Seks w małżeństwie
Re: Seks w małżeństwie
Kościół nie decyduje to nie wyrocznia.
Reszta to demagogia, oparta zresztą na słabej znajomości historii.
Reszta to demagogia, oparta zresztą na słabej znajomości historii.
- Marek_Piotrowski
- Legendarny komentator

- Posty: 25784
- Rejestracja: 1 cze 2016
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 3805 times
- Been thanked: 6047 times
- Kontakt:
- Viridiana
- Zasłużony komentator

- Posty: 2195
- Rejestracja: 6 sie 2018
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 789 times
- Been thanked: 582 times
Re: Seks w małżeństwie
Jakoś mnie ostatnio zastanawia ten temat antykoncepcji, więc pozwolę sobie odgrzać kotleta - to znaczy, wątek.
Mam wrażenie, że jeżeli już spotykam jakieś próby wyjaśnienia tego tematu, to często są laniem wody.
Parę pytań ode mnie:
1) Słyszałam kiedyś argument, że nie wolno stosować sztucznej antykoncepcji (pozwolę sobie na stosowanie terminów "sztuczna antykoncepcja" vs "naturalna antykoncepcja", bo nie do końca przekonuje mnie gra słowna pt. "NPR nie jest antykoncepcją") bo to negowanie naturalnego cyklu kobiety, który stworzył Pan Bóg - tylko właściwie dlaczego akurat w tej jednej jedynej sferze życia ma być "naturalnie"? W wielu sferach życia przecież wcale nie jesteśmy tacy zgodni z naturą - korzystamy z techniki i innych osiągnięć cywilizacji.
2) Dlaczego ta kwestia w Kościele jest określona tak mocno - tzn. jako ogólnie obowiązujący zakaz używania antykoncepcji, a nie zachęta do NPR-u z jednoczesnym pozostawieniem możliwości wyboru? Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na myśli, ale tak sobie myślałam, że dla mnie ta zasada miałaby więcej sensu, gdyby działała podobnie do wskazań dotyczących posiadania dzieci w małżeństwie - czyli Kościół pokazuje kierunek, do którego należy dążyć (urodzenie kolejnego dziecka, stosowanie NPR-u), ale każdy wierny może rozsądzić w swoim sumieniu, czy w swojej obecnej sytuacji jest na to gotowy.
3) Było w tym wątku sporo o ubezpłodnieniu - ale dlaczego (tak dokładnie) miałoby być ono problematyczne?
Dopowiadając pewien kontekst, jeśli chodzi o moje przemyślenia: ja widzę wartość w stosowaniu NPR-u, bo (tak sobie wyobrażam) ono przypomina małżonkom o tym, że ta płodność istnieje, że też była w zamyśle Boga i że trzeba być za nią odpowiedzialnym nawet wtedy, gdy w 100% chcemy zapobiec pojawieniu się dziecka - tylko mam z tyłu głowy to, że są takie pary, gdzie te naturalne metody mogą być problematyczne, a całkowity zakaz antykoncepcji stawia je w co najmniej bardzo niezręcznej sytuacji.
Mam wrażenie, że jeżeli już spotykam jakieś próby wyjaśnienia tego tematu, to często są laniem wody.
Parę pytań ode mnie:
1) Słyszałam kiedyś argument, że nie wolno stosować sztucznej antykoncepcji (pozwolę sobie na stosowanie terminów "sztuczna antykoncepcja" vs "naturalna antykoncepcja", bo nie do końca przekonuje mnie gra słowna pt. "NPR nie jest antykoncepcją") bo to negowanie naturalnego cyklu kobiety, który stworzył Pan Bóg - tylko właściwie dlaczego akurat w tej jednej jedynej sferze życia ma być "naturalnie"? W wielu sferach życia przecież wcale nie jesteśmy tacy zgodni z naturą - korzystamy z techniki i innych osiągnięć cywilizacji.
2) Dlaczego ta kwestia w Kościele jest określona tak mocno - tzn. jako ogólnie obowiązujący zakaz używania antykoncepcji, a nie zachęta do NPR-u z jednoczesnym pozostawieniem możliwości wyboru? Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na myśli, ale tak sobie myślałam, że dla mnie ta zasada miałaby więcej sensu, gdyby działała podobnie do wskazań dotyczących posiadania dzieci w małżeństwie - czyli Kościół pokazuje kierunek, do którego należy dążyć (urodzenie kolejnego dziecka, stosowanie NPR-u), ale każdy wierny może rozsądzić w swoim sumieniu, czy w swojej obecnej sytuacji jest na to gotowy.
3) Było w tym wątku sporo o ubezpłodnieniu - ale dlaczego (tak dokładnie) miałoby być ono problematyczne?
Dopowiadając pewien kontekst, jeśli chodzi o moje przemyślenia: ja widzę wartość w stosowaniu NPR-u, bo (tak sobie wyobrażam) ono przypomina małżonkom o tym, że ta płodność istnieje, że też była w zamyśle Boga i że trzeba być za nią odpowiedzialnym nawet wtedy, gdy w 100% chcemy zapobiec pojawieniu się dziecka - tylko mam z tyłu głowy to, że są takie pary, gdzie te naturalne metody mogą być problematyczne, a całkowity zakaz antykoncepcji stawia je w co najmniej bardzo niezręcznej sytuacji.
Bardzo to pięknie zapominać o sobie, ale trzeba wiedzieć, komu lub czemu się poświęcamy (Simone de Beauvoir)
-
recki
- Dyskutant

- Posty: 346
- Rejestracja: 11 kwie 2023
- Lokalizacja: Wrocław
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 81 times
- Been thanked: 228 times
Re: Seks w małżeństwie
Nie wiem czy to wpisze się w twoje przemyślenia i pytania, ale najwyżej dopytasz jeśli nie wyczerpię ciekawości 
1. W argumentacji kościelnej gdy chodzi o temat antykoncepcji, nie jest ważne czy to jest "sztuczne" czy "naturalne". Użycie argumentu naturalności ma na celu zachęcić do korzystania z tego co jest dane w naturze (zwrócić uwagę że te mechanizmy da się poznać, że płodność nie jest niewiadomą), zamiast stosować tabletki które nie są obojętne ani zdrowotnie ani moralnie.
W różnych obszarach życia zwracamy dziś uwagę, aby być ekologicznymi, a w dziedzinie płodności chyba dla większości par pierwszym wyborem są albo prezerwatywy albo tabletki które jednak na dłuższą metę szkodzą zdrowiu kobiet, a niektóre mają potencjał działania antyimplantacyjnego (niedopuszczającego do zagnieżdżenia zarodka) - więc dlatego w kościelnych środowiskach związanych z edukacją i zdrowiem prokreacyjnym, akcentuje się tą naturalność metod, które - jeśli prawidłowo i ściśle stosowane - mają wysokie współczynniki skuteczności, bliskie tym które dają sztuczne środki hormonalne. Jednak słowo klucz: prawidłowo i ściśle stosowane. Ta ekologiczność i naturalność jest jednak przy okazji, bo w samym sprzeciwie Kościoła wobec antykoncepcji nie chodzi o brak naturalności ani nawet nie o szkodliwość tabletek hormonalnych dla zdrowia (dla zarodka już tak, bo może przesądzać o jego życiu).
Kościół potwierdził w końcówce lat 60. zakaz wszelkiej antykoncepcji ponieważ definiuje sprawę tak, że działanie antykoncepcyjne jest przeciwne prawu naturalnemu. Dotyczy to też działań mających antykoncepcyjny skutek - bo warto wiedzieć, że chodzi o każde działanie, które nie dopuści do prokreacji w płodnym stosunku (np. seks przerywany, oralny lub pieszczoty powodujące orgazm bez pełnego fizycznego połączenia ciał mężczyzny i kobiety - wszystkie te działania są nieakceptowalne), a nie tylko o samą antykoncepcję. Różne są natomiast ciężkości i okoliczności poszczególnych metod i działań.
Więc, jeśli ktoś nie chce swojej płodności w danym akcie seksualnym i wyklucza ją za pomocą metody która likwiduje płodność, mimo że normalnie w tym czasie seksualność pary miałaby płodny potencjał, to działa przeciwko naturze własnej seksualności, czyli w konsekwencji wykracza przeciwko prawu naturalnemu. Natomiast prawo naturalne traktuje się jako część prawa zadanego przez Pana Boga, a interpretowanego przez Kościół. W przypadku antykoncepcji, zdecydował o tym ostatecznie sam Papież Paweł VI - co historycznie ciekawe, idąc za tzw. raportem mniejszości - i zapisał te normy w encyklice HV 1968.
Tłumacząc w uproszczeniu o co chodzi z interpretacją prawa naturalnego, tok rozumowania jest następujący: współżycie byłoby normalnie płodne, gdyby para normalnie współżyła, mogłoby się począć dziecko, ale para tego nie chce, czyli występuje jakiś sprzeciw wobec normalnych funkcji seksualności danej pary. Antykoncepcja lub inna metoda która nie dopuszcza do zapłodnienia - spowoduje, że płodność się usunie, nie dopuści do niej. Jest więc decyzja i wola, że nie chce się płodności i działa przeciwnie wobec funkcji swojego ciała. W tym właśnie sprzeciwie Kościół rozpoznaje grzech.
Wojtyła, nie będąc jeszcze papieżem, stworzył inny model opisując współżycie, w którym nie może być antykoncepcji (i w sumie obydwa sposoby są dzisiaj uzasadnieniem dlaczego jej nie może być). Jak na filozofa, jego język jest trudny, więc skracając do tego co najistotniejsze: Wojtyła mówi że jeśli para stosuje antykoncepcję (dowolne sztuczne metody), to nie oddają się sobie do końca (bo wykluczają z siebie płodność, co jest immanentną częścią bycia osobą ludzką - mężczyzną lub kobietą). Nie mogą się w pełni i bezwarunkowo sobą obdarować, jeśli nie chcą jakiejś części siebie przyjąć (w tym przypadku - płodności swojej lub współmałżonka). Pisał, że za pomocą ciała, osoby się komunikują i używają języka ciała, a akt seksualny wyraża na poziomie duchowym zupełne oddanie się drugiej osobie. Skoro więc akt seksualny jest największym możliwym fizycznym wyrazem oddaniem się sobie małżonków, przekraczającym nawet samą fizyczność, to nie może tam być nic co temu oddaniu przeczy, a ponadto fizyczne oddanie ma wyrażać możliwość ojcostwa i macierzyństwa (nie może jemu zaprzeczać), czego znakiem i wyrazem jest orgazm mężczyzny przeżywany w zjednoczeniu ciał (tak, orgazm mężczyzny musi nastąpić tylko w pochwie kobiety; a orgazm kobiety może nastąpić w jakikolwiek sposób). Dlatego również nie może być w tym języku ciał żadnej antykoncepcji, bo współżycie już nie wyrażałoby takiego znaku i oddania, nie byłoby "pełnym" obdarowaniem, tylko zostałoby zafałszowane.
Oczywiście nie jest tak, że wszyscy którzy to przeczytają, od razu przyznają rację i pokiwają głowami ze zrozumieniem dla tego uzasadnienia. Przeciwnie - część małżeństw mówi, że z tak stworzoną definicją się nie zgadza, że nie przystaje do życia małżeńskiego, że jest modelem który nie uwzględnia wszystkich zmiennych, że ich doświadczenie jest inne, że ich sytuacja jest wyjątkowa itd. Rzeczywiście, istnieją różne ważne racje, nie tylko sam przepis, a prawo nigdy nie uwzględnia wszystkich możliwych sytuacji. Warto w tym miejscu dodać, że po adhortacji AL (Amoris Laetitia) z 2016, zgromadzenie synodalne pod przewodnictwem Papieża, przyznało nieco większą odpowiedzialność w temacie rozeznania sytuacji małżeństwa w przypadkach nieoczywistych, dając też nieco większe uprawnienia sumieniu poszczególnych osób, z czego czasami korzystają spowiednicy, patrząc może bardziej na relację małżeńską, niż na same tylko literalne zasady prawa. Niektóre tematy dotyczące moralności współżycia przestały być traktowane zerojedynkowo, mimo że nauczanie co do zasady wprost nie zostało zmienione - kanony encykliki HV ciągle obowiązują, ale nie w sposób tak bezwzględny, jak wcześniej.
2. Odpowiedź jest już zawarta w p. 1. Jest na to taki nacisk, ponieważ tak postanowił Paweł VI pisząc encyklikę Humane Vitae, dotyczącą życia poczętego i zasad planowania rodziny. Pisze tam, że Kościół ma prawo interpretować prawo naturalne i wyjaśniać je wiernym, a prawo naturalne Papież interpretuje tak, że płciowość człowieka jest przeznaczona do rozmnażania się i umacniania więzi małżeńskiej oraz - co jest punktem niezwykle ważnym dla zasad z tego wynikających, oraz pewnych trudności dla małżeństw - że oba te cele nie mogą być samowolnie rozdzielane (nie wolno oddzielić więzi od prokreacji i vice versa). Nawet jeśli prokreacja nie wystąpi w każdym współżyciu (zachodzi w przeważającej nawet mniejszości współżycia), to musi być zachowane to o czym wspomniałem wyżej: pełne wzajemne oddanie, czyli każdy seks musi kończyć się fizycznym zjednoczeniem i orgazmem mężczyzny w pochwie, co jest traktowane jako znak pełnego oddania i znak rodzicielstwa. Interesujące że na kursach małżeńskich tak otwarcie nie mówi się o tym wymaganym warunku - tylko aluzyjnie o zachowywaniu wstrzemięźliwości (co niektórzy rozumieją jako brak zwykłego współżycia, ale inne formy dozwolone - no okazuje się że nie).
Wspomniana encyklika jest wprawdzie nauczaniem zwyczajnym a nie ostatecznym, więc może podlegać jakiejś ewolucji i pewnym zmianom w przyszłości, ale kategoria tego nauczania oznacza że każdy katolik jest w sumieniu zobowiązany do posłuszeństwa tym zasadom.
3. Jak wyżej. Argumentacja jest taka: ubezpłodnienie to działanie przeciwko normalnej (prawidłowej) funkcji swojego ciała. Jeśli nie zgadzam się na to że moje ciało działa prawidłowo (chcę żeby było niepłodne, chociaż jest płodne), to zaczynam traktować płodność jako coś co jest niepotrzebne, zbędne, przeszkadzające. Idąc dalej - zaczynam unikać płodności, traktować jako przeszkodę we współżyciu w małżeństwie, nie chcę jej, mimo że jest to dar od Pana Boga i zdrowa właściwość ciała. Może zamienić się w postawę: płodność to wróg, jestem źle stworzony z płodnością. To byłoby już występowaniem przeciwko mądrości Pana Boga. Więc na pewno trzeba bardzo uważać na taką postawę i powolny proces zamykania się na zadanie powołania kolejnego nowego życia w ogóle.
Tyle jeśli chodzi o uzasadnienia moralno-prawne.
NPR nie jest dla każdego łatwy w małżeństwie i rzeczywiście mogą być sytuacje, gdy zastosowanie go będzie uciążliwe, trudne, a konieczność zachowania wszystkich norm może nawet negatywnie wpływać na małżeńską więź - mogą być rzeczy, które trudno będzie ogarnąć i przeskoczyć, czy to na początku czy później, to zależy nie tylko od ewentualnych problemów zdrowotnych, ale od różnych indywidualnych warunków, potrzeb: seksualnych, emocjonalnych, relacyjnych małżeństwa, etapu małżeństwa, liczby dzieci, warunków mieszkaniowo-zawodowo-rodzinnych, wieku męża i żony, a nawet rodzaju wykonywanej pracy. O minusach i problemach NPR można stworzyć rozległy osobny wątek, jednak jeśli chodzi o ten absolutny zakaz antykoncepcji - to w praktyce nie ma on tak bezwzględnego charakteru, chociaż niektórzy puryści upierają się że ma taki być. Ale nie jest. Jednak spotkasz się z opiniami i ostrymi postawami, że każda forma ubezpłodnienia aktu seksualnego jest bezwzględnie niedopuszczalna - moje doświadczenie z rozlicznych rozmów, z małżeństwami i także z księżmi, temu przeczą. Pewne sytuacje są do dyskusji ze spowiednikiem, co jest w konkretnej sytuacji lepsze.
Problemów z NPR może być wiele, lecz z reguły na początku jest i tak nie do opisania wspaniale, kiedy odkrywa się świat nowych doświadczeń małżeńskich.
PS. Czy dobrze pamiętam, że Ty miałaś już chłopaka, czy to jeszcze nie ten etap?
1. W argumentacji kościelnej gdy chodzi o temat antykoncepcji, nie jest ważne czy to jest "sztuczne" czy "naturalne". Użycie argumentu naturalności ma na celu zachęcić do korzystania z tego co jest dane w naturze (zwrócić uwagę że te mechanizmy da się poznać, że płodność nie jest niewiadomą), zamiast stosować tabletki które nie są obojętne ani zdrowotnie ani moralnie.
W różnych obszarach życia zwracamy dziś uwagę, aby być ekologicznymi, a w dziedzinie płodności chyba dla większości par pierwszym wyborem są albo prezerwatywy albo tabletki które jednak na dłuższą metę szkodzą zdrowiu kobiet, a niektóre mają potencjał działania antyimplantacyjnego (niedopuszczającego do zagnieżdżenia zarodka) - więc dlatego w kościelnych środowiskach związanych z edukacją i zdrowiem prokreacyjnym, akcentuje się tą naturalność metod, które - jeśli prawidłowo i ściśle stosowane - mają wysokie współczynniki skuteczności, bliskie tym które dają sztuczne środki hormonalne. Jednak słowo klucz: prawidłowo i ściśle stosowane. Ta ekologiczność i naturalność jest jednak przy okazji, bo w samym sprzeciwie Kościoła wobec antykoncepcji nie chodzi o brak naturalności ani nawet nie o szkodliwość tabletek hormonalnych dla zdrowia (dla zarodka już tak, bo może przesądzać o jego życiu).
Kościół potwierdził w końcówce lat 60. zakaz wszelkiej antykoncepcji ponieważ definiuje sprawę tak, że działanie antykoncepcyjne jest przeciwne prawu naturalnemu. Dotyczy to też działań mających antykoncepcyjny skutek - bo warto wiedzieć, że chodzi o każde działanie, które nie dopuści do prokreacji w płodnym stosunku (np. seks przerywany, oralny lub pieszczoty powodujące orgazm bez pełnego fizycznego połączenia ciał mężczyzny i kobiety - wszystkie te działania są nieakceptowalne), a nie tylko o samą antykoncepcję. Różne są natomiast ciężkości i okoliczności poszczególnych metod i działań.
Więc, jeśli ktoś nie chce swojej płodności w danym akcie seksualnym i wyklucza ją za pomocą metody która likwiduje płodność, mimo że normalnie w tym czasie seksualność pary miałaby płodny potencjał, to działa przeciwko naturze własnej seksualności, czyli w konsekwencji wykracza przeciwko prawu naturalnemu. Natomiast prawo naturalne traktuje się jako część prawa zadanego przez Pana Boga, a interpretowanego przez Kościół. W przypadku antykoncepcji, zdecydował o tym ostatecznie sam Papież Paweł VI - co historycznie ciekawe, idąc za tzw. raportem mniejszości - i zapisał te normy w encyklice HV 1968.
Tłumacząc w uproszczeniu o co chodzi z interpretacją prawa naturalnego, tok rozumowania jest następujący: współżycie byłoby normalnie płodne, gdyby para normalnie współżyła, mogłoby się począć dziecko, ale para tego nie chce, czyli występuje jakiś sprzeciw wobec normalnych funkcji seksualności danej pary. Antykoncepcja lub inna metoda która nie dopuszcza do zapłodnienia - spowoduje, że płodność się usunie, nie dopuści do niej. Jest więc decyzja i wola, że nie chce się płodności i działa przeciwnie wobec funkcji swojego ciała. W tym właśnie sprzeciwie Kościół rozpoznaje grzech.
Wojtyła, nie będąc jeszcze papieżem, stworzył inny model opisując współżycie, w którym nie może być antykoncepcji (i w sumie obydwa sposoby są dzisiaj uzasadnieniem dlaczego jej nie może być). Jak na filozofa, jego język jest trudny, więc skracając do tego co najistotniejsze: Wojtyła mówi że jeśli para stosuje antykoncepcję (dowolne sztuczne metody), to nie oddają się sobie do końca (bo wykluczają z siebie płodność, co jest immanentną częścią bycia osobą ludzką - mężczyzną lub kobietą). Nie mogą się w pełni i bezwarunkowo sobą obdarować, jeśli nie chcą jakiejś części siebie przyjąć (w tym przypadku - płodności swojej lub współmałżonka). Pisał, że za pomocą ciała, osoby się komunikują i używają języka ciała, a akt seksualny wyraża na poziomie duchowym zupełne oddanie się drugiej osobie. Skoro więc akt seksualny jest największym możliwym fizycznym wyrazem oddaniem się sobie małżonków, przekraczającym nawet samą fizyczność, to nie może tam być nic co temu oddaniu przeczy, a ponadto fizyczne oddanie ma wyrażać możliwość ojcostwa i macierzyństwa (nie może jemu zaprzeczać), czego znakiem i wyrazem jest orgazm mężczyzny przeżywany w zjednoczeniu ciał (tak, orgazm mężczyzny musi nastąpić tylko w pochwie kobiety; a orgazm kobiety może nastąpić w jakikolwiek sposób). Dlatego również nie może być w tym języku ciał żadnej antykoncepcji, bo współżycie już nie wyrażałoby takiego znaku i oddania, nie byłoby "pełnym" obdarowaniem, tylko zostałoby zafałszowane.
Oczywiście nie jest tak, że wszyscy którzy to przeczytają, od razu przyznają rację i pokiwają głowami ze zrozumieniem dla tego uzasadnienia. Przeciwnie - część małżeństw mówi, że z tak stworzoną definicją się nie zgadza, że nie przystaje do życia małżeńskiego, że jest modelem który nie uwzględnia wszystkich zmiennych, że ich doświadczenie jest inne, że ich sytuacja jest wyjątkowa itd. Rzeczywiście, istnieją różne ważne racje, nie tylko sam przepis, a prawo nigdy nie uwzględnia wszystkich możliwych sytuacji. Warto w tym miejscu dodać, że po adhortacji AL (Amoris Laetitia) z 2016, zgromadzenie synodalne pod przewodnictwem Papieża, przyznało nieco większą odpowiedzialność w temacie rozeznania sytuacji małżeństwa w przypadkach nieoczywistych, dając też nieco większe uprawnienia sumieniu poszczególnych osób, z czego czasami korzystają spowiednicy, patrząc może bardziej na relację małżeńską, niż na same tylko literalne zasady prawa. Niektóre tematy dotyczące moralności współżycia przestały być traktowane zerojedynkowo, mimo że nauczanie co do zasady wprost nie zostało zmienione - kanony encykliki HV ciągle obowiązują, ale nie w sposób tak bezwzględny, jak wcześniej.
2. Odpowiedź jest już zawarta w p. 1. Jest na to taki nacisk, ponieważ tak postanowił Paweł VI pisząc encyklikę Humane Vitae, dotyczącą życia poczętego i zasad planowania rodziny. Pisze tam, że Kościół ma prawo interpretować prawo naturalne i wyjaśniać je wiernym, a prawo naturalne Papież interpretuje tak, że płciowość człowieka jest przeznaczona do rozmnażania się i umacniania więzi małżeńskiej oraz - co jest punktem niezwykle ważnym dla zasad z tego wynikających, oraz pewnych trudności dla małżeństw - że oba te cele nie mogą być samowolnie rozdzielane (nie wolno oddzielić więzi od prokreacji i vice versa). Nawet jeśli prokreacja nie wystąpi w każdym współżyciu (zachodzi w przeważającej nawet mniejszości współżycia), to musi być zachowane to o czym wspomniałem wyżej: pełne wzajemne oddanie, czyli każdy seks musi kończyć się fizycznym zjednoczeniem i orgazmem mężczyzny w pochwie, co jest traktowane jako znak pełnego oddania i znak rodzicielstwa. Interesujące że na kursach małżeńskich tak otwarcie nie mówi się o tym wymaganym warunku - tylko aluzyjnie o zachowywaniu wstrzemięźliwości (co niektórzy rozumieją jako brak zwykłego współżycia, ale inne formy dozwolone - no okazuje się że nie).
Wspomniana encyklika jest wprawdzie nauczaniem zwyczajnym a nie ostatecznym, więc może podlegać jakiejś ewolucji i pewnym zmianom w przyszłości, ale kategoria tego nauczania oznacza że każdy katolik jest w sumieniu zobowiązany do posłuszeństwa tym zasadom.
3. Jak wyżej. Argumentacja jest taka: ubezpłodnienie to działanie przeciwko normalnej (prawidłowej) funkcji swojego ciała. Jeśli nie zgadzam się na to że moje ciało działa prawidłowo (chcę żeby było niepłodne, chociaż jest płodne), to zaczynam traktować płodność jako coś co jest niepotrzebne, zbędne, przeszkadzające. Idąc dalej - zaczynam unikać płodności, traktować jako przeszkodę we współżyciu w małżeństwie, nie chcę jej, mimo że jest to dar od Pana Boga i zdrowa właściwość ciała. Może zamienić się w postawę: płodność to wróg, jestem źle stworzony z płodnością. To byłoby już występowaniem przeciwko mądrości Pana Boga. Więc na pewno trzeba bardzo uważać na taką postawę i powolny proces zamykania się na zadanie powołania kolejnego nowego życia w ogóle.
Tyle jeśli chodzi o uzasadnienia moralno-prawne.
W praktyce, używanie zasobów seksualności przez małżeństwo, nie jest takie proste i oczywiste - to proces, droga, na której jest wiele zakrętów, potknięć i odkryć. Z jednej strony nie wszystko trzeba od razu kategoryzować jak ciężkie grzechy (nie mam tu na myśli celowego stosowania antykoncepcji w postawie przeciwnej życiu, tylko raczej trudności z opanowaniem niektórych potrzeb i naturalne pragnienia, które mogą być bardzo silne na początku małżeństwa). Z drugiej strony, powinno się zawsze starać mieć postawę raczej otwartą i przyjmującą opcję płodności - czyli współżyć w pełni bez żadnych przeszkód, starając się zachowywać wstrzemięźliwość jeśli trzeba. Ta sfera może być z początku dosyć trudna w poznaniu, opanowaniu i zgraniu się dwóch osób. Poznawanie i docieranie się trochę trwa. Aczkolwiek jest nieziemsko wręcz fascynująca.Viridiana pisze: ↑2025-07-05, 21:52 Dopowiadając pewien kontekst, jeśli chodzi o moje przemyślenia: ja widzę wartość w stosowaniu NPR-u, bo (tak sobie wyobrażam) ono przypomina małżonkom o tym, że ta płodność istnieje, że też była w zamyśle Boga i że trzeba być za nią odpowiedzialnym nawet wtedy, gdy w 100% chcemy zapobiec pojawieniu się dziecka - tylko mam z tyłu głowy to, że są takie pary, gdzie te naturalne metody mogą być problematyczne, a całkowity zakaz antykoncepcji stawia je w co najmniej bardzo niezręcznej sytuacji.
NPR nie jest dla każdego łatwy w małżeństwie i rzeczywiście mogą być sytuacje, gdy zastosowanie go będzie uciążliwe, trudne, a konieczność zachowania wszystkich norm może nawet negatywnie wpływać na małżeńską więź - mogą być rzeczy, które trudno będzie ogarnąć i przeskoczyć, czy to na początku czy później, to zależy nie tylko od ewentualnych problemów zdrowotnych, ale od różnych indywidualnych warunków, potrzeb: seksualnych, emocjonalnych, relacyjnych małżeństwa, etapu małżeństwa, liczby dzieci, warunków mieszkaniowo-zawodowo-rodzinnych, wieku męża i żony, a nawet rodzaju wykonywanej pracy. O minusach i problemach NPR można stworzyć rozległy osobny wątek, jednak jeśli chodzi o ten absolutny zakaz antykoncepcji - to w praktyce nie ma on tak bezwzględnego charakteru, chociaż niektórzy puryści upierają się że ma taki być. Ale nie jest. Jednak spotkasz się z opiniami i ostrymi postawami, że każda forma ubezpłodnienia aktu seksualnego jest bezwzględnie niedopuszczalna - moje doświadczenie z rozlicznych rozmów, z małżeństwami i także z księżmi, temu przeczą. Pewne sytuacje są do dyskusji ze spowiednikiem, co jest w konkretnej sytuacji lepsze.
Problemów z NPR może być wiele, lecz z reguły na początku jest i tak nie do opisania wspaniale, kiedy odkrywa się świat nowych doświadczeń małżeńskich.
PS. Czy dobrze pamiętam, że Ty miałaś już chłopaka, czy to jeszcze nie ten etap?
- Viridiana
- Zasłużony komentator

- Posty: 2195
- Rejestracja: 6 sie 2018
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 789 times
- Been thanked: 582 times
Re: Seks w małżeństwie
Myślę, że będzie można zawsze odsyłać do tej wypowiedzi przy okazji dyskusji o antykoncepcji na forum. Dziękuję.
Nie miałam, ale to nie jest kwestia etapu - mam 22 lata, więc nie mając doświadczenia w tej kwestii na tym etapie życiowym należę do mniejszości.
Bardzo to pięknie zapominać o sobie, ale trzeba wiedzieć, komu lub czemu się poświęcamy (Simone de Beauvoir)
- Dezerter
- Legendarny komentator

- Posty: 18951
- Rejestracja: 24 sie 2015
- Lokalizacja: Inowrocław
- Has thanked: 6114 times
- Been thanked: 3826 times
- Kontakt:
Re: Seks w małżeństwie
Piękne świadectwo czystości przedmałżeńskiej
Recki jesteś nieoceniony, znam temat i widzę, że przedstawiłeś sprawę w sposób w pełni obiektywny i prawdziwy
A jak myślisz, czy KK w najbliższym czasie zmieni nauczanie?, bo ja przewiduje, że złagodzi.
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 26055
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 4787 times
Re: Seks w małżeństwie
Skąd pomysł na to, że orgazm mężczyzny jest warunkiem? Otóż wcale tak nie jest. Orgazm nie ma tu nic do rzeczy. Ponadto, kobieta ma takie samo prawo do orgazmu. Akt płciowy nie jest jednostronną relacją. Zaangażowanie w jednakowym stopniu dotyczy kobiety jak i mężczyzny. Nieporozumieniem jest ograniczanie się wyłącznie do doznań mężczyzny.recki pisze: ↑2025-08-04, 00:02 Skoro więc akt seksualny jest największym możliwym fizycznym wyrazem oddaniem się sobie małżonków, przekraczającym nawet samą fizyczność, to nie może tam być nic co temu oddaniu przeczy, a ponadto fizyczne oddanie ma wyrażać możliwość ojcostwa i macierzyństwa (nie może jemu zaprzeczać), czego znakiem i wyrazem jest orgazm mężczyzny przeżywany w zjednoczeniu ciał (tak, orgazm mężczyzny musi nastąpić tylko w pochwie kobiety; a orgazm kobiety może nastąpić w jakikolwiek sposób).
Z tego co się orientuje, to seks małżeński powinien być zawsze otwarty na potencjalna prokreację. I tylko działanie uniemożliwiające ewentualne zapłodnienie jest naganne.
Dla mnie to jest sztuczne. Uważam, że istotny jest potencjalny skutek, a nie metoda. Bo czym się różnią naturalne metody zapobiegania ciąży, eufemistycznie nazywane regulacją albo planowaniem, od metod mechanicznych, chemicznych i hormonalnych lub chirurgicznych?recki pisze: ↑2025-08-04, 00:02 NPR nie jest dla każdego łatwy w małżeństwie i rzeczywiście mogą być sytuacje, gdy zastosowanie go będzie uciążliwe, trudne, a konieczność zachowania wszystkich norm może nawet negatywnie wpływać na małżeńską więź - mogą być rzeczy, które trudno będzie ogarnąć i przeskoczyć, czy to na początku czy później, to zależy nie tylko od ewentualnych problemów zdrowotnych, ale od różnych indywidualnych warunków, potrzeb: seksualnych, emocjonalnych, relacyjnych małżeństwa, etapu małżeństwa, liczby dzieci, warunków mieszkaniowo-zawodowo-rodzinnych, wieku męża i żony, a nawet rodzaju wykonywanej pracy.
Różnią się tylko podejściem, tj. ofiarą. NPR jest szlachetniejszą metoda, gdyż wymaga ofiary w postaci okresowej wstrzemięźliwości. Ale czy taka ofiara usprawiedliwia wykluczanie zapłodnienia? Nie sądzę. Uważam, że jest to dorabianie teorii do istniejącego stanu i oczekiwań. To jak mojżeszowe pozwolenie na rozwody. Taki myk nowoczesnego Kościoła. Ukłon w stronę konsumpcyjnego świata. I materializmu.
Bo gdyby, co rok, to prorok, byłaby bieda. I katolicy musieliby emigrować do krajów, np. muzułmańskich, z powodów ekonomicznych.
Uważam, że nie ma sensownego i logicznego wytłumaczenia postawy Kościoła w zakresie prokreacji. Także powoływanie się na Onana jest manipulacja, albowiem Onan nie tyle nie chciał potomstwa, co nie chciał, aby jego dzieci były uznawane za dzieci brata. I ta intencja została mu poczytana za zło, a nie metoda, jaką się posługiwał.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
- Marek_Piotrowski
- Legendarny komentator

- Posty: 25784
- Rejestracja: 1 cze 2016
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 3805 times
- Been thanked: 6047 times
- Kontakt:
Re: Seks w małżeństwie
Fajny tekst, chociaż niekatolicki
Pawel Bartosik pisze:To z kim sypiasz, jest wyznaniem twojej wiary. Jednocześnie wpływa to na twoje podejście do Boga i je kształtuje. Twoja teologia zaczyna się od twojego łóżka.
Znany teolog Karol Barth przez wiele lat mieszkał pod jednym dachem z żoną i kochanką. Jego trwałe cudzołóstwo było usankcjonowane i publiczne w jego domu. Sądzę, że ten fakt głęboko ukształtował jego teologię. Jeśli ktoś jest ortodoksyjny w teologii - pokutuje i nawraca się, szczególnie z tak rażącego grzechu.
Jeśli ktoś rozważa porzucenie wiary, jednym z kluczowych pytań jest: "Z kim sypiasz?". Odejście od Boga rzadko jest spowodowane obawami intelektualnymi. Zwykle decydują o tym czynniki moralne. Dlatego zanim zapytamy: "Jaki argument przekonał cię do niewiary?" zacznijmy od tego: "Jaki grzech pokochałeś?"
1 List Piotra 2:11: "Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy".
- Morkej
- Zasłużony komentator

- Posty: 2553
- Rejestracja: 2 wrz 2018
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 102 times
- Been thanked: 618 times
Re: Seks w małżeństwie
Gorąco zachęcam do stworzenia. Mnie osobiście bardzo ciekawi ta kwestia.
Andej tutaj też brzmi rozsądnie. Szczerze mówiąc to bliżej mi do jego podejścia. @recki jakbyś odpowiedział na powyższe?Andej pisze: ↑2025-08-10, 11:47 Dla mnie to jest sztuczne. Uważam, że istotny jest potencjalny skutek, a nie metoda. Bo czym się różnią naturalne metody zapobiegania ciąży, eufemistycznie nazywane regulacją albo planowaniem, od metod mechanicznych, chemicznych i hormonalnych lub chirurgicznych?
Różnią się tylko podejściem, tj. ofiarą. NPR jest szlachetniejszą metoda, gdyż wymaga ofiary w postaci okresowej wstrzemięźliwości. Ale czy taka ofiara usprawiedliwia wykluczanie zapłodnienia? Nie sądzę. Uważam, że jest to dorabianie teorii do istniejącego stanu i oczekiwań. To jak mojżeszowe pozwolenie na rozwody. Taki myk nowoczesnego Kościoła. Ukłon w stronę konsumpcyjnego świata. I materializmu.
Bo gdyby, co rok, to prorok, byłaby bieda. I katolicy musieliby emigrować do krajów, np. muzułmańskich, z powodów ekonomicznych.
Uważam, że nie ma sensownego i logicznego wytłumaczenia postawy Kościoła w zakresie prokreacji. Także powoływanie się na Onana jest manipulacja, albowiem Onan nie tyle nie chciał potomstwa, co nie chciał, aby jego dzieci były uznawane za dzieci brata. I ta intencja została mu poczytana za zło, a nie metoda, jaką się posługiwał.
Oczekuj Pana, bądź mężny w działaniu i umacniaj się w sobie; nie trać ufności, nie poddawaj się,
lecz ciałem i duszą walcz o chwałę Bożą. - Tomasz à Kempis
lecz ciałem i duszą walcz o chwałę Bożą. - Tomasz à Kempis
- Marek_Piotrowski
- Legendarny komentator

- Posty: 25784
- Rejestracja: 1 cze 2016
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 3805 times
- Been thanked: 6047 times
- Kontakt:
Re: Seks w małżeństwie
Zgadzam się. Jak w przypadku każdej namiastki zamiast pełnego współżycia.
Owszem, też.
Jeśli skutek jest zły (czyli unikamy poczęcia, choć nie powinniśmy, to NIEZALEŻNIE od metody jest złe.
Natomiast to "a nie metoda" jest piramidalnie fałszywe.
Nie używa się określenia "regulacja". Regulacją jest antykoncepcja.Bo czym się różnią naturalne metody zapobiegania ciąży, eufemistycznie nazywane regulacją albo planowaniem, od metod mechanicznych, chemicznych i hormonalnych lub chirurgicznych?
I słusznie, bo zupełnie nie o to chodzi.Różnią się tylko podejściem, tj. ofiarą. NPR jest szlachetniejszą metoda, gdyż wymaga ofiary w postaci okresowej wstrzemięźliwości. Ale czy taka ofiara usprawiedliwia wykluczanie zapłodnienia? Nie sądzę.
Chodzi o to, że ubezpładniamy akt płciowy. CZYNNIE neutralizujemy dar Boży.
Tak - z zachowaniem skali - jakbyśmy ucinali sobie z jakichś powodów zdrową nogę.
Re: Seks w małżeństwie
recki również dziękuję za to, że poświęciłeś czas na wyjaśnienie. Dalej do mnie taka argumentacja nie przemawia, ale bardzo dobrze przedstawiłeś temat.
Ja nie jestem taką intelektualistką, nie potrafię też tak dobrze dobierać słów, czy argumentów jak wielu z was.
Po ostatniej rozmowie tu na YT posłuchałam trochę wykładów dotyczących seksualności w małżeństwie prowadzonych przez osoby świeckie i duchowne.
Moje wrażenia są takie, że bardzo, bardzo gimnastykują się prelegenci, aby tym zasadom nadać sens, aby pokazać, że są czymś rozwijającym dla relacji małżeńskiej. Tymczasem w komentarzach wylewają się świadectwa ludzi, którzy są tym po prostu zmaltretowani, a ich związki niejednokrotnie rozpadają się.
Napiszę tyle, że dorośli ludzie w stałym związku wiedzą, co jest budujące dla ich relacji, a co nie. Wiedzą ile dzieci są w stanie wychować z uwagi na przyczyny zdrowotne, czy finansowe. Te decyzje powinny należeć do nich, bez poczucia winy.
Cześć mojej rodziny i znajomych jest Prawosławna. W prawosławiu małżeństwo jest wspólną drogą do świętości. Nie ma takiego podejścia do antykoncepcji, ani określania jak się ma kończyć stosunek
Dzieci są w tych rodzinach, a jakże i często liczne.
Uważam, że to właśnie ludzie należący do Kościoła powinni mówić głośno, że coś poszło nie tak i domagać się zmian.
Nie mam już więcej czasu pisać, muszę jechać do pracy. Pozdrawiam was serdecznie, mam nadzieję że nikogo nie uraziłam. Takie jest moje zdanie.
Ja nie jestem taką intelektualistką, nie potrafię też tak dobrze dobierać słów, czy argumentów jak wielu z was.
Po ostatniej rozmowie tu na YT posłuchałam trochę wykładów dotyczących seksualności w małżeństwie prowadzonych przez osoby świeckie i duchowne.
Moje wrażenia są takie, że bardzo, bardzo gimnastykują się prelegenci, aby tym zasadom nadać sens, aby pokazać, że są czymś rozwijającym dla relacji małżeńskiej. Tymczasem w komentarzach wylewają się świadectwa ludzi, którzy są tym po prostu zmaltretowani, a ich związki niejednokrotnie rozpadają się.
Napiszę tyle, że dorośli ludzie w stałym związku wiedzą, co jest budujące dla ich relacji, a co nie. Wiedzą ile dzieci są w stanie wychować z uwagi na przyczyny zdrowotne, czy finansowe. Te decyzje powinny należeć do nich, bez poczucia winy.
Cześć mojej rodziny i znajomych jest Prawosławna. W prawosławiu małżeństwo jest wspólną drogą do świętości. Nie ma takiego podejścia do antykoncepcji, ani określania jak się ma kończyć stosunek
Uważam, że to właśnie ludzie należący do Kościoła powinni mówić głośno, że coś poszło nie tak i domagać się zmian.
Nie mam już więcej czasu pisać, muszę jechać do pracy. Pozdrawiam was serdecznie, mam nadzieję że nikogo nie uraziłam. Takie jest moje zdanie.
- Marek_Piotrowski
- Legendarny komentator

- Posty: 25784
- Rejestracja: 1 cze 2016
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 3805 times
- Been thanked: 6047 times
- Kontakt:
Re: Seks w małżeństwie
Tak, taka jest właśnie nauka Kościoła.
Ale... nie jest to decyzja na zasadzie "bo tak, bo chcemy". Mamy pewne obowiązki. Dlatego zgadzam się w 100% do momentu, gdy napisałaś: "są w stanie wychować z uwagi na przyczyny zdrowotne, czy finansowe".
A co poszło nie tak?Uważam, że to właśnie ludzie należący do Kościoła powinni mówić głośno, że coś poszło nie tak i domagać się zmian.
- lambda
- Elitarny komentator

- Posty: 3519
- Rejestracja: 7 gru 2019
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 243 times
- Been thanked: 512 times
Re: Seks w małżeństwie
Jedna z funkcji małżeństwa jest "usmieżanke pożądliwości" wiec ten tekst chyba tylko dla samotnychMarek_Piotrowski pisze: ↑2025-08-13, 14:23 Fajny tekst, chociaż niekatolicki
Pawel Bartosik pisze:To z kim sypiasz, jest wyznaniem twojej wiary. Jednocześnie wpływa to na twoje podejście do Boga i je kształtuje. Twoja teologia zaczyna się od twojego łóżka.
Znany teolog Karol Barth przez wiele lat mieszkał pod jednym dachem z żoną i kochanką. Jego trwałe cudzołóstwo było usankcjonowane i publiczne w jego domu. Sądzę, że ten fakt głęboko ukształtował jego teologię. Jeśli ktoś jest ortodoksyjny w teologii - pokutuje i nawraca się, szczególnie z tak rażącego grzechu.
Jeśli ktoś rozważa porzucenie wiary, jednym z kluczowych pytań jest: "Z kim sypiasz?". Odejście od Boga rzadko jest spowodowane obawami intelektualnymi. Zwykle decydują o tym czynniki moralne. Dlatego zanim zapytamy: "Jaki argument przekonał cię do niewiary?" zacznijmy od tego: "Jaki grzech pokochałeś?"
1 List Piotra 2:11: "Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy".
- Tek de Cart
- Biegły forumowicz

- Posty: 1855
- Rejestracja: 4 wrz 2017
- Lokalizacja: szczęśliwy mąż i ojciec, Warszawa
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 345 times
- Been thanked: 757 times
- Kontakt:
Re: Seks w małżeństwie
https://deon.pl/wiara/seks-antykoncepcj ... ym,3228068
Fragment książki Scotta Hahna: "Widzialne, niewidzialne. Obietnica i moc sakramentów"
Fragment książki Scotta Hahna: "Widzialne, niewidzialne. Obietnica i moc sakramentów"
Chrzest i Eucharystia to symbole wszystkich sakramentów (...). Trzeba jednak przyznać, że istnieje jeszcze pięć sakramentów - pokuta, bierzmowanie, święcenia kapłańskie, namaszczenie chorych i małżeństwo - i każdy z nich jest przysięgą przymierza wartą osobnej książki. Teraz chciałbym zatrzymać się na chwilę nad sakramentem, który jest najbardziej znany światu, także niechrześcijańskiemu, ale najmniej znany jako sakrament. Jednakże jest to przysięga, którą sam Bóg faworyzował w całym Piśmie Świętym jako najbardziej objawiony znak Jego przymierza ze swoim ludem.
Jest to sakrament małżeństwa.
"Zbliżyć się"
Stary Testament mówi o różnych rodzajach przymierzy: traktatach i rozejmach, adopcjach, koronacjach i tak dalej, ale zdecydowanie najbardziej typowym przymierzem było małżeństwo. To przymierze ustanawiało nową relację rodzinną między mężczyzną i kobietą, z Bogiem jako świadkiem. Błogosławieństwa spływały na te pary, które były wierne; przekleństwa spadały na tych, którzy nie wypełnili przysięgi przymierza. Prorok Malachiasz zapytany, dlaczego spadły przekleństwa, zagrzmiał: "Dlatego że Pan był świadkiem pomiędzy tobą a żoną twojej młodości, którą przeniewierczo opuściłeś. Ona była twoją towarzyszką i żoną twojego przymierza" (Mal 2,14).
Gdy Bóg opisywał swoją relację przymierza z Izraelem, najchętniej wykorzystywał do tego metaforę małżeństwa. Za pośrednictwem Izajasza ogłosił swojemu ludowi: "małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel" (Iz 54,5). Za pośrednictwem Ezechiela wyjaśnił, jak starał się o Izraela: "Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. Rozciągnąłem połę płaszcza mego nad tobą i zakryłem twoją nagość. Związałem się z tobą przysięgą i wszedłem z tobą w przymierze - wyrocznia Pana Boga - stałaś się moją" (Ez 16,8). Temat przymierza małżeńskiego Boga z Izraelem przewija się przez całą Księgę Ozeasza. Pan wzywa go, by poślubił prostytutkę - która bezwstydnie go zdradza - aby jego życie mogło symbolizować niewierność Izraela w przymierzu z Bogiem. Także poprzez proroka Jeremiasza Bóg żali się na niewierność swojej ziemskiej małżonki: "To moje przymierze złamali, mimo że byłem ich mężem - wyrocznia Pana" (Jr 31,32).
Metafora ta jest kontynuowana w Nowym Testamencie, gdzie Paweł posługuje się nią do opisania relacji Chrystusa z Kościołem, Izraelem Boga. "Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie (…). Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła" (Ef 5,25.31-32). Natchnione słowa św. Pawła nakreślają analogię, co do której w innym przypadku moglibyśmy się wahać, czy jej użyć. Komunia Chrystusa z Kościołem, "jedno ciało" - w ekstazie i intymności Eucharystii - znajduje swoją najbardziej odpowiednią analogię w komunii męża i żony, "jednego ciała", w małżeńskiej miłości seksualnej.
Rzeczywiście, aktem, który dopełnia przymierze małżeńskie, jest stosunek seksualny. Stary Testament mówi o tym jasno. Prawo w Księdze Powtórzonego Prawa stanowiło jasno: jeśli, mężczyzno izraelski, chcesz poślubić brankę: "zbliżysz się do niej, zostaniesz jej mężem, a ona twoją żoną" (Pwt 21,13)5. "Zbliżyć się" to hebrajski eufemizm oznaczający stosunki seksualne. Należy zauważyć, że przywołani tu nie byli mężem i żoną, ponieważ mieszkali razem, jedli wspólnie posiłki czy czuli wzajemne sobą zainteresowanie. Fragment ten zakłada, że kobieta jest już branką w domu mężczyzny i prawdopodobnie dzieli już z nim stół przy posiłku. Ale to akt miłości cielesnej zmienia wszystko i dopełnia więź rodziną, więź przymierza.
Akt ten był wypełnieniem przysięgi. Izraelici zwyczajowo ratyfikowali przymierze najpierw ustnym przyrzeczeniem. Czyniąc to, para okazywała swoją zgodę. Ale przymierze nie zostało wypełnione czy skonsumowane aż do momentu ich seksualnego zjednoczenia. Stary Testament dostarcza wystarczających dowodów na to, że momentem nierozerwalnie wiążącym mężczyznę z kobietą jest chwila, w której mężczyzna "zbliża się" do kobiety.
Zjednoczenie cielesne w małżeństwie jest zatem przysięgą-w-akcie, wydarzeniem liturgicznym. Jest znakiem czegoś boskiego.
Jeśli miłość małżeńska to znak sakramentalny miłości Boga do swojego ludu - jak świadczą o tym oba Testamenty - to sam akt musi dokładnie odzwierciedlać tę miłość. Musi być wierny, monogamiczny, nierozerwalny i płodny. To jest podstawą całej tradycji chrześcijańskiej moralności seksualnej, choć z pewnością okaże się to dzisiaj zaskoczeniem dla wielu chrześcijan. Wiem o tym, ponieważ, około dwudziestu lat temu, całkowicie zszokowało to mnie samego.
(...) Były wczesne lata osiemdziesiąte, a Kimberly i ja byliśmy świeżo poślubionymi małżonkami. Jako żarliwi prezbiterianie oboje studiowaliśmy teologię w konserwatywnym seminarium ewangelickim. Program nauczania okazał się wymagający, pieniędzy było mało, a my, podobnie jak wszyscy nasi znajomi małżonkowie, stosowaliśmy środki antykoncepcyjne. Dzieci musiały poczekać, aż uzyskamy odpowiednie zabezpieczenie finansowe, i nie tylko. Wówczas sztuczna kontrola urodzeń pozwalała nam cieszyć się tym, co uważaliśmy za "normalne" w relacjach małżeńskich. Traktowaliśmy to jak przedłużony miesiąc miodowy.
Jednak w drugim roku w seminarium Kimberly odkryła kłamstwo, które leżało u podstaw naszego życia małżeńskiego. Podczas przygotowywania materiałów na kurs etyki dowiedziała się, że do 1930 roku Kościoły chrześcijańskie - wszystkie bez wyjątku - potępiały antykoncepcję w najostrzejszych słowach. Protestanccy reformatorzy, których szanowaliśmy, posunęli się nawet tak daleko, że nazywali to "morderstwem". Kimberly odkryła również, że prawa antykoncepcyjne - które obowiązywały w wielu stanach do lat sześćdziesiątych - były w dużej mierze dziełem protestanckich ustawodawców.
Jednak ostateczny werdykt historii chrześcijańskiej w sprawie antykoncepcji przyszedł do nas jako nowość, podobnie jak potężne argumenty za tą nauką pochodzące z Pisma Świętego i rozumowania moralnego. Kimberly i ja, po konfrontacji z faktami, poczuliśmy się zobowiązani do zmiany życia. Wyrzuciliśmy więc środki antykoncepcyjne i wkrótce nasza zmiana poglądów doprowadziła do zmiany w ciele Kimberly. Nasze pierwsze dziecko - Michael - było w drodze.
Znaki życia
Do tego czasu żyliśmy w kłamstwie. Dopiero wiele lat później, kiedy zostałem katolikiem, mogłem zrozumieć prawdziwą naturę tego grzechu. Papież Jan Paweł II słusznie nazywał antykoncepcję "kłamstwem w języku miłości". Seks, zgodnie z wiarą katolicką, powinien być przysięgą w działaniu, całkowitym darem z siebie, bliskością, w której mężczyzna i kobieta niczego przed sobą nie ukrywają. Jest darem całego życia, zatem należy tylko do wyłącznego i aż do śmierci zawartego małżeństwa. Jest to wymiana przymierza, wymiana osób: "Ja jestem twoja, a ty jesteś mój". Małżeństwo sprawia, że seks jest sakramentalny i związany z przymierzem.
Całkowity dar z siebie wyklucza możliwość rozwodu, cudzołóstwa, seksu przedmałżeńskiego i antykoncepcji. Pary stosujące antykoncepcję powstrzymują coś, co jest prawdopodobnie największą mocą, jaką mogą posiadać dwie osoby: ich płodność, zdolność do współtworzenia z Bogiem nowego życia, ciała, duszy - przeznaczonych do wieczności. Akt seksualny mówi uroczyście: "oddaję ci wszystko", a antykoncepcja sprawia, że ta komunikacja jest nieprawdziwa.
Seks jest znakiem, znakiem sakramentalnym. W tradycyjnym języku to "akt małżeński", akt, który dopełnia sakrament małżeństwa. A sakrament to kanał łaski Bożej, która jest samym życiem Boga. Kiedy więc bawimy się "znakiem" seksu, nie tylko zmieniamy sposób, w jaki mówimy o miłości, ale także przestajemy kochać. To, co powieściopisarka Flannery O’Connor powiedziała o Eucharystii, można by odnieść do wszystkich sakramentów: jeśli to tylko symbol, do diabła z tym.
W sakramentach wcielamy prawdę. Słowo staje się ciałem. Tak więc dla katolików seks jest tajemnicą, ale nie stanowi czegoś, co wymyka się moralnej pewności czy sprawdzalnej rzeczywistości.
Pomaga nam wiedza, że określenie "sakrament" pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego "przysięgę". Kiedy kochamy się fizycznie, składamy sobie uroczystą przysięgę - mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę (tak mi dopomóż Bóg). Zjednoczenie seksualne jest teraz, tak jak w starożytnym Izraelu, przysięgą w działaniu.
A co to za prawda, którą wypowiadamy pod przysięgą w znaku małżeństwa? Mówimy, że Bóg jest Jeden i że Bóg jest Trójcą. Dwoje staje się jednym ciałem, a wkrótce dołącza do nich trzecia osoba i dalej pozostają jedną rodziną. Papież Jan Paweł II powiedział: "Osoby naszego Boga, w swej najbardziej wewnętrznej tajemnicy nie pozostają w samotności, lecz tworzą rodzinę, ponieważ w tajemnicy tej zawiera się ojcostwo, synostwo i sama istota rodziny, jaką jest miłość". A Katechizm dodaje: "Komunia Trójcy Świętej jest źródłem i kryterium prawdy wszelkich relacji" (KKK 2845).
Z zamysłu Boga małżeństwo jest jedyną relacją, która ujawnia życiodajną moc miłości. Ludzka miłość, ze swoją płodnością, wyraźnie ukazuje istotę i wewnętrzne życie Boga. Małżeństwo jest znakiem sakramentalnym życia trynitarnego, które mamy nadzieję dzielić na zawsze w niebie:
"W radościach ich miłości i życia rodzinnego [Bóg] daje im już tutaj przedsmak uczty Godów Baranka" (KKK 1642; por. także Ap 19,9).
Wszystko to jest prawdą, którą wypowiadamy naszymi ciałami.
Mówimy również, że Bóg jest wierny swojemu ludowi. Powtórzmy: bliskość małżeńska jest metaforą, którą św. Paweł wybrał, aby odnieść ją do Chrystusa i Kościoła. Księga Apokalipsy w języku greckim jest "księgą objawienia, odsłonięcia" (apokalupsis) - co było eufemizmem dla skonsumowania małżeństwa.
Małżeństwo zatem to nie tylko sakrament sam w sobie, lecz także znak sakramentalny innych sakramentów i życia, które one dają (por. KKK 1617).
Przysięga dla dwojga
Wszystko zaczyna się od przysięgi. Święta przysięga nie ułatwia wierności małżeńskiej, ale czyni ją możliwą. Miłość trwająca przez całe życie jest czymś wspaniałym, ale ma też w sobie element bojaźni i drżenia, ponieważ w kontekście przymierza będziemy zabiegali o nasze zbawienie (por. Flp 2,12).
Małżeństwo sprawia, że dwa życia są tak ze sobą powiązane, tak bliskie, tak intensywnie zaangażowane w siebie wzajemnie - tak poważnie narażone na wzajemne zranienia - że zarówno mężczyzna, jak i kobieta muszą złożyć przysięgę. Pamiętaj: dla dobra wspólnego nie pozwalamy policjantom czy żołnierzom, żeby nosili broń, dopóki nie złożą przysięgi - aby Bóg wspierał ich swoją obecnością nieustannie, także podczas każdej pokusy. O ileż bardziej powinno to przystawać do przykładu małżeństwa i seksu. To nie jest romantyzm czy idealizm, wierzyć, że seks powinien być zachowany dla małżeństwa. Seks, ze swoją przejmującą intymnością i podatnością na zranienie, jest wystarczająco wymagający dla tych, którzy są zobowiązani do wspólnego życia. To nierealistyczny idealizm myśleć, że ktokolwiek może utrzymać taki poziom zaufania i bliskości bez sakramentu, więzi przymierza, stałej obecności Boga.
Nie sprzedawaj duszy diabłu, Bóg da Ci za nią więcej!
Re: Seks w małżeństwie
Apostoł Paweł napisał w Biblii - Słowie Bożym " Nie żona rozporządza własnym ciałem, lecz mąż; podobnie nie mąż rozporządza własnym ciałem, lecz żona. Nie strońcie od współżycia ze sobą, chyba za wspólną zgodą do pewnego czasu, aby oddać się modlitwie, a potem znowu podejmujcie współżycie, aby was szatan nie kusił z powodu niepowściągliwości waszej" - 1 Kor. 7:4-5
