Śmierć najbliższych
- pacyfik
- Gaduła

- Posty: 837
- Rejestracja: 23 lut 2026
- Ostrzeżenia: 1
- Lokalizacja: Berea
- Has thanked: 136 times
- Been thanked: 125 times
Śmierć najbliższych
Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
Czy myślicie o tym?
Czy przygotowujecie się na to?
Bo to przecież nieuchronne. Każdy z nas musi się z tym zmierzyć.
Swojej śmierci jakoś się nie boję. Jedynie pod tym kątem, że zostawiam najbliższych. Że muszą cierpieć z powodu mojego umierania i śmierci a potem tęsknoty za mną.
Ale ufam Bogu.
Ale boję się sytuacji, że gdy będzie umierać moja ukochana to nie będę miał sił by powstrzymać łzy, by rozluźnić krtań na tyle by powiedzieć coś miłego, budującego, dobrego.
Nie będę miał sił by znieść świadomość, że ona cierpi.
Dodano po 1 minucie 21 sekundach:
Widzę że jest chyba bardziej odpowiedni dział. Proszę moderację o przeniesienie tam wątku
viewforum.php?f=14
Czy myślicie o tym?
Czy przygotowujecie się na to?
Bo to przecież nieuchronne. Każdy z nas musi się z tym zmierzyć.
Swojej śmierci jakoś się nie boję. Jedynie pod tym kątem, że zostawiam najbliższych. Że muszą cierpieć z powodu mojego umierania i śmierci a potem tęsknoty za mną.
Ale ufam Bogu.
Ale boję się sytuacji, że gdy będzie umierać moja ukochana to nie będę miał sił by powstrzymać łzy, by rozluźnić krtań na tyle by powiedzieć coś miłego, budującego, dobrego.
Nie będę miał sił by znieść świadomość, że ona cierpi.
Dodano po 1 minucie 21 sekundach:
Widzę że jest chyba bardziej odpowiedni dział. Proszę moderację o przeniesienie tam wątku
viewforum.php?f=14
Ostatnio zmieniony 2026-05-30, 16:18 przez pacyfik, łącznie zmieniany 4 razy.
Poszukiwacz perły ◆ Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
-
Stanko
- Biegły forumowicz

- Posty: 1713
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 46 times
- Been thanked: 187 times
Re: Śmierć najbliższych
A policzyłeś, z ilu innymi sprawami musimy się w życiu zmierzyć?
Ale nadto statystyka, jaką rejestruje przypuszczalną kolej zdarzeń, z którymi dziś, jutro i w następne dni musimy się zmierzyć, a nie okładać na późną starość, pomyślałeś?
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 28015
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 5151 times
Re: Śmierć najbliższych
Z wahaniem coś piszę, albowiem czekałem na przeniesienie wątku we właściwe miejsce. Nie chciałem utrudniać tej pracy kolejnym postem. Ale skoro nic się nie dzieje ...
Osobną kategorią są ci, którzy bardzo cierpią. Np. terminalnie chorzy ciepiący na ból raka. Na tych śmierć jesteśmy nie tylko gotowi, ale prosimy Boga, aby zakończył ich cierpienie. Aby jak najszybciej przyjął ich do Swojego Królestwa. Aby dał im zbawienie i zmartwychwstanie.
Gorzej ze zstępnymi. Nie potrafimy przygotować się na to, że oni nas wyprzedzą w drodze do nieba. Chcemy być pierwsi.
Głównym problemem jest wiara w zbawienie i w Miłosierdzie Boże. Ten kto ufa Bogu wie, że śmierć jest dobrem. Że śmierć jest wybawieniem i największym szczęściem. Zatem cieszy się z czyjejś śmierci wierząc, że osoba ta doznaje najwyższego szczęścia w obliczu Pana. Skoro życzymy im jak najlepiej, to życzymy im śmierci. I jesteśmy na to przygotowani. Odrzucamy swój egoizm, czyli pragnienie by wciąż byli oni z nami. Chcemy ich szczęścia, czyli zbawienia. A droga do zbawienia wiedzie przez śmierć. Rozumiemy to i akceptujemy.
Ad 2. Tak, myślimy. Myśl o śmierci własnej i naszych bliskich towarzyszy nam każdego dnia. Czekamy na nią. A jednak, z egoistycznych powodów modlimy się o szczęśliwy powrót, gdy wyjeżdżają, o zdrowie, gdy chorują. Bo nasze samolubstwo jest zaspokojone, gdy są oni szczęśliwi i w pobliżu nas.
Ad. 3. Oczywiście, że tak. Codziennie modlimy się w intencji ich zbawienia. W intencji ich wiary. I opieki Bożej.
Ad 4. A ja tęsknię do swojej śmierci i jej pragnę. I jednocześnie się jej boję. Bo wiem, żem nieprzygotowany. Bo nie potrafię się przygotować. I boję się tego, jak będę musiał zadośćuczynić w czyśćcu za wszystkie moje przewiny. Tego się boję.
Nie boję się o najbliższych. Wierzą, więc się ucieszą. Zapewne poczują stratę. Ale rozumnie i z wiarą uznają, że już szczęśliwy. I zamiast martwić się czy rozpaczać, po prostu modlić się będą w intencji mojego zbawienia.
Ale cierpienie w powodu umierania jest zrozumiałe. To muszą przeżyć. Mam nadzieję, że w modlitwie. I wierze w Opatrzność Bożą.
Ad 5. Rzeczywiście z powodu mojego samolubstwa boję się towarzyszeniu komuś w umieraniu. Zwłaszcza w umieraniu w wielkim bólu. Nie będę bać się słów, acz wiem, że będzie mi ich brak. Nie będę kłamać, że wyzdrowieje, że jeszcze wróci. Po prostu będę towarzyszyć. Trzymać za rękę. Być w pobliżu. Próbować ulżyć cierpieniu. I rozmawiać na wszelkie tematy, na które będzie chciała ta osoba rozmawiać. Jeśli będzie mogła i chciała. Jeśli niej, to to tylko będę przy. Będą brać za dłoń. Podawać leki, picie. Może karmić. Myć. Po prostu posługiwać. I prosić o wybawienie z cierpienia.
-=-=-=-=-=-=-
Nie wiem czemu w umysłach ludzi tkwi jakieś przeświadczenie, że śmierć jest złem. Nie wiem, dlaczego ludzie tak panicznie boją się śmierci, że boją się o niej rozmawiać. Skąd bierze się ten pęd do życia? A śmierć jest miła i przyjemna, choć poprzedza ją trudne umieranie.
Ad 1. I tak i nie. Jeśli chodzi o wstępnych, zwłaszcza tych podeszłym wieku realnie liczymy się z ich odejściem. I powoli przygotowujemy się na ich śmierć.pacyfik pisze: ↑2026-05-30, 16:06 1. Czy jesteście gotowi na śmierć swoich najbliższych?
2. Czy myślicie o tym?
3. Czy przygotowujecie się na to?
4. Swojej śmierci jakoś się nie boję. Jedynie pod tym kątem, że zostawiam najbliższych. Że muszą cierpieć z powodu mojego umierania i śmierci a potem tęsknoty za mną.
5. Ale boję się sytuacji, że gdy będzie umierać moja ukochana to nie będę miał sił by powstrzymać łzy, by rozluźnić krtań na tyle by powiedzieć coś miłego, budującego, dobrego. Nie będę miał sił by znieść świadomość, że ona cierpi.
Osobną kategorią są ci, którzy bardzo cierpią. Np. terminalnie chorzy ciepiący na ból raka. Na tych śmierć jesteśmy nie tylko gotowi, ale prosimy Boga, aby zakończył ich cierpienie. Aby jak najszybciej przyjął ich do Swojego Królestwa. Aby dał im zbawienie i zmartwychwstanie.
Gorzej ze zstępnymi. Nie potrafimy przygotować się na to, że oni nas wyprzedzą w drodze do nieba. Chcemy być pierwsi.
Głównym problemem jest wiara w zbawienie i w Miłosierdzie Boże. Ten kto ufa Bogu wie, że śmierć jest dobrem. Że śmierć jest wybawieniem i największym szczęściem. Zatem cieszy się z czyjejś śmierci wierząc, że osoba ta doznaje najwyższego szczęścia w obliczu Pana. Skoro życzymy im jak najlepiej, to życzymy im śmierci. I jesteśmy na to przygotowani. Odrzucamy swój egoizm, czyli pragnienie by wciąż byli oni z nami. Chcemy ich szczęścia, czyli zbawienia. A droga do zbawienia wiedzie przez śmierć. Rozumiemy to i akceptujemy.
Ad 2. Tak, myślimy. Myśl o śmierci własnej i naszych bliskich towarzyszy nam każdego dnia. Czekamy na nią. A jednak, z egoistycznych powodów modlimy się o szczęśliwy powrót, gdy wyjeżdżają, o zdrowie, gdy chorują. Bo nasze samolubstwo jest zaspokojone, gdy są oni szczęśliwi i w pobliżu nas.
Ad. 3. Oczywiście, że tak. Codziennie modlimy się w intencji ich zbawienia. W intencji ich wiary. I opieki Bożej.
Ad 4. A ja tęsknię do swojej śmierci i jej pragnę. I jednocześnie się jej boję. Bo wiem, żem nieprzygotowany. Bo nie potrafię się przygotować. I boję się tego, jak będę musiał zadośćuczynić w czyśćcu za wszystkie moje przewiny. Tego się boję.
Nie boję się o najbliższych. Wierzą, więc się ucieszą. Zapewne poczują stratę. Ale rozumnie i z wiarą uznają, że już szczęśliwy. I zamiast martwić się czy rozpaczać, po prostu modlić się będą w intencji mojego zbawienia.
Ale cierpienie w powodu umierania jest zrozumiałe. To muszą przeżyć. Mam nadzieję, że w modlitwie. I wierze w Opatrzność Bożą.
Ad 5. Rzeczywiście z powodu mojego samolubstwa boję się towarzyszeniu komuś w umieraniu. Zwłaszcza w umieraniu w wielkim bólu. Nie będę bać się słów, acz wiem, że będzie mi ich brak. Nie będę kłamać, że wyzdrowieje, że jeszcze wróci. Po prostu będę towarzyszyć. Trzymać za rękę. Być w pobliżu. Próbować ulżyć cierpieniu. I rozmawiać na wszelkie tematy, na które będzie chciała ta osoba rozmawiać. Jeśli będzie mogła i chciała. Jeśli niej, to to tylko będę przy. Będą brać za dłoń. Podawać leki, picie. Może karmić. Myć. Po prostu posługiwać. I prosić o wybawienie z cierpienia.
-=-=-=-=-=-=-
Nie wiem czemu w umysłach ludzi tkwi jakieś przeświadczenie, że śmierć jest złem. Nie wiem, dlaczego ludzie tak panicznie boją się śmierci, że boją się o niej rozmawiać. Skąd bierze się ten pęd do życia? A śmierć jest miła i przyjemna, choć poprzedza ją trudne umieranie.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
- abi
- Złoty mówca

- Posty: 8487
- Rejestracja: 3 mar 2021
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 1259 times
- Been thanked: 2121 times
Re: Śmierć najbliższych
nie wiem czy o to chodziło ale w lecie idę sobie zarezerwować miejsce na cmentarzu
דַּיֵּנוּ
- AdamS.
- Elitarny komentator

- Posty: 3788
- Rejestracja: 4 lis 2021
- Lokalizacja: Górskie pustkowia
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Has thanked: 1455 times
- Been thanked: 1743 times
Re: Śmierć najbliższych
Zawsze pozostaje bolesna wyrwa po każdej bliskiej osobie. Jednak gdy nie wiążemy prawdziwego życia z ciałem, zaczynamy patrzeć na śmierć jak na podróż. Tylu już odjechało z tego peronu wcześniejszymi pociągami. My pojedziemy za nimi. A że w oddzielnym pociągu? Tęsknota sprawi, że radość spotkania będzie jeszcze większa.
-
Abstract
- Elitarny komentator

- Posty: 3327
- Rejestracja: 27 cze 2021
- Has thanked: 211 times
- Been thanked: 592 times
Re: Śmierć najbliższych
Na śmierć bliskich nie da się do końca przygotować. Symulacja vs rzeczywistość. Dar woli życia pochodzi od Boga. Jest to jedno z trudniejszych doświadczeń. Mamy przykład Jezusa i Łazarza.
- pacyfik
- Gaduła

- Posty: 837
- Rejestracja: 23 lut 2026
- Ostrzeżenia: 1
- Lokalizacja: Berea
- Has thanked: 136 times
- Been thanked: 125 times
Re: Śmierć najbliższych
Dzięki za odpowiedzi.
Dla mnie intelektualnie śmierć bliskiej osoby jest zrozumiała.
Wszyscy ludzie umierają. Dziadkowie, rodzice, ja też umrę, moje dzieci. Dlaczego moja żona miałaby nie umrzeć?
Na Ziemi umiera średnio około 2 ludzi w każdej sekundzie (dokładniej statystyki podają wartość około 1,9 do 2,02 zgonów na sekundę).
Gdy spojrzymy na to w szerszej perspektywie czasowej, liczby te rozkładają się następująco:
Co sekundę: ~2 osoby
Co minutę: ~115 - 120 osób
Co godzinę: ~7 300 - 7 500 osób
Każdego dnia: ~174 000 - 180 000 osób
Rocznie: ~63 - 65 milionów ludzi
Może przez to, że żyjąc w rodzinach mało licznych bardzo rzadko obcujemy ze śmiercią. Nie jesteśmy do niej "przyzwyczajeni" - o ile w ogóle można tu mówić o przyzwyczajeniu.
Ale żyjemy w małżeństwie załóżmy około 50 lat.
Dzień w dzień mieszkamy ze sobą, śpimy ze sobą, rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, martwimy się o siebie.
I nagle ta nasza żona wchodzi na ostatnią drogę życia. Wkracza w nieodwracalny proces umierania.
Intelektualnie, religijnie, duchowo jest mi to zjawisko znane.
Ale chyba chodzi mi bardziej niż o opowieść o zjawisku, o zderzenie się ze śmiercią najbliższej w personalnej relacji ja - ty.
W najbliższej osobie jesteśmy też my w jakiejś części.
Choćby przez to, że gdy chcemy jej zrobić przyjemność to "wchodzimy do jej umysłu" by odgadnąć co sprawi jej przyjemność.
I rozmyślam od jakiegoś czasu jak ja mogę przygotować się na to co nieuniknione?
Dla mnie intelektualnie śmierć bliskiej osoby jest zrozumiała.
Wszyscy ludzie umierają. Dziadkowie, rodzice, ja też umrę, moje dzieci. Dlaczego moja żona miałaby nie umrzeć?
Na Ziemi umiera średnio około 2 ludzi w każdej sekundzie (dokładniej statystyki podają wartość około 1,9 do 2,02 zgonów na sekundę).
Gdy spojrzymy na to w szerszej perspektywie czasowej, liczby te rozkładają się następująco:
Co sekundę: ~2 osoby
Co minutę: ~115 - 120 osób
Co godzinę: ~7 300 - 7 500 osób
Każdego dnia: ~174 000 - 180 000 osób
Rocznie: ~63 - 65 milionów ludzi
Może przez to, że żyjąc w rodzinach mało licznych bardzo rzadko obcujemy ze śmiercią. Nie jesteśmy do niej "przyzwyczajeni" - o ile w ogóle można tu mówić o przyzwyczajeniu.
Ale żyjemy w małżeństwie załóżmy około 50 lat.
Dzień w dzień mieszkamy ze sobą, śpimy ze sobą, rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, martwimy się o siebie.
I nagle ta nasza żona wchodzi na ostatnią drogę życia. Wkracza w nieodwracalny proces umierania.
Intelektualnie, religijnie, duchowo jest mi to zjawisko znane.
Ale chyba chodzi mi bardziej niż o opowieść o zjawisku, o zderzenie się ze śmiercią najbliższej w personalnej relacji ja - ty.
W najbliższej osobie jesteśmy też my w jakiejś części.
Choćby przez to, że gdy chcemy jej zrobić przyjemność to "wchodzimy do jej umysłu" by odgadnąć co sprawi jej przyjemność.
I rozmyślam od jakiegoś czasu jak ja mogę przygotować się na to co nieuniknione?
Poszukiwacz perły ◆ Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
-
Krystyna
Re: Śmierć najbliższych
Ale też jak jej pomóc się przygotować na ewentualną samotność. Jedno jest relatywnie pocieszające. I nie ma nic wspólnego z duchowością. Fatalne samopoczucie, pustka, poczucie bezsensu, a co najgorsze, dojmujące przekonanie, jak zresztą w każdej traumie, że taki stan ducha pozostanie nam na zawsze do końca - w pewnym stopniu czas uleczy,
-
mareta
- Super gaduła

- Posty: 1386
- Rejestracja: 16 gru 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 195 times
- Been thanked: 250 times
Re: Śmierć najbliższych
Nie warto martwić się na zapas. Mówi się i ja w to wierzę, że Pan Bóg powołuje człowieka w najlepszym dla niego momencie. Ale i tak jest trudno.
„Nie lękaj się, bo ja jestem z tobą. Nie trwóż się, bom ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”
- pacyfik
- Gaduła

- Posty: 837
- Rejestracja: 23 lut 2026
- Ostrzeżenia: 1
- Lokalizacja: Berea
- Has thanked: 136 times
- Been thanked: 125 times
Re: Śmierć najbliższych
Poszukiwacz perły ◆ Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
- Andej
- Legendarny komentator

- Posty: 28015
- Rejestracja: 20 lis 2016
- Been thanked: 5151 times
Re: Śmierć najbliższych
Jak? Po prostu przewartościowując niektóre pojęcia.
Przede wszystkim śmierć zacząć traktować jak dobro. Jako dar Boży. Jak furtkę do szczęścia.
Zastanowić się na tym czy ważniejsze jest dobre samopoczucie tego, kto pozostał przy życiu, czy też zbawienie zmarłego.
Żal po stracie jest zrozumiały, ale czyż nie ważniejsza wdzięczność Bogu za uszczęśliwienie tego, kto zmarł?
Ale jest tu pewien problem, a mianowicie, czy osoba pozostając w jakiś sposób przyczyniała się do wiary i podążania drogą zbawienia zmarłej osoby? Rachunek sumienia; czy własną postawą przyczyniało się do zbawienie osoby zmarłej? Czy przeciwnie? A może było się obojętnym?
Przygotowanie polega też na tym, aby już teraz, zawczasu, modlić się w intencji każdej osoby nam bliskiej. I nie tylko bliskiej. Modlić się w intencji wiary i zbawienia innych żyjących. To uspokaja sumienie. I pozwala otrzaskać się ze świadomością nieuniknionej śmierci.
Dodano po 5 minutach 17 sekundach:
W ogóle nie martwić się. Tylko cieszyć się, że tak świat skonstruowany. Cieszyć się, że każdy zostanie wyzwolony.
A jednak. Mnie nieco dręczy kolejność. To, że to ja będę musiał odprowadzać innych. A nie oni mnie. Wolałbym zwinąć się jako pierwszy. I nie odczuwać kolejnych strat. Bo jednak żal, choć połączony z wdzięcznością za nieba, będzie odczuwalny. Jak każda strata. Zdaję sobie sprawę z tego, że to przejaw egoizmu. I głupio mi z tego powodu. Ale każdy jest po trosze egoistą.
Wszystko co piszę jest moim subiektywnym poglądem. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu Kościoła. Moje wypowiedzi nie są autoryzowane przez Kościół.
-
Stanko
- Biegły forumowicz

- Posty: 1713
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 46 times
- Been thanked: 187 times
Re: Śmierć najbliższych
Mnie też kiedyś Pan Bóg zaczął chyba powoływać (tym wybuchem germańskiej "darowizny") i kiedy zacząłem odchodzić... w niebyt, nieprzytomny padłem na podłogę u nóg mamy, jakoś mnie odzyskano z ustnymi i nosowym płynotokiem oraz z przerażającym co jakiś czas przeżywaniem stresu po-traumatycznego (PTSD); c.d. tylko dla odpornych.
Ostatni nawrót miałem jakieś dziesięć lat temu. Umarł mój bliski szkolny kolega. Pogrzeb był bardzo tłumny. Na cmentarzu złożono trumnę na katafalku wyjątkowo wysokim (ponad ludzkimi głowami). Wpatrzony w trumnę... doznałem dawno nieprzeżywanej traumy, tak na stojąco.... Kiedy po jakimś czasie jakoś odzyskałem się, z przerażeniem widzę, że na cmentarzu nie ma... nikogo, a tylko ta trumna na wysokim katafalku!
Rozglądam się dokoła i sprawdzam własną przytomność: żyję, czy nie? Jednak żyję! Usiadłem na narożniku jednego grobowca, patrząc nadal na osamotnioną trumnę i długo rozmyślam: wyrzekłeś się życia rodzinnego (kolega był kapłanem); miałeś tylko przyjaciół, wielu przyjaciół, a kiedy położono cię na katafalku, nie ma nikogo, bo nawet grabarze poszli do miejscowej gospody, żeby się tam "odkazić' po dotykaniu się twojej trumny...
W końcu musiałem i ja odjechać, zostając na zawsze z widokiem kapłańskiej trumny na wysokim katafalku, na pustym cmentarzu...
Ostatnio zmieniony 2026-06-01, 11:58 przez Stanko, łącznie zmieniany 1 raz.
