Śmierć najbliższych

Dlaczego żyjemy, po co się urodziliśmy, jaki jest nasz cel w życiu, co na czeka po śmierci; niebo, piekło, nic? Rozmowy na temat życia, śmierci i wieczności.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
pacyfik
Gaduła
Gaduła
Posty: 837
Rejestracja: 23 lut 2026
Ostrzeżenia: 1
Lokalizacja: Berea
Has thanked: 136 times
Been thanked: 125 times

Śmierć najbliższych

Post autor: pacyfik » 2026-05-30, 16:04

Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
Czy myślicie o tym?
Czy przygotowujecie się na to?
Bo to przecież nieuchronne. Każdy z nas musi się z tym zmierzyć.

Swojej śmierci jakoś się nie boję. Jedynie pod tym kątem, że zostawiam najbliższych. Że muszą cierpieć z powodu mojego umierania i śmierci a potem tęsknoty za mną.
Ale ufam Bogu.

Ale boję się sytuacji, że gdy będzie umierać moja ukochana to nie będę miał sił by powstrzymać łzy, by rozluźnić krtań na tyle by powiedzieć coś miłego, budującego, dobrego.
Nie będę miał sił by znieść świadomość, że ona cierpi.


Dodano po 1 minucie 21 sekundach:
Widzę że jest chyba bardziej odpowiedni dział. Proszę moderację o przeniesienie tam wątku
viewforum.php?f=14
Ostatnio zmieniony 2026-05-30, 16:18 przez pacyfik, łącznie zmieniany 4 razy.
Poszukiwacz perły Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.

Stanko
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1713
Rejestracja: 25 paź 2025
Wyznanie: Katolicyzm
Has thanked: 46 times
Been thanked: 187 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Stanko » 2026-05-30, 18:58

pacyfik pisze: 2026-05-30, 16:06 Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
Czy myślicie o tym?
Czy przygotowujecie się na to?
Bo to przecież nieuchronne. Każdy z nas musi się z tym zmierzyć.
A policzyłeś, z ilu innymi sprawami musimy się w życiu zmierzyć?
Ale nadto statystyka, jaką rejestruje przypuszczalną kolej zdarzeń, z którymi dziś, jutro i w następne dni musimy się zmierzyć, a nie okładać na późną starość, pomyślałeś? ;)

Awatar użytkownika
Ambrossia
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 307
Rejestracja: 16 cze 2025
Has thanked: 70 times
Been thanked: 93 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Ambrossia » 2026-05-30, 20:57

Myślę czasem, ale nie wiem jak sobie poradzę :(

Awatar użytkownika
Andej
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 28015
Rejestracja: 20 lis 2016
Been thanked: 5151 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Andej » 2026-05-30, 21:09

Z wahaniem coś piszę, albowiem czekałem na przeniesienie wątku we właściwe miejsce. Nie chciałem utrudniać tej pracy kolejnym postem. Ale skoro nic się nie dzieje ...
pacyfik pisze: 2026-05-30, 16:06 1. Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
2. Czy myślicie o tym?
3. Czy przygotowujecie się na to?
4. Swojej śmierci jakoś się nie boję. Jedynie pod tym kątem, że zostawiam najbliższych. Że muszą cierpieć z powodu mojego umierania i śmierci a potem tęsknoty za mną.
5. Ale boję się sytuacji, że gdy będzie umierać moja ukochana to nie będę miał sił by powstrzymać łzy, by rozluźnić krtań na tyle by powiedzieć coś miłego, budującego, dobrego. Nie będę miał sił by znieść świadomość, że ona cierpi.
Ad 1. I tak i nie. Jeśli chodzi o wstępnych, zwłaszcza tych podeszłym wieku realnie liczymy się z ich odejściem. I powoli przygotowujemy się na ich śmierć.
Osobną kategorią są ci, którzy bardzo cierpią. Np. terminalnie chorzy ciepiący na ból raka. Na tych śmierć jesteśmy nie tylko gotowi, ale prosimy Boga, aby zakończył ich cierpienie. Aby jak najszybciej przyjął ich do Swojego Królestwa. Aby dał im zbawienie i zmartwychwstanie.
Gorzej ze zstępnymi. Nie potrafimy przygotować się na to, że oni nas wyprzedzą w drodze do nieba. Chcemy być pierwsi.
Głównym problemem jest wiara w zbawienie i w Miłosierdzie Boże. Ten kto ufa Bogu wie, że śmierć jest dobrem. Że śmierć jest wybawieniem i największym szczęściem. Zatem cieszy się z czyjejś śmierci wierząc, że osoba ta doznaje najwyższego szczęścia w obliczu Pana. Skoro życzymy im jak najlepiej, to życzymy im śmierci. I jesteśmy na to przygotowani. Odrzucamy swój egoizm, czyli pragnienie by wciąż byli oni z nami. Chcemy ich szczęścia, czyli zbawienia. A droga do zbawienia wiedzie przez śmierć. Rozumiemy to i akceptujemy.
Ad 2. Tak, myślimy. Myśl o śmierci własnej i naszych bliskich towarzyszy nam każdego dnia. Czekamy na nią. A jednak, z egoistycznych powodów modlimy się o szczęśliwy powrót, gdy wyjeżdżają, o zdrowie, gdy chorują. Bo nasze samolubstwo jest zaspokojone, gdy są oni szczęśliwi i w pobliżu nas.
Ad. 3. Oczywiście, że tak. Codziennie modlimy się w intencji ich zbawienia. W intencji ich wiary. I opieki Bożej.
Ad 4. A ja tęsknię do swojej śmierci i jej pragnę. I jednocześnie się jej boję. Bo wiem, żem nieprzygotowany. Bo nie potrafię się przygotować. I boję się tego, jak będę musiał zadośćuczynić w czyśćcu za wszystkie moje przewiny. Tego się boję.
Nie boję się o najbliższych. Wierzą, więc się ucieszą. Zapewne poczują stratę. Ale rozumnie i z wiarą uznają, że już szczęśliwy. I zamiast martwić się czy rozpaczać, po prostu modlić się będą w intencji mojego zbawienia.
Ale cierpienie w powodu umierania jest zrozumiałe. To muszą przeżyć. Mam nadzieję, że w modlitwie. I wierze w Opatrzność Bożą.
Ad 5. Rzeczywiście z powodu mojego samolubstwa boję się towarzyszeniu komuś w umieraniu. Zwłaszcza w umieraniu w wielkim bólu. Nie będę bać się słów, acz wiem, że będzie mi ich brak. Nie będę kłamać, że wyzdrowieje, że jeszcze wróci. Po prostu będę towarzyszyć. Trzymać za rękę. Być w pobliżu. Próbować ulżyć cierpieniu. I rozmawiać na wszelkie tematy, na które będzie chciała ta osoba rozmawiać. Jeśli będzie mogła i chciała. Jeśli niej, to to tylko będę przy. Będą brać za dłoń. Podawać leki, picie. Może karmić. Myć. Po prostu posługiwać. I prosić o wybawienie z cierpienia.
-=-=-=-=-=-=-
Nie wiem czemu w umysłach ludzi tkwi jakieś przeświadczenie, że śmierć jest złem. Nie wiem, dlaczego ludzie tak panicznie boją się śmierci, że boją się o niej rozmawiać. Skąd bierze się ten pęd do życia? A śmierć jest miła i przyjemna, choć poprzedza ją trudne umieranie.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Awatar użytkownika
abi
Złoty mówca
Złoty mówca
Posty: 8487
Rejestracja: 3 mar 2021
Wyznanie: Katolicyzm
Has thanked: 1259 times
Been thanked: 2121 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: abi » 2026-05-30, 21:17

nie wiem czy o to chodziło ale w lecie idę sobie zarezerwować miejsce na cmentarzu
דַּיֵּנוּ‎

Awatar użytkownika
AdamS.
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 3788
Rejestracja: 4 lis 2021
Lokalizacja: Górskie pustkowia
Wyznanie: Chrześcijanin
Has thanked: 1455 times
Been thanked: 1743 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: AdamS. » 2026-05-30, 22:27

pacyfik pisze: 2026-05-30, 16:06 Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
Zawsze pozostaje bolesna wyrwa po każdej bliskiej osobie. Jednak gdy nie wiążemy prawdziwego życia z ciałem, zaczynamy patrzeć na śmierć jak na podróż. Tylu już odjechało z tego peronu wcześniejszymi pociągami. My pojedziemy za nimi. A że w oddzielnym pociągu? Tęsknota sprawi, że radość spotkania będzie jeszcze większa.

Abstract
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 3327
Rejestracja: 27 cze 2021
Has thanked: 211 times
Been thanked: 592 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Abstract » 2026-05-31, 09:16

Na śmierć bliskich nie da się do końca przygotować. Symulacja vs rzeczywistość. Dar woli życia pochodzi od Boga. Jest to jedno z trudniejszych doświadczeń. Mamy przykład Jezusa i Łazarza.

Awatar użytkownika
pacyfik
Gaduła
Gaduła
Posty: 837
Rejestracja: 23 lut 2026
Ostrzeżenia: 1
Lokalizacja: Berea
Has thanked: 136 times
Been thanked: 125 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: pacyfik » 2026-05-31, 14:46

Dzięki za odpowiedzi.
Dla mnie intelektualnie śmierć bliskiej osoby jest zrozumiała.
Wszyscy ludzie umierają. Dziadkowie, rodzice, ja też umrę, moje dzieci. Dlaczego moja żona miałaby nie umrzeć?

Na Ziemi umiera średnio około 2 ludzi w każdej sekundzie (dokładniej statystyki podają wartość około 1,9 do 2,02 zgonów na sekundę).
​Gdy spojrzymy na to w szerszej perspektywie czasowej, liczby te rozkładają się następująco:
​Co sekundę: ~2 osoby
​Co minutę: ~115 - 120 osób
​Co godzinę: ~7 300 - 7 500 osób
​Każdego dnia: ~174 000 - 180 000 osób
​Rocznie: ~63 - 65 milionów ludzi

Może przez to, że żyjąc w rodzinach mało licznych bardzo rzadko obcujemy ze śmiercią. Nie jesteśmy do niej "przyzwyczajeni" - o ile w ogóle można tu mówić o przyzwyczajeniu.

Ale żyjemy w małżeństwie załóżmy około 50 lat.
Dzień w dzień mieszkamy ze sobą, śpimy ze sobą, rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, martwimy się o siebie.
I nagle ta nasza żona wchodzi na ostatnią drogę życia. Wkracza w nieodwracalny proces umierania.

Intelektualnie, religijnie, duchowo jest mi to zjawisko znane.
Ale chyba chodzi mi bardziej niż o opowieść o zjawisku, o zderzenie się ze śmiercią najbliższej w personalnej relacji ja - ty.
W najbliższej osobie jesteśmy też my w jakiejś części.
Choćby przez to, że gdy chcemy jej zrobić przyjemność to "wchodzimy do jej umysłu" by odgadnąć co sprawi jej przyjemność.

I rozmyślam od jakiegoś czasu jak ja mogę przygotować się na to co nieuniknione?
Poszukiwacz perły Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.

Krystyna

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Krystyna » 2026-05-31, 15:29

Ale też jak jej pomóc się przygotować na ewentualną samotność. Jedno jest relatywnie pocieszające. I nie ma nic wspólnego z duchowością. Fatalne samopoczucie, pustka, poczucie bezsensu, a co najgorsze, dojmujące przekonanie, jak zresztą w każdej traumie, że taki stan ducha pozostanie nam na zawsze do końca - w pewnym stopniu czas uleczy,

mareta
Super gaduła
Super gaduła
Posty: 1386
Rejestracja: 16 gru 2025
Wyznanie: Katolicyzm
Has thanked: 195 times
Been thanked: 250 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: mareta » 2026-05-31, 18:08

Nie warto martwić się na zapas. Mówi się i ja w to wierzę, że Pan Bóg powołuje człowieka w najlepszym dla niego momencie. Ale i tak jest trudno.
„Nie lękaj się, bo ja jestem z tobą. Nie trwóż się, bom ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”

Awatar użytkownika
pacyfik
Gaduła
Gaduła
Posty: 837
Rejestracja: 23 lut 2026
Ostrzeżenia: 1
Lokalizacja: Berea
Has thanked: 136 times
Been thanked: 125 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: pacyfik » 2026-05-31, 18:10

mareta pisze: 2026-05-31, 18:08 Nie warto martwić się na zapas.
Wiem. Ale nie umiem.
Poszukiwacz perły Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.

Awatar użytkownika
Andej
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 28015
Rejestracja: 20 lis 2016
Been thanked: 5151 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Andej » 2026-05-31, 18:22

pacyfik pisze: 2026-05-31, 14:46 I rozmyślam od jakiegoś czasu jak ja mogę przygotować się na to co nieuniknione?
Jak? Po prostu przewartościowując niektóre pojęcia.
Przede wszystkim śmierć zacząć traktować jak dobro. Jako dar Boży. Jak furtkę do szczęścia.
Zastanowić się na tym czy ważniejsze jest dobre samopoczucie tego, kto pozostał przy życiu, czy też zbawienie zmarłego.
Żal po stracie jest zrozumiały, ale czyż nie ważniejsza wdzięczność Bogu za uszczęśliwienie tego, kto zmarł?
Ale jest tu pewien problem, a mianowicie, czy osoba pozostając w jakiś sposób przyczyniała się do wiary i podążania drogą zbawienia zmarłej osoby? Rachunek sumienia; czy własną postawą przyczyniało się do zbawienie osoby zmarłej? Czy przeciwnie? A może było się obojętnym?
Przygotowanie polega też na tym, aby już teraz, zawczasu, modlić się w intencji każdej osoby nam bliskiej. I nie tylko bliskiej. Modlić się w intencji wiary i zbawienia innych żyjących. To uspokaja sumienie. I pozwala otrzaskać się ze świadomością nieuniknionej śmierci.

Dodano po 5 minutach 17 sekundach:
mareta pisze: 2026-05-31, 18:08 Nie warto martwić się na zapas.
W ogóle nie martwić się. Tylko cieszyć się, że tak świat skonstruowany. Cieszyć się, że każdy zostanie wyzwolony.

A jednak. Mnie nieco dręczy kolejność. To, że to ja będę musiał odprowadzać innych. A nie oni mnie. Wolałbym zwinąć się jako pierwszy. I nie odczuwać kolejnych strat. Bo jednak żal, choć połączony z wdzięcznością za nieba, będzie odczuwalny. Jak każda strata. Zdaję sobie sprawę z tego, że to przejaw egoizmu. I głupio mi z tego powodu. Ale każdy jest po trosze egoistą.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.

Stanko
Biegły forumowicz
Biegły forumowicz
Posty: 1713
Rejestracja: 25 paź 2025
Wyznanie: Katolicyzm
Has thanked: 46 times
Been thanked: 187 times

Re: Śmierć najbliższych

Post autor: Stanko » 2026-06-01, 11:47

mareta pisze: 2026-05-31, 18:08 Nie warto martwić się na zapas. Mówi się i ja w to wierzę, że Pan Bóg powołuje człowieka w najlepszym dla niego momencie. Ale i tak jest trudno.
Mnie też kiedyś Pan Bóg zaczął chyba powoływać (tym wybuchem germańskiej "darowizny") i kiedy zacząłem odchodzić... w niebyt, nieprzytomny padłem na podłogę u nóg mamy, jakoś mnie odzyskano z ustnymi i nosowym płynotokiem oraz z przerażającym co jakiś czas przeżywaniem stresu po-traumatycznego (PTSD); c.d. tylko dla odpornych.
Ostatni nawrót miałem jakieś dziesięć lat temu. Umarł mój bliski szkolny kolega. Pogrzeb był bardzo tłumny. Na cmentarzu złożono trumnę na katafalku wyjątkowo wysokim (ponad ludzkimi głowami). Wpatrzony w trumnę... doznałem dawno nieprzeżywanej traumy, tak na stojąco.... Kiedy po jakimś czasie jakoś odzyskałem się, z przerażeniem widzę, że na cmentarzu nie ma... nikogo, a tylko ta trumna na wysokim katafalku!
Rozglądam się dokoła i sprawdzam własną przytomność: żyję, czy nie? Jednak żyję! Usiadłem na narożniku jednego grobowca, patrząc nadal na osamotnioną trumnę i długo rozmyślam: wyrzekłeś się życia rodzinnego (kolega był kapłanem); miałeś tylko przyjaciół, wielu przyjaciół, a kiedy położono cię na katafalku, nie ma nikogo, bo nawet grabarze poszli do miejscowej gospody, żeby się tam "odkazić' po dotykaniu się twojej trumny...
W końcu musiałem i ja odjechać, zostając na zawsze z widokiem kapłańskiej trumny na wysokim katafalku, na pustym cmentarzu...
Ostatnio zmieniony 2026-06-01, 11:58 przez Stanko, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Życie, śmierć, wieczność”