Przeczytałem cały wątek i zastanawiam się czy oczekujesz czegoś poza modlitwą. Jeśli nie to po prostu się pomodlę. Jeśli tak to napisz proszę czego - bo obserwując wymianę zdań gdzie część osób pisze bardzo trafnie mam wrażenie, że najchętniej nic byś nie zmieniała. Potrzeba zmiany o której mówisz - tak to wybrzmiewa - wynika z potrzeby bycia kochaną (jednostronnie) i wsparcia finansowego.myśl pisze: ↑2026-04-01, 16:35 Przychodzę dziś prosić o wysłuchanie mnie, o wsparcie i o modlitwę...
Mam 43 lata.
Nigdy nie miałam chłopaka - nawet jako nastolatka.
Chciałam się zawsze dobrze uczyć, potem studiować... mieć dobrą pracę...
Z nauką się udało; z pracą nie do końca (nieodporność na stres plus różne wydarzenia zyciowe, ktorych tematu nie chce tu poruszać, pozwalają mi podjąć jedynie nisko platną pracę na część etatu).
Utrzymujemy się z mamą renty po tacie i z mojej słabej pensji.
Jak by mi mama umarła - nie utrzymam się.
Relacji damsko-męskiej zawsze się nieco obawiałam.
Za dużo - za mocnych - emocji... do tego decyzja na całe zycie... a moze to będzie zły człowiek? Nikt nie da gwarancji...
Zawsze chciałam mieć dzieci.
Ostatnio zaczęłam mieć nieregularne cykle.
Zaczynam się bać, że macierzynstwo się nigdy nie uda...
Nie chcę szukać relacji na portalach bezposrednio stawiających dobie taki cel, jak związek - nawet na portalach chrzescijańskich!
Prawdziwa milość - nie nastawiona na użycie drugiej osoby -rozkwita bowiem w moim przekonaniu tylko wtedy, jesli wczesniej była miedzy dwojgiem ludzi przyjaźń, a nie od razu cel matrymonialny.
Podejmowałam poszukiwania przyjaźni. Bywałam w różnych miejscach, postakademickich wspolnotach... sporo tam trwałam...
Takiej przyjaźni, z ktorej mogłaby potem rozkwitnąć milosc jednak nie znalazłam.
Ten mój post oprócz realizacji potrzeby wygadania i szukania jakiegoś wsparcia, jest także prosbą o modlitwę:
- o dobrego, świetego czlowieka
- o szczęśliwą rodzinę
- o obfitość Bożego błogosławienstwa dla mojej ukochanej mamy
- o zbawienie całej naszej rodziny - żebysmy wszyscy byli razem w niebie
Gdy czytam to nie wiem o co Ci chodzi. Miłość często poprzedza przyjaźń. Przyjaźń kształtuje się bardzo często jak coś wtórnego, wcześniej następuje zauroczenie. Nie znam żadnego związku który by przetrwał bez tego zauroczenia na początku. Mam wrażenie, że Ty jesteś na to całkiem zamkniętą.
Z doświadczenia mogę podpowiedzieć, że nie znasz dnia i godziny gdy się zakochasz. I nigdy nie wiesz czy będzie to odwzajemnione. Natomiast przyjaźń kształtuje się wraz z poznawaniem się i wspólnym spędzaniem czasu.
Opowiadasz nam o swojej rodzinie. Z jednej strony mówisz o miłości swojej matki do Ciebie a z drugiej opowiadasz o jej depresji. Piszesz, że mieszkacie razem i że rodzice bronili Cię przed brutalnością świata. Zastanawiam się czy myślałaś kiedyś o usamodzielnieniu się. Bo świat jest jaki jest ale każdy z nas jest autonomiczną jednostką i wchodzenie w dojrzałe życie to również odcinanie pępowiny. Dzieci nie powinny przejmować na siebie emocji rodziców, to jest bardzo niezdrowe.
Tak naprawdę dbanie o siebie w związku musi być obustronne. Ale żeby w ogóle powstał zdrowy związek to musimy mieć zdrowe relacje z rodzicami: być samodzielną jednostką z własnym światem i potrafiącą się w tym świecie odnaleźć. Piszesz że potrzebujesz kogoś kto będzie ładował Twoje baterie które kompletnie wyładowuję Twoja praca. Ale wiesz, że ta druga osoba też będzie mieć swoje emocje i swoje problemy? I o ile małżonkowie muszą się wspierać i wspomagać to powinni też być w stanie sami regulować swój nastrój, swoje emocje i nie oczekiwać, że ktoś to zrobi za nich.
Dużo tematów i bardzo trudny problem.



