WYBÓR KROPELKI

WYBÓR KROPELKI

Była sobie mała kropelka. Taka zwyczajna kropelka wody. Nie miała imienia, bo kropelek jest takie mnóstwo, że chyba nikt nie umiałby wymyślić im tylu imion. Będziemy ją więc nazywać o prostu Kropelką. Narodziła się w górach, w czystym górskim źródle, razem z tysiącami i tysiącami sióstr, kropelek takich jak ona. I od razu, ledwie ujrzała słoneczne światło, zaczęła marzyć. A o czym mogła marzyć taka mała Kropelka? – zapytacie. Ach! Była wprawdzie maleńka, bardzo maleńka, ale marzenia miała przeogromne. Płynęła sobie w dół po kamieniach, wąskim leśnym strumyczkiem i cały czas szeptała do siebie, rozglądając się wokoło z ciekawością, bo pierwszy raz widziała na oczy ten piękny Boży świat:
– Jakie ogromne te świerki! A te głazy! Ojej! I niebo takie niebieskie, a na nim białe obłoki! Chciałabym być takim obłokiem…
Bo nasza Kropelka marzenia miała takie same, jak miliony innych kropelek. Pragnęła zostać obłokiem, albo jeszcze lepiej ogromną chmurą. A za chwilę wydawało jej się, żejednak wspanialej byłoby dopłynąć do oceanu i zasilić jego potężne wody, opłynąć z nimi cały ziemski glob.
– Sama już nie wiem, co lepsze… – mówiła Kropelka do swoich sióstr. – Chyba jednak najlepiej byłoby dopłynąć do oceanu. To takie wspaniałe uczucie, współtworzyć coś wielkiego nawet, jeśli samemu jest się maleńkim! O tak! Za wszelką cenę chcę dopłynąć do oceanu! Stać się cząstką jego potęgi!
I tak sobie marząc, płynęła Kropelka przez górski las razem z innymi kropelkami.
Spływały po zboczach, szumiały na kamieniach. Powoli strumień przemienił się w rzeczkę, najpierw niedużą, ale z czasem coraz większą. Kropelka żegnała siostry, które wyparowywały, by stać się chmurami, albo wsiąkały w ziemię, żeby napoić rosnące na brzegach rośliny. Nie zazdrościła im wcale. Miała przecież swoje wielkie marzenie. Nie mogła się doczekać, kiedy z wodami rzeki dopłynie do oceanu i stanie się jego częścią. Za wszelką cenę pragnęła dokonać czegoś wielkiego – stać się częścią morskich fal.
– Ach! Jak to będzie pięknie razem z innymi współtworzyć wielki ocean! – wzdychała.
Tymczasem rzeka opuściła górzyste tereny, zwolniła bieg i rozlała się szeroko po żyznej równinie. Był środek lata i słońce prażyło niemiłosiernie. Od wielu tygodni nie spadła ani kropla deszczu i Kropelka, płynąc teraz wolno i statecznie, widziała wkoło rośliny mdlejące w upale i wypatrujące deszczowych chmur. Te jednak nie nadchodziły. Coraz więcej sióstr naszej Kropelki wyparowywało w cieple słonecznych promieni i rzeka stawała się coraz płytsza. Kropelka zaczęła się poważnie obawiać, że jak tak dalej pójdzie, to i ona wyparuje i nie zdoła dopłynąć do oceanu. Szukała więc odrobiny cienia przy brzegu, pilnując się bardzo, żeby nie wsiąknąć w wysuszoną ziemię, bo to zniweczyłoby jej wielkie marzenie.
A rzeka płynęła teraz przez pola zbóż, które jednak, zamiast wznosić ku słońcu dojrzewające
kłosy, opuszczały je nisko ku ziemi, bo brakowało im wody. Pewnego ranka Kropelka zauważyła, że jeden z kłosów, próbując choć trochę się napić, wyciągnął korzonki w stronę nurtu rzeki. Nie mógł jednak dosięgnąć wody, bo w rzece było jej mało, więc jego odsłonięte korzonki wysychały w palących promieniach. Kropelka usłyszała cichy szloch:
– Jeśli umrę, kto wyda plon? Jeśli nie będzie ziarna, skąd ludzie wezmą mąkę na chleb? A jeśli nie dostaną chleba, będą głodować i oni, i ich zwierzęta… Ach! Gdybym mógł się napić… – wzdychał więdnący kłos.

Kropelka zadrżała. Oto na jej oczach umierał kłos zboża. Nigdy jeszcze nie widziała śmierci ani cierpienia, bo przecież jej siostry kropelki, choć wyparowywały, wracały na ziemię w postaci deszczu, śniegu, rosy. Krążyły tak bez ustanku między ziemią a niebem.
– Trzeba mu pomóc! – zawołała Kropelka do swoich sióstr. – Przecież on umiera! Dajmy mu pić!
– Jak to! Chcesz go napoić? Przecież wtedy nie dopłyniesz do oceanu! Co z twoim wielkim marzeniem?! – mówiły inne kropelki.
Ale Kropelka nie chciała tego słuchać.
– Muszę mu pomóc, bo umrze i nigdy sobie nie wybaczę, że mogłam go uratować, ale nic nie zrobiłam! – zawołała i ruszyła ku korzonkom więdnącego kłosa, a za nią, zachęcone przykładem, jej liczne siostry. Poczuwszy wilgoć, kłos podniósł znękaną głowę i zawołał:
– Woda! Woda! Życie! Życie!
A Kropelka, wsiąkając do jego wnętrza, pomyślała, że:

Są sprawy tak ważne i wielkie, że warto dla nich zrezygnować nawet z najpiękniejszych marzeń… I nawet nie wiedziała, że zrobiła coś o wiele wspanialszego, niż dopłynięcie do oceanu…

Bo największą rzeczą na świecie jest miłosierdzie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *