Anioł

Anioł

Pół dnia czekałam na opis wyników eeg syna po 13-ej. Zadzwonił telefon. Dzięki podawanej dziecku witm.D jest duża poprawa.

Zaraz po rozmowie z neurolożką wskoczyliśmy do auta. Pojechalismy do biblioteki oddać książkę i podpytać: czy mają coś o kapelanach i duszpasterstwie. Niestety nic. A mam referat z prawa wyznaniowego. Biblioteki na pomorskim mają braki.?

Trudno. Wyjeżdzàjac z podporządkowanej czekalam na lukę by podjechać jeszcze po coś. Było pusto z mojej lewej. Wyjechalam skręcając w prawo. Jestem na drodze. Nagle we wstecznym widzę rozpędzone auto. Myślę: Jezu ratuj. Już po nas. Ograniczenie do 50km/h, nie wiem czy w tym jest do 40km/h, tuż obok jest wyjazd straży pożarnej.

Troszkę dalej jest kosciół. Pirat zjechał pod prąd i jechał jakby nic dalej.

Wczoraj po mszy św. udało mi się uprosić księdza o poświęcenie medalionów z Matką Boską, w tym różance i świeczki. Odbyło się to uroczyście.

Zawsze przed wyjsciem/ wyjazdem z domu modlimy się do Anioła Stróża by strzegł duszy i ciała. Pod Twoją Obronę. Cały zestaw.

Ta akcja dzisiejsza była nagła i szybka. Do teraz trzęsą mi się nogi.

2-listopada 2019. Kobieta x jechala pożyczonym autem od brata i tak w auto przydzwoniła w prawy bok tyłu, aź tylną oś wybiło. Cud, mi i synowi nic się nie stało. Miałam ze sobą różaniec.

Anioł stróż ma nas w opiece.

Dzieją się rzeczy niewytłumaczalne.

Zanim dojechałam do biblioteki nuciłam piosenkę „Tak mnie skrusz”.

Syn z tylnego siedzienia mówił to vw. Ale podziękowania dla naszego Anioła Stróża, ale i Anioła Stróża kierowcy.

………………………………………………………………………………..

Wiele razy wspominałam, że syn mój ma autyzm. Teraz gdy bardziej i naocznie się modlę. Nie wszystkim się to podoba. Dokuczano mi. Bardziej bolało gdy robili to moja rodzina wobec mojego syna. Cały czas przez wszystkie lata chodziłam z synem do kościoła na msze św. lub tylko na krótką modlitwę. 10 lat wbrew, kiedy mówili idź sama. Po co, a na co. Teraz syn się pyta dlaczego to lub tamto. O co tu chodzi. Coś nas przyciąga jak magnes. W wakacje czy też nie. Piękne są kościoły w Polsce.
Jedziemy autem w stronę Gdańska. Wybiła 15-ta no i koronka. Nie ma gdzie się zatrzymać ale podczas korków przed Chwaszczynem mówilismy w psalmodii. Płakać chciałam ze wruszenia. Na koniec prosiliśmy świętych zaczynajac od św. Faustyny, św. Kinga po św.Maxymiliana Kolbe.
Ten chłopiec, który nie mówił, nie mógł mówić, a mówi. Coś pięknego. Czasem mówi coś od czapy. Uroki autyzmu. Ale jak pięknie się modli. Przypomina mi o różancu, o koronkach o 15-ej i o 19-ej. ?
Wracając do domu w Chwaszczynie syn woła. Mamo ul. Teodora? Czy to ks. ulica. Tłumaczyłam, że to przypadek.
Le Ti Koss

Wierzycie w Anioły? Wierzycie w rzeczy, które nie zdażają się każdemu? Ja tak, ponieważ mnie się to przytrafiło. Pamiętasz Renata Burszewska? Obie to widziałyśmy… To Ty zasugerowałaś by zrobić zdjęcia, za co Ci teraz z serca dziękuję
Był koniec czerwca, spadła na nas, na mnie i Henryka tragedia… Diagniza RAK. Zabrakło nam ze strachu tchu. W domu starałam się nie pokazywać strachu, lęku…lecz pewnego dnia, gdy poszłam na dyżur, stałam w oknie i płakałam. Modliłam się, błagałam Boga, wszystkich Świętych i w ogóle każdą istotę o pomoc. Prosiłam o znak, o coś co pozwoli mi uwierzyć że w tym co nas dotknęło, co dotknęło ukochaną osobę, Henryka, nie jesteśmy sami… i wtedy na przeciwległej ścianie budynku „coś” się pojawiło… Wcześniej Wam o tym nie pisałam…Sama nie wiem dlaczego?
Czy dziś nadszedł odpowiedni czas? Nie wiem, lecz wiem jedno że postanowiłam się z Wami podzielić tym, czego doświadczyłam, co przede wszstkim zobaczyłam poprzez łzy…
Luizo, Ty jako pierwsza o tym się dowiedziałaś, niedawno Piotr… Wasze zdanie, sugestia o tym z czym dane mi było się zetknąć… bezcenna
A teraz Kochani, sami oceńcie…Czy Anioł, czy to medalik… czy też po prostu gra świateł…
Każdy z Was będzie, wyrobi sobie, inne od mojego zdanie…Ja wierzę, że to co tego dnia zaobaczyłam było znakiem, który był odpowiedzią na moje pytanie: Czy pozostaniemy sami w walce z rakiem”
Nie zostaliśmy…
I wierzcie mi, to było pierwszy ze znaków, które dane mi było doświadczyć… Były jeszcze dwa, i są udokumentowanie fotagrafiami, filmami… i są niewiarygodne.
Zdjęcia z czerwca 2015 roku.

 

Marta Łukomska-Grzebuła

…………………………………………………………………………………..

Kochani, chciałabym podzielić się swoim małym świadectwem działania i opieki Anioła Stróża w codziennym życiu.

Mieszkam w miejscu, gdzie jest bardzo trudno zaparkować auto, ponieważ zazwyczaj wszystkie miejsca parkingowe są zajęte i trzeba szukać gdzieś poza terenem blokowiska. A z racji tego, że często wracam późno do domu to chciałabym parkować w pobliżu mojego mieszkania, gdyż dodatkowo okolica nie należy do najprzyjemniejszych.
Pewnego dnia siedząc w aucie i wyjeżdżając spod bloku, poprosiłam mojego Anioła Stróża o to, aby „pilnował” wolnego miejsca parkingowego. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy wróciłam, zaparkowałam na tym samym miejscu, z którego odjechałam rano. Było tak kilka razy, aż w końcu któregoś dnia nie zwróciłam się do mojego Opiekuna o pomoc. Wyobraźcie sobie, że wtedy WSZYSTKIE miejsca były zajęte. Na następny dzień znowu poprosiłam mojego Anioła i miejsc parkingowych było kilka do wyboru!
Proszę nie zapominajcie o swoich Anielskich Przyjaciołach, którzy chcą Wam pomagać, być przy Was i Was wspierać. One czekają na powierzone im przez Was zadania
Joanna Skuza

 

Gdy syn miał 4 miesiące, był rok 1995 pojechaliśmy w odwiedziny na 2 dni do mojej mamy, zresztą często tam jezdziliśmy. U niej w szufladzie, znalazłam jakąś szarą małą książeczkę, było tam parę innych modlitewników, nie przeglądając żadnego odruchowo wybrałam akurat ten. Była to koronka do Miłosierdzia Bożego, modlitwy i parę zapisków Siostry Faustyny, wtedy mało kto znał ta koronkę, nie była jeszcze tak rozpowszechniona jak dzisiaj. Zapakowałam ją i przyszedł czas na powrót do domu. Była niedziela, straszny upał. Zjedliśmy pózne śniadanie i tak jakoś się zakręciłam, że zapomniałam zabrać coś do picia dla dzieci,bo na obiad mieliśmy się zatrzymać gdzieś podrodze. Przed Krakowem, w szczerym polu, zepsuł się nam samochód. Nigdzie żadnych domów, sklepów, a my bez jedzenia, picia, bez telefonu, bo wtedy jeszcze nie było komórek, w okropnym upale, gdzie przy asfalcie dochodziło do 40 stopni, i małe dzieci, jedno 5 lat, drugie 4 miesiące. To 4-miesięczne niemowle nie przeżyje pomyślałam. Zatrzymywaliśmy kilka samochodów, ale niestety nikt się nie zatrzymał. Mąż próbował naprawić samochód, ale bez skutku. Potrzebna nam była nowa pompa paliwowa. Byliśmy bezradni… Aż tu nagle, podjechał do nas jakiś samochód, wysiadł z niego elegancki mężczyzna w pięknym garniturze i zapytał co się stało? Mąż odpowiedział. On podszedł do swojego samochodu, otworzył bagażnik… był zupełnie pusty… nie miał w nim zupełnie nic…tylko właśnie tą pompę, której nam brakowało. Na dodatek oddał ją nam zupełnie za darmo i odjechał… Czułam od tego mężczyzny jakiś dziwny spokój, czy nie wiem co to było, bo nigdy wcześniej, ani potem, nigdy od nikogo nie czułam czegoś podobnego. Dotarło do nas co się stało dopiero w domu, a tak naprawdę kto to był, to dotarło dopiero po paru latach. Upłynęło parę lat, aż uświadomiliśmy sobie, że to był największy cud w naszym życiu, że Bóg zesłał samego Anioła, żeby ratować nasze dziecko a może i dzieci. A my nawet Bogu nie podziękowaliśmy, żyliśmy jak gdyby nigdy nic, jak by to się nam od Boga należało.Ta szara mała książeczka która jechała z nami wtedy w samochodzie jest ze mną po dziś dzień. Mijały dni, miesiące, lata, a mój kontakt z Bogiem stał się już tragiczny. Do kościoła chodziłam już tylko w Boże Naroszenie i Wielkanoc, bo szła cała moja rodzina więc jakby to wyglądało, co by powiedzieli, posłałam dzieci do komuni św. bo wszyscy posyłali, no i co by rodzina powiedziała! robiłam to wszystko dla ludzi nie dla Boga. Było już tak zle, że zaczeęło mi się wszystko sypać, dokładnie wszystko. Szukałam czegoś, niewiedząc czego, czegoś mi brakowało, Nie dawałam rady. Pewnego wieczoru wszyscy już spali, ja położyłam się ostatnia i nagle ogarnęła mnie straszliwa rozpacz. Płacząc w poduszkę, żaliłam się Bogu: że sobie nie radzę z tym wszystkim, że wyjechałam z rodzinnego domu, że czuję się zle i nie kochana przez nikogo, a miałam przecież kochającą rodzinę, wylałam Bogu wszystkie żale mojego serca, całą rozpacz. I wtedy znów poczułam wielką miłość Jezusa, jak bardzo mnie kocha, czułam że Jezus chce mi coś powiedzieć, że on to wszystko widzi, i że jest przy mnie cały czas, bez względu na wszystko. I zasnęłam jak małe dziecko, a rano byłam jak nowo narodzona, niesamowite uczucie! Przypomniała mi się cudowna pieśń religijna, którą każdy katolik zna….. PEWNEJ NOCY ŁZY Z OCZU MYCH, OTARŁ DŁONIĄ SWĄ JEZUS I POWIEDZIAŁ MI NIE MARTW SIĘ! JAM PRZY BOKU JEST TWYM. POTEM SPOJRZAŁ NA GRZESZNY ŚWIAT POGRĄŻONY W CIEMNOŚCI I ZWRACAJĄC SIĘ DO MNIE PEŁEN SMUTKU TAK RZEKŁ: POWIEDZ LUDZIOM ŻE KOCHAM ICH, ŻE SIĘ O NICH WCIĄŻ TROSZCZĘ, JEŚLI ZESZLI JUŻ Z MOICH DRÓG, POWIEDZ ŻE SZUKAM ICH!! Wydawało mi się że Jezus wycisnął jak pieczęć w moim sercu tą pieśń, z którą miałam wyruszyć w świat, bo miał dla mnie nowe zadanie…
Jola Grabowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *