Luciano pisze: ↑2025-10-04, 00:20
sądzony pisze: ↑2025-10-03, 20:19
Dlaczego modlitwa kojarzy ci się z psychozą?
Proszenie Kogoś o pomoc kojarzy ci się z czymś nie na miejscu?
To długa historia. Najogólniej uważam, że w katolicyzmie nacisk na pełnienie przez człowieka woli Boga, umniejsza człowieka i jego autentyczne potrzeby.
Rozumiem Twój punkt widzenie. Rozumiem, bo sam przez wiele lat tak myślałem. I tak właśnie logicznie to wygląda, że z tej perspektywy bycie z Bogiem jawi się pewnym "zniewoleniem", "ograniczeniem", "upokorzeniem", "umniejszeniem", "poddaniem", a nawet "gwałtem" na swoich potrzebach. I faktycznie niedojrzałe poddanie się tym wymaganiom może być pronerwicowe.
Perspektywa jednak zmienia się gdy uświadamiany sobie, że pierwotnie, prawdziwie naturalnie, człowiek i jego wola stworzona jest do jedności z Wolą Bożą i jedynie w zgodzie z Nią jesteśmy prawdziwie sobą. Oczywiście to nie niweluje oporu jaki nosimy, a który jest wynikiem grzechu pierworodnego, "wykrzywionego" obrazu i utraconego podobieństwa.
To kwestia identyfikacji. Czy Ty to ty (twoje ja, ego) czy Ty to Ty w komunii z Bogiem.
Najważniejsza jest wola Boga. Prowadzi to do tego, co stało się z Jezusem: okrutnej śmierci, by wypełnić wolę Ojca. Albo historia z Abrahamem i Izaakiem na górze Moria.
Tak, prowadzi do zaufania, nadziei, pogodzenia się z tym co nas spotyka (opatrzność boża), do wypełnienia powołania. Śmierć, brak dobra, choroba, upadek, ból i cierpienie spotka każdego z nas niezależnie od tego czy wierzy i wypełnia wolę bożą.
Proszenie kogoś o pomoc nie kojarzy mi się z czymś nie na miejscu.
Rozumiem.
Ale zbliżanie się do Boga, który jest taki jak wyżej opisałem, nie kojarzy mi się dobrze.
W sensie "do Boga umniejszającemu Twojemu ja"?
Do tego dochodzi represja seksualności w systemie Kościoła katolickiego. Objawia się w tym, że aby zostać kapłanem, trzeba zgodzić się na psychiczną kastrację.
To wybór, a nawet współpraca z łaską (jak mówił kard. G. Ryś). Napisałeś "zgodzić się" i tak właśnie jest. Nic na siłę.
Poza tym w prawosławiu czy protestantyzmie jest inaczej.
Czyli aby najbardziej zbliżyć się do Boga - bo kapłani z definicji są najbliżej Niego - trzeba zrezygnować z tak ważnej dziedziny życia, jak seksualność.
Moim zdaniem nie kapłani, a zakonnicy, mnisi, eremici, mistycy. Choć wcale nie uważam, że w jedności małżeńskiej nie można być blisko Boga.