Osobiście mam takie trochę dziwaczne zdanie. W moralności polskiej i europejskiej niewiele się zmieniło: skończyła się dyscyplina społeczna, moralność się rozluźniła. Na to nałożyła się "moralność" telewizji hollywodskiej, która w katach sześćdziesiątych XX wieku wraz z telewizorami wstąpiła w nasze mieszkania. Odtąd zbrodnie, przemoc i wszelkiego rodzaju rozwiązłość seksualna codziennie bywa w naszych mieszkaniach i rozluźnia nas moralnie.AdamS. pisze: ↑2026-08-05, 09:19Szczerze współczuję. To musi być dla Ciebie strasznie męczące...
Wracając zaś do kwestii lenistwa i duchowego letargu, chciałbym jeszcze dodać, że w mojej ocenie przyczyną całego kryzysu chrześcijaństwa jest właśnie zrutynizowanie naszej drogi duchowej. Rutyna sama w sobie nie jest zła. Ona pozwala nam działać na autopilocie w sytuacjach, gdy mamy ważne rzeczy do zrobienia. Gorzej gdy ten autopilot włącza się w życiu duchowym. Odłącza nas to wtedy od relacji osobistej z Chrystusem. Wystarczy wypowiadanie słów, wykonywanie gestów, spełnianie warunków... Czujemy się usprawiedliwieni, ale nie jesteśmy już w stanie porwać za sobą innych, bo to już nie jest żywe świadectwo.
Osobiście zluzowałem trochę z ocen moralności w społeczeństwie także pod wpływem poznania badań psychologii i psychiatrii, które wskazują na kompulsywny wpływ niektórych schorzenień oraz niektórych medykamentów często zapisywanych w psychiatrii.
Dużo mi mówi statystyka skuteczności zapisywanych w psychiatrii leków dopaminergicznych. Statystyka podaje 18 procentowy wzrost hiperseksualności, alkoholizmu, narkomanii lub hazadomanii pod wpływem takich leków (dla niektórych pacjentów zupełnie koniecznych).
W literaturze schorzenia ADHD podaje się przykład pewnego paryżanina, który dopuścił się kilkudziesięciu przestępstw wobec dzieci, kobiet i mężczyzn oraz w hazardzie od czasu; w sądzie groziło mu nawet dożywocie, ale w wyroku dostał... miliony euro odszkodowanie od medycyny, gdy badania wykazały destrukcyjny wpływ zażywanych leków na jego postawy i przebieg życia.
I co dalej? Lekarze nadal nie bardzo o tym wiedzą i nadal przepisują leki z tej grupy, nawet tam, gdzie już są inne , mniej w tym zakresie szkodliwe zastępniki. Myślę, że zapisywane są one chorym w zakresie około 5-8 procent społeczeństwa.


