Cześć wszystkim ponownie
Myślę, że może warto zabrać głos i spróbować nieco naprostować różne opinie niemające wiele wspólnego z rzeczywistością. Zwłaszcza, że 1. jestem ŚJ i 2. od kilku lat - niestety lub stety - mam dużo do czynienia ze środowiskiem medycznym.
Od kilku tygodni odkąd osoby niebędące ŚJ zaczęły komentować ostatnie zmiany, zauważam stale powtarzające się błędne założenia. Oto cztery z nich:
1) Błędnie zakłada się, że Ciało Kierownicze ŚJ stwierdziło, że "Bóg zmienił zdanie na temat głównych składników krwi". Żadne tego typu stwierdzenie nie padło ani w materiale wideo, w którym poinformowano o zmianie stanowiska w tej kwestii, ani w tych zapowiedzianych "tajnych listach". I nie padnie w przyszłości w Strażnicy, bo - i to akurat wybrzmiewa z tych ogłoszeń - Bóg nie zmienił swojego poglądu na krew, ani na jej główne składniki. Po prostu ta druga kwestia nie jest bezpośrednio wyrażona w Jego Słowie. Po przeanalizowaniu tego zagadnienia stwierdzono, że należy ściślej trzymać się stanowiska biblijnego i zostawić tę sprawę osobistej odpowiedzialności poszczególnych wiernych. W skrócie: Jeśli na podstawie tego, co wiesz o wyrażonym w Biblii Bożym poglądzie na krew zgodziłbyś się wykorzystać w celach medycznych któryś z jej głównych składników i potrafiłbyś to tak uargumentować Bogu, że twoje sumienie pozostanie czyste, to jest to sprawa wyłącznie między tobą a Nim. Co ważne, i o tym chyba nikt "z zewnątrz" nie wspomina, zmiana ta nadeszła, kiedy to od kilku lat w nauczaniu ŚJ zauważa się wyraźnie większy nacisk na znaczenie Bożego miłosierdzia. Chyba byście to nazwali "rozwojem nauki o miłosierdziu Boga".
2) Wyraźnie dominująca jest błędna retoryka, że skoro "wolno", to teraz wszyscy będą mieli identyczny pogląd i będą się zgadzać na przetaczanie głównych składników krwi. I że te wszystkie "ofiary" (wrócimy do tego) z przeszłości, na pewno w obliczu zagrożenia życia skorzystałyby z takiej opcji, gdyby wówczas nauczanie ŚJ ją dopuszczało. To nie jest tak, że wolno albo nie wolno. Musisz sam wcześniej rozważyć czy twoje sumienie na to pozwoli. Znam osobiście osoby, dla których wciąż przyjęcie jakiegoś składnika krwi jest nieakceptowalne. Znam takie, które już wcześniej nie zgadzały się nawet na mniejsze frakcje krwi, przecież również pozostawione sumieniu. I zakładam, że podobnie rzecz by się miała z wieloma osobami, które stawały przed tym wyborem w przeszłości. ŚJ to jako całość bardzo poinformowana grupa, której członkowie mają wykształcony odruch analizowania, jak dana decyzja wpłynie na ich relację z Bogiem.
3) Sporo osób wyłącza logikę, pisząc lub mówiąc o "tysiącach ofiar" wcześniejszego zrozumienia tej kwestii. Po pierwsze, patrz punkt wyżej. Po drugie, nieprecyzyjne wyrażenie sformułowane tak, by narysować obraz ŚJ masowo trafiających do szpitala w stanie, gdzie faktycznie jedyną opcją przeżycia jest transfuzja krwi. A jakie są fakty? Zacznijmy od tego, że nie istnieją badania lub statystyki, które by potwierdzały takie założenia. Idźmy dalej. Ile znacie osób w swojej rodzinie, wśród sąsiadów, współpracowników, znajomych, którym przetoczono krew? To są jednostki. Teraz należałoby od tej liczby odjąć przypadki, gdzie zastosowano transfuzję po prostu jako standardową procedurę medyczną, choć jeśli pacjent wyraziłby takie życzenie, można by zastosować metody alternatywne - i tu na podstawie swoich kontaktów z lekarzami mogę stwierdzić, że bez ryzyka większego niż to, że organizm odrzuci transfuzję, można by zastosować leczenie alternatywne u większości tych przypadków. Po prostu krew jest "pod ręką", a pacjent nie ma nic przeciwko. Pacjent dochodzi do siebie, a krew "uratowała mu życie". Teraz weźmy pod uwagę, że w skali świata na tysiąc takich przypadków przypada tylko jeden ŚJ. Statystyka. Odejmijmy jeszcze zdecydowanie najczęstsze przypadki w moim doświadczeniu - złośliwe nowotwory w zaawansowanym stadium, gdzie brzydko, ale niestety prawdziwie rzecz ujmując, przetoczenie krwi pełniłoby najczęściej funkcję przedłużenia agonii. Niestety podobnie w przypadkach silnych poparzeń znacznej powierzchni całego ciała. No i znowu powołam się na to, co mówią lekarze. Praktycznie nie zdarza się, by bezpośrednią przyczyną zgonu była odmowa transfuzji. Takie stwierdzenia są "nadużyciami", bo nie stoją w zgodzie ze współczesną wiedzą medyczną.
4) Biorąc pod uwagę, że nie raz słyszałem od lekarza informację, że leczył pacjenta ŚJ i ten zgodził się na podanie krwi, i że takie jednostki normalnie sobie funkcjonują w zborach, bo przecież chroni je tajemnica lekarska, kłamliwym jest zarzut, że te rzekome "tysiące ofiar" były jeszcze dodatkowo pod jakimś zewnętrznym naciskiem, np. ze strony przedstawicieli Komitetu Łączności ze Szpitalami. KŁS ma za zadanie przedstawić zespołowi medycznemu recenzowane opcje alternatywne lub skontaktować lekarza z tzw. lekarzem-konsulatntem, czyli uznanym w środowisku medycznym specjalistą, który ma wieloletnie doświadczenie w bezkrwawym leczeniu ŚJ i zadeklarował chęć pomocy jako taki konsultant. Oprócz tego ma wspierać pacjenta w respektowaniu jego woli. I teraz najciekawsze - wiem od przedstawicieli KŁS, że jeśli istnieją uzasadnione wątpliwości odnośnie tego, czy pacjent naprawdę jest zdecydowany na odmowę krwi, KŁS nie powinien się angażować w taki przypadek. Reasumując: KŁS ma pomagać, nie ma prawa naciskać, i działa wyłącznie na prośbę pacjenta (lub jego rodziny lub innego pełnomocnika, jeśli jest nieprzytomny).
Wśród ŚJ nie istnieje ta słynna "wewnętrzna kontrola każdej dziedziny życia".
Piszę to wszystko na podstawie moich osobistych doświadczeń i rozmów. I też jako aktywny i świadomy ŚJ. Możesz do mojej opinii podejść krytycznie (na zasadzie "zweryfikujmy go") i zachęcam, żeby to faktycznie zrobić. Ale też podobnie podejść do opinii, wobec których się tym postem sprzeciwiłem. W Polsce, gdy są krytykowane jakieś niepopularne poglądy, czy nieoczywiste działania, zdecydowania za rzadko pada "Sprawdzam!". Weryfikujcie, proszę, takie rewelacje, zanim je przyjmiecie jako fakt.