Sam się nad tym zastanawiam. Twojej osoby już nie ma w taki sam sposób, jak Ciebie, gdy miałeś 5 lat, też już nie ma. Ale jest kontynuacja. Tak jak zjawiska się zmieniają, ale sama przemiana, proces zmiany, trwa.
Buddyzm zmienia to, że ten proces nieustannej przemiany kończy się - tak jak kończy się proces spalania, gdy zdmuchniesz płomień świeczki albo przestaniesz dostarczać mu paliwa.
Jeżeli Boga nikt nie stworzył, to i prawa przyczyny i skutku (w tym znanego też z fizyki) nikt nie musiał stworzyć.Boga nikt nie stworzył. Ale czym innym jest pytanie o istnienie Stwórcy od którego wszystko pochodzi i który ustanowił jakieś prawa od pytania o pochodzenie jakiegoś prawa duchowego które nie ma uzasadnionych i sprawdzalnych przyczyn naturalnych a rzekomo istnieje - bo tak i już.




