Czy wiedzielibyśmy, czym miłość jest, gdyby nie miłość Boga do ludzi? J13, 34-35 wskazuje na dwie sprawy. Pierwszą z nich jest wzór doskonałości. Czyli naśladowanie Jezusa. Ale Jezus wskazuje tylko na miłość do ludzi. I przemilcza naszą odpowiedź Bogu, na Jego miłość.
Drugą kwestią jest, jak ja to nazywam: Podaj dalej. Czyli to, jak należy reagować na wszelkie przejawy miłości. Jeśli doznałem jakiegoś przejawu miłości, to czuję się zobowiązany, aby tym samym odpłacić. Nie temu, od kogo mnie to spotkało. Albo nie tylko temu. Ale komuś następnemu. Najlepiej kilku osobom (wszystkim, których spotykamy na naszej drodze). Tak, aby miłość się namnażała.
Mk 12, 28–31 Marek ujmuje inaczej. Na pierwszym miejscu stawia odwzajemnienie miłości Bogu. To nasz odpowiedź na miłość totalna, maksymalną, ideał miłości. I dalej, pas transmisyjny przenosi miłość na bliźnich. I zawiera wyjaśnienie pomocnicze, czyli zrównanie miłości własnej z miłością bliźniego. To sygnał, aby nie przesadzać. To sygnał, aby traktować na równi. Czyli miłość nasza do kogoś nie powinna ograniczać, albo wręcz niweczyć miłości własnej. Miłość własna nie może być zaspokajana kosztem miłości bliźniego.
Jan podkreśla rolę znaku rozpoznawczego katolików. Miłość do bliźnich bez względu na ich poglądy, rasę, pochodzenie, mądrość itd. W tym też mieści się to, że nie należy skupiać się na negatywnym stosunku bliźnich do nas. Nie wypominać im tego. Ani prosto w oczy, ani za plecami. A na ew, zarzuty, odpowiadać miłością.
A praktycznie? Praktycznie wspaniale w ten sposób zatykam dzioby ŚJ. Na wszelkie zarzuty odpowiadam, jaki mam do nich (i wszelkich innych) stosunek. Na krytykę odpowiadam, że modlę się w intencji ich zbawienia. I oni, biedacy, nie mają innego wyjścia, jak obiecać to samo. Albo dalej atakować i narażać się na zarzut hipokryzji. Oczywiście przekazany delikatnie. Tj. a ja i tak modlić się będę w waszej intencji.
Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 26013
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 4777 times
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Nie, ponieważ tak naprawdę nikt nie pragnie piekła.
„Nie lękaj się, bo ja jestem z tobą. Nie trwóż się, bom ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Ok. Przynajmniej sobie wyjaśniliśmy, że traktujemy PŚ wybiórczo. Tylko dokąd to zaprowadźi ?
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Chciałbym być dobrze zrozumiany, dlatego proszę o wyrozumiałość.
W swojej pielgrzymce po religiach i filozofiach świata wyniosłem dwie fundamentalne zasady: konsekwencje i wytrwałość w dążeniu do celu. Ostatnie wpisy o pragnieniu piekła jak i poprzednie tematy, przyznaje mnie zblokowały. Uświadomiły, że nie ma tu tych zasad a niekonsekwencja czyni z Was z automatu niewiarygodnymi.
Forum funkcjonuje bez urazy jak „kopiarka” i „drukarka”, z komentarzami głównie … ego. Zarzucacie się cytatami a trudne tematy jak barykady, po prostu omijacie nie podejmując trudu zmierzenia się z nimi. Nie potrafcie też przyznać się z pokorą, że są ponad Wasze możliwości poznania.
Bez stanięcia w tej prawdzie o sobie, wszystko jest … fałszem i obłudą.
Nie widzę tu też samodzielności myślenia, oderwania się od ogólnie obowiązujących schematów, wręcz boicie się wychylić po za obowiązujące dogmaty.
Skupiacie się na szczegółach rozbijając każdy wątek na strzępy w których w końcu gubicie właściwą esencję i myśl przewodnią zajmując się jakimiś nieistotnymi błędami. Bardziej to przypomina prace korektorską niż rozważania.
Myślenie syntetyczne jest tu całkowicie obce. Nie dziwie się, tak Was uczono, zaprogramowano w szkołach i uczelniach. To nie jest więc miejsce na wypływanie na głębsze wody mistyki.
Bez uwolnienia się od autorytetów i przyjętych systemów nie ma szans na dalszy postęp i rozwój duchowy.
Może w tym wszystkim trzeba postawić najważniejsze pytanie: czy każdy z Was osiągnął już „sufit” swych możliwości duchowych i jak to rozpoznać ?
Jeżeli to pytanie uda się Wam szczerze i merytoryczne rozważyć będzie to największy Wasz sukces.
Potraficie to uczynić bez drukowania cytatów, gdy wystarczy po prostu zamknąć oczy i pogrzebać w umyśle z pokorą i nadzieją w Bogu, że usłyszycie odpowiedź ? Trochę wysiłku a może się opłacić. Jeżeli nie, to nie marnujemy swojego czasu.
Oby nikt nie był tą biblijną figą przeklętą przez Pana Jezusa, która tylko się starzała nie przynosząc żadnego owocu.
Gdyby się okazało, że w duszy nie „gra żadna muzyka” pragnienia - to znaczy, że każdy jest tam gdzie być powinien i … niech tam pozostanie nie prowokując innych do odkrywania tajemnic, które przekraczają jego wyobrażenie.
Wiem, że ego wielu z Was już wyrywa się do odpowiedzi. To naturalne. Chociaż raz odczekajcie z komentarzami dzień, dwa lub więcej aby uspokoić emocje, którymi się ono karmi. Czym dłużej potrwa to „zawieszenie” tym prawdziwsza może być odpowiedź. Kto zamilknie na dłuższy czas być może podjął najlepszą decyzje w życiu.
Spróbujcie - to nic nie kosztuje a może po raz pierwszy usłyszycie prawdę o sobie.
Powodzenia.
Ps.
Muszę też przyłożyć sobie bo popełniłem nieświadomie błąd. Dopiero teraz dotarło do mnie, że są tu emerytowani księża a być może i czynni. To bardzo wiele zmienia a szczególnie moje spojrzenie na Was. Jeżeli prawdziwie kochacie Boga, zostańcie tam gdzie jesteście, tylko zmieńcie nazwę na „Koło wzajemnej adoracji”. Z Bogiem.
W swojej pielgrzymce po religiach i filozofiach świata wyniosłem dwie fundamentalne zasady: konsekwencje i wytrwałość w dążeniu do celu. Ostatnie wpisy o pragnieniu piekła jak i poprzednie tematy, przyznaje mnie zblokowały. Uświadomiły, że nie ma tu tych zasad a niekonsekwencja czyni z Was z automatu niewiarygodnymi.
Forum funkcjonuje bez urazy jak „kopiarka” i „drukarka”, z komentarzami głównie … ego. Zarzucacie się cytatami a trudne tematy jak barykady, po prostu omijacie nie podejmując trudu zmierzenia się z nimi. Nie potrafcie też przyznać się z pokorą, że są ponad Wasze możliwości poznania.
Bez stanięcia w tej prawdzie o sobie, wszystko jest … fałszem i obłudą.
Nie widzę tu też samodzielności myślenia, oderwania się od ogólnie obowiązujących schematów, wręcz boicie się wychylić po za obowiązujące dogmaty.
Skupiacie się na szczegółach rozbijając każdy wątek na strzępy w których w końcu gubicie właściwą esencję i myśl przewodnią zajmując się jakimiś nieistotnymi błędami. Bardziej to przypomina prace korektorską niż rozważania.
Myślenie syntetyczne jest tu całkowicie obce. Nie dziwie się, tak Was uczono, zaprogramowano w szkołach i uczelniach. To nie jest więc miejsce na wypływanie na głębsze wody mistyki.
Bez uwolnienia się od autorytetów i przyjętych systemów nie ma szans na dalszy postęp i rozwój duchowy.
Może w tym wszystkim trzeba postawić najważniejsze pytanie: czy każdy z Was osiągnął już „sufit” swych możliwości duchowych i jak to rozpoznać ?
Jeżeli to pytanie uda się Wam szczerze i merytoryczne rozważyć będzie to największy Wasz sukces.
Potraficie to uczynić bez drukowania cytatów, gdy wystarczy po prostu zamknąć oczy i pogrzebać w umyśle z pokorą i nadzieją w Bogu, że usłyszycie odpowiedź ? Trochę wysiłku a może się opłacić. Jeżeli nie, to nie marnujemy swojego czasu.
Oby nikt nie był tą biblijną figą przeklętą przez Pana Jezusa, która tylko się starzała nie przynosząc żadnego owocu.
Gdyby się okazało, że w duszy nie „gra żadna muzyka” pragnienia - to znaczy, że każdy jest tam gdzie być powinien i … niech tam pozostanie nie prowokując innych do odkrywania tajemnic, które przekraczają jego wyobrażenie.
Wiem, że ego wielu z Was już wyrywa się do odpowiedzi. To naturalne. Chociaż raz odczekajcie z komentarzami dzień, dwa lub więcej aby uspokoić emocje, którymi się ono karmi. Czym dłużej potrwa to „zawieszenie” tym prawdziwsza może być odpowiedź. Kto zamilknie na dłuższy czas być może podjął najlepszą decyzje w życiu.
Spróbujcie - to nic nie kosztuje a może po raz pierwszy usłyszycie prawdę o sobie.
Powodzenia.
Ps.
Muszę też przyłożyć sobie bo popełniłem nieświadomie błąd. Dopiero teraz dotarło do mnie, że są tu emerytowani księża a być może i czynni. To bardzo wiele zmienia a szczególnie moje spojrzenie na Was. Jeżeli prawdziwie kochacie Boga, zostańcie tam gdzie jesteście, tylko zmieńcie nazwę na „Koło wzajemnej adoracji”. Z Bogiem.
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 26013
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 4777 times
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Nie będę czekać. Uważam, że cytaty biblijne są bardzo wartościowe. Tym bardziej, że zwykle pojawiają się wraz z indywidualnymi komentarzami, w których autorzy dzielą się swoim rozumieniem. Często nieortodoksyjnym.
O sobie mogę tylko napisać, że staram się komentować ortodoksyjnie, ale jak patrzę z boku, to nie wychodzi mi to. Bo nie potrafię udawać, że coś rozumiem, jeśli nie rozumiem.
A co do emocji. Wykopałem dołek i je tam pogrzebałem. Choć czasem jakieś wypełzają, ale staram się je szybko wyganiać.
Oczywiście niniejszy post można potraktować jako bardzo emocjonalny. Ale tylko z punktu widzenia czytającego i jego odczuć.
PS. Jeśli masz zarzuty wobec moich postów, to jestem otwarty na krytykę. Chętnie staram się uczyć. Niestety idzie mi to opornie. Dlatego potrzebuje konstruktywnej krytyki.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
- krz30
- Biegły forumowicz

- Posty: 1704
- Rejestracja: 16 wrz 2021
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 280 times
- Been thanked: 399 times
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Wybacz, ale jak dla mnie, @Koan, kreujesz się na jakiegoś guru duchowości, a jak na razie, nie zaprezentowałeś wiele na tym forum. Przy tym czynisz wiele ogólnikowych zarzutów, bez odniesienia do konkretu.
Re: Esencja Biblii i całego Prawa zawarta w jednym zdaniu.
Zapraszając mnie tu na forum wiedziałeś co pisałem na wiara.pl. Motto brzmiało, że nigdzie „nie wchodzę z wazeliną ale z mieczem …” Właśnie poznajesz tego konsekwencje.Andej pisze: ↑2026-01-07, 17:27Nie będę czekać. Uważam, że cytaty biblijne są bardzo wartościowe. Tym bardziej, że zwykle pojawiają się wraz z indywidualnymi komentarzami, w których autorzy dzielą się swoim rozumieniem. Często nieortodoksyjnym.
O sobie mogę tylko napisać, że staram się komentować ortodoksyjnie, ale jak patrzę z boku, to nie wychodzi mi to. Bo nie potrafię udawać, że coś rozumiem, jeśli nie rozumiem.
A co do emocji. Wykopałem dołek i je tam pogrzebałem. Choć czasem jakieś wypełzają, ale staram się je szybko wyganiać.
Oczywiście niniejszy post można potraktować jako bardzo emocjonalny. Ale tylko z punktu widzenia czytającego i jego odczuć.
PS. Jeśli masz zarzuty wobec moich postów, to jestem otwarty na krytykę. Chętnie staram się uczyć. Niestety idzie mi to opornie. Dlatego potrzebuje konstruktywnej krytyki.
Oczywiście mam marzenie, że ktoś zakładający wątek cytuje czego on dotyczy i zadaje pytanie w jednym zdaniu. Komentarze również powinne być krótkie i zwięzłe a najlepiej mieszczące się w jednym zdaniu. W pierwszym to co mówią inne autorytety. W drugim to co mówi mi umysł i serce. Jeżeli jest rozbieżność miedzy nimi od tego momentu trzeba odrzucić wszelkie pomoce „naukowe”. Tak powinno rozpocząć się prawdziwe rozważanie. Jeżeli uda się komuś dojść do tego miejsca, w tej formie - porozmawiamy co poźniej.
Ps.
Nie mam o nic do nikogo zarzutów i pretensji. Piszę to co czuje w konfrontacji z tym czego doświadczyłem gdy są rozbieżności.
Otwórz wątek „kto orze a ogląda się za siebie …” i spróbuj go tak rozważać. Doświadczenie można zdobyć tylko próbując i czasami popełniając błędy.
Dodano po 2 minutach 51 sekundach:
Podzielam Twoje odczucia bo sam kiedyś identycznie reagowałem.
Nie mogę odpowiedzi zawrzeć w krótkim zdaniu. Musi to być mini wykład.
Wyobraź sobie, że chcesz zdobyć Mount Everest. Przez długie lata czynisz przygotowania fizyczne, psychiczne i finansowe. W końcu udajesz się w pielgrzymkę na szczyt, którą można opisać jako skrajny trud i cierpienie.
Zdobywasz i co dalej ? Zaczynasz schodzić z satysfakcją, radością i spełnieniem. Na dole nawet mogą czekać nagrody.
Droga duchowa na szczyty poznania przybiega identycznie tyle, że jest znacznie więcej wątpliwości. „Wspinanie się” można określić również jako totalny trud i cierpienie bo trzeba wiele poświęcić. Jednak powrót ze szczytu jest diametralnie odmienny. Nie ma satysfakcji, radości i spełnienia. Jest przeraźliwy …strach zwany bojaźnią Bożą. Dlatego dziś nigdy bym tego nie powtórzył za żadne skarby tego świata i tego duchowego ale nie da się wykasować tego co już się stało.
Skąd ten strach ? Są dwie przyczyny. Jedną z nich jest przypowieść o talentach, które otrzymujesz ale nie możesz ich zakopać ale je pomnażać. Jak to czynić jeżeli masz zakaz ujawniania tego co zostało Tobie objawione ? Kto by chciał się „wspinać’ po Tobie skoro odpowiedzi leżałyby na stole ?
Wyobraź sobie nauczyciela, który chce nauczyć czegoś klasę ale nie może ujawniać źródła wiedzy. Wszystko ma się odbywać na … wiarę. Czy byłby dla Ciebie autorytetem ?
To było łatwe ale w średniowieczu i wcześniej. Dziś gdzie wszyscy wiedzą prawie o wszystkim dzięki internetowi jest to totalnie trudne.
Oczywiście wiesz co się stanie z takim człowiekiem jeżeli talentu nie pomnoży.
Jak więc widzisz dla Ciebie to jest kreowanie się na guru a dla mnie walka o przetrwanie duszy … Nie wszystko jest takie jakie się wydaje - szczególnie na drodze duchowej.
Na dodatek postęp techniczny czasem utrudnia rozszyfrowywanie nawet słów Pana Jezusa.
Wejdź w rozważanie jakie zaproponowałem AndeJ a się przekonasz.
Mam nadzieje że wystarczająco wyjaśniłem problem.

