Miłość do siebie samego
Miłość do siebie samego
Czy potrafisz odnosić się do siebie z życzliwością? Potrafisz być dla siebie dobry, wyrozumiały? Potrafisz siebie kochać? Czy zastępujesz miłość do siebie szukając jej u drugiego człowieka?
Obecnie przechodzę przez ten etap i czuję się jak kosmita.
Obecnie przechodzę przez ten etap i czuję się jak kosmita.
Ostatnio zmieniony 2025-11-07, 16:45 przez krz30, łącznie zmieniany 1 raz.
- AdamS.
- Elitarny komentator

- Posty: 3339
- Rejestracja: 4 lis 2021
- Lokalizacja: Górskie pustkowia
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 1304 times
- Been thanked: 1579 times
Re: Miłość własna
Chyba nieprzypadkowo drugie przykazanie kończy się "jak siebie samego". Myślę, że szczera miłość skierowana ku Bogu musi przepełnić człowieka miłością do samego siebie - bo taki jest Bóg, że gdy się na niego otworzyć, napełnia każdego pięknem, prawdą i dobrem. I dopiero wtedy można naprawdę kochać drugiego człowieka. Inaczej będzie to tylko zabieganie o jego względy.
Mogę się domyślać, co czujesz, jeśli znalazłaś się na etapie przebudowy własnego wnętrza w tym kierunku. Ufam, że odkryjesz w sobie tę niewyczerpalną radość z pełnej akceptacji samej siebie - i przez to otaczania miłością innych.
Dodano po 20 minutach 24 sekundach:
Jedną miałbym tylko uwagę do samego tytułu. Pojęcie "miłości własnej" zakorzeniło się w naszej kulturze jako synonim egoizmu, a to jest tylko pozór miłości. Prawdziwa miłość do siebie płynie zawsze przez miłość do Boga, stając się pochodną afirmacji doświadczanego dobra.
Ostatnio zmieniony 2025-11-07, 14:05 przez AdamS., łącznie zmieniany 2 razy.
- sądzony
- Legendarny komentator

- Posty: 19976
- Rejestracja: 20 lut 2020
- Lokalizacja: zachodniopomorskie
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 2774 times
- Been thanked: 3066 times
Re: Miłość własna
Przepraszam bo to troszkę od czapy, ale właśnie Chrystusowe przykazanie miłości, którego dotknęliście podsunęło mi dziwaczną intuicję.
Może we wpisanym w nas obrazie Boga, który realizować mamy w podobieństwie do Niego znajduje się również trójbiegunowość.
Jak i w Trójcy Przenajświętszej, Ja (Syn przybrany w Chrystusie) realizuje się w miłości ku Ojcu w Duchu (Kościoła, a w zasadzie wszystkich bliźnich).
Może we wpisanym w nas obrazie Boga, który realizować mamy w podobieństwie do Niego znajduje się również trójbiegunowość.
Jak i w Trójcy Przenajświętszej, Ja (Syn przybrany w Chrystusie) realizuje się w miłości ku Ojcu w Duchu (Kościoła, a w zasadzie wszystkich bliźnich).
"W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was." J 14.20
Re: Miłość własna
@AdamS. Moglbym prosić o rozwinięcie drugiego akapitu? Tak, obecnie czuję jak moje serce jest obrzezane. A ja jestem na etapie kompletnego wypłukania, nic mi nie "smakuje". Wiem, że mam to przeżyć i tyle...
Podejrzewam, że dostaje od Boga wskazówki, aby się nie łamać, wszystko idzie ku dobremu, ale nie wiem czy dobrze je odczytuje (unikam nastawienia, że to pewnie od Boga).
Podejrzewam, że dostaje od Boga wskazówki, aby się nie łamać, wszystko idzie ku dobremu, ale nie wiem czy dobrze je odczytuje (unikam nastawienia, że to pewnie od Boga).
Ostatnio zmieniony 2025-11-07, 15:48 przez Owca, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Miłość do siebie samego
To niełatwe darzyć samego siebie czułością, troską i wyrozumiałością. Tym bardziej, jeśli w dzieciństwie nie doznało się we właściwy sposób miłości od tych, którzy powinni nas utwierdzi w przekonaniu, że jesteśmy kochani. Ja ten temat wałkowałem na terapii, długo i boleśnie. I dziś nie jestem przekonany o tym, że potrafię kochać samego siebie. Więcej sobie wybaczam, to na pewno. Mniej obarczam się wyrzutami tam, gdzie nie powinienem. Mówię ludziom wprost gdy przekraczają moje granice, czasem za bardzo dobitnie. Czy to jest zdrowa miłość samego siebie?
- AdamS.
- Elitarny komentator

- Posty: 3339
- Rejestracja: 4 lis 2021
- Lokalizacja: Górskie pustkowia
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 1304 times
- Been thanked: 1579 times
Re: Miłość własna
Przepraszam, bo może wyciągnąłem pochopne wnioski. Odniosłem wcześniej wrażenie, że piszesz trochę o sobie - to znaczy, że nie do końca potrafisz pokochać siebie taką, jaka jesteś. Stąd ten mój komentarz. Ale powinienem najpierw dopytać, zamiast pisać w ten sposób. Myślałem tak, bo przez sporą część mojego życia sam się borykałem z kompleksami, które wynikały stąd, że nie do końca się akceptowałem. To przekładało się na zahamowania w relacjach z innymi. Nie potrafiłem też czerpać radości z takiego wspólnego przeżywania czasu w większym gronie. Jeśli jednak problem jest zupełnie innego rodzaju, to jeszcze raz przepraszam.
Re: Miłość własna
Nic się nie dzieje, nie masz za co przepraszać. Tak, napisałem to o sobie, obecnie przechodzę przez ten proces, który zaraz rozwinę, a Ciebie chciałem pociągnąć za język. Liczyłem, że coś mi to rozjaśni.AdamS. pisze: ↑2025-11-08, 18:54Przepraszam, bo może wyciągnąłem pochopne wnioski. Odniosłem wcześniej wrażenie, że piszesz trochę o sobie - to znaczy, że nie do końca potrafisz pokochać siebie taką, jaka jesteś. Stąd ten mój komentarz. Ale powinienem najpierw dopytać, zamiast pisać w ten sposób. Myślałem tak, bo przez sporą część mojego życia sam się borykałem z kompleksami, które wynikały stąd, że nie do końca się akceptowałem. To przekładało się na zahamowania w relacjach z innymi. Nie potrafiłem też czerpać radości z takiego wspólnego przeżywania czasu w większym gronie. Jeśli jednak problem jest zupełnie innego rodzaju, to jeszcze raz przepraszam.
Ze mną jest tak, że zawsze szukałem miłości?, uznania? u kobiet (faceci byli dla mnie zbyt niedostępni, czułem że nie pasuje i nie dostanę tego, czego chcę - takiego pogłaskania po głowie). Zaniedbując kompletnie siebie i swoje zdrowie psychiczne, coś na zasadzie - ''no daj mi tę miłość, uznanie etc.''. Ponad dwa tygodnie temu Bóg postawił tamę (jednym cięciem), że nie może tak być, że ja swojej męskości, potwierdzenia szukam u kobiet, bo to nic nie da, nie znajdę odpowiedzi. Od tego momentu rysuje się jakby nowy cel w moim życiu, a mianowicie... coś większego niż małżeństwo, relacja z kobietą - bo jeżeli już to osiągnę, to ''przeszedłem'' życie? Nie mogę się na tym skupiać, a znaleźć w życiu to, co mnie interesuje, pobudza. Doceniać swoją autonomię emocjonalną, że odpowiadam sam za siebie. Zaczynam od podstaw - czyli miłość do siebie samego. Dlatego napisałem, że czuję się jak kosmita, bo nigdy tego nie praktykowałem - nie miałem do siebie szacunku i nie widziałem w sobie nic interesującego. Wiem, potrzeba czasu, coraz częściej szukam rozmowy z mężczyznami, a to dobry prognostyk. Odnośnie swojej osoby czuję sympatię, lubię swoje towarzystwo.
Ostatnio zmieniony 2025-11-08, 23:48 przez Owca, łącznie zmieniany 4 razy.
Re: Miłość własna
Tutaj powinna nastąpić instrukcja, jak najlepiej akceptować samą siebie.
Po tych wszystkich wyrzutach sumienia, plucia sobie w brodę czy popadania w nałogi, otyłość lub inne autodestruktywne nawyki.
No dobra, przyznaję, sam jestem ciekawy Twojej metody.
Aczkolwiek otaczania miłością innych mniej.
- AdamS.
- Elitarny komentator

- Posty: 3339
- Rejestracja: 4 lis 2021
- Lokalizacja: Górskie pustkowia
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 1304 times
- Been thanked: 1579 times
Re: Miłość własna
Nie wiem, czy jestem kompetentny, żeby dawać tu jakiekolwiek instrukcje w tym zakresie. Ale chętnie podzielę się swoim doświadczeniem, jeśli tylko mogłoby to ko komuś pomóc. Muszę mieć na to tylko chwilkę spokojniejszego czasu.
Re: Miłość własna
Dobrze że zwróciłeś na to uwagę, dało mi do myślenia - jak pewne pojęcia w mojej głowie są przekłamane. ''Miłość własna'' - no, rzeczywiście może wiązać się z egoizmem, zapatrzeniem w siebie, narcyzmem. ''Miłość do siebie samego'' - jest takim przejawem szacunku do samego siebie.AdamS. pisze: ↑2025-11-07, 14:05Dodano po 20 minutach 24 sekundach:
Jedną miałbym tylko uwagę do samego tytułu. Pojęcie "miłości własnej" zakorzeniło się w naszej kulturze jako synonim egoizmu, a to jest tylko pozór miłości. Prawdziwa miłość do siebie płynie zawsze przez miłość do Boga, stając się pochodną afirmacji doświadczanego dobra.
Może właśnie dlatego czuję się jak kosmita, bo jak to? Miłość własna to takie zapatrzenie w siebie, podziwiajcie mnie...
Na dzień dzisiejszy widzę w sobie wadliwe pojęcie miłości, automatycznie więc uważam, że miłość Boga do mojej osoby jest taka sama, a mianowicie (to ja mam podejście do Boga z pozycji handlarza, a to Jemu przepisuję taką postawę, że za tę łaskę, którą mnie obdarza, to On będzie coś ode mnie chciał). To jest mechanizm obronny zwany projekcją? Rozumiem również, że jakby uzdrowienie mojej miłości do Boga (wyprostowanie jej) pozwoli mi uleczyć miłość do siebie samego (np. szacunek, wyrozumiałość dla siebie bez względu jaką gafę popełnię, taki brak ganienia siebie za popełniony błąd). Zrozumiałem również, że nikt nie ma prawa mnie do niczego zmuszać (chociaż to często ja sam na sobie wymuszam zachowania, cisnę, nie daje sobie chwili wytchnienia), ani wpływać na moje zachowania, aby coś osiągnąć - mam prawo mieć swoje zdanie, poglądy oraz po prostu sobie ufać, że wiem co jest dla mnie dobre.
Kolejną sprawą jest fakt, że mam tendencję do kontrolowania - nawet jak z kimś rozmawiam, to nie w celu komunikacji, a właśnie takiego skontrolowania, czy wszystko jest ok (a sama idea rozmowy mnie nie interesuje).
Ostatnio zmieniony 2025-11-10, 20:32 przez Owca, łącznie zmieniany 2 razy.
- Dezerter
- Legendarny komentator

- Posty: 18707
- Rejestracja: 24 sie 2015
- Lokalizacja: Inowrocław
- Has thanked: 5969 times
- Been thanked: 3796 times
- Kontakt:
Re: Miłość do siebie samego
Dzięki Bogu potrafię mieć normalny stosunek do siebie, czyli akceptacja, życzliwość, wyrozumiałość (czasami za duża!). Cyba też mogę powiedzieć, że siebie kocham, bo życzę sobie dobrze i chcę swego zbawienia.
więc
Czy zastępujesz miłość do siebie szukając jej u drugiego człowieka? - nie
choć oczywiście szukam miłości i zabiegam nawet o to.
czuje się 100% homo sapiens
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.
Re: Miłość własna
To nie licytacja o chwałę.
Z Twojego opisu wnoszę, że masz bardzo bogatą wiedzę i jeśli Twoje serce ją popiera, to powinieneś się nią podzielić.
Ostatnio zmieniony 2025-11-15, 23:32 przez inny, łącznie zmieniany 1 raz.
- AdamS.
- Elitarny komentator

- Posty: 3339
- Rejestracja: 4 lis 2021
- Lokalizacja: Górskie pustkowia
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 1304 times
- Been thanked: 1579 times
Re: Miłość własna
Chyba tak, nasze relacje w ogromnej części stają się projekcjami budowanymi na wcześniejszych doświadczeniach - choć wzbraniałbym się przed przyjęciem jakiegoś determinizmu - fatalizmu, wobec którego określona jest nasza przyszłość. Bóg daje nam zawsze wolność, nawet wtedy, gdy doświadczenia wyniesione z dzieciństwa i młodości zdają się kłaść głębokim cieniem traumy i negatywnych wzorców. A skoro @inny prosił, żebym się podzielił własnym widzeniem tych spraw, spróbuję to uczynić na tyle, na ile potrafię.Owca pisze: ↑2025-11-10, 20:30 Na dzień dzisiejszy widzę w sobie wadliwe pojęcie miłości, automatycznie więc uważam, że miłość Boga do mojej osoby jest taka sama, a mianowicie (to ja mam podejście do Boga z pozycji handlarza, a to Jemu przepisuję taką postawę, że za tę łaskę, którą mnie obdarza, to On będzie coś ode mnie chciał). To jest mechanizm obronny zwany projekcją?
Na co bym zwrócił tu uwagę, by kształtować w sobie relacje oparte na zaufaniu, bezinteresowności i miłości przezwyciężającej przeszłość? Przede wszystkim zwrócić trzeba uwagę na naszą ocenę innych. Nie tylko tych, z którymi żyjemy, ale również tych, którzy już odeszli. Osobiście lubię często zanurzać się w przeszłości, afirmując dobro w każdej osobie zmarłej, która kiedyś stanowiła jakąś część mojego życia. Dziękuję za to dobro Bogu, prosząc Go o objęcie duszy każdego zmarłego miłosierdziem. A w każdym jest jakieś dobro, trzeba je tylko znaleźć - zło zostawiając Bogu i jego miłosierdzi, nie rozpamiętując go i nie osądzając.
Drugi poziom afirmacji dobra to przeżywać radość z każdej drobnej sytuacji, w której doświadczam dobro ze strony obecnie otaczających mnie osób. Ktoś mi powiedział dobre słowo - staram się je rozważać i dziękować Bogu za tego człowieka. Dobrze jest też odwzajemnić się dobrem w jakikolwiek sposób, choćby uśmiechem i dobrym słowem, a jednocześnie pomnażać to dobro poprzez rozciągnięcie tej wdzięczności na innych. Zaproszenie kogoś na kawę lub poczęstowanie ciasteczkiem - to nic nas nie kosztuje, a może się stać ważnym punktem zwrotnym dla postrzegania świata przez tego człowieka i przez nas samych. To niewątpliwie rzutuje na naszą relację do Boga, jako dobrego Ojca.
Zdaję sobie sprawę, że powyższe rady mogą się wydawać naiwne i mało znaczące. Jednak dla mnie to podstawa wchodzenia w żywą relację z Chrystusem. Nie mam zadatków ani na mistyka, ani jakiegoś intelektualistę, ale potrafię cieszyć się drobnymi sprawami - a uważam, że obecność Boga jako kochającego Ojca jest doświadczana często w takich drobnych sytuacjach, które budują naszą wiarę i relację w tym wyższym wymiarze. Bez afirmacji drobnych przejawów dobra w naszym codziennym życiu nie będziemy w stanie ujrzeć Dobra w wymiarze transcendentnym.
-
Pompieri
- Mistrz komentowania

- Posty: 4458
- Rejestracja: 28 wrz 2020
- Has thanked: 1100 times
- Been thanked: 573 times
Re: Miłość do siebie samego
Nie, nie jest to naiwne, Adamie. Podobnie odczuwam postepowanie czlowieka wierzacego i kochajacego Boga.
Nawet gdy jedni sa porywczy, inny introwertyczni ...
nawet gdy zycie nas okaleczylo i nauczylo nienawidziec ...
nawet gdy brakuje sil ...
zawsze cos mozna z siebie wykrzesac.
Nawet gdy jedni sa porywczy, inny introwertyczni ...
nawet gdy zycie nas okaleczylo i nauczylo nienawidziec ...
nawet gdy brakuje sil ...
zawsze cos mozna z siebie wykrzesac.
Re: Miłość własna
Nie każde afirmacja się sprawdzają.
Jest w obiegu kilka wskaźników ale i tak to nie zależ od nas.
Tak bardzo chciałem usłyszeć od Ciebie sprawdzony przepis, że chyba zrobiłem Ciebie odpowiedzialnego za swoje oczekiwania.
Chyba muszę się trochę pozbierać.

