, mówiąc: «Oznajmię imię Twoje braciom moim, pośrodku zgromadzenia będę Cię wychwalał».


Mk 1, 21-28
W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga».
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego! » Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: «Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne». I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

===============================================================================================================
Zacznę od tego, czego zrozumieć nie potrafię. Więcej, uważam to za błąd. Ale jak podważać natchnionego autora. Wynika ro z mojego braku rozumienia. Słowa, które mnie tak niepokoją, to "Widzimy natomiast Jezusa, który mało co od aniołów był mniejszy". Bo ja widzę Jezusa Boga. II Osobę Trójcy. Tego, który JEST przed aniołami. Zarówno w czasie, jak też w hierarchii. Ale może ktoś z Was pomoże mi zrozumieć?
A jak myślicie, co coś doskonałego, da się udoskonalić? Czy Boga można udoskonalić? Czy może być lepszym, większym? A słowa "Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko istnieje, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienia." co znaczą?
Ale "Nie aniołom Bóg poddał przyszły świat, o którym mówimy." Ale to nie znaczy, że możemy doić ile się da. Tylko czerpać. To oznacza odpowiedzialność. I opiekę. Troskę.

Chciałem powiązać list z Ewangelią. Nie wyszło.

Zauważyliście kolejność opisywanych zdarzeń? Najpierw nauczał. Potem dokonywał czegoś nadzwyczajnego. Nie zaczął od przyciągania uwagi. Bowiem, nie chciał, aby ich uwaga skupiała się na Nim samym, ale na tym czego nauczał. I ważna w tym metoda. Jak nauczał. Oni to zauważali.
Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Nie tyle tłumaczył, co dawał świadectwo. Świadectwo Ojcu. Jezus nie wyciągał wniosków z objawień, ale sam objawiał. Sam stanowił Prawdę. I Dobrą Nowinę. Tylko On mógł. Ludzie, choćby najszczersze chęci mieli, nie staną na Jego wysokości. My jeno interpretować możemy. Choć wielu z nas uważa, że wie najlepiej. Że są na tyle oświeceni, że tak jak Jezus mogą mówić tak, jakby władzę mieli. Co gorsza starają się tę władzę egzekwować. A w rzeczywistości, dopiero po przejściu do kolejnego etapu życia, dowiemy się. A to, czego się dowiemy, zaskoczy nas. Bo nie da się ludzkimi pojęciami określić rzeczywistości niebiańskiej. Tylko Ten, kto tam był, może dawać świadectwo.
Ale jest jeszcze jeden smaczek. Kto Go rozpoznał? Kto spośród zebranych w synagodze rozpoznał, kim On jest? Czy jakiś rabbi, uczony, faryzeusz? A może am haarec? Ano nie. Rozpoznał ten, którego obecność tam jest zaskoczeniem. Bo po co tam był? Zapewne, aby sprowadzać na złą drogę. I on jeden nie miał wątpliwości, kim Jezus jest.
Wiem, kto jesteś: Święty Boga».
A Ty? Wiesz kim jest Jezus? Czy ośmielisz się odpowiedzieć? Pełnym zdaniem? Nie tylko słowami, ale pojmowanie tych słów?


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-12, 19:46

Czytanie na środę 13.01.2021

Hbr 2, 14-18
Ponieważ dzieci mają udział we krwi i w ciele, dlatego i Jezus także bez żadnej różnicy otrzymał w nich udział, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli.
Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem w tym, co się odnosi do Boga – dla przebłagania za grzechy ludu. Przez to bowiem, co sam wycierpiał poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podlegają.


Mk 1, 29-39
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.
Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».
I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

================================================================================================================
W liście pięknie jest wyjaśnione skąd bierze się nasze zniewolenie. Dlaczego tak bardzo się się boimy. Do tego stopnia, że wypieramy śmierć ze swojej świadomości. Zamiast myśleć o niej rzucamy się w wir pracy, doznań zmysłowych. Robimy kariery, zdobywamy majątki. Walczymy o swoją pozycję. Za wszelką cenę nie dopuszczamy możliwości, że to ktoś inny, a nie my mamy rację.
aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli.
I zobaczcie, przyszedł, aby uwolnić. I co? Niemal nic. Udowodnił to Samym Sobą. I co? Przekonał? Niestety, tylko połowicznie. Mamy jakieś rozdwojenie jaźni. Z jednej strony wierzymy, że pokonał śmierć i zapowiedział, że każdy z nas, kto pójdzie Jego drogą, też pokona śmierć, a z drugiej udajemy, że śmierci nie ma. Za wszelką cenę chcemy przedłużać nasze życie. Gdy ktoś mówi o śmierci, to go uciszamy. I rozpaczamy, z tego powodu, że ktoś już ujrzał zbawienie.

Można zrozumieć te obawy w sytuacji, gdyby zostały one zastrzeżone dla niektórych. A przecież Jezus chodził i nauczał wszędzie, gdzie się znalazł. Nie pozostawił Dobrej Nowiny tylko w jednym miejscu. Nie zostawił je wyłącznie kilkunastu depozytariuszom.
Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem». Chodził od miejscowości do miejscowości. I głosił. I udowadniał czynami. A potem, na oczach wszystkich, udowodnił każde słowo przechodząc przez śmierć.
Czy ktoś z nas o tym nie wie? Czy ktokolwiek z nas nie wierzy w śmierć i zmartwychwstanie? Czy ktoś ma opory z wypowiedzeniem Składu Apostolskiego. A jeśli tak, to czemu się boisz? Przed czym uciekasz?
Jedynym wytłumaczeniem jest to, że jeszcze nie wykonałeś powierzonego Ci zadania. I słusznie, powinieneś je skończyć. Lecz czy znasz swoje zadanie? Czy wiesz, w jakim stopniu je wypełniłeś?
Spytam też, czy ufasz Bogu? A jeśli tak, to czemu nie ufasz, że powoła Cię we właściwym momencie?
Spytam: Czy kochasz Boga? Jeżeli tak, to dlaczego nie chcesz paść Mu w objęcia?


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-13, 19:24

CZYTANIA na czwartek, 14.01.2021

Hbr 3, 7-14
Bracia:
Postępujcie, jak mówi Duch Święty: «Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak podczas buntu, w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mnie ojcowie wasi, wystawiając na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez lat czterdzieści. Rozgniewałem się przeto na to pokolenie i powiedziałem: Zawsze błądzą w sercu. Oni zaś nie poznali dróg moich, toteż przysiągłem w swym gniewie: Nie wejdą do mego odpoczynku».
Baczcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się «dziś», aby ktoś z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu.
Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.


Mk 1, 40-45
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić ». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

=================================================================================================================
Zacznę od tego, że trzeba usłyszeć. Rozpoznać. Zrozumieć. Dlatego każdy musi się zastanowić, czy rzeczywiście słyszy.
Może to dziwne, ale słowa Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie kojarzą mi się z wierszem Jana Brzechwy "Trzech mówców". Oczywiście nie śmiałbym porównywać Osoby Boskiej do osoby wspomnianej w wierszu. Ale nas można porównywać do mówców. Bo często zachowujemy się jak jeden z nich. Pozwolę sobie zacytować ten wiersz, jednak już sparafrazowany.
Znam trzech mów­ców; z nich pierw­szy wciąż dba o to, żeby
Za­cy­to­wać Ducha świętego, na­wet bez po­trze­by.
Dru­gi - kie­dy prze­ma­wia - z naj­więk­szym spo­ko­jem
Za­wsze sło­wa Ducha świętego po­da­je za swo­je.
Trze­ci so­bie ina­czej za­zwy­czaj po­czy­na:
Po­da­je sło­wa wła­sne za sło­wa Ducha świętego …

Parafrazując utraciłem rytm i rym. Ale interesuje mnie sens.
Dlatego też zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się «dziś», abyście potrafili usłyszeć, rozpoznać, zrozumieć i wypełnić. Wspierajmy się wzajemnie. Właśnie dziś. Bo jutro może już nie być "dziś". Dla mnie, dla Ciebie, dla kogoś. Mamy słuchać tylko dziś. Nie wczoraj i nie jutro. Ale zawsze dziś.
Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.
A zachowamy, jeśli razem, nie pojedynczo, i do tego dziś, będziemy słuchać Ducha i wykonywać to, czego oczekuje od nas Pan.

Ale jak wykonywać? Czy tak, jak faryzeusze rozszerzając swoje filakterie i wydłużając frędzle u płaszczy? Czy mamy to czynić tak, aby inni widzieli? TRu odpowiedź jest dwojaka. Bo zarówno tak, jak też nie.
Tak - bo musimy dawać świadectwo. Zawsze. Ale czynić to skromie. Nie dla własnej chwały, ale dla chwały Bożej.
Nie - bo nadmiernie demonstrując wywołujemy zły skutek.
Taj jak uzdrowiony trędowaty. Miał dać świadectwo, a rozpętał burzę.
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych.
I efekt negatywny. Jezus nie mógł tam już nauczać.
Eks-trędowaty nie załapał, że celem Jezusa nie było uzdrawianie ciała, ale duszy. Uzdrawianie ciała, było dodatkiem. Było widomym potwierdzaniem mocy. Służyło potwierdzaniu nauki, którą głosił. Było pieczęcią pod Dobrą Nowiną.
Także i my, nie piejmy z zachwytu, gdy Bóg nas wysłucha. A gdy zdarzy nam się wspaniałe przeżycie, to nie krzyczmy o tym na ulicach. Nie przekonujmy innych, że w omdleniach, glosolaliach jest Bóg. Bo On tam może jest, a może nie. Bo w ten sposób nie zachęcimy, ale zniechęcimy. Bo wiara, to nie uczucie, to wyraz naszej woli.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-14, 19:44

CZYTANIE na piątek 15.01.20231

Hbr 4, 1-5. 11
Bracia:
Lękajmy się, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Bożego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony. Albowiem i my otrzymaliśmy dobrą nowinę, tak jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli.
Wchodzimy istotnie do odpoczynku my, którzy uwierzyliśmy, jak to Pan powiedział: «Toteż przysiągłem w swym gniewie: Nie wejdą do mego odpoczynku», aczkolwiek dzieła były dokonane od stworzenia świata. Powiedział bowiem Bóg na pewnym miejscu o siódmym dniu w ten sposób: «I odpoczął Bóg w siódmym dniu po wszystkich dziełach swoich». I znowu tamże: «Nie wejdą do mego odpoczynku».
Śpieszmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie poszedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa.


Mk 2, 1-12
Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy».
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?»
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»
On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego».

================================================================================================================
Ktoś powiedział, że nadzieja umiera ostatnia. I słusznie. Bo jej utrata, zwykle jest równoznaczna z przegrana. Z klęską. Walczyć i starać się trzeba do samego końca. Niezależnie od tego, co na nas ciąży. Syn marnotrawny przeputał całą swoją działkę. Ale nie stracił nadziei. Dlatego dostał pierścień. Dlatego bójmy się utraty wiary.
Lękajmy się, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Bożego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony. Boże miłosierdzie jest większe niż jakikolwiek nasz grzech. Ale trzeba w nie wierzyć. Bo jak prosić o nie, jeśli się nie wierzy? A wiara to i zaufanie. Obietnica Boża jest aktualna. Cały czas, dopóki istnieje dla nas czas. Dopóki zdolni jesteśmy do podejmowania decyzji.
W Ewangelii czytany pytanie: Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Prowokujące. Ale też stanowiące dowód. Jezus dowiódł obecnym, że JEST BOGIEM. Odpuszczenie grzechów podpieczętował uzdrowieniem. Ale dla ówczesnych Żydów choroba i powodzenie w życiu było bezpośrednio i nierozerwalnie związane z wolą Bożą.
A co prowokuje? Ano to, że tylko Bóg. A co w takim razie czyni spowiednik? Tutaj trzeba wyjaśnić, że Jezus, przed odejściem, dał władzę odpuszczania grzechów swoim następcom. I władza ta jest przekazywana do teraz.
Wracając do listu do Hebrajczyków warto uzmysłowić sobie jaką rolę odgrywa odpuszczanie grzechów. A właściwie wiara w odpuszczania. Ta wiara daje pewność, że będziemy mieć udział w Królestwie Niebieskim. Jeśli wytrwamy. Jeśli wytrwamy, to Bóg nas uzdrowi. Wyleczy. Z ran duchowych i fizycznych. W niebie będziemy bezgrzeszni i bez ograniczeń ciała, które teraz znamy.
Ale jeszcze jedno dziwi. Mianowicie to, że paralityk nie okazał wiary. Mniemam, iż był to paraliż uniemożliwiający mowę. Wyrażanie pragnień. Wiarę, i to bardzo głęboką, wykazali ci czterej, którzy go przynieśli. Ich wiara jest przykładem dla nas. Jest przykładem, że z Bogiem można wszystko. Jest też dowodem na to, że nasza postawa może uzdrawiać innych. Tych, za których jesteśmy odpowiedzialni. Wiara jest tym, co przekazujemy swoim postępowaniem swoim dzieciom, krewnym, znajomym, współpracownikom. Oni patrzą na nas. I na podstawie naszego zachowania oceniają Kościół i Boga. Dlatego tak wiele od nas zależy.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 9363
Rejestracja: 20 lis 2016
Ostrzeżenia: 1
Otrzymał podziękowań: 1680 razy

Re: Czytanie na każdy dzień - moje rozumienie, poruszenie , ...

Post autor: Andej » 2021-01-15, 19:02

CZYTANIE na sobotę 16.01.2021

Hbr 4, 12-16
Bracia:
Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.


Mk 2, 13-17
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim.
Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?»
Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

===============================================================================================================
Co zrobić, aby mieć nadzieję? Ano trzeba się zbliżać. Całe życie. Bowiem mniej ważne jest to, jak daleko jesteśmy od Boga, niż to, czy się do Niego zbliżamy, czy oddalamy od Niego. To podstawowa kwestia. Bo Bóg osadził nas w różnych czasach, różnych środowiskach. Każdy ma inaczej. I oceniać będzie nas z tego, co uzyskaliśmy przez nasze życie. Czy wzbogaciliśmy się, czy utraciliśmy dary. Czy też trwaliśmy w bezczynności. Czy gromadziliśmy skarb, którego szkodniki nie zniszczą, złodziej nie ukradnie i ogień nie zniszczy.
Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.
Doskonaląc swoje życie, pomagamy tym, którzy nas obserwują. A w miarę doskonalenia się l=możemy liczyć na coraz większa łaskę. Bo Bóg daje siłę. W Psalmie 29,11 Pan da siłę swojemu ludowi, • Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju.

I Pan daje siłę tym, którzy Go miłują. Którzy potrafią usłyszeć Jego głos. I postąpić zgodnie z nim. Dla kochającego wystarczy jedno słowo od osoby którą kocha. Jezus rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim. Bez wahania. Bez pytania. A pamiętacie, jak postąpiła Maryja w czasie zwiastowania?
Różnica w tym, że Jezus nie odezwał się do kogoś idealnego. Do wzoru dla innych. On słowa skierował do człowieka. Do człowieka ze swoimi wadami i zaletami. Do człowieka mającego już coś na sumieniu. Jezus nie patrzył na jego grzechy i winy. Jezus nadał mu kierunek. Pchnął do przodu. Wystarczyło jedno słowo, a wstał i poszedł. Tam, gdzie wskazał Jezus.
Lidzie zdziwieni. Dlatego musiał wyjaśniać. Powiedział: Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». Bo przyszedł do Ciebie. To do Ciebie powiedział wstań i chodź ze Mną. Ty ty decydujesz, czy pójdziesz za Nim. Czy będziesz Go naśladować na miarę swych możliwości. Czy, wybierzesz drogę w przeciwną stronę. A może zostaniesz w miejscu, ignorując Jego zaproszenie.
Wybór należy do Ciebie.


Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

ODPOWIEDZ