Z nauk Buddy? Budda zakładał możliwość odrodzenia w sferach niebiańskich i możliwość stania się bogiem - jednym z wielu, trwających obok siebie. Jak Bóg Izraela, który mówi: "nie będziesz miał innych Bogów przede mną", czyli ponad mną. Nie odrzucał istnienia Bogów tylko zakładał, że to jest jedna z form egzystencji, która też ma swój koniec. Tym samym dla Buddy Bóg nie był wiecznym stwórcą, tylko pewną istotą, która pewnego dnia umrze i odrodzi się jako jedna z niższych form.
To też miało podkreślać cierpienie, jakiego ktoś taki doświadczy. Żeby odrodzić się jako Bóg należy zebrać mnóstwo dobrej karmy. Potem wiedzie się życie przez miliardy lat (Budda twierdził, że przez trzy kalpy, czyli trzy cykle powstawania i umierania wszechświata), by na końcu upaść i znów stać się zwykłą czującą istotą.
Dodano po 2 minutach 32 sekundach:
Większość Buddystów, podobnie jak większość Katolików, nie żyje w sposób związany ze swoją wiarą. Ot, deklarują pewne wartości a często nawet nie mają pojęcia w co tak naprawdę wierzą.chicku pisze: ↑2026-05-03, 00:32 Ze swoich dawnych kontaktów z buddyzmem pamiętam, że buddyzm to rozpłynięcie się jak kropla w morzu, wyzbycie się Ja. I generalnie w buddyzmie nie ma pojęcia Absolutu. W jakimś sensie buddyzm jest przeciwieństwem chrześcijaństwa, gdzie Bóg jest Osobą, a wartość jednostki jest pokreślona i w zasadzie na tym polegała egzystencjalna rewolucja chrześcijaństwa.
Dodano po 3 minutach 10 sekundach:
A propos tego, co pisałeś @Dezerter o zbrojnych epizodach w świecie buddyzmu, miałem bliskiego przyjaciela, który studiował buddyzm (sam uważał, że nie jest buddystą, ale zawsze miałem wrażenie, że ta jego deklaracja to coś w stylu: powiesz, że jesteś buddystą, to przestajesz nim być), chciał nawet robić doktorat na UJ z buddyzmu. Przyniosłem mu kiedyś Frondę z jakimś tekstem o zbrojnych epizodach w świcie buddyzmu. On się tym nie przejął i odbił - w sumie trafnie - piłeczkę przytaczając przykład wojen w świecie państw chrześcijańskich. Ale faktem jest, że do tamtego momentu buddyzm kojarzył mi się z głębokim pokojem i brakiem jakichkolwiek związków z przemocą.
Dodano po 11 minutach 44 sekundach:Parę fragmentówMorkej pisze: ↑2026-01-17, 20:37Szkoda że subskrypcję trzeba mieć. [.....]Albertus pisze: ↑2026-01-17, 19:14 Na temat buddyzmu polecam ciekawy artykuł:
https://historia.rp.pl/historia/art2156 ... am-piekiel
Gdy w 1997 r. Dalajlama XIV odwiedził San Francisco, nieformalną gejowską stolicę USA, został zapytany na jednym ze spotkań, co buddyzm tybetański mówi na temat homoseksualistów. Dalajlama z uśmiechem wyjaśnił, że według tradycyjnych wierzeń za seks oralny i analny, nawet w heteroseksualnym małżeństwie, spotka śmiertelników kara w postaci zesłania do obszaru piekła znanego jako Samghata, gdzie demony zniszczą im genitalia. Dodał jednak, że takie praktyki seksualne mogą być dopuszczalne w kontaktach z prostytutkami. Gejowscy działacze byli w szoku: „Myśleliśmy, że buddyzm jest tolerancyjny".O tym incydencie szybko jednak zapomniano, gdyż kłócił się z uładzonym, cukierkowym, popkulturowym wizerunkiem buddyzmu tybetańskiego jako hipertolerancyjnej, pacyfistycznej i proekologicznej religii; wizerunkiem sprzedawanym liberałom z Nowego Jorku i Hollywood przez takich ekspertów jak prof. Robert Thurman. Pokazanie im prawdziwej cywilizacji tybetańskiej mogłoby wywołać zbyt wielki szok. Świetnie zmontowany wizerunek Dalajlamy jako politycznie poprawnego księcia pokoju umożliwił tybetańskiemu lobby mistrzowską sztuczkę – sprawił, że lewica z całego świata uznała za swojego bohatera teokratycznego władcę feudalnego kraju, w którym nigdy nie przejmowano się takimi zachodnimi wymysłami, jak prawa człowieka, ekologia czy neutralność światopoglądowa państwa.Buddyzm tybetański jest zaliczany do nurtu wadżrajany, czyli diamentowej drogi. Ten głęboko mistyczny i obfitujący w barwne rytuały nurt narodził się w Indiach w II w. n.e. i wiążą się z nim m.in. seksualne praktyki tantryczne. Przez wyznawców jest uznawany za ukoronowanie ewolucji buddyzmu. Wadżrajanę poprzedził nurt mahajana, czyli wielki wóz, kładący nacisk przede wszystkim na powszechne doprowadzenie ludzi do oświecenia (jest szczególnie rozpowszechniony w Chinach, Korei i Japonii). Przed nim powstał nurt theravada, czyli stara wiedza, podkreślający, że szansę na oświecenie ma przede wszystkim mała grupa mnichów (rozpowszechnił się m.in. na Sri Lance i w Azji Południowo-Wschodniej). Wadżrajana jest najbardziej rozbudowanym, skomplikowanym, przesyconym magią i mistyką nurtem buddyzmu. W tej tradycji funkcjonuje pojęcie „tulku", czyli istoty duchowej, która manifestuje swoją obecność w kolejnych ludzkich inkarnacjach. O ile przeorowie tybetańskich klasztorów i inni oficjele są pomniejszymi tulku, o tyle Dalajlama jest najważniejszą istotą duchową – inkarnacją Awalokiteśwary, bodhisatwy współczucia.Dalajlama jest więc inkarnacją zarówno ludzi, jak i potężnych istot duchowych. Tybetańczycy nazywają go Yeshe Norbu (Klejnot Spełniający Życzenia) i Kundun (Obecność). W czasie ceremonii Kalachakra idzie on jeszcze wyżej w duchowej hierarchii – medytując, internalizuje w sobie obraz Adi Buddy, czyli pierwotnego, kosmicznego, najwyższego Buddy, i wyobraża sobie, jak niszczy wszechświat (pogrążając w morzu ognia nawet bogów i buddów w niebiosach), a następnie stwarza kosmos od nowa.Buddyzm tybetański naucza, że każdy budda i bodhisatwa oprócz pełnej współczucia i dobrotliwej postaci posiada również straszne oblicze. I tak jedną z 11 głów Awalokiteśwary jest głowa Yamy, pana buddyjskich piekieł. Yama jest przedstawiany jako rogaty demon, który ma na głowie koronę z ludzkich czaszek, w ręku trzyma „koło śmierci" i z penisem we wzwodzie tańczy na byku kopulującym z kobietą, która jest jednocześnie zgniatana pod ciężarem tej bestii. Jako reinkarnacja Awalokiteśwary Dalajlama jest więc jednocześnie władcą demonów.Dalajlamie ma służyć kilka tysięcy demonicznych istot – są to dawne tybetańskie bóstwa oraz różne lokalne duchy i duszki, które po wprowadzeniu w kraju buddyzmu jako religii panującej musiały się „przebranżowić". Jednym z nich jest Palden Lhamo, opiekunka Dalajlamy, miasta Lhasa i całego Tybetu. To istota o ciemnoniebieskiej skórze, trojgu oczach i demonicznej twarzy z ostrymi zębami, galopująca na dzikim mule przez morze krwi, w którym pływają odcięte kończyny i głowy, wyprute oczy i wnętrzności wrogów doktryny buddyjskiej. Siodło, na którym siedzi, jest zrobione ze skóry małego dziecka – jej synka, który nie chciał się podporządkować władzy Buddy. Dalajlama zmusił ją do zabicia jedynego dziecka, którego szkielet trzyma w ręku i wykorzystuje jako pałkę do bicia wrogów buddyzmu.Ciekawą postacią jest również Pehar, demon służący od wieków jako państwowa wyrocznia Tybetu. Wcześniej był bogiem Mongołów Hor (od których pochodzi słowo „horda"), opisywanych w tybetańskich kronikach jako „jedzące ludzkie mięso demony".Reinkarnacji bodhisatwy współczucia nie zabrakło też geopolitycznego zmysłu. Gdy między Chinami a ZSRR doszło do rozłamu, próbował nawiązać bliższe relacje z Moskwą, by skuteczniej walczyć przeciwko Chinom....W tym świecie magicznych rytuałów znalazło się też miejsce dla zaklęć mających sprowadzić śmierć na wroga. Tantryczny tybetański tekst „Hevajra-tantra" radzi: „Po oznajmieniu intencji guru i znakomitym osobistościom przeprowadź rytuał zabójstwa ze współczuciem tego, który nie wierzy w nauki Buddy i jest krytykiem guru i Buddy. Taką osobę należy wyeliminować, wyobrażając ją sobie jako istotę zawieszoną do góry nogami, wymiotującą krwią, trzęsącą się i ze zmierzwionymi włosami. Należy wyobrazić sobie palącą igłę wchodzącą w jej plecy. Następnie w wyniku wyobrażenia sylaby symbolizującej żywioł ognia w jej sercu zostaje ona natychmiastowo zabita". „Guhysamajatantra" opisuje zaś inną metodę rzucenia uroku: „Osoba rysuje mężczyznę lub kobietę kredą albo węglem drzewnym lub czymś podobnym, po czym przedstawia siekierę w ręku i sposób, w jaki zostaje poderżnięte gardło. Kiedy już urok zostanie w ten sposób rzucony na wroga, można go otruć, zniewolić lub sparaliżować". Jest tam również mowa o zdobywaniu mocy magicznej po zabiciu wrogiego czarodzieja i wykonaniu rytualnych utensyliów z jego szczątków.
Nota bene - buddyzm tybetański ma mało wspólnego z naukami Buddy. Instytucja Lamy to zaprzeczenie tego, co Budda przekazywał. Lamizm jest natomiast teokracją, która stworzyła oparty na kastowości niemal niewolniczy system.


