O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Rozmowa na temat sakramentów Kościoła świętego, poparcie ich Biblią, ich ważność, przystępowanie do nich, itp.
Awatar użytkownika
Quinque
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 254
Rejestracja: 29 gru 2017
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 3 razy
Otrzymał podziękowań: 11 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Quinque » 2019-09-24, 21:56

Magnolia pisze:
2019-09-12, 20:36
A kto może to ocenić i dać Ci spokój sumienia który potrzebujesz?!

Chyba tylko Ty sam. Na podstawie tego że dostałeś rozgrzeszenie. Był tam kapłan, wysłuchał, udzielił rozgrzeszenia i tych grzechów już nie ma! Jeśli nie zataiłeś czegoś specjalnie to spowiedź jest ważna - przestań się dręczyć. Nie dawaj satysfakcji złemu, że toniesz w niepokoju... Pozdrawiam

powtórzę:
Magnolia pisze:
2019-09-06, 20:58
przypomnij nam tu co to jest żal za grzechy i żal doskonały, poszukaj w internecie i podaj tu. Wiele osób skorzysta;-)
Nie wiem. Może opowiem komuś czy ten czyn który popełniłem(lub nie. Nie pamiętam bo to rzeczy sprzed paru lat) jest grzechem czy nie? Już raz spowiadałem się z tego samego bo nie wiedziałem czy ksiądz mnie zrozumiał



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5540
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Andej » 2019-09-24, 22:10

Quinque pisze:
2019-09-24, 21:56
... Już raz spowiadałem się z tego samego bo nie wiedziałem czy ksiądz mnie zrozumiał
Nie da się rozgrzeszyć tego, co już rozgrzeszone. Możesz jeszcze 100 razy, ale i tak zostanie stan (chyba, że wciąż powtarzasz ten grzeszny czyn), który nastąpił po pierwszym wyspowiadaniu się z tego grzechu.
Wydaje mi się, że lekceważysz sobie sakrament pojednania, skoro nie wierzysz w odpuszczenie grzechów.



Awatar użytkownika
Quinque
Dyskutant
Dyskutant
Posty: 254
Rejestracja: 29 gru 2017
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 3 razy
Otrzymał podziękowań: 11 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Quinque » 2019-09-24, 22:12

Nie lekceważę. Właśnie traktuję serio kwestię zbawienia. I nie chce by coś Mogło w pójściu do nieba przeszkodzić



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5540
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Andej » 2019-09-24, 22:15

Natręctwo może przeszkodzić.
Niewiara w odpuszczenie, czego dowodem jest wielokrotna spowiedź z tego samego, może przeszkodzić.



Awatar użytkownika
ziolo
Początkujący
Początkujący
Posty: 47
Rejestracja: 16 wrz 2019
Lokalizacja: Mława
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 23 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: ziolo » 2019-09-26, 14:36

Głupoty, nic nie może nam przeszkodzić w zbawieniu a tym bardziej jakieś natręctwo. Najwyżej człowiek się pomęczy - Rz 8,38-39
I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, 39 ani co wysokie14, ani co głębokie15, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Ostatnio zmieniony 2019-09-26, 14:57 przez Magnolia, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: wstawiłam cytat



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5540
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Andej » 2019-09-27, 09:38

ziolo pisze:
2019-09-26, 14:36
Głupoty, nic nie może nam przeszkodzić w zbawieniu a tym bardziej jakieś natręctwo. Najwyżej człowiek się pomęczy ...
Nie tyle pomęczy, co zniechęci. Gdy jeden spowiednik pogoni, inny zareaguje ostrym słowem. Gdy któryś określi spowiedź miane "głupoty". Wtedy niektórzy się zniechęcają. Nie tylko do jednego księdza, czy kilku, ale do Kościoła. A nawet do Boga.

Osobiście uważam twierdzenie, że "nic nie może nam przeszkodzić w zbawieniu" za z gruntu fałszywe. Gdyby tak było, to człowiek nie musiałby zachowywać żadnych zasad, aby zostać zbawionym. Całą nauka Chrystusa, cóż warta by była, gdyby nic nie mogło przeszkodzić w zbawieniu. Więcej, któryś z soborów potępił wiarę w to, że każdy zostanie zbawiony. W Biblii też są informacje jednoznacznie stwierdzające możliwość potępienia.

Przytoczony cytat rzeczywiście świadczy o tym, że to protestanci mają rację wierząc, że człowiek nie musi nic, aby zostać zbawionym. Nie jestem biblistą. Na swoją miarę uważam, że słowa te oznaczają, że nie da się zabić miłości bożej. Ale Bóg pomimo całej miłości jest konsekwentny. I nie ma żadnej gwarancji bezwarunkowego zbawienia.



Awatar użytkownika
ziolo
Początkujący
Początkujący
Posty: 47
Rejestracja: 16 wrz 2019
Lokalizacja: Mława
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 23 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: ziolo » 2019-09-27, 12:43

@Andej 1) Przytoczony cytat nic nie mówi o tym,że WSZYSCY będą zbawieni, tylko, że nic " nie zdoła nas oddzielić od miłości Boga",
2) Nie pisałem,że wszyscy będą zbawieni, tylko "nic nie może nam przeszkodzić".
3) Najpierw człowiek się męczy sam, potem innych a na końcu może się zniechęcić.
4) Skrupuły nie są głupotami, ale poważną sprawą. Głupoty to się wypisuje na Forum.



Awatar użytkownika
Andej
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5540
Rejestracja: 20 lis 2016
Otrzymał podziękowań: 602 razy

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Andej » 2019-09-27, 19:12

ziolo pisze:
2019-09-27, 12:43
... Skrupuły nie są głupotami, ale poważną sprawą. Głupoty to się wypisuje na Forum.
Dlatego napisałem, co napisałem. Cieszę się, że przyznajesz rację, że jednak są przeszkody.

Ludziom zawsze trzeba pomagać na drodze do zbawienia.



Awatar użytkownika
Kapturek
Przybysz
Przybysz
Posty: 1
Rejestracja: 1 paź 2019
Otrzymał podziękowań: 1 raz
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Kapturek » 2019-10-01, 18:57

Andej pisze:
2019-09-24, 22:15
Natręctwo może przeszkodzić.
Niewiara w odpuszczenie, czego dowodem jest wielokrotna spowiedź z tego samego, może przeszkodzić.
To nie jest niewiara tylko objaw choroby. Owszem, osoba ze skrupułami musi zaprzestać spowiadania się z tych samych grzechów i zdać sobie sprawę oraz uznać, że są one odpuszczone. Ale fakt, że ciągle się z nich spowiada nie wynika wprost z niewiary, tylko z lęku. Trzeba to zrozumieć i gdy ma się ten problem to mimo tych odczuć nie należy ponownie spowiadać się z tego samego. To będzie właśnie akt wiary :)



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Bywalec
Bywalec
Posty: 161
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 45 razy
Otrzymał podziękowań: 40 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Niezapominajka » 2019-11-10, 13:05

A co jeśli ktoś był do spowiedzi generalnej, chciał się szczerze wyspowiadać, przeczytał grzechy z kartki i po 5 miesiącach prawie jest mnóstwo wątpliwości o tą spowiedź? Podczas spowiedzi skupiłam się na tym co mówi ksiądz, żałowałam, płakałam w konfesjonale.

Wyznałam ze mam obawe ze w przeszlosci popelnialam świętokradcze spowiedzi i Komunie - pewien grzech mi przyslonil caly obraz i wielu gzrechow nie mowilam nie uwzglednialam zaniedbywalam pokuty - ksiadz się zapytał czy miałam pewność ( w przeszlosci ) ze cos zatajam - odruchowo powiedzialam ze nie (skoro mi wczesniej tego nie wyrzucalo sumienie czy cos zatajam, to odpowiedzialam tak jak mi podpowiedzialo sumienie). ksiądz powiedzial ze w takim razie nie bylo swiętokradztwa tylko spowiedzi mogly byc niewazne i niegodne (komue takze) ale uparłam się ze chce sie wyspowiadac z przeszlosci ze chce wszystko wyznac i wyznalam wlasnie swietokradcze spowiedzi, zle odprawiane, zaniedbywane pokuty oraz swietokradcze komunie św. i szereg pozstalych grzechów. Ksiadz kazał nie wracac i dał rozgrzeszenie zyczyl powodzenia i usmiechu - czulam ciepło w jego glosie i jak bardzo stara sie mi pomóc.

i pozniej zaczely sie skrupuly bo przypomnialam sobie sytruacje gdzie mozliwe ze moglam cos zatajac badz przyjmowac komunie swiętokradczo. I ze zle odpowiedzialam księdzu. I do dziś mnie to trapi. Nie do końca wierzę w przebaczenie. Mimo iż wychodząc z kościoła czułam się lekko, jak nowonarodzona, czułąm takie szczescie ze w koncu sie odcielam od przeszlosci - z kilku grzechów przede wszystkim cięzkich, nieczystych zostałam uwolniona trwale - minęło 8 od zaprzestania popelniania tych grzechów. A ja nadal nie dowierzam. Chodze do spowiedzi staram sie spowiadac z aktualnych grzechow - jak cos wraca z przeszlosci czego nie powiedzialam na generalnej to mówię to przy spowiedzi. Ale nadal mnóstwo wątpliwości, nadal skrupuły że tamta spowiedz może nie była wazna przez moją pomyłke bądź pomyłkę księdza bo mnie źle zrozumiał. Ze Bog mi nie wybaczył. Że mimo iż bardzo chcialam sie odwrócić od gzresznej natury i więcej go nie ranić On tego nie dostrzega.

Jak temu zaprzestać..


Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać: Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.~ Ps. 42, 6-7 :x

Awatar użytkownika
Marek_Piotrowski
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 6197
Rejestracja: 1 cze 2016
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 366 razy
Otrzymał podziękowań: 820 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Marek_Piotrowski » 2019-11-10, 15:04

Joasiu, świętokradztwo nie polega na tym, że się coś źle powiedziało, że ksiądz mógł inaczej zrozumieć itd. Spowiedź nie jest też rodzajem buchalterii - nie nalezy w ogóle wracać do spowiedzi z analizami "czy cos dobrze powiedziałam czy nie?".
To co robisz, a co streściłaś w słowach
Chodze do spowiedzi staram sie spowiadac z aktualnych grzechow - jak cos wraca z przeszlosci czego nie powiedzialam na generalnej to mówię to przy spowiedzi.
to doskonałe, rozwiązanie (pod warunkiem, że nie przykładasz zbyt wiele uwagi do wyszukiwania "co tam nie powiedziałam u spoweidzi generalnej" - prawdę mówiąc, najlepiej się tym nie zajmować).

Wbrew pozorom owo zagłębianie się w to "czy dobrze wyznałam" jest bardzo szkodliwe duchowo - bo utrudnia przylgnięcie do Boga. I wyrabia obraz Boga który cały czas rachuje "wyspowiadała się z wszystkiego czy nie?".
Trzeba pamiętac, że - poza wszystkim - Bóg zna nasze grzechy. Ich wyznanie ma sens w tym, że się te grzechy znalazło, zgodziło z tym że są złe, odrzuciło/odcięło.

To Bóg wybacza. Nie daj sobie tego odebrać przez wątpliwości.
Wyspowiadałaś się i to zostało wybaczone. Nie kwestionuj Miłosierdzia Bożego "księgowym" podejściem do Sakramentu Pokuty. Chciałaś przebaczenia, więc je otrzymałaś.
Koniec, kropka.
Zajmij się swoimi bieżącymi, aktualnymi przywarami - bo te są dla Ciebie niebezpieczne, a nie te odpuszczone (bo, nawet jak o nich zapomniałaś, to one SĄ odpuszczone).
Ciesz się Panem w Eucharystii. Przylgnij do Niego - nie jako do "Księgowego grzechów" lecz do Kogoś, kto tak pragnie Twojego zbawienia, że umarł za Ciebie. Myślisz, że PO CZYMŚ TAKIM będzie miał pretensje za coś, czego nie powiedziałaś bo zapomniałaś, czy nie pomyślałaś że należy powiedzieć?

Skrupuły to do pewnego stopnia egoizm - szatan kusi nas, by stawiać siebie (i to co zrobimy, w tym wyznanie grzechów) na pierwszym miejscu. A nie to jest najważniejsze. Jest to szczególnie niebezpieczna taktyka Złego, bo "udaje" dobre intencje.
Piszę o tym tak śmiało, bo sam to przeżyłem. Nie daj się nabrać i przestań się martwić.

idziesz na Mszę Świętą - najbardziej wzniosłe spotkanie z Bogiem, jakie istnieje na ziemi. I zamiast się z Nim spotkać i rozmiłować, cieszyć się tym spotkaniem, zastanawiasz się nad tym "czy na pewno dobrze powiedziałam".
Czy takie coś - co ewidentnie Cię oddala, a nie przybliża do Boga, może od Niego pochodzić?
Absurd.
Jeśli od kogoś pochodzi, to od tego, który nie chce żebyś miała intymny kontakt z Bogiem na Mszy Świętej.

Pewnie się powtarzam, ale... jak to technokrata, podsumowanie w punktach:
  1. Wyspowiadałaś się i to zostało wybaczone. Nie kwestionuj Miłosierdzia Bożego "księgowym" podejściem do Sakramentu Pokuty. Chciałaś przebaczenia, więc je otrzymałaś. Koniec tematu.
    Zajmij się swoimi bieżącymi, aktualnymi przywarami - bo te są dla Ciebie niebezpieczne, a nie te odpuszczone.
    Skrupuły to narzędzie szatana, które sprawia, że nie jesteś w stanie pracować nad teraźniejszością, nad swoją aktulną formacją.
    Czyli ZWRÓĆ UWAGĘ NA TWOJE AKTUALNE GRZECHY. Przeszłe, zostaw przeszłości
  2. Następna sprawa - natręctwa bazują na fałszywym obrazie Boga (jako surowego sędziego - śledczego itd., kogoś kto tylko patrzy czy czemuś przy spowiedzi nie uchybiłaś) Może pomóc zgłębianie i kontemplowanie Miłości i miłosierdzia Boga (tego, że umarł po to, by dać możliwość zbawienia każdemu nas).
    Czyli : POSTARAJ SIĘ POZNAĆ MIŁOSIERNEGO BOGA, KTÓRY ZROBI WSZYSTKO, BY TYLKO CI POMÓC - I ODRZUĆ TĘ SUROWĄ KARYKATURĘ, KTÓRĄ MASZ ZA "OBRAZ BOGA" OBECNIE

    Pomocą może być dobry, rozumiejący sprawy skrupulanctwa spowiednik. Najlepiej stały.
  3. Ciesz się Panem w Eucharystii. Przylgnij do Niego - nie jako do "Księgowego grzechów" lecz do Kogoś, kto tak pragnie Twojego zbawienia, że umarł za Ciebie.
    CIESZ SIĘ BOGIEM, ZAMIAST SIĘ GO OBAWIAĆ
  4. Ważne: nie myśl o natręctwach. Nie rozumuj, nie "próbuj sobie wytłumaczyć", nie "szukaj argumentów by się przekonać" że aktualne natręctwo jest głupotą.
    Zapewniam Cię - nawet jeśli sobie to wytłumaczysz, pojawi się następne. Myślenie o natręctwach, "walka z nimi" jest ich siłą.

    Co zatem należy zrobić? Coś bardzo trudnego: ZLEKCEWAŻ NATRĘTCTWA. Przychodzą - przyjmij, że nie są od Boga ani nie są "Twoje". Nie walcz z nimi - "puszczaj je bokiem" nie myśląc o nich, nie rozważając - po prostu odrzucaj.
    To według mnie jedyny sposób, by po jakims czasie zaczęły się zmniejszać. To jest bardzo podobne do walki z nałogiem - jeszcze nie raz Cię prawdopodobnie "dopadną" - ale zawsze wracaj do lekceważenia ich.
    Mi się udało - Tobie też się uda.
  5. Aha, jeszcze jedna sprawa, tym razem prosta: NIE DRAMATYZUJ. Nie przeceniaj swojej sytuacji - miliony ludzi w mniejszym czy większym stopniu miało podobny problem. Setki tysięcy, a może miliony go mają w tej chwili. To dość powszechne. I choć jest przykre, nie ma powodów do dramatyzmu. Wyjdziesz z tego i zobaczysz, że będziesz się jeszcze z tego śmiała.
Życzę Ci powodzenia. Zwalcz skrupuły w ramach oczekiwania na Święta. Zacznij od razu.
Postanowienie ich lekceważenia i prowadzenia regularnego życia sakramentalnego będzie prawdopodobnie najcięższym postanowieniem (także wkrótce adwentowym), jakie kiedykolwiek podjęłaś.

Zresztą... Ty to wszystko już wiesz. Problem, że oprócz rozumnego wytłumaczenia, działa tu również psychika (odmiana nerwicy natręctw).
Kilka praktycznych rad podałem też tu viewtopic.php?p=20384#p20384 - może coś z tego Ci się przyda?



Awatar użytkownika
Niezapominajka
Bywalec
Bywalec
Posty: 161
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 45 razy
Otrzymał podziękowań: 40 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Niezapominajka » 2019-11-10, 22:03

Marku, może po kolei skąd to wszystko wiesz, co mnie dotyka?
Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-10, 15:04
to doskonałe, rozwiązanie (pod warunkiem, że nie przykładasz zbyt wiele uwagi do wyszukiwania "co tam nie powiedziałam u spoweidzi generalnej" - prawdę mówiąc, najlepiej się tym nie zajmować).
no właśnie różnie z tym bywa.. po spowiedzi siedząc juz w ławce myślę czy wszystko powiedziałam i myśle o czym zapomniałam.. i tak długo po spowiedzi.. wiem, to błąd.
Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-10, 15:04
Ciesz się Panem w Eucharystii. Przylgnij do Niego - nie jako do "Księgowego grzechów" lecz do Kogoś, kto tak pragnie Twojego zbawienia, że umarł za Ciebie. Myślisz, że PO CZYMŚ TAKIM będzie miał pretensje za coś, czego nie powiedziałaś bo zapomniałaś, czy nie pomyślałaś że należy powiedzieć?
Dziś byłam na mszy i zrobiłam największe "głupstwo" - nie przystąpiłam do komunii św. Tydzień od spowiedzi. Coś mnie trzymało w ławce, strach, lęk przed niegodnym przyjęciem. Łzy w oczach i w myśli "Boże, wybacz!!!". Czuję się pusto. Nie przezyłam mszy tak jak chciałam - jak spotkanie z Bogiem. Prosiłam Boga wczoraj - jeśli taka wola Twoja, jesli jestem niegodna, niech wyrzuci mi sumienie co źle zrobiłam. Wyrzuć mi tak silnie żebym wiedziała, że mam nie iść do komunii. I co? Nic mi nie wyrzuciło! Zero! A i tak nie poszłam! I zawiodłam mojego Tatę, przyjaciela..
Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-10, 15:04
Skrupuły to do pewnego stopnia egoizm - szatan kusi nas, by stawiać siebie (i to co zrobimy, w tym wyznanie grzechów) na pierwszym miejscu. A nie to jest najważniejsze. Jest to szczególnie niebezpieczna taktyka Złego, bo "udaje" dobre intencje.
Zdaję sobie z tego sprawę, po części. I przepraszam Boga za to że jestem tak egoistyczna że skupiam się na jak najdoskonalszym wyznaniu gzrechów, że wgl skupiam się na grzechach a nie dobroci i miłości. Zatraciłam gdzieś obraz Boga. Na szczęście On wraca i przypomina się - w drugim człowieku, w piosence, słowach, Słowie Bożym ;) i zaczynam powoli to dostrzegać.

Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-10, 15:04
idziesz na Mszę Świętą - najbardziej wzniosłe spotkanie z Bogiem, jakie istnieje na ziemi. I zamiast się z Nim spotkać i rozmiłować, cieszyć się tym spotkaniem, zastanawiasz się nad tym "czy na pewno dobrze powiedziałam".

No właśnie dziś tak miałam!!! Nie wiem dlaczego zaczęłam myśleć o spowiedzi generlanej i analizować od nowa czy ja dobrze powiedziałam chyba nie a może chciałam skłamać a może skłamałam. To jest straszne. Też po części przez te myśli nie przystąpiłam do Stołu Pańskiego...
Marek_Piotrowski pisze:
2019-11-10, 15:04
Zajmij się swoimi bieżącymi, aktualnymi przywarami - bo te są dla Ciebie niebezpieczne, a nie te odpuszczone.
Skrupuły to narzędzie szatana, które sprawia, że nie jesteś w stanie pracować nad teraźniejszością, nad swoją aktulną formacją.
Czyli ZWRÓĆ UWAGĘ NA TWOJE AKTUALNE GRZECHY. Przeszłe, zostaw przeszłości
Zajmuję się, aż za bardzo. We wszystkim widze grzech. Wszędzie się go doszukuję, na siłę. Wszystkiego się obawiam - co nie zrobię bądź powiem to grzech. Nie czerpię z tego żadnego szczęścia czy satysfakcji. Aż jest mi wstyd. I bardzo przykro. Chcę się cieszyć życiem. Chcę śpiewać na chwałę Bogu a czuję się niegodna. Że może odbierze to jako bluźnierstwo - ja grzesznik mam śpiewać dla Niego.

Ogólnie, rzecz biorąc, podsumowując..
Mam cięzką relację z rodzicami ostatnio. Często siedzę przez telefonem, bo na nim używam forum, czytam Pismo św., również przed social-media. Bardzo ich to drażni. Mój tato w momencie potrafi wpaść w szał i sypać przekleństwami. A mnie serce boli. Nie potrafię po czymś takim iść "czysta" do kościoła, nie potrafię przyjąć komunii bo biorę to wszystko na siebie. Mowię mu dlaczego się tak zachowuje, co ja złego robię - w odpwoiedzi slyszę tylko "g.... sp.....". Nie potrafię sobie poradzić z tym. Boję się cokolwiek zrobić, że zaraz będzie że coś zrobiłam źle, że nie tak jak powinno, nie tak jak Oni chcą. Siedzę i płaczę jak to piszę. Nigdy nie słyszałam słów "uda Ci się, zaangażuj się, dasz rade, wierze w Ciebie!" Albo usłyszałam je raptem kilka razy. Chciałabym grac na gitarze - zapewne bedzie im to ptrzeszkadzac ze zajmuje sie brzdękoleniem, żebym byla cicho bo mi ją połamie. Myślę o wyprowadzce. Ale jestem rodzinna, kocham moją rodzinę, kocham dom pełen ludzi, żwawe poranki, śmiech. Ciężkie sytuacje się zdarzają, mój tato jest bardzo nerwowy. Nie chodzi o to że go obgaduję, ja przedstawiam sytuację. Chocbym nie wiem co osiągneła i tak będzie za mało. Raz gdy wróciłam z kościoła zapłakana (już to gdzies pisałam) bo miałam potrzebę wypłakać się mojemu Ojcu to moja mama zareagowała krzykiem - jesteś nienormalna, idź się leczyć, zwariowałaś, co ludzie pomyślą itp. Więc jak mam sobie z tym wszystkim poradzić? Tylko Bogu moge w pełni zaufać, tylko On wie jak cierpię.

Ja nie jestem idealna pod żadnym pozorem. Widze wiele wad w sobie, dostrzegam je dopiero teraz po tylu latach. Wielu rzeczy się oduczam i staram się je odrzucać. Bóg pomaga mi bardzo - od 8 miesięcy, intensywniej od 5 - nie używam wulgaryzmów, praktycznie nie wzywam na daremno Imienia Boga, nie palę, uwolnił mnie od nieczystych grzechów/nałogów, modlę się codziennie mimo przeciwności, praktycznie codziennie czytam Pismo św., słucham pieśni religijnych, czytam strony/artykuły religijne. Czuję w tym pomoc Bożą, bo sama bym nie dała rady nigdy. W każdej sytuacji widzę jakieś wyjście, staram się pomagać innym. mam jeszcze wiele wad i złych przyzwyczajeń ale gdy grzeszę - mam wrażenie że lekko. A i tak się tego wstydze. Ale i tak większośc grzechów uważam za ciężkie. Ale to już znów moja nerwica/skrupuły.


Marku,
bardzo, z całego serca Ci dziękuję. Bardzo mi pomogłeś tym wpisem, dałeś siłę do walki z tym okropieństwem. Bóg czuwa, że akurat Ciebie natknął na odpisanie na mój post ;) Pamiętam w modlitwie. Popłakalam się, ale to pozytywnie. Dziękuję!


Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać: Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.~ Ps. 42, 6-7 :x

Awatar użytkownika
Betula
Początkujący
Początkujący
Posty: 53
Rejestracja: 13 wrz 2019
Wysłał podziękowań: 6 razy
Otrzymał podziękowań: 10 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Betula » 2019-11-11, 12:01

Asiu, szanuję Twoją otwartość i dziękuję za tą wypowiedź.

Co do relacji z rodzicami - Twój tata jest pewnie cholerykiem. Wiem, że życie z takimi ludźmi, szczególnie dla osób bardziej wrażliwych, nie jest łatwe. Choleryk łatwo się nakręca, a gdy coś idzie nie po jego myśli lub czuje się zagrożony, to potrafi się zachowywać "jak rozjuszony nosorożec". Potem niestety rzadko taki człowiek ma moment refleksji, nie używa słowa "przepraszam" i można wejść w takie myślenie, że to Ty jesteś winna - a to nieprawda.
Przychodzi mi do głowy taka myśl, że Tobie mogłoby bardzo pomóc przyłączenie się do jakiejś wspólnoty, albo innej budującej grupy, żeby mieć poza domem dobre, budujące relacje. Czasem w takich relacjach można doświadczyć i nauczyć się tego, czego nie otrzymaliśmy w domu, bo rodzice nie potrafili nam tego dać. Wiem, że przywiązanie do bliskich mimo ich niedoskonałości i czasem destrukcyjnego wpływu jest bardzo silne, tym bardziej, że jak wspomniałaś, jesteś przyzwyczajona do mieszkania w domu rodzinnym, ale może warto byłoby jednak rozważyć opcję wyprowadzki, jeśli miałabyś taką możliwość?



Awatar użytkownika
Magnolia
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 5102
Rejestracja: 26 lis 2017
Lokalizacja: Warszawa
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 924 razy
Otrzymał podziękowań: 743 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Magnolia » 2019-11-11, 12:05

Ja tez, czytając wyznania Joasi, miałam myśl, że pora już się wyprowadzić i zacząć swoje życie.


Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość
Jr 31,3

Awatar użytkownika
Niezapominajka
Bywalec
Bywalec
Posty: 161
Rejestracja: 28 wrz 2019
Wyznanie: Katolicyzm
Wysłał podziękowań: 45 razy
Otrzymał podziękowań: 40 razy
Płeć:

Re: O skrupułach, czyli o nerwicy natręctw na tle religijnym

Post autor: Niezapominajka » 2019-11-11, 12:27

Betula pisze:
2019-11-11, 12:01
Asiu, szanuję Twoją otwartość i dziękuję za tą wypowiedź.

Co do relacji z rodzicami - Twój tata jest pewnie cholerykiem. Wiem, że życie z takimi ludźmi, szczególnie dla osób bardziej wrażliwych, nie jest łatwe. Choleryk łatwo się nakręca, a gdy coś idzie nie po jego myśli lub czuje się zagrożony, to potrafi się zachowywać "jak rozjuszony nosorożec". Potem niestety rzadko taki człowiek ma moment refleksji, nie używa słowa "przepraszam" i można wejść w takie myślenie, że to Ty jesteś winna - a to nieprawda.
Przychodzi mi do głowy taka myśl, że Tobie mogłoby bardzo pomóc przyłączenie się do jakiejś wspólnoty, albo innej budującej grupy, żeby mieć poza domem dobre, budujące relacje. Czasem w takich relacjach można doświadczyć i nauczyć się tego, czego nie otrzymaliśmy w domu, bo rodzice nie potrafili nam tego dać. Wiem, że przywiązanie do bliskich mimo ich niedoskonałości i czasem destrukcyjnego wpływu jest bardzo silne, tym bardziej, że jak wspomniałaś, jesteś przyzwyczajona do mieszkania w domu rodzinnym, ale może warto byłoby jednak rozważyć opcję wyprowadzki, jeśli miałabyś taką możliwość?
Magnolia pisze:
2019-11-11, 12:05
Ja tez, czytając wyznania Joasi, miałam myśl, że pora już się wyprowadzić i zacząć swoje życie.

Tak Betulo. Mój tata jest zapewne cholerykiem - za bardzo się na tym nie znam, ale jak się zdenerwuje wpada w spirale nerwów i zła. Czasem aż mnie przeraża. Nie używa słów przepraszam od razu bo wybuchu, ale po jakimś czasie/kilku godzinach owszem - powtarza że nas kocha.
Jednak nie do końca mogę się spełniać mieszkając w domu. Myślę o przeprowadzce razem z siostrą - chcemy wynająć mieszkanie niedaleko naszej miejscowości. W mojej parafii raczej nie istnieje żadna wspólnota. Ja sama nie czuję się na siłach, żeby taką założyć - skrupuły na pewno dadzą się we znaki, że robię coś źle/że obrażam czymś Boga. A bardzo bym chciała - dlatego myślę o zapisaniu się do jakieś szkoły muzycznej bądź dołączeniu do chóru aby śpiewać na Bożą Chwałę.

Przepraszam za tą otwartość. Niektórych może to razić. Ale ja taka jestem - zbyt otwarta, ufna, wrazliwa. I ciągle zestresowana i podbuzowana - myślę, że po części moja nerwowość jest skutkiem własnie zachowań i traktowania mnie przez rodziców - w dzieciństwie zdarzały się częściej/rzadziej nerwowe sytuacje, byłam poniżana, karana przez rodziców. Stosowano przemoc fizyczną. Ale i tak ich kocham, dażę szacunkiem bo są moimi rodzicami. I wiem, że starali się być dobrzy, ale nie wychodziło, po prostu. Mimo momentów gniewu czy złości do nich kocham ich. I staram się nie kłócić, nie ubliżać im, nie chcę tego. Chcę ich szanować. Zdarzają się ostre wymiany zdań, jakieś podniesione głosy ale to przez różnicę zdań/poglądów czy podejścia. Bynajmniej z mojej strony..

Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Dzięki Wam i temu forum powoli mogę oderwać się od problemów, czuje ukojenie przebywając tutaj, w Waszym towarzystwie można powiedzieć. Czytam wiele watków, dowiaduję się wielu ciekawych i wspaniałych rzeczy. Dziękuję za tą Waszą posługę Ewangelizacyjną. Pozdrawiam


Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie? Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać: Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.~ Ps. 42, 6-7 :x

Zapraszamy na bloga Pani Zofii https://zchrystusem.pl/wedruj
ODPOWIEDZ