Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Rozmowa na poszczególne wersety Pisma Świętego.
Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2025-09-15, 10:43

Witam wszystkich,

Wczoraj na nabożeństwie rozważaliśmy fragment Ewangelii Jana 17, który głęboko mnie poruszył i skłonił do refleksji. Jezus w tej modlitwie ukazuje swoją relację z Ojcem, mówi o chwale, którą miał w niebie, a którą dzieli się z nami – tymi, których "wybrał". To niesamowite, jak wielkim poświęceniem było dla Niego porzucenie tej chwały, by stać się człowiekiem i oddać życie za nas. Werset 5 szczególnie mnie uderzył: "A teraz ty, Ojcze, uwielbij mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim powstał świat." – to pokazuje ogrom Jego ofiary.

Zauważyłem, że Jezus w tej modlitwie trzykrotnie odnosi się do chwały:
Chwała, którą miał u Ojca przed stworzeniem świata (w.5)
Uwielbienie na ziemi przez wykonanie dzieła (w.4)
Przekazanie tej chwały uczniom i wszystkim wierzącym (w.22)

Z drugiej strony, Jezus mówi o świecie, który nienawidzi Jego uczniów, bo nie są "ze świata" (w. 14-16). To bardzo aktualne, gdy patrzę na dzisiejsze czasy – nawet w demokratycznych krajach, gdzie mamy wolność głoszenia Ewangelii, chrześcijanie często spotykają się z niechęcią, a czasem wręcz z wrogością, prześladowaniem i nienawiścią. Przywołuje mi to na myśl ostatnie wydarzenie związane z zamachem i zabójstwem odważnie głoszącego chrześcijaństwo Charliego Kirka, czyli to, jak świat wciąż nienawidzi chrześcijan i będzie to robił, co potwierdza prawdziwość słów Jezusa: "Twoje słowo jest prawdą" (w. 17). Wersety takie jak 12 ("Strzegłem tych, których mi dałeś, i żaden z nich nie zginął prócz syna zatracenia") dają mi ogromną ufność w Bożą opiekę, ale też przypominają, że prawda Ewangelii zawsze będzie zderzać się z rzeczywistością świata.

Jezus prosi, byśmy byli jedno, uświęceni w prawdzie, i byśmy dzielili się Jego chwałą – to wezwanie, by być czujnym i aktywnie świadczyć o wierze. Chciałbym podzielić się kilkoma myślami i otworzyć dyskusję:

Poświęcenie Jezusa: Jak odbieracie fakt, że Jezus porzucił chwałę nieba dla nas? Jak to wpływa na Wasze codzienne życie i wiarę?
Nienawiść świata: Czy doświadczacie w swoim otoczeniu niechęci wobec chrześcijan? Jak radzicie sobie z tym, że świat "nienawidzi" tych, którzy idą za Jezusem?
Uświęcenie w prawdzie: Co dla Was oznacza bycie "uświęconym w prawdzie"? Jak możemy dzielić się chwałą Jezusa w codziennym życiu?
Jedność wierzących: Jezus modli się o jedność – jak możemy budować tę jedność w Kościele i poza nim, zwłaszcza w podzielonym świecie?

Jak pogodzić prawdę o opiece Bożej z cierpieniami, które spotykają wierzących? Co oznacza być "nie ze świata" w praktycznym życiu w XXI wieku?

Ciekawy jestem Waszych refleksji, doświadczeń i tego, jak ten fragment do Was przemawia. Podzielcie się swoimi myślami – może macie jakieś historie, które pokazują, jak prawda Ewangelii zderza się z rzeczywistością?

Awatar użytkownika
Dezerter
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 19279
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Has thanked: 6340 times
Been thanked: 3914 times
Kontakt:

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Dezerter » 2025-09-15, 19:03

Proponuję zacząć rozważania od podania tekstu - za Biblia Poznańską

(1) Po tych słowach Jezus, podniósłszy oczy w niebo, rzekł: Ojcze, nadeszła godzina. Wsław swego Syna, aby i Syn wsławił Ciebie (2) stosownie do władzy, jaką Mu dałeś nad każdym człowiekiem, aby dał życie wieczne każdemu, którego Mu dałeś. (3) A to jest życie wieczne: poznać Ciebie, jedynego, prawdziwego Boga, i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. (4) Ja wsławiłem Ciebie na ziemi, doprowadziwszy do końca dzieło, które Mi dałeś do wykonania. (5) A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie swą wielką chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim świat powstał.
(6) Objawiłem Twoje imię ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli, a Tyś oddał ich Mnie. Oni zachowali Twoją naukę. (7) Teraz wiedzą, że wszystko, co Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. (8) Bo słowa, które Mi dałeś, dałem im i oni je przyjęli i naprawdę poznali, że wyszedłem od Ciebie, i uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś.
(9) Proszę za nimi. Nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, bo są Twoimi. (10) Wszystko, co moje, jest Twoje, a co Twoje, jest moje, i w nich zostałem wsławiony. (11) Nie jestem już na świecie, ale oni są na świecie. Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoje imię, które Mi dałeś, aby byli jedno jak my.
(12) Kiedy byłem z nimi, Ja strzegłem w Twoje imię tych, których Mi dałeś. I ustrzegłem ich. Nikt z nich nie zginął oprócz syna zatracenia. Tak wypełniło się Pismo. (13) A teraz idę do Ciebie, mówię zaś to będąc na świecie, aby w pełni zaznali mojej radości. (14) Ja przekazałem im Twoje słowo, a świat ich znienawidził, bo nie są ze świata, tak jak Ja nie jestem ze świata. (15) Nie proszę [o to], abyś ich zabrał ze świata, ale abyś zachował ich od złego. (16) Nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
(17) Poświęć ich prawdzie. Twoje słowo jest prawdą. (18) Jak Ty posłałeś Mnie na świat, tak Ja posłałem ich na świat. (19) I za nich poświęcam siebie, aby i oni byli poświęceni prawdzie. (20) A nie tylko za nimi proszę, lecz także za tymi, którzy uwierzą we Mnie dzięki ich nauczaniu. (21) Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, ze Mną, a Ja z Tobą, aby i oni byli z nami, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał. (22) Tę zaś chwałę, którą Mi dałeś, im przekazałem, aby byli jedno, jak my jedno [jesteśmy]. (23) Ja w nich, a Ty we Mnie. Aby byli tak doskonałą jednością, żeby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i umiłowałeś ich tak, jak Mnie umiłowałeś.
(24) Ojcze, chcę, aby ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem. Aby oglądali moją chwałę, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie, zanim świat powstał. (25) Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, a Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. (26) Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby była w nich miłość, którą Mnie obdarzyłeś, i Ja w nich.


Rzeczywiście gęsty tekst i bardzo bogaty, a przy tym arcyważny.

Mnie poruszyło kilka fragmentów
(3) A to jest życie wieczne: poznać Ciebie, jedynego, prawdziwego Boga, i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
Ważne dla nas wszystkich to zbawienie, każdy z nas do tego dąży, ale czy każdy zdaje sobie sprawę, że to nie chodzi o poznanie intelektualne, rozumowe? Poznanie w środowisku semickim to zbliżenie się, a nawet zjednoczenie, ale by do tego doszło musi zajść poszerzenie świadomości naszej własnej, by objąć nią również bliźnich i zahaczyć choć troszeczkę o Boga, a do tego potrzebna odnowa moralna z jednoczesnym wzrostem miłości.
cdn
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.

Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2025-09-18, 09:18

Dzięki @Dezerter za Twój wkład i za przytoczenie pełnego tekstu - rzeczywiście to bardzo "gęsty" i bogaty fragment, który zasługuje na dogłębne rozważanie.

Twoja uwaga o poznaniu w kontekście semickim trafia w sedno. To nie jest poznanie intelektualne, lecz poznanie przez zjednoczenie - hebrajskie yada oznacza intymną więź, doświadczenie Boga, a nie tylko wiedzę o Nim.

Szczególnie porusza mnie Twoje spojrzenie na werset 3. Ten fragment o życiu wiecznym jako poznaniu Boga pokazuje, że zbawienie to nie abstrakcyjna koncepcja, ale żywa relacja.

Chciałbym rozwinąć myśl o chwale Bożej (kavod w hebrajskim, doxa w greckim), która przewija się przez całą modlitwę.
Chwała jako uczestnictwo w naturze Bożej - gdy Jezus mówi o chwale, którą miał "zanim świat powstał" (w.5), a następnie o przekazaniu tej chwały uczniom (w.22), pokazuje coś niesamowitego. To nie tylko honor czy uznanie - to uczestnictwo w samej istocie Boga!!!
Apostoł Piotr pisze o tym jako o "uczestnictwie w Boskiej naturze" (2 Piotra 1,4). To oznacza, że przez wiarę stajemy się w pewnym sensie partnerami Boga w Jego dziele - nie bogami, ale noszącymi w sobie Jego obraz i chwałę!
Miłość jako podstawa chwały - Jezus kończy modlitwę słowami o miłości Ojca (w.26). Ta chwała, którą otrzymujemy, jest owocem bezgranicznej miłości Boga, która przekracza nasze pojęcie sprawiedliwości czy zasług.
To rzeczywiście "wielki dar" - Bóg traktuje nas nie jak sługi, ale jak synów i córki, dzieląc się tym, co ma najcenniejszego.

No i żydowskie korzenie naszej wiary - warto też pamiętać, że Jezus modlił się jako Żyd, do Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Naród żydowski przez tysiąclecia kultywował tę intymną relację z Bogiem, którą widzimy w Psalmach, u proroków, w tradycji rabinicznej.
Paweł przypomina nam, że jesteśmy "wszczepieni" w ich drzewo oliwne (Rzym 11). To oznacza, że możemy się wiele nauczyć od żydowskiego sposobu rozumienia Boga - ich głębokiego szacunku dla Słowa Bożego, praktycznego podejścia do wiary, rozumienia świętości w codzienności.

Niestety niechęć do Żydów trwa od wieków - widzieliśmy to w prześladowaniach, pogromach, Holokauście. Może w tym jest też duchowy wymiar? Paweł ostrzega, że szatan będzie atakować tych, którzy są szczególnie blisko Boga (Ef 6,12).
Żydzi jako naród wybrany, pierwszy świadek prawdziwego Boga, niosący przez tysiąclecia znajomość Jego natury i woli - może właśnie dlatego spotykają się z taką wrogością? To nie usprawiedliwia prześladowań, ale może tłumaczy, dlaczego siły zła tak intensywnie ich atakują.
Jezus mówił przecież: "zbawienie pochodzi od Żydów" (J 4,22). To oni przekazali światu Słowo Boże, z nich pochodził Mesjasz. Może dlatego diabeł tak desperacko próbuje ich zniszczyć?
Ale na poziomie wiary i teologii możemy wciąż czerpać z tego dziedzictwa?
Jezus przecież nie przyszedł zburzyć Prawa, ale je wypełnić. Jego modlitwa w Jana 17 to kontynuacja tysięcletniej tradycji żydowskiej modlitwy i dialogu z Bogiem.
Co myślisz o tej perspektywie chwały jako uczestnictwa w Boskiej naturze? I czy zgadzasz się, że warto sięgać do żydowskich źródeł w rozumieniu naszej wiary?
Ostatnio zmieniony 2025-09-18, 09:23 przez Przeemek, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Andej
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 26981
Rejestracja: 20 lis 2016
Been thanked: 4970 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Andej » 2025-09-18, 11:09

Zbyt dużo, aby się rzeczowo odnieść. Ponumeruję i skrótowo.
Przeemek pisze: 2025-09-15, 10:43 1. Poświęcenie Jezusa: Jak odbieracie fakt, że Jezus porzucił chwałę nieba dla nas? Jak to wpływa na Wasze codzienne życie i wiarę?
2. Nienawiść świata: Czy doświadczacie w swoim otoczeniu niechęci wobec chrześcijan? Jak radzicie sobie z tym, że świat "nienawidzi" tych, którzy idą za Jezusem?
3. Uświęcenie w prawdzie: Co dla Was oznacza bycie "uświęconym w prawdzie"? Jak możemy dzielić się chwałą Jezusa w codziennym życiu?
4. Jedność wierzących: Jezus modli się o jedność – jak możemy budować tę jedność w Kościele i poza nim, zwłaszcza w podzielonym świecie?
5. Jak pogodzić prawdę o opiece Bożej z cierpieniami, które spotykają wierzących? Co oznacza być "nie ze świata" w praktycznym życiu w XXI wieku?
1. Nie porzucił chwały. Jego przyjście na świat ani trochę Go nie umniejszyło. Więcej, swoja pokorą, swoim wejściem w buty człowieka okazał swoją wielkość i chwałę. To było pozorne umniejszenie.
Albo inaczej. Jezus zrezygnował z okazywania Mu chwały przez ludzi, aby być jednym z nas. Ale nie zmniejszyło to Jego cwały.
2. Nienawiść świata: Chyba każdy w jakimś stopniu doświadcza. Każdy, kto choć troszkę odstaje od przeciętności. Dla większości ludzi wiara ogranicza się do wielkanocnej święconki, może jeszcze pasterki i wizyty w Wielkanoc. Cotygodniowe uczestniczenie (tj. stałe i taktowane jako najważniejsza część dnia świętego) w nabożeństwach jest już często uważane za nieszkodliwe dziwactwo. Zdarzało mi się wiele razy, gdy szedłem na mszę, napotykać na zdziwienie: przecież jesteśmy na delegacji, jesteśmy na wczasach albo: przecież o kulach nie będziesz szedł.
3. Nie wiem, co to znaczy, być uświęconym w prawdzie. Nie rozumiem.
Nie możemy dzielić się chwałą Jezusa, bo jej nie mamy. Ale możemy i musimy głosić Jego chwałę. Mamy żyć tak, aby ludzie widzieli dobre czyny w nas i chwalili za nie Ojca który w niebie jest.
4. Jedność polega na postepowaniu zgodnym z Mk 12.28-33 (przykazania miłości) i Mt 25.31-46 (wytyczne postępowania). Jeśli wszyscy będą się tym kierować, to będzie jedność. A spory teologiczne służą wyłącznie podziałom, tworzeniu rozdźwięków i szerzeniu niechęci. Teologia powinna budować miłość do Boga, a nie wytykanie innym, że źle wyobrażają sobie Boga. Bratem mi jest każdy bliźni.
5. Nie da się pogodzić Bożej opieki z cierpieniami, bo drogę przez cierpienia wyznaczył Chrystus. Każdy ma nieść swój krzyż. A opieka dotyczy celu tej wędrówki. Opieka Boża pomaga nam w dokonywaniu życiowych wyborów. Pomaga z drodze do nieba. Jak też znoszeniu cierpień i ofiarowywaniu ich Bogu.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2025-09-18, 15:03

Ad.1
Myślę, że to ciekawe spojrzenie. Wyobrażenie sobie, że Bóg miałby porzucić swoją chwałę, jest niemal niemożliwe – przecież chwała jest częścią Jego natury. A jednak Biblia mówi, że Jezus to zrobił. Pytanie hipotetyczne: Jezus mógł nie zdecydować się cierpieć za nasze grzechy i nie wypełnić woli Ojca. Ciekawe, czy w takim kontekście Ojciec i tak by Go wywyższył i nadał Mu należną chwałę?

Ad.2
Doświadczam jej praktycznie w wielu miejscach. Może nie jest to otwarte prześladowanie, ale poglądy chrześcijańskie spotykają się z lekceważeniem lub subtelnym odrzuceniem. Pomiędzy pozorną wolnością XXI wieku kryje się często większe niebezpieczeństwo – ironia polega na tym, że świat oferuje „wolność”, ale jednocześnie wchodzi w presję ideologiczną, jak szkoły „woke”, multikulturalizm i tolerancja dla wszystkiego, często kosztem fundamentów moralnych. Ludzie z grzeczności nie mówią wprost: „Ty i Twój Bóg idźcie do diabła…”, ale ignorancja i aroganckie odrzucenie bywają równie dotkliwe. Nowe pokolenia wchodzą w ateizm, new age czy inne formy „religijności” – wszystko bardziej wysublimowane i subtelne niż w pierwszych wiekach Kościoła. Do tego dochodzą denominacje, różne ruchy, podziały w Kościele – Opus Dei, jezuici, świadkowie… non-stop walka o słowa i pozycję, co sprawia, że codzienne świadectwo wiary jest trudniejsze, choć wciąż możliwe.
W sumie jest coraz gorzej...... i może będzie jszcze gorzej, może dlatego ten świat tak mocno upadnie w końcu, że "prawda" nie będzie miała siły przebicia - i to będzie ten czas w kórym Bóg zgładzi Ziemię poraz drugi i ostateczny, jak było za czasów Noego.....

Ad.3
Nie do końca wiadomo, co to znaczy, ale patrząc na Jana 17, werset 17: „Uświęć ich w prawdzie; Twoje słowo jest prawdą” – jak myślisz? Czy można to interpretować tak, że bycie uświęconym to życie w zgodzie z Bożym słowem. Nie chodzi o posiadanie chwały Jezusa, ale o świadome życie Jego nauką, tak by nasze czyny i postawy pokazywały Jego chwałę. To jest wezwanie do codziennego wprowadzania prawdy Ewangelii w życie – nie tylko w słowach, ale w czynach?

Ad.4
Jezus w Janie 17 modli się: „Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie” (w.21). Prawdziwa jedność wynika z relacji z Bogiem – jedna wiara, jeden chrzest, jeden Kościół. W Nowym Testamencie jedność jest mocno powiązana z miłością do bliźniego. Biblia wzywa nas do przezwyciężania podziałów, które wynikają z ludzkich grzechów i niedoskonałości – historia pokazuje to w reformacji, podziałach denominacyjnych i np. różnicach w rozumieniu Chrztu.

Miłość i służba są konkretnym sposobem realizacji jedności, która przekracza różnice wyznaniowe. To nie oznacza akceptacji grzechu czy błędnych przekonań, ale ukazuje, że prawdziwa jedność w Chrystusie wyraża się w czynach i relacjach, nawet gdy pełnej wspólnoty nie można celebrować.

Patrząc na Jan 17, widać, że Jezus wskazuje nam trzy poziomy chwały: swoją przed stworzeniem świata, uwielbienie na ziemi przez wypełnienie dzieła i przekazanie tej chwały uczniom (w.5, 4, 22). To pokazuje, że prawdziwa moc i jedność nie polega na dominacji czy sile, ale na relacji, poświęceniu i świadectwie – i że bycie „nie ze świata” oznacza gotowość do trwania w tej relacji, mimo trudności i nieprzyjęcia przez otoczenie.

Ad.5
Cierpienie pozostaje jednym z najtrudniejszych pytań wiary, często się zastanawiam „Po co w ogóle cierpienie? Po co to dopuścił Bóg?” Może nie tyle Bóg je „wprowadził”, ile dopuścił jako konsekwencję wolnej woli człowieka – wolność niesie ze sobą możliwość zła i cierpienia. Jezus wszedł w to cierpienie nie po to, by je usprawiedliwiać, ale by pokazać, że Bóg jest z nami nawet w najtrudniejszych momentach.

Dziś cierpienie może mieć różne oblicza - presja ideologiczna, odrzucenie poglądów chrześcijańskich, konflikty społeczne, różne formy subtelnej wrogości w szkołach czy miejscach pracy. Ludzie rzadko mówią wprost "Co myślą o Tobie/Twojej wierze", ale ignorancja, aroganckie odrzucenie czy „miękka nienawiść” bywają równie dotkliwe.

Boża opieka nie oznacza życia bez cierpienia. To raczej pewność, że Bóg prowadzi nas ku celowi – że cierpienie ma sens w kontekście zbawienia, wzrostu duchowego i solidarności z innymi - wydaje mi się, że cierpienie ma swoją "rolę" - bez niego łatwiej stajemy się aroganccy, nie doceniamy co posiadamy, wzrasat wnas grzech, nie wiara....... Każdy ma nieść swój krzyż, ale nie jesteśmy pozostawieni sami sobie – Boża obecność i łaska pomagają w wyborach, w znoszeniu cierpień i ofiarowaniu ich Bogu. W praktyce oznacza to, że nawet gdy świat nas odrzuca lub atakuje, możemy zachować ufność, że Bóg czuwa nad naszym życiem i cel naszej wędrówki jest pewny.

Awatar użytkownika
Dezerter
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 19279
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Has thanked: 6340 times
Been thanked: 3914 times
Kontakt:

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Dezerter » 2025-09-18, 22:05

Przemek pyta
Co myślisz o tej perspektywie chwały jako uczestnictwa w Boskiej naturze? I czy zgadzasz się, że warto sięgać do żydowskich źródeł w rozumieniu naszej wiary?
Oczywiście, że tak i robię to od lat - np promuję i obszernie cytuję Sterna z jego tłumaczenia i komentarz do NT, jest sporo na tym forum cytatów z Forum Żydów Polskich, gdzie zadawałem wiele pytań i dyskutowałem, pisałem kiedyś na forum mesjanistycznym, gdzie adminem był rabin/starszy, ale zbyt sekciarscy byli
Mam ostatnio bardzo napięty grafik, ale wrócę do tego wątku
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.

Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2025-09-19, 11:18

Dezerter pisze: 2025-09-18, 22:05 Przemek pyta
Co myślisz o tej perspektywie chwały jako uczestnictwa w Boskiej naturze? I czy zgadzasz się, że warto sięgać do żydowskich źródeł w rozumieniu naszej wiary?
Oczywiście, że tak i robię to od lat - np promuję i obszernie cytuję Sterna z jego tłumaczenia i komentarz do NT, jest sporo na tym forum cytatów z Forum Żydów Polskich, gdzie zadawałem wiele pytań i dyskutowałem, pisałem kiedyś na forum mesjanistycznym, gdzie adminem był rabin/starszy, ale zbyt sekciarscy byli
Mam ostatnio bardzo napięty grafik, ale wrócę do tego wątku
W sumie im więcej czytam Twoje wpisy, tym bardziej mnie zastanawiasz – np. Twój stosunek do Maryi nie jest tak „maryjny”, jak to jest uwypuklane w tym kulcie – masz bardzo zdrowo-umiarkowany (czytaj: analogiczny do protestantów) stosunek do tego 😉. A jednocześnie dużo cytujesz żydowskich autorów i dyskutujesz w ich środowiskach (znowu, analogicznie jak ja, choć może więcej dawniej, niż teraz. Ale też i moi bracia protestanccy - każdy ma swój wkład w zapoznawaniu się kultury żydowskiej, szczególnie czasów biblijnych). I tu mnie bardzo ciekawi też inna rzecz u Ciebie – nie chcę robić wielkiej dygresji, ale to kolejny dobry przykład, że z jednej strony pozostajesz przy katolickim rozumieniu np. sakramentów, a z drugiej dostrzegasz tradycję żydowską.

A jak ich czytasz – a też czytałem i to wiele mesjanistycznych materiałów, nawet książki takie jak np. "Resztka Izraela powraca" czy "Odrodzenie judaizmu mesjanistycznego" Michaela Schiffmana – to musisz wiedzieć, że oni dobrze znają swoją historię, Pismo przodków i kulturę hebrajską, a w ich klasycznej praktyce sakramenty w sensie katolickim praktycznie nie istnieją.

Ciekawi mnie, czy dostrzegasz tę różnicę podejścia i jak ją godzisz z własnym katolickim spojrzeniem? Zastanawiam się, czy to u Ciebie wywołuje jakieś pytania lub refleksje?

A w kontekście "chwały" z perspektywy semickiej, np. w ujęciu Szawła/Pawła czy Piotra, chwała Boża to przede wszystkim udział w Bożej obecności i mocy, a nie abstrakcyjna idea. To doświadczenie wspólnoty z Bogiem, które przemienia człowieka w codziennym życiu. Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze, a nie tylko teoretyczne pojęcie...... Ilu ludzi/chrześcijan naprawdę to dziś realizuje?

Awatar użytkownika
Dezerter
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 19279
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Has thanked: 6340 times
Been thanked: 3914 times
Kontakt:

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Dezerter » 2025-09-20, 10:55

Przemku ja ciebie proszę, ty mi nie rób niedźwiedziej przysługi i mnie publicznie więcej nie chwal ;)

Sakramenty w sposób szczególny i najmocniejszy uobecniają Bożą Obecność i Bożą Chwałę - a więc właśnie w sakramentach w ich sprawowaniu i uczestnictwie mamy najbardziej i najpełniej "doświadczenie wspólnoty z Bogiem, które przemienia człowieka w codziennym życiu. Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze"
Mi w tym sakramenty pomagają, a tobie jak mogą przeszkadzać nie pojmuję?
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.

Awatar użytkownika
Andej
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 26981
Rejestracja: 20 lis 2016
Been thanked: 4970 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Andej » 2025-09-20, 11:36

Przeemek pisze: 2025-09-19, 11:18 Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze, a nie tylko teoretyczne pojęcie...... Ilu ludzi/chrześcijan naprawdę to dziś realizuje?
Nie rozumiem pojęć, którymi operujecie. Nie mam pojęcia, czym jest "żywe uczestnictwo w Jego naturze". Nie znam nawet teoretycznego sensu tego określenia. A skoro nie wiem, to nie mam pojęcia, czy ktokolwiek powinien to realizować.
Nie wiem też, czym to jest: "udział w Bożej obecności i mocy". Ja nie mam udziału, albo nic o tym nie wiem.

Nie rozumiem do czego prowadza te wywody. Czy to daje jakieś uczucia, odczucia, emocja, stany duchowe wzgl. psychiczne albo fizyczne.

Jestem prostym chłopem. Wydaje mi się, że rozumiem Chrystusowe przykazania miłości. I staram się, na miarę moich możliwości, kierować się nimi w życiu. Wiem, jakie wskazówki są zawarte w Mt 25.31-46 i są one moimi wytycznymi. Staram się naśladować Jezusa. Ale nie mam pojęcia o "żywym uczestnictwie w Jego naturze" ani o "udziale w Bożej obecności i mocy". A co gorsza, jestem przekonany, że kierowanie się Nauką Chrystusa i naśladowanie Go jest wystarczającym środkiem zabiegania o zbawienie. Uważam, że wystarczy wierzyć Bogu i starać się wypełniać Jego wolę.

Czytam Wasze dyskusje, przepychanki, staram się zrozumieć. I nijak nie widzę, aby prowadziły mnie one do Boga. Raczej odciągają na peryferia tego, co jest zadaniem człowieka na ziemi.
Ostatnio zmieniony 2025-09-20, 11:37 przez Andej, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Pytający
Gaduła
Gaduła
Posty: 896
Rejestracja: 12 gru 2021
Has thanked: 5 times
Been thanked: 56 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Pytający » 2025-09-20, 13:34

No to mamy 1 P 1:18-21 "zostaliście drogo kupieni, drogocenną krwią [ naszego zbawiciela]... wprawdzie był on na to p r z e z n a c z o n y [pr".
zez theos] już przed założeniem świata...
Już!
...ale objawiony ostał dopiero w czasach ostatnich ze względu na was".
I to przez syna uwierzyliśmy w theos, który co?
"który go wzbudził z umarłych i dał mu chwałę". Jeden dał drugiemu "chwałę".
I o nim czytamy, jako tym,który " z o s t a ł wydany" i "z o s t a ł wzbudzony z martych". Rzym.4:24-25

Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2025-09-23, 14:23

Dezerter pisze: 2025-09-20, 10:55 Przemku ja ciebie proszę, ty mi nie rób niedźwiedziej przysługi i mnie publicznie więcej nie chwal ;)

Sakramenty w sposób szczególny i najmocniejszy uobecniają Bożą Obecność i Bożą Chwałę - a więc właśnie w sakramentach w ich sprawowaniu i uczestnictwie mamy najbardziej i najpełniej "doświadczenie wspólnoty z Bogiem, które przemienia człowieka w codziennym życiu. Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze"
Mi w tym sakramenty pomagają, a tobie jak mogą przeszkadzać nie pojmuję?
Drogi Dezerterze... Jakby to ująć.... :-? Wiesz...... gdybyś mówił "jakby" prościej, a nie "adminstracyjną" mową - jak "sakrament" - czyli gdy mówisz mi po prostu o łasce, to ja od razu mam w głowie konkretne obrazy z Biblii – obietnicę życia wiecznego, usprawiedliwienie z wiary, dar Ducha Świętego. To nie są puste słowa, to coś, co naprawdę działa. A kiedy słyszę słowo sakrament, to już nie mam tego samego jasnego odniesienia.

Dlatego naturalnie pytam - co to właściwie jest? jak to działa? po co to jest? Nie dlatego, że chcę się buntować, ale dlatego, że tak samo podchodzę do wszystkiego – nawet w prac, jeśli ktoś mi powie masz zrobić zadanie X, to najpierw chcę wiedzieć, co to za zadanie, jaki jest jego sens/zrozumieć, do czego prowadzi. Inaczej nie mogę go dobrze wykonać.
I tak samo tutaj – żeby wierzyć w coś, muszę najpierw zrozumieć, co Bóg o tym naprawdę mówi. Bo łaska w Piśmie jest jasna i konkretna, a sakrament w waszym ujęciu wydaje mi się bardziej zbudowany na teologii niż na prostym świadectwie Biblii. I to mnie właśnie zatrzymuje.

Więc jeśli powiesz mi: „mi łaska Boża pomaga, a tobie jak może przeszkadzać?” – to bym odpowiedział - pewnie, że łaska Boża mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, to na niej wszystko się opiera. Ale problem zaczyna się wtedy, gdy łaska i sakrament stają się w waszym nauczaniu dwiema różnymi rzeczami.

W Biblii łaska jest jedna – zbawienie przez wiarę w Chrystusa (Ef 2,8-9). A sakramenty w katolickim rozumieniu są definiowane jako „widzialne znaki łaski uświęcającej”, wręcz konieczne do zbawienia(mogę zacytować dogmatykę?). To już nie jest to samo, co łaska. To jest dodatkowy poziom – że jest „łaska zwyczajna” i „łaska sakramentalna”, że sakrament „udziela zbawienia”. I tu mam wewnętrzny opór, bo w Piśmie tego po prostu nie widzę.

DLATEGO...Drogi Dezerterze, Rozumiem, że sakramenty pomagają Ci doświadczać obecności Boga, i szczerze cieszę się z tego. Nie chcę tego deprecjonować ani mówić, że Bóg nie może działać przez to, co dla Ciebie jest znaczące. Ale pozwól, że wyjaśnię, dlaczego jako protestant widzę to inaczej - nie dlatego, żeby Cię przekonać, ale żebyś zrozumiał moją perspektywę.

Gdy mówisz, że sakramenty przekazują łaskę, to dla mnie brzmi to, jakby Bóg miał różne "rodzaje" łaski - jedną zwykłą, a drugą "sakramentalną". Ale kiedy czytam Biblię, widzę, że łaska Boża jest jedna. To niezasłużony dar Boga, który otrzymujemy przez wiarę, a nie przez zewnętrzne rytuały.
Paweł bardzo jasno pisze - "Jesteście zbawieni łaską przez wiarę, i to nie z was - to dar Boży, nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił" (Ef 2,8-9). Nie wspomina o sakramentach jako koniecznych do zbawienia.

To, co mnie niepokoi w katolickim nauczaniu, to idea że sakrament "automatycznie" przekazuje łaskę (ex opere operato). Brzmi to dla mnie, jakby Bóg był związany zewnętrznymi rytuałami, jakby musiał działać według naszych procedur.
A przecież Bóg jest suwerenny! On może działać przez modlitwę, przez czytanie Biblii, przez służbę bliźniemu, przez cierpienie, przez radość - przez wszystko, co chce. Dlaczego miałby się ograniczyć do siedmiu konkretnych rytuałów?

Powiesz: "To pomaga dziecku", skoro: "Mi w tym sakramenty pomagają". Ale ja patrzę na Biblię i widzę, że wszędzie, gdzie mowa o chrzcie, to ludzie najpierw słyszeli Ewangelię, uwierzyli, a potem byli chrzczeni. Dzieje 8,37: "Jeśli wierzysz z całego serca, możesz" - mówi Filip do dworzanina etiopskiego.
Niemowlę nie może uwierzyć, nie może podjąć świadomej decyzji. Gdy chrzczę niemowlę "dla jego dobra", to czy nie narzucam mu czegoś, czego nie rozumie? Czy nie lepiej poczekać, aż samo zdecyduje?


Rozumiem, że dla Ciebie Eucharystia to spotkanie z żywym Jezusem. Ale gdy czytam Jana 6, gdzie Jezus mówi o "jedzeniu ciała", to widzę w kontekście, że cały czas mówi o wierze. Werset 47: "Kto wierzy, ma żywot wieczny". Werset 35: "Kto przychodzi do Mnie, nie będzie łaknął". Dla mnie Wieczerza Pańska to piękna pamiątka - "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22,19). Wspominam śmierć Jezusa, dziękuję za zbawienie, jednoczy się ze wspólnotą. Ale nie wierzę, że chleb staje się dosłownie/realnie ciałem Chrystusa.
To nie znaczy, że jestem przeciw... Ale nie mów mi: "A tobie jak mogą przeszkadzać?". One mi nie przeszkadzają, gdy są rozumiane jako symbole i wspomnienia. Problem mam z nauczaniem, że są konieczne do zbawienia.

Jeśli ktoś chce się ochrzcić jako dorosły człowiek - wspaniale! Jeśli ktoś chce uczestniczyć w komunii - pięknie! Jeśli ktoś czuje potrzebę wyznania grzechów - może to robić Bogu bezpośrednio, ale jeśli chce porozmawiać z pastorem czy księdzem - to też w porządku.
Ale gdy słyszę: "Bez chrztu nie ma zbawienia", "Bez komunii nie masz życia wiecznego" - to się buntuję. Bo to znaczy, że zbawienie zależy od rytuałów, a nie od łaski Bożej przez wiarę.

Gdzie nas to prowadzi?
Myślę, że różnimy się w jednej fundamentalnej rzeczy - Ty widzisz sakramenty jako kanały łaski, ja widzę całe życie jako kanał łaski ;)
Dla mnie każda modlitwa, każdy akt miłości, każde czytanie Biblii, każda służba bliźniemu może być sposobem doświadczania Boga. Nie potrzebuję specjalnych, wyświęconych momentów czy rytuałów.
Bóg jest obecny zawsze i wszędzie dla tych, którzy Go kochają. Nie ukrywa się za sakramentami, żebym musiał po Niego "iść" w konkretne miejsce czy konkretny czas.


Dezerter, jeśli sakramenty pomagają Ci być bliżej Boga - cieszę się. Naprawdę. Bóg jest wystarczająco wielki, żeby spotykać się z nami na różne sposoby.
Ale pozwól mi być wierny temu, co widzę w Biblii - zbawienie przez łaskę, przez wiarę, nie z uczynków. A sakramenty, nawet najpiękniejsze, pozostają uczynkami - pomyśl o tym.... ;) .

Może nie musimy się we wszystkim zgadzać, żeby wzajemnie się szanować? Może wystarczy, że obaj kochamy tego samego Jezusa, tylko wyrażamy to na różne sposoby?

Pozdrawiam w Chrystusie.
Andej pisze: 2025-09-20, 11:36
Przeemek pisze: 2025-09-19, 11:18 Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze, a nie tylko teoretyczne pojęcie...... Ilu ludzi/chrześcijan naprawdę to dziś realizuje?
Nie rozumiem pojęć, którymi operujecie. Nie mam pojęcia, czym jest "żywe uczestnictwo w Jego naturze". Nie znam nawet teoretycznego sensu tego określenia. A skoro nie wiem, to nie mam pojęcia, czy ktokolwiek powinien to realizować.
Nie wiem też, czym to jest: "udział w Bożej obecności i mocy". Ja nie mam udziału, albo nic o tym nie wiem.

Nie rozumiem do czego prowadza te wywody. Czy to daje jakieś uczucia, odczucia, emocja, stany duchowe wzgl. psychiczne albo fizyczne.

Jestem prostym chłopem. Wydaje mi się, że rozumiem Chrystusowe przykazania miłości. I staram się, na miarę moich możliwości, kierować się nimi w życiu. Wiem, jakie wskazówki są zawarte w Mt 25.31-46 i są one moimi wytycznymi. Staram się naśladować Jezusa. Ale nie mam pojęcia o "żywym uczestnictwie w Jego naturze" ani o "udziale w Bożej obecności i mocy". A co gorsza, jestem przekonany, że kierowanie się Nauką Chrystusa i naśladowanie Go jest wystarczającym środkiem zabiegania o zbawienie. Uważam, że wystarczy wierzyć Bogu i starać się wypełniać Jego wolę.

Czytam Wasze dyskusje, przepychanki, staram się zrozumieć. I nijak nie widzę, aby prowadziły mnie one do Boga. Raczej odciągają na peryferia tego, co jest zadaniem człowieka na ziemi.
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze" to po prostu oznacza, że gdy przyjmujesz Jezusa, Duch Święty mieszka w Tobie i zmienia Cię od środka. To nie jest żadna mistyczna teoria - to praktyczna rzeczywistość.

Kilka przykładów, jak to wygląda w praktyce:
- Gdy kiedyś reagowałeś gniewem, teraz reagujesz cierpliwością
- Gdy kiedyś byłeś samolubny, teraz myślisz o innych
- Gdy kiedyś kłamałeś, teraz mówisz prawdę
- Gdy kiedyś żyłeś tylko dla siebie, teraz chcesz służyć Bogu

To jest to "uczestnictwo w naturze Bożej" - Bóg sprawia, że stajesz się coraz bardziej podobny do Jezusa w swoich czynach, myślach i postawie.

Ale masz rację drogi Andrzeju, kiedy piszesz że wystarczy wierzyć Bogu i wypełniać Jego wolę. Wszystkie te "wysokie" pojęcia teologiczne to tylko różne sposoby opisania tej samej prostej prawdy:
"Jeśli ktoś Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowa, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy" (Jana 14:23)

Gdy żyjesz według przykazań miłości i naśladujesz Jezusa - już uczestniczysz w Bożej naturze, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie. Nie potrzebujesz skomplikowanej teologii, żeby być prawdziwym chrześcijaninem.

P.S.
Rozumiem Andeja, kiedy mówi, że jest prostym chłopem i nie zna się na zawiłych teologicznych pojęciach. Ta wypowiedź uderza mnie w samą istotę Ewangelii, która została spisana dla wszystkich, a nie tylko dla uczonych. Właśnie w tej prostocie dostrzegam jej największą siłę i piękno. Jezus, nauczając przypowieściami, mówił do rybaków i celników, a nie do wyrafinowanych filozofów. Pokazywał, że do prawdy o Bogu nie trzeba żadnych pośredników ani specjalistycznej wiedzy.

Kiedy patrzę na to, co Andej mówi, uświadamiam sobie, że to właśnie Duch Święty, nasz wewnętrzny nauczyciel, prowadzi nas ku całej prawdzie. Nie musimy znać 3000 paragrafów katechizmu, czy książek teologicznych by zrozumieć, co mamy robić. Biblia, interpretowana przez Ducha Świętego w naszym sercu, jest wystarczającym przewodnikiem do zbawienia. To jest piękne – nie ma przymusu przynależności do konkretnej ziemskiej denominacji. Ważne, że należysz do mistycznego Kościoła, Ciała Chrystusa, i już jesteś Jego.

I to właśnie pokazuje, że nie musimy znać skomplikowanych "pojęć", by naśladować Chrystusa. Andej, wypełniając przykazania miłości, o których mówi, pokazuje, że wcale nie potrzeba mu całej teologicznej aparatury, by zrozumieć i żyć Ewangelią.
Ostatnio zmieniony 2025-09-23, 14:24 przez Przeemek, łącznie zmieniany 1 raz.

karolinka
Przybysz
Przybysz
Posty: 6
Rejestracja: 13 sty 2025
Has thanked: 1 time

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: karolinka » 2026-03-04, 01:40

Przeemek pisze: 2025-09-23, 14:23

Może nie musimy się we wszystkim zgadzać, żeby wzajemnie się szanować? Może wystarczy, że obaj kochamy tego samego Jezusa, tylko wyrażamy to na różne sposoby?

Pozdrawiam w Chrystusie.

Przemek, w kontekscie Modlitwy Arcykaplanskiej jednosc duchowa jest czyms wiecej niz tylko szacunkiem dla drugiej osoby.
Kiedy czytam rozwazany tu tekst Modlitwy, nie wydaje mi sie, ze "kochanie tego samego Jezusa" w ogole ma jakiekolwiek znaczenie.
Jesli sie myle, wykaz mi to jakos logicznie.

Twoje "pozdrowienie w Chrystusie" brzmi pieknie i budujaco, jednak w zestawieniu z powyzszym nieco "na wyrost".

Andej pisze: 2025-09-20, 11:36
Przeemek pisze: 2025-09-19, 11:18 Chodzi o żywe uczestnictwo w Jego naturze, a nie tylko teoretyczne pojęcie...... Ilu ludzi/chrześcijan naprawdę to dziś realizuje?
Nie rozumiem pojęć, którymi operujecie. Nie mam pojęcia, czym jest "żywe uczestnictwo w Jego naturze". Nie znam nawet teoretycznego sensu tego określenia. A skoro nie wiem, to nie mam pojęcia, czy ktokolwiek powinien to realizować.
Nie wiem też, czym to jest: "udział w Bożej obecności i mocy". Ja nie mam udziału, albo nic o tym nie wiem.

Nie rozumiem do czego prowadza te wywody. Czy to daje jakieś uczucia, odczucia, emocja, stany duchowe wzgl. psychiczne albo fizyczne.

Jestem prostym chłopem. Wydaje mi się, że rozumiem Chrystusowe przykazania miłości. I staram się, na miarę moich możliwości, kierować się nimi w życiu. Wiem, jakie wskazówki są zawarte w Mt 25.31-46 i są one moimi wytycznymi. Staram się naśladować Jezusa. Ale nie mam pojęcia o "żywym uczestnictwie w Jego naturze" ani o "udziale w Bożej obecności i mocy". A co gorsza, jestem przekonany, że kierowanie się Nauką Chrystusa i naśladowanie Go jest wystarczającym środkiem zabiegania o zbawienie. Uważam, że wystarczy wierzyć Bogu i starać się wypełniać Jego wolę.

Czytam Wasze dyskusje, przepychanki, staram się zrozumieć. I nijak nie widzę, aby prowadziły mnie one do Boga. Raczej odciągają na peryferia tego, co jest zadaniem człowieka na ziemi.
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze" to po prostu oznacza, że gdy przyjmujesz Jezusa, Duch Święty mieszka w Tobie i zmienia Cię od środka. To nie jest żadna mistyczna teoria - to praktyczna rzeczywistość.
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze"...czyli w czyjej naturze? Jezusa? Przeciez Jezus to tylko cialo, ktore podobno nadaje sie do konsumpcji.
Chyba chodzi tu o nature duchowa Chrystusa, ktory jest "prawda,droga i zyciem"...?

Czy pomiedzy znaczeniami "Jezus" i "Chrystus" mozemy postawic znak rownosci?
Kilka przykładów, jak to wygląda w praktyce:
- Gdy kiedyś reagowałeś gniewem, teraz reagujesz cierpliwością
W Biblii czytamy, ze Bog Izraela, czyli rowniez twoj Bog, bardzo czesto "reagowal gniewem", a wiec kiepski przyklad podajesz.
- Gdy kiedyś byłeś samolubny, teraz myślisz o innych
Bog Izraela jest samolubny i zazdrosny i jest to Jego najwiekszym priorytetem, zawartym w Jego pierwszym przykazaniu.
- Gdy kiedyś kłamałeś, teraz mówisz prawdę
Zydowski Bog zostal nazwany przez Syna Bozego "ojcem klamstwa" i "morderca"...a wiec kolejny kiepski przyklad.
- Gdy kiedyś żyłeś tylko dla siebie, teraz chcesz służyć Bogu
Bog od nikogo nie wymaga "sluzby", kazdy zyje dla siebie i za siebie. W calej nauce i misji Syna Bozego chodzi tylko i wylacznie o zycie czlowieka.
Jesli uwazasz, ze chodzi o cos innego to uzasadnij to logicznie.
To jest to "uczestnictwo w naturze Bożej" - Bóg sprawia, że stajesz się coraz bardziej podobny do Jezusa w swoich czynach, myślach i postawie.
Proponuje, abys jeszcze raz przeanalizowal Modlitwe Arcykaplanska Jezusa Chrystusa w kwestii "uczestnictwa (czlowieka) w naturze Bożej".
Ale masz rację drogi Andrzeju, kiedy piszesz że wystarczy wierzyć Bogu i wypełniać Jego wolę. Wszystkie te "wysokie" pojęcia teologiczne to tylko różne sposoby opisania tej samej prostej prawdy:
"Jeśli ktoś Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowa, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy" (Jana 14:23)
Ty mowisz o wierze, Syn Bozy mowi o milosci. Czy te slowa wedlug ciebie znacza to samo?
Gdy żyjesz według przykazań miłości i naśladujesz Jezusa - już uczestniczysz w Bożej naturze, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie. Nie potrzebujesz skomplikowanej teologii, żeby być prawdziwym chrześcijaninem.
Z twojego wywodu wynika, ze wlasna swiadomosc duchowej natury dziecka Bozego nie ma znaczenia w "uczestnictwie w Bożej naturze". Czy nie zaprzeczasz w ten sposob Prawdzie o koniecznosci swiadomego narodzenia sie w Duchu aby moc "uczestniczyc w Bożej naturze"?
W Modlitwie Arcykaplanskiej nazywa sie to jednoscia z Ojcem i Synem.
P.S.
Rozumiem Andeja, kiedy mówi, że jest prostym chłopem i nie zna się na zawiłych teologicznych pojęciach. Ta wypowiedź uderza mnie w samą istotę Ewangelii, która została spisana dla wszystkich, a nie tylko dla uczonych. Właśnie w tej prostocie dostrzegam jej największą siłę i piękno. Jezus, nauczając przypowieściami, mówił do rybaków i celników, a nie do wyrafinowanych filozofów. Pokazywał, że do prawdy o Bogu nie trzeba żadnych pośredników ani specjalistycznej wiedzy.
Twoja mowa bardzo sie rozni od "mowy" naszego Nauczyciela. A przypowiesci kierowane byly dla tych, ktorym "nie dane bylo zrozumiec slow prawdy".
Powolujesz sie na Biblie, a wiec powinienes to wiedziec.
Kiedy patrzę na to, co Andej mówi, uświadamiam sobie, że to właśnie Duch Święty, nasz wewnętrzny nauczyciel, prowadzi nas ku całej prawdzie. Nie musimy znać 3000 paragrafów katechizmu, czy książek teologicznych by zrozumieć, co mamy robić. Biblia, interpretowana przez Ducha Świętego w naszym sercu, jest wystarczającym przewodnikiem do zbawienia. To jest piękne – nie ma przymusu przynależności do konkretnej ziemskiej denominacji. Ważne, że należysz do mistycznego Kościoła, Ciała Chrystusa, i już jesteś Jego.
Zgadzam sie z ta czescia twojej wypowiedzi.
I to właśnie pokazuje, że nie musimy znać skomplikowanych "pojęć", by naśladować Chrystusa. Andej, wypełniając przykazania miłości, o których mówi, pokazuje, że wcale nie potrzeba mu całej teologicznej aparatury, by zrozumieć i żyć Ewangelią.
Tak wlasnie jest. Cala teologia jest zbedna, jesli chodzi o jednosc duchowa z Ojcem i Synem.
Modlitwa Arcykaplanska w calosci to potwierdza.

Przeemek
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1921
Rejestracja: 11 maja 2022
Wyznanie: Protestantyzm
Has thanked: 55 times
Been thanked: 205 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Przeemek » 2026-03-04, 13:43

karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40 Przemek, w kontekscie Modlitwy Arcykaplanskiej jednosc duchowa jest czyms wiecej niz tylko szacunkiem dla drugiej osoby.
Kiedy czytam rozwazany tu tekst Modlitwy, nie wydaje mi sie, ze "kochanie tego samego Jezusa" w ogole ma jakiekolwiek znaczenie.
Jesli sie myle, wykaz mi to jakos logicznie.

Twoje "pozdrowienie w Chrystusie" brzmi pieknie i budujaco, jednak w zestawieniu z powyzszym nieco "na wyrost".
Zauważ, że całą modlitwę Jezus kończy wersetme 26:
"26 Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»."

Czyli, chyba właśnie miłość do Jezusa jest sercem jedności z Jana 17. Jezus kończy modlitwę słowami o miłości. Jedność, o którą się modli, jest "jak" jedność Ojca i Syna - oparta na miłości i wierze, nie na zewnętrznej zgodności w każdym punkcie teologii. Jeśli obaj wierzymy, że Jezus został posłany przez Ojca i umarł za nasze grzechy, to właśnie ta wiara nas jednoczy - nawet jeśli różnimy się w rozumieniu sakramentów czy innych kwestii.

Czy chrześcijanie, jak "jeden mąż" nie mają takiego samego pragnienia, żeby naśladować Jezusa? Czy to nie jest już dobrym fundamentem jedności?
A co myślisz o: "21 aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał." ?

Czy możesz wskazać werset z Jana 17, który sugeruje, że jedność wymaga czegoś więcej niż wspólnej wiary i miłości do Chrystusa?
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Przeemek pisze: 2025-09-19, 11:18
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze" to po prostu oznacza, że gdy przyjmujesz Jezusa, Duch Święty mieszka w Tobie i zmienia Cię od środka. To nie jest żadna mistyczna teoria - to praktyczna rzeczywistość.
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze"...czyli w czyjej naturze? Jezusa? Przeciez Jezus to tylko cialo, ktore podobno nadaje sie do konsumpcji.
Chyba chodzi tu o nature duchowa Chrystusa, ktory jest "prawda,droga i zyciem"...?

Czy pomiedzy znaczeniami "Jezus" i "Chrystus" mozemy postawic znak rownosci?
Trochę tutaj takie rozróżnianie Jezusa od Chrystusa przypomina mi średniowieczny doketyzm, który został już przez sam KRK uznany za herezję.

Chyba, że źle zrozumiałem Twoją myśl i stwierdzenie o "ciele do konsumpcji" to krytyka katolickiego rozumienia Eucharystii, czy pytanie o moje poglądy? Jako protestant nie wierzę w transsubstancjację - Wieczerza Pańska jest dla mnie pamiątką, nie dosłownym spożywaniem ciała Chrystusa.

Natomiast co do pytania "Jezus vs Chrystus" - dla mnie to ta sama Osoba. Jezus to imię, Chrystus to tytuł - kojarzysz:
"2 Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. 3 Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi"

Nie rozdzielam Go na "cielesnego Jezusa" i "duchowego Chrystusa". A Ty jak to rozumiesz?
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Kilka przykładów, jak to wygląda w praktyce:
- Gdy kiedyś reagowałeś gniewem, teraz reagujesz cierpliwością
W Biblii czytamy, ze Bog Izraela, czyli rowniez twoj Bog, bardzo czesto "reagowal gniewem", a wiec kiepski przyklad podajesz.
Jak możesz porównywać święty, sprawiedliwy, kontrolowany gniew Boży, jako reakcja na grzech i niesprawiedliwość, zawsze słuszny i proporcjonalny? Z często egoistycznym, wybuchowym, ale przede wszystkim grzesznym gniewem ludzkim, reakcją na zranioną dumę lub wkurzenie/frustrację - która prowadzi do grzechu - "20 Gniew bowiem męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej10." (Jk1)?
A co Ci mówi ten werset: "26 Gniewajcie się, a nie grzeszcie6: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! " (Ef4)? Tyle, że zdecydowana większość ludzkiego gniewu jest grzeszna.

Porównywanie naszych wybuchów złości do gniewu Bożego to fałszywa analogia. Duch Święty przemienia właśnie te nasze grzeszne reakcje - nie czyni nas niezdolnymi do sprawiedliwego oburzenia.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś byłeś samolubny, teraz myślisz o innych
Bog Izraela jest samolubny i zazdrosny i jest to Jego najwiekszym priorytetem, zawartym w Jego pierwszym przykazaniu.
Chwileczkę, jeżeli na prawdę założyć, że to jest Bóg - czy On też na prawdę może coś od nas potrzebować? Co możemy mu dać lub zaproponować, czego Bóg nie ma? Co może mu dać "coś, co sam stworzył"? Zastanów się?

Dlatego gdy Bóg mówi "(..) jestem Bogiem zazdrosnym,(..)" (Wj 20:5), to nie jest egoizm - to miłość, czysta i niczym nieskażona miłość, inaczej nie da się tego wyjaśnić, np. po co miałby się Bóg liczyć z naszym zdaniem, a jednak.... - ale właśnie dlatego też, jest ona właściwa i pokazuję normę, czyli np., że nie toleruje zdrady. Jak mąż słusznie nie toleruje niewierności żony i odwrotnie - wyjaśnione tymi przykładami.
Bóg pragnie wyłącznej relacji z nami i "jak na ironię" - dla naszego dobra, nie dla swojego zysku. Bo On niczego nie potrzebuje.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś kłamałeś, teraz mówisz prawdę
Zydowski Bog zostal nazwany przez Syna Bozego "ojcem klamstwa" i "morderca"...a wiec kolejny kiepski przyklad.
To jest poważne przekłamanie Pisma. W Jana 8:44 Jezus mówi do faryzeuszów: "44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa." - mówi o szatanie, nie o Bogu Ojcu. Jezus wielokrotnie nazywa Boga Izraela swoim Ojcem i mówi, że przyszedł wypełnić Jego wolę.

Twierdzenie, że Jezus nazwał Boga Izraela "ojcem kłamstwa", to albo głębokie niezrozumienie tekstu, a raczej nie przeczytanie tekstu Biblii. Albo świadomy gnostycyzm - herezja, która oddzielała "złego Boga Starego Testamentu" od "dobrego Boga Nowego Testamentu".
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś żyłeś tylko dla siebie, teraz chcesz służyć Bogu
Bog od nikogo nie wymaga "sluzby", kazdy zyje dla siebie i za siebie. W calej nauce i misji Syna Bozego chodzi tylko i wylacznie o zycie czlowieka.
Jesli uwazasz, ze chodzi o cos innego to uzasadnij to logicznie.
"(....) Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»6." (Mt4)
"1 Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej, " (Rz1)
"1 Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa," (Jk1)
"25 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 26 Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą(Mt20)
- i wiele, wiele innych.....cytować? Albo z ST?


Gdyby tego było mało, apostołowie używali słowa "doulos" z greckiego niewolnik......czyli "niewolnik Jezusa Chrystusa", ale niektóre przekłady złagodziły, żeby "źle" się dzisiaj nie kojarzyło.......
Służba Bogu to przede wszystkim biblijna prawda.

Skąd więc wniosek, że Bóg nie wymaga służby? Czy możesz podać jakikolwiek werset na poparcie tego twierdzenia?
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
To jest to "uczestnictwo w naturze Bożej" - Bóg sprawia, że stajesz się coraz bardziej podobny do Jezusa w swoich czynach, myślach i postawie.
Proponuje, abys jeszcze raz przeanalizowal Modlitwe Arcykaplanska Jezusa Chrystusa w kwestii "uczestnictwa (czlowieka) w naturze Bożej".
Modlitwa Arcykapłańska pokazuje mechanizm tego uczestnictwa - Jezus w nas, my w Nim, jedność wzorowana na Trójcy.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Ale masz rację drogi Andrzeju, kiedy piszesz że wystarczy wierzyć Bogu i wypełniać Jego wolę. Wszystkie te "wysokie" pojęcia teologiczne to tylko różne sposoby opisania tej samej prostej prawdy:
"Jeśli ktoś Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowa, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy" (Jana 14:23)
Ty mowisz o wierze, Syn Bozy mowi o milosci. Czy te slowa wedlug ciebie znacza to samo?
Słuszne pytanie.

Wiara i miłość to nie synonimy, ale są nierozłączne. Wiara jest fundamentem - "wierzymy, że Bóg nas umiłował" (1 J 4:19). Z tej wiary rodzi się nasza miłość jako odpowiedź. Paweł mówi o "wierze działającej przez miłość" (Ga 5:6). Wiara bez miłości jest martwa (1 Kor 13:2), a miłość bez wiary nie ma podstawy. To dwie strony tej samej monety - nie można mieć jednej bez drugiej w prawdziwym chrześcijaństwie.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Gdy żyjesz według przykazań miłości i naśladujesz Jezusa - już uczestniczysz w Bożej naturze, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie. Nie potrzebujesz skomplikowanej teologii, żeby być prawdziwym chrześcijaninem.
Z twojego wywodu wynika, ze wlasna swiadomosc duchowej natury dziecka Bozego nie ma znaczenia w "uczestnictwie w Bożej naturze". Czy nie zaprzeczasz w ten sposob Prawdzie o koniecznosci swiadomego narodzenia sie w Duchu aby moc "uczestniczyc w Bożej naturze"?
W Modlitwie Arcykaplanskiej nazywa sie to jednoscia z Ojcem i Synem.
"Jeśli ktoś nie narodzi się na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego" (J 3:3)
"Jeśli ktoś nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" (J 3:5)

Nowonarodzenie jest świadomym aktem wiary i przemiany - nie dzieje się "przypadkiem" czy nieświadomie.

Miałem na myśli coś innego - że ktoś może uczestniczyć w Bożej naturze, nie znając teologicznej terminologii na to, co przeżywa. Andej żyje według przykazań i naśladuje Chrystusa - nawet jeśli nie używa słów "uczestnictwo w Boskiej naturze", to jeśli jest nowonarodzony, ta rzeczywistość w nim działa. Dziękuję za wyłapanie tej niejasności.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
P.S.
Rozumiem Andeja, kiedy mówi, że jest prostym chłopem i nie zna się na zawiłych teologicznych pojęciach. Ta wypowiedź uderza mnie w samą istotę Ewangelii, która została spisana dla wszystkich, a nie tylko dla uczonych. Właśnie w tej prostocie dostrzegam jej największą siłę i piękno. Jezus, nauczając przypowieściami, mówił do rybaków i celników, a nie do wyrafinowanych filozofów. Pokazywał, że do prawdy o Bogu nie trzeba żadnych pośredników ani specjalistycznej wiedzy.
Twoja mowa bardzo sie rozni od "mowy" naszego Nauczyciela. A przypowiesci kierowane byly dla tych, ktorym "nie dane bylo zrozumiec slow prawdy".
Powolujesz sie na Biblie, a wiec powinienes to wiedziec.
Masz rację co do przypowieści - Jezus sam mówi w Mt 13:11-13, że służyły one także do ukrycia prawd przed tymi, którym "nie było dane".

Ale moja główna myśl była jednak inna - że zbawienie nie wymaga wykształcenia teologicznego. Łotr na krzyżu został zbawiony przez prostą wiarę, bez znajomości doktryn.
Czy zgadzasz się z tym, że wiara zbawcza jest dostępna dla prostych ludzi, nawet jeśli głębsze tajemnice wymagają dalszego wzrostu?
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
I to właśnie pokazuje, że nie musimy znać skomplikowanych "pojęć", by naśladować Chrystusa. Andej, wypełniając przykazania miłości, o których mówi, pokazuje, że wcale nie potrzeba mu całej teologicznej aparatury, by zrozumieć i żyć Ewangelią.
Tak wlasnie jest. Cala teologia jest zbedna, jesli chodzi o jednosc duchowa z Ojcem i Synem.
Modlitwa Arcykaplanska w calosci to potwierdza.
Zgadzam się że zbawienie nie wymaga studiów teologicznych. Ale powiedzenie że "cała teologia jest zbędna" idzie za daleko.

Już sama Modlitwa Arcykapłańska, którą rozważamy, jest głęboką teologią - mówi o naturze Boga, o jedności Ojca i Syna, o uświęceniu w prawdzie. Interpretując ją, już uprawiamy teologię. Paweł ostrzega, żebyśmy nie byli "miotani każdym powiewem nauki" (Ef 4:14) - a do tego potrzeba właśnie zdrowego nauczania.

Owszem, teologia nie zbawia, ale chroni przed błędami.
Ostatnio zmieniony 2026-03-04, 13:44 przez Przeemek, łącznie zmieniany 1 raz.

karolinka
Przybysz
Przybysz
Posty: 6
Rejestracja: 13 sty 2025
Has thanked: 1 time

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: karolinka » 2026-03-04, 18:34

Przeemek pisze: 2026-03-04, 13:43
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40 Przemek, w kontekscie Modlitwy Arcykaplanskiej jednosc duchowa jest czyms wiecej niz tylko szacunkiem dla drugiej osoby.
Kiedy czytam rozwazany tu tekst Modlitwy, nie wydaje mi sie, ze "kochanie tego samego Jezusa" w ogole ma jakiekolwiek znaczenie.
Jesli sie myle, wykaz mi to jakos logicznie.

Twoje "pozdrowienie w Chrystusie" brzmi pieknie i budujaco, jednak w zestawieniu z powyzszym nieco "na wyrost".
Zauważ, że całą modlitwę Jezus kończy wersetme 26:
"26 Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»."
Przemek, o jakie "imię" tutaj chodzi?...i jak rozumiesz slowa "objawilem" i "nadal bede objawial"?
Czy z tego wynika, ze Syn Bozy nie zdazyl dokonczyc swojej ziemskiej misji objawienia Prawdy?
Czyli, chyba właśnie miłość do Jezusa jest sercem jedności z Jana 17. Jezus kończy modlitwę słowami o miłości. Jedność, o którą się modli, jest "jak" jedność Ojca i Syna - oparta na miłości i wierze, nie na zewnętrznej zgodności w każdym punkcie teologii
.
Jednosc Ojca i Syna jest oparta wylacznie na milosci. Nie rozumiem dlaczego mieszasz do tego wiare i teologie. Czy wiara i teologia maja w ogole cos wspolnego z miloscia Ojca do swoich dzieci?
Jeśli obaj wierzymy, że Jezus został posłany przez Ojca i umarł za nasze grzechy, to właśnie ta wiara nas jednoczy - nawet jeśli różnimy się w rozumieniu sakramentów czy innych kwestii.
Jesli obaj tak wierzycie to rzeczywiscie ta wiara was jednoczy. Tyle tylko, ze dzieci Boze ma laczyc milosc, a nie wiara. A z tego co tutaj obserwuje jakos trudno dopatrzec sie milosci w waszych relacjach.
Czy chrześcijanie, jak "jeden mąż" nie mają takiego samego pragnienia, żeby naśladować Jezusa? Czy to nie jest już dobrym fundamentem jedności?
A co myślisz o: "21 aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał." ?
Wiekszosc chrzescijan rzeczywiscie deklaruje chec "nasladowania Jezusa", jednak co to dokladnie znaczy nikt nie potrafi powiedziec.
Czy ty, znajac z pewnoscia dwa tysiace lat historii chrzescijanstwa, jestes w stanie twierdzic, ze wszyscy chrzescijanie jak "jeden mąż" realizowali pragnienie "nasladowania Jezusa"? Czy stanowili oni jednosc z Ojcem i Synem w mysl przytoczonego przez ciebie wersetu?
Czy historia chrzescijanstwa przyczynia sie do tego, ze ludzie zaczynaja z serca wierzyc w misje Syna Bozego?
Czy możesz wskazać werset z Jana 17, który sugeruje, że jedność wymaga czegoś więcej niż wspólnej wiary i miłości do Chrystusa?
Sama milosc wystarczy. Natomiast wiara bez milosci to na pewno za malo.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Przeemek pisze: 2025-09-19, 11:18
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze" to po prostu oznacza, że gdy przyjmujesz Jezusa, Duch Święty mieszka w Tobie i zmienia Cię od środka. To nie jest żadna mistyczna teoria - to praktyczna rzeczywistość.
"Żywe uczestnictwo w Jego naturze"...czyli w czyjej naturze? Jezusa? Przeciez Jezus to tylko cialo, ktore podobno nadaje sie do konsumpcji.
Chyba chodzi tu o nature duchowa Chrystusa, ktory jest "prawda,droga i zyciem"...?

Czy pomiedzy znaczeniami "Jezus" i "Chrystus" mozemy postawic znak rownosci?
Trochę tutaj takie rozróżnianie Jezusa od Chrystusa przypomina mi średniowieczny doketyzm, który został już przez sam KRK uznany za herezję.
Moze KRK popelnil tutaj blad?
Przeciez Jezus nie zawsze byl Chrystusem, Synem Bozym.
Jezus byl czlowiekiem narodzonym z ciala, Chrystus to narodzony z Ducha, umilowany Syn Bozy.
Nasza droga jest identyczna. Kiedy rodzimy sie z Ducha, zaczyna zyc w nas Chrystus. To jest wlasnie w moim pojeciu "nasladowaniem" naszego Mistrza, Jezusa Chrystusa.
Chyba, że źle zrozumiałem Twoją myśl i stwierdzenie o "ciele do konsumpcji" to krytyka katolickiego rozumienia Eucharystii, czy pytanie o moje poglądy? Jako protestant nie wierzę w transsubstancjację - Wieczerza Pańska jest dla mnie pamiątką, nie dosłownym spożywaniem ciała Chrystusa.
Transubstancjacja jawi mi sie jako najstraszniejsze bluznierstwo przeciwko swietemu Duchowi Prawdy.
Nie potrafie tego ogarnac ani swoim sercem, ani umyslem, ani tez zrozumiec jak mozna w to uwierzyc i jeszcze kojarzyc to z miloscia Ojca i Syna.
Natomiast co do pytania "Jezus vs Chrystus" - dla mnie to ta sama Osoba. Jezus to imię, Chrystus to tytuł - kojarzysz:
"2 Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. 3 Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi"

Nie rozdzielam Go na "cielesnego Jezusa" i "duchowego Chrystusa". A Ty jak to rozumiesz?
Ja uznaje i Jezusa i Chrystusa. Jezus to cialo, ktore zaistnialo moca Slowa. Chrystus to Duch Bozy, ktory zamieszkal w ciele czlowieka.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
Kilka przykładów, jak to wygląda w praktyce:
- Gdy kiedyś reagowałeś gniewem, teraz reagujesz cierpliwością
W Biblii czytamy, ze Bog Izraela, czyli rowniez twoj Bog, bardzo czesto "reagowal gniewem", a wiec kiepski przyklad podajesz.
Jak możesz porównywać święty, sprawiedliwy, kontrolowany gniew Boży, jako reakcja na grzech i niesprawiedliwość, zawsze słuszny i proporcjonalny? Z często egoistycznym, wybuchowym, ale przede wszystkim grzesznym gniewem ludzkim, reakcją na zranioną dumę lub wkurzenie/frustrację - która prowadzi do grzechu - "20 Gniew bowiem męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej10." (Jk1)?
A co Ci mówi ten werset: "26 Gniewajcie się, a nie grzeszcie6: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! " (Ef4)? Tyle, że zdecydowana większość ludzkiego gniewu jest grzeszna.

Porównywanie naszych wybuchów złości do gniewu Bożego to fałszywa analogia
Ta analogia jest super trafna. Wynika z niej, ze albo ludzie sa wiernym obrazem swojego Boga albo, ze taki "zazdrosny, wybuchowy i msciwy Bog" zaistnial z inicjatywy bladzacego w ciemnosciach duchowych czlowieka.
Duch Święty przemienia właśnie te nasze grzeszne reakcje - nie czyni nas niezdolnymi do sprawiedliwego oburzenia.
To prawda, ze Duch Swiety przemienia nasze reakcje. Ale nie tylko to. Ten Duch wskazuje tez jednoznacznie, ze zrodlem Jego pochodzenia nie jest Bog zydowski.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś byłeś samolubny, teraz myślisz o innych
Bog Izraela jest samolubny i zazdrosny i jest to Jego najwiekszym priorytetem, zawartym w Jego pierwszym przykazaniu.
Chwileczkę, jeżeli na prawdę założyć, że to jest Bóg - czy On też na prawdę może coś od nas potrzebować? Co możemy mu dać lub zaproponować, czego Bóg nie ma? Co może mu dać "coś, co sam stworzył"? Zastanów się?

Dlatego gdy Bóg mówi "(..) jestem Bogiem zazdrosnym,(..)" (Wj 20:5), to nie jest egoizm - to miłość, czysta i niczym nieskażona miłość, inaczej nie da się tego wyjaśnić, np. po co miałby się Bóg liczyć z naszym zdaniem, a jednak.... - ale właśnie dlatego też, jest ona właściwa i pokazuję normę, czyli np., że nie toleruje zdrady. Jak mąż słusznie nie toleruje niewierności żony i odwrotnie - wyjaśnione tymi przykładami.
Bóg pragnie wyłącznej relacji z nami i "jak na ironię" - dla naszego dobra, nie dla swojego zysku. Bo On niczego nie potrzebuje.
A w moim odczuciu taki Bog to ludzka fantazja i horror.
Nie potrafie tez zaakceptowac filozofii, ktora dorabiasz do tego horroru.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś kłamałeś, teraz mówisz prawdę
Zydowski Bog zostal nazwany przez Syna Bozego "ojcem klamstwa" i "morderca"...a wiec kolejny kiepski przyklad.
To jest poważne przekłamanie Pisma. W Jana 8:44 Jezus mówi do faryzeuszów: "44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa." - mówi o szatanie, nie o Bogu Ojcu. Jezus wielokrotnie nazywa Boga Izraela swoim Ojcem i mówi, że przyszedł wypełnić Jego wolę.

Twierdzenie, że Jezus nazwał Boga Izraela "ojcem kłamstwa", to albo głębokie niezrozumienie tekstu, a raczej nie przeczytanie tekstu Biblii. Albo świadomy gnostycyzm - herezja, która oddzielała "złego Boga Starego Testamentu" od "dobrego Boga Nowego Testamentu".
Przemek, czy przedstawiciele zydowscy, faryzeusze, z ktorymi rozmawial Syn Bozy nie reprezentowali Boga Izraela? Czy nie mowili oni o Abrahamie, bohaterze zydowskiej wiary?
Dlaczego twierdzisz, ze chodzi tu o jakiegos szatana?
A tak w ogole, to zydowski Bog chetnie wspolpracowal z niejakim szatanem, jak zapewne poczytales sobie w Ksiedze Hioba.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
- Gdy kiedyś żyłeś tylko dla siebie, teraz chcesz służyć Bogu
Bog od nikogo nie wymaga "sluzby", kazdy zyje dla siebie i za siebie. W calej nauce i misji Syna Bozego chodzi tylko i wylacznie o zycie czlowieka.
Jesli uwazasz, ze chodzi o cos innego to uzasadnij to logicznie.
"(....) Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»6." (Mt4)
"1 Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej, " (Rz1)
"1 Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa," (Jk1)
"25 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 26 Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą(Mt20)
- i wiele, wiele innych.....cytować? Albo z ST?
Przemek, w powyzszej wypowiedzi przytaczasz slowo ludzkie i Slowo samego Chrystusa, Boga.
Chrystus mowi, ze czlowiek ma sluzyc drugiemu czlowiekowi, a nie Bogu, jak twierdza ludzie.
Bog Ojciec nie potrzebuje sluzby, upadly duchowo czlowiek z pewnoscia tak.
Gdyby tego było mało, apostołowie używali słowa "doulos" z greckiego niewolnik......czyli "niewolnik Jezusa Chrystusa", ale niektóre przekłady złagodziły, żeby "źle" się dzisiaj nie kojarzyło.......
Służba Bogu to przede wszystkim biblijna prawda.
Skąd więc wniosek, że Bóg nie wymaga służby? Czy możesz podać jakikolwiek werset na poparcie tego twierdzenia?
Z mojej prywatnej analizy Biblii i otwarcia sie na Ducha Prawdy wynika cos zupelnie przeciwnego.
Narodzony z Ducha czlowiek jest bratem lub siostra Syna Bozego, Chrystusa, a nie Jego "niewolnikiem".
Wolnosc dzieci Bozych wynika z zycia w Prawdzie, ktorej swiadectwo wydal Jezus Chrystus, placac za to swoim ziemskim zyciem.
Cala misja Chrystusa na ziemi tego dotyczy.
Jesli jacys ludzie robia z dzieci Bozych sluzacych i niewolnikow, to jest to ohydne i przygnebiajace klamstwo, prowadzace latwowiernych ludzi na manowce i odbierajace sens ludzkiemu zyciu.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
To jest to "uczestnictwo w naturze Bożej" - Bóg sprawia, że stajesz się coraz bardziej podobny do Jezusa w swoich czynach, myślach i postawie.
Proponuje, abys jeszcze raz przeanalizowal Modlitwe Arcykaplanska Jezusa Chrystusa w kwestii "uczestnictwa (czlowieka) w naturze Bożej".
Modlitwa Arcykapłańska pokazuje mechanizm tego uczestnictwa - Jezus w nas, my w Nim, jedność wzorowana na Trójcy.
Tym "mechanizmem" jest tutaj Duch Bozy. Jednosc z Ojcem i Synem mozliwa jest tylko w Duchu, gdy w czlowieku zaczyna zyc Chrystus(nie Jezus, bo Jezus to martwe cialo, ktore ogranicza duchowe relacje z Ojcem, ktory jest Duchem).



(...)
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
P.S.
Rozumiem Andeja, kiedy mówi, że jest prostym chłopem i nie zna się na zawiłych teologicznych pojęciach. Ta wypowiedź uderza mnie w samą istotę Ewangelii, która została spisana dla wszystkich, a nie tylko dla uczonych. Właśnie w tej prostocie dostrzegam jej największą siłę i piękno. Jezus, nauczając przypowieściami, mówił do rybaków i celników, a nie do wyrafinowanych filozofów. Pokazywał, że do prawdy o Bogu nie trzeba żadnych pośredników ani specjalistycznej wiedzy.
Twoja mowa bardzo sie rozni od "mowy" naszego Nauczyciela. A przypowiesci kierowane byly dla tych, ktorym "nie dane bylo zrozumiec slow prawdy".
Powolujesz sie na Biblie, a wiec powinienes to wiedziec.
Masz rację co do przypowieści - Jezus sam mówi w Mt 13:11-13, że służyły one także do ukrycia prawd przed tymi, którym "nie było dane".

Ale moja główna myśl była jednak inna - że zbawienie nie wymaga wykształcenia teologicznego. Łotr na krzyżu został zbawiony przez prostą wiarę, bez znajomości doktryn.
Czy zgadzasz się z tym, że wiara zbawcza jest dostępna dla prostych ludzi, nawet jeśli głębsze tajemnice wymagają dalszego wzrostu?
"Wiara zbawcza"...? Co to takiego?

Do zycia wiecznego potrzebne jest poznanie Ojca i Syna, czyli poznanie Prawdy o naszym prawdziwym pochodzeniu i duchowych aspektach zycia dzieci Bozych. To Prawda dostepna dla kazdego czlowieka z otwartym sercem. Nie ma tu zadnych tajemnic i nie potrzeba zadnych posrednikow, teologow, egzegetow i apologetow, poniewaz ta Prawda trafia wprost do ludzkich serc.
karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40
I to właśnie pokazuje, że nie musimy znać skomplikowanych "pojęć", by naśladować Chrystusa. Andej, wypełniając przykazania miłości, o których mówi, pokazuje, że wcale nie potrzeba mu całej teologicznej aparatury, by zrozumieć i żyć Ewangelią.
Tak wlasnie jest. Cala teologia jest zbedna, jesli chodzi o jednosc duchowa z Ojcem i Synem.
Modlitwa Arcykaplanska w calosci to potwierdza.
Zgadzam się że zbawienie nie wymaga studiów teologicznych. Ale powiedzenie że "cała teologia jest zbędna" idzie za daleko.

Już sama Modlitwa Arcykapłańska, którą rozważamy, jest głęboką teologią - mówi o naturze Boga, o jedności Ojca i Syna, o uświęceniu w prawdzie. Interpretując ją, już uprawiamy teologię. Paweł ostrzega, żebyśmy nie byli "miotani każdym powiewem nauki" (Ef 4:14) - a do tego potrzeba właśnie zdrowego nauczania.

Owszem, teologia nie zbawia, ale chroni przed błędami.
Mnie teologia wprowadzila w blad i zafundowala wiele lat zycia w strachu i klamstwie. Potrzebowalam sporo czasu aby to zrozumiec i "podniesc glowe do gory".

Stanko
Super gaduła
Super gaduła
Posty: 1113
Rejestracja: 25 paź 2025
Wyznanie: Katolicyzm
Has thanked: 30 times
Been thanked: 123 times

Re: Modlitwa Arcykapłańska Jezusa: Refleksje o chwale, poświęceniu i rzeczywistości

Post autor: Stanko » 2026-03-04, 20:26

karolinka pisze: 2026-03-04, 01:40 Sama milosc wystarczy. Natomiast wiara bez milosci to na pewno za malo.
Wszyscy bezbożnicy coś kochają, lecz co?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wersety biblijne”