Ale po co te pół tysiąca parlamentarzystów, skoro decydentami są tylko przywódcy partyjni, wyznaczający innym dyscyplinę głosowania? Wystarczyło by więc te 5-10 osób. Po co inni, skoro nie wolno im głosować po swojemu? Po co ta demagogia i obłuda demokracji parlamentarnej?
Terra incognita
-
Stanko
- Zasłużony komentator

- Posty: 2065
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 52 times
- Been thanked: 222 times
Re: Terra incognita
- pacyfik
- Super gaduła

- Posty: 1209
- Rejestracja: 23 lut 2026
- Lokalizacja: Berea
- Has thanked: 218 times
- Been thanked: 209 times
Re: Terra incognita
Ale zanim dojdzie do głosowania to wewnątrz partii ma miejsce dyskusja, wypracowanie stanowiska, przedyskutowywanie go itd itp.Stanko pisze: ↑2026-08-03, 05:42Ale po co te pół tysiąca parlamentarzystów, skoro decydentami są tylko przywódcy partyjni, wyznaczający innym dyscyplinę głosowania? Wystarczyło by więc te 5-10 osób. Po co inni, skoro nie wolno im głosować po swojemu? Po co ta demagogia i obłuda demokracji parlamentarnej?
Tę samą uwagę można mieć do tego czy system partyjny nie powinien być bardziej proporcjonalny i bez progów.
Ale to jak wiemy z historii prowadzi do rozdrobnienia partii i paraliżowania procesów decyzyjnych.
Wracając do dyscypliny. Przecież można się przecież z niej wyłamać i chyba niektórzy posłowie to stosują.
Jest to po prostu narzędzie do sprawnego i skutecznego poruszania się w realiach obecnego systemu.
Ułatwia albo wręcz umożliwia to planowanie.
Takie myśli przychodzą mi do głowy.
Ostatnio zmieniony 2026-08-03, 09:05 przez pacyfik, łącznie zmieniany 1 raz.
Poszukiwacz perły ◆ Berejczyk
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
"bo u Ciebie jest źródło życia"Ps 36,10🕯
Prawda zwycięża • Pravda vítězí — Jan Hus
Analiza treści, wolność pytań, swoboda poszukiwań.
-
Stanko
- Zasłużony komentator

- Posty: 2065
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 52 times
- Been thanked: 222 times
Re: Terra incognita
Za wyłamanie się nieraz są stosowane wysokie kary, łącznie z zawieszeniem członkostwapacyfik pisze: ↑2026-08-03, 09:03Ale zanim dojdzie do głosowania to wewnątrz partii ma miejsce dyskusja, wypracowanie stanowiska, przedyskutowywanie go itd itp.Stanko pisze: ↑2026-08-03, 05:42Ale po co te pół tysiąca parlamentarzystów, skoro decydentami są tylko przywódcy partyjni, wyznaczający innym dyscyplinę głosowania? Wystarczyło by więc te 5-10 osób. Po co inni, skoro nie wolno im głosować po swojemu? Po co ta demagogia i obłuda demokracji parlamentarnej?
Tę samą uwagę można mieć do tego czy system partyjny nie powinien być bardziej proporcjonalny i bez progów.
Ale to jak wiemy z historii prowadzi do rozdrobnienia partii i paraliżowania procesów decyzyjnych.
Wracając do dyscypliny. Przecież można się przecież z niej wyłamać i chyba niektórzy posłowie to stosują.
- Stefan
- Bywalec

- Posty: 120
- Rejestracja: 13 cze 2026
- Ostrzeżenia: 1
- Wyznanie: Chrześcijanin
- Been thanked: 25 times
Re: Terra incognita
Państwo i religia
Czy państwo i religia mogą ze sobą współistnieć? Z punktu widzenia instytucji państwowej – jak najbardziej. Stany Zjednoczone są dobrym przykładem kraju, któremu udało się zjednoczyć w jeden naród ludzi wyznających setki różnych religii. W tym wieloetnicznym państwie nigdy nie doszło do wojen religijnych na taką skalę, jak miało to miejsce w Europie.
Jak to osiągnięto? Kluczową rolę odegrało wprowadzenie demokracji w pełnym tego słowa znaczeniu. W Stanach Zjednoczonych państwo nie faworyzuje żadnej religii, ale też nie ogranicza prawa do wyznawania jakiejkolwiek z nich. Z tego powodu w szkołach publicznych nie prowadzi się nauczania religii jako przedmiotu wyznaniowego.
Oczywiście zdarzają się przypadki powstawania sekt lub organizacji religijnych, których działalność narusza porządek konstytucyjny lub obowiązujące prawo. Dopiero w takich sytuacjach interweniują organy państwa.
Wiara chrześcijańska jasno określa stosunek swoich wyznawców do państwa, niezależnie od jego ustroju. Świadczą o tym słowa św. Pawła:
„Każdy niech będzie poddany władzom sprawującym rządy. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które istnieją, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc sprzeciwia się władzy, sprzeciwia się postanowieniu Bożemu.” (Rz 13:1–2)
Również słowa Jezusa są często przywoływane w tym kontekście:
„Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.” (Mt 22:21)
Warto zauważyć, że ta zasada ma charakter uniwersalny i obowiązuje niezależnie od ustroju społecznego czy politycznego państwa. Została bowiem sformułowana przez Jezusa w czasach rzymskiej okupacji Judei, a więc w realiach obcego panowania i władzy dalekiej od ideału.
W konsekwencji wielu chrześcijan uznawało, że obowiązek posłuszeństwa wobec władzy obejmuje również rządy dyktatorów, takich jak Stalin czy Hitler. W okresie III Rzeszy zdarzało się, że duchowni publicznie posługiwali się pozdrowieniem „Heil Hitler” zamiast tradycyjnego „Szczęść Boże”, co potwierdzają zachowane fotografie i inne źródła historyczne.
Przekonanie o konieczności posłuszeństwa wobec państwa sprawiało również, że wielu chrześcijan bez sprzeciwu wstępowało do armii i brało udział w wojnie, nierzadko walcząc i zabijając ludzi wyznających tę samą wiarę.
Sam Kościół katolicki również przez wieki mierzył się z napięciem między przykazaniem „Nie zabijaj” a praktycznym stosunkiem do wojny i przemocy. W średniowieczu wykształciła się koncepcja tzw. wojny sprawiedliwej, której celem było określenie warunków, w jakich użycie siły mogło zostać uznane za moralnie dopuszczalne. Teoria ta, rozwijana m.in. przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, zakładała, że wojna może być usprawiedliwiona jedynie w wyjątkowych okolicznościach, takich jak obrona przed agresją, ochrona niewinnych czy przywrócenie naruszonego porządku.
W praktyce jednak zasady te bywały interpretowane w sposób bardzo szeroki i często służyły uzasadnianiu działań politycznych oraz militarnych prowadzonych przez władców świeckich i instytucje kościelne. Przykładem są konflikty prowadzone przez Państwo Kościelne, które od średniowiecza posiadało własne terytoria i armię, a w dążeniu do ich powiększenia uczestniczyło w licznych wojnach z sąsiednimi państwami i lokalnymi władcami.
Podobne kontrowersje budzą wyprawy krzyżowe, które Kościół przedstawiał jako działania religijnie uzasadnione, mające m.in. na celu odzyskanie miejsc świętych oraz obronę chrześcijan na Wschodzie. W ich trakcie dochodziło jednak również do licznych aktów przemocy wobec ludności cywilnej - w tym chrześcijańskiej, masakr i grabieży, co stało się przedmiotem krytyki zarówno współczesnych, jak i późniejszych historyków.
Historia koncepcji wojny sprawiedliwej pokazuje więc złożony problem relacji między zasadami religijnymi a praktyką polityczną. Z jednej strony miała ona ograniczać przemoc i narzucać moralne ramy prowadzenia konfliktów, z drugiej zaś bywała wykorzystywana do legitymizowania działań wojennych, które z dzisiejszej perspektywy budzą poważne wątpliwości etyczne.
W końcu cywilizacja świecka odniosła zwycięstwo nad hipokryzją Kościoła i nastał względny pokój pomiędzy tymi dwoma porządkami. Jednak, jak zauważyli moi koledzy, nie udało się całkowicie wyeliminować konfliktów, które jedynie zmieniły swoją skalę i oblicze.
Nie morduje się i nie pali już Żydów, ale co najwyżej okłada kijami ich kukły. Do aktów agresji dochodzi także w przestrzeni publicznej - przykładem może być użycie gaśnicy w Sejmie do ugaszenia menory zapalonej z okazji święta Chanuki.
Owszem, Sejm nie jest świątynią. Tyle że nikt, kierując się podobnym rozumowaniem, nie zamachnął się młotkiem i nie strącił na posadzkę wiszącego w sali obrad krzyża.
Sprawiedliwość, jak dawniej, nadal podąża własnymi ścieżkami, a punkt widzenia — tak jak przed wiekami — często pozostaje zależny od punktu siedzenia.
Czy państwo i religia mogą ze sobą współistnieć? Z punktu widzenia instytucji państwowej – jak najbardziej. Stany Zjednoczone są dobrym przykładem kraju, któremu udało się zjednoczyć w jeden naród ludzi wyznających setki różnych religii. W tym wieloetnicznym państwie nigdy nie doszło do wojen religijnych na taką skalę, jak miało to miejsce w Europie.
Jak to osiągnięto? Kluczową rolę odegrało wprowadzenie demokracji w pełnym tego słowa znaczeniu. W Stanach Zjednoczonych państwo nie faworyzuje żadnej religii, ale też nie ogranicza prawa do wyznawania jakiejkolwiek z nich. Z tego powodu w szkołach publicznych nie prowadzi się nauczania religii jako przedmiotu wyznaniowego.
Oczywiście zdarzają się przypadki powstawania sekt lub organizacji religijnych, których działalność narusza porządek konstytucyjny lub obowiązujące prawo. Dopiero w takich sytuacjach interweniują organy państwa.
Wiara chrześcijańska jasno określa stosunek swoich wyznawców do państwa, niezależnie od jego ustroju. Świadczą o tym słowa św. Pawła:
„Każdy niech będzie poddany władzom sprawującym rządy. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które istnieją, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc sprzeciwia się władzy, sprzeciwia się postanowieniu Bożemu.” (Rz 13:1–2)
Również słowa Jezusa są często przywoływane w tym kontekście:
„Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.” (Mt 22:21)
Warto zauważyć, że ta zasada ma charakter uniwersalny i obowiązuje niezależnie od ustroju społecznego czy politycznego państwa. Została bowiem sformułowana przez Jezusa w czasach rzymskiej okupacji Judei, a więc w realiach obcego panowania i władzy dalekiej od ideału.
W konsekwencji wielu chrześcijan uznawało, że obowiązek posłuszeństwa wobec władzy obejmuje również rządy dyktatorów, takich jak Stalin czy Hitler. W okresie III Rzeszy zdarzało się, że duchowni publicznie posługiwali się pozdrowieniem „Heil Hitler” zamiast tradycyjnego „Szczęść Boże”, co potwierdzają zachowane fotografie i inne źródła historyczne.
Przekonanie o konieczności posłuszeństwa wobec państwa sprawiało również, że wielu chrześcijan bez sprzeciwu wstępowało do armii i brało udział w wojnie, nierzadko walcząc i zabijając ludzi wyznających tę samą wiarę.
Sam Kościół katolicki również przez wieki mierzył się z napięciem między przykazaniem „Nie zabijaj” a praktycznym stosunkiem do wojny i przemocy. W średniowieczu wykształciła się koncepcja tzw. wojny sprawiedliwej, której celem było określenie warunków, w jakich użycie siły mogło zostać uznane za moralnie dopuszczalne. Teoria ta, rozwijana m.in. przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, zakładała, że wojna może być usprawiedliwiona jedynie w wyjątkowych okolicznościach, takich jak obrona przed agresją, ochrona niewinnych czy przywrócenie naruszonego porządku.
W praktyce jednak zasady te bywały interpretowane w sposób bardzo szeroki i często służyły uzasadnianiu działań politycznych oraz militarnych prowadzonych przez władców świeckich i instytucje kościelne. Przykładem są konflikty prowadzone przez Państwo Kościelne, które od średniowiecza posiadało własne terytoria i armię, a w dążeniu do ich powiększenia uczestniczyło w licznych wojnach z sąsiednimi państwami i lokalnymi władcami.
Podobne kontrowersje budzą wyprawy krzyżowe, które Kościół przedstawiał jako działania religijnie uzasadnione, mające m.in. na celu odzyskanie miejsc świętych oraz obronę chrześcijan na Wschodzie. W ich trakcie dochodziło jednak również do licznych aktów przemocy wobec ludności cywilnej - w tym chrześcijańskiej, masakr i grabieży, co stało się przedmiotem krytyki zarówno współczesnych, jak i późniejszych historyków.
Historia koncepcji wojny sprawiedliwej pokazuje więc złożony problem relacji między zasadami religijnymi a praktyką polityczną. Z jednej strony miała ona ograniczać przemoc i narzucać moralne ramy prowadzenia konfliktów, z drugiej zaś bywała wykorzystywana do legitymizowania działań wojennych, które z dzisiejszej perspektywy budzą poważne wątpliwości etyczne.
W końcu cywilizacja świecka odniosła zwycięstwo nad hipokryzją Kościoła i nastał względny pokój pomiędzy tymi dwoma porządkami. Jednak, jak zauważyli moi koledzy, nie udało się całkowicie wyeliminować konfliktów, które jedynie zmieniły swoją skalę i oblicze.
Nie morduje się i nie pali już Żydów, ale co najwyżej okłada kijami ich kukły. Do aktów agresji dochodzi także w przestrzeni publicznej - przykładem może być użycie gaśnicy w Sejmie do ugaszenia menory zapalonej z okazji święta Chanuki.
Owszem, Sejm nie jest świątynią. Tyle że nikt, kierując się podobnym rozumowaniem, nie zamachnął się młotkiem i nie strącił na posadzkę wiszącego w sali obrad krzyża.
Sprawiedliwość, jak dawniej, nadal podąża własnymi ścieżkami, a punkt widzenia — tak jak przed wiekami — często pozostaje zależny od punktu siedzenia.
-
Stanko
- Zasłużony komentator

- Posty: 2065
- Rejestracja: 25 paź 2025
- Wyznanie: Katolicyzm
- Has thanked: 52 times
- Been thanked: 222 times
Re: Terra incognita
We wczesnych latach osiemdziesiątych czytałem w TP artykuł Rockefellera, czy jakiegoś innego bonzy z Loży, który za przykładem amerykańskim radził Europie chwycić się ich metody: tam wcześnie, żeby któraś religia albo któraś populacja nie dominowała i powodowała niepokoje oraz nie angażowała państwa w opanowywanie tych niepokojów, uprzywilejowała mniejszości tak religijne jak i etniczne tak, żeby powstała równowaga między grupami większościowymi i dotąd mniejszościowymi. Będą się wtedy wzajemnie kontrolować, żeby żadna z nich nie wychyliła głowy.Stefan pisze: ↑2026-08-04, 13:23 Państwo i religia
Czy państwo i religia mogą ze sobą współistnieć? Z punktu widzenia instytucji państwowej – jak najbardziej. Stany Zjednoczone są dobrym przykładem kraju, któremu udało się zjednoczyć w jeden naród ludzi wyznających setki różnych religii. W tym wieloetnicznym państwie nigdy nie doszło do wojen religijnych na taką skalę, jak miało to miejsce w Europie.
Jak to osiągnięto? Kluczową rolę odegrało wprowadzenie demokracji w pełnym tego słowa znaczeniu. W Stanach Zjednoczonych państwo nie faworyzuje żadnej religii, ale też nie ogranicza prawa do wyznawania jakiejkolwiek z nich. Z tego powodu w szkołach publicznych nie prowadzi się nauczania religii jako przedmiotu wyznaniowego.
Europa chyba jakoś posłuchała tej rady. Mniejszości bywają uprzywilejowane, jak np. mniejszościowy dotąd islam w Anglii lub inni migranci w krajach Europy, albo obrońcy ślimaków lub nietoperzy w Polsce, dopóki nie nastanie równowaga. Nie dotyczy to najsilniejszych w Europie, np. Niemiec i lewicy, bo komuś, właśnie im ta równowaga ma służyć, jak dla protestantyzmu równowaga w Ameryce - do niedawna.
Ostatnio zmieniony 2026-08-04, 14:00 przez Stanko, łącznie zmieniany 1 raz.