Podstawy antykoncepcji

Awatar użytkownika
Dezerter
Legendarny komentator
Legendarny komentator
Posty: 19695
Rejestracja: 24 sie 2015
Lokalizacja: Inowrocław
Has thanked: 6605 times
Been thanked: 4000 times
Kontakt:

Podstawy antykoncepcji

Post autor: Dezerter » 2025-08-09, 22:22

recki pisze: 2025-08-04, 00:02 Nie wiem czy to wpisze się w twoje przemyślenia i pytania, ale najwyżej dopytasz jeśli nie wyczerpię ciekawości ;)

1. W argumentacji kościelnej gdy chodzi o temat antykoncepcji, nie jest ważne czy to jest "sztuczne" czy "naturalne". Użycie argumentu naturalności ma na celu zachęcić do korzystania z tego co jest dane w naturze (zwrócić uwagę że te mechanizmy da się poznać, że płodność nie jest niewiadomą), zamiast stosować tabletki które nie są obojętne ani zdrowotnie ani moralnie.

W różnych obszarach życia zwracamy dziś uwagę, aby być ekologicznymi, a w dziedzinie płodności chyba dla większości par pierwszym wyborem są albo prezerwatywy albo tabletki które jednak na dłuższą metę szkodzą zdrowiu kobiet, a niektóre mają potencjał działania antyimplantacyjnego (niedopuszczającego do zagnieżdżenia zarodka) - więc dlatego w kościelnych środowiskach związanych z edukacją i zdrowiem prokreacyjnym, akcentuje się tą naturalność metod, które - jeśli prawidłowo i ściśle stosowane - mają wysokie współczynniki skuteczności, bliskie tym które dają sztuczne środki hormonalne. Jednak słowo klucz: prawidłowo i ściśle stosowane. Ta ekologiczność i naturalność jest jednak przy okazji, bo w samym sprzeciwie Kościoła wobec antykoncepcji nie chodzi o brak naturalności ani nawet nie o szkodliwość tabletek hormonalnych dla zdrowia (dla zarodka już tak, bo może przesądzać o jego życiu).

Kościół potwierdził w końcówce lat 60. zakaz wszelkiej antykoncepcji ponieważ definiuje sprawę tak, że działanie antykoncepcyjne jest przeciwne prawu naturalnemu. Dotyczy to też działań mających antykoncepcyjny skutek - bo warto wiedzieć, że chodzi o każde działanie, które nie dopuści do prokreacji w płodnym stosunku (np. seks przerywany, oralny lub pieszczoty powodujące orgazm bez pełnego fizycznego połączenia ciał mężczyzny i kobiety - wszystkie te działania są nieakceptowalne), a nie tylko o samą antykoncepcję. Różne są natomiast ciężkości i okoliczności poszczególnych metod i działań.

Więc, jeśli ktoś nie chce swojej płodności w danym akcie seksualnym i wyklucza ją za pomocą metody która likwiduje płodność, mimo że normalnie w tym czasie seksualność pary miałaby płodny potencjał, to działa przeciwko naturze własnej seksualności, czyli w konsekwencji wykracza przeciwko prawu naturalnemu. Natomiast prawo naturalne traktuje się jako część prawa zadanego przez Pana Boga, a interpretowanego przez Kościół. W przypadku antykoncepcji, zdecydował o tym ostatecznie sam Papież Paweł VI - co historycznie ciekawe, idąc za tzw. raportem mniejszości - i zapisał te normy w encyklice HV 1968.

Tłumacząc w uproszczeniu o co chodzi z interpretacją prawa naturalnego, tok rozumowania jest następujący: współżycie byłoby normalnie płodne, gdyby para normalnie współżyła, mogłoby się począć dziecko, ale para tego nie chce, czyli występuje jakiś sprzeciw wobec normalnych funkcji seksualności danej pary. Antykoncepcja lub inna metoda która nie dopuszcza do zapłodnienia - spowoduje, że płodność się usunie, nie dopuści do niej. Jest więc decyzja i wola, że nie chce się płodności i działa przeciwnie wobec funkcji swojego ciała. W tym właśnie sprzeciwie Kościół rozpoznaje grzech.

Wojtyła, nie będąc jeszcze papieżem, stworzył inny model opisując współżycie, w którym nie może być antykoncepcji (i w sumie obydwa sposoby są dzisiaj uzasadnieniem dlaczego jej nie może być). Jak na filozofa, jego język jest trudny, więc skracając do tego co najistotniejsze: Wojtyła mówi że jeśli para stosuje antykoncepcję (dowolne sztuczne metody), to nie oddają się sobie do końca (bo wykluczają z siebie płodność, co jest immanentną częścią bycia osobą ludzką - mężczyzną lub kobietą). Nie mogą się w pełni i bezwarunkowo sobą obdarować, jeśli nie chcą jakiejś części siebie przyjąć (w tym przypadku - płodności swojej lub współmałżonka). Pisał, że za pomocą ciała, osoby się komunikują i używają języka ciała, a akt seksualny wyraża na poziomie duchowym zupełne oddanie się drugiej osobie. Skoro więc akt seksualny jest największym możliwym fizycznym wyrazem oddaniem się sobie małżonków, przekraczającym nawet samą fizyczność, to nie może tam być nic co temu oddaniu przeczy, a ponadto fizyczne oddanie ma wyrażać możliwość ojcostwa i macierzyństwa (nie może jemu zaprzeczać), czego znakiem i wyrazem jest orgazm mężczyzny przeżywany w zjednoczeniu ciał (tak, orgazm mężczyzny musi nastąpić tylko w pochwie kobiety; a orgazm kobiety może nastąpić w jakikolwiek sposób). Dlatego również nie może być w tym języku ciał żadnej antykoncepcji, bo współżycie już nie wyrażałoby takiego znaku i oddania, nie byłoby "pełnym" obdarowaniem, tylko zostałoby zafałszowane.

Oczywiście nie jest tak, że wszyscy którzy to przeczytają, od razu przyznają rację i pokiwają głowami ze zrozumieniem dla tego uzasadnienia. Przeciwnie - część małżeństw mówi, że z tak stworzoną definicją się nie zgadza, że nie przystaje do życia małżeńskiego, że jest modelem który nie uwzględnia wszystkich zmiennych, że ich doświadczenie jest inne, że ich sytuacja jest wyjątkowa itd. Rzeczywiście, istnieją różne ważne racje, nie tylko sam przepis, a prawo nigdy nie uwzględnia wszystkich możliwych sytuacji. Warto w tym miejscu dodać, że po adhortacji AL (Amoris Laetitia) z 2016, zgromadzenie synodalne pod przewodnictwem Papieża, przyznało nieco większą odpowiedzialność w temacie rozeznania sytuacji małżeństwa w przypadkach nieoczywistych, dając też nieco większe uprawnienia sumieniu poszczególnych osób, z czego czasami korzystają spowiednicy, patrząc może bardziej na relację małżeńską, niż na same tylko literalne zasady prawa. Niektóre tematy dotyczące moralności współżycia przestały być traktowane zerojedynkowo, mimo że nauczanie co do zasady wprost nie zostało zmienione - kanony encykliki HV ciągle obowiązują, ale nie w sposób tak bezwzględny, jak wcześniej.

2. Odpowiedź jest już zawarta w p. 1. Jest na to taki nacisk, ponieważ tak postanowił Paweł VI pisząc encyklikę Humane Vitae, dotyczącą życia poczętego i zasad planowania rodziny. Pisze tam, że Kościół ma prawo interpretować prawo naturalne i wyjaśniać je wiernym, a prawo naturalne Papież interpretuje tak, że płciowość człowieka jest przeznaczona do rozmnażania się i umacniania więzi małżeńskiej oraz - co jest punktem niezwykle ważnym dla zasad z tego wynikających, oraz pewnych trudności dla małżeństw - że oba te cele nie mogą być samowolnie rozdzielane (nie wolno oddzielić więzi od prokreacji i vice versa). Nawet jeśli prokreacja nie wystąpi w każdym współżyciu (zachodzi w przeważającej nawet mniejszości współżycia), to musi być zachowane to o czym wspomniałem wyżej: pełne wzajemne oddanie, czyli każdy seks musi kończyć się fizycznym zjednoczeniem i orgazmem mężczyzny w pochwie, co jest traktowane jako znak pełnego oddania i znak rodzicielstwa. Interesujące że na kursach małżeńskich tak otwarcie nie mówi się o tym wymaganym warunku - tylko aluzyjnie o zachowywaniu wstrzemięźliwości (co niektórzy rozumieją jako brak zwykłego współżycia, ale inne formy dozwolone - no okazuje się że nie).

Wspomniana encyklika jest wprawdzie nauczaniem zwyczajnym a nie ostatecznym, więc może podlegać jakiejś ewolucji i pewnym zmianom w przyszłości, ale kategoria tego nauczania oznacza że każdy katolik jest w sumieniu zobowiązany do posłuszeństwa tym zasadom.

3. Jak wyżej. Argumentacja jest taka: ubezpłodnienie to działanie przeciwko normalnej (prawidłowej) funkcji swojego ciała. Jeśli nie zgadzam się na to że moje ciało działa prawidłowo (chcę żeby było niepłodne, chociaż jest płodne), to zaczynam traktować płodność jako coś co jest niepotrzebne, zbędne, przeszkadzające. Idąc dalej - zaczynam unikać płodności, traktować jako przeszkodę we współżyciu w małżeństwie, nie chcę jej, mimo że jest to dar od Pana Boga i zdrowa właściwość ciała. Może zamienić się w postawę: płodność to wróg, jestem źle stworzony z płodnością. To byłoby już występowaniem przeciwko mądrości Pana Boga. Więc na pewno trzeba bardzo uważać na taką postawę i powolny proces zamykania się na zadanie powołania kolejnego nowego życia w ogóle.

Tyle jeśli chodzi o uzasadnienia moralno-prawne.
Viridiana pisze: 2025-07-05, 21:52 Dopowiadając pewien kontekst, jeśli chodzi o moje przemyślenia: ja widzę wartość w stosowaniu NPR-u, bo (tak sobie wyobrażam) ono przypomina małżonkom o tym, że ta płodność istnieje, że też była w zamyśle Boga i że trzeba być za nią odpowiedzialnym nawet wtedy, gdy w 100% chcemy zapobiec pojawieniu się dziecka - tylko mam z tyłu głowy to, że są takie pary, gdzie te naturalne metody mogą być problematyczne, a całkowity zakaz antykoncepcji stawia je w co najmniej bardzo niezręcznej sytuacji.
W praktyce, używanie zasobów seksualności przez małżeństwo, nie jest takie proste i oczywiste - to proces, droga, na której jest wiele zakrętów, potknięć i odkryć. Z jednej strony nie wszystko trzeba od razu kategoryzować jak ciężkie grzechy (nie mam tu na myśli celowego stosowania antykoncepcji w postawie przeciwnej życiu, tylko raczej trudności z opanowaniem niektórych potrzeb i naturalne pragnienia, które mogą być bardzo silne na początku małżeństwa). Z drugiej strony, powinno się zawsze starać mieć postawę raczej otwartą i przyjmującą opcję płodności - czyli współżyć w pełni bez żadnych przeszkód, starając się zachowywać wstrzemięźliwość jeśli trzeba. Ta sfera może być z początku dosyć trudna w poznaniu, opanowaniu i zgraniu się dwóch osób. Poznawanie i docieranie się trochę trwa. Aczkolwiek jest nieziemsko wręcz fascynująca.

NPR nie jest dla każdego łatwy w małżeństwie i rzeczywiście mogą być sytuacje, gdy zastosowanie go będzie uciążliwe, trudne, a konieczność zachowania wszystkich norm może nawet negatywnie wpływać na małżeńską więź - mogą być rzeczy, które trudno będzie ogarnąć i przeskoczyć, czy to na początku czy później, to zależy nie tylko od ewentualnych problemów zdrowotnych, ale od różnych indywidualnych warunków, potrzeb: seksualnych, emocjonalnych, relacyjnych małżeństwa, etapu małżeństwa, liczby dzieci, warunków mieszkaniowo-zawodowo-rodzinnych, wieku męża i żony, a nawet rodzaju wykonywanej pracy. O minusach i problemach NPR można stworzyć rozległy osobny wątek, jednak jeśli chodzi o ten absolutny zakaz antykoncepcji - to w praktyce nie ma on tak bezwzględnego charakteru, chociaż niektórzy puryści upierają się że ma taki być. Ale nie jest. Jednak spotkasz się z opiniami i ostrymi postawami, że każda forma ubezpłodnienia aktu seksualnego jest bezwzględnie niedopuszczalna - moje doświadczenie z rozlicznych rozmów, z małżeństwami i także z księżmi, temu przeczą. Pewne sytuacje są do dyskusji ze spowiednikiem, co jest w konkretnej sytuacji lepsze.

Problemów z NPR może być wiele, lecz z reguły na początku jest i tak nie do opisania wspaniale, kiedy odkrywa się świat nowych doświadczeń małżeńskich.
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Biblioteczka wiedzy”