KRZYŻ ZNAKIEM MIŁOŚCI

KRZYŻ ZNAKIEM MIŁOŚCI

…Krzyżu co bolisz
Krzyżu zatknięty na szlaku
wędrowania naszego
krzyżu z prostego drzewa
jak moje życie
z nieociosanych kamieni
jak moje sumienie
krzyżu co bolisz
w noce nieprzespane
krzyżu którego ramiona
są jak ramiona Chrystusa
przyciągnij mnie do siebie
i pomóż uwierzyć
że jesteś drogą ku życiu..” 😇💚
/M.Chrzanowski/

Za tych – co ba­tem ścię­te li­ście,
za tych – co pta­ki z wo­sku lane,
tych – co im krew znu­że­niem try­śnie,
i tych – co wbi­ci cie­niem w ścia­nę –
i za zwie­rzę­ta ko­na­ją­ce,
któ­rym po­wo­li oczy bled­ną –
– chciał­byś od­rzu­cić Bogu – ży­cie,
umrzeć raz dru­gi jak Zba­wi­ciel;
ale za­war­ty to­bie upływ
krwi; i zwią­za­ne ręce w su­pły,
bo ty nie twór­czym nie­po­ko­jem,

a tyl­ko – że się pa­trzeć bo­isz.

25. XI. 1941 r. Autorem wiersza jest

Krzysztof Kamil Baczyński.

Krzyż.

Dwie belki.
Kąt prosty.
Dwa
punkty widzenia.
Krótka belka-
do świata równoległa
kontra ta,
co z nieba
ku ziemi
miłości strumieniem
sięga.
Zaufanie.
On jest wyżej.
Horyzont szerszy.
Widzi lepiej…
Krzyż
Dwie belki.
Kąt prosty.
(To takie proste,
jeśli przyjąć krzyż
jak wielki plus
dla duszy…)
+

Marta Przybyła

Krzyż jest znakiem wiary, towarzyszącym nam na każdym kroku. Widnieje w świątyniach, przy drogach, w domach i zakładach pracy. Nosimy go na piersi i czynimy na sobie. Błogosławimy nim ludzi i przedmioty. Krzyża nie można do końca zrozumieć, ponieważ symbolizuje rzeczywistość zbyt bogatą i złożoną. Kryje się w nim niezgłębiona tajemnica życia i śmierci.

Krzyż Twój Panie niebo nam otwiera..

Bóg nie obiecał nam drogi wysłanej różami i tak było w moim przypadku . Chciałam podzielić się z Wami moim świadectwem. Można było by powiedzieć, że byliśmy szczęśliwą rodziną do chwili, kiedy dowiedzieliśmy się, że moja córka urodzi ciężko chore dziecko. Lekarze jeszcze w łonie matki już kazali nam szukać hospicjum dla Dawidka, nadalismy mu to imię, ponieważ Dawid jest waleczny i oddane Bogu Imię . Ja z córką do końca nie wierzylam w diagnozę lekarzy, wierzyłam w cud uzdrowienia mojego wnuka jeszcze w łonie swojej mamy, prosiłam Boga dniami i nocami by to, co usłyszałam od córki nie było prawdą. Pilnowałam moje dziecko jak oka w głowie ,widziałam, że po każdej wizycie u lekarza jest coraz bardziej załamana. Dodawałam jej sił, mówiłam, że jej nie zostawię, że będę jej pomagała, że nie oddamy Dawidka 😪 że Bóg daje taki krzyżyk, który uniesiemy. Przyszedł czas porodu. Dawidek urodził się pięknym chłopczykiem. Nie wierzyłam, że takie piękne dziecko może być tak bardzo chore. Po dwóch dniach diagnoza się potwierdziła, zabrzmiała okrutnie jak wyrok. Centralne Uszkodzenia Układu Nerwowego. Dawidek był bardzo chory, nie widział, nie siedział, odżywiany był przez sondę. I tak zaczęła się walka o jego życie. Ponieważ córka mieszkała na Słowacji Dawidek był leczony w klinice w Bratysławie, przeszedł 18 operacji na główkę. Jeździłam tam by pomóc córce. Któregoś dnia lekarz mi powiedział: Jeśli pani chce mieć zdrową córkę to proszę ją zabrać do domu. Widziałam jak moje dziecko gaśnie w oczach. bardzo schudła, dlatego postanowiłam zostać z Dawidkiem, nie mogłam zostawić go samego. Leżałam obok niego i ciągle się modliłam o cud wyzdrowienia, chodziłam po korytarzu, mijałam sale, gdzie leżały ciężko chore dzieci, płakałam razem z nimi, pomagałam im wszystkim jak mogłam. Przytulałam, całowałam, ale czułam, ze wysiadam psychicznie. Były dni, że nie odbierałam od nikogo telefonów, nie miałam siły, modliłam się i tą Bożą obecność czułam. Ewunia przyjeżdżała w niedzielę. Któregoś razu zadała mi pytanie: Mamuś, powiedz, czym zawiniłam  Bogu? Mąż mnie pytał, gdzie jest ten Twój Bóg, a ja płakałam żywymi łzami, nie potrafiłam słowa wypowiedzieć, ale czułam Bożą opiekę i Obecność, która dodawala mi sił. Nie miałam odpowiedzi. Powiedziałam tylko, że Bóg kocha nas i nie zostawi w tak ciężkich chwilach. Po siedmiu miesiącach Dawidek wrócił do domu. Ewunia dbała o Dawidka, każdą sekundę życia poświęcała dla niego, dniami i nocami nie spała. Widziałam jak moje dziecko gaśnie, prosiłam Boga, żeby tylko dodawał jej sił. Kochaliśmy Dawidka nad życie, ciągle słyszałam od córki, że nie wyobrażam sobie mamuś życia bez niego. Bałam się tego dnia kiedy to nastąpi .Naszedł ten czas. Dawidek zmarł w wieku 4.5 latka, w Ewuni urodziny był pochowany. Widziałam jak moje dziecko płacze po nocach, codziennie odwiedzała jego grób. Pewnego dnia byłyśmy tam we dwójkę, podszedł do mnie ksiądz sprawujący tam pogrzeb. Powiedział mi: Ilekroć jestem na cmentarzu, widzę pani córkę klęczącą i modlącą się przy grobie syna. Widziałam, że w domu stawia ołtarzyki, zdjęciami Dawidka oklejane były całe ściany. Widziałam, że coś z moim dzieckiem się dzieje nie tak. Zabrałam ja do psychologa, chciałam by moje dziecko było jeszcze szczęśliwe, prosiłam nieustannie Boga o zdrowie mojej córki. Niestety, Ewunia załamała się psychicznie i odebrała sobie życie 😭😭 był to dla mnie kolejny cios, myślałam, że nie przeżyję, ale wierzę, mam tylko taką nadzieję, że są tam razem i że już nikt ich nie rozłączy. Mnie zostaly tylko wspomnienia i ból w sercu i nadzieja, że tam w niebie są moje Anioły i one pomagają mi przetrwać. I kiedyś przyjdzie ten czas, że Bóg pozwoli mi dołączyć do ich grona. Dziękuję Bogu za Ks. Teodora, za piękne modlitwy, za różaniec. To on dodaje mi tę siłę, choć czasami mi ciężko, ale po modlitwach znowu czuję się jakbym była otoczona rękami Bożymi 🙏🙏🙏🙏 Dziękuję że mogłam choć przelać na papier mój ból i głęboką wiarę w Boga😘♥️🙏🙏🙏
Janina Fiedor

Od jakiegoś czasu odczuwałem wewnętrzne poruszenie i strach przed trudnym wyzwaniem, które przygotował mi Jezus. Nieodwołalność zbliżającego się krzyża, a co za tym idzie cierpienia, w naturalny sposób pogrążała mnie w rozmyślaniach. Jednocześnie narastał we mnie lęk czy podołam nowemu poleceniu Jezusa. Człowiek przecież widząc nadchodzący krzyż potrafi się z nim szarpać i popełniać głupstwa. Na szczęście z pomocą przyszedł mi św. Wincenty a Paulo.

Poszukując inspiracji na kolejny dzień życia natrafiłem w jego pismach na zdanie, które rozjaśniło moją duszę i wlało nadzieję, że będąc w rękach Bożych nic nie może mi się stać. Zdanie to brzmiało następująco: Jeśli nie można zdjąć krzyży, które trzeba dźwigać, przynajmniej można je ozdobić kwiatami.

Wiem, że może wyda się to sentymentalne, ale przecież w tym zdaniu zawarta jest nie tyle teoria radzenia sobie z cierpieniem, ale prawdziwa praktyka noszenia krzyża. Na nic się zda moje przygnębienie, smutek i bezustanna troska. Mogę nawet obrazić się na swój własny krzyż, ale czy to cokolwiek zmieni? Przeciwnie! Zamiast stać się bardziej znośnym będzie dodatkowo przykry i dołujący. Nie pozostaje zatem nic innego jak przyjąć krzyż i cierpienie z godnością. Zobaczyć go w nowej perspektywie. Dostrzec jego piękno. Sam widzę, że jest mi on potrzebny. Nie doceniałem wielu oczywistych rzeczy. Nie dziękowałem za to, co istotne. Nie rozumiałem tych, którzy narzekali na swój krzyż.

Dzięki Ci Jezu za ten krzyż. Przyozdobię go kwiatami. Wtedy będzie naprawdę mój. Poniesiemy go razem bez względu na wszystko.
Ks. Mateusz Szerszeń CSMA

Świat powoli opuszcza Chrystusa. Apostazja ma się w najlepsze. Część społeczeństwa jest jeszcze miotana na wietrze i czas pokaże po której stronie się opowiedzą. Ale są też ci najwierniejsi Ewangelii, z której przecież wiemy, że „bramy piekielne go nie przemogą”. Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa przetrwa. To dobra nowina, dlatego możemy spać spokojnie, pomimo, że ludzkość upada moralnie i wypiera Krzyż.
Krzyż to Miłość, a Miłość to Chrystus. Pobądź dziś z Miłością ukrzyżowaną przed snem. Stąd nauczysz się kochać. Daj świadectwo po której stronie jesteś, choćby to nawet miało być te kilka chwil słodkiego dialogu, może nawet takiego bez słów…

Zawierzam Maryi

 

Dobre pytanie!

Czy nie wstydzisz się krzyża?

Nie wstydż się. Pamiętaj, że…

ZNAK.
Lubił dyskutować z księdzem proboszczem o religii i wierze, choć mówił o sobie, że jest niewierzącym człowiekiem z przekonania.
Ich rozmowy były długie i zażarte.
Po jednej z takich wieczornych dyskusji ksiądz odprowadził przyjaciela ateistę do samochodu i pożegnał go.
Ku jego zaskoczeniu, zanim ów człowiek uruchomił silnik, zrobił znak krzyża.
Proboszcz otworzył drzwi samochodu i skoczył na niego :
– Jakże to?
Rozgłaszasz wokoło, że jesteś ateistą, a teraz czynisz znak krzyża?
– Nic podobnego!
– bronił się człowiek.
– Ja robię tak….
Podniósł rękę do czoła i powiedział :
– Niczego nie zapomniałem.
Następnie dotknął piersi, mówiąc :
– Smacznie zjadłem.
Po czym dotknął lewego ramienia i powiedział :
– Portfel mam.
oraz prawego :
– Prawo jazdy też…
Powoli złożył ręce i powiedział na koniec :
– Można ruszać!
Bruno Ferrero kapłan salezjanin.

Śmieszne?
Jakie myśli i słowa towarzyszą gestom, które robią piłkarze przed meczem, skoczkom przed skokami, czy studentom przed egzaminem, czy ważną operacją w szpitalu.?

 

Krzyż = Miłość. Kocham Cię Jezu.

 

Ja także Ciebie kocham!

Był  kiedyś człowiek o nazwisku George Thomas. Pastor w małym miasteczku w Nowej Anglii. Pewnego niedzielnego poranka przyszedł ze starą zardzewiałą klatką dla ptaków i położył ją na mównicy. Brwi zdziwione podniesione i otwarty na duchu pastor zaczął mówić…
„Wczoraj szedłem przez wioskę i zobaczyłem małego chłopca podchodzącego do mnie, huśtającego tę klatkę dla ptaków. Na dnie klatki znajdowały się trzy małe dzikie ptaki, drżące ze strachu i zimna. Zatrzymałem go i zapytałem: „O co chodzi, mój synu?”
„Tylko kilka starych ptaszków”, przyszła odpowiedź.
„Co ty z nimi robisz?” Pytałem.
„Zabiorę je do domu i zabawię się z nimi”, odpowiedział. „Podjudzam ich trochę, powyciągam im pióra i chcę by musiały ze sobą walczyć. Będę się świetnie bawił. ”
„A jeśli po tym nie masz ochoty i się tobie znudzi. Co wtedy zrobisz?”
„Oh, mam kilka kotów”, powiedział mały chłopiec. „One lubią ptaki. Dam im je. Na pożarcie ”
Pastor zamilkł na krótką chwilę. „Ile chcesz za te ptaki, mój synu?”
„Huh? !!! Dlaczego? Ty Nie chcesz mieć tych ptaków. To tylko zwykłe, stare, polne ptaki zużyte życiem ptaki One nie śpiewają. Nie są nawet ładne. ”
„Ile?” Pastor pytał ponownie.
Chłopak spojrzał na pastora jakby był szalony i powiedział: „10 dolarów”?
Wielebny sięgnął do kieszeni i wyciągnął rachunek na 10 dolarów. Włożył go do ręki młodego człowieka. Za chwilę chłopca już nie było.
Pastor podniósł klatkę i ostrożnie zaniósł ją na skraj wioski, gdzie znajdowało się drzewo i łąka. Opuścił klatkę, otworzył drzwi klatki i delikatnie stukając w kraty, przegonił ptaki na zewnątrz i wypuścił je. To wyjaśnia pustą klatkę dla ptaków na biurku mówcy. Wtedy pastor zaczął opowiadać następującą historię:

Pewnego dnia Szatan i Jezus przeprowadzili rozmowę. Szatan właśnie przybył z Ogrodu Edenu i był pełen radości i chwalenia się. „Tak, panie . „Po prostu uwięziłem tam cały świat pełen ludzi. „Położyłem je i zwabiłem, a one nie mogły się oprzeć. Mam ich wszystkich!”
„Co zamierzasz z nimi zrobić?” Jezus zapytał.
Szatan odpowiedział: „Och, będę się z nimi bawił! Nauczę ich rozwodu. Jak się nienawidzić i wykorzystywać siebie nawzajem. Jak pić, palić i przeklinać. Pokażę im, jak wymyślać broń i bomby oraz jak się zabijać. Jak czynić zło !Naprawdę będę się dobrze bawić!”
„I co będziesz robił, gdy z nimi skończysz?” Jezus zapytał.
„Oh, zabiję ich”, z dumą przesłonił Szatan.
„Ile chcesz za nie?” Jezus zapytał.
„Oh, nie chcesz tych ludzi. Nie są to dobrzy ludzie !!Dlaczego? Weźmiesz ich i będą cię nienawidzić. Będą na ciebie pluć, przeklinać i zabijać. Będą się z ciebie naśmiewać i nie będą mieli dla ciebie czasu! Nie chcesz tych ludzi!”
„Ile?” zapytał jeszcze raz.
Szatan spojrzał na Jezusa i wyśmiewał” całą twoją krew, twoje łzy i twoje życie. ”
Jezus powiedział, „KUPUJE!” I wtedy on zapłacił cenę.

Pastor zabrał klatkę i wyszedł z mòwnicy….

KLĘCZĄC PRZED TOBĄ JEZU.

Klękam przed Tobą Jezu Puste wyciągam dłonie. Napełnij je sobą Panie. Ucz jak zapomnieć o sobie. Wskaż jak mam bliźnim w swym sercu nieść Ciebie By radość, miłość i pokój Zdołały przemienić nas w Ciebie.

Noc cierpienia mego Jezu, składam u Twych stóp Proszę, Ty miłością swoją Panie coś z tym zrób To konanie, żal i trwoga, to błaganie Ciebie – Boga To rozdarcie me w cierpieniu, to wołanie w rozżaleniu. To co ogarnęło lęk, błagam Jezu łaską zmień… Racz umocnić, racz pokrzepić, wzmocnić wiarę, siły wskrzesić Swą bliskością bądź pewnością,, że ogarniasz mnie miłością Uczyć będziesz cierpieć z Sobą, bym na wieki była z Tobą.

W pocie czoła, utrudzeniu, pomyśl sobie o cierpieniu Jakie Chrystus znosił sam, pragnąc dojść do niebios bram Łącz się z Nim na każdy czas, dźwigaj krzyż jak każdy z nas Lecz nie w smutku i zazdrości, a z miłością i w radości Woli Bożej się poddając – siebi, e przez to uświęcając!

Kolana odklęczane, ku niebu wyciągnięte ręce Usta szepczą pacierz, z bólu pęka serce. Łzy się leją same gęsto i obficie W Twoje Jezu ręce składam moje życie Choć wygasa wiara, nadzieja umiera Duszą całą tęsknię – co wnętrze rozdziera… Do Boskiego Mistrza, mego Przyjaciela. Zniknął z moich oczu, pustka pozostała Bezsens życia powstał, bom jest całkiem sama. Samotności takiej dłużej znieść nie mogę. Szatan bowiem nie śpi, co rusz rzuca kłodę Pragnę tej bliskości, która miłość wznieca. Chcę od Ciebie Jezu grzać się jak od pieca… Miłość bowiem czyny wzbudza, podpowiada. Czyni życie pięknym, do ludzi przemawia Jakże bardzo Panie tęsknię, oczekuję W kimże moc miłości swojej skumuluję? Jeśli Ciebie nie ma, – dzień jasny ciemnieje. Noc ciemna i straszna zagłusza nadzieję… Życie tętnić nie chce, strach ogarnia ziemię. Nie ma szczęścia i radości – nic się już nie śmieje. Powróć Jezu, Panie rozpal serce moje. Przybądź szybko Mistrzu, samą być się boję Nie chcę żyć bez Ciebie ani chwili więcej. Chcę Cię Jezu Drogi kochać coraz więcej. Racz przywrócić radość, rozpalić nadzieję. Przywróć mi sens życia – z Tobą i dla Ciebie!

(Pożyczone z neta)
Jeszcze jest czas…  Jeszcze tylko ….
kupię nowy samochód, jeszcze tylko wyjadę na wakacje,
jeszcze tylko załatwię prochy i wyskoczę na imprę.
Jestem za młody na siedzenie w Kościele i klepanie różańców!

Zdążę. Zdążę się jeszcze nawrócić, zdążę się jeszcze zacząć modlić i chodzić do Kościoła. Jak będę stary, jak będę na emeryturze. Jeszcze poczekaj.

Teraz muszę zbudować dom, wyjechać za granicę, czerpać garściami z nadarzającej się okazji,
jeszcze ponarzekam na zachłanny na kasę kler, choć nie dałem nigdy na tacę, na zbyt surową, niedzisiejszą naukę Kościoła. Wiele mi się w tym wszystkim nie podoba, bo ogranicza moją wolność. Mam swoje potrzeby, mam prawo do luksusu, do przelotnych romansów, do eksperymentowania.
Jak nie teraz to kiedy?

Nie mam czasu na te katolickie dyrdymaly, coś mi sę w końcu od życia należy. Ciągle w Kościele przynudzają o miłości bliźniego, wyrzeczeniach, spowiedzi, nawracaniu, noszeniu krzyża, przyjmowaniu cierpienia. Jeszcze czego! A gdzie w tym wszystkim ja jestem? Gdzie mój interes. To jakieś chore. To sekta zniewolonych przez czarne sukienki biedaków. Ja jestem ponad to!

*******************************
Teraz mam pod górkę, nie rozumiem i nie widzę sensu tego stanu. Moja kariera zawodowa nie idzie jak planowałem. Mam sprawę w sądzie za jakieś tam niby przekręty finansowe. Moja partnerka mnie rzuciła. I jeszcze ten koronawirus! Zrzucam na Ciebie żal za moje niepowodzenia.

Chyba mam ochotę powiedzieć Ci, żebyś nie czekał…

Za szybko jechałem moim nowym wózkiem. Teraz nie moge się ruszyć. Leżę tak od paru dni. Widzę w białej sali szpitala tylko Twój krzyż. Jak to miałeś na imię…? Jezus…? A tak, Jezus… Wisisz na krzyżu. Pamiętam jak ksiądz na religii mówił, że umarleś za grzechy ludzi. Czyli moje też. Widzę je teraz bardzo wyraźnie…, jak na dłoni. Widzę, że bezmyślnie zmarnowałem czas. Wstyd mi, że tak bardzo zapuściłem moje życie, że zarosło chwastem i grzechem.

Nie umiem się modlić, ale chciałbym zapytać, czy mi wybaczysz? Jezus spojrzał z krzyża z miłością i odpowiedział: Chodź synu zbłąkany, zanurzam cię w Miłosierdziu moim. Długo na ciebie czekałem…

A kiedy Ty wyhamujesz i za którym zakrętem zatrzymasz się?

W kościele wewnątrz klasztoru Santa Ana i San Jose w Cordoba Hiszpania znajduje się starożytny krzyż. To obraz Krzyża Przebaczenia. Pokazuje Jezusa ukrzyżowanego prawą ręką od Krzyża i w dół.
Mówią, że pewnego dnia grzesznik spowiadał się kapłanowi pod tym krzyżem. Jak zwykle, gdy grzesznik był winny poważnego przestępstwa, ten ksiądz zachowywał się bardzo surowo.
Niedługo potem ta osoba znowu upadła i po wyznaniu grzechów ksiądz zagroził: ‚ ‚ Ostatni raz mu wybaczyłem „.
Minęło wiele miesięcy, a grzesznik klękał u stóp kapłana pod krzyżem i błagał ponownie o przebaczenie. Ale z tej okazji ksiądz wyraził się jasno i powiedział: ′′ Nie baw się z Bogiem proszę. Nie mogę pozwolić ci dalej grzeszyć „.
Ale co dziwne, gdy ksiądz odrzucił grzesznika, nagle usłyszano hałas z krzyża. Prawa ręka Jezusa położyła się i poruszyła skruchą tego mężczyzny, usłyszano następujące słowa: ′′ To ja przelałem krew za tę osobę, nie ty „.
Od tego czasu prawa ręka Jezusa pozostaje na tym stanowisku, bo zaprasza człowieka do proszenia i otrzymania przebaczenia.

 

PARADOKS KRZYŻA

Zgorszenie dla Żydów, głupstwo dla pogan, moc chrześcijan

 

Pan daje ci czasem odczuć ciężar krzyża. Wydaje ci się, że ten ciężar jest nie do uniesienia, ale nieś go, ponieważ Pan w swojej miłości i w swym miłosierdziu poda ci rękę i obdarzy mocą. Sw.O.Pio

Zdarzyło się jednego wieczoru, iż najjaśniejsza królowa i pani Jadwiga przyszła do świątyni wawelskiej. A był tam już w owe czasy krzyż ten sławny, na którym Zbawiciel dziwnie czarny wisi i łask ludziom nie odmawia, nad każdą nędzą się litując. Często zjawiała się tutaj królowa, ażeby w modlitwach i medytacji tkwić przed onym smutnym, jakby ściemniałym od samych bólów i mąk wszelakich obliczem Chrystusowym. Często wyklękiwała pokornie, gdyż zawsze milsza jej była rozmowa z niebem, niźli przyjemności, którymi możny dwór Jagiełłowy się trudnił i rycerstwo z najprzedniejszych krajów chrześcijańskich do siebie wabił. Wszelako tamtego wieczoru królowa przyszła do katedry okrutnie zasmucona, a widoczna szata żebracza (w jaką nieraz dla niepoznaki się odziewała) jeszcze większego przymnażała jej rysom frasunku. Zaraz też święta wnuka Kazimierzowa padła przed krzyżem, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać, lament niepodobnie wielki wydając. Jakież strapienia miała, iż krom szlochów i nadziei w Panu Bogu nie stało na nie już inszej rady?
Ach, żaliła się królowa, iż nieszczęście, które ją umiłowało, na jednym poprzestać nie chce, lecz stale nowy, a gorzki dar jej przynosi.
Żaliła się, iż jej zacnej matce, królowej Elżbiecie, straszliwą śmierć zadali buntownicy z ziemi kroackiej, nawet zwłok nie szanując, ale wzgarliwie wieszając je na murach Nowigradu.
Żaliła się, iż miła sercu siostra, królowa Maria (która na one zelżywości kroackie musiała patrzyć) zeszła już z tego świata, niewielu roków, bo ledwo dwudziestu i pięciu dożywszy.
Żaliła się, iż Pan Bóg, pewnie swój niewiadomy gniew okazując, nie daje długo jej, Jadwidze, dziecięcia, co by zgryzoty koiło, a przy tym stało się kiedyś dziedzicem tronu krakowskiego.
Żaliła się, iż tron ów, tak wspaniały, ona sama musiała okupić tyloma wyrzeczeniami, zostawiając hen madziarską ojcowiznę i przenosząc się na to wzgórze, na Wawel, skąd tylko widać gród, bory i spiesznie, jakby obojętnie nurt swój toczącą Wisłę.
Żaliła się, iż zastępy krzyżackie, którym przewodzi pan Konrad Wallen-rod, komtur nader fałeszny i złości niesyty, wciąż oblegają zamki wileńskie, miotając w nie kulami z wrzącym wapnem, beczułkami z palącą się smołą albo i kawałami ścierwa z ubitych a prześmierdłych już koni.
Żaliła się, iż szlachetny książę Witold, pełen niezrozumiałego zaślepienia, nadal sprzymierza się z Teutonami i braterską dłoń Jagiełłową odtrąca, a zaś Skirgiełło, grododzierżca wileński zbyt prostaczym obdarzony umysłem, miód tylko spija i Litwie przyczynia klęsk.
Żaliła się, iż król jegomość, a jej, Jadwigi, prawy małżonek, Władysław podług chrztu świętego, posądzał ją o wiarołomstwo, kiedy potwarca Gniewosz, Boże mu odpuść, tak szpetnych bajów nagadał, że jako pies musiał je potem odszczekiwać, pod stół włażąc.
Żaliła się, iż chłopkowie cierpią krzywdy niepomierne od swych panów, a ona tylko wtedy może bronić prześladowanych, gdy gwałt jest osobliwej widomy i głośny.
Żaliła się, iż mimo jej wysiłków wszędy tak wiele zła, dzikości, fałszu i przeciwieństwa jest narządzane, że poniektórym może się wydać, jakoby chytrzy diabłowie byli zwyciężni i świata całego władni.
A kiedy tak żaliła się królowa, snadź czymś nader niemiłym do podobnego smutku przywiedziona, nagle poruszyła się czarna figura Chrystusowa. Ledwo tchu łapiąc, umęczony, rozpięty na krzyżu Jezus przemówił do klęczącej!
Mówił, iż prosi ją, by spokój ducha zachowywała.
Mówił, iż każde cierpienie, to cząstka Jego krzyża, pożytek swój mająca. Mówił, iż kto chce iść za Nim, ten krzyż pospołu dźwigać musi. Mówił, iż ten, kto Go nie naśladuje, nie jest godzien Jego serca. I mówił, iż zawsze na świecie jedni płaczą, a drudzy się weselą, ale zaprawdę nadejdzie dla onych płaczków dzień, kiedy smutek ich w radość się obróci, której nikt im już nie odbierze. A potem, powiedziawszy to wszystko, czarny Jezus uniósł rękę wysoko i pobłogosławił czcigodną królową, ona zaś uczuła, iż znaczna moc i pocieszenie w niej zamieszkały, i rychło poczęła inszych dobrym a miłosiernym słowem wspierać.

Podczas różańca, padło pytanie, co jest Twoim krzyżem? Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi na to pytanie i chyba wciąż, nie do końca wiem, jak mam na nie odpowiedzieć.Myślę, że powodem tego, iż nie mogę nazwać swojego krzyża, jest to, że szukam w sprawach, które po ludzku są naprawdę trudne, takie jak choroba, nie odwzajemniona miłość czy styczność z toksycznymi ludźmi. Krzyż nie zawsze musi być widoczny na pierwszy rzut oka, czasami go nie dostrzegamy, gdyż towarzyszy nam w codzienności i po prostu, przyzwyczailiśmy się do niego. Krzyżem nie musi być coś, co jest łatwo dostrzegalne i szczególnie trudne dla nas. Czasami krzyżem, może być nawet codzienna praca czy też problem, z którym borykamy się całe życie, ale do którego zdążyliśmy przywyknąć.

Podczas modlitwy wstawienniczej dostrzegłam, że właśnie tą trudnością, tym krzyżem w moim życiu może być brak miłości i podążanie za tym, co może mi zastąpić to odczucie. Nie zobaczyłam tego wcześniej, bo nie chciałam wciąż tego roztrząsywać. Często nie chcemy podjąć swojego krzyża, bo na przykład powrót do tego, z czym nie uporaliśmy się wcześniej jest zbyt trudny i bolesny. Takie sprawy zaciskające piętno na psychice, czy na duchu również mogą być naszym krzyżem. Cierpienie nie musi być fizyczne, aby można było je nazwać cierpieniem.
Myśląc o krzyżu, często myślimy właśnie o tym, co jest dla nas trudne fizycznie, odpychając ból psychiczny na bok, lecz nieraz takie cierpienie jest dużo bardziej uciążliwe i trudne do udźwignięcia niż takie, które dotyka nasze ciało.
Wszystko jest kwestią tego, w jaki sposób spojrzymy na nasz krzyż, może czasami trzeba zajrzeć w głąb swojego serca, aby zobaczyć, jak wiele zmęczenia w nim jest. Nie patrzeć powierzchownie na nasz krzyż, ale głębiej i odkryć jego istotę też w tym, co stało się dla nas codziennością.
Przypomniało mi się jak kiedyś byłam wyśmiewana przez rówieśników i choć sprawiało mi to ból, po prostu przyzwyczaiłam się do tego, przez co mój krzyż z dnia na dzień stawał się coraz cięższy, lecz z czasem stał się niezauważalny, bo był codziennością. Każde wyzwisko spotykało się już z obojętnością z mojej strony, lecz po pewnym czasie to wszystko zaczęło mnie przygniatać do ziemi, dlatego, że milczałam. Czasami warto powiedzieć, co się czuje, żeby nie stać się cierpiętnikiem, który niesie swój „krzyż” jedynie z przymusu.
Nie szukajmy krzyża tylko w tym, co fizyczne, ale zwracajmy też uwagę na naszą psychikę i ducha, które są nieodzownym elementem naszego życia.
Marta Mazurkiewicz

Najpiękniesza modlitwa do Pana Jezusa.❤️.

Kiedy znajdziesz krzyż na drodze.
Kiedy ciężko będzie ci.
Nie mów – Jezu już nie mogę,
Tylko – Jezu pomóż mi.

Pomóż Jezu dźwigać krzyż,
Co ku ziemi gniecie mnie.
Pomóż Jezu bo ustaję
i do siebie przytul mnie.

A gdy przyjdzie mi pożegnać,
Ziemski padół, ten nasz świat.
Nie bądź dla mnie Jezu sędzią,
Lecz jak ojciec, albo brat.

Przytul Jezu mnie do siebie.
Po pielgrzymce ziemskich dróg,
Przyjmji Jezu mnie grzesznego.
Za niebieskich komnat próg.

A gdy przyjdzie chwila zgonu,
Dobry Jezu przy mnie siądź.
Weź mą duszę tam do raju.
i łaskawym sędzią bądź.

Daj mi miejsce w swoim raju,
Choć w kąciku, choć na skraju.
By być tylko z Tobą w niebie,
Całym sercem proszę Ciebie. ❤️❤️❤️.

Mijając człowieka,
mijasz krzyż.
Spersonalizowany,
dopasowany,
na miarę skrojony.
Nie za duży,
nie za mały.
Troską zaprojektowany,
by wyciągniętym ramieniem
sięgnąć na drugi brzeg
wieczności.

Marta Przybyła

Pod stopy krzyża —- Adam Asnyk

Dużo cierpiałem lecz koniec się zbliża
Z uspokojeniem po przebytej męce –
Pójdę, o Chryste, do stóp twego krzyża
Wyciągnąć znowu z utęsknieniem ręce
I witać ciszę zachodzącej zorzy,
Która mnie w prochu u stóp twych położy!
Nie pomnę modlitw, com niegdyś ze skruchą
Przy boku matki powtarzał niewinny
Te utonęły w fali życia głucho,
I odkąd w gruzy padł mój raj dziecinny,
Odkąd mi zabrakło ojczyzny i domu,
Nie otworzyłem mej duszy nikomu!
Nawet przed Tobą, nie mogłem, o Panie,
Wydobyć płaczu z mej piersi ściśniętej,
Bo wzrok mój padał w bezdenne otchłanie,
A tyś mi zniknął na krzyżu rozpięty,
Spośród pokoleń rozrzuconych kości,
Za ciemną chmurą krwi, łez i nicości
Ręką ziemskiego dotknąłem się błota,
Widziałem zbrodnie, nie widziałem kary,
Oprócz boleści i nędzy żywota
Nic nie znalazłem, i zbrakło mi wiary,
I dalej w ciemność poszedłem z rozpaczą,
Zazdroszcząc ludziom, co na grobach płaczą
Widziałem trwogę i niemoc konania,
Widziałem duchów hańbę i upadek –
Lecz nie widziałem nigdzie zmartwychwstania,
I próżnych męczeństw przerażony świadek,
Patrząc na niebo, co nigdy nie dnieje,
Straciwszy wiarę, straciłem nadzieję
Kochałem jeszcze biedne ludzkie cienie,
Które na stosach palą się i świecą,
Myślałem bowiem, ze biegnąc w płomienie,
Wiedzą przynajmniej, dlaczego tam lecą,
I, że przyjmując każdy ból i ranę,
W piersiach anielstwo noszą nieskalane.
Lecz gdym obaczył, skąd tu wszystkie czyny
Swój tajemniczy początek wywodzą;
Skąd wyrastają ściekłe krwią wawrzyny,
Gdzie upadają ci, co w niebo godzą,
I gdy wnikając w serc zranionych ciemność,
Za każdym bólem znalazłem nikczemność,
Natenczas miłość stała się podobną
Do nienawiści smutnej i posępnej,
I przeklinałem tę rzeszę żałobną,
I pogardzałem nimi – sam występny…
I mścić się chciałem za gorycz zawodu,
Żem nie mógł kochać jak dawniej za młodu.
Tak więc w mej duszy zburzonym kościele
Została straszna pustka i samotność,
Sam jako nędzarz zostałem w popiele
I własną badać zacząłem przewrotność,
I wszystko w sobie znalazłem to samo,
Co mi się zdało być u drugich plamą.
Wszystkie pragnienia nędzne, brudne, liche,
Co kłamią tylko pozór wyższej cnoty,
Olbrzymią nicość i olbrzymią pychę
Znalazłem na dnie swej własnej istoty,
I tak swe serce rozpoznawszy chore,
Straciłem w sobie ostatnią podporę.
Lecz ta upadku właśnie ostateczność,
Co mnie w bezdennej pogrążyła nocy,
Dała, mi poznać wszechwładną konieczność
Wyższej a razem nieskończonej mocy.
I moja rozpacz szalona i trwoga
Świadczyła jeszcze o potędze Boga.
Na mojej piersi spoczywał schowany
Maleńki krzyżyk ze słoniowej kości:
Świadek młodzieńczej wiary nieskalanej,
Dar macierzyńskiej najczystszej miłości,
Co przetrwał wszystkie burze i szaleństwa
Znakiem cichego, boskiego męczeństwa.
Kiedy go teraz na piersi zbolałej
Po latach tylu znalazłem niewierny,
Tak mi się wydał znowu jasny, biały,
Taki potężny i tak miłosierny,
Że znów tęsknotą zadrżało mi łono
Za tą postacią tyle uwielbioną!
I powitałem światło wiecznie nowe
Z tych jasnych ramion krzyża tryskające,
I na skrwawione stopy Chrystusowe
Tak samo lałem moje łzy gorące,
Jak wówczas, kiedym poił serce młode,
Patrząc na mistrza nadziemską pogodę.
I znów słyszałem te boskie wyrazy:
„Chodźcie tu do mnie wy, którzy cierpicie,
Chodźcie tu do mnie leczyć ziemskie zmazy,
We mnie jest spokój i we mnie jest życie,
Nie plączcie próżno na świeżej ruinie,
Wszystko przemija, prawda nie przeminie!”
Więc posłuchałem słodkiego wezwania –
I oto idę z mym sercem schorzałem,
I pewny jestem twego zmiłowania,
Bom wiele błądził, lecz wiele kochałem,
I drogi życia przeszedłem cierniste…

Więc Ty mnie teraz nie odepchniesz, Chryste!

 

Jeżeli chcesz wejść do żywota, zachowuj przykazania. Jeżeli chcesz poznać prawdę, uwierz we mnie. Jeżeli chcesz być doskonały, sprzedaj wszystko. Jeżeli chcesz być moim uczniem, zaprzyj się samego siebie. Jeżeli chcesz osiągnąć życie szczęśliwe, odwróć się od obecnego życia. Jeżeli chcesz być wywyższony w niebie, uniż się na ziemi. Jeżeli chcesz ze mną królować, nieś ze mną krzyż. Bo tylko słudzy krzyża znajdują drogę szczęścia i światłości.

obce krzyże
wydają się lżejsze
łatwo się je
właścicielom tłumaczy
i kibicuje
pomponami teorii
z moim osobistym
zawsze gorzej
zapał mniejszy
nie wiadomo
jak chwycić
a jedyny minus
zapomnieć
że krzyż
to taki plus
dla duszy
Marta Przybyła

Świat jest pełen symboli.
Krzyż jest znakiem sprzeciwu.
Jedni go kochają inni pragną zniszczyć.
Jest symbolem cierpienia, a zarazem miłości.
Jest piękny i tragiczny w jednym momencie.
Lepiej, gdy go się wzywa niż przechodzi obojętnie.

Biegnę każdego dnia myslami, choć na chwilę, na golgotę. Nie wiem czemu, ale tam moge odpocząć, złapać oddech. Zdumiewające! Źródło hańby i poniżenia ludzkiego stalo sie tronem zbawienia i drogą do nieba… Spadło wiele kropel krwi, która nas uswięcila. Idę tam każdego dnia. Raz jestem Piotrem, który zapiera sie by potem gorzko zapłakać, innym razem jestem Szymonem z Cyreny, pomagam choć początkowo nie chcę. Wiele razy jednak jestem oprawcą, jestem katem, ale idę dalej. Ukręcam bicze ze swojej pychy, zazdrości, przekleństwa, lenistwa. Siedem raniących szpikulców, a ty Jezu milczysz, ty każdego dnia jestes ten sam. Widzisz mnie jak ide i Patrzysz… Patrzysz tym milosiernym wzrokiem prosząc: Ojcze wybacz bo nie wie co czyni. Czasem jestem Weroniką, która zdejmuje chustę z glowy i ociera twoją twarz, jestem bezmyślną tłuszczą, która wykrzykuje: na Krzyż na Krzyż, a ty Panie ciągle jesteś ten sam, miłosierny i kochający. Ty mnie nie osądzasz, nie patrzysz na mnie z wyższością, Ty się dla mnie uniżyłes, stales sie drogą, która ja depczę. Jezu pozwól mi zdjąć buty bym pojęla, ze stapam po świętości. Każdego dnia patrzę, ale nie słyszę, nie słyszę słowa krzyża, ogluchlam kamieniem zatwardziałości serca, a przecież Ty trwasz ciagle ten sam. To ja sie jedynie zmieniam. Zakladam te maski, pod którymi nigdy nie będę szczęśliwa.
Jezu a przecież ty jesteś drogą do szczęścia, dla ciebie nie muszę nikogo udawać, ty patrzysz sercem. Każdego dnia idę tą samą drogą, pozwól mi proszę isc w końcu z tobą. Przecież świat z Golgoty widzi się najlepiej.
Krzyż jest słodkim brzemieniem, a bez niego nie pojmę Ciebie. Proszę pomóż mi. Niech w końcu będę sobą, bez Ciebie nigdy nie bede szczęśliwa. To nic, że inni poslę mnie na krzyż, to nic, że obedrą mnie z szat, to nic, że opuszczą mnie nawet najbliżsi ,to nic, przecież ty obiecałeś, że będziesz ze mną każdego dnia az do skończenia świata. Więc pomóż mi wstać i zrozumieć tron krzyża, zrozumieć tę miłość, tam przecież zaczęło sie wszystko, tam Jezu uczyniłeś Wszystko Nowe.

Karolina Cha

„Witaj Krzyżu zwycięski…
Światłem Jesteś nadziei
Na mrocznej drodze życia,
Siłą w nocy cierpienia
I Portem dla zbłąkanych”.

Jesus On Cross

Gepostet von I Love Jesus am Sonntag, 14. Februar 2016

 

Stojąc w tłumie pod wysokim krzyżem na polance pośród drzew i z zadartą głową, patrząc  na ukrzyżowanego Jezusa, uświadomiłam sobie, że : „Oto jest nasz Bóg, nie potężny i niedostępny, siedzący na tronie, lecz rozpostarty na krzyżu, ze zwieszoną głową, jak nieustanny wyrzut sumienia: to ty poprzez swoje grzechy tego dokonałaś, Ja z miłości poświęciłem się dla ciebie”.
Było to silne wrażenie, żal, współczucie i wstyd …”Wybacz mi Panie!”
Zofia

X Piotr Winiarek

Spoglądam na Twój krzyż i widzę Twoje oczy pełne nadziei, kiedy wpatrujesz się we mnie. I chciałbym ze wstydem opuścić wzrok, ale Ty patrzysz tak jak nikt inny patrzeć nie potrafi. Wiem, że widzisz jaśniej, mocniej i prawdziwiej. Możesz zobaczyć, co głęboko schowałem pod grzechem i niewiernością. I zachęcasz mnie, bym wszystko Tobie – tutaj pod Krzyżem zostawił – by do mnie to już nie należało; bym wszystko przybił do krzyża Twojej miłości. Nie wiem czy umiem, ale pragnę trwać przy Tobie.
Zostanę przy Krzyżu – choć tak niewiele rozumiem, choć często ocieram łzy bólu i cierpienia, zostanę. Wtulę się w ramiona cierpiącej Maryi i będę patrzył Jej oczami na krzyż. Wiem, że zrozumienie i pokój przyjdą. Trzeba tylko cierpliwie trwać przy Krzyżu. To „ liche drewno ” ratuje moje życie; nadaje mu sens i podpowiada, że każda ludzka krzyżowa droga kończy się zmartwych powstaniem – do życia, do pełni, do miłości.
Dzieci Dobrego Boga

Deus Meus na pustyni – pieśni cierpiącej miłości

Pan daje ci czasem odczuć ciężar krzyża. Wydaje ci się, że ten ciężar jest nie do uniesienia, ale nieś go, ponieważ Pan w swojej miłości i w swym miłosierdziu poda ci rękę i obdarzy mocą
.Sw.O.Pio

Do niecodziennego odkrycia doszło na plaży w Fort Lauderdale na Florydzie w Stanach Zjednoczonych, gdzie ocean wyrzucił na brzeg drewniany malowany krzyż, pokryty morskimi wodorostami.

Sześciometrowy krzyż szybko zainteresował turystów i mieszkańców, tym bardziej jego pochodzenie. Ludzie zasugerowali, że pochodzi z Puerto Rico, inni stwierdzili, że może z archipelagu Florida Keys.

Żeby zobaczyć wyrzucony krzyż, ludzie czekają kilka dni.

Tajemniczy krzyż z Kolumbii
O tajemniczym krzyżu z Kolumbii krąży wiele przekazywanych z pokolenia na pokolenie i utrwalonych w kilku historycznych i kościelnych zapisach opowieści. Wszystkie mówią to samo. W połowie XVIII wieku, na plaży w Cartagena de Indias (miasto w północnej Kolumbii, nad Morzem Karaibskim), dominikańscy nowicjusze znaleźli spory kawałek drewna. Zanieśli go do klasztoru, bo pomyśleli, że można w nim wyrzeźbić figurę Chrystusa.
Zakonnicy pokazali kawał drewna starszemu mężczyźnie, który przebywał wtedy w klasztorze, a który podawał się za rzeźbiarza z Florencji. Artysta miał jednak uznać, że wymiary drewna są nieodpowiednie. Polecił nowicjuszom, by z powrotem wrzucili ten kawałek do morza i poszukali innego, odpowiedniejszego, do wyrzeźbienia naturalnej wielkości krucyfiksu.
Kilka dni później młodzi uczniowie (nie znamy ich imion) znaleźli na plaży ten sam kawałek drewna, ale – w niewytłumaczalny sposób – powiększony. Tym razem artysta uznał go za odpowiedni do wykonania rzeźby. Postawił jednak dwa warunki. Po pierwsze, chciał pracować w samotności, w wyznaczonym do tego miejscu (jedna z cel w klasztorze). Po drugie, chciał, by podawano mu posiłki przez maleńkie okienko w drzwiach celi.
Przez kilka dni bracia i nowicjusze słyszeli jedynie odgłosy pił tnących drewno, dłut i innych narzędzi. Nie widzieli nic, prócz rąk bezimiennego artysty, kiedy przez okienko podawali mu posiłki i wodę. Nikt z nim nie rozmawiał, nikt też nie widział jego twarzy (do klasztoru miał przybyć głodny i ubrany jedynie w łachmany).
Autor krzyża. Anioł?
Dwa tygodnie później odgłos pracujących narzędzi ustał, a okienko, przez które podawano rzeźbiarzowi strawę, więcej się nie otworzyło. Oczekiwanie klasztornej braci zamieniło się w niepokój. Jak mówi Atilio Otero, badacz kultury, „zakonnicy musieli się denerwować, bo po kilku godzinach ciszy w celi rzeźbiarza, postanowili zapukać do jego drzwi i sprawdzić, czy żyje”.
To, co znaleźli było niebywałe: blisko dwumetrowej wysokości rzeźba Chrystusa w momencie ukrzyżowania. Obok figury nie odnaleziono ani narzędzi, ani rzeźbiarza. Jedzenie, które przynoszono artyście przez dwa tygodnie, pozostawało nietknięte. Według niektórych publikacji zniknięcie artysty (tak samo zagadkowe, jak jego przybycie do klasztoru), dało początek legendom, iż był to anioł wysłany przez Boga z misją sporządzenia tej cudownej rzeźby.
Cudowny krzyż
Rzeźba, która stała się jednym z symboli miasta, wpisana na listę światowego dziedzictwa, przyciąga zarówno Kolumbijczyków, jak i turystów z innych krajów, którzy odwiedzają kościół Santo Domingo, by przekonać się, czy tajemniczy krzyż jest w rzeczywistości godny podziwu.
Gustavo Arango, znany kolumbijski dziennikarz i pisarz, w artykule z 1992 roku napisał, że w rzeźbie Chrystusa została pominięta rana w boku. „Nie widać nawet krwi. Chrystus nie wygląda na upokorzonego(…)”.

Tajemnicza rzeźba Cristo de la Expiración pokazuje coś, czego nie było w stanie oddać wiele dzieł sztuki: dokładny moment śmierci, ostateczne napięcie mięśni i ścięgien, ostatni spazm ciała, ostatnie spojrzenie, ostatni wdech…

Przydrożny Krzyż.

Gdzieś tam w polu,
zapomniany stoi stary krzyż drewniany.
Nikt już tutaj nie przychodzi,
ani starzy, ani młodzi.
Grzechy nasze odkupiłeś,
chociaż sam niewinny byłeś.
Życie mija, czas ucieka,
gdzie jest miejsce dla człowieka ?
Dla rodziny, dla Kościoła,
„Jezu Ufam Tobie” wołam :
chcę żyć w Wierze i Pokorze !
Niech mi Pan Bóg dopomoże…

Ballada o moim Jezusie – Andrzej Kołakowski

 

„Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie”. (Św. Edyta Stein)

 

„Krwawa ostoja…”*

Nie umiem być Twoja
Tak całkiem bez granic
Tak często mi milsze
Te drogi co na nic
*
Strzelają dziś do mnie
Twe myśli i słowa
Jak nabój bolesny
Wyjmuję i chowam
*
Opowiedz mi Niebo
Być może się wsłucham
Lecz nie szepcz jak zwykle
A wykrzycz do ucha
*
Zaśpiewaj mi Ciebie
Lecz tak by słyszeli
I w ziemi i w niebie
By bledli Anieli
*
A Ty się uśmiechasz…
Zacznę podejrzewać
Że droczysz się ze mną
I będziem się gniewać
*
A gdy się zwadzimy
Cóż wtedy się stanie?
To lepiej już odpatrz
Surowo mój Panie
*
Zamknąłeś klauzury
Gdzie dla mnie ostoja
Nie widzisz, że w świecie
Nie umiem być Twoja?
*
Więc skoro -„nie”- Twoje
Smagnęło jak batem…
Dziś dzielić się musisz
Swym dzieckiem ze światem
*
Wciąż pytasz czy widzę
Te maki czerwone
Co rosły pod krzyżem-
W inną patrzę stronę…
*
Wciąż szepczesz proroctwa
Z obrazu ze ściany
Gdy szybko odchodzę
Rozwierasz Swe rany…
*
I taka mistyka
Dziadostwem bogata
To cudu dotyka
To głosem Piłata
*
To jakby złe moce
Szarpały po części
W czym każda zbyt pewna
Że jej się poszczęści…
*
Bez miecza to walki
Bez hełmu i zbroi
Lecz nikt słaby Bogiem
Się w nich nie ostoi…
*
Najwięcej szaleje
Najgłośniej zły szczeka
Gdy ciągle pod krzyżem
Widuje człowieka
*
Lecz…mimo tych faktów
To…w krzyżu ostoja
I tylko pod krzyżem
Potrafię być Twoja

Anna Dawidowy

Byłam Magdaleną.

Przywlokłam się za nim na Golgotę
i stanęłam opodal krzyża pełna lęku,
bo była tam Jego Matka,
która mogła powiedzieć, że moje miejsce wśród tych,
co Go na śmierć wydali…

I spotkałam Jej wzrok – bez cienia urazy.
Przesunęła się nawet nieco,
bym mogła podejść bliżej.
Popatrzyłam teraz na Niego.

Wyczytałam w gasnącym spojrzeniu
nie żal,
nie potępienie,
nie wyrzuty,
ale słowa wdzięczności:

Dziękuję ci, Mario, że nie pozwalasz,
abym dla ciebie umarł na próżno

—– Zofia Zaborowska – Magdalena

Co zrobiłeś ze swoim krzyżem?

Dawno, dawno temu, kiedy człowiek nie chodził jeszcze po ziemi, a ta kształtowała się w troskliwej ręce Boga, w niebie wybuchło niemałe poruszenie. Jak powiedzieliśmy żaden człowiek nie chodził jeszcze po ziemi, mimo iż wszyscy już w jakiś sposób istnieli, bo Bóg już myślał o każdym z nas, już nas kochał. A u Boga przecież tak powstają rzeczy, ludzie. Kiedy Bóg o czymś pomyśli, to zaczyna istnieć. Kiedy Bóg o kimś pomyśli, ten zaczyna istnieć. A u Boga nie ma przecież dawniej, kiedyś, albo później, u niego jest wieczne teraz, więc Bóg pomyślał o człowieku w swej odwieczności i człowiek stał się w czasie. Więc jak powiedzieliśmy wybuchło poruszenie w niebie, przez chóry aniołów przeleciał szum bożego wezwania i wszyscy jak jeden stawili się przed Bogiem. Najwyższy czas powiedział Bóg, byśmy wysłali człowieka na ziemię! Ale dajmy mu jeszcze kilka prezentów, zwołać mi tu wszystkich! Każdy anioł stróż w te pędy poleciał szukać człowieka, którym miał się opiekować (bo aniołowie w niebie nie pilnowali ludzi jeszcze tak bardzo jak później na ziemi). Po chwili zjawili się z wszystkimi ludźmi, jacy mieli kiedykolwiek się narodzić. Po chwili gwaru, wszyscy umilkli i Bóg rozpoczął swoją przemowę. Człowieku! Masz już wolną wolę, ale za nim zejdziesz na ziemię, chcę ci jeszcze wiele rzeczy podarować! Oto archaniołowie będą rozdawać po kolei: rozum, wzrost, siłę, niebieskie oczy, blond włosy, zabawny wyraz twarzy, uśmiech, pokorę, i wiele innych. Nie chcę wszystkiego wymieniać. Każdy archanioł ma nad prawym skrzydłem tabliczkę z darem jaki rozdaje, będą tam różne rzeczy, różne dary, wybierajcie mądrze i zróbcie z nich dobry użytek! Mówiliśmy że w niebie wybuchło poruszenie, ale teraz to dopiero zaczęło się dziać. Najpierw archaniołowie z darami stali dość bezczynnie, bo rozważny człowiek chciał najpierw zobaczyć wszystkie dary, by ustawić się tam gdzie najbardziej będzie mu odpowiadać. Największą popularnością cieszyło się bogactwo, ale i niebieskie oczy i blond włosy miały niezłe wzięcie. Wielu mężczyzn ustawiło się po siłę i mądrość, ale i władza miała konkretną kolejkę. Oczywiście znane były przypadki tych, co nabrali tyle wzrostu, albo siły, że jak przyszli po rozum to archanioł musiał wytężać wszystkie swe archanielskie siły, bo chociaż trochę upchnąć…? Były też dary dość nietypowe, min. był krzyż… zakłopotani wojownicy ustawili się w kolejce, naradzając się co by tu można z tym krzyżem zrobić, no i w końcu odkryli że można go używać jako miecza. Niektóre kobiety pełne urody, wpadły na pomysł, że mogłaby być z tego niezła dekoracja. Więc krzyże pojawiły się w uchu, jako kolczyki. Jeszcze inni zabrali krzyże, ale nie mając pomysłu na wykorzystanie krzyża porzucili je w kątach boskiego pałacu. Nagle wszyscy ludzie zamarli, bo od tronu Bożego wyszedł Jezus, Boży Syn. Zbliżył się tylko do archanioła z krzyżem, wziął go na siebie i dał się ukrzyżować… Co zrobiłem ze swoim krzyżem, czy go niosę przez życie, czy używam go jako dekoracji, a może leży gdzieś w kącie mego życia, nie ruszany, bo niewygodny, bo ciężki… Odwagi do mężnego dźwigania krzyża, wam moi drodzy i sobie życzę.
ks. Grzegorz SDB

„Dopóki żyje Krzyż …”
*
Co z Twoimi ranami rąk, Panie?
– Smak męczeństwa dogłęnie poznałem
Tak mi smutno na takie konanie….
Płakałeś?
– Płakałem…
*
Co z Twoimi stopami zrobili
Czy nie było im krzywdy rąk mało?
-Wzięli w dłonie i w drewno przybili…
Bolało?
– Bolało…
*
Co z Twoimi skroniami zrobiono
Tam gdzie chwały być winna korona?
– Do krwi rany i ból mi koroną
Ale jakaż to chwała?
– Cierniowa…
*
Co z Twoimi kościami, mój Panie
Spękanymi, o barwie cierpienia?
– Dla was nawet Mych kości konanie…
Celem jakich wartości?
– Zbawienia…
*
Czy już Krzyż niepotrzebny gdyś w chwale?
Czy go można w niepamięć odstawić?
– Można…jeśli nie kochasz Mnie wcale
Ale
Na to wybrzmiewa by zbawić…
*
Skoro mówisz „wybrzmiewa” – trwa wiecznie
Jak więc uczcić ofiarę co wieczna?
– Stań u krzyża i czuj się bezpiecznie
– Czy się czujesz w Mych ranach…
Bezpieczna…?
*
– Czy gdy czujesz obecnosć Mą z boku
Umiesz ufność wnieść w trudy bez miary?
Czy cię nadal napełnia niepokój?
Ile twego spokoju, to wiary…
*
Nadal nie wiem dlaczego Krzyż zbliża…
Czemu duszę u Krzyża chcesz gościć?
– Bo…najpełniej rozpoznasz u Krzyża
Siłę Mojej ku tobie miłości…
*
Anna Dawidowy

STARA HISTORIA O KRZYŻU

Każdy dźwiga jakiś krzyż. Mój wydawał mi się wyjątkowo nieporęczny i cięższy, niż krzyże innych, co szli obok mnie. Prosiłem: Panie, pozwól mi przyciąć mój krzyż, żeby łatwiej było go nieść. A Pan nic nie odpowiedział, co uznałem za przyzwolenie. Jak się chce krzyż przyciąć, piła zawsze się znajdzie. Udało się. Z takim krzyżem nareszcie można iść. U kresu wędrówki ludzie z krzyżem stanęli nad przepaścią. Ktoś wpadł na pomysł, by krzyż przerzucić na drugi brzeg przepaści i przejść po nim, jak po kładce. Inni ruszyli w jego ślady. Też chciałem, ale mój przycięty krzyż okazał się za krótki. I to byłby smutny koniec beztroskiej opowieści, gdyby nie Miłosierny, który ma cierpliwość wciąż powtarzać mi od nowa: zapomnij o sobie, weź krzyż swój, daję ci go jeszcze raz. Może wyda ci się niezasłużony, za długi i za ciężki, ale dzięki niemu bezpiecznie przejdziesz na drugi brzeg…

Każdy otrzymuje taki krzyż, jaki jest w stanie udźwignąć.

Gepostet von Pravin Sable am Samstag, 10. März 2018

 

Lazurowa grota

Był człowiekiem biednym i prostym. Wieczorem po dniu ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złym humorze. Patrzył z zazdrością na ludzi, jadących samochodami i na siedzących przy stolikach w kawiarniach. – Ci to mają dobrze – zrzędził, stojąc w tramwaju w okropnym tłoku. – Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się… Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby musieli nieść mój krzyż! Bóg z wielką cierpliwością wysłuchiwał narzekań mężczyzny. Pewnego dnia czekał na niego u drzwi domu. – Ach to Ty, Boże – powiedział człowiek, gdy Go zobaczył. – Nie staraj się mnie udobruchać. Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona. Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj. Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie. – Chodź ze Mną. Umożliwię ci dokonanie innego wyboru – powiedział. Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie. Pełno było w niej krzyży: małych, dużych, wysadzanych drogimi kamieniami, gładkich, pokrzywionych. – To są ludzkie krzyże – powiedział Bóg. – Wybierz sobie jaki chcesz. Człowiek rzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce zaczął wybierać. Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny. Założył sobie na szyję krzyż biskupi, ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności i poświęcenia. Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionach mężczyzny, zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ. Złapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł, że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie. Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy, ale każdy krzyż stwarzał jakąś niedogodność. Wreszcie w ciemnym kącie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczony używaniem. Nie był ani zbyt ciężki ani zbyt niewygodny. Wydawał się zrobiony specjalnie dla niego. Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną. – Wezmę ten! – zawołał i wyszedł z groty. Bóg spojrzał na niego z czułością. W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę, że wziął właśnie swój stary krzyż ten, który wyrzucił, wchodząc do groty. „Jak noc nad ranem, tak życie staje się coraz jaśniejsze w miarę, jak przeżywamy a przyczyna każdej rzeczy wreszcie się wyjaśnia(Richter).
Bruno Ferrero

Krzyż

Ścieżką życia trudną i krętą idę do Ciebie Panie
czy wypełniłem Twą wolę czy wykonałem zadanie
Za mną bagaż przeszłości po nocach spać nie daje
i krzyż co ocaleniem dla mnie grzesznego się staje.

Zbyt ciężki dla Ciebie Panie, on zabrał życie Twoje
krwawą ofiarą i męką za nieprawości moje,
drzewo krzyża przyjęło Odkupiciela świata
a z nim cierpienie i bóle oto za miłość zapłata.

Ten Krzyż po wieczne czasy znakiem ofiarnej miłości
i przebaczenia za grzechy, złe czyny i słabości,
pomogę Ci go podnieść jak dobry Szymon z Cyreny
chcę odkupić choć w części moje grzechy i winy.

Nieraz pod nim upadnę on mi w drodze ciężarem,
podniosę się pójdę z nim naprzód przyjm Boże mą ofiarę,
czy zdołam dojść do celu ile przeszkód przede mną
tylko Ty wiesz o Panie bo idziesz razem ze mną.
Regina Sobik

Za Twoją bolesną Mękę…Chwała i cześć Tobie Panie!

Impresionante

Gepostet von Miguel Sanchez Algar am Dienstag, 15. April 2014

 

Pierwsza procesja w Hiszpanii.
O Chrystusie pomocy z cartageny.

La primera procesión de España.La del Cristo del Socorro de Cartagena.

Gepostet von Elvira Gimenez Conesa am Donnerstag, 22. März 2018

 

WIELKI POST

Dwa lata temu świat się bawił, gdy Chrystus wołał z krzyża
o nawrócenie, bo czas jest bliski. Świat nie słyszał zajęty przyjemnościami i swoimi sprawami.
Rok temu świat przestał się bawić, świat oszalał w panice, wtedy Chrystus wolał z krzyża „nie bójcie się, nie lękajcie się!”.
Świat opuścił kościoły, osamotnił Pana w Najświętszym Sakramencie, pozamykał się w domach.
Nowy Wielki Post – świat nadal się boi, ale ani w głowie mu nawrócenie. Świat się zabezpiecza, choć Chrystus z krzyża wola: „przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście!”
Świat nie słucha, nie widzi, nie słyszy, nie ufa. Świat się dezynfekuje.
Co przyniesie kolejny Wielki Post? Strach pomyśleć. Lepiej zacząć od dziś słuchać głosu z krzyża…
żródło: Siemamama.