Wypowiem się na podstawie tego, co czytałam w Internecie na ten temat. Nie mam fachowej wiedzy, więc mogą pojawić się błędy, ale na potrzeby tego wątku chyba warto to rozpisać, bo widzę w niektórych postach mylne założenia.
Nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem to zjawisko, ale z tego, co wiem, psychopatia jest powiązana z tzw. antyspołecznym zaburzeniem osobowości. Niektórzy uważają, że to synonimy i że "antyspołeczne zaburzenie osobowości" to po prostu prawidłowe specjalistyczne nazewnictwo. Psychopatia chyba nie jest terminem ściśle medycznym (w przeciwieństwie do antyspołecznego zaburzenia osobowości, które stanowi jednostkę w ICD-10). Nie wiem, czy każda osoba z antyspołecznym zaburzeniem spełnia kryteria psychopatii (możliwe, że nie, może psychopatia to raczej pewien podtyp), ale każdy psychopata ma zaburzenie osobowości antyspołecznej.
Andy72 pisze: ↑2026-08-04, 12:26
czy tez my swoimi wyborami możemy zmierzać w stronę psychopatii
Nie, to niemożliwe. Antyspołeczne zaburzenie osobowości powstaje we wczesnym dzieciństwie, tak samo jak inne zaburzenia osobowości. Diagnozuje się je raczej dopiero po 18 roku życia z tego względu, że u osób młodszych łatwiej o błędną diagnozę (osobowość się jeszcze rozwija). Nie da się zdiagnozować tego po samym tylko zachowaniu, bo kluczowy jest sposób odczuwania i postrzegania świata. Osoby z tym zaburzeniem mają duże problemy z empatią, przeżywaniem niektórych emocji (np. trudno im odczuwać poczucie winy). Wykazują zachowania destrukcyjne dla otoczenia (czyli właśnie antyspołeczne) oraz trudności z kontrolą impulsów. To jedna z najtrudniejszych diagnoz psychiatrycznych.
W zaburzeniu antyspołecznym kluczowe są stałe deficyty emocjonalne, czyli to, że brakuje zdolności do przeżywania niektórych uczuć czy emocji. W dużej mierze mogą powodować to skłonności wrodzone, ale inną z przyczyn jest doświadczenie traumy we wczesnym dzieciństwie. Chyba największe prawdopodobieństwo rozwoju tego zaburzenia jest wtedy, gdy te czynniki zaistnieją jednocześnie.
Gdy poczytacie różne artykuły, to można stracić nadzieję, ale praktyka bywa chyba trochę inna niż teoria. Czytałam na forach wypowiedzi osób, które przyznawały się do tego zaburzenia i niektórzy rozwinęli z czasem empatię na poziomie racjonalnym i nauczyli się nią kierować tak, by nie krzywdzić innych. Dla jednej z tych osób byłam wręcz pełna podziwu. Być empatycznym wtedy, gdy nie potrafi się współczuć emocjonalnie, to chyba najwyższa forma empatii.
Odkąd umiłowałam Boga całą istotą swoją, całą mocą swego serca, od tej chwili ustąpiła bojaźń, i chociażby mi nie wiem już jak mówiono o Jego sprawiedliwości, to nie lękam się Go wcale, bo poznałam Go dobrze: Bóg jest Miłość a Duch Jego- jest spokój"