Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Czyli rozmowy na temat planowania rodziny, czystości w małżeństwie, ile powinniśmy mieć dzieci, czy powinniśmy je karać.

Moderator: Junior moderator

Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 3935
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 704 razy
Otrzymał podziękowań: 540 razy
Płeć:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Magnolia » 2019-04-15, 06:50

Buckees, masz rację, żyjemy w czasach ostatecznych.
Ale przypomnę Ci biblijną receptę jak walczyć ze złem : Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! Rz 12, 21
A trzeba zawsze patrzeć na swoje podwórko najpierw. Zrób wiele dobrego by utrzymać swoje małżeństwo - to będzie najlepsza walka ze złem.

To jest najtrudniejsza zmiana myślenia w kryzysie związku. Żeby nie patrzeć na współmałżonka jak na wroga, nie walczy się ze współmałżonkiem. Walczy sie o małżeństwo i o współmałżonka. Bo przysięgałeś, że na dobre i złe, że nie opuścisz... Teraz też nie można opuścić, nadal Twoim zadaniem podstawowym jest dbać o szczęście współmałżonki. A nie popadać w rozpacz, albo w marazm, bo wszędzie jest pełno rozwodów...
Zrób wszystko by Twoje małżeństwo się nie rozpadło!

Zło dobrem zwyciężaj!
Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia...Flp 4, 13

Tags:

Awatar użytkownika
ursa
Początkujący
Początkujący
Posty: 51
Rejestracja: 17 mar 2019
Lokalizacja: UK
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 29 razy
Otrzymał podziękowań: 27 razy
Płeć:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: ursa » 2019-04-15, 11:14

Dokladnie. Chcesz zmienic swiat, to zacznij od siebie.
Ja wybralam stan "wolny", ale uwazam, ze moj wybor byl pojsciem na latwizne, bo po co sie meczyc. Wystarczy, ze z sama soba sie mecze ;)
Podziwiam ludzi, ktorzy zdecydowali sie na malzenstwo i trwaja w nim, wielki szacun.
Takie zdjecie krazy po necie- parka staruszkow, ktorzy cale swoje zycie sa razem, pytana o recepte na dobry zwiazek, odpowiada: bo widzicie, zylismy w czasach kiedy jesli cos sie zepsulo, to sie to naprawialo.
Cos w tym jest, dzisiejsze czasy to szukanie latwizny, w kazdych aspektach zycia.
Jesli nie ma komunikacji w zwiazku i takie niedomowienia ciagna sie latami, nawarstwiaja, powstaja nowe i nowe... no to albo ciezki krzyz z takiego malzenstwa, albo po prostu sie rozpada.
Powalcz troche o ten zwiazek Buckees.
Pozdrawiam @};-
Ostatnio zmieniony 2019-04-15, 11:15 przez ursa, łącznie zmieniany 1 raz.
"Istnieją słowa, które nie mówią nic i cisza, która mówi wszystko."

Awatar użytkownika
Efezjan
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 341
Rejestracja: 15 kwie 2017
Lokalizacja: Chorzów
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 14 razy
Otrzymał podziękowań: 49 razy
Płeć:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Efezjan » 2019-04-15, 12:26

Ja spytam tak: lisy były wyciągane?

Jakie lisy?



Tu jest odpowiedź.
Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Boga Zastępów 1Krl 19,10

Awatar użytkownika
Dezerter
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5736
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Wysłał podziękowań: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 399 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Dezerter » 2019-04-15, 23:53

Przestańcie z tym czarnowidztwem- to co ja mam mówić na spotkaniach z narzeczonymi?
- dajcie sobie spokój małżeństwo chrześcijańskie to przeżytek?
Ja tak nie myślę, bo ja żyje w małżeństwie i wiem , że można trwać w miłości, wierności i szczęściu - dopóki śmierć nas nie rozłączy.
A że świat zwariował i seks bez małżęństwa jest dostępny bardziej niż kiedyś? to prawda, ale nie tak bardzo jak to media sugerują. Takie są moje obserwacje i doświadczenia.
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 4779
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 495 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Andej » 2019-04-16, 08:05

Dezerter pisze:
2019-04-15, 23:53
... to co ja mam mówić na spotkaniach z narzeczonymi? ...
Przygotowuj ich także na trudne koleje lodu. Ucz odpowiedzialności. I uświadamiaj im rangę przysięgi. Niech ciężar jej poczują zawczasu.

Awatar użytkownika
Marek_Piotrowski
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5725
Rejestracja: 1 cze 2016
Wysłał podziękowań: 327 razy
Otrzymał podziękowań: 733 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Marek_Piotrowski » 2019-04-16, 08:43

Dezerter pisze:
2019-04-15, 23:53
Przestańcie z tym czarnowidztwem- to co ja mam mówić na spotkaniach z narzeczonymi?
Ja im mówiłem, że małżeństwo to szaleństwo.
Serio.
Że to wielka rzecz, ale szaleństwem jest przysięgac miłość świadczona również wtedy, gdy druga strona nie dotrzyma.
Takie szaleństwo zaufania.
Ja tak nie myślę, bo ja żyje w małżeństwie i wiem , że można trwać w miłości, wierności i szczęściu - dopóki śmierć nas nie rozłączy.
A ja im dłużej żyję w małżeństwie i im więcej słyszę różnych historii rozbicia tym bardziej dochodzę do wniosku, że miałem cholerne szczęście.
Więcej szczęścia niż rozumu.

Awatar użytkownika
Dezerter
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5736
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Wysłał podziękowań: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 399 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Dezerter » 2019-04-16, 20:02

Andej pisze:
2019-04-16, 08:05
Dezerter pisze:
2019-04-15, 23:53
... to co ja mam mówić na spotkaniach z narzeczonymi? ...
Przygotowuj ich także na trudne koleje lodu. Ucz odpowiedzialności. I uświadamiaj im rangę przysięgi. Niech ciężar jej poczują zawczasu.
Robimy to oczywiście Andeju - ostatnio na spotkaniu podaliśmy "nasz przykład" - najmocniejszy jaki podajemy
- mówiąc o przysiędze małżeńskiej "dopóki śmierć nas nie rozłączy, w zdrowie i chorobie"
poprosiłem
- a teraz zamknijcie proszę oczy i zobaczcie oczami wyobraźni swoją narzeczoną/narzeczonego, jak idziecie na spacer a ona/on jest na ... wózku inwalidzkim!
zapada zazwyczaj cisza, którą ciągniemy i kończę puentą
- jeśli dalej chcecie być razem ... to możemy kontynuować :)


Marku - mam tak samo!, z tym, że ja interpretuje to tak:
- nie wiem Panie za co Ty mi tak błogosławisz?!, ... ale nie przestawaj ! :)


Mówiłeś, że "to szaleństwo" - no nie wiem, my i tak budzimy zdumienie tym co mówimy narzeczonym - nie chciał bym, by mam biskup glejt odebrał ;)
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 4779
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 495 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Andej » 2019-04-16, 20:24

Bardzo dobry pomysł z tym wózkiem inwalidzkim. Sądzę jednak, że udoskonaliłbym ten pomysł stosując wredne szykany. Wiem, niemożliwe. Ale omawiałbym ten temat oddzielnie z każdą osobą. W cztery oczy. Bez narzeczonej(nego).

Awatar użytkownika
Fahrenheit

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Fahrenheit » 2019-04-21, 18:07

Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Kolega kiedyś mawiał: Chcesz być szczęśliwy, to się ożeń. Tylko, ze wtedy już będzie za późno!
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
1. To nie prawda, że małżeństwo, to kontrakt na szczęście. Ani, że nierozerwalność jest błędem. Wiele jest sytuacji życiowych, w których osoba pokrzywdzona cierpi latami, a ten, kto skrzywdził żyje szczęśliwie.
Po to są rozwody, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom niżeli trwania w masochistycznym związku ku uciesze sumienia Kościoła Katolickiego.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Weźmy wypadki samochodowe. Pijany powoduje wypadek. Ofiara zostaje kaleka do końca życia. Bogaty pijak bierze papugę, który odwraca kota ogonem. Okaleczony zostaje sam i nędzna renta. Z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości. A sprawca żyje szczęśliwie. Czy i w tym wypadku Bóg się pomylił? Podobnie choroby. Nabyte i genetyczne. Wrodzone kalectwa. Trudno to zrozumieć. Trudno zrozumieć Mękę Chrystusa.
Niewiele tu nowych faktów.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
2. Co to jest szczęście?
Pytanie istnie filozoficzne i mogące rozpocząć równie zażartą dysputę, co wiecznie żywy konflikt - nazywanie rozwijającego się organizmu w ciele kobiety płodem czy dzieckiem. Dla bonusu powiem, że organizmem żywym są także komórki, a tych ginie dość sporo przy zwykłym pierdnięciu.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Czy rzeczywiście szczęściem jest oglądanie seriali tefałenowskich?
Tefałen to stacja czysto komercyjna, która puszcza akurat to co najlepiej się sprzedaje, co udowodniła ostatnia nagonka na patostreamerów, po czym przywrócenie niesłynnego "Big Brothera". Główny zysk z serialów tefałenowskich to przyciągnięcie jak największej ilości widzów celem puszczenia reklamy lub umieszczenia lokowania produktu, a żeby przyciągnąć jak najwięcej widzów - tworzy się nowe wartości, "nowoczesne" wzorce, w których obowiązkowo musi pojawić się gej, lesbijka i obcokrajowiec, a przeciętny Polak to architekt pracujący po 8 godzin i 5 dni w tygodniu, do tego zarabiający wystarczająco dużo, aby wziąć drogi samochód marki BMW z salonu i wozić się nim po mieście. Oczywiście lokowania produktu widać gołym okiem.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Ich szczucia na wyższe wartości?
Może wytłumaczysz mi co rozumiesz przez wyższe wartości? Czy to te, którymi kierujemy się w życiu codziennym, czy raczej ślepe podążanie za tym co powie ksiądz na preambule.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Opluwanie Kościoła, kapłanów i wierzących?
Swoją drogą opluwanie opluwaniem, ale Kościołowi dawno się tak nie dostało i należy doszukiwać się dobra w tej całej nagonce, choć prawda taka, że media podłapią największy fałsz i zmodyfikują go na prawdę byleby nabić wyświetlenia. W moim mniemaniu krytyka Kościoła czy choćby okres oplucia go był konieczny, zbyt długo czarne sutanny pozostawały tematem tabu w Polsce, a tym samym rosło napięcie. Społeczeństwo musi zostać uświadomione, że każdy ksiądz ma swoje za uszami i wcale nie jest świętym lub nietykalnym organizmem społecznym, ale też nie wszystkim księżom należy się garść śliny wypluta wprost na twarz.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
To nie szczęście, ale jego pozory.
Od kiedy decydujesz czym jest szczęście, a czym nie jest? Nie raczyłeś nawet zdefiniować pojęcia szczęścia wedle swojego widzenia.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Na tym polega sterowanie społeczeństwem, aby tworzyło stada baranów lub lemingów. Seriale robią z ludzi bezmózgie istoty. Stwarzają pozory szczęścia osobom, które zawiedzione i sfrustrowane swoim życiem żyją życiem bohaterów. Zapominają o swoich problemach. Wcielają się w fikcyjne postacie. Utożsamiają sie z różnymi idolami, celebrytami. Myślą, że szczęście polega na ich naśladowaniu. Czy na prawdę uważasz to za szczęście?
Jeżeli człowiek rozumny decyduje się powielać wzorce z tanich seriali telewizyjnych lub programów paradokumentalnych, to niewiele ma wspólnego z myślącą jednostką. Jak wcześniej wspomniałem, telewizja jest komercyjna, więc tworzy wzorce zachowań, które w łatwy sposób się sprzedają, jeśli ktoś uznał sobie za cel w życiu powtarzanie wytworzonych wzorców to nie jest to moją sprawą, co nie znaczy, że zdanie na ten temat nie mam. Seriale z ludzi bezmózgie istoty? To samo można powiedzieć o kościołach, zarówno Katolickich jak należących do innych wyznań, to samo można powiedzieć o internecie, o zgrozo... to samo można powiedzieć o książkach historycznych czy podręcznikach, grach komputerowych, komediach, filmach religijnych, Biblii. Nie obwiniam narzędzi za to, że powstały, gdyż najwidoczniej miały powstać, obwiniam ludzi pozbawionych zdolności prawidłowego posługiwania się danymi narzędziami lub ślepego ufaniami im, tak jak księżom głoszącym kazania na preambułach, tak i postaciom z tefałenowskich telenoweli, programów paradokumentalnych czy patostreamów należy się jedno - chłodne podejście wymieszane z garścią dużego dystansu.
Polecam także odróżnić rozwód od naśladowania wzorców telewizyjnych. Fakt wzięcia rozwodu nie oznacza naśladowanie, wszak jest to decyzja mniej lub bardziej dojrzała. Rozumiem, że dla fanatyków i ludzi "głęboko wierzących" jest ona niezrozumiała oraz uznawana za "zło", ale należy mieć to o czym mówiłem wcześniej - chłodne spojrzenie, inaczej niewiele będziemy się różnić od bohaterów tefałenowiskich telenowili, którzy stali się stadem baranów prowadzonych przez Kościół/tu wstaw inny narząd społeczny ku samozagłady lub fanatycznej ścieżki pełnej zguby.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Takie jest szczęście idiotów (w analogii do pirytu - złota głupców). To złudne telewizyjne szczęście prowadzi od porażki do porażki. Równia pochyła. Stale w dół. Postępuje ogłupienie. Przychodzą z czasem używki. Przychodzi starość. Samotność. Pretensje do Boga i ludzi. A w końcu poważne ryzyko potępienia. Czy to jest szczęście?
A więc szczęście to trwanie w masochistycznych związku do śmierci celem zaspokojenia sumienia? Ciekawe podejście do życia kreujące zerwanie małżeństwa jako skończenie w starczej samotności toteż padole używek, jakoby człowiek po rozwodzie nie był w stanie znaleźć szczęścia w swoim lub innym towarzystwie.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
3. Trwałość małżeństwa. Każdy rozwód, to narażenie siebie i kogoś na cudzołóstwo.
Nie tyle narażenie na cudzołóstwo, co po prostu zakończenie związku i rozpoczęcie nowego, czego aktem jest współżycie seksualne.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Dlatego lepiej zachować małżeństwo. Za wszelką cenę.
Stąd o krok do fanatyzmu, czyli zgubnej ścieżki. Nie za wszelką cenę zachować małżeństwo, a za wszelką cenę starać się je uratować, znaleźć problemy, rozwiązać je, podejść na chłodno, rozważyć szersze perspektywy i być gotowym na pogodzenie się z porażką oraz ewentualnym rozwodem, być gotowym na to, że świat nie jest paletą z czarnym i białym, jest wiele odcieni szarości, a kiedy zagłębi się w problem - dostrzeżone zostaną wcześniej niewidoczne kolory.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Lepiej żyć "przez ścianę", ale tworząc jakąś wspólnotę. Łatwiej wrócić. Wiem, że idiocie nie da się nic wytłumaczyć. Że seriale i głupiaciółki przewracają w głowie.
Od kiedy człowiek decydujący się na rozwód jest z góry idiotą? Idiotą jest człowiek, który nie stara się uratować małżeństwa i z automatu uznaje rozwód za jedyną drogę.
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
Ale i Ty ponosisz odpowiedzialność za zbawienie żony. Walcz z wiatrakami. Nawet z nimi można zwyciężyć. Dawaj przykład. Bądź lojalny.
Dał bym radę, ale nie dam. Napiszę o niej. Jednak sam nie skorzystałem. Można się w cielic w serialowego bohatera. W nieskazitelnego rycerza na białym koniu. Podobno kobiety to lubią.
Jako ludzie wierzący nie możemy odpowiadać za zbawienie każdego człowieka na naszej drodze, ponieważ zbyt natarczywe podlewanie rośliny nie uczyni z niej silnej, a wręcz przeciwnie sprawi, że nadmiar wody ją przerośnie. Jeżeli decydujemy się odpowiadać za czyjeś zbawienie, to nie ma być ono ślepe, ma być przede wszystkim przemyślane, a nijak ma tu się wcielenie w rycerza i udawanie kogoś kim nie jest dany człowiek, to najgorsza z możliwych dróg, prowadząca do samookaleczenia swojej duszy - życia w ciągłym kłamstwie.

Do autora wątku. Pamiętaj, że religia lubi sprowadzać wszystko do miary złego i dobrego, ponieważ jest narzędziem ludów starożytnych. Polecam każdemu w prawidłowy sposób posługiwać się danymi narzędziami nie popadać w obłęd i fanatyzm. Większe szkody uczyni wkręcanie śrubek młotkiem (⌐■_■)

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 4779
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 495 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Andej » 2019-04-21, 18:21

Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Po to są rozwody, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom niżeli trwania w masochistycznym związku ku uciesze sumienia Kościoła Katolickiego. ...
Po to są rozwody, aby człowiek by zwolniony z odpowiedzialności za swoje czyny. Aby przysięga nic nie znaczyła.
Po to są rozwody, aby zdeprecjonować instytucję małżeństwa.
Dopuszczalność rozwodów jest sposobem na niszczenie instytucji rodziny.

Awatar użytkownika
Viridiana
Gaduła
Gaduła
Posty: 825
Rejestracja: 6 sie 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 189 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Viridiana » 2019-04-21, 20:29

Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
1. To nie prawda, że małżeństwo, to kontrakt na szczęście. Ani, że nierozerwalność jest błędem. Wiele jest sytuacji życiowych, w których osoba pokrzywdzona cierpi latami, a ten, kto skrzywdził żyje szczęśliwie.
Po to są rozwody, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom niżeli trwania w masochistycznym związku ku uciesze sumienia Kościoła Katolickiego.
Ale jeżeli zakładamy rozwiązanie zgodne z Kościołem Katolickim (nierozerwalność małżeństwa w konsekwencji oznacza niemożność rozwodu), to chciałabym zauważyć, że Kościół zaleca też modlitwę i dobrą relację z Bogiem, a ci co w wierze trwają, mogą liczyć na łaski potrzebne do utrzymania małżeństwa.
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Czy to te, którymi kierujemy się w życiu codziennym, czy raczej ślepe podążanie za tym co powie ksiądz na preambule.
Dlaczego w twoim pytaniu opcja, w której ktoś żyje według Kościoła, oznacza od razu ślepotę?
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Rozumiem, że dla fanatyków i ludzi "głęboko wierzących" jest ona niezrozumiała oraz uznawana za "zło"
Wydaje się, że masz zbyt negatywne podejście. Spróbuj wczuć się w sytuację osoby wierzącej.
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
A więc szczęście to trwanie w masochistycznych związku do śmierci celem zaspokojenia sumienia?
To jest o wiele głębsza sprawa niż tylko "zaspokojenie sumienia".
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Ciekawe podejście do życia kreujące zerwanie małżeństwa jako skończenie w starczej samotności toteż padole używek, jakoby człowiek po rozwodzie nie był w stanie znaleźć szczęścia w swoim lub innym towarzystwie.
Osoba wierząca wierzy, że z Bogiem da radę sobie z tą sytuacją.
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
3. Trwałość małżeństwa. Każdy rozwód, to narażenie siebie i kogoś na cudzołóstwo.
Nie tyle narażenie na cudzołóstwo, co po prostu zakończenie związku i rozpoczęcie nowego, czego aktem jest współżycie seksualne.
A właśnie, że narażenie na cudzołóstwo (patrz: Biblia). ;)
Omnia vincit Amor et nos cedamus Amori (Wergiliusz, Eklogi)

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 4779
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 495 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Andej » 2019-04-22, 08:57

Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
... Dlaczego w twoim pytaniu opcja, w której ktoś żyje według Kościoła, oznacza od razu ślepotę? ...
Dlatego, że nie widząc bożego światła, nie da się dostrzec celowości działania. Wiara w Boga daje umiejętność perspektywicznego spojrzenia na sens życie. I eschatologiczne podejście.
To trochę tak, jak w trakcie wędrówki. Gdy jedna osoba widzi znaki, za którymi podąża, a druga ich nie widzi. Tej drugiej wydaje się, że osoba kierująca się znakami błądzi, tylko dlatego, że sam nie dostrzega celowości i sensu. Jest pewnego rodzaju specyficzną ślepota. Oraz ignorancją.

Awatar użytkownika
Fahrenheit

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Fahrenheit » 2019-04-23, 00:39

Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
1. To nie prawda, że małżeństwo, to kontrakt na szczęście. Ani, że nierozerwalność jest błędem. Wiele jest sytuacji życiowych, w których osoba pokrzywdzona cierpi latami, a ten, kto skrzywdził żyje szczęśliwie.
Po to są rozwody, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom niżeli trwania w masochistycznym związku ku uciesze sumienia Kościoła Katolickiego.
Ale jeżeli zakładamy rozwiązanie zgodne z Kościołem Katolickim (nierozerwalność małżeństwa w konsekwencji oznacza niemożność rozwodu), to chciałabym zauważyć, że Kościół zaleca też modlitwę i dobrą relację z Bogiem, a ci co w wierze trwają, mogą liczyć na łaski potrzebne do utrzymania małżeństwa.
Zakładam rozwiązanie zgodne z indywidualnym sumieniem. Rozwody powstały w konkretnym celu i wszystko jest dla ludzi, jeżeli ktoś uznaje jakoby KK przeczył rozwodowi i zamierza podtrzymywać małżeństwo, pomimo definitywnej porażki to ma do tego prawo, co nie znaczy, że jest to zgodne z moim punktem postrzegania rzeczywistości.
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Czy to te, którymi kierujemy się w życiu codziennym, czy raczej ślepe podążanie za tym co powie ksiądz na preambule.
Dlaczego w twoim pytaniu opcja, w której ktoś żyje według Kościoła, oznacza od razu ślepotę?
Nie tyle życie według Kościoła oznacza ślepotę, ale ślepe ufanie we wszystko co uzna Kościół Katolicki lub powie ksiądz. Gdybyś wzięła pod uwagę dalszą część wypowiedzi, zauważyłabyś, że religia - niezależnie jaka - jest doskonałym narzędziem do manipulacji. Pomiędzy ślepym zaufaniem, a życiem według kościoła jest cienka granica, o której decyduje między innymi naiwność i strach.
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Rozumiem, że dla fanatyków i ludzi "głęboko wierzących" jest ona niezrozumiała oraz uznawana za "zło"
Wydaje się, że masz zbyt negatywne podejście. Spróbuj wczuć się w sytuację osoby wierzącej.
Nie mam negatywnego podejścia, w dyskusjach nie kieruję się emocjami. Jestem osobą wierzącą, więc nie muszę się wczuwać w takową sytuację. Założyłaś, że jestem niewierzący?
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
A więc szczęście to trwanie w masochistycznych związku do śmierci celem zaspokojenia sumienia?
To jest o wiele głębsza sprawa niż tylko "zaspokojenie sumienia".
Proszę o rozwinięcie tematu. Jedno zdanie niewiele mi mówi.
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Ciekawe podejście do życia kreujące zerwanie małżeństwa jako skończenie w starczej samotności toteż padole używek, jakoby człowiek po rozwodzie nie był w stanie znaleźć szczęścia w swoim lub innym towarzystwie.
Osoba wierząca wierzy, że z Bogiem da radę sobie z tą sytuacją.
Nijak twoja wypowiedź odnosi się do cytatu, a jeżeli jest inaczej to proszę o głębsze rozwinięcie. W mojej wypowiedzi zwracam uwagę na to, że Andej określił rozwód niczym równoznaczną śmierć w starczej samotności lub popadnięcie w nałóg używek. Powiedziałbym, że to Andej ma zbyt negatywne podejście.
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Andej pisze:
2019-04-09, 07:37
3. Trwałość małżeństwa. Każdy rozwód, to narażenie siebie i kogoś na cudzołóstwo.
Nie tyle narażenie na cudzołóstwo, co po prostu zakończenie związku i rozpoczęcie nowego, czego aktem jest współżycie seksualne.
A właśnie, że narażenie na cudzołóstwo (patrz: Biblia). ;)
Zależy w jaki sposób spojrzymy na cudzołóstwo. Rozwinąłbym myśl, ale przecież ty nie rozwinęłaś żadnej ze swoich :V


Andej pisze:
2019-04-21, 18:21
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Po to są rozwody, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom niżeli trwania w masochistycznym związku ku uciesze sumienia Kościoła Katolickiego. ...
Po to są rozwody, aby człowiek by zwolniony z odpowiedzialności za swoje czyny. Aby przysięga nic nie znaczyła.
Po to są rozwody, aby zdeprecjonować instytucję małżeństwa.
Dopuszczalność rozwodów jest sposobem na niszczenie instytucji rodziny.
Ambitne, znalezienie słabego punktu w obronie i nacieranie przy jednoczesny zignorowaniu reszty sił obronnych (czyt. całego postu). Ignorancja pełną gębą.

Po to są rozwody, aby człowiek był w stanie rozwiązać daną umowę. Kiedy bierzemy kredyt z banku podpisujemy umowę, oczywiście w razie jej zerwania ponosimy karę, ale mimo wszystko jesteśmy w stanie ją zerwać. Małżeństwo to sprawa na całe życie, więc nie wyobrażam sobie, aby nie mogło zostać unieważnione jak każda inna umowa, wszak niewiele się różni od reszty. Jedynym wyjątkiem jest pośrednictwo urzędnika/Boga/"kapłana"

Po to są rozwody, aby uczłowieczyć instytucję małżeństwa. Spojrzeć w sposób ludzki na związek dwojga osób, uznać, że świat nie jest czarno-biały.

Dopuszczalność rozwodów to wyjście poza schemat. Zastanawiające jest, że jeżeli rozwody zostaną w pełni zakazane to ludzie nijak będą w stanie wykorzystać dar wolnej woli, ponieważ w jaki sposób mają to zrobić skoro zostali w całości ograniczeni przez innych ludzi? Jeżeli masz zamiar podać za argumentację jakoby mordowanie ludzi również było ograniczane, to wyprzedam ciąg - morderstwo można wykonać za pośrednictwem szklanki, młotka, ogólnie rzecz biorąc jest możliwe do zrobienia prawie każdym narzędziem, z tym że trzeba liczyć się z konsekwencjami, natomiast usunięcie rozwodów to ograniczenie wolnej woli.

Andej pisze:
2019-04-22, 08:57
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
... Dlaczego w twoim pytaniu opcja, w której ktoś żyje według Kościoła, oznacza od razu ślepotę? ...
Dlatego, że nie widząc bożego światła, nie da się dostrzec celowości działania. Wiara w Boga daje umiejętność perspektywicznego spojrzenia na sens życie. I eschatologiczne podejście.
To trochę tak, jak w trakcie wędrówki. Gdy jedna osoba widzi znaki, za którymi podąża, a druga ich nie widzi. Tej drugiej wydaje się, że osoba kierująca się znakami błądzi, tylko dlatego, że sam nie dostrzega celowości i sensu. Jest pewnego rodzaju specyficzną ślepota. Oraz ignorancją.
Bardzo słabe porównanie traktujące jakoby jest jeden prawdziwy punkt widzenia, wszak Bóg stworzył różne naczynia o zupełnie innych przeznaczeniach często przeciwnych. Powiedziałbym, że ludzie widzą drogowskazy podczas wędrówki, ale nie podążają za nimi ponieważ decydują się obrać inną drogę, niekiedy dłuższą, cięższą, niebezpieczniejszą i bardziej wyczerpującą, za to prowadzącą do tego samego celu lub nawet dalej niż osoba biegnąca udeptanym szlakiem. Bezdroża hartują i jeżeli w oczach "łatwisia", który wybrał znaki - nieutarte ścieżki stają się błądzeniem - to znaczy, że sam zabłądził ślepo ufając drogowskazom.

Awatar użytkownika
Viridiana
Gaduła
Gaduła
Posty: 825
Rejestracja: 6 sie 2018
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 189 razy
Otrzymał podziękowań: 133 razy
Płeć:

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Viridiana » 2019-04-23, 10:49

Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Zakładam rozwiązanie zgodne z indywidualnym sumieniem.
Podejrzewam, że autor wątku jest katolikiem i jego indywidualne sumienie raczej mieści się w katolickiej etyce.
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
wszystko jest dla ludzi
Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść, jak to pisał św. Paweł, jeśli dobrze pamiętam. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
jeżeli ktoś uznaje jakoby KK przeczył rozwodowi
To nawet nie jest kwestia uznania - KK nie pozwala na rozwód.
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Dlaczego w twoim pytaniu opcja, w której ktoś żyje według Kościoła, oznacza od razu ślepotę?
Nie tyle życie według Kościoła oznacza ślepotę, ale ślepe ufanie we wszystko co uzna Kościół Katolicki lub powie ksiądz.
Myślę, że to bardziej skomplikowana sytuacja. Do tego dochodzi jeszcze czynnik wiary w to, że Bóg mówi poprzez Kościół. Jeżeli ktoś w to wierzy, to nie zawsze musi być nielogiczne (jeżeli założyć, że do tego cały czas swoją wiarę rozwija i próbuje dociekać rzeczy, których nie rozumie, to to całkiem sensowne).
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Gdybyś wzięła pod uwagę dalszą część wypowiedzi, zauważyłabyś, że religia - niezależnie jaka - jest doskonałym narzędziem do manipulacji.
To już wiem od dawna. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Jestem osobą wierzącą, więc nie muszę się wczuwać w takową sytuację. Założyłaś, że jestem niewierzący?
Tak mi się wydawało przynajmniej - bo Biblia jednak wskazuje na nierozerwalność małżeństwa.
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
A więc szczęście to trwanie w masochistycznych związku do śmierci celem zaspokojenia sumienia?
To jest o wiele głębsza sprawa niż tylko "zaspokojenie sumienia".
Proszę o rozwinięcie tematu. Jedno zdanie niewiele mi mówi.
To jest też kwestia zaufania do Boga. Jeżeli wierzę w to, że Bóg jest miłosierny, wszechwiedzący i dobry, to według tego każdy nakaz Boga jest sensowny, chociaż nie zawsze ten sens jest dla mnie dostępny. Prowadzenie życia zgodnego z przykazaniami to akt zaufania Mu, wiara w to, że to jest dobre. Ma to też związek z miłością do Niego - przecież nie chcę Go zranić swoim grzechem.
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Viridiana pisze:
2019-04-21, 20:29
Fahrenheit pisze:
2019-04-21, 18:07
Ciekawe podejście do życia kreujące zerwanie małżeństwa jako skończenie w starczej samotności toteż padole używek, jakoby człowiek po rozwodzie nie był w stanie znaleźć szczęścia w swoim lub innym towarzystwie.
Osoba wierząca wierzy, że z Bogiem da radę sobie z tą sytuacją.
Nijak twoja wypowiedź odnosi się do cytatu, a jeżeli jest inaczej to proszę o głębsze rozwinięcie. W mojej wypowiedzi zwracam uwagę na to, że Andej określił rozwód niczym równoznaczną śmierć w starczej samotności lub popadnięcie w nałóg używek. Powiedziałbym, że to Andej ma zbyt negatywne podejście.
A, okej. Pomieszało mi się trochę. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Zależy w jaki sposób spojrzymy na cudzołóstwo.
Ja bym zaczęła od Biblii. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Małżeństwo to sprawa na całe życie, więc nie wyobrażam sobie, aby nie mogło zostać unieważnione jak każda inna umowa, wszak niewiele się różni od reszty.
Różni się tym, że to też umowa z Bogiem.
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Jedynym wyjątkiem jest pośrednictwo urzędnika/Boga/"kapłana"
Generalnie rzecz biorąc sakramentu małżeństwa udzielają sobie nawzajem małżonkowie. Kapłan jest tylko wyrazem obecności Kościoła w tym wydarzeniu. A Bóg to nie pośrednik, tylko również strona tej umowy. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Spojrzeć w sposób ludzki na związek dwojga osób, uznać, że świat nie jest czarno-biały.
W religii patrzymy w sposób boski, a nie ludzki. ;)
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
Zastanawiające jest, że jeżeli rozwody zostaną w pełni zakazane to ludzie nijak będą w stanie wykorzystać dar wolnej woli, ponieważ w jaki sposób mają to zrobić skoro zostali w całości ograniczeni przez innych ludzi?
A czy ktoś komuś każe zawierać małżeństwo?
Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
wszak Bóg stworzył różne naczynia o zupełnie innych przeznaczeniach często przeciwnych
Nie rozumiem. :-\
Omnia vincit Amor et nos cedamus Amori (Wergiliusz, Eklogi)

Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 4779
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 495 razy

Re: Małżeństwo - Bóg się pomylił ?

Post autor: Andej » 2019-04-23, 13:23

Fahrenheit pisze:
2019-04-23, 00:39
... Założyłaś, że jestem niewierzący? ...
To nie założenie, ale logiczny wniosek. Oczywiście zakładając rozumienie potoczne słowa "wierzący". Ujmując precyzyjniej należałoby stwierdzić, że jawisz się być niekatolikiem.

Zapraszamy na bloga Pani Zofii https://zchrystusem.pl/wedruj
ODPOWIEDZ