Nasza droga – życie.

Nasza droga – życie.


Strona ks. Marek Jan Pytko

Ciesz się, że żyjesz!

Pomimo to nie bój się żyć. Życie jest piękne.

Czym jest życie?

Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami.

Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne.
Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości.
Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę, takie, które wywołują w podróży tylko smutek… oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym.
Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę… inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.

Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich. Oczywiście, nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się – choć z trudnością – po naszym wagonie i dotrzeć do nich… Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę.
Nieważne; ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań… Ale nigdy powrotów.

A zatem, odbądźmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób. Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć… Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język i będzie ktoś, kto nas zrozumie.
Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku.
Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię… Wierzę, że tak. Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne. Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne. Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu. Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy.

Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż. Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu, życzę…

Szczęśliwej podróży!!!
Z sieci

Do przemyślenia…

Kochani chcialam się podzielić moim świadectwem. Kiedy mialam kilkanaście lat wierzylam bardzo. Niestety z roku na rok odsuwalam sie od Pana Jezusa , wyjechalam za granicę, zaczelam wierzyć że sama jestem odpowiedzialna za swoje szczęście, swoje  „spelnienie”  zawodowe jak i życiowe. Taki typowy obrazek jaki nam media chcą sprzedawać…dobrze sie odżywiaj, ćwicz, spelniaj marzenia , wspinaj sie coraz wyżej ,osiągaj więcej bo masz JEDNO zycie.
Tylko to nie tak….my mamy- nie mamy JEDNEGO zycia…
Nie musimy sie wspinać i prężyć, czuć się winnymi,  że jakoś nie żyjemy na TEJ ziemi  „pelnią zycia”, że klody pod nogami.
Panie dziekuje Ci za To,  że mnie zatrzymaleś. Ze daleś mi chorobę w dobrym dla mnie momencie. Że się zatrzymalam. Przetarlam oczy i zobaczylam.
Zobaczylam,  że Tobie zależy na moim zbawieniu. Że to Życie na TEJ ziemi jest po to by przede wszystkim bylo Twoim świadectwem na TEJ ziemi. I po to by glosić Twoja milość, nieskończone milosierdzie.
Dziekuje Panie,  że mnie obudzileś
Agata Kanarek

Piękna piosenka : Przesłanie Powstań Ty. ❤.Śpiewa Jacek Sadowski

Gepostet von Jerzy Chmielewski am Freitag, 6. Dezember 2019

 

Ważne aby nie zagubić się w życiu. Nie stracić nadziei. Wszak nie jestem sama. Prowadzi mnie przecież Bóg.

Dlatego należy świadomie wybierać kierunek.

Właśnie tak.

Jesteśmy tacy dobrzy…
Z wyciągania drzazg z oczu braci.
Z afirmowania czubka nosa.
Z wybielania sumienia.
Z uśmiechu do góry nogami.
Z niedoceniania chleba.
Z zauważania, czego nie ma.
Z pomijania co jest.
Z rezyserowania jutra.
Z kostiumografii anielskiej.
Jesteśmy tacy dobrzy…
ze wzniosłych teorii.

Marta Przybyła

Życie cudem jest. (Piosenka dla bezdomnych)

Lepiej pójść samemu w dobrą stronę niż podążyć za tłumem w złym kierunku.

Nagle może okazać się, że…

A więc…

Ludzie potrafią z całego swojego życia żyć prawdziwą pełnią zaledwie przez parę miesięcy.
Czepiają się tych przeżyć potem przez całe lata i ostatecznie, mając lat osiemdziesiąt trzymają w swych pustych dłoniach jako cały dorobek zaledwie kilka chwil naprawdę przeżytych. Dlaczego nie chcesz żyć naprawdę własnym życiem?

Zawsze zdaje Ci się, że żyć trzeba dla jutra.

Trzeba przecież „myśleć o swojej przyszłości”: swoich egzaminach, swoim zawodzie, swoim przyszłym domu ;

trochę później trzeba myśleć o przyszłości dzieci: ich egzaminach, zdobyciu zawodu, ich przyszłych domach;
potem znowu o własnych starych latach: emeryturze, zabezpieczeniu sobie odpowiedniego domu.

Jutro będę mógł wreszcie zająć się…
Jutro będę miał nareszcie…
Jutro będę…

Dlaczego chcesz czekać jutra, żeby wreszcie zacząć żyć?
Pewnego dnia nie będzie dla ciebie żadnego więcej jutra – okaże się, że nie miałeś kiedy żyć naprawdę.

Przywiązujesz się do przeszłości, zdaje Ci się ważna, bo to Twoja przeszłość.

No tak, ale to co było wczoraj – wymknęło się już spod Twojej władzy.
– Zwodzi Cię przyszłość, możesz ją w swojej wyobraźni dowolnie kształtować, naginać do swych upodobań.
Ale przecież ona po prostu jeszcze nie istnieje i próżno tracisz na nią czas.

Teraźniejszość jest taka mała, że jej wartość łatwo Ci przeoczyć.
Ale tylko ona naprawdę zależy od Ciebie – a Twoje życie w gruncie rzeczy, krok za krokiem, składa się z bieżących w teraźniejszości chwil.

Zawsze Ci się zdaje, że szczęście jest przed Tobą, tak jak i radość, miłość, Bóg.

Złudzenie!

Zapominasz i to jest tragiczne, że Bóg stoi obok Ciebie, dokładnie w tym miejscu i czasie, gdzie się znajdujesz, w bieżącej chwili Twego życia otwierając Ci wszystko, co trzyma w swych dłoniach.

Obyś nie był tym wiecznym pielgrzymem, który pozostawia Boga na brzegu swej drogi, by biec za Jego wizerunkiem.

Pozbawiony odpocznienia człowiek wlecze za sobą swoją przeszłość i próbuje jednocześnie pochwycić w swoje ręce i przyszłość i teraźniejszość.
Podniecony usiłuje jakby jednocześnie złapać owoc kilku godzin życia: biedny żongler, pogubi wszystkie i będzie szukał każdej z osobna.

Jeśli chcesz w swym życiu osiągnąć powodzenie, złóż spokojnie całą swoją przeszłość w ręce Boga, powierz Mu swoją przyszłość i żyj każdą bieżącą chwilą, tak jak przychodzi, w całej jej treści.

Przy robocie dziewiarskiej nie wolno Ci „zgubić” ani jednego oczka, powstanie skaza, choćby niewielkie było to oczko, jest przecież niezbędne.

Nie zaniedbuj żadnej chwili. Wszystkie są nieskończenie wartościowe, jeśli chcesz, by Twoje życie było tkaniną bez skaz.

Bieżąca chwila nie jest ciężka, nie przygniecie Cię; Jest zbyt mała, by mógł się w niej zagnieździć niepokój.
Przemija tak szybko, że nie zdoła Cię znużyć,
Posiada „ludzki wymiar”, możesz się w niej zmieścić, możesz ją udźwignąć.

Teraźniejsza godzina jest Twoim prawdziwym życiem, ona jest Twoim pokarmem, jej głębia jest nieskończona, w niej mieszka miłość.

Nie doceniać przeszłości i ze strachem odsuwać od siebie myśl o przyszłości
– to życiowe tchórzostwo.

Jeśli się nie żałuje przeszłości i nie obawia przyszłości w poddaniu i zaufaniu Bogu
– to jest właśnie miłość.

Właśnie w bieżącej chwili Bóg czeka na Ciebie.
Jeśli pozwolisz się włączyć – tak jak włącza się obwód prądu elektrycznego – przejdzie przez Ciebie boże światło i Jego siła.

Na tym niezmierzonym pustkowiu, gdzie się znajdujesz, obwód prądu jest bardzo, bardzo słaby.
Bieżąca chwila jest tym punktem, w którym Bóg przenika w Twoje życie i przez Ciebie w życie świata.
Ale On uzależnia swoje przyjście od Twojego wolnego przyzwolenia.
– Jeśli potrafisz odpowiedzieć na zaproszenie Boga, na wezwanie każdej bieżącej chwili, to znaczy dla Ciebie, być naprawdę obecnym.

Jeśli odpowiesz na wezwanie w bieżącej chwili, umożliwiasz mistyczne wcielenie się w twym życiu Bożego Syna.
– Jeżeli podejmiesz aktualny obowiązek, umożliwiasz dokonanie przez Syna dzieła stworzenia.

Jeśli zgodzisz się na właśnie teraz konieczny wysiłek, umożliwiasz dopełnienie się Odkupienia przez Syna Bożego.

Największym i najważniejszym „dziełem” jest dzieło aktualnej minuty; ono zobowiązuje Cię do złożenia w ręce Boga całej przeszłości i przyszłości i oddania mu się całkowicie do dyspozycji.
Jeśli potrafisz zachować w tym wierność, będziesz żył pełnią swojego życia i osiągniesz niewymierne wartości.

Prowadź mnie Jezu 🙏🙏🙏
Krzysia

Jeden kapłan napisał…
Warto zatrzymać się nad tymi słowami:
Zmarła Anna Przybylska
Młoda kobieta. W moim wieku.
Rak trzustki.
Tragedia tym większa, że osieroconych została trójka dzieci.
Dziś docierają do mnie zewsząd fragmenty wywiadów z aktorką.
W jednym z nich powiedziała, że ‚chciałaby doczekać wiosny’…
Tylko wiosny…
Gonimy za wielkimi rzeczami. Pragniemy wielkich zwycięstw. Chcemy wygrywać wojny i być tymi, na imię których zginać się będzie każde kolano, a przynajmniej o których mówić będą.
A życie jest tak kruche.
Ulotne.
Jest i nagle nie ma.
Ktoś gasi światło, jak mawiała Osiecka.
A my się martwimy. Siwiejemy. Ogarniają nas depresje, wpadamy w dołki, cierpimy na chandry i przedłużające się ‚nie-chce-mi-się’.
A może zamiast tego warto zachwycić się wiosną?
Jesienią. Smakiem jabłka. Grzybem w koszyku. Sznurem dzikich ptaków.
Stanąć na polu znad którego unosi się mgła i wyciągać twarz ku słońcu…
A może czas siąść wieczorem z bliską osobą i przytulic jej dłoń do policzka… napić się herbaty z pomarańczą.. zapalić świeczkę lawendową… poczytać książkę i zatracić się w czasie. Pal licho, że rano nieprzytomny wstanę do pracy. Akcja lektury była tak wciągająca…
A może czas zachłysnąć się wierszem…
A potem własny napisać. I co z tego, że nazwą cię wierszokletą…
A może listy nienapisane czekają… ramiona nie objęte… policzki nie wycałowane… czupryny nie zmierzwione… słowa niewypowiedziane…
Brzozy już gubią liście.
Widziałeś to rano?
I babie lato już odleciało.
Pewnie nie zauważyłeś.
Kukurydza już przejrzała…
Wiesz o tym?
Zobacz jak wiele spraw nam umyka, jak wielu rzeczy nie zauważamy, jak małostkowi jesteśmy…
Boże ucz mnie chwytać dzień za dniem i cieszyć się nimi…
I jeszcze zmarła Anna, tak mówiła w wywiadzie:
„Wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś…”
Wiesz dni są kruche.
Ciesz się nimi.

Ks. Mateusz

Świadectwo z oddziału hospicjum.

„Z wyrazami szacunku
Anna Shirley”

Pani Wanda przekroczyła osiemdziesiątkę, ale werwy pozazdrościłby jej niejeden młodzieniaszek. Kiedy zauważy, że ktoś wchodzi do pokoju, rozszerzają się jej źrenice. Zupełnie jak u kota, szykującego się do skoku, na kocią wędkę z piórkami. Nie da się ukryć- Pani Wandzia poluje na rozmowę. Zdecydowanie jest stworzeniem stadnym. Ustawione przy łóżku krzesło, rzadko ma okazję ostygnąć. Rodzina, znajomi i wolontariusze. Nie można jej nie lubić. Nad jej łóżkiem powinien widnieć symbol, informujący o możliwości podładowania baterii. Naszych ludzkich. Nie potrzeba gniazdka ani wtyczki. Energia płynie przez darmowe wi-fi. Z serca do serca. Pacjentka ma pozytywnie zadziorny charakterek, niesamowite poczucie humoru i uśmiecha się oczami. Widzę jak się wyrywa z tego miejsca, z tego łóżka. Do świata, do życia. Uwagę przyciąga szpitalny stolik, na którym dominuje… brak miejsca. Centralny punkt stanowi talerz z owocami, iście z obrazów o tematyce martwej natury, a całość dopełniają kakaowe wafelki, sok jabłkowy i woda. Kobieta oblizuje umorusane malinami palce i w przerwach między mlaśnięciami, opowiada o dancingach z ukochanym Henrykiem, podróżach i ulubionych książkach. Ma radiowy, niezwykle melodyjny głos. Taka Krystyna Czubówna z pazurem emocji, brzdąkającym po głosowych strunach.
– Kocham „Anie z Zielonego Wzgórza”. Pisząc listy często podpisywałam się: ” z wyrazami szacunku „Anna Shirley”. Kiedyś pisało się listy… Chyba powinnam napisać ostatni. Do Najwyższej Instancji, żeby mnie już zabrała. Bezczelny gnojek rozpanoszył się z kolejnymi przerzutami do mózgu i kręgosłupa. Nie mogę nawet usiąść, oczy odmawiają posłuszeństwa. Lekarz wie, że może ze mną normalnie gadać. Nie „bułkę przez bibułkę” tylko szczerze, prosto z mostu, jak sprawa wygląda. A wygląda dość nieciekawie. Do domu już raczej nie wrócę. Dobrze, że jest porządek w szafach, wstydu nie będzie. Wstać z łóżka już raczej też nie wstanę. Będę coraz więcej spała. Lubię spać, tym bardziej jeśli sen jest godny uwagi. Chciałabym umrzeć we śnie. Chciałabym też jeszcze potańczyć… Czy w niebie będę mogła chodzić na dancingi i czytać „Anię z Zielonego Wzgórza”?
Kolejny raz wchodzę na oddział z książką. Kobieta traci wzrok ale przecież mogę jej poczytać. Czuję jak mimowolnie uśmiecham się na myśl o jej uśmiechu. Wchodzę do sali pewnym krokiem. Zatrzymałam się przy łóżku niedawno przyjętej Pani Magdy. Czuję, że prawe oko zaczyna przeciekać. Witam się z nową pacjentką, gadamy, przynoszę kawę. Wszystko w porządku. Dla pewności zahaczam o dyżurkę pielęgniarek. Zapytać, mimo wszystko, mimo, że wiem. Odeszła. We śnie. Jak planowała.
Wieczorem biorę do ręki dzieło Lucy Montgomery. Kartkuję, wącham… (Wy też wąchacie książki, czy to tylko ze mną coś nie tak?) Otwieram tak po prostu, tak jak zamierzałam otworzyć przy Pani Wandzi i uśmiecham się do przypadkowo- nieprzypadkowych słów:
„-Dlaczego ludzie muszą klęczeć, gdy odmawiają modlitwę? Gdybym ja naprawdę chciała się pomodlić, powiem pani, co bym zrobiła. Wyszłabym samotnie na jakieś wielkie otwarte pole albo powędrowałabym daleko w las i patrzyłabym w niebo-wysoko, wysoko- prosto w ten cudowny błękit, który zdaje się nie mieć kresu. Wtedy na pewno poczułabym, że się modlę. No dobrze, jestem już gotowa.”
Marta Przybyła

 

O co mnie zapyta Bóg?

Czy idę za wskazówkami od Boga. Czy w moim życiu idę za Jezusem?

Złote reguły dla życia.

W kościele W, zbudowanym przez już zmarłego proboszcza N., wisi w kaplicy za szkłem karteczka, a na niej wypisane są zasady życia. którymi kierował się zmarły proboszcz.

,, Nie chce mieć….
1.  
żadnego rana bez gorącej modlitwy,
2.  żadnej pracy bez dobrej intencji,
3. żadnej radości bez wdzięcznego spojrzenia w niebo,
4. żadnego cierpienia bez cierpliwości i zgodzeniu się z wolą Bożą,
5. żadnego towarzystwa bez myśli o obecności Bożej ,
6.. żadnej urazy bez przebaczenia i uniewinnienia,
7. żadnego uchybienia bez żalu,
8.  żadnej dostrzeżonej w drugich wady bez oględnego sądu,
9.  żadnej dobrej modlitwy bez pokory,
10. żadnego biedaka bez wsparcia,
11. żadnego cierpienia bez pociechy,
12. żadnego wieczora bez rachunku sumienia.
Wszystko na większą chwałę Bożą.

Przez 37 lat nie miałem żadnego problemu ze wzrokiem 👀 a jednak byłem niewidomy 😎 widziałem błyskotki, gadżety tego świata, z większości tych rzeczy robiąc sobie bozków, szukając przyjemności w zniewoleniach, alkohol, seks, ale wszystko runęlo z wielkim hukiem bo było budowane na piasku… A nie widziałem tego co najcenniejsze, co jest nie z tego świata, tego, co może dać tylko Bóg ♥ Pismo Święte, słowa Samego Boga, wartości, nauka i obietnice Jezusa są fundamentem, który nigdy nie runie bo jest zbudowany na skale… Jeżeli Bóg na pierwszym miejscu to wszystko będzie na właściwym miejscu. Pokój serca, który chce dać każdemu za darmo, pozwala na prawdziwą pełnię szczęścia życia z Jezusem, które nigdy się nie skończy… Droga Prawda Życie…
Krzysztof Rudnicki

Niech twoje życie będzie znakiem, że Bóg jest ,tak aby inni patrząc na Ciebie mówili :” niemożliwe, że nie ma Boga bo on całym swym życiem świadczy o Bogu”.


Modlitwa….
Panie.

gdy jestem głodny, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje pożywienia;
gdy jestem spragniony, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje wody;
gdy mi jest zimno, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje ciepła;
gdy cierpię, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje pociechy;
gdy mój krzyż staje się ciężki, pozwól mi wziąć jeszcze krzyż innych;
gdy nie mam czasu, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje teraz pomocy;
gdy brak mi odwagi, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje otuchy;
gdy chciałbym, aby ktoś mnie zrozumiał, daj mi kogoś, kto potrzebuje zrozumienia;
gdy pragnę, aby ktoś się o mnie zatroszczył, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje opieki:
gdy myślę tylko o sobie, zwróć moje myśli ku innym. Amen 

W jednym z barów samoobsługowych starsza pani wzięła duży talerz zupy, postawiła go na tacy, a po zapłaceniu postawiła tacę na wolnym stoliku.
Powiesiła torebkę na krześle i zamierzała usiąść, aby zjeść dymiącą i pachnącą zupę, kiedy zauważyła, że zapomniała wziąć łyżkę. Zostawiła wszystko i podeszła do kasy, przy której leżały sztućce.
Po powrocie zdumiona zobaczyła, że na jej miejscu usiadł bezdomny młody człowiek i spokojnie zjadał jej zupę.
Kobieta zaniepokoiła się i oburzyła.
Następnie z kiepsko skrywanym poczuciem wyższości usiadła na krześle obok i zanurzyła łyżkę w zupie, tuż pod nosem intruza.
Młodzieniec uśmiechnął się i kontynuował jedzenie.
Nabrała kolejną łyżkę, młodzieniec podobnie.
Pomyślała:
– Jaki bezczelny! O, gdybym była odważniejsza! Czas zrobić porządek z bezdomnymi!.
Za każdym razem, kiedy kobieta nabierała łyżkę, siedzący naprzeciwko niej biedak, bez najmniejszej konsternacji, robił to samo.
Tak było do chwili, gdy na dnie talerza pozostała odrobina zupy. Wtedy przyszła jej myśl:
– Zobaczymy, co powie, kiedy talerz będzie pusty. Młodzieniec zostawił jej ostatnią łyżkę. Następnie wstał, grzecznie ją pożegnał i odszedł.
Kobieta popatrzyła na krzesło. Zdumiona spostrzegła: jej torebka znikła!
– Złodziej! To był tylko pospolity złodziej!
Rozczarowana, wściekła, z wypiekami na twarzy rozejrzała się wokoło.
Ale po młodzieńcu bezdomnym ani śladu. Kiedy tak rozglądała się wokoło, jej złość stopniowo zamieniła się w zmieszanie i wielkie zakłopotanie, bo dostrzegła tacę bez łyżki, ze stygnącą zupą.
Na poręczy krzesła wisiała jej torebka, tak, jak ją zostawiła.
Kobieta mocno się zawstydziła.
Właśnie zrozumiała, dotarło do niej, że pomyliła stoliki.
I że ten młodzieniec, który jadł zupę taką samą, jak ona, podzielił się z nią bez oburzenia, zdenerwowania czy poczucia wyższości.
Był spokojny, kiedy ona parskała, a nawet poczuła urażoną dumę.
Ileż to razy w naszym życiu „zjedliśmy czyjąś zupę”, nie wiedząc o tym?
Ileż to razy na dzień wykradamy innym czas, szacunek, uczucie, uwagę i nie mamy najmniejszego nawet wyrzutu sumienia?

 

Obyście nie poddali się wygodnictwu, egoizmowi i wrogości życia! Obyście nie naśladowali modnych lalek, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje. Obyście nie naśladowali kobiet, wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte, czy piąte dziecko.
Kard. Stefan Wyszyński

 

Jeśli kiedykolwiek zamierzasz cieszyć się życiem – teraz jest na to czas – nie jutro, nie za rok … Dzisiaj powinno zawsze być naszym najwspanialszym dniem.
Thomas Dreier

Nigdy nie jest się gotowym…

Ani na wojnę.
Ani na diagnozę „nowotwór złośliwy”
Ani na śmierć bliskiej osoby.
Ani na zdradę męża.
Ani na samotność wśród ludzi.

Gotowym jest się tylko wtedy,
Gdy żyje się tak,
Jakby każdy dzień
Miał być tym ostatnim…

Może zachwycić się szaleńczo:
-Wschodem słońca.
-Aromatem kawy.
-Kolejnym krokiem.
-Świadomością do czego służy serce.
-Tym, że nic nie boli.

Najgorzej jeśli boli dusza.
Z deficytu Boga…
Marta Przybyła

Tylko takie dni są przed nami.

Jeden z najpiękniejszych listów miłosnych ostatnich czasów który napisała pewna amerykańska dziewczyna.
Nosi on tytuł: „O tym czego nie uczyniłeś”.
Pamiętasz ten dzień, kiedy pożyczyłam od ciebie Twój nowy samochód i rozbiłam go?
Myślałam, że mnie zabijesz, ale nie zrobiłeś tego.
Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam cię na plaże, chociaż twierdziłeś, że będzie padać, i rzeczywiście padało?
Myślałam że zawołasz: „A nie mówiłem?”. Ale nie zrobiłeś tego.
A pamiętasz, jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić twoją zazdrość, i ty byłeś zazdrosny?
Myślałam, że odejdziesz ode mnie, ale tego przecież nie zrobiłeś.
Czy pamiętasz jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik twojego samochodu?
Myślałam że mnie uderzysz, ale nie uczyniłeś tego.
Czy pamiętasz, jak zapomniałam ci powiedzieć, że na pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i ty przyszedłeś w dżinsach?
Myślałam wtedy że mnie spoliczkujesz, ale nie zrobiłeś tego.
Zawsze miałeś dla mnie cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś.
Mam na sumieniu tyle win wobec Ciebie.
Tak bardzo chciałam Cię prosić o przebaczenie kiedy wrócisz z Wietnamu.
Lecz ty nie wróciłeś.
Pamiętaj: przychodzisz na świat jeden raz. Zatem całe dobro, które możesz wyświadczyć drugiemu człowiekowi – okaż natychmiast!
Nie odkładajmy tego na później ani nie zaniedbujmy, ponieważ nie będziemy dwa razy żyć na tym świecie

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. Będziecie biedni tylko wtedy, gdy się poddacie. Najważniejszą rzeczą jest to, że coś zrobiliście. Potykając się, można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się. Człowieka z charakterem pociąga to, co jest trudne, ponieważ dopiero w zmaganiach z trudnościami potrafi sobie uświadomić własny potencjał.
Daniel Żyła

Nawet Jezus wypowiedział słowa – Jeżeli źle powiedziałem udowodnij co było złego. A jeżeli dobrze to dlaczego Mnie bijesz?.. Udowodnij.. ale nie bij.. nie krzywdź.. nie rań każdym wypowiedzianym słowem.. każdą podniesioną ręką.. każdym spojrzeniem.. Słowa.. słowa małżeńskiej przysięgi.. Przez ponad 20 lat to ja byłam tą która w tych bardzo trudnych chwilach powtarzała właśnie te słowa.. Były dla mnie jak kotwica.. jak ostatnia deska ratunku aby mieć siłę dalej wstawać.. dalej próbować walczyć o małżeństwo zawarte przed Bogiem.. Jednak kiedy mój i ja sięgnęłam dna.. dna psychicznego i fizycznego dzięki Bożym ludziom dowiedziałam się o cierpiętnictwie które nie ma nic wspólnego z miłością ani Bożą ani ludzką.. Rozwód i.. Zaczęło się kolejne piekło i kolejne raniące słowa i krzywdzące sytuacje.. I słowa małżeńskiej przysięgi wywrzeszczane przez byłego.. pijanego męża.. I to nie wcale z miłości.. lecz dlatego że wymykała mu się jego ofiara.. osoba na której można rozładować emocje.. Boże.. niech od dziś w moim sercu słyszę tylko Twoje słowa – dziecko moje.. kocham Cię.. jesteś moją ukochaną córką..
Aneta Borecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *