NA ILE WIERZĘ?

NA ILE WIERZĘ?

„Pamięć o chrześcijanach prześladowanych i zabijanych z powodu ich wiary również w naszych czasach jest dla nas, żyjących w pokoju i wolności, szczególnym wezwaniem do dawania świadectwa wierze. 28 maja 2006 roku, na krakowskich Błoniach Benedykt XVI mówił do Polaków: Wraz z wyborem Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra, by służył całemu Kościołowi, wasza ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa. Wy sami zostaliście powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata. To wasze powołanie jest nadal aktualne, a może jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego. Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa!”
Krzysztof Rudnicki

,,Może powiesz: ja wierzę w Boga i codziennie się modlę. Ja wierzę w Boga i nawet poszczę w piątek, bo jem dobrą rybkę zamiast mięsa. Wierzę w Boga, bo przychodzę co niedzielę na Mszę Świętą. A ja Cię zapytam:

słyszałeś kiedyś o faryzeuszach…?
Czy zdajesz sobie sprawę, że to byli faceci, którzy pięć razy dziennie się modlili?
Modlisz się pięć razy dziennie…?
Zdajesz sobie sprawę, że to byli faceci którzy dwa razy w tygodniu pościli o chlebie i wodzie?
Kiedy ostatni raz pościłeś o chlebie i wodzie…?
Ci faceci studiowali codziennie Pismo Święte. Znali je ,,na pamięć”.
Znasz jakiś fragment Pisma Świętego, mający więcej niż 2-3 zdania…?
To byli faceci, którzy przestrzegali 613 przepisów prawa religijnego.
Przestrzegasz dziesięciu Bożych Przykazań…? DZIESIĘCIU? Nie 613. Dziesięć.
To byli faceci, którzy całe swoje życie poświęcili na to, żeby głosić Boga innym ludziom.
Komu ostatnio opowiedziałeś o Jezusie? Zobacz więc, że chwalenie się tym, że ,,jestem religijny ponieważ codziennie mówię paciorek, co niedzielę jestem w kościółku, i poszczę w taki sposób że raz w tygodniu mam ochotę na smaczną rybkę zamiast mięsa” – jest ŚMIESZNE w porównaniu z religijnością tamtych ludzi. A to przecież TAMCI LUDZIE najbardziej podnosili ciśnienie Jezusowi.
Przecież nie grzesznicy, jak chociażby cudzołożnica z Ewangelii.
Grzesznicy, którzy się nawracają, mają całą miłość, całe miłosierdzie i całe współczucie Chrystusa – i ani jednego słowa potępienia.
Natomiast ci którzy na zewnątrz są bardzo religijni, ale ich serca daleko są od Boga – dla tych jest surowy, twardy, czasami wręcz przerażający.
To przecież ci ludzie – ci najbardziej religijni, kapłani Izraela, faryzeusze, którzy całe swoje życie poświęcili aby głosić Boga, kiedy ten Bóg przyszedł do ich życia, oni go nie rozpoznali. Odrzucili. Znienawidzili. I na samym końcu – zabili.
Boga zabili fachowcy od Boga.
Nie przeraża Cię to? Bo mnie bardzo

ks. Dominik Chmielewski

Przeczytałam taki komentarz na Teobańkologii…
Mieszkam w Irlandii od 14 lat. Kraju niegdyś katolickim a dziś pogańskim, lewackim i ateistycznym. Dość powiedzieć że w pierwszym roku legalizacji aborcji dokonano tu dokładnie 6666 aborcji. Od marca 2020 po raz trzeci zamknięto nam kościoły a Msza Święta jest nielegalna. Ksiądz odprawiający Mszę dla wiernych może dostać mandat i być aresztowany. Przy trzecim lockdownie próbujemy spotykać się w tajemnicy, w katakumbach na Mszy Świętej odprawianej przez zaledwie kilku w całym kraju, odważnych kapłanów. Bogu dzięki za nich, że mimo restrykcji nie boją się ryzykować. Również i my, w Dublinie, a jest nas około 30 osób, spotykamy się w dziwnych miejscach, ukradkiem, ryzykując zatrzymanie przez policję lub mandat (nie wolno się przemieszczać dalej niż 5km a do katakumb często trzeba i 30km przejechać), jeździmy z tęsknoty za Chrystusem. Jesteśmy prześladowani a kościół katolicki w Irlandii jest praktycznie uziemiony. Co gorsza biskupi nie próbują walczyć, a ludzie cierpią. Umierają bez sakramentów. Od roku odwołane są chrzty, pierwsze komunie, nie było bierzmowania w całym kraju. Jedyne czego nie można odwołać to pogrzeby….
Księże Teodorze. Proszę o modlitwę za nas, katolików w Irlandii. Wy w Polsce nie zdajecie sobie sprawy jaką wartością jest kościół, dostępność do Mszy Świętej, spowiedzi, komunii Świętej… Nie wiecie, co możecie stracić… My tutaj już wiemy, że danie publicznego świadectwa swojej wiary, może drogo kosztować i być aktem odwagi. To się nie dzieje w Chinach ani muzułmańskim kalifacie. Ale w Irlandii, skąd pochodzi tylu świętych….
Księże Teodorze. W którymś z najbliższych Różańców wieczornych, wspomnij o nas. Nawet nie wiesz że twoje przemyślenia, rozważania tutaj, na tej duchowej pustyni, są jak krople świeżej rosy…
Ktoś zapytał mnie, po co tu jesteśmy, skoro jest aż tak źle. Odpowiadam że Pan Bóg nas tu posłał, bo kto, jak nie my, katolicy mieszkający w Irlandii, dawniej katolickim kraju, kto jak nie my, będzie się tu modlił, trwał i odnawiał wiarę?….
Bóg zapłać za cierpliwość doczytania do końca. Z Bogiem.
Agnieszka

Pochodzę z katolickiej rodziny i wiara z młodzieńczych lat zawsze mi jakoś towarzyszyła ale jakoś szczególne nie rozwinęła się. Moja pobożność ograniczyła się do coniedzielnej mszy św. Niedługo przed pandemią zaczęło nurtować mnie pytanie: „co Pan Bóg ma z tych „zdrowasiek” często odklepanych bezmyślnie, bez zastanowienia?” Przecież to nie jest jakieś zaklęcie, które ma magiczną moc… Gdy zaczęło się zamknięcie odmawiałam z ks. Teodorem różaniec o ustanie pandemii, choć nigdy nie przepadałam za tą modlitwą, bo za długa, za monotonna, bo się mylę, bo nie mam czasu itp. We wspólnocie i cudownymi komentarzami księdza było jakoś łatwiej. Potem ksiądz Teodor zaprosił do Duchowej Adopcji. Nie bardzo miałam ochotę, bo już kiedyś podejmowałam tą formę modlitwy i było ciężko. Do samego końca nie mogłam się zdecydować, przekonana, że i tym razem będę zapominać i, że nie dam rady, więc nie ma sensu zaczynać. Zdecydowałam się już na samej mszy, jak już wypowiadane było przyrzeczenie osób podejmujących to dzieło. Dołączyłam w trakcie. Powiedziałam sobie wtedy: „raz kozie śmierć” 😉 Teraz ksiądz zachęca do Nowenny Pompejańskiej! Dla mnie – masakra! Odmówiłam ją 2 razy kilka lat temu i powiedziałam sobie wtedy: „Ok, udało się, ale to jest najcięższa armata. Trzeba ją zostawić na najcięższy czas, nie będę przecież wyciągać największych dział, gdy w moim życiu nie dzieje się nic złego. Czym się będę modlić jak nadejdzie ciężki czas? Trzeba ją odłożyć, żeby się nie „zużyła”” Długo się zastanawiałam czy ją podjąć, trochę nawet zirytowana, że ksiądz ma takie pomysły… Nie mógł wymyślić „Narodowej koronki”, szybsze to, krótsze… A on nie! Różaniec! I to jeszcze jaki! Pompejański! Poszaleli z tym – wcześniej O. A. Szustak, którego słucham regularnie zachęcał, ale mnie nie zachęcił, w myśl – „Nie idziemy z armatami na komara” Zastanawiałam się nawet czemu tak bardzo księdzu Teodorowi zależy, czemu on się będzie modlił o to byśmy to wyzwanie podjęli, czemu ciągle w postach o to prosi i zachęca, żeby chociaż zacząć? Nie mam na to odpowiedzi, nadal nie rozumiem. Ale dzisiaj, gotując obiad, słuchałam jednego ze starych kazań ks. Pawlukiewicza. Tam mówił, żeby zaczynać od rzeczy małych, ze Pan Jezus zaczął nawracanie całego świata od powołania czterech mężczyzn. Tak my mamy zacząć, zrobić pierwszy krok. I tak między obieraniem kartofli a smażeniem cebulki olśniło mnie! Pan Jezus przychodzi do mnie i powołuje mnie najpierw do rzeczy mniejszych, do jednego dziesiątka różańca, potem zaprasza do drugiego kroku…. I wysyła do mnie najlepszych swych kaznodziejów o. Szustaka, Ks. Teodora, ks. Pawlukiewicza a ja jak ta krowa mam stać na tym moim poletku i nie ruszyć się? Ile razy On ma do mnie przychodzić? Dalej nie wiem po co Jezusowi te „zdrowaśki”, ale pewnie są ważne skoro 3 razy mnie do nich zapraszał. Może już jest TEN ciężki czas gdzie potrzebne są armaty a ja tego jeszcze nie widzę? No to OK, podejmę to, chociaż nie wiem po co, nie rozumiem, ale ON WIE I ROZUMIE
Ewa Stromecka

Czy wiara zależy ode mnie?

Nie wątp. Dałem ci powołanie oparte o dziecięcą ufność, gdzie uznawane jest słyszenie Mnie i przyjmowanie natchnień Ducha. Nie zrażaj się tym, co twierdzą inni, którzy nie otrzymali takich darów – choćby ważne funkcje sprawowali w Moim Kościele.

Bądź posłuszna nakazom, które ciebie obowiązują, ale nie gaś w sobie ognia, jaki rozpaliłem i nie odwracaj się od Moich natchnień. Powierzaj Mi wszelkie troski, bądź poddana Mi i idź za znakami, jakie ci daję.
Alicja Lenczewska
„ŚWIADECTWO „

Świadectwo wiary.
Mam na imię Sylwia. Pochodzę z Polski, z małej miejscowości. Skończyłam studia wyższe. Przez kilka lat pracowałam w banku i mogłam awansować na wysokie stanowisko… Ale Bóg wybrał dla mnie inną drogę. W 2017 roku zaczęlam odmawiać Nowennę Pompejańską i wtedy przyszedł do mnie Bóg. Zostałam wezwana do modlitwy za innych ludzi. Po duchowym oczyszczeniu, które trwało ponad dwa lata, służę Bogu. Jestem mistykiem. Modlę się za innych ludzi o uzdrowienia i wypraszam łaski –  otrzymałam Boży Dar., Pomagam też zmarłemu przejść na drugą stronę, z czyśćca do nieba. ….
Jestem po rozwodzie i mam dorastającą córkę. Żyję w czystości. Modlę się o uzdrowienie na odległość lub bezpośrednio.
Dziś chcę dać Ci świadectwo wiary, powiedzieć, że Jezus Cię kocha i zachęcić do odmawiania nowenny pompejańskiej na różańcu.
Bóg jest miłosierny i łaskawy. Bóg leczy nasze serce i choroby.
Bóg da Ci prawdziwą miłość. Zaufaj Maryi.

Sylwia Kowalik
kontakt 669-874-027

Czuję się przynaglona do napisania tego świadectwa, po tym, jak przeczytałam komentarze osób, które nie widzą dla siebie nadziei i brzydzą się sobą. Byłam bardzo daleko od Pana Boga, bardzo daleko. U spowiedzi nie byłam jakieś 7 lat, nie modliłam się, nie chodziłam do kościoła, za wyjątkiem okolicznościowych Mszy św. typu ślub, chrzest, pogrzeb itp. Od jakiegoś czasu zaczęłam odczuwać potrzebę zbliżenia się do Boga, powrotu do dawnej relacji z Nim(bo kiedyś byłam blisko). Nie wiedziałam jednak jak to zrobić, od czego zacząć. Pomyślałam że potrzebuję aby ktoś mi pomógł i przyszedł mi na myśl kapłan, którego znałam jak był jeszcze w nowicjacie. Skontaktowałam się z nim i umówiłam na rozmowę. I lawina ruszyła. Zaczęło się od rozmowy, później był pogrzeb bliskiej mi osoby, na którym Pan Bóg bardzo mnie dotykał.. nie byłam w stanie wypowiadać fraz z Mszy św. Ewangelia o cuchnącym Łazarzu, całkiem mnie rozwaliła. Czułam się tym Łazarzem. Śmierdzącym, zamkniętym w grobie.. Nie widziałam dla siebie nadziei. Sam moment komunii św. Jakby serce  rozpadało mi się na milion kawałków. Później zaczęłam chodzić z córką na Roraty, każdego dnia Słowo Boże bardzo mnie dotykało, Bóg mówił wprost do mojego serca. W tym czasie, koleżanka przysłała mi link do różańca na TeoBańkologia. Na początku nie podjęłam się modlitwy a nawet nie weszłam w link aby się połączyć. Pomyślałam sobie, ja i różaniec, nie to nie dla mnie. Dopiero po kilku dniach zdobyłam się na odwagę i trafiłam na tajemnicę bolesne i temat odrzucenia.. Niezwykły czas dla mnie. Od tamtej pory codziennie uczę się odmawiać i rozważać tajemnice różańca łącząc się z Wami na TeoBańkologi. Zmierzając do meritum: wydawało mi się że jestem w sytuacji beznadziejnej, że jestem tak daleko że droga powrotu jest dla mnie zamknięta. Dla Boga jednak nie ma nic nie możliwego! Z wielkiej po ludzku tragedii, która też miała miejsce w tym właśnie czasie wyprowadził dobro. Rozsypało mi się życie jak domek z kart. Po ludzku, powinnam się załamać. A Pan Bóg niemożliwe uczynił możliwym. Wyprowadził mnie z grobu i oczyścił z cuchnących grzechów w sakramencie pokuty. … To co dla mnie było niemożliwe, dzięki miłości Boga stało się faktem. Znów dzięki łasce uświęcającej jestem we wspólnocie Dzieci Bożych. Piszę to, do tej osoby, która myśli że ona jest tak obrzydliwie grzeszna że nie ma dla niej nadziei. Dla Boga jesteś cenna i jeśli tylko dasz mu cień szansy, On cię wyprowadzi z grobu w którym jesteś. To może wiązać się z wywróceniem życia do góry nogami(tak jest u mnie), ale warto zaryzykować. Bogu niech będą dzięki.
Basia Ociepka Haładus

Wierzę w Boga: Marcin Zieliński cz.II

 Miałam pisać o swoich objawieniach i wciąż przychodzi mi ponaglenie, by napisać o czymś innym, choć gdyby się w to wgryźć, to też formy objawień. Na tamte przyjdzie czas, by o nich opowiedzieć. Troszkę tu muszę wtrącić swoją historię, żeby zostało to właściwie odczytane. Ja od dziecka szukałam Boga, jako 5 latka wychodziłam w nocy z domu, by patrzeć w gwiazdy, wiedziałam, że tam za nimi jest Pan Bóg. Zanim poszłam do zerówki, znałam na pamięć Biblię w obrazkach dla najmłodszych, nikt mnie na siłę do kościoła nie ciągnął. Pamiętam przygotowania do Pierwszej Komunii i samą uroczystość, ile w tym było radości. Tak samo w nabożeństwach majowych, różańcowych, w roratach. Myśmy wtedy chodzili całymi klasami, nie było tak, że była nas garsteczka, albo gdzie nie gdzie w ławce nieśmiałe dziecko z rodzicem, myśmy szturmowali kościół😄. Tak na prawdę dopiero po Bierzmowaniu ludzie się porozchodzili w różnych kierunkach, nie zawsze tych prowadzących do Boga. Jest to jakaś smutna zależność, że do momentu Bierzmowania do kościoła się chodzi, Sakrament się przyjmuje, żeby później nie było problemów, ale praktyka religijna wtedy często się kończy…Osobiście przeżyłam bardzo ciężkie doświadczenia związane ze złym duchem, o których tu nie chcę szczegółowo pisać. Moja walka trwała kilka lat. Nigdy jednak nie odeszłam od Boga, przynajmniej nie na tyle daleko, by zaraz nie wrócić. Były problemy, przez które trafiłam do lekarza, były testy, badania i w końcu lekarz stwierdził, że jestem zupełnie zdrowa, a problemy mają tylko podłoże duchowe. Wcześniej jednak, zanim to rozpoznał, przepisał mi jakieś leki, które jeszcze bardziej zaszkodziły. Ja jednak, wracając ze szkoły, szłam do kościoła. Trwałam na adoracji Najświętszego Sakramentu, Boga prosiłam o pomoc…Dzisiaj jestem zdrowa, wolna od tych problemów już od lat. Jednak chciałam napisać, jaka jest moja duchowość i co dzisiaj Bóg mi powiedział. Zawsze byłam bardzo wrażliwa, choć nikt mnie na księżniczkę nie wychowywał. Bóg mi dał określoną osobowość i wiele naturalnych talentów, bo piszę wiersze, szkicuję, śpiewam i gram na instrumentach. Przez lata pracowałam jako kantorka w parafii, prowadziłam śpiew, uczyłam się nawet w Studium organistowskim, niestety z wielu przyczyn nie mogłam skończyć szkoły. Dzisiaj, poza pracą, śpiewam i uczę się grać na różnych instrumentach w Zespole muzyki dawnej Rocal Fuza, często gramy programy Maryjne. W październiku, w Głogowie, jeśli będzie można, wystawiamy spektakl muzyczno-taneczny pt. Pielgrzymi z Montserrat, nasz zespół gra tam na żywo. To była reklama😉 Zawsze ta moja bogata osobowość sprawiała, że trochę unosiłam się ponad ziemią. Nie chodzi tu o pychę duchową, choć o nią łatwo. Nie, chodzi o to, że poza mszami, sakramentami itd, ja zawsze szukałam Boga bardziej, dalej, bo tak czułam i zresztą cały czas czuję. Otrzymałam piękne dary, którymi się tu jeszcze podzielę, żeby pokazać jak Bóg kocha i obdarza mimo naszych słabości i ułomności. Nie jestem nikim nadzwyczajnym, nadzwyczajne jest to, co otrzymuję. Dzisiaj jednak otrzymałam piękną naukę dotyczącą prostoty wiary. Nie szłam do kościoła z oczekiwaniami, ale cieszyłam się, że już mogę tam być na Mszy. I ogromną radość sprawiło mi to proste uczestnictwo. Parafrazując słowa Gandalfa, to takich drobnych gestów i codziennych prostych uczynków miłości zło boi się najbardziej. Prostego znaku krzyża, o ile jest czyniony świadomie, prostego Ojcze nasz, o ile wierzymy prawdziwie w wypowiadane słowa, prostego dzielenia się z bliźnim, gdy ma mniej od nas i prostej, zwyczajnej ludzkiej życzliwości. To nie jest tak, że tego we mnie nie było, było zawsze, tylko dążenie do wzrostu duchowego, do tego większego zbliżenia się do Boga, trochę może przesłonić tą prostotę wiary, a nigdy nie jesteśmy bliżej Boga niż w miłości bliźniego…dzisiejsza nauka, to kolejny szczebel w drabinie do Nieba. A tak już poetycko kończąc, te szczeble nie muszą być finezyjnie zdobione, niech tylko będą solidne, żeby nie spaść. Wszystko inne Bóg sam ozdobi.
Beata Kremer

Wybitny żydowski naukowiec: Jezus jest Mesjaszem!

Wierzę w Boga: Ks. Marek Bałwas cz. 1

Wierzę w Boga: Ks. Marek Bałwas cz. 2

Gdyby mnie ktoś w 1990 roku zapytał, co to znaczy wierzyć, to bym odpowiedziała: chodzić do kościoła.
Chodzenie do kościoła samo w sobie nie musi mówić o wierze nic a nic. Patrzenie na wiarę odmieniło się we mnie w Częstochowie w 1993 r. na Kongresie Odnowy w Duchu Świętym, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam, że można się Bogiem cieszyć. I to nie jest radość sformalizowana jak formułka z książeczek do nabożeństwa, ale autentyczna, bo nie było w tym tłumie nikogo, komu by Bóg nie odmienił życia. Kogo by nie obdarzył pokojem, radością i szeroko pojętym zdrowiem. Moja pobożność z poczucia obowiązku zmieniła się w radość bycia w relacji z Bogiem.
Zanurzona w Bogu miłującym mnie szaleńczo i bezgranicznie, mogę wstawiać się za tymi, którzy cierpią, jak epileptyk z dzisiejszego czytania. Przed 1993 rokiem ani mi przez myśl nie przeszło, bym mogła się wstawiać inaczej, niż przez odmawianie różańca. Ba, bym mogła wejść w relację z Bogiem inaczej, niż przez słowa wymyślone wcześniej przez innych. Teraz wiem, że Bóg tych, którzy Go miłują prowadzi, czasem łaje, czasem głaszcze. I sam powoduje wzrost skarlałego ziarenka wiary, by mogło służyć innym. Amen.
Joanna Kucharczak

me: kościół jest przereklamowany krasz: kocham religijne piosenkime:

Gepostet von Jestem bizneswoman am Freitag, 2. August 2019

W Kogo wierzę?

Jezu, Panie moich początków i Boże mojego wypełnienia,
Patrzę na Twój krzyż i wyznaję, że wierzę
Czuję Twój ból i powtarzam wierzę

Widzę Twe rany – jeszcze bardziej wierzę
Umieram z Tobą – bo wierzę.
Proszę Cię tylko o ufność głęboką
Która mimo słabości i grzechu
Biegnie do Ciebie, aby z całą miłością zawołać

                                    WIERZĘ..

Jak silna jest moja wiara?

Wiara kiedyś a wiara dziś

“Boże Ciało. Warszawa, 30 maja 1861 r. Procesja w deszczu fot. ze zbiorów @Muzeum_Narodowe.

(2) Pewność wiary – doświadczenie przebaczenia – ks. Franciszek Blachnicki

Moje świadectwo Wiary. .

Był cieply wrześniowy dzień. Poszedłem do dermatologa. Nie chciała się zagoić rana na uchu. Pani doktor powiedziała, że nie pomoże, trzeba będzie pójść do chirurga, bo to nowotwór, żadna maść nie pomoże.
Wypisała skierowanie. Pojechałem do pracy. Żona dzwoni i się pyta:  co z uchem? Myślę sobie powiem jej, w końcu się wyda.
Wiesz kochanie muszę to wyciąć,  to nowotwór, ale nie martw się, zrobią biopsię i będzie dobrze. Niestety wynik był zły: nowotwór złośliwy. Pojechałem do sanktuarium Bożego Miłosierdzie w Gdańsku. Rozmawiałam tam z  Jezusem sobie w skupieniu. Tak jak w modlitwie Ojcze nasz : Niech będzie wola Twoja tutaj na ziemi jak i w niebie. Pomyślałem:  Spokojnie Jerzy, będzie to co da Bóg.
Pyta się żona: Jurek ty jesteś taki spokojny,
inni ludzie wpadają w panikę, stresy, a ty nic. Wiesz kochanie, rozmawiałem z Jezusem Chrystusem w Sanktuarium Bożego Miłosierdzie w Gdańsku, powiedział mi żebym Mu Zaufał. Zaufalem bezgranicznie.
Poszedłem do spowiedzi do kościoła św. Józefa w Gdańsku. Jest tam wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Wyszedłem taki lekki na duszy po spowiedzi.
Pomyślałem: trzeba mieć przepasane biodro. I tak uczyniłem wedle Ewangelii.
Dlatego jestem spokojny, będzie dobrze. Bardzo mi pomogła pielgrzymka do Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie.
Córka moja Ania wraz z córką Mają i żoną moją pojechaly tam  wraz ze mną w mojej intencji i rodziny.
To dzięki córce mogłem tam być. Cudowne miejsce. Jedyne sanktuarium w Polsce co ma potwierdzenie przez Watykan odnośnie cudownego objawienia Maryi.
Jest tam cudowne źródełko z czasów objawień. Napiłem się wody z tego źródła.
Pomyślałem: jak Jezus i Maryja są ze mną, będzie dobrze.
Była operacja i wycięcie kawałka ucha. Teraz już po ponownej biopsji jest dobrze.
Nie ma oznak przerzutów. Bogu niech będą dzięki.
Tak sobie myślałem, ze opiszę to dla innych aby dać świadectwo mojej wiary, aby inni chorzy też mieli nadzieję, że warto wierzyć i ufać zawsze Bogu. Dlatego to napisałem.
Jerzy Chmielewski

W życiu każdego przychodzi chwila, gdy nasza najszczersza modlitwa i najgorętsze westchnienie serca wydaje się niewysłuchane.

Gdy Bóg mówi „NIE”….

Jak pozbyć się starego człowieka

Otwórz Bogu serce swoje – Nazaret Odnowa Jelenia Góra

 

Wiara  chrześcijańska polega na tym, abyśmy czcili jednego Boga w Trójcy, a Trójcę w jedności, nie mieszając Osób ani nie rozdzielając istoty; inna jest bowiem Osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego, lecz Ojca i Syna, i Ducha Świętego jedno jest Bóstwo, równa chwała, współwieczny majestat.

 

 

„Kto wierzy i oddaje się w pełni Bogu – nie obawia się dla Niego nic stracic, mając GO jako największe Bogactwo”

Papież Benedykt XVI

To prawda. Z wiarą i w Jego imię możemy wszystko.

 

Chciałabym podzielić się świadectwem wiary, modlitwy oraz całkowitego zaufania Jezusowi Chrystusowi poprzez ręce Maryi ❤️🙏📿

Przed świętami Bożego Narodzenia nagle straciłam pracę. Ponieważ jestem samotną mamą dwójki dzieci, był to dla mnie szok i musiałam natychmiast szukać nowej pracy. Modliłam się wtedy do Maryi Koronką do Jej Krwawych Łez aby pomogła mi szybko znaleźć nową pracę. Moje modlitwy zostały wysłuchane i już po dwóch tygodniach poszukiwań dostałam ofertę (a w sumie to 3) pracy. Praca znajduje się ok 60km od miejsca zamieszkania i niestety trzeba było do niej codziennie dojeżdżać.
Czasem nawet 2 godziny w jedną stronę.
Wiedziałam ze na dłuższą metę nie dam rady. Ale ofiarowalam Jezusowi każdy dzień, każde zmęczenie, każdy mój dojazd do pracy. Ufając Mu bezgranicznie. 28 dni temu postanowiłam odmawiać Nowennę Pompejańską w intencji znalezienia pracy bliżej domu tak aby mieć czas dla moich dzieci no i dla siebie. Kto odmawiał to wie ze jest to długa modlitwa, bo odmawia się codziennie cały różaniec. 27 dni część błagalna i 27 dni część dziękczynna. Jest ona nazywana modlitwa nie do odparcia. Prosiłam codziennie Maryję o pomoc i wyproszenie łaski u Boga. W tym samym czasie odmawiałam modlitwę/ akt zawierzenia „Jezu Ty się tym zajmij” całkowicie zawierzając tą sprawę Jezusowi. Ufając Mu bezgranicznie i zdając się na Jego wolę. Prosiłam również św. Józefa o wstawiennictwo, odmawiając do Niego Nowennę. Bo kto jeśli nie św. Józef, zrozumie lepiej ludzi szukających pracy? W pocie czoła pracował, aby zapewnić byt Maryi i Jezusowi, zatem dobrze wie, czym jest obawa przed jutrem czy utratą źródła utrzymania.
Dziś rano, po 27 dniach modlitwy (odmówieniu całej części blagalnej) dostałam ofertę pracy 5 minut od miejsca zamieszkania!
Maryja wyprosiła mi (po raz kolejny) łaskę o która całym sercem się modliłam. To Maryi zawdzięczam ten dar który dostałam od Boga poprzez Jej wstawiennictwo.
Dzisiaj zaczęłam odmawiać część dziękczynną Nowenny.
Dziękuje Ci Maryjo 💙
Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Moje całe życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego, wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie.

Wiara czyni cuda ❤️ Bóg czyni cuda w Twoim życiu jeśli tylko Mu zaufasz. On czyni cuda adekwatnie do twojego zaufania Jemu.
Maryja jest naszą Matką która prowadzi nas do Jezusa.
Ufamy Jej i ofiarujmy jej swoje serce 🙏❤️📿
Marcelina Rosiecka

Żył dwa tysiące lat temu …
I chociaż minęło tyle lat, to pewnego dnia ktoś mówi, że ma relację z Jezusem… że Kościół ustanowiony przez Jezusa Chrystusa głosząc swoje nauki rozwiązuje problemy tego człowieka… co więcej człowiek ten to osoba publiczna, znana, nie wstydzi się wiary i składa świadectwo całym swoim życiem, porządkowanym i przemienianym… owszem osobistym wysiłkiem , ale nade wszystko Bożą łaską…bo człowiek nie potrafi tak po prostu o własnych siłach…

Czy potrafię publicznie przyznać się do swojej wiary? A może obawiam się ośmieszenia? Tak,  nie tak łatwo przyznać aię do wiary w Boga, Szczególnie gdy jest się celebrytą. Tym większy szacunek dla Piotra Fronczewskiego i innych.

Wyznanie wiary

Credo, które odmówił aktor – Piotr Fronczewski na pogrzebie Gustawa Holoubka. Powalające!

Gepostet von Robert Bielawski am Sonntag, 28. Juli 2013

 

Jak zmieniała się moja WIARA?

Wierzę w Boga: Ks. Piotr Śliżewski

ks. Stanisław Jarosz_Nawrócić nawróconych

ks. Stanisław Jarosz_Nawrócić nawróconych

Gepostet von Augustin Koniarek am Mittwoch, 31. Oktober 2018

 

Zanim położę się do snu …Obiecuję!

Gepostet von Agath Cyy am Montag, 20. August 2018

 

Jeżeli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego.

 

 

Panie, daj mi wiarę dziecka.

 

 

Modlitwa mojego 5 letniego synka❤

Gepostet von Ewa Świerk am Dienstag, 14. April 2020

 

 

 

 

 

 

Dziękuję Ci Panie za łaskę wiary. Za to, że Ty pierwszy wyciągnąłeś do mnie rękę aby wyrwać mnie z z mroku i przygnębienia w trudnym dla mnie czasie, w czasie, gdy wydawało mi się, że runął cały mój dotychczasowy świat, gdy po śmierci najstarszego syna nie mogłam się odnaleźć. Wtedy Ty stanąłeś na mojej drodze, wyciągnąłeś do mnie rękę i powiedziałeś: Pójdź za Mną. Dziękuję Ci Panie, że odpowiedziałam na Twoje wezwanie. To była najwspanialsza decyzja w moim życiu. Od tej pory moje życie całkowicie się przemieniło i nabrało sensu. Nowego sensu, ponieważ w jego centrum stanąłeś Ty, Panie.
Zofia

Mirosław Hermaszewski,  pierwszy Polak, który był w kosmosie. W wywiadzie dla nto.pl powiedział tak:
„Nie znam nikogo, kto był wierzący i wrócił stamtąd ateistą, ale znam takich, co polecieli w kosmos jako niewierzący, a wrócili z wiarą. Mam tu na myśli głównie kolegów ze Wschodu. Właściwie 95 procent radzieckich kosmonautów nawróciło się”.
Oraz:
„Jak się na to patrzy z bliska, ma się wtedy wrażenie… Co ja mówię, ma się pewność, że musi być ktoś, kto kręci tą wielką korbą.”

Podobnie wypowiadają się inni ludzie, którzy byli w kosmosie.
Frank Borman, pierwszy człowiek, który okrążył Księżyc (w 1965 roku) powiedział:
„Miałem przemożne wrażenie, że była tam siła wspanialsza niż ktokolwiek z nas; że był tam Bóg; że tam rzeczywiście miał miejsce początek”.

John Glenn (w 1962 r. wykonał pierwszy w historii lot orbitalny):
„Spojrzeć na ten rodzaj stworzenia i nie uwierzyć w Boga to według mnie rzecz niemożliwa”.

 

James Irwin (w 1971 r. wylądował na Księżycu) tak opisał swoje przeżycia:
„Poczułem moc Boga. Poczułem to w sposób, jakiego nie czułem nigdy wcześniej.”
To doświadczenie wpłynęło na niego tak bardzo, że niedługo po powrocie został pastorem.

„Gdy patrzę na niebo,
dzieło Twoich palców,
na księżyc i na gwiazdy,
które uczyniłeś,
(wtedy pytam):
kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz,
kim syn człowieka, że Cię tak obchodzi?”

Ps 8:4-5

Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:

– Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
– Tak, panie profesorze.
– Czyli wierzysz w Boga.
– Oczywiście.
– Czy Bóg jest dobry?
– Naturalnie, że jest dobry.
– A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
– Tak.
– A Ty – jesteś dobry czy zły?
– Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości
– Ach tak, Biblia!
A po chwili zastanowienia dodaje:
– Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą I cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
– Oczywiście, panie profesorze.
– Więc jesteś dobry…!
– Myślę, że nie można tego tak ująć.
– Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej
– Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje
– Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
Aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
– Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
– No tak… jest dobry.
– A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada
– Nie.
– A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
– Od Boga.
– No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu – czy na świecie istnieje zło?
– Istnieje panie profesorze …
– Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
– Prawda.
– Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
– A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada
– Występują.
– A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie
– Kto je stworzył?
Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
– Powiedz mi – wykładowca zwraca się do kolejnej osoby
– Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
– Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
– W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
– Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
– Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
– Nie panie profesorze..
– A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
– Nie panie profesorze.. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
– I nadal w Niego wierzysz?
– Tak.
– Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje… Co Ty na to synu?
– Nic – pada w odpowiedzi – mam tylko swoją wiarę.
– Tak, wiarę… – powtarza profesor – i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
– Panie profesorze – czy istnieje coś takiego jak ciepło?
– Tak.
– A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
– Tak, synu, zimno również istnieje.
– Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
– Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
– A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
– Tak – profesor odpowiada bez wahania – czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
– Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
– Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
– Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
– Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
– Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student
– twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że
śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć Czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
– Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
– A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
– Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych I nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
– Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali
– Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
– Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
– Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
– A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi
– Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
– Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną „Bóg a nauka” w roku 1921.

„Głupiec”

*
Szedł przez świat Głupiec
W kierunki nieznane
Wszystko mu domem
I sam sobie panem
*
Wtem wiatr go poprosił
Co mądrość posiadał
Co by siadł na chwile
I się wyspowiadał…
*
Zatrzymał się Głupiec
Coś w myślach rozważył
Lecz myśli- wiatr głupi!
Więc go zlekceważył…
*
Szedł dalej przed siebie
A dąb stał u drogi
I szeptał do Głupca
– opowiedz swe drogi-
*
Zawahał się Głupiec
Na szepty, namowy
Lecz myśli- dąb stary
I nudne ma mowy…
*
Szedł nadal wytrwale
Aż upadł trzy razy
Na głazach się obił
Cóż warte są głazy?
*
I choć go prosiły
O rozmów trzy czwarte
Odpatrzył im ledwo
Nic głazy nie warte!
*
Szedł Głupiec przed siebie
Z odwagą przemożną
Wtem wzrokiem zahaczył
Kapliczkę przydrożną…
*
I szeptał mu Chrystus
Przybity gwoździami
– zatrzymaj się przy Mnie
nie gardzę Głupcami-
*
Pomyślał przez chwilę
I wzrok spuścił w ziemię
I myślał- Ten każe
Zapuścić korzenie…
*
– On moc ma zatrzymać
I stać mi się Panem
Zbyt cenię mą wolność
U krzyża nie stanę-
*
Szedł dalej przed siebie
I lekka mu dusza
Choć słyszał z oddali
Płacz cichy Chrystusa…
*
Żył Głupiec swobodnie
Cieszyła się ziemia
Chłostała go silnie
Słała doświadczenia…
*
Lat sto upłynęło
Dla Głupca włóczęgi
Wracając na duszy
Czuł kajdan obcęgi
*
I poznał, że wraca
Drogami sprzed czasu
Znów wiatr go zatrzymał
Wśród mocy hałasu
*
Poprosił o spowiedź
Namawiał i wołał
Aż Głupiec rozpoznał
W nim głos Apostoła
*
Toż nawet dąb zemdlał
Zdziwienia nie zmieścił
Gdy Głupiec siadł pod nim
I snuł opowieści…
*
Stos głazów przywitał
Nic wartych przed wiekiem
I objął w rozmowie
Jak człowiek z człowiekiem…
*
I poznał po śladach
Własnego trzewiczka
Co stąpał przed laty…
Że będzie kapliczka
*
I przyszedł gdzie stała
Zamarła mu dusza
Na krzyżu ni gwoździ
Ni ciała Chrystusa
*
Rozpłakał się nagle
I wzrok spuścił w ziemię
To tutaj chciał bowiem…
Zapuścić korzenie
*
I wrócił do głazów
Co łzy już poznały
Tam lament swój wielki
Wykrzyczał w głos cały
*
Rozpaczał, że przyjdzie
Mu szukać Chrystusa
Gdy osiąść chciał w końcu
Miast tego- wyrusza!
*
I poszedł ponownie
Z zamiarem rozdartym
Cóż warty jest Głupiec…
Gdy nic jest nie warty?
*
Pustynia mu wpadła
Na mocne spotkanie
– Ach, pewnie tu koniec
Dni moich nastanie-
*
Nie zawsze śmierć jednak
Z pustyni wynika
Tym bardziej gdy domem
Bywa…pustelnika
*
Gdy wyszedł z swych komnat
Co piasek okrywa
Zadziwił się Głupiec
I patrzy- brew siwa
*
A broda mu długa
Jak za panną wstęga
Toż taki pustelnik
To kraju potęga!
*
Więc pyta go spiesznie
Aż lekka mu dusza
Czy widział być może
Gdzieś z krzyża Chrystusa
*
Czy może przechodził
Przez suszy tej drzwiczki
Ten Chrystus co więźniem
Był niegdyś kapliczki…
*
– Nim powiem gdzie Chrystus
Imię swe zdradź, bracie-
– Ja Głupiec
-Ty Głupiec? W Chrystusowej szacie?
*
– Cóż znaczyć ma szata
Gdy na mnie łachmany?
Czy myślisz żem wdzięczny
Gdy przez cię wyśmiany?
*
Już myślał- pustelnik…
Niewiele poradził-
Ten przejrzał myślenie
– Toż Bóg cię prowadzi-
*
– I pełno mi Jego
Spojrzenia w twym wzroku
I Jego ramienia
Gdzie idziesz, tam pokój…
*
– Już w krzyżu ty polnym
Nie znajdziesz Chrystusa
Gdyż teraz Go gości
Twe serce, twa dusza…
*
– On z tobą wędrował
Mimo twej odmowy
– Jam Głupiec!
– Tak, Głupiec, ale Chrystusowy…
*
– A wiedz tajemnicę
Schowaj między nami
Chrystus Mędrcem ‚gardzi’
Nie gardzi Głupcami
*
Gdy w świat znów wyruszał
Szczęśliwy i nowy
Niejeden go w służby
Wołał po tajnemu…
– Jak zwą cię?- pytali
– Głupiec Chrystusowy
Nie pójdę na służby innemu…
*
Anna Dawidowy

 

 Zachowaj wiarę! (Święty Augustyn)

 

 

Czasem boimy się być RADYKALNYMI w wierze. Kojarzy się to z konserwatyzmem, staroświeckością itd., a radykalizm, to nic innego, jak konsekwentność w wybieraniu dobra. Szatan okłamuje ludzi, że radykalizm to zło, a kompromis to dobro. Rzeczywistość jest inna. Kiedy jesteśmy radykalni jesteśmy szczęśliwi, zdrowi,  a w rodzinach panuje miłość i pokój.
Świat narzuca nam KOMPROMIS (zgódź się na zło) w życiu religijnym, moralnym i rodzinnym.
Dla chrześcijanina radykalizm oznacza zawsze wybierać miłość i dobro, a jedynym źródłem miłości i dobra jest Jezus Chrystus.
,,Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych” (1Kor 2,12).
,,Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7).

Krzysztof Robert Stanisławski

Tragiczny wypadek i spotkanie z Jezusem

Gepostet von Uwierzwboga.pl am Sonntag, 22. Juli 2018

 

Był martwy przez 45 minut! Oto co powiedział o Jezusie na forum ONZ

Był martwy przez 45 minut! Oto co powiedział o Jezusie na foru…

Był martwy przez 45 minut! Oto co powiedział o Jezusie na forum ONZ

Gepostet von Odbierz wiadomość od Pana Boga am Freitag, 17. März 2017

 

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię"“Come to me, all you who labor and are burdened, and I will give you rest."

Gepostet von Misja Młodych 18-30 am Dienstag, 8. Dezember 2015

 

Dlaczego dobrym ludziom przytrafiają się złe rzeczy, a złym ludziom nie! Super przesłanie!

Dlaczego dobrym ludziom przytrafiają się złe rzeczy, a złym ludziom nie! Super przesłanie!

Gepostet von Leszek Antoszczak am Donnerstag, 14. Juli 2016

 

Żebrak.. Warto to przeczytać…….

Przed kościołem codziennie od kilku lat siedział żebrak, jak tylko uzbierał odpowiednia kwotę natychmiast kupował sobie puszkę piwa.
Pewnego dnia parafianka zauważyła, ze wszedł do pustego kościoła, pomyślała: „pewnie chce ukraść pieniądze z puszek składane na ofiarę. Weszła wiec również do kościoła i zobaczyła żebraka siedzącego w ławce, coś tam szepczącego pod nosem, zapytała; czy się modlisz? Odpowiedział jej: „e tam, zapomniałem już wszystkie modlitwy, mowie tylko; „Nazywam się John, Jezu proszę, nie zapomnij o mnie!”

Kilka dni później kobieta zauważyła, ze nie ma żebraka pod kościołem, zaczęła wypytywać w okolicy i dowiedziała się, ze napił się jakiegoś wynalazku i karetka zabrała go do publicznego szpitala. Pojechała wiec i zapytała doktora, doktor powiedział, ze jest w agonii i do rana już nie dożyje. Rano wróciła do szpitala i zobaczyła Johna, który jak na niego doskonale wyglądał i siedział uśmiechnięty na swoim łózko. Powiedziała mu, ze była wczoraj i lekarz powiedział jej, ze umrze. John powiedział: nie uwierzy Pani, w nocy stal tu Jezus i widziałem i słyszałem Go tak jak panią, powiedział: „Nazywam się Jezus, John proszę nie zapomnij o Mnie!”

 

. O ile wiara jest propozycją miłości do Jezusa Chrystusa, to zachowanie jej i jej wzrost sprawia, że rośnie w nas miłosierdzie.

 

Wiara wymaga od nas ufności. Musimy pamiętać, że wszystko w naszym życiu zależy od Niego. Nie szukajmy szczęścia w kartach, horoskopach czy jakichkolwiek przesądach.

„U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.
Mt.10

Z życia wzięte…

Wracam z wnuczką z kościoła. Przed nami idzie pan, powiedzmy w moim wieku. Przed nim przebiega czarny kot. Pan stanął jak wryty lekko się przesunął na bok byśmy mogły przejść pierwsze. Wnusia uradowana woła; „babciu ale ten pan uprzejmy, puszcza nas przodem.” Choć mi ostatnio mało do śmiechu to tu aż w głos się roześmiałam i skomentowałam, że kotek nie groźny niech się pan nie boi i idzie za nami, obronimy w razie potrzeby przed atakiem zwierza. Teresa Caban 

 

Ofiarujmy więc Panu naszą wiarę.

Właśnie oglądałem pojedynek o mistrzostwo świata w UFC. Polka Joanna Jędrzejczyk obroniła po ciężkiej walce 5 raz tytuł! Po walce jej przeciwniczka Jessica Andrade w klatce oświadczyła się prosząc o rękę swoją dziewczynę 😬 A nasza kochana Polka podniosła krzyż na rzemyku i powiedziała: DZIĘKUJĘ BOGUtym samym budząc rezonans i pokazując właściwą drogę!!! Wzruszające to wszystko. Opisuję bo pewnie nigdzie o tym nie powiedzą… jestem dumny z tej dziewczyny! Chwała Jezusowi!

Arkadiusz Łukasz Łodziewski

Jaka jest moja wiara? A może to ja właśnie jestem postępową katoliczką?

Jeżeli mam silną wiarę i naprawdę kocham Boga, nic nie powstrzyma mnie od tego, żeby tego nie okazywać. I nieważne jest gdzie i z kim przebywam,  z wierzącym czy ateistą,  z przyjacielem czy wrogiem Boga lub Kościoła.

32 Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. 33 Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim OjcemMt 10

 

Świadectwo

Jestem emerytowanym oficerem policji (podinspektorem Policji.  Przez przypadek znalazłem się w tym zawodzie (od grudnia 1990 do lutego 2011). W Policji nigdy się wiary nie zaparłem i myślę, że oprócz moich kilku ewidentnych nieprzyjaciół, miałem też sporo przyjaznych ludzi.

Wobec Boga, jestem tylko pyłkiem marnym i Jego chwałę chciałbym uwydatnić a nie moją osobę.
Dodam, ze pochodzę z rodziny o mocnych korzeniach katolickich, brat Kazimierz jest księdzem Saletynem, obecnie w Dębowcu.

Tych nieprzyjaciół to miałem na myśli kolegów policjantów z czasów PRL-u, głównie byłych SB-ków. No cóż, jak zacząłem pracować, to jeszcze kilku takich było w resorcie. Kolegów w pracy się nie wybiera, ale mam do dzisiaj serdecznego kolegę, byłego SB-ka, który jest ateistą, ale nie wojującym. Kilka razy z nim rozmawiałem na temat wiary i ten dopuszcza możliwość, że Bóg istnieje, ale nie otrzymał daru- łaski wiary, bo wychował się w rodzinie ateistycznej.

Byli też tacy, którzy chwalili się ile kościołów pozamykał (w PRL-u), itp, Było jeszcze kilka takich osób.
Bóg tak pokierował moją pracą, że większość moich dni pracowałem w logistyce, w Wydziale Finansów, a potem w Kontroli (kontrolowałem przestrzeganie prawa i wydatków finansowych w jednostkach policji i wydziałach KWP).

Nigdy nie zaparłem się mojej wiary.
Józef Wolan

Jeżeli modlisz się o coś, określając ramy czasowe, w których miałoby, to być spełnione i dobry Bóg mówi jeszcze NIE – tzn, że On szykuje coś lepszego. Bądź cierpliwy. Nie pragnij jeść niedojrzałych owoców, czy jeździć rowerem z nie dokręconą kierowcą.😊 Jego myślenie góruje nad Twoim. Zaufaj. Iz 55,9:,,Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami myśli moje – nad myślami waszymi”. Nie kieruj się swoim rozumowaniem. Nie wątp jeżeli jeszcze nie widzisz w najbliższym otoczeniu znaku Jego działania. On już to czyni. Nie ociąga się – nigdy. Uwierz. Bóg działa w szerszej perspektywie. On widzi początek i koniec, widzi to jakby z góry. Ma przed oczami cały obraz spełnienia Twojej prośby. Całą tą układankę. Łącznie z przygotowaniem Ciebie na przyjęcie tego, o co prosisz, tak aby Ci to szkody nie uczyniło, a było dla Ciebie błogosławieństwem. On zaczął składać te puzzle od zewnętrznej strony – nie od środka (tam gdzie stoisz), a to nie znaczy, że nie złoży wszystkich w całość. Zawsze składa! Bo to jest Bóg!  Prz 3, 5-6:,,Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze,a On twe ścieżki wyrówna”. Tak więc dziękuj i wierz, a czas oczekiwania będzie radosnym. Amen!
Arkadiusz Łukasz Łodziewski

Meu querido filho indo agradecer ao nosso Pai poderoso sua graça recebida a coisa mas linda de ver muita fé e muita emoção. Amém….

Gepostet von Geilza Antonio am Donnerstag, 21. Juni 2018

 

Lubisz chodzić w niedzielę do lasu zamiast do kościoła?

Telewizja Republika – Film „Próba” – Polska na Dzień Dobry Weekend 2017-06-18

Pewnej kobiecie przyśniło się, że za ladą w jej ulubionym sklepiku stał Pan Bóg.
– To Ty, Panie Boże! – zakrzyknęła uradowana.
– Tak to ja – odpowiedział Bóg.
– A co u Ciebie można kupić? – zapytała kobieta.
– U mnie można kupić wszystko – padła odpowiedź.
– W takim razie poproszę o dużo zdrowia, szczęścia, miłości, powodzenia i pieniędzy.
Pan Bóg uśmiechnął się życzliwie i oddalił na zaplecze, aby przynieść zamówiony towar. Po dłuższej chwili wrócił z malutką, papierową torebeczką.
– To wszystko?! – wykrzyknęła zdziwiona i rozczarowana kobieta.
– Tak, to wszystko – odpowiedział Bóg i dodał: – Czyżbyś nie wiedziała, że w moim sklepie sprzedaje się tylko nasiona?
Bruno Ferrero

SKLEP KRÓLESTWA BOŻEGO

Spacerkiem przez miasto wąziutką ulicą,
idę, gdzie światełka w noc się jeszcze świecą.
Widzę szyld na sklepie „Królestwa Bożego” –
małe drzwi otwarte są tu dla każdego.
Wchodzę więc do środka, zobaczyć co mają,
i za jaką cenę towar tam sprzedają.

Widząc mnie przy wejściu, Anioł wręcza siatkę,
ogromną, z jedwabiu, ozdobioną w kratkę.
„Mamy tutaj wszystko co w życiu potrzeba!
Skarby te przybyły wprost z samego nieba.
Nie przeocz niczego, co znajdziesz w tym sklepie, im więcej nabierzesz, tym lepiej dla Ciebie.”

Biorę wpierw „Cierpliwość” – chcę ją mieć w zapasie, skoro mi przypadło żyć w tym trudnym czasie.

Na drugim regale są stosy „Miłości”.
Tego mi potrzeba na moje słabości –
w oczach czasem siedzi choroba zazdrości
i nienawiść także dręczy moje kości.

„Miłość” jest pomocna , ciepła i łagodna
i w codziennym życiu nigdy niezawodna.
Obok buteleczka niebiańskiej „Mądrości”
ona mi pomoże rozwiązać trudności.
W życiu już spotkałem góry naiwności,
niewiele widziałem prawdziwej mądrości.

W sklepie nie ma wagi, nie widzę też miary!
Obiema rekami biorę z kosza „Wiary”.
Ona jest konieczna w duchowej słabości,
pomaga pokonać wszystkie wątpliwości.
Moja siatka pełna, lśni jak pierścień złoty,
serce się otwiera widząc te klejnoty!

Chcę teraz zapłacić, proszę o rachunek.
A Anioł: „Idź w drogę, to jest podarunek!”
Tuż przed wyjściem widzę świetlaną „Nadzieję”, obok „Pokój”, „Radość – dusza mi się śmieje. Wkładam te klejnoty do swojej kieszeni – teraz moje życie na lepsze sie zmieni!

„Może coś zapłacę, oddam Panu memu?”
„Chrystus już zapłacił dawno, dawno temu.”
Dziękuję Ci Boże z głębi serca mego
za cudowny sklep ten – Królestwa Bożego.
O srebrze , o złocie już teraz nie marzę.
Nawet życie wieczne można dostać w darze!

Kotwica – Duszpasterstwo Młodzieży Diecezji Toruńskiej

#Fishmob!!! 😀

Gepostet von Kotwica – Duszpasterstwo Młodzieży Diecezji Toruńskiej am Freitag, 20. Mai 2016