Chętnie pozostane "czysto" logiczny... ale jak Ty będziesz w 100% też logiczna? Bo chodź ten przykład z chirurgiem jest "sprytny", to jest fałszywy w samym rdzeniu, więc sama udsuwasz się od logiki..... nie lawiruj.....Krystyna pisze: ↑2026-05-05, 19:10 Niepotrzebna hiperbola. Pozostańmy logiczni na ile się da. Nie mówię, że wcale nie można siebie regulować. Można, ale nie całkowicie. Można, ale częściowo. I czym innym jest ludzkie prawodawstwo, nigdy nie do końca sprawiedliwe, a czym innym Boże, jak mniemam sprawiedliwe w sposób absolutny. W omawianej sytuacji ocenność efektu sprawiedliwe absolutnie nie jest, bo stan umysłu nie w pełni sterowny. I tyle.
Co innego karać chirurga za nieudane operacje wyrostka, które przy obecnym stanie medycyny powinny poza znikomym odsetkiem być wszystkie udane, a co innego za nieudane karkołomne przeszczepy, z rokowaniem sukcesu 17,35 %.
Widzisz wreszcie problem?
Dodano po 1 minucie 48 sekundach:
No bo to chyba jasne jak na dłoni. Problem trywialny. Tylko co z rozwiązaniem dylematu?
Chrześcijańska doktryna jest całkowice jasna - Bóg dał nam bardzo jasny, czytelny dowód swojej rzeczywistości (m. in. Rz1: 19-20 – "żeby byli bez wymówki") i całe Jego "objawianie" się przez tysiąclecia....... Problem nie leży w tym, że "mózg nie daje rady uwierzyć", tylko w tym, że człowiek nie chce tej prawdy przyjąć, bo wymagałaby ona zmiany życia.
Więc "wiara" to nie jest żaden "skomplikowany przeszczep" o niskiej szansie powodzenia (te 17,35%), do którego Bóg nas zmusza pod groźbą kary. To kompletnie nie tak. W Twojej analogii człowiek jest chirurgiem, który ma sam siebie uratować. W Biblii człowiek jest pacjentem, który umiera na nieuleczalną chorobę i ma tylko jeden ratunek! To chyba diametralnie zmienia perspektywę rzeczywistości, nie? I rozwiązanie dylematu jest proste - Bóg nie sądzi Cię za to, że nie potrafisz przeprowadzić na sobie skomplikowanej operacji - czyli "wyprodukować" w sobie wiary. Bóg pyta tylko - "Czy chcesz, abym Ja cię uratował?".
Problem pojawia się wtedy, gdy pacjent odpycha lekarza, twierdząc, że "jego neurologia nie pozwala mu uwierzyć w skuteczność kuracji". To nie jest kwestia "niesterowalnego umysłu", tylko decyzji - ufam lekarzowi czy własnemu uporowi?
W chrześcijaństwie jest dokładnie odwrotnie - Bóg nie karze chirurga za nieudany przeszczep. Bóg ostrzega pacjenta, że jeśli dobrowolnie wyjdzie ze szpitala w trakcie krwotoku, to po prostu umrze. To nie jest kara, to jest tragiczny skutek odrzucenia jedynej dostępnej pomocy.
Dlatego cały czas, chyba na potrzeby "swojej" tezy mieszasz "nie mogę" a "nie chcę" uwierzyć.
Chcesz być 100% logiczna?
To zastanów się o odpowiedz wprost - jeśli naprawdę nie ma żadnej różnicy i wszystko jest "częściowo poza kontrolą", to logicznie powinniśmy skończyć z jakąkolwiek odpowiedzialnością moralną, nie?
A jeżeli tak, to pokaż mi choć jeden system – nawet najbardziej skrajny lub wypaczony – który realnie działał bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Jeśli żaden, to Twój wniosek nie jest "logiczny", tylko oderwany od rzeczywistości. Bo żaden system – nigdy na tym nie stanął? Każdy system, który odrzuca odpowiedzialność, sam się unieważnia w praktyce.
Morderca też "nie mógł inaczej – tak mu mózg zadziałał"......... Kłamca też "nie mógł się powstrzymać – instynkt tak zadziałał". Nie wiedzisz, że wtedy cały system sprawiedliwości (nawet ludzki) staje się niesprawiedliwy. Czy Ty naprawdę chcesz tam dojść?
Coraz bardziej transparentne w Twoich wypowiedziach robi sie to, że nie bronisz tu "wrażliwych szukających", tylko bronisz mechanizmu usprawiedliwiania niedowiarstwa jako "wady fabrycznej", za którą Bóg nie ma prawa sądzić. To jest.... lawirowanie.
Na koniec widzę też, że za Twoim sposobem myślenia stoi bardzo konkretny obraz Boga – przede wszystkim jako sędziego i strażnika norm, wobec których człowiek ma się dostosować, inaczej zostaje ukarany.
Trochę nie ma sie co dziwić też, bo nasze polskie wychowanie w systemie, którym jak historia pokazuje, pewne praktyki i akcenty - jak nadużycia wokół odpustów, albo te szczególnie wokół czyśćca, kar doczesnych, czy nawet sakramentu pokuty z naciskiem "wykonaj X modlitw", "zadośćuczyń" obecne przez całe średniowiecze i nowożytność......a nawet do dzisiaj doktryna "Skarbiec zasług Kościoła" i swobodne nim dystrybuowanie, czy ta "rozliczeniowa" spóścizna - "ile trzeba zmówić", "ile postów", "ile Mszy"....to całe kulturowe dziedzictwo - to przesunęło akcent z relacji i łaski na rozliczenie i lęk. I mam wrażenie, że właśnie ten sposób myślenia wraca w Twojej argumentacji.
A to ten punkt jest – moim zdaniem – odwrócony.
W biblijnym ujęciu punktem wyjścia nie jest kara ani sąd, tylko życie i relacja. Człowiek został stworzony do życia w jedności z Bogiem – bez potępienia, bez systemu kar. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy tę relację odrzuca.
Dlatego konsekwencją nie jest arbitralna kara, tylko utrata życia, które jest w Bogu. Innymi słowy to nie jest tak, że Bóg chce karać – tylko że rzeczywistość bez Boga po prostu nie podtrzymuje życia.
I tu jest zasadnicza różnica - ty opisujesz sytuację tak, jakby człowiek był sądzony za niespełnienie wymagań. Biblia pokazuje człowieka raczej jako kogoś, kto odcina się od jedynego źródła życia. To nie jest system karny – to jest diagnoza rzeczywistości. Bez Boga nie ma życia – więc alternatywą nie jest "inna droga", tylko śmierć.
Dlatego mówienie o tym wyłącznie w kategoriach kary zaciemnia problem. To nie jest kwestia surowego sędziego, tylko faktu, że odrzucenie Boga ma realne, nieuniknione konsekwencje. I dopiero w tym świetle widać, że problemem nie jest "brak zdolności", ale to, czy człowiek chce przyjąć życie, które jest mu dane.
=======================================
Twój dylemat zniknie w momencie, gdy przestaniesz traktować wiarę jako wynik matematyczny, który musisz obliczyć, a zaczynasz ją traktować jako relację, o którą możesz poprosić.
Widzisz teraz różnicę? Prawdziwym problemem nie jest Twoja neurologia, ale Twoja niechęć do uznania, że potrzebujesz Przewodnika spoza własnego systemu.
Jeśli chcesz być logiczna do końca – to odpowiedz wprost:
1. Czy człowiek jest w stanie uczciwie rozpoznać prawdę o Bogu, czy nie?
2. Czy odrzucenie tej prawdy jest zawsze tylko neurologiczną niemożnością, czy może być też moralnym wyborem?
Tylko logiczna odpowiedź, bez kolejnych analogii ze szpinakiem i chirurgiem.........


