Duch Święty

Duch Święty

Duchu, Tyś światłem co wszystko przenika
Ty mieszkasz w każdym człowieczym umyśle,
Ty mówisz kwiatom kiedy mają kwitnąć,
Ty szepczesz drzewom kiedy gubić liście.

Tyś światłem ognia które Apostołom
Bóg zesłał z Nieba w dniu Pięćdziesiątnicy
By świat nie został w smutku nad żałobą,
Że Jezus odszedł, by siąść po prawicy

Ty koisz trwogę w każdej ludzkiej duszy,
Ty dajesz siłę żeby nie zwątpiła
I Ty jej znowu pomagasz odnaleźć
Drogę do Nieba jeżeli zbłądziła

Daj moim wierszom siłę świętą ognia
I daj im wiarę co wszystko przemoże
Bądź w moim sercu i w moim umyśle
Bądź ze mną zawsze, Duchu Święty Boże.

Dzielę się z Wami tym niezwykłym świadectwem, które otrzymałem dzisiaj.
Chwała Tobie Jezu!

Marcin Zieliński

„Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż my nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania dobra, jakim Bóg nas obdarzył. A głosimy to nie za pomocą wyszukanych słów ludzkiej mądrości, lecz korzystamy z pouczeń Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego pojąć, bo tylko duchem można to zrozumieć. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.
1 Kor 2,10b-16
„Wstałam o 4.00. Kilka dni temu założyłam, że każdej nocy wstanę na chwilę i oddam ją Bogu. Coś w rodzaju namiastki wdzięczności za przywrócenie mi nocy, których od bardzo wielu lat nie przesypiałam. Zatem wstałam. Obudzona melodyjką z telefonu, otworzyłam oczy, przyciemniłam ekran i odszukałam ikonkę modlitewnika. Pierwsze czytanie z Listu do Koryntian. Poczułam, że to Słowo mnie chłonie, a ja chłonę Je. Umieściłam je na czele tego świadectwa jako wyraz niezwykle opiekuńczej miłości Boga, który zadba o każdy znak w tym świadectwie 🙂 Zatem…
Bóg jest dobry:)
Od bardzo wielu lat dokuczała mi niezidentyfikowana dolegliwość. Objawiała się tym, że zaraz po zaśnięciu przez moje ciało, zawsze z jednej strony, przechodził bolesny prąd. Towarzyszyły temu skurcze mięśni, konieczność nieustannej zmiany pozycji podczas leżenia i ciągłego poruszania ciałem – od naprężania i zaciskania mięśni po kołysanie się. Taka karuzela trwała od kilkunastu minut do kilku godzin. Zasypiałam ze zmęczenia. W młodszych latach, kiedy byłam nastolatką, objawy dotyczyły głównie kończyn dolnych. Podejrzewano u mnie tzw. ”zespół niespokojnych nóg”. Diagnoza zmieniała się dosyć dynamicznie i zależało to od dochodzących objawów. Lata mijały. Bywały okresy łagodniejsze. Zdarzały się remisje. Dało się żyć. Czasami wystarczało założenie słuchawek i włączenie delikatnej muzyki.
Dwa lata temu objawy zaczęły się bardzo nasilać. Same ataki wydłużyły się i przybrały na sile. Każda noc była trudna. Znosiłam je, bo mam dosyć wysoki próg bólu. Po kilku miesiącach nieprzerwanych ataków, nieprzesypianych nocy zaczęłam się sypać. Płakałam niemalże każdej nocy.
Noc, w której zdecydowałam, że idę do szpitala na całościowe badania, była jedną z trudniejszych. Stałam w kuchni wtulona w męża, łkałam i wyrzucałam z siebie, że już nie dam rady. W szpitalu przeszłam szereg bardzo różnych specjalistycznych badań. Konsultowano mój przypadek na wiele sposobów. Podejrzewano różne rodzaje padaczki, stwardnienie rozsiane i nic. Kompletnie nic. Nie dostałam diagnozy. Odeszłam z kwitkiem. Próbowałam walczyć na własną rękę. Stosowałam diety, zioła, preparaty. Na zmianę coś włączałam, wyłączałam. Sprawdzałam każdą teorię i metodę. Bezskutecznie. Noce stawały się nie do zniesienia. Zaczął dochodzić lęk przed nocą. Stresowało mnie kładzenie się spać, bo wiedziałam, że za chwilę się zacznie.
Pewnego poranka zostałam pokonana. Doszłam do ściany swojego problemu. Wszystko straciło sens. Pojawił się totalny paraliż myślowy i emocjonalny. Mąż patrzył na mnie z przejęciem. Wiedziałam, że cierpi razem ze mną. Tego samego dnia niezależnie od siebie skontaktowaliśmy się z naszym przyjacielem ojcem franciszkaninem.
Mój pragmatyzm wystosował prośbę o dobrego neurologa (chociaż miałam wrażenie, że nie ma już nikogo, kto mógłby mi pomóc), a mój mąż zapytał ojca, co jeszcze modlitewnie zrobić? Jedźcie do Marcina – odpowiedział ojciec (chodziło o Marcina Zielińskiego). Jest w Nowym Sączu. Pomodli się.Nic nie zjadłam tego dnia. Układałam w głowie, próbowałam stworzyć sensowny obraz swojego problemu, by być jak najlepiej zrozumianą. Na miejscu mamrotałam coś trzy po trzy, po czym Marcin zaproponował modlitwę. Zaraz na jej początku zapytał, czy kiedy byłam dzieckiem nie spotkała mnie jakaś przykrość, czy nie mierzyłam się np. z wyśmiewaniem? Potwierdziłam i poczułam głęboko ukryty żal. Łzy same zaczęły lecieć. Marcin kontynuował. Podpytywał o relacje z najbliższymi, o czas, kiedy byłam w łonie mamy. Nie umiałam odpowiedzieć, tego nie wiedziałam. W pewnym momencie poczułam, że moja prawa ręka (najsilniej w ostatnich miesiącach atakowana) zaczyna jakby pęcznieć. Było to uczucie rozpierania i zdrętwienia, ale nie było to doznanie nieprzyjemne. Dalsza modlitwa wyzwoliła we mnie duże emocje. Nie potrafiłam przestać płakać, a podczas spoczynku w Duchu Świętym spłynął na mnie olbrzymi pokój. Wracając do domu przez blisko godzinę czułam to samo drętwienie, ale w nogach. Powtórzyło się ono jeszcze przez dwa kolejne dni.
Od powrotu zaczęłam przesypiać noce. Kolejnego dnia przyszła mi na myśl modlitwa przebaczenia. Wróciłam do Marcina książki, w której bardzo czytelnie podaje „schemat” modlitwy przebaczenia. Poprosiłam Ducha Świętego, by przez najbliższe dni pokazywał mi osoby, którym powinnam wybaczyć. Była to duża różnorodność, często zupełnie zapomnianych ludzi. Modliłam się i przebaczałam. Dwa dni później miałam ciekawą sytuację. Ogólnie noce przesypiałam, ale czułam coś w rodzaju 5% dolegliwości, które jeszcze zostały i mnie delikatnie „smyrają”. Wieczorem zadzwoniła do mnie krewna. Nie miałam z nią kontaktu od wielu lat. Zatelefonowała w jakiejś drobnej sprawie. Porozmawiałyśmy kilka minut. Kładąc się spać, wypowiedziałam słowa przebaczenia na głos przy moim mężu. Następnego dnia dowiedziałam się od mamy, że będąc ze mną w ciąży, była nękana ze strony tej osoby, która być może nawet nie chciała mojego istnienia.
Od chwili decyzji o przebaczeniu wszystkiego, co mogło się z tamtym okresem wiązać, odczułam niebywały pokój i doświadczyłam pełnego uzdrowienia. Oprócz uzdrowienia fizycznego, dokonał się pewien zwrot w sposobie myślenia o wielu sprawach. Dokonał się przełom w ufności względem Boga, Jego nieustannym zaopiekowaniu i zatroskaniu. Dwa tygodnie później, kiedy obudziłam się o 4.00, by się chwilę pomodlić, przyszła mi myśl, którą były słowa z Iz 54,10: Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie (…) mówi Pan.
Dziś wiem, że to uzdrowienie tak naprawdę dokonało się i w ciele, i w sercu. Fizyczne doświadczenie obecności Boga jest moim wielkim skarbem. Natomiast świadomość Jego miłości do mnie, której doświadczyłam na własnej skórze, nieprzecenioną perłą…

Chwała Ci Panie!

Wiele razy od momentu mojego nawrócenia Duch Święty dawał o sobie znać. Dużo by opowiadać.

Ostatnio bardzo męczyła mnie jedna sprawa. Mianowicie moja relacja z pewną osobą.

Jest to trudna relacja, i po ostatnim zajściu, byłam już tak zrezygnowana, że prosiłam Boga o pomoc.

Dziś tj. piątek, postanowiłam , że w tej intencji tj. aby Duch święty, pomogl mi w tej sprawie, aby dal odpowiedz co mam robić, postanowiłam ze podejmę post o samej wodzie i będę się modlic i prosić Ducha św.

Modliłam się różańce, koronką, cały czas zwywając pomocy Ducha Świetego. niestety wytrwałam tylko do 15.30 z postem, ale powiem Wam ze dostałam jasna i wyraźna odpowiedz na moje pytania.

Nigdy tak wyraźnie nie slyszalam w duszy , w sercu słów” zostaw te sprawę Bogu” , „ on się tym zajmie” … Myslę, że pomimo ze nie dotrwałam z postem do końca dnia, to Bóg docenił moje poświęcenie. Połączyłam post z modlitwa, i dostałam odpowiedz. W zyciu tak wyraźnie nie slyszalam słów, które dziś do tej pory brzmia w mojej głowie i całej duszy.

Od niedawna wzywam Ducha świętego, wcześniej tego nie robiłam, ale on został nam dany jako pocieszyciel , i wierze w Jego moc, płynąca prosto z nieba.
Ania Drążek

„Oddychaj we mnie, Duchu Święty,
abym święcie myślał.
Przymuszaj mnie,
abym święcie postępował.
Pobudzaj mnie,
abym miłował tylko to, co święte.
Umacniaj mnie,
abym strzegł tego, co dobre.
Strzeż mnie, Duchu Święty,
abym Cię nigdy nie utracił.”
Św. Augustyn 

Podczas dzisiejszego ( czwartkowego) różańca, brzmiały mi w uszach słowa z ostatniej dziesiątki ” słucham Cię”. Zobaczyłam, że rzadko pozwalam Duchowi Świętemu, aby mówił. Zawsze znajduję jakieś zajęcie, żeby Go zagłuszyć. Przez kilka miesięcy uczestnicząc w różańcu na żywo, zamiast modlić się i zagłębiać w to, co Duch Święty chce mi powiedzieć, szukałam innego zajęcia, zazwyczaj siedziałam też na fb, co nie było zbyt dobre. Uciekałam też w zajęcia na komputerze, robiłam coś w między czasie zamiast porozmyślać nad rozważaniami. Od Sierpnia zaczęłam wyłączać fb i słuchałam rozważań. Bardziej otworzyłam się na Boga przez to, że nie szukałam już wymówek. Duch Święty zaczął mówić i w tym tygodniu przypomniał mi, że jestem Córką Króla. Każdy z nas jest Dzieckiem Bożym, tylko często o tym zapominamy. Przejmujemy się swoimi upadkami, bezsilnością, zapominając, że mamy Potężnego Ojca, który pragnie naszego dobra i czasami właśnie przez pokazanie nam naszej małości, chce nas przybliżyć do siebie. Pragnie abyśmy Mu całkowicie zaufali. Nieraz mam jakieś natchnienie, żeby coś zrobić, ale zagłuszam to, bo wciąż uważam, że jestem zbyt słaba i tutaj znowu przypomnienie, Bóg jest z Tobą, z Nim możesz wszystko.
Często zapominamy o tym, że Duch Święty daje nam różne poruszenia, a naszym jedynym zadaniem jest pójście za Jego podszeptami, choć nie raz wydaje się to trudne, bo musimy wyzbyć sie schematów i pójsć za tym, co może być całkowitym przeciwieństwem naszego dotychczasowego działania.
Może Ty tak samo jak ja wcześniej zagłuszasz te podszepty Ducha Świętego przez różne zajęcia, które zajmują Ci czas i nie pozwalają na spotkanie z Bogiem?
Pomyśl o tym, bo Duch Święty mówi, tylko to Ty musisz podjąć decyzję, że chcesz pójść za tymi słowami. Słuchaj poruszeń i idź za nimi, ale cokolwiek byś nie czynił, zawsze pamiętaj o Bogu, bo On pomoże ci rozeznać, czy to, co robisz jest właściwe. Duch Święty porusza wskazówkami kompasu, ale to Ty decydujesz, czy Mu zaufasz.

Marta Mazurkiewicz

Bóg Nieznany – Marcin Zieliński.

BÓG NIEZNANY #01 – Quadosh

BÓG NIEZNANY #02 – Duch – Matka

#03 BÓG NIEZNANY – Duch doświadczenia

#04 BÓG NIEZNANY – Kolejne napełnienie Duchem

BÓG NIEZNANY #05 – Trzecie upojenie Duchem

BÓG NIEZNANY #06 – Przygotuj się na zmiany

BÓG NIEZNANY #07 – Czy da się wierzyć bez Ducha Świętego?

BÓG NIEZNANY #08 – Błąd wieży Babel

BÓG NIEZNANY #09 – Grzech przeciwko Duchowi Świętemu

BÓG NIEZNANY #10 – Modlitwa o chrzest w Duchu Świętym

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *