Jak najbardziej jestem za chrystocentryzmem, uważam, że proporcje są obecnie zachwiane (zarówno w modlitwach, jak i np. w liczbie świąt w ciągu roku) itd. To jest dla mnie oczywiste.
Dziwią mnie też pewne praktyki, które są po prostu nielogiczne (np. różaniec przez wystawionym Najświętszym Sakramentem).
Natomiast przyznam się, że mam obawy, gdy widzę, że chwalebne dążenie do zmiany tej sytuacji przeradza się w coś w rodzaju rewolucjonizmu.
Nie rozwija się mechanizacji rolnictwa przez wystrzelanie wszystkich koni...
Zwłaszcza, że jeśli poczytacie mariologów, to oni właśnie są najbardziej chrystocentryczni wśród teologów (przytaczałem tu mało znane -bo nie cytują ich ani przeciwnicy tego świętego, ani zwolennicy skrajnej postaci mariologii - fragmenty z Montforta, ktory uchodzi za skrajnego entuzjastę maryjności).
Jesli czyjaś mariologia jest "mariocentryczna" to jest po prostu błędna, bo prawdziwa maryjność jest właśnie chrystocentryczna.
Podobnie w sprawie proszenia o modlenie się za nami - w końcu modlitwa wstawiennicza ma jak najbardziej swoje biblijne miejsce w praktykach wiary.
Już pisaliśmy o tym z
@Dezerterem w tym wątku:
Marek_Piotrowski pisze: ↑2021-05-29, 11:30
Dezerter pisze: ↑2021-05-28, 23:47
Wielu katolików zachowuje się tak jak by wierzyło w Czwórce a nie w Trójce, dla wielu z nich to Maryja jest na pierwszym miejscu w ich modlitwach

wraz z popularyzacją Biblii i Nowej Ewangelizacji rośnie liczba księży i wiernych bardziej Jezusowych i Duchowych, a mniej Maryjnych (piszę w dużym skrócie i uproszczeniu, więc łapcie sens mojej wypowiedzi a nie łapcie za słówka)
Jest dużo prawdy w tym co napisałeś, jednak... wydaje się, że mamy problem z wahadłem, które odchyla się zbyt daleko w drugą stronę.
Odrzucaniu zbyt daleko idącego skierowania na Maryję z pominięciem Chrystusa często towarzyszy spłycenie, zubożenie, a niekiedy wręcz praktyczne zaniechanie pobożności maryjnej.
Ani jeden, ani drugi margines nie jest dobry.
W dodatku nasza krytyka maryjności (przyznam, że i moja) jest "skażona" zarzutami niekatolickimi. Które są absurdalne (np. oskarżenie o bałwochwalstwo, albo o to, że rzekomo są katolicy uważający Maryję za Boga).
Stajemy w sytuacji, w której z jednej strony mamy wydumane zarzuty i pójcie w margines negacji (pamiętajmy, że jednak Maryja to Matka Boża, Matka Kościoła - czyli nas wszystkich, Królowa Nieba i Ziemi), z drugiej rzeczywisty brak proporcji w kulcie (który jest przecież tylko zależny) w porównaniu z docelowym kultem Chrystusa (a także pozostałych Osób Trójcy).
Niestety, sytuacja często przypomina stary suchar, w której organista próbował zrobić kawał pewnej modlącej się przed obrazem Maryi kobiecie.
Ukrył się i zawołał
"Jezus mówi!"
Ona nic.
Znowu
"Jezus do ciebie mówi!"
Ona nic.
On dalej
"To ja, Jezus, do ciebie mówię!"
Ona zniecierpliwiona
"Bądź wreszcie cicho, jak rozmawiam z Twoją Matką!"
To smutny suchar, bo choć przerysowuje, jednak oddaje pewną codzienność...
Jako konkluzję zacytuję mojego ulubionego autora (tj. siebie

):
Marek_Piotrowski pisze: ↑2024-07-11, 20:19
Jeżeli "nie maryjność" oznacza, że Chrystus jest dla mnie nieskończenie bardziej ważny niż Maryja, to jestem "niemaryjny".
Jeżeli oznacza, że znacznie więcej modlę się do Osób Trójcy, a nie Maryi, to jestem "niemaryjny".
Jeżeli oznacza, że uważam, że za wiele jest świąt i nabożeństw maryjnych w stosunku do modlitwy, świąt i nabożeństw do Boga, to jestem "niemaryjny".
Jeżeli zaś "nie maryjność" miałaby oznaczać, iż odrzucam rolę i wstawiennictwo Maryi, to jestem "maryjny".
Jeżeli miałaby oznaczać, że nie mam Maryi za swoją Matkę, to jestem "maryjny".
Jeśli miałaby oznaczać, że odrzucam np. różaniec, to jestem "maryjny".