Wiara czyni cuda.

Wiara czyni cuda.

„Pustynna wiara…”
*
Patrzę…
Idzie Wiara
Smutna, dziwnie blada…
Na nogach się słania
I co krok upada…
*
Cóż za dziwna Wiara …
A może już stara…?!
*
A może zbyt młoda
Istnieniami swymi
Gdyż z piachami co krok
Walczy pustynnymi…?
Trochę mi jej szkoda…
*
Może jej Warunek
Żyć godnie zabrania?
A może po prostu…
Nie zjadła śniadania?
*
Zaraz jej przyniosę
Mleka w kubku starym…
Może źle, lecz nie wiem
Co jadają Wiary…
*
Czym karmić je trzeba
By burze przetrwały?
Jak troszczyć się o nie
By pięknie śpiewały?
*
Gdyby jej Warunek
Trochę pofolgował….
A gdzie tam…..napsocił
A potem się schował…
*
Już miałam się zbliżyć
Już krok mój wyruszał
Gdy patrzę….spotkała
Na piaskach Chrystusa
Oboje samotni
Oboje kuszeni
I patrzę, wyciąga
Coś Chrystus z kieszeni…
*
Do ust jej przyłożył
A ona wypiła….
To ręka Chrystusa
Wiarę nakarmiła….
*
Chciałam wiedzieć
Byłam ciekawa
Lecz rozmawiali
Tylko ciszą
Cóż, uszy nasze
Gdy zatkane
Tajemnicy
Nie posłyszą…
*
Pięknie wyglądali na moim obrazku
– „Czym nakarmiłeś Wiarę, Chryste?
Zdradź mi ten sekret
Napisz mi na piasku…
Lub słowa podaj oczywiste…”
*
Uśmiechnął się Chrystus
I Wiara się śmiała….
A piasek wyszeptał
Bym ciszy słuchała
*
Już miałam odejść…
Już miałam się chować….
Gdy Chrystus począł
Na piasku rysować…
*
Gdy skończył, spojrzał
Mi nagle w duszę…
Wichry ustały
Zlękły się susze
Ujrzałam dobrze
Choć z odległości
Maleńką w piasku…
Kroplę Ufności
To przechyliło
Zdziwienia czarę-
-CHRYSTUS UFNOŚCIĄ
NAKARMIŁ WIARĘ-
*
A. Dawidowy  (Anna Jelińska)

Niedawno ktoś zadał mi pytanie
?
DLACZEGO WIERZYSZ

Odpowiedź brzmi 3×BO; 
1.BO w moim życiu wydarzył się CUD NAWRÓCENIA
2. BO zadział się CUD UZDROWIENIA
3. BO?

Iwona Suszek

Moje problemy zdrowotne zaczęły się, gdy osiągnęłam pełnoletniość – prezent z okazji 18-tych urodzin od życia brzmiał naprawdę groźnie- rak złośliwy tarczycy, a ja w myślach wybierałam kolor trumny usłyszawszy taką diagnozę… Bóg jednak miał względem mnie zupełnie inne plany, ale wiedział również, ze dobrze będzie mną potrząsnąć..? po dwóch operacjach na pozbycie się markerów nowotworowych dostałam w gratisie radiojod, który – jak okazało się wiele lat później – zniszczył mi rezerwę jajnikową, a usłyszeć w wieku 28 lat słowo ‚menopauza’ i ‚raczej nigdy nie będzie pani mieć dzieci’, gdy człowiek marzy o założeniu rodziny- nie jest łatwo….
Również od czasu raka do czasu innych diagnoz łatwo nie było, a to za sprawą 10 lat szukania dobrego ginekologa, który by ogarnął układ hormonalny wraz z całym zapleczem endokrynologicznym… Po 10 latach bezowocnych poszukiwań Bóg postawił na mojej drodze wyjątkowego doktora – naprotechnologa Adama Kuźnika w Skoczowie. Zlecał ogromna ilość badan, wnikliwie analizował wyniki i karty obserwacji cyklu, wspaniałe dobierał leczenie, diagnozujących kolejne i kolejne problemy, które razem dadzą w przyszłości hucznie brzmiąca diagnozę: niepłodność pierwotna. Dr Kuźnik jednak prócz ogromnej wiedzy jaką zdobył w Stanach Zjednoczonych (wszyscy naprotechnolodzy tam tylko mogą się uczyć) nigdy nie powiedział: nigdy nie będzie pani mamą. Choć zawsze mówił, że będzie ciężko…
Po drodze wyszłam za mąż, ciąża nie przydarzyła się nigdy, a po 1,5 roku rozpoczęliśmy konkretne starania, które tez nie przynosiły owoców… Wtedy sięgnęłam po ostatnia deskę ratunku – ta, która nigdy mnie nie zawiodła- Modlitwę! Najpierw od października do moich ukochanych Świętych- Rity, patronki spraw beznadziejnych i niemożliwych, św. Dominika, św. Józefa, św. Jana Pawła II, św. Gerarda, św. Stanisława Papczyńskiego. To było moją Ostoją! Moja Ekipa, która prowadziła mnie aż do samego porodu, której dziś dziękuję…. gdy po kilku miesiącach modlitw nadal ciąży nie było – włączyłam kolejną broń – Nowennę Pompejańską, wiedziałam, że jest ‚nie do odparcia’!
Po Świętach Wielkanocnych okazało się, że jestem w upragnionej ciąży… Bałam się bardzo, każdego dnia polecałam to dzieciątko Bogu i moim Świętym… Po 25 tygodniach bajecznej ciąży, Palec Boży sprawił, że pojechałam na ‚przypadkową’ wizytę z usg, a potem na sygnale do szpitala – z maksymalnie skróconą do 1 cm otwierającą się szyjką i wpuklonym pęcherzem płodowym… Gdybym nie trafiła do szpitala, urodziłabym, bo objawów nie miałam żadnych, a dziecko nie miałoby szans na przeżycie…. W szpitalu zaczęły się za mnie modlić setki osób – rodzina, znajomi i nieznajomi, grupy modlitewne i inne… i wtedy zaczęły się dziać kolejne wielkie cuda- syn się nie urodził, pęcherz płodowy odpłynął, szyjka się wydłużyła, założono mi nawet pessar i wyszłam do domu, cały czas modląc się, by to wyjątkowe Dziecko urodziło się w terminie żywe i zdrowe… Tak tez się stało – największy Cud zdarzył się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia- siłami natury w ekspresowym tempie przyszedł na świat zdrowy chłopak Filip Dominik! Chwała Panu! Chwała Matce Bożej z Pompejów! Wszystkim Świętym Orędownikom! A wszystkim ludziom ze wspaniałymi sercami, także z projektu #kobietajestBOSKA jeszcze raz bardzo dziękuje za modlitwę!
Jola

Dałeś mi zycie,
talenty,
wrażliwość
Bym tu na ziemi
wielbiła Cię
A ja zylam jak
Chcialam
Uroda ma
pycha byla mi…
I dałeś mi lęk
W ciemności i mroku
Rozdzierał mnie.
Śmiech zamienił się w płacz
Ciało bolało już nie było uciechy i radości z niego
W swej pustelni jagze długo trwalam
Samotna,obolała
szukałam ratunku
Wśród ludzkich umyslow
wierzyłam w nie
W pustelni mej Ty jednak nadal trzymałeś mnie
Bo Ty mnie znasz to nie był ten czas
Zbłądziłam zbyt często rzucając się w wir uciech życia
Jak spragniony wody
Płakałam,krzyczałam,pytałam
Dlaczego ja?
nie On nie Ona?
I postawiłeś na mej drodze człowieka by Twym słowem a Jego ustami pomógł mi…
O Mój Boze,Jezu,Najdroższa Matenko
Ten lęk to nie choroba -to dar
Nim chroniles mnie
przed zatraceniem,ciemnością
by świat złudnego szczęścia nie pochłonął mnie
Bo kochasz mnie
Nie czuje dziś lęku
Uzdrowiłes mnie…
Choć nieraz upadnę już wiem Ty podniesiesz mnie
I prosze o Boże w mej modlitwie
daj mi lęk daj cierpienie

jeżeli przybliży mi ono cel jakim Niebo-Twój Dom jest.

P.S Po każdym różańcu i rozważaniach mam taki niedosyt i jakby „komentarz”sam się pisze…
Tym człowiekiem na mojej drodze jest ks.Teodor i za to jak pełni Bożą wolę pragnę Mu tak po ludzku podziękować. Wielka to odpowiedzialność i czasem trudno nieść do ludzi grzesznych słowa Naszego Najmilosiernego Pana.
Przez 26 lat żyłam w lęku, od 10 lat nie wyszłam sama z domu,brałam leki. Co prawda nikt z ludzi tego nie widział, szatan pomagał. Dla obcych byłam kobietą sukcesu. Kasa, młodszy partner, no, słowem szczęściara. Ale gdzieś tam na dnie byl Bóg.
Trafiłam na Teobankologie i wielkie Buuummm.
Cierpienia jakie przeżywałam podczas różańca bez leków się nie dało, napady paniki itp.
Ale głos wewnątrz i słowa księdza dawały siły.
Pewnego dnia wstałam i zadecydowałam, że sama odprowadzę córkę do szkoły ok 2 km (pamietam jej minę) miała zostać w domu bo syn, który ją odprowadzał wyjechał. No więc różaniec do ręki i wyszłam, ale się bałam, cała drżałam. Kiedy wydawało się, że nie dam rady, szeptem pytałam: Czy Jesteś obok mnie? idziesz ze mną?
Wszyscy domownicy nie mogli uwierzyć.
A lekarz, kiedy zadzwoniłam i powiedziałam, że nie biorę już lekow bo są mi niepotrzebne, że Bóg, Maryja mnie wyleczyli (do dzisiaj się śmieję gdy pomyslę o jego minie) czułam, że chętnie by mnie umieścił w zamknięciu.
Mija 5 miesięcy odkąd się narodziłam i choć bywa różnie, czasem łatwiej by było wziać tabletkę, ja przymykam oczy i szeptem pytam:
Jesteś ? I już nie boje się.
……………………………………………………………………………….
Na początku chciałabym zaznaczyć, że nikogo nie chciałabym urazic, są to po prostu moje przemyślenia po wczorajszym różańcu…
Wczoraj Ks.Teodor poruszył temat wiary, ateizmu, dlaczego ludzie odchodzą do kościoła?Dlaczego nasza wiara jest taka mdla, miekka?
Od lat mieszkam na stałe w Szwecji, gdzie jak wiemy różnorodność wiary ogromna. Zawsze byłam wierząca, dzisiaj wiem, że to było tylko słowo … Jeździłam do polskiego kościoła (tutaj troszkę inaczej to wyglada), czasem ciasto, kawa, rozmowy po Mszy Św. Można spotkać znajomych, porozmawiać – bardzo fajnie. Ale kiedy wracamy do domów, kiedy slyszę, czytam wpisy tych osób, czuje to tak – przez te 2 godziny jesteśmy chrześcijanami, potem niekoniecznie.. Zawsze starałam się być dobrym człowiekiem, pomagałam kto tylko o to poprosił. Moja bliska koleżanka powtarzala, że na moich drzwiach powinien być czerwony krzyz. Mój partner miał pretensje, że pożyczam pieniądze a znajomi nie oddają. Ja powtarzałam – zrozum, mają gorzej, choć i nieraz nam nie było łatwo.
Kiedy zostałam sama z trójką dzieci, pracowałam 24 na dobę żeby wszystko utrzymać, ale i wtedy dzieliłam się czym miałam. Prowadziłam gabinet kosmetyczny, słuchałam wszystkiego, jak to złe, jak to ciężko. Ta mąż zdradza, to ona zdradza, problemy z dziećmi itp
Odbierałam tel. w nocy o północy bo byłam dobrą słuchaczką. Dlaczego o tym pisze? bo to był podświadomy egoizm. I to o mały włos mnie zgubiło.
Ale Bóg mnie z tego wyrwał, przerwał błędne koło …
Kiedy teraz (to co opisałam wczoraj) się wydarzyło, zyję inaczej, zyję i karmię się Słowem Bozym.
Już nie uciekam choć nikt z nas nie chce przeciez cierpieć…
Co do ateistow jest nim mój syn.
Niedawno zapytał po co tak żyję i użył słów, cytuję: Już nie jesteś taka ąmama”. Nazwał moja wiarę w Boga, w Jego Syna, w Matkę Bożą,  po prostu niemodna.
Opadły mi ręce kiedy zapytałam dlaczego ty jesteś ateistą. Odpowiedział, że tak jest łatwiej, po co sobie życie utrudniać? Dodal, że wszyscy jego znajomi tak czuja… Kiedy poprosiłam spójrz na Krzyż, odrzekł, że nie rozumie po co Pan Jezus tak cierpiał. I zadał mi pytanie – CIEKAWY JESTEM ILU LUDZI Z KTÓRYMI SIĘ MODLISZ O 2O.30 oddałoby zycie za Niego?
Zaniemówiłam. Dobił mnie jeszcze jednym, wspomniał sytuacje (która miała miejsce jakies 7 lat temu ). Wyrzucił mi, że sama wstydziłam się swojej wiary – miał rację.
Pracowałam w dużym sklepie, większość personelu byli to muzułmanie. Pewnego razu byłam na piętrze gdzie są biura, usłyszałam jakby zawodzenie, myslalam, że to ktoś płacze. Zapukałam i uchyliłam drzwi. Klęczał tam mężczyzna i się modlił .Zawstydzona wycofałam się, zobaczył mnie inny Arab. Wytłumaczył, że to czas na modlitwę, że to święte. Zapytał o moja wiarę a ja nic, spojrzałam tylko ukradkiem czy widać mój łańcuszek z krzyzykiem🥺. Zapytałam dlaczego to robią w czasie pracy a On – że nic nie ma ważniejszego niż BÓG.
Poczułam się zdrajcą, wyparlam się Boga żeby przypadkiem nie stracić dobrze płatnej pracy.
Ale tłumaczyłam sobie: przeciez nic się nie stało, nie jestem zła.
Ale ten policzek jakim były słowa syna należał mi się, nadstawiłam więc drugi, był jeszcze boleśniejszy. Zapytał – moja siostra ma już 8 lat a jest nieochrzczona? Nawet nie próbowałam się tłumaczyć.
Kolejny cios – rozwiodłaś się z tatą, żyjesz w grzechu.
Tutaj zaczęłam dyskusję.Kilka lat temu potwierdziłam, że zawarcie ślubu kościelnego nie było
ważne,wystarczyło złożyć wniosek, który składam od kilku lat – lenistwo ..
Wstyd mi było, nadal czuję te emocje, bo to było kilka dni temu…
Co do cierpienia, wydaje mi się, że to, co słyszymy często -Bóg dał mi ten krzyż to błogosławieństwo  – a po cichutku uciciekamy, szukamy sposobu jakby sobie ulżyć.
W Polsce prowadziłam terapie. Zajęcia dla zagubionej młodzieży. Spotykałam się z cierpieniem, cierpiałam wraz z tymi dzieciakami, no i uciekłam do Szwecji. Łatwiejsze zycie, ale oficjalnie powtarzałam, że tam mam przecież całą rodzinę.
Kiedy rodziłam córeczkę już na sali porodowej, przyszła siostra i pyta jakie chcę znieczulenie. Ja jej na to, że nie chcę nic. Popatrzyła zdziwiona i zapytała: Ale po co cierpieć?
Uznała jednak, że może nie rozumiem dobrze po szwedzku bo przysłała kolejną siostrę z tel do tłumacza polskiego, ja jej to samo, ze rozumiem co mówi, będzie poród naturalny, bez znieczulenia. (Dodam, że w ciąży dowiedziałam się, że mam zmianę na szyjce wynik 4 i trzeba wyciąć). Modliłam się ,ale tak na odczep się …
Owoce mojego cierpienia, lęku-
Urodziłam trzymając za rękę mojego partnera, urodziłam zdrową córeczkę, wyniki cytologi 2 byłam zdrowa! Co dziwne w tym wszystkim to to, że gdybym nie zaszła w ciąże nie byłoby mnie prawdopodobnie wśród żywych…a to, że zaszłam w ciążę po 6 latach prób 🤔
Wiedziałam, że Bóg jest przy mnie, nie rozumiałam tylko dlaczego tu daje mi radość, zdrowie a potem chorobę, którą opisałam w moim świadectwie.
10 lat lęku, strachu, nie pomagały pieniądze, rodzina, dusza moja była umęczona. 5 miesięcy temu Bóg chyba uznał, że jestem gotowa, że tej szansy nie zmarnuję i dał mi różaniec do ręki.
Mam tylko nadzieję, że starczy mi życia bym swoim postepowaniem spodobała się Bogu, by każda rana jaką odniósł także za mnie, miała sens.
Wiem, że nie będzie łatwo, nie jedna walka przede mną, ale teraz mam Was tu na grupie mam Teobankologię, a przede wszystkim mam broń, różaniec.
Agnieszka Kolber

Dobra miara
Z okazji uroczystych obchodów przybycia króla do stolicy dwór królewski hucznie świętował. W świątecznej komnacie król przyjmował dary i ofiary od poddanych. Wszystkie dary były bardzo wartościowe: bogato zdobiona broń, srebrne kielichy, drogie płótna haftowane złotem.
Gdy orszak ofiarodawców zbliżał się ku końcowi, pojawiła się wiekowa wieśniaczka. Szła w ciężkich drewniakach, utykając i wspierając się na lasce. W ciszy wyjęła z wiklinowego kosza podarunek starannie zawinięty w płótno. Rozległ się wybuch śmiechu, gdy złożyła u stóp króla kłębek białej wełny. Uzyskała ją od swoich dwóch owiec – całego jej dobytku – i uprzędła w czasie długich zimowych wieczorów.Król bez słowa pokłonił się z godnością. Gdy staruszka powoli opuszczała komnatę, odprowadzana pogardliwymi spojrzeniami, król dał znak, by rozpocząć świętowanie.Staruszka z trudem podjęła nocną wędrówkę w kierunku swojej chaty znajdującej się w lasach królewskich. Dotychczasowa jej obecność była tam zaledwie tolerowana. Gdy ujrzała swój dom, przestraszyła się panicznie. Chata była okrążona przez żołnierzy króla. Wokół biednego domostwa wbijano paliki i rozciągano między nimi białą wełnianą przędzę.”Mój Boże” westchnęła ze ściśniętym sercem „mój dar obraził króla… Teraz straże aresztują mnie i wtrącą do więzienia”.Gdy dostrzegł ją komendant wojska, skłonił się i uprzejmie oznajmił: „Moja pani, na rozkaz naszego dobrego króla, ziemia, którą może otoczyć nić z waszego kłębka wełny, od tej chwili należy do was”. Obwód jej nowej posiadłości odpowiadał długości wełny w kłębku. Otrzymała tą samą miarą, z jaką obdarowała.Oczekujemy wiele i boimy się obdarowywać

………………………………………………………………………..
Dwóch mnichów uprawiało róże. Jeden zatapiał się w kontemplacji piękna i zapachu swoich róż. Drugi ścinał najpiękniejsze róże i obdarowywał nimi przechodniów.

„Co robisz?” karcił go pierwszy. „Jak możesz pozbawiać się radości z zapachu twoich róż?”.

„Róże pozostawiają najwięcej zapachu na rękach tego, kto nimi obdarowuje innych” odparł z prostotą drugi.
Autor nieznany

ROZPAL WIARĘ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *