Piszesz , że życie bez Boga (jeśli Go nie ma?) nie ma sensu. Nie jestem tego pewna. Jak to uzasadniasz?
Czy posiadanie przez życie sensu jest jakąś ogólną regułą?
Warunkiem bezwzględnym? Sine qua non?
Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
-
Krystyna
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
Ostatnio zmieniony 2026-05-22, 22:41 przez Krystyna, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Abstract
- Elitarny komentator

- Posty: 3327
- Rejestracja: 27 cze 2021
- Has thanked: 211 times
- Been thanked: 592 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
A to co piszesz według ciebie ma sens, czy też nie ma?
Jeśli deklaruję nihilizm, muszę ciągle się pilnować, żeby czasem to, czego doświadczam, co osiągam, nie zaczęło stanowić dla mnie sensu. Ponieważ podważę to co deklaruję do otoczenia, jak i do samego siebie.
Jeśli działanie, życie ma sens, tego problemu nie ma.
Nihilizm możemy deklarować tylko z pozycji teraźniejszości, ponieważ nie jesteśmy w stanie rekonstruować stanu umysłu z przeszłości, a wszystko, co zdarzyło się w przeszłości opisujemy i oceniamy przez obecny stan umysłu.
Nihilista również nie może deklarować odczuwania braku sensu w przyszłości.
Ostatnio zmieniony 2026-05-23, 16:51 przez Abstract, łącznie zmieniany 2 razy.
- zefciu
- Gawędziarz

- Posty: 488
- Rejestracja: 26 mar 2026
- Ostrzeżenia: 2
- Lokalizacja: Kiekrz
- Wyznanie: Ateista
- Has thanked: 53 times
- Been thanked: 46 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
Jak wiesz, zostałem wysłany na urlop. Już jestem.
Ale ja nie rozmawiam konkretnie o Tobie, tylko ogólnie o wszystkich ludziach. Wszyscy ludzie, wierzący i niewierzący wybierają sobie jakimi zasadami się kierują. Żaden nie ma na to obiektywnych, niepodważalnych podstaw. A zatem nie może to być zarzut wyłącznie wobec niewierzących.Bo nie rozmawiamy o mnie.
Mówimy o innym argumencie, ale ten jest tak samo samowywrotny. Dlaczego Bóg może dawać sens, a cokolwiek innego nie może?
Jak to stwierdzamy? Jak wyglądałby świat „nieidealny”?Po drugie - świat jest tak idealnie stworzeony, że nie mógłby powstać samoistnie
A szamani syberyjscy doświadczają duchów przodków. A buddyści doświadczają oświecenia w prawdach buddyzmu. I co z tego?Po trzecie i najważniejsze - chrześcijanie doświadczają Boga
-
Abstract
- Elitarny komentator

- Posty: 3327
- Rejestracja: 27 cze 2021
- Has thanked: 211 times
- Been thanked: 592 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
Co ma doświadczanie Boga do doświadczania duchów przodków, prawd buddyzmu?
A co z niedoświadczaniem sfery duchowej?
Czy osoba która doświadcza błądzi, czy też osoba, które tego nie robi?
Czym to mierzyć, na podstawie czego oceniać drugą stronę?
Na czym budować bazę racji i błądzenia?
Czy założenie zbędnego wyższego bytu jest grą?
Jeśli większość z nas doświadcza, czy to świadczyłoby o defekcie pozostałych?
Czy ta grupa niedoświadczających czuje się niedowartościowana i dlatego stara się wchodzi w interakcje, aby potwierdzić mocowanie swojego niedoświadczania w zbiorze "racjonalności"?
Ostatnio zmieniony 2026-06-03, 18:52 przez Abstract, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Stanko
- Biegły forumowicz

- Posty: 1713
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 46 times
- Been thanked: 187 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
Cztery rzeczy wspierają się wzajemnie: religijność, moralność, lepsze zdrowie i wspólnotowość społeczna.
W trakcie aktów religijnych, indywidualnych lub wspólnotowych, komórki mózgowe wzmagają wydzielanie b. korzystnych endorfin! (źródeł można poszukać w internecie i AI.
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 28015
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 5151 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
Widać, nie jestem żaden. Albowiem mam niepodważalne podstawy. Mam Naukę Chrystusa, która jest dla mnie niepodważalną podstawą. Jest też obiektywnym programem. Nie mam lepszego wzorca. Ani też lepszego uzasadnienia.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
- zefciu
- Gawędziarz

- Posty: 488
- Rejestracja: 26 mar 2026
- Ostrzeżenia: 2
- Lokalizacja: Kiekrz
- Wyznanie: Ateista
- Has thanked: 53 times
- Been thanked: 46 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
To, że wszystkie są jakimiś doświadczeniami o mistycznym charakterze, powiązanymi z kulturą, w której dana osoba się wychowuje.
No skoro nie ma sensownej metodologii do określenia „racji” i „błądzenia” w tej kwestii, to znaczy, że te doświadczenia nie mają żadnej wartości w zakresie poznania świata. Co najwyżej mogą być badane w ramach poznania działania ludzkiego układu nerwowego.Czym to mierzyć, na podstawie czego oceniać drugą stronę?
Na czym budować bazę racji i błądzenia?
Według Pascala — tak. Można zatem próbować oceniać wartość takiego założenia w kategoriach teorii gier. Problem w tym, że według podejścia Pascala — mamy w pewnych warunkach nieskończenie wielką wypłatę. A teoria gier się załamuje, jeśli wstawiamy do niej nieskończenie wielkie wartości (co ilustruje np. Paradoks Petersburski, albo tzw. „rabunek Pascala” stworzony specjalnie jako krytyka „zakładu Pascala”)Czy założenie zbędnego wyższego bytu jest grą?
WIększość z „Was”, czyli kogo? Osób już przekonanych, że istnieje rzeczywistość duchowa, której centrum jest osobowy Bóg?Jeśli większość z nas doświadcza, czy to świadczyłoby o defekcie pozostałych?
-
Abstract
- Elitarny komentator

- Posty: 3327
- Rejestracja: 27 cze 2021
- Has thanked: 211 times
- Been thanked: 592 times
Re: Wewnętrzna sprzeczność moralnego argumentu za religią
To co napisałeś jest jedynie emanacją danej korelacji jako przyczynowo skutkowej, aby utrzymać przekonania. Zredukowanie do jednego zbioru.
Nauka jest również powiązana z kulturą, o czym to świadczy? Przykład który przerabialiśmy w innym temacie. Nauka mówi o naszym braku odpowiedzialności (jesteśmy determinowani lub poddawani przypadkowi), a jednak tą odpowiedzialność utrzymujemy. Na jakiej podstawie? A no na tej, że tylko wtedy utrzymamy przy sobie racjonalność, jak i porządek społeczny. Jest też inne niewygodne wyjaśnienie, że możemy się mylić w tych wnioskach.
Znowu to twoja intencja względem świata, postulat. Błądzenie i racja dotyczy również ciebie, nas wszystkich, jak oceniasz swój akt poznania?
Na jakiej podstawie przypisujesz temu wartość?
Czy akt poznania nie leży w zbiorze aktów poznania? A jeśli nie, to w jakim?
Zastanawiałem się wcześniej, czy udawałeś, czy naprawdę nie zrozumiałeś co napisałem wcześniej "chce być racjonalny, jestem racjonalny"
Zefciu ciągle próbuję ci to wytłumaczyć. Tu chodzi o ciebie, a nie o nas. Jesteś tu przez swoje przekonania, a nie przez nasze. Szukasz tutaj potwierdzenia swojego postulatu możności syntezy wiary w Boga, jak i samego Boga.zefciu pisze: ↑2026-06-04, 08:13Według Pascala — tak. Można zatem próbować oceniać wartość takiego założenia w kategoriach teorii gier. Problem w tym, że według podejścia Pascala — mamy w pewnych warunkach nieskończenie wielką wypłatę. A teoria gier się załamuje, jeśli wstawiamy do niej nieskończenie wielkie wartości (co ilustruje np. Paradoks Petersburski, albo tzw. „rabunek Pascala” stworzony specjalnie jako krytyka „zakładu Pascala”)Czy założenie zbędnego wyższego bytu jest grą?
Uznałeś, że zdekonstruowałeś koncepcje Boga, a jeśli to zrobiłeś to z automatu "udowodniłeś" sobie, że to była koncepcja,źródło twojej wiary, a nie prawdziwy Bóg, którego przecież nie może być, ponieważ "JA" w niego nie wierzę.
Mamy obecnie sytuację.
Zefciu nie wierzy w Boga, nie wierzy w relacje z Nim, stąd szuka wszelakich argumentów, aby umniejszyć tę relację u wierzących, poddać syntezie, zrównać z innymi doświadczeniami, pominąć cechy emergentne na rzeczy redukcji, psychologizować, wyjaśnić na zasadach potrzeba i gratyfikacja.
Motywacją do takiego działania jest potrzeba pewności w tym niepewnym świecie. Stąd ciągła potrzeba konfrontacji z wierzącymi, aby próbą przekonania ich przekonać siebie.
Dla wierzącego jest oczywistością, że Bóg nie jest poznawalny w pełni, że nie mamy Jego perspektywy.
Niewierzący dokonuje natomiast szantażu poznawczego, Bóg musi się mieścić w aparacie poznawczym człowieka. Nie dopuszcza innej możliwości, stąd z automatu odrzuca takiego Boga, który nie poddaje się poznawczej syntezie.
Gdy już sam uwierzy w to, że ŚWIAT jest skrojony pod JEGO UMYSŁ - oczywiście przez przypadek, to każda relacja z Bogiem jest obcowaniem z koncepcją, a nie Nim samym.
Twoje odrzucanie bytów ponad potrzebę, jest nadal postulatem o to, aby Bóg był tylko KONCEPCJĄ. A więc znowu nadajesz sobie perspektywę widzenia w szerokim spektrum poznawczym, który upoważnia cię do odrzucania Boga.
"Jeśli mam wybrać między prawem do PEWNOŚCI a wiarą w Boga, to wybieram PEWNOŚĆ... bo mi się należy. Bóg jeśli istnieje MA BYĆ weryfikowalny w metodzie naukowej inaczej nie ma to żadnego sensu. Więc albo się zastosuje do tego albo go nie ma!"