Browsed by
Kategoria: Świat i my

Nadzieja

Nadzieja

Tak, świat nie jest taki zły. To tylko ludzie w swej głupocie i zadufaniu niszczą go, zamiast cieszyć się nim i pielęgnować.

A więc mamy to, co mamy. A czy jeszcze będziemy mieli przynajmniej to, co mieliśmy? Nie wiadomo. Pozostaje nam tylko …

NADZIEJA

Świat nie jest byle jaki…
Byle jaki świat,
stworzyłby Bóg,
któremu nie zależy.
Taki Bóg
klikałby z dezaprobatą
„kopiuj- wklej”,
kserowałby paski na zebrach
i lini papilarnych nie wymyślał.
A ja mam Boga
pasjonata-estetę.
Majsterkowicza
w niebiańskiej pracowni,
co przed wiekami
mrużył w skupieniu oczy
i przygryzał dolną wargę.
Płatek śniegu-
kolejny dowód
na istnienie Boga.
Cud nie byle jaki.
Tylko nam cuda powszednieją…
Marta Przybyła

Bo cóż jest warte życie bez nadziei? Często bywa wystarczająco twarde i trudne do zniesienia.

Nadzieja zawiera w sobie światło
mocniejsze od ciemności,
jakie panują w naszych sercach. .

Święty Jan Paweł II Wielki Papież Polak.

Nadzieja jest darem dla nas od Boga.

Zamiast rozpaczać, szukaj nadziei.

Podaruję Ci dziś różę
o kolorze nieba.
Chociaż barwa jej głęboka
piękniejszej nie trzeba.
Blask księżyca w sobie skrywa
wśród gwiazd promienieje.
Bo choć życie czasem smutne
trzeba mieć nadzieję.
Że i dla nas dzień też przyjdzie
wśród słońca promieni
i ten smutek w głębi duszy
w blask perły przemieni
Teresa Caban

„Niech nasza dro­ga będzie wspólna. Niech nasza mod­litwa będzie po­kor­na. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać”
Jan Paweł I

Piękne przesłanie dla nas.

Prosta historia z pięknym przesłaniem

Pamiętajmy o tym…

Gepostet von Niezwykłe am Mittwoch, 14. März 2018

 

Dlatego nadzieję należy pielęgnować.

Bocian dla swojej ukochanej, która po upadku nie może latać, zbudował gniazdo na ziemi
Zostanie z nią. Bociany są monogamiczne.

Więcej uczucia w takim ptaku niż w niejednym człowieku !

A taka była historia ich miłości…

Od 17 lat przylatywał z Afryki do swojej ukochanej

Niezwykła historia miłości bocianów Maleny i Klepetana dobiegła końca

To była miłość od pierwszego wejrzenia! Ona mieszkała w Brodskim Varoszu na wschodzie Chorwacji, niedaleko granicy z Bośnią i Hercegowiną, on każdego roku, w marcu przylatywał do niepełnosprawnej bocianicy z Afryki Południowej.  Klepetan i Malena poznali się 17 lat temu. Ale ich piękna historia, która zdobyła serca internautów na całym świecie, właśnie dobiegła końca. Bociany do końca trzymały się przyrzeczenia – „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Przypominamy ich niezwykłą historię…

Historia miłości Maleny i Klepetana

Wszystko zaczęło się w 1993 roku w Chorwacji. Stjepan Vokić przy granicy z Bośnią i Hercegowiną dostrzegł postrzeloną bocianicę. Przeniósł ranne zwierzę do domu i otoczył opieką. Mężczyzna zmagał się z samotnością i ogromnym bólem po stracie żony, dlatego bocianica stała się jego kompanem w codziennym życiu, powiernikiem sekretów i prawdziwym przyjacielem. Zdarzało się nawet, że wspólnie oglądali telewizję. Bocianica otrzymała imię – Malena, a Stjepan  zbudował dla niej na dachu domu gniazdo. Jej opiekun chciał, by choć w niewielkim stopniu poczuła wolność. W okresie zimowym przenosi ją do ogrzewanej komórki, gdzie zainstalował jej akwarium ze świeżymi rybami… Czas rekonwalescencji bardzo się wydłużał.

Wydawało się, że Malena podzieli los swojego wybawcy i pozostanie samotna, ale los zadecydował inaczej!  Pewnego dnia nad Chorwacją przelatywał bocian Klepetan. Między ptakami narodziło się prawdziwe uczucie. Ich znajomość sukcesywnie się rozwijała, a Stjepan Vokić z zaciekawieniem obserwował losy zakochanych. Ale niestety jesień przyszła zbyt wcześnie i na pewien czas rozdzieliła Malenę i  Kleptana. On udał się do ciepłych krajów, ona została sama, osłabiona pogrążona w tęsknocie i rozpaczy. Gdyby nie rany po postrzale, wyemigrowałaby razem z nim.

Jakie było zdziwienie Stjepana, kiedy Klepetan na skrzydłach miłości powrócił do Brodskiego Varosza. I tak było 17 lat! Każdego roku pokonywał dystans 14 tysięcy kilometrów między Chorwacją, a południem Afryki. Nic nie było w stanie go powstrzymać. W tym czasie Malena i Klepetan doczekali się imponującego potomstwa. Na świat przyszły 66 piskląt!

Smutne zakończenie

Trzeba podkreślić, że ich losy nigdy by się nie splotły, gdyby nie Stjepan Vokić. Mężczyzna kibicował bocianiej miłości od samego początku. Zawsze kiedy Klepetan przylatywał z Afryki Południowej, czekała już na niego świeża porcja ryb!

Niestety, jak podał RTL miłość Klepetana i Maleny została tragicznie przerwana. Nie wrócił, aby zostać ze swoją partnerką Maleną na całe lato, ale aby się z nią pożegnać. Stjepan Vokić wyznał, że „Klepo” powrócił do gniazda, ale wyglądał na przemęczonego.

„Cztery ptaki przyszły i zaczęły wydawać bardzo smutne dźwięki. Wiedziałem wtedy, że Klepo odszedł, on umarł. Wiesz, jak mówią, że ptaki umierają śpiewając”, powiedział ze smutkiem Vokić.

Opiekun Maleny nie ukrywa, że bocianica mocno przeżyła utratę kochanego Klepetana.

,,Malena urodziła 66 maluchów, to wystarczające dla jednej matki. Jestem do niej bardzo przywiązany. Próbuję znaleźć ryby, którymi mógłbym ją nakarmić, ale jest to bardzo trudne, ponieważ jest zdruzgotana”, komentował Stjepan.

Piękne ogrody są inspiracją by być szczęśliwym a nie mam zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają zbyt szybko. życie jest krótkie…W księdze przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla…Nie mam wtedy żadnego wyboru…Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro? Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy…Obiema rękoma obejmij go…Przyjmij ochoczo co niesie światło i cały cud tego dnia. Mimo płaczu wyjdż mu naprzeciw.
Teresa Caban


Niech będzie błogosławiony ten przedsiębiorca w imieniu Jezusa !!!

Super akcja w Poznaniu. Pozytywny przekaz w komunikacji miejskiej.

Autobusowa ewangelizacja to kolejny pomysł na to, by przyprowadzić do Jezusa każdego człowieka.

Przegubowy autobus bielskiego MZK, z numerem bocznym 138, to wyjątkowy i jedyny taki pojazd! Będzie obsługiwał jedne z najdłuższych tras MZK w mieście, a także „50” do Czechowic.

Nad drzwiami wejściowymi w przedniej części – okazały napis: „Każdy, kto wsiada do tego autobusu, jest kochany przez Boga”. Przy samym wejściu hasztag: #ewangeliajezdzipobielsku i nazwa pomysłodawców przedsięwzięcia: Szkoła Ewangelizacji Cyryl i Metody, z internetowymi namiarami na wspólnotę, którą prowadzi ks. Przemysław Sawa.

A tak wygląda karetka z Łomży. Wielkie brawa.

Ty również weź sprawy w swoje ręce…

Po ile te piękne bukiety? – zapytałem starszej pani, która sprzedawała kwiaty w Krakowie.- 5 zł – odpowiedziała
– A który Pani zdaniem jest najładniejszy?
– Wszystkie sama zrywałam i układałam
– No, a który Pani się najbardziej podoba?
– Ten jest ładny – powiedziała wyciągając jeden z wody.
– A jak ma Pani ma imię? – zapytałem z uśmiechem płacąc za bukiet
– Ja? – odparła zdziwiona – Maria
– Pani Mario, to dla Pani.
Pisnęła ze zdziwienia i ekscytacji.
– Nie, nie. Proszę Pana, ja nie mogę.
– Ależ oczywiście, że Pani może. Chciałbym by Pani się uśmiechnęła i…

Jak widzicie na zdjęciu, uśmiechnęła się…

Pani Maria obiecała odmówić zdrowaśkę za zdrowie moje i Pani fotograf (Anetki), a ja odchodząc czułem, że w moim sercu płonie żar. Żar radości i ten jej uśmiech, który zapamiętam do końca życia.

Pamiętajcie o starszych. Nie wszyscy mają godną emeryturę i niestety niektórzy mimo podeszłego wieku muszą cały czas zarabiać by wrzucić coś do garnka.
Od Autostopem w świat sportu

Rada dla ciebie…

Pandemia

Pandemia

"Maryjo, Tyś naszą nadzieją" – piękna piosenka religijna na czas, który przed nami.

Gepostet von Stanisław Stopa am Dienstag, 31. März 2020

 

Koronawirus

 

 

Plandemia

Spadła znienacka jak czarna chmura
Jednych zmartwiła innych zabiła
Czy to choroba czy zwykła bzdura
Nie będę nikomu więcej truła
Ja się nie będę z nikim kłóciła
Grunt że w mieszkaniach nas uwięziła

Myślę i myślę co tutaj robić
Redukcja w pracy czasu jest więcej
Sprzątać gotować czasem cos tworzyć
Serce w modlitwie czas mi otworzyć
Usiąść nie mogę stale się kręcę
Może zaraza skończy się prędzej

Potrzeba jest matką wynalazku
Znalazłam karty do gry w tysiąca
Gramy zaciekle często do brzasku
W przerwach z psiną jedziemy do lasku
Życie tak płynie nam od miesiąca
Lecz teraz inna jest rzecz bieżąca

Swoich ziemniaków nam się zachciało
Czasy zrobiły się niebezpieczne
Apokalipsą z mediów powiało
Widmo ubóstwa spokój zabrało
Zapasy w sklepach nie będą wiecznie
Stoimy w sklepie za ziemią grzecznie

To co miało nas sparaliżować
Przysługę wielką nam uczyniło
Bo zamiast płakać i panikować
Poddać się presji potem chorować
Życie rodzinne nam umocniło
Jedyny minus mnie się przytyło 🤣

Siłownia zamknięta ruchu mało
Nie chcą zniknąć oponki zimowe
Lecz i w tej sprawie mi się udało
Słońce do Belfastu zawitało
Po wielu latach wsiadłam na rower
Zaraza zmienia stare na nowe

I jeszcze jedna rzecz pozytywna
Dla mnie wypływa z tej izolacji
W niepamięć poszła doznana krzywda
Miłością spłacona stara grzywna
Chcę uczestniczyć w Bożej Kreacji
Zaznać po śmierci wiecznych wakacji

Wierzący Bogu skrzydła rozwiną
Mimo upadków w górę się wzniosą
Choroby smutki łzy wnet przeminą
Nic więcej nie obarczy nas winą

Nie jest nam straszna starucha z kosą
Anielskie skrzydła do życia niosą.

Marta Wiesner
29.04.2020

 

Nagle świat się zatrzymał…

 

W tych trudnych chwilach dla całego narodu także artyści nie mają łatwo, ponieważ pole ich działalności zostało bardzo mocno zawężone. Przed Świętami za pomocą nagrania do Polaków zwrócił się fotografik papieski i członek Kapituły Orderu Orła Białego z dramatycznym apelem:

„Obecnie cały świat przeżywa tragedię i dzieje się to w czasie, kiedy wielu ludzi zapomniało o Bogu i dobrych wartościach. Jestem przekonany, że to, czego teraz doświadczamy, jest wielkim znakiem Niebios i nie stało się jakoś nagle. Potrzebna jest nam refleksja, musimy się zastanowić nad życiem, nad rodziną, nad Bogiem i nad Matką Bożą, która przecież jest orędowniczką wielkiego Dobra.”

Dopadł mnie wirus… Prawie…

To się stało dziś rano. Około 7.00 otworzyłem bramy naszego sanktuarium (DIVINE MERCY SHRINE) w Melbourne-Keysborough. Wszedłem do kościoła a drzwi za sobą musiałem zakluczyć (no closed but locked). Dziwne uczucie po raz pierwszy przeżywane przeze mnie w ciągu tych już 15 lat kapłaństwa. Jestem w kościele, świątyni do której (zgodnie z rozporządzeniem) nikogo nie wolno mi wpuścić. Mam, chcę odmówić brewiarz, ale coś mi mówi: odpraw Drogę Krzyżową! To czynię w zupełnej ciszy kościoła i samotności. Zza okna dochodzą dźwięki już obudzonego świata. Słyszę samochody i śpiew ptaków. Po jakimś czasie do kościoła przychodzi drugi ksiądz. Także zamyka za sobą drzwi. Jesteśmy sami. Wtem słyszę dźwięk szarpanej klamki. Ktoś chce wejść a ja nie mogę otworzyć… Serce mi płacze. I mówię w duchu tamtej jakiejś osobie, (mimo, że mnie nie słyszy… ) „wybacz. Chcę Ci otworzyć i to bardzo, ale nie mogę. Taki mamy nakaz od wczoraj. Wewnętrznie też tego nie rozumiem, bo jednocześnie działają markety i inne duże sklepy…. Ale musimy być posłuszni. Tak trzeba. Bez buntu. To dla dobra. Policja nas też sprawdza. To dla bezpieczeństwa. To minie. Musimy to zaakceptować. Przepraszam… przepraszam…🥺przepraszam….😢”. Znów cisza. Tylko ptaki śpiewają jak zawsze radośnie. Te nie mają zakazów, nakazów… są wolne! Niczego się boją. Po jakimś czasie słyszę inny i piękniejszy śpiew zza drzwi kościoła. On „wędruje” wzdłuż świątyni na zewnątrz… Przyszła nasza parafianka, filipinka (zawsze jest około 8:00 i modli się do 9:00). Poznaje ją… to ona. To ona tak śpiewa! Tak się modli! Jak zawsze uśmiechnięta… nie mogła wejść do jej ukochanego kościoła. Modli się na zewnątrz. Śpiewa. Zawstydza mnie. Jak bardzo jest mi źle i przykro, że nie mogę jej otworzyć…

Chcę uciec. „Tylko żeby mnie nie zobaczyła” mówię sam do siebie. Nie mam zamiaru siebie i kogokolwiek tłumaczyć. Wtedy dopadł mnie wirus smutku i chwilowego zwątpienia… A może raczej (na pewno!) to pokusa? Słyszę: „ po co jesteś Mariuszu księdzem? No po co? Ręce masz związane… Tyle tysięcy kilometrów (dokładnie będzie 14 tys. km od Polski) pokonałeś żeby teraz nie móc służyć? Po co jesteś księdzem? No po co?” Łzy napłynęły do oczu… „no tak. Ten głos ma rację” – myślę. Po co? Tak, kapłaństwo to nie tylko sakramenty, ale jednak to fundament… Wyszedłem z kościoła. Trafiam na parafianina, polaka, który pyta „ kościół zamknięty? Kiedy otworzycie?” Odpowiadam szybko „niestety póki co w ogóle nie otworzymy. Zamknięte do odwołania…”. Po czym uciekam, żeby ów mężczyzna nie zobaczył czerwonych od łez oczu… „żeby choć adoracja i spowiedź dla wiernych mogła być jak w ostatnich dniach” tak rozmyślam. Ech… trudne to, ale sam nauczałem, że pokora i posłuszeństwo to podstawa, by coś osiągnąć w życiu na drodze do Boga. Tego uczył o. Pio, o. Dolindo i jedyna święta z Australii siostra Mary McKillop. Trzeba to przyjąć. Nawet jeśli się nie rozumie. A w kościele jest On. Zawsze jest! Dlatego ja i my księża nigdy nie jesteśmy sami.

Zamknięto kościół…
Świątynia jak sklep zamknięta do odwołania… Serce boli i płacze, ale miejcie (miejmy) nadzieję! WSZYSTKO JEST PO COŚ! Nie wolno zwątpić! Kościół przetrwa, bo to nie tylko budynek a wspólnota serc ludzi wierzących pod dowództwem Jezusa ŻYJĄCEGO i ZMARTWYCHWSTAŁEGO! Kościół zamknięty. Może to po to, żeby zatęsknić? Żeby docenić? Nie wiem… Myśleliśmy, że to się nigdy stać nie może… Stało się … Myślimy, że zawsze będziemy mieli kapłanów, że niemożliwe, aby ich zabrakło… Nic nie jest już takie oczywiście. Trzeba cenić co się ma i dbać o to! Pewne natomiast jest to, że mimo zakazów i nakazów KOŚCIÓŁ przetrwa, bo „ bramy piekielne go nie przemogą!”. (Mt 16,18)

Wirus smutku i zwątpienia mnie dopadł, prawie… Na szczęście większa od niego jest Wiara i Miłość . One nigdy nie przeminą…. z nich „największa jest MIŁOŚĆ”. Oto najlepsze lekarstwo na całe zło, smutki i duchowe wirusy!

Niech MIŁOŚĆ (Jezus) zwycięży!


Tychy. Parafianie przynieśli do kościoła swoje zdjęcia.

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie musi być odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Ilu z nas, rzeczywiście, unika choćby okazji do grzechu, aby zawsze być gotowym na przyjęcie Jezusa?

Ilu, po popełnionym grzechu, od razu szuka konfesjonału, aby w spowiedzi umyć grzechowy brud, który jest przeszkodą w przyjmowaniu Komunii?Ilu, całym serem, oddaje Bogu każdą myśl, gdy siedzi w ławce w czasie niedzielnej Mszy św.?Ilu z nas odlicza godziny do kolejnego z Nim spotkania?Ilu pamięta o tym, że przed Nim aniołowie kryją twarz?Ilu nie spuszcza Go z oczu w czasie podniesienia?Ilu robi znak krzyża mijając kościół, bo tam, w ciemnym tabernakulum, jest właśnie On?A ilu w czasie ubiegłorocznej procesji Bożego Ciała, idąc za Nim, opowiadało swojej dawno niewidzianej znajomej o nowych butach i ślubie córki?Ilu z nas wierzy, że na święta trzeba mieć czyste auto i stoi w długiej kolejce do myjni, ale nie ma poczucia konieczności stania w kolejce do konfesjonału?Ilu z nas, w ubiegłoroczny Wielki Piątek, znalazło czas, aby upiec kolejny popisowy makowiec, ale nie aby zapłakać przy Jego grobie?Ilu, w Wielką Sobotę, pamiętało o poświęceniu jajek, a nie zajrzało do kaplicy adoracji?Ilu, jeszcze niedawno, na czas niedzielnej Mszy planowało galerię, wycieczkę i rodzinny obiad?Ilu z nas kiedykolwiek zapragnęło być „cząstką Jezusa Hostii”?Kościół przeżywa Rok Eucharystii. Cały chciał się skupić na zanurzeniu w Jej tajemnicy, na odkrywaniu Jej piękna, na celebrowaniu ukrycia, w Niej, jakie wybrał Jezus. I oto Rok Eucharystii Kościół przeżywa bez Eucharystii…
Czy pamiętamy kiedykolwiek taki czas? Czy „za naszego życia” już coś takiego było? Oczywiście, że nie, dlatego stoimy przed szansą, aby zrobić w swoim sercu i w życiu prawdziwy remanent, rewizję, a niektórzy z nas nawet gruntowny remont – musimy znaleźć w swoim życiu miejsce na Eucharystię! Musimy posprzątać, pomalować, wyrzuć graty, rupiecie i śmieci, aby w chwili, gdy „Pan przyjdzie z nieba” być gotowym!
To nie jest czas na kontestację decyzji biskupów, szukanie świątyń gdzie „załapiemy się na piątkę, bo my nikogo nie zarażamy”. To jest czas na rachunek sumienia z Eucharystii i szansa – gdy tęsknimy –  by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić…”
Brak może przygotować miejsce dla Obecności. Nie zmarnujmy tego.
niedziela.pl

Wróć do Jezusa!

W czasie pandemi..

W czasie pandemi..

Gepostet von Strona ks. Marek Jan Pytko am Mittwoch, 10. Juni 2020

 

A więc pamiętaj: Koronuj Jezusa!

Zdejmij koronę z wirusa, należy do Jezusa.

Zasnęliśmy w jednym świecie i obudziliśmy się w innym.

Nagle Disneyowi brakuje magii,
Paryż nie jest już romantyczny,
Nowy Jork już nie ujmuje,
chiński mur nie jest już fortecą, a Mekka jest pusta.

Uściski i pocałunki nagle stały się bronią, a nie odwiedzanie rodziców i przyjaciół stało  się aktem miłości.

Nagle zdajesz sobie sprawę, że władza,uroda i pieniądze są bezwartościowe i nie możesz za nie zdobyć tlenu, o który walczysz.

Świat kontynuuje życie i jest piękny.  To tylko ludzi umieszczono w klatkach.  Myślę, że świat wysyła nam wiadomość:

„Nie jesteś potrzebny. Powietrze, ziemia, woda i niebo bez ciebie są w porządku. Kiedy wrócicie pamiętajcie, że jesteście moimi gośćmi, a nie moimi panami.”

Dziś od rana szukałem słów, które poruszą moje serce, które będą mnie jakoś prowadzić w tym świętym czasie. Różnych ludzi i różne konferencje przesłuchałem. Niektóre z nich były naprawdę dobre, ale cały czas czułem, że to jeszcze nie to, że czegoś mi w nich brakuje.
I nagle trafiłem na te słowa Jana. I aż mi ciarki przeszły po plecach. One są tak bardzo na ten trudny czas. Ale też tak bardzo na dziś, kiedy chcemy na nowo odkryć Eucharystię, kiedy wszyscy tak bardzo tęsknimy za Jego Ciałem.
Właśnie tak chcę dziś na Niego patrzeć. I tak chcę Go dziś duchowo przyjąć do mojego serca.
Piotr Żyłka Blog

Ks. Jan Kaczkowski – Bóg w czasie kryzysu jest z nami dramatycznie blisko

Dziś od rana szukałem słów, które poruszą moje serce, które będą mnie jakoś prowadzić w tym świętym czasie. Różnych ludzi i różne konferencje przesłuchałem. Niektóre z nich były naprawdę dobre, ale cały czas czułem, że to jeszcze nie to, że czegoś mi w nich brakuje. I nagle trafiłem na te słowa Jana. I aż mi ciarki przeszły po plecach. One są tak bardzo na ten trudny czas. Ale też tak bardzo na dziś, kiedy chcemy na nowo odkryć Eucharystię, kiedy wszyscy tak bardzo tęsknimy za Jego Ciałem. Właśnie tak chcę dziś na Niego patrzeć. I tak chcę Go dziś duchowo przyjąć do mojego serca.Posłuchajcie.

Gepostet von Piotr Żyłka am Donnerstag, 9. April 2020

 

Siostra z Broniszewic apeluje: przestańcie pisać, że to kara Boża!

„Czy nasi Chłopcy w Broniszewicach, tak bardzo dotknięci niepełnosprawnością oraz przeróżnymi chorobami zasługują na jakąś karę?” – pyta siostra Tymoteusza.

Teraz, gdy mamy do czynienia z pandemią koronawirusa w mediach pojawia się coraz więcej spekulacji, iż jest to kara Boża. Jedna z sióstr z Broniszewic, które opiekują się 56 chłopcami w różnym wieku i z różnym stopniem niepełnosprawności intelektualnej i fizycznej, postanowiła na swoim Facebooku odpowiedzieć na te, kontrowersyjne, informacje. 

„Drodzy! Przestańcie wypisywać na swoich profilach, iż to co się teraz dzieje jest karą Bożą! Czy nasi Chłopcy w Broniszewicach, tak bardzo dotknięci niepełnosprawnością oraz przeróżnymi chorobami zasługują na jakąś karę??? Oni nawet nie mają możliwości popełnienia grzechu albo często nie mają świadomości popełnionego grzechu. Proszę, nie wypisujcie głupstw…. Pewna Pani napisała do mnie, że jej życie nie ma sensu ponieważ zabraniają jej przyjmowania Komunii Świętej każdego dnia. To nic, że Pan Bóg ukryty jest w drugim człowieku, w samotnej sąsiadce, chorym sąsiedzie. Szkoda, że tam nie umiemy GO spotkać. Co mają powiedzieć misjonarze? Czy ich życie również mija się z sensem? A święci obozów koncentracyjnych? Ludzie chorzy, zamknięci w swoich domach od wielu lat? Czy ICH życie nie miało inie ma sensu? Osobiście czuję, że Bóg jest przy mnie, że mnie szalenie kocha i że trzyma mnie za rękę, bo wie jak bardzo jestem słaba….” – napisała siostra Tymoteusza.

Ewangelia w praktyce – tak można by krótko określić to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni w Domu Pomocy Społecznej w Bochni. Dramatyczna prośba o pomoc, szybka odpowiedź i niesamowita pokora sióstr, które ze wszystkich stron odbierają pochwały: „Jesteśmy normalnymi siostrami”, „DPS w Bochni, jest dla nas pytaniem Jezusa – Czy kochasz mnie bardziej…? Nasza obecność jest zwyczajną odpowiedzią, której każdy człowiek udzielił z pewnością choćby raz w życiu”, „Jesteśmy tu, gdzie powinnyśmy być”.
Dziękujemy za Wasze świadectwo!

Razem z siostrami w DPS-ie pomaga ks. Piotr Dydo-Rożniecki, misjonarz pochodzący z Mielca. Spowiada, przewodniczy Mszom św., jest także opiekunem chorych i pielęgniarzem. – Czujemy się dobrze. Pracujemy po osiem godzin. Podziwiam siostry dominikanki, które odpowiedziały na prośby, kiedy zabrakło personelu. Udało im się zorganizować tę pracę, poznać podopiecznych. Nie żałuję, że przyszedłem. O sytuacji w DPS-ie dowiedziałem się z mediów. Skoro teraz nie mogę wrócić na misje do Kazachstanu, to w Bochni mam swoją misję

Nigdy, w najciemniejszych koszmarach, nie wyobrażałem sobie, że mogę zobaczyć i doświadczyć tego, co dzieje się tutaj w naszym szpitalu od trzech tygodni. Koszmar płynie, rzeka staje się coraz większa. Na początku było trochę, potem dziesiątki a potem setki a teraz nie jesteśmy już lekarzami tylko sortownikami na taśmie, którzy decydują kto ma żyć a kogo należy odesłać do domu na śmierć, nawet jeśli ci wszyscy ludzie płacili podatki we Włoszech.
Jeszcze dwa tygodnie temu ja i moi koledzy byliśmy ateistami. Jesteśmy lekarzami i normalne było dla nas, że nauka wyklucza obecność Boga. Ja zawsze śmiałem się z rodziców chodzących do kościoła.
Dziewięć dni temu przyszedł do nas 75-letni duchowny, miał poważne problemy z oddychaniem. Był miłym człowiekiem. Miał przy sobie Biblię, którą czytał umierającym i trzymał ich za ręce.
Wszyscy byliśmy zmęczeni, zniechęceni, psychicznie i fizycznie, jednak kiedy tylko mieliśmy czas to szliśmy go posłuchać.
Teraz musimy przyznać, że my, jako ludzie, sięgnęliśmy naszych granic i nic więcej nie możemy zrobić, a z każdym dniem umiera coraz więcej ludzi. Moich dwóch kolegów zginęło, wielu jest zarażonych.
Uświadomiliśmy sobie, że tam, gdzie człowiek nie może już nic zrobić potrzebujemy Boga i zaczęliśmy prosić Go o pomoc kiedy tylko mamy kilka wolnych minut. Rozmawiamy ze sobą i nie możemy uwierzyć, że jako ateiści teraz każdego dnia prosimy Pana, aby pomógł nam opiekować się chorymi. […]
6 dni nie było mnie w domu, nie wiem kiedy ostatnio jadłem i zdaję sobie sprawę z mojej bezwartościowości na tej ziemi i chcę poświęcić swój ostatni oddech na pomoc innym. Cieszę się, że wróciłem do Boga teraz, gdy otacza mnie cierpienie i śmierć moich bliskich.
Iulian Urban, 38 letni lekarz z Lombardii:

Lekarze i pielęgniarki w Stanach Zjednoczonych nie maja łatwo. Sytuacja w wielu szpitalach jest o wiele gorsza niż we Włoszech. Niedawno w sieci pojawiły się jednak filmiki i zdjęcia, pokazujące jak lekarze i pielęgniarki modlą się, nim wejdą na oddział zakażonych koronawirusem.

W przyszłym roku nie chcę słyszeć o Oscarze, Grammys, Tonys czy Złotych Globach. Nie chcę widzieć ani jednego aktora, aktorki, piosenkarki, celebrytki na żadnym dywanie!!!
W przyszłym roku chcę zobaczyć pielęgniarki, lekarzy, ekipy karetki, pracowników służby zdrowia, pracowników sklepu i kierowców ciężarówek, wszystkich niezbędnych pracowników sklepu spożywczych, którzy mają darmowe imprezy na czerwone dywan z nagrodami i drogie torby Jeśli tak się nie stanie, to będzie największa niesprawiedliwość w historii!!

Dziękuję! Wszyscy, którzy ciężko pracujecie,

Pewien 93-letni mężczyzna we Włoszech przeżył epidemię korona-wirusa podczas długiego pobytu w jednym ze szpitali. Podczas wypisu ze szpitala otrzymał fakturę: szpital poprosił go o zapłacenie za jeden dzień używania respiratora. Staruszek rozpłakał się, a lekarz widząc to prosił by nie płakał z powodu rachunku, bo przecież żyje, a życie ważniejsze od pieniędzy.
To, co odpowiedział mężczyzna, sprawiło, że rozpłakał się personel medyczny: „Nie płaczę z powodu pieniędzy, które mam zapłacić. To nie stanowi problemu. Płaczę ponieważ przez ponad 93 lata oddychałem powietrzem Boga, a nigdy za to nie płaciłem. Tymczasem za używanie respiratora w szpitalu mam zapłacić 500 euro za jeden dzień. Czy wiesz ile jestem winien Panu Bogu? Nigdy wcześniej nie dziękowałem Mu za to!”
Kiedy oddychamy swobodnie, bez bólu i choroby, nie myślimy, że każdy oddech jest darem Boga.
Z pokorą prosimy Cię, Ojcze, abyś pobłogosławił i przywrócił możliwość oddychania i życia tym wszystkim, którzy dziś oddychają i żyją dzięki maszynom.
Te słowa i czas kwarantanny zmuszają wprost do zastanowienia się nad naszą wdzięcznością, nad tym „ile jestem winien Bogu”?.

Dzisiejszy nocny dyżur – jeden z wielu.

W związku z koronawirusem brak odwiedzin nie tylko na Intensywnej Terapii. Ludzie tak bardzo potrzebujący bliskich sami, zdani tylko na personel medyczny. Kapelan szpitalny modlący się za wszystkich jednak już nie przychodzący na oddział by pobłogosławić i dotknąć każdego chorego. Tak teraz musi być…
Wśród chorych pacjentka, która nie może odejść do Pana. Trwa to już kilka dni… Ciało puchnie, krążenie robi się niewydolne, nerki nie pracują – organizm przestał reagować na leki… W szafce chorej różaniec – o który nie mogła poprosić z powodu rurki intubacyjnej w drogach oddechowych i z powodu własnej bezsilności… Pomodliłam się, włożyłam pacjentce różaniec w bezwładną rękę i odeszłam do swoich czynności. Po kilku godzinach kobieta odeszła ze spokojem wypisanym na twarzy do domu Ojca… Takie moje małe świadectwo…
Kamilla Choszcz-Piwka

Ludzka pamięć, a raczej wdzięczność, bywa jednak zawodna. Czy już zatracamy resztki człowieczeństwa?

Niedawno okaskiwani lekarze i inny personel ochrony zdrowia, coraz częściej musi mierzyć się z jawnym hejtem. W mediach społecznościowych głośna była historia lekarki, która najpierw rozdawała swoim sąsiadom maseczki ochronne, by później zostać „poproszoną” o to, by wyprowadziła się z własnego mieszkania, bo stwarza ryzyko dla innych.

Gdy nie posłuchała sugestii, sąsiedzi oblali jej drzwi farbą. Sprzedawczyni w warzywniaku odmawia jej obsługi, bojąc się zakażenia.

Wstyd i hańba!

Następna sytuacja

„Wracałam z dyżuru. Weszłam do małego sklepu spożywczego. I słyszę, jak ekspedientki rozmawiają: „Ta to zaraz nam tu syfa przyniesie, to pielęgniarka, nie chcę jej obsługiwać”. No i co miałam zrobić? Poleciały mi łzy. Zostawiłam koszyk tam, gdzie był i wyszłam. Nic im nie powiedziałam. Nawet nie byłam w stanie na nie spojrzeć. Mnie tu przecież wszyscy znają, bo ja na lokalnych imprezach i festynach zawsze się udzielam, zawsze za darmo, jako obsługa medyczna. Tym bardziej mi to wszystko ciężko znieść. (…) Kazali mojemu mężowi iść na przymusowe postojowe w pracy. Bo ma żonę pielęgniarkę! Wszyscy uważają, że roznoszę zarazę.”

To relacja Pani Agnieszki, pielęgniarki.

Medycy reagują

Znani z programu “Ameryka Express” bracia Collins postanowili pomóc pielęgniarce, która stała się ofiarą ataku wandali. Mechanicy odnowią jej oblane farbą auto.

W niedziele 5 kwietnia trafiłem do szpitala MSWiA z ekstremalną gorączką i podejrzeniem koronawirusa. Na pierwszy test czekałem 48 h i to było najdłuższe 48 h w moim życiu. Na szczęście ten test jak i kolejny okazały się negatywne, a diagnoza inna. Niemniej jednak musiałem w szpitalu spędzić trochę czasu, bo wysoka gorączka nie ustępowała.
MSWiA zostało przekształcone w szpital jednoimienny na czas pandemii i leczy się tu głównie Covid19, wiec przerzucono mnie kilka dni później do innego szpitala.
Jak większość uważałem, że mnie to nie dotyczy, przecież nikt z moich znajomych nie choruje…a jednak widziałem chorych z wirusem (zarówno starszych jak i młodszych), ich cierpienie, rozpacz, a przede wszystkim samotność w walce o zdrowie.
Widziałem też ogromne poświęcenie lekarzy, ratowników oraz pielegniarek, które w pocie czoła, co chwilę zmieniając ubrania ochronne, rękawiczki i maseczki, w których same ciężko oddychały, opiekowały się chorymi 24/h na dobę.
Wielki szacunek dla nich wszystkich! I ogromne podziękowania za ich poświęcenie i troskę!

I teraz apel do Ciebie.

Nie narzekaj, że musisz zostać w domu, bo inni marzą, żeby do niego wrócić.
Nie narzekaj, że nie możesz zobaczyć się z przyjaciółmi i nie spotykaj się z nimi, bo niektórzy jedyne co widzą, to kroplówka nad głową.
Nie narzekaj, że nie możesz wyjść na spacer do parku i nie rób tego, bo niektórzy walczą o każdy oddech.
Nie narzekaj na obostrzenia, bo są po to, żebyś Ty mógł być zdrowy
Wytrzymaj jeszcze chwile. Wiem, że to nie jest łatwe, czasem mocno frustruje, wielu sobie nie radzi psychicznie, finansowo, ale wierze, że to zaraz minie i wszyscy wrócimy do naszego normalnego życia. Głowa do góry!

Zostań w domu i dbaj o siebie oraz swoich najbliższych i ciesz się, że jesteś zdrowy.
Nie bagatelizuj zagrożenia i uważaj.

Jeżeli podejrzewasz u siebie wirusa nie okłamuj medyka. Dla mnie to tez było mało komfortowe, gdy na osiedle podjechała karetka z ratownikami ubranymi w stroje ochronne (pomyślałem: „co za wstyd”). Najważniejsze żebyś nie zaraził innych a zwłaszcza medyków, wiec bądź z nimi szczery. Oni muszą być zdrowi by walczyć o zdrowie innych!
Jarek Jakubiec

Zdjęcie dwóch ratowników medycznych z Izraela zdobywa popularność w sieci. Żyd Avraham Mintz
i muzułmanin Zoher Abu Jama pracują razem w Magen David Adom, izraelskiej służbie reagowania kryzysowego. Gdy mogą zrobić przerwę w pracy, zatrzymują się, aby się pomodlić.
Avraham staje twarzą do Jerozolimy, na ramionach ma modlitewny szal. Zoher klęka w stronę Mekki.
-Wierzę, że Zoher, ja i większość świata rozumiemy, że musimy podnieść głowy i modlić się. To wszystko, co zostało – mówi Avraham w rozmowie z CNN.

Do chrztu przystąpił w stroju ratownika medycznego. „Gdy woda spływała mi po głowie, zdałem sobie sprawę, że właśnie wygrałem życie, co jest dużo cenniejsze od kolekcji medali, jakie zgromadziłem w swej sportowej karierze” – mówi 35-letni Ákos Vanek.

„Dla moich rodziców ateistów bogiem był sport, prawdziwego Boga pokazali mi przyjaciele i to oni odkryli przede mną wiarę katolicką” – wyznaje węgierski sportowiec, który obecnie jako wolontariusz jest ratownikiem medycznym w karetce niosącej pomoc chorym na koronawirusa..


TO JESZCZE RAZ:

(Nie)Przepraszam za szczerość:
Mam dosyć idiotów po lewej a tym bardziej – o zgrozo – po prawej stronie. I to nie z powodu b. wysokiej gorączki dzisiaj a rozgrzanych do czerwoności fajerek relacji między ludźmi teraz. Ludzie! Co wy wyprawiacie…? Dlaczego chcecie nawzajem się powybijać? 

Jeśli ktoś się poczuł dotknięty, to przykro mi, być może o nim napisałem. Trudno. Człowiek mądry może zrozumie, a na pewno się nie obrazi. Czy stałem się lewakiem? Nie. To raczej nigdy nie nastąpi, chociaż już i takie mądrościowe zarzuty otrzymuję.

Jedni spekulują o gigantycznych teoriach spiskowych – ale nie potrafią tego nijak uzasadnić na zadawane pytania o źródła tej tajemnej i boskiej wiedzy – oprócz przytaczania własnego wyczucia czyli „widzi mi się” albo linkowania wątpliwej jakości wróżów. Inni popadają w paranoję strachu paraliżując nie siebie a wszystkich naokoło… Jeszcze inni wrzeszczą na drugich z jadem nienawiści jedynie słusznej racji: „bo tak!” szturmując rogami wywarzanie wszystkich drzwi na siłę… (Ooooo… Gdybyśmy tak szturmowali niebo o łaski, pokorę i miłość…). A jeszcze inni, a jakże – ubijają podłe interesy na krzywdzie innych. Ech…

W sumie to chyba jednak standard. Świat i ludzie czują, że żyją skoro się tłuką i okładają czym się tylko da spod ręki, chociaż biorą się za łby, by być zwycięskim jeden nad drugim to nie jest im dobrze.

Były szanse na gigantyczne rekolekcje dla świata w pokorze, cichości, miłości, posłuszeństwie, relacji ku niebu… Mam wrażenie i chyba przekonanie, że nic nie wynieśliśmy z tego czasu łaski a zostaliśmy na samym dnie własnego kołtuństwa. Ubliżam komuś? Nie. Zniesmaczenie przerasta już moją wytrzymałość i odporność… Jak to dobrze, że chociaż Bóg jest do nas cierpliwy, bo my do siebie nie potrafimy.

Sorry za taką szczerość motywowaną pobytem w jądrze cyklonu. Od wewnątrz widzi się zupełnie inaczej to, czego nie widać od razu na zewnątrz. A człowiek to taka przewrotna natura, że nienawidzi nieznanego… Dziwny jest ten świat i wygląda na to, że będzie jeszcze gorszy nie lepszy, bo my go tak urządzamy wzajemnie – niech się mylę! Bardzo tego chcę. Wyjdziemy z tego w wielkiej klęsce rozczłonkowania na każdej płaszczyźnie. Poróżnieni są przyjaciele, rodziny, koledzy, znajomi. Czy wrócimy skruszeni do siebie wzajemnie? Nie wiem. Na pewno już jesteśmy zmasakrowani… Mój nocny post nie jest oceną jest opisem sytuacji. To różnica.

K O S Z M A R – demon ZACIERA RĘCE. MOŻE TO NAPRAWDĘ JEGO CZAS JUŻ. NIE WIEM. „ŻYJ TAK, JAKBY TO BYŁ JUŻ TWÓJ DZIEŃ OSTATNI”.

Niech na tych zgliszczach wyrośnie życie, bo inaczej zostanie tylko proch udręczenia.
Mariusz Talarek

Chciałabym podzielic sie czymś z Wami…może przynudze..może nie…Każdy pisze o Świetach że są nie takie jakie powinny być…ale czy naprawde tak jest??Czy oby jednak nie sa lepsze?? Ludzie przyzwyczaili sie za gnaniem zupełnie za niczym zapominając co tak naprawdę jest ważne…dom,rodzina,Bóg…Ja wiem ,że zamkniete sa Kościoły…ale przeciez Nasze serca są otwarte…nasze usta mówią,rece dotykają…Patrzecie jak wiele z Nas znalazło czas na modlitwę,na miłość,na czas gdzie możemy upiec sernik z dziecmi,zagrac w gre planszową,przeczytac Pismo Święte…Wszystko nabrało życia…Ludzie wreszcie zaczeli dostrzegac,widziec tymi oczami,ktore podarowal im Bóg….Ja Sama tak mam ….To jest czas by Nasze serca sie odmieniły,byśmy wrocili na droge prawdy…
Ewa Wojcik

W Archikatedrze Łódzkiej można przystąpić do Sakramentu Pokuty i Pojednania z zachowanie wszelkich środków bezpieczeństwa. Spowiedź odbywa się codziennie w godzinach od 10:00 do 11:40, a także od 14:00 do 16:00 w zakrystii parafii katedralnej. Po spowiedzi można przystąpić do Komunii.

W tym trudnym dla nas czasie nie zapominajmy o pojednaniu się z Bogiem i z drugim człowiekiem. Skorzystajmy z takiej formy spowiedzi jaką umożliwia nam Archikatedra Łódzka.

SPOWIEDŹ SAMOCHODOWA W PARAFII OPATRZNOŚCI BOŻEJ W WARSZAWSKIM WILANOWIE

Mam 22 lata.

Jestem, choć miało mnie nie być.

Lubuje się w moich małych cudach. W świeczce, która strzela płomieniem podczas mszy i cichnie, jak makiem zasiał, gdy udzialane jest błogosławieństwo Najwswietszym Sakramentem.
Kolejnym nazywam dzień, kiedy trafiłam do księdza Teodora, do Teobańkologii.  14 marca, 2020 roku. Tego dnia w ogromnym stresie udałam się do kościoła. Półki pustoszały, wchodziły nowe ograniczenia! Wyspowiadaj się, będziesz bezpieczna – aż huczało we mnie! Udało się. Od czerwca, ubiegłego roku przystąpiłam w końcu do sakramentu pokuty. Przyjęłam Pana Jezusa na swą dłoń. A kiedy wróciłam do domu, przeglądając facebooka natknęłam się na Teobańkologie. Co za nazwa, o co chodzi, z czym to się je? Informacja o różańcu live o 20:30. Hm, dobra, zajrzę…kiedyś. Lajk dany. Minęła chwila. Kolejne przeglądanie fb. Transmisja trwała. Otworzyłam. „Sprawdźmy co to i jak to.” Różaniec śpiewany. A ja cała zalana łzami. Nie trafiłam tutaj  bez powodu. Nie bez powodu, w dniu swojej spowiedzi. Pewnie w żadnym innym nie miałabym odwagi, wręcz nie zainteresowałoby mnie to.
Jednakże chce Wam tym tekstem powiedzieć, że zostałam odratowana. Z bagien, z najgłębszych wód, prawie, że z grud ziemi.
Od dawna, bardzo dawna zmagałam się z myślami samobójczymi. Zabrałam sobie samej przyszłość. Zabrałam sobie miłość do siebie. Zabrałam sobie dosłownie wszystko. Nienawidziłam siebie. Co za tym szło, również ludzi, świata. Zatraciłam wrażliwość, szczególnie na Boga. Każdego dnia myślałam o tym jak to zrobić, gdzie, kiedy. I przesuwałam tą datę. Nie dlatego, ze bałam się kary boskiej. Sęk w tym, ze ciągle wydawało mi się, że chce przeżyć jeszcze kolejne wydarzenie. Po co? Pan Bóg wiedział. Mi wydawało się, że wszystkim kieruję i mam kontrolę. Zrobię to wtedy i wtedy, blabla… W końcu to ja miałam zabić. A Bóg chciał mnie zaprowadzić, a raczej popchnąć jak dobry Ojciec, do 14 marca. To przesuwanie planowanego samobójstwa z jesieni do Bożego Narodzenia, do ferii, miało swój cel. Zostałam. Żyje. Wierze. Ufam.
I boję się. Kto by się nie bał? Czuje się jak raczkujące dziecko. Wyzbyłam się przecież wszystkich swoich planów, marzeń, a nawet obowiązków. Czeka mnie wiele rozmów, wyjaśnień. I mimo, że wychowywałam sie w wierze, miewałam momenty bliskości z Bogiem,  nigdy nie wierzyłam tak jak teraz, nigdy tak nie zawierzylam swojego życia naszemu Panu.
Prócz strachu, jest też ulga. W końcu…HEJ! MOGĘ ŻYĆ. CIESZYĆ SIE ŻYCIEM. Z BOGIEM. Z TEOBANKOLOGIĄ. Z WAMI.
Koronawirus zbiera tragiczne żniwa. Pan Bóg zabiera przez niego tych, których chce mieć już blisko, najbliżej. Mi natomiast pandemia pokazała, że powinnam się nawrócić. Kochać, ŻYĆ. Powtarzam się, ale ŻYCIE to teraz moje ulubione słowo. Oddycham.
Ale proszę pokornie. Pomódlcie się za mnie, o odwagę do tego życia. O pogodzenie się z trudną przeszłością i z samą sobą. Każdą osobę, która wesprze mnie duchowo obiecuję w mym sercu uściskać i obdarzyć modlitwą. A wiem, ze jesteście wspaniałymi ludźmi, czytam co piszecie. I umówmy się, że za pewien czas, wszyscy spotkamy się tam w górze i zrobimy jeden wielki niebiański bal, dobra? Trzymam Was za słowo! I…kocham Was, moja nowa rodzino. ❤️
Boża Dziecina.

Popłakałam sie😞

Gepostet von Małgosia Przywecka am Mittwoch, 1. April 2020

 

Proboszcz parafii św. Jadwigi Śląskiej przeszedł z Najświętszym Sakramentem, błogosławiąc mieszkańców podhalańskiej wsi.

W ciągu dwóch dni ks. Krzysztof Król przemierzył z Najświętszym Sakramentem teren swojej parafii, błogosławiąc domy i mieszkańców na niełatwy czas pandemii koronawirusa. Procesja, w której uczestniczył tylko on wraz z posługującym w Waksmundzie diakonem i pochodzącym z tej wsi klerykiem, odbywała się wieczorem, po Mszy św. w kościele parafialnym. – Modliliśmy się za chorych, za całą naszą ojczyznę i świat – mówi kapłan.

Ze względów bezpieczeństwa oraz stosując się do wytycznych władz państwowych i kościelnych mieszkańcy wsi nie przyłączali się do procesji, jednak wychodzili do furtek swoich domostw ze świecami, klękali i modlili się, adorując rozświetlony lampką Najświętszy Sakrament.

– Oni nie mogą przyjść na Eucharystię, więc Pan Jezus przyszedł do nich – opowiada ks. Król. Jak dodaje, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem ma umocnić parafian i pokrzepić ich w trudnym czasie.

– Mobilizujmy się i jednoczmy w modlitwie, poście i czyńmy pokutę. Czas jest wyjątkowy – apeluje duchowny.

Ks. Tomasz Jochemczyk jest kapłanem diecezjalnym posługującym we Włoszech w regionie Liguria. Jest to region leżący obok Lombardii, gdzie odnotowano najwięcej zakażeń na koronawirusa.

Ksiądz Tomasz opowiada, że postanowił w tym czasie obejść z Najświętszym Sakramentem ulice w miasteczkach, gdzie posługuje.

Na co dzień jest proboszczem czterech parafii, w tym Tavole. Są to malutkie wioski, w których nie zostało zbyt wielu ludzi, a tym bardziej wiernych. Mimo to, ksiądz Tomasz opowiada, że kiedy szedł w samotnej procesji z Najświętszym Sakramentem, ludzie dziękowali mu z okien, a ci, których znał, jako niewierzących, padali przed Najświętszym Sakramentem,

Potwierdza się stare polskie porzekadło, że jak trwoga to do Boga.

Kapłanów nie opuszcza apostolska gorliwość. Jedni wychodzą na ulice z Najświętszym Sakramentem. A inni – jak w przypadku parafii w Bralinie – przygotowali drogę krzyżową ulicami miasta.

Drodzy przyjaciele, przeżywamy trudny moment dla naszego miasta i Włoch, ale też i dla całego świata. Chcemy prosić św. Michała Archanioła, obrońcę ludu Bożego o pomoc. Ufamy, tak jak niegdyś nasi ojcowie, że i my ją otrzymamy. Dzięki wstawiennictwu Archanioła, w 1656 r. mieszkańcy Monte Sant’Angelo zostali uratowani podczas zarazy dżumy. Dziś prosimy, aby Dobry Bóg ze wsparciem św. Michała Archanioła uratował nie tylko nasze miasto, Gargano, Włochy, ale i cały świat przed epidemią

To nie sen, to się dzieje naprawdę.
Smutny czas Wielkiego Postu.
Oczekując na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa przyszedł do nas wirus koronawirus który zabija ludzi.
My którzy Wierzymy w Boga czujemy i przeżywamy to bardzo głęboko.
Jesteśmy jakbym to powiedział w Czyśćcu. Czekamy i modlimy się w domach z troską o dzieci wnuki rodziców i nas samych.
Nie wiemy kiedy będziemy mogli wrócić do normalnego życia i jak to długo potrwa.
To jest bardzo duże wyzwanie dla nas,
abyśmy się zastanowili jakie życie nasze
jest kruche i niepewne.
W jednej chwili nie widząc tego wirusa możemy się sami zarazić i innych ludzi.
Wiem napewno ze Jezus Chrystus jest z każdym człowiekiem który umiera, jest obok.
Są ludzie na świecie którzy umierają w samotności bez bliskich. On Jest i będzie zawsze Jezus Chrystus nasz Pan Życia. Pamiętajmy o tym.
Niekiedy zdaje się nam że nic i nikt nie może nam pomóc.
Ja wierzę, że On Jest Jezus Chrystus i będzie zawsze przy nas jeśli o to poprosimy.
Nie jest łatwo pisać kiedy umierają młodzi ludzie, starsi ludzie, dzieci małe i bliskie osoby. Tak sobie myślę że to są najlepsze rekolekcje w moim życiu.
Czas pokaże, czy uda nam się wrócić do normalnego funkcjonowania bez zagrożenia życia.
Ufność i nadzieja w Bogu, który sprawia że jeszcze żyjemy i możemy dać świadectwo wiary dla innych ludzi, którzy może nie radzą sobie z tą sytuacją.
Szukają pomocy i ratunku w innych osobach. Dajmy im tą miłość i podzielmy się naszym dobrem. Dobrym sercem i dobrą radą.
A On, który jest i będzie na wieki sprawi
że powróci życie i uśmiech na naszej twarzy.
Szczęść Boże. . Jezu Ufam Tobie..

Jerzy Chmielewski.

Ekstremalna Droga Krzyżowa – w domu i w sercu

Płaczesz? Zapadasz się w smutku i nadal nie widać dna? Gniew roztrzaskał o posadzkę twój stoicki spokój? Boisz się co będzie dalej? Modlitwy odbijają się od sufitu? Czujesz się jak w klatce – samotna lub z rodziną na małym M z widokiem na wiosnę, którą nie możesz się cieszyć. Ekstremalna Droga Krzyżowa – stacje domowych cierpień i upadków, po których rusza Chrystus, by cię odnaleźć. Przyjdziesz? Tzn… znajdziesz czas? Nieważne o której godzinie zaczniesz to oglądać. Bóg wie, o której godzinie płaczesz w ukryciu – nie spóźni się do żadnej z twoich łez.

Na przedmieściach Waszyngtonu przez całą dobę adorują Najświętszy Sakrament.

Maryja jako pielęgniarka, św. Jan Apostoł jako lekarz. I Jezus na szpitalnym łóżku. Grób Pański w jednym z wrocławskich kościołów działa na wyobraźnię. Jego pomysłodawca wyjaśnia – Jezus jest dzisiaj razem z personelem medycznym i ciepiącymi pacjentami.

Figury o wiele większe od człowieka, potężna monstrancja, stare łóżko, stara szafka i nieużywane parawany ze szpitala, który sąsiaduje z kościołem pw. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego na wrocławskim Brochowie. Wykonanie i dbałość o detale Grobu Pańskiego robią wrażenie. Ale najważniejsza jest symbolika.

„Jezus utożsamia się z tymi, którzy cierpią”

 

Z krzyżem przez puste miasto.

Ksiądz będzie święcił pokarmy wielkanocne z kabrioletu. Pomysł wypróbował już w czasie Niedzieli Palmowej w Tursku

Kiedyś o. Kordecki wychodził na wały z Chrystusem i w ten sposób pokazywał całej ojczyźnie, że w zawierzeniu, w Bogu, jest nasza nadzieja. Dziś tym samym szlakiem przeszedł bp Antoni Długosz z monstrancją. W kaplicy Matki Bożej odprawiona została rezurekcja – informują władze Jasnej Góry.

95-letni kapłan odszedł do nieba 19 marca, we wspomnienie św. Józefa, patrona księży.

Tuż przed śmiercią z radością wzniósł ręce ku niebu, dodając otuchy obecnym przy nim medykom. Przez cały swój pobyt w szpitalu zachęcał do odmawiania różańca.

Człowiek po to ma dwie ręce, żeby jedną pracować, a drugą przesuwać paciorki różańca— mówił.

Ostatnie dni życia o. Cirillo spędził na pocieszaniu innych, a pracownikom szpitala stale powtarzał: „Nie bójcie się, wszyscy jesteśmy w rękach Boga”.

Brat Piergiacomo, razem z czterema współbraćmi kapucynami niestrudzenie przemierza szpitalne korytarze niosąc nadzieję chorym i personelowi medycznemu. Posługuje w szpitalu św. Jana XXIII w Bergamo, znajdującym się w centrum epidemii, która we Włoszech najboleśniej dotknęła północ tego kraju. „Modlimy się i udzielamy sakramentu namaszczenia chorych. Błogosławimy też ciała zmarłych w szpitalnej kostnicy.

.. moje Bergamo… serce najbardziej śmiertelnej epidemii na świecie. Moje Bergamo, to, którego media Ci nie pokazują, gdzie zgony są czterokrotnie: + 400 %…. gdzie w domach jest ponad 150.000 pozytywnych osób zamkniętych z gorączką, kaszlem, brakiem smaku i życiem na nici oddech. Moje Bergamo, które straciło całe pokolenie: dziadków. Moje Bergamo, milczące, które nie umie śpiewać z balkonów i buduje szpital w 10 dni. Bergamo wkrótce powstanie, bardziej bujna i świeci niż raz…. Urodziłam się w cieniu Wezuwiusza, tutaj od 2004 roku…. Jestem dumny, że mogę być częścią tego pięknego miasta i bezcennej społeczności. Dziękuję Bergamo za wszystko, czego nauczyłeś świat.
Giuseppe Buonaguro

W Bergamo zakwitł cierń z Korony Chrystusa.

✝️ DUCHOWY TESTAMENT – dr.Li WENLIANG 😇🙏❤️✝️

Ten, okulista ze szpitala w Wuhan, który jako pierwszy zidentyfikował koronawirusa, został nim śmiertelnie zarażony i zmarł 6 lutego. Ateistyczny reżim w Pekinie przemilcza skrzętnie fakt, że bohaterski lekarz był chrześcijaninem, Przed śmiercią – trawiony gorączką i świadom, że umiera – napisał swój duchowy testament. Jego treść upowszechniona została w internecie i krąży po sieci w różnych językach. Poniżej przedstawiamy polski przekład:

Nie chcę być bohaterem. Mam jeszcze moich rodziców, moje dzieci, moją ciężarną żonę, która niedługo będzie rodzić, i jest jeszcze wielu moich pacjentów na oddziale. Chociaż mojej uczciwości nie można zamienić na dobro innych, pomimo mojej straty i zamieszania, i tak powinienem kontynuować. Kto mi pozwolił wybrać ten kraj i tę rodzinę? Ileż mam skarg? Kiedy skończy się ta bitwa, spojrzę w niebo, ze łzami płynącymi jak deszcz.

Nie chcę być bohaterem, lecz tylko lekarzem, nie mogę patrzeć na tego nieznanego wirusa, który sprawia cierpienie mym rówieśnikom i tylu innym niewinnym osobom. Nawet jeśli umierają, zawsze patrzą mi w oczy z nadzieją na życie.

Kto kiedykolwiek przewidziałby, że umrę? Moja dusza jest w niebie, patrząc na to białe łóżko szpitalne, na którym spoczywa moje własne ciało, z tą samą znajomą twarzą. Gdzie są mój ojciec i moja matka? I moja droga żona, ta dziewczyna, o którą walczyłem do ostatniego tchu? Jest światło na niebie! Na końcu tego światła jest raj, o którym często ludzie mówią. Wolałbym nie odchodzić, wolałbym wrócić do mojego rodzinnego domu w Wuhan. Mam tam swój nowy dopiero co kupiony dom, za który muszę jeszcze co miesiąc płacić kredyt. Jak mógłbym zrezygnować? Jak mógłbym się poddać? Jakże to smutne musi być dla moich rodziców stracić syna?

Jak moja słodka żona, bez swojego męża, będzie potrafiła stawić czoła problemom przyszłości?

Już odszedłem. Widzę jak zabierają moje ciało, jak wkładają je do torby, w której spoczywa wielu moich rodaków. Odeszli jak ja, wrzuceni w środek ognia, o świcie.

Do zobaczenia, moi drodzy. Z Bogiem, Wuhan, moje rodzinne miasto. Mam nadzieję, że po tej katastrofie przypomnisz sobie, że ktoś próbował powiadomić cię o prawdzie jak najwcześniej było to możliwe. Mam nadzieję, że po tej katastrofie nauczysz się, co znaczy być prawym. Już nigdy więcej odważne osoby nie powinny cierpieć ze strachu bez końca i z głębokiego i beznadziejnego smutku.

„Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem, a teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości” (2 Tm 4,7; )”.

Niech przez Miłosierdzie Boze odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

Andrea Bocelli z przesłaniem miłości, uzdrowienia i nadziei, wystąpił na żywo w katedrze Duomo w Mediolanie. Jego jedyną publicznością byliśmy my – kilkusettysięczna rzesza widzów z całego świata, zgromadzona przed ekranami komputerów.

KOCHANI, PEWNIE ZŁAMALIŚMY KILKA PRZEPISÓW, ZA BLISKO SIEBIE, BEZ PASÓW, BEZ MASECZEK I RĘKAWICZEK, ZA TO Z NAJWIĘKSZĄ „TARCZĄ ANTYWIRUSOWĄ” Z PANEM JEZUSEM ZMARTWYCHWSTAŁYM, PRZEBYLIŚMY „PROCESJĘ REZUREKCYJNĄ”, OKOŁO 20 KILOMETRÓW, A PO DRODZE BŁOGOSŁAWIENIE DOMOSTW, LUDZI CZEKAJĄCYCH NA SWOICH POSESJACH, ABY PAN BŁOGOSŁAWI ICH RODZINY, A TAKŻE WIELU PRZYNIOSŁO KOSZYCZKI WIELKANOCNE, Z PROŚBĄ O POBŁOGOSŁAWIENIE POTRAW. ILE ŁEZ, WZRUSZENIA I RADOŚCI. JESTEM POD WRAŻENIEM TEGO, CO DOŚWIADCZYŁEM, I MUSIAŁEM SIĘ Z WAMI TYM PODZIELIĆ. A JAKA WYMOWNA PODRÓŻ ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA, POŚRÓD PÓL, WIOSEK I DROGAMI PUSZCZY NOTECKIEJ.
NIECH PAN NAM BŁOGOSŁAW,I I CZUWA NAD NAMI, W TE DNI WIELKANOCNEJ RADOŚCI.
Leszek Jan Marciniak


Pilne przesłanie ws koronowirusa z Medjugorje- Siostra Emmanuel.

Charbel TV-Homilia księdza Jarka-28.04.2020

Wejrzyj Panie na lud swój.

 

Kiedyś przyjdzie taki czas…

Nasza droga – życie.

Nasza droga – życie.


Strona ks. Marek Jan Pytko

Przyszedłeś nagi
I tak samo odejdziesz nagi.
Przyszedłeś bezbronny i słaby
Odchodząc, znowu będziesz tak słaby i bezbronny.
Przybyłeś bez pieniędzy i materialnych rzeczy
Też odejdziesz bez pieniędzy…
Twój pierwszy prysznic był, jak ktoś cię umył
W twoim ostatnim, jakaś osoba cię umyje.
Taki jest człowiek!
Skąd więc tyle dumy, tyle złośliwości, tyle zazdrości, tyle nienawiści, urazy, tyle egoizmu…?
Mamy ograniczony czas na Ziemi i marnujemy go tak bezsensownie.

Pomimo to nie bój się żyć. Życie jest piękne.

Czym jest życie?

Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami.

Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne.
Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości.
Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę, takie, które wywołują w podróży tylko smutek… oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym.
Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę… inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.

Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich. Oczywiście, nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się – choć z trudnością – po naszym wagonie i dotrzeć do nich… Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę.
Nieważne; ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań… Ale nigdy powrotów.

A zatem, odbądźmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób. Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć… Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język i będzie ktoś, kto nas zrozumie.
Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku.
Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię… Wierzę, że tak. Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne. Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne. Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu. Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy.

Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż. Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu, życzę…

Szczęśliwej podróży!!!
Z sieci

Do przemyślenia…

Kochani chcialam się podzielić moim świadectwem. Kiedy mialam kilkanaście lat wierzylam bardzo. Niestety z roku na rok odsuwalam sie od Pana Jezusa , wyjechalam za granicę, zaczelam wierzyć że sama jestem odpowiedzialna za swoje szczęście, swoje  „spelnienie”  zawodowe jak i życiowe. Taki typowy obrazek jaki nam media chcą sprzedawać…dobrze sie odżywiaj, ćwicz, spelniaj marzenia , wspinaj sie coraz wyżej ,osiągaj więcej bo masz JEDNO zycie.
Tylko to nie tak….my mamy- nie mamy JEDNEGO zycia…
Nie musimy sie wspinać i prężyć, czuć się winnymi,  że jakoś nie żyjemy na TEJ ziemi  „pelnią zycia”, że klody pod nogami.
Panie dziekuje Ci za To,  że mnie zatrzymaleś. Ze daleś mi chorobę w dobrym dla mnie momencie. Że się zatrzymalam. Przetarlam oczy i zobaczylam.
Zobaczylam,  że Tobie zależy na moim zbawieniu. Że to Życie na TEJ ziemi jest po to by przede wszystkim bylo Twoim świadectwem na TEJ ziemi. I po to by glosić Twoja milość, nieskończone milosierdzie.
Dziekuje Panie,  że mnie obudzileś
Agata Kanarek

Piękna piosenka : Przesłanie Powstań Ty. ❤.Śpiewa Jacek Sadowski

Gepostet von Jerzy Chmielewski am Freitag, 6. Dezember 2019

 

Ważne aby nie zagubić się w życiu. Nie stracić nadziei. Wszak nie jestem sama. Prowadzi mnie przecież Bóg.

Dlatego należy świadomie wybierać kierunek.

Właśnie tak.

Jesteśmy tacy dobrzy…
Z wyciągania drzazg z oczu braci.
Z afirmowania czubka nosa.
Z wybielania sumienia.
Z uśmiechu do góry nogami.
Z niedoceniania chleba.
Z zauważania, czego nie ma.
Z pomijania co jest.
Z rezyserowania jutra.
Z kostiumografii anielskiej.
Jesteśmy tacy dobrzy…
ze wzniosłych teorii.

Marta Przybyła

Życie cudem jest. (Piosenka dla bezdomnych)

Lepiej pójść samemu w dobrą stronę niż podążyć za tłumem w złym kierunku.

Nagle może okazać się, że…

A więc…

Ludzie potrafią z całego swojego życia żyć prawdziwą pełnią zaledwie przez parę miesięcy.
Czepiają się tych przeżyć potem przez całe lata i ostatecznie, mając lat osiemdziesiąt trzymają w swych pustych dłoniach jako cały dorobek zaledwie kilka chwil naprawdę przeżytych. Dlaczego nie chcesz żyć naprawdę własnym życiem?

Zawsze zdaje Ci się, że żyć trzeba dla jutra.

Trzeba przecież „myśleć o swojej przyszłości”: swoich egzaminach, swoim zawodzie, swoim przyszłym domu ;

trochę później trzeba myśleć o przyszłości dzieci: ich egzaminach, zdobyciu zawodu, ich przyszłych domach;
potem znowu o własnych starych latach: emeryturze, zabezpieczeniu sobie odpowiedniego domu.

Jutro będę mógł wreszcie zająć się…
Jutro będę miał nareszcie…
Jutro będę…

Dlaczego chcesz czekać jutra, żeby wreszcie zacząć żyć?
Pewnego dnia nie będzie dla ciebie żadnego więcej jutra – okaże się, że nie miałeś kiedy żyć naprawdę.

Przywiązujesz się do przeszłości, zdaje Ci się ważna, bo to Twoja przeszłość.

No tak, ale to co było wczoraj – wymknęło się już spod Twojej władzy.
– Zwodzi Cię przyszłość, możesz ją w swojej wyobraźni dowolnie kształtować, naginać do swych upodobań.
Ale przecież ona po prostu jeszcze nie istnieje i próżno tracisz na nią czas.

Teraźniejszość jest taka mała, że jej wartość łatwo Ci przeoczyć.
Ale tylko ona naprawdę zależy od Ciebie – a Twoje życie w gruncie rzeczy, krok za krokiem, składa się z bieżących w teraźniejszości chwil.

Zawsze Ci się zdaje, że szczęście jest przed Tobą, tak jak i radość, miłość, Bóg.

Złudzenie!

Zapominasz i to jest tragiczne, że Bóg stoi obok Ciebie, dokładnie w tym miejscu i czasie, gdzie się znajdujesz, w bieżącej chwili Twego życia otwierając Ci wszystko, co trzyma w swych dłoniach.

Obyś nie był tym wiecznym pielgrzymem, który pozostawia Boga na brzegu swej drogi, by biec za Jego wizerunkiem.

Pozbawiony odpocznienia człowiek wlecze za sobą swoją przeszłość i próbuje jednocześnie pochwycić w swoje ręce i przyszłość i teraźniejszość.
Podniecony usiłuje jakby jednocześnie złapać owoc kilku godzin życia: biedny żongler, pogubi wszystkie i będzie szukał każdej z osobna.

Jeśli chcesz w swym życiu osiągnąć powodzenie, złóż spokojnie całą swoją przeszłość w ręce Boga, powierz Mu swoją przyszłość i żyj każdą bieżącą chwilą, tak jak przychodzi, w całej jej treści.

Przy robocie dziewiarskiej nie wolno Ci „zgubić” ani jednego oczka, powstanie skaza, choćby niewielkie było to oczko, jest przecież niezbędne.

Nie zaniedbuj żadnej chwili. Wszystkie są nieskończenie wartościowe, jeśli chcesz, by Twoje życie było tkaniną bez skaz.

Bieżąca chwila nie jest ciężka, nie przygniecie Cię; Jest zbyt mała, by mógł się w niej zagnieździć niepokój.
Przemija tak szybko, że nie zdoła Cię znużyć,
Posiada „ludzki wymiar”, możesz się w niej zmieścić, możesz ją udźwignąć.

Teraźniejsza godzina jest Twoim prawdziwym życiem, ona jest Twoim pokarmem, jej głębia jest nieskończona, w niej mieszka miłość.

Nie doceniać przeszłości i ze strachem odsuwać od siebie myśl o przyszłości
– to życiowe tchórzostwo.

Jeśli się nie żałuje przeszłości i nie obawia przyszłości w poddaniu i zaufaniu Bogu
– to jest właśnie miłość.

Właśnie w bieżącej chwili Bóg czeka na Ciebie.
Jeśli pozwolisz się włączyć – tak jak włącza się obwód prądu elektrycznego – przejdzie przez Ciebie boże światło i Jego siła.

Na tym niezmierzonym pustkowiu, gdzie się znajdujesz, obwód prądu jest bardzo, bardzo słaby.
Bieżąca chwila jest tym punktem, w którym Bóg przenika w Twoje życie i przez Ciebie w życie świata.
Ale On uzależnia swoje przyjście od Twojego wolnego przyzwolenia.
– Jeśli potrafisz odpowiedzieć na zaproszenie Boga, na wezwanie każdej bieżącej chwili, to znaczy dla Ciebie, być naprawdę obecnym.

Jeśli odpowiesz na wezwanie w bieżącej chwili, umożliwiasz mistyczne wcielenie się w twym życiu Bożego Syna.
– Jeżeli podejmiesz aktualny obowiązek, umożliwiasz dokonanie przez Syna dzieła stworzenia.

Jeśli zgodzisz się na właśnie teraz konieczny wysiłek, umożliwiasz dopełnienie się Odkupienia przez Syna Bożego.

Największym i najważniejszym „dziełem” jest dzieło aktualnej minuty; ono zobowiązuje Cię do złożenia w ręce Boga całej przeszłości i przyszłości i oddania mu się całkowicie do dyspozycji.
Jeśli potrafisz zachować w tym wierność, będziesz żył pełnią swojego życia i osiągniesz niewymierne wartości.

Prowadź mnie Jezu 🙏🙏🙏
Krzysia

Jeden kapłan napisał…
Warto zatrzymać się nad tymi słowami:
Zmarła Anna Przybylska
Młoda kobieta. W moim wieku.
Rak trzustki.
Tragedia tym większa, że osieroconych została trójka dzieci.
Dziś docierają do mnie zewsząd fragmenty wywiadów z aktorką.
W jednym z nich powiedziała, że ‚chciałaby doczekać wiosny’…
Tylko wiosny…
Gonimy za wielkimi rzeczami. Pragniemy wielkich zwycięstw. Chcemy wygrywać wojny i być tymi, na imię których zginać się będzie każde kolano, a przynajmniej o których mówić będą.
A życie jest tak kruche.
Ulotne.
Jest i nagle nie ma.
Ktoś gasi światło, jak mawiała Osiecka.
A my się martwimy. Siwiejemy. Ogarniają nas depresje, wpadamy w dołki, cierpimy na chandry i przedłużające się ‚nie-chce-mi-się’.
A może zamiast tego warto zachwycić się wiosną?
Jesienią. Smakiem jabłka. Grzybem w koszyku. Sznurem dzikich ptaków.
Stanąć na polu znad którego unosi się mgła i wyciągać twarz ku słońcu…
A może czas siąść wieczorem z bliską osobą i przytulic jej dłoń do policzka… napić się herbaty z pomarańczą.. zapalić świeczkę lawendową… poczytać książkę i zatracić się w czasie. Pal licho, że rano nieprzytomny wstanę do pracy. Akcja lektury była tak wciągająca…
A może czas zachłysnąć się wierszem…
A potem własny napisać. I co z tego, że nazwą cię wierszokletą…
A może listy nienapisane czekają… ramiona nie objęte… policzki nie wycałowane… czupryny nie zmierzwione… słowa niewypowiedziane…
Brzozy już gubią liście.
Widziałeś to rano?
I babie lato już odleciało.
Pewnie nie zauważyłeś.
Kukurydza już przejrzała…
Wiesz o tym?
Zobacz jak wiele spraw nam umyka, jak wielu rzeczy nie zauważamy, jak małostkowi jesteśmy…
Boże ucz mnie chwytać dzień za dniem i cieszyć się nimi…
I jeszcze zmarła Anna, tak mówiła w wywiadzie:
„Wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś…”
Wiesz dni są kruche.
Ciesz się nimi.

Ks. Mateusz

Świadectwo z oddziału hospicjum.

„Z wyrazami szacunku
Anna Shirley”

Pani Wanda przekroczyła osiemdziesiątkę, ale werwy pozazdrościłby jej niejeden młodzieniaszek. Kiedy zauważy, że ktoś wchodzi do pokoju, rozszerzają się jej źrenice. Zupełnie jak u kota, szykującego się do skoku, na kocią wędkę z piórkami. Nie da się ukryć- Pani Wandzia poluje na rozmowę. Zdecydowanie jest stworzeniem stadnym. Ustawione przy łóżku krzesło, rzadko ma okazję ostygnąć. Rodzina, znajomi i wolontariusze. Nie można jej nie lubić. Nad jej łóżkiem powinien widnieć symbol, informujący o możliwości podładowania baterii. Naszych ludzkich. Nie potrzeba gniazdka ani wtyczki. Energia płynie przez darmowe wi-fi. Z serca do serca. Pacjentka ma pozytywnie zadziorny charakterek, niesamowite poczucie humoru i uśmiecha się oczami. Widzę jak się wyrywa z tego miejsca, z tego łóżka. Do świata, do życia. Uwagę przyciąga szpitalny stolik, na którym dominuje… brak miejsca. Centralny punkt stanowi talerz z owocami, iście z obrazów o tematyce martwej natury, a całość dopełniają kakaowe wafelki, sok jabłkowy i woda. Kobieta oblizuje umorusane malinami palce i w przerwach między mlaśnięciami, opowiada o dancingach z ukochanym Henrykiem, podróżach i ulubionych książkach. Ma radiowy, niezwykle melodyjny głos. Taka Krystyna Czubówna z pazurem emocji, brzdąkającym po głosowych strunach.
– Kocham „Anie z Zielonego Wzgórza”. Pisząc listy często podpisywałam się: ” z wyrazami szacunku „Anna Shirley”. Kiedyś pisało się listy… Chyba powinnam napisać ostatni. Do Najwyższej Instancji, żeby mnie już zabrała. Bezczelny gnojek rozpanoszył się z kolejnymi przerzutami do mózgu i kręgosłupa. Nie mogę nawet usiąść, oczy odmawiają posłuszeństwa. Lekarz wie, że może ze mną normalnie gadać. Nie „bułkę przez bibułkę” tylko szczerze, prosto z mostu, jak sprawa wygląda. A wygląda dość nieciekawie. Do domu już raczej nie wrócę. Dobrze, że jest porządek w szafach, wstydu nie będzie. Wstać z łóżka już raczej też nie wstanę. Będę coraz więcej spała. Lubię spać, tym bardziej jeśli sen jest godny uwagi. Chciałabym umrzeć we śnie. Chciałabym też jeszcze potańczyć… Czy w niebie będę mogła chodzić na dancingi i czytać „Anię z Zielonego Wzgórza”?
Kolejny raz wchodzę na oddział z książką. Kobieta traci wzrok ale przecież mogę jej poczytać. Czuję jak mimowolnie uśmiecham się na myśl o jej uśmiechu. Wchodzę do sali pewnym krokiem. Zatrzymałam się przy łóżku niedawno przyjętej Pani Magdy. Czuję, że prawe oko zaczyna przeciekać. Witam się z nową pacjentką, gadamy, przynoszę kawę. Wszystko w porządku. Dla pewności zahaczam o dyżurkę pielęgniarek. Zapytać, mimo wszystko, mimo, że wiem. Odeszła. We śnie. Jak planowała.
Wieczorem biorę do ręki dzieło Lucy Montgomery. Kartkuję, wącham… (Wy też wąchacie książki, czy to tylko ze mną coś nie tak?) Otwieram tak po prostu, tak jak zamierzałam otworzyć przy Pani Wandzi i uśmiecham się do przypadkowo- nieprzypadkowych słów:
„-Dlaczego ludzie muszą klęczeć, gdy odmawiają modlitwę? Gdybym ja naprawdę chciała się pomodlić, powiem pani, co bym zrobiła. Wyszłabym samotnie na jakieś wielkie otwarte pole albo powędrowałabym daleko w las i patrzyłabym w niebo-wysoko, wysoko- prosto w ten cudowny błękit, który zdaje się nie mieć kresu. Wtedy na pewno poczułabym, że się modlę. No dobrze, jestem już gotowa.”
Marta Przybyła

 

O co mnie zapyta Bóg?

Czy idę za wskazówkami od Boga. Czy w moim życiu idę za Jezusem?

Złote reguły dla życia.

W kościele W, zbudowanym przez już zmarłego proboszcza N., wisi w kaplicy za szkłem karteczka, a na niej wypisane są zasady życia. którymi kierował się zmarły proboszcz.

,, Nie chce mieć….
1.  
żadnego rana bez gorącej modlitwy,
2.  żadnej pracy bez dobrej intencji,
3. żadnej radości bez wdzięcznego spojrzenia w niebo,
4. żadnego cierpienia bez cierpliwości i zgodzeniu się z wolą Bożą,
5. żadnego towarzystwa bez myśli o obecności Bożej ,
6.. żadnej urazy bez przebaczenia i uniewinnienia,
7. żadnego uchybienia bez żalu,
8.  żadnej dostrzeżonej w drugich wady bez oględnego sądu,
9.  żadnej dobrej modlitwy bez pokory,
10. żadnego biedaka bez wsparcia,
11. żadnego cierpienia bez pociechy,
12. żadnego wieczora bez rachunku sumienia.
Wszystko na większą chwałę Bożą.

Przez 37 lat nie miałem żadnego problemu ze wzrokiem 👀 a jednak byłem niewidomy 😎 widziałem błyskotki, gadżety tego świata, z większości tych rzeczy robiąc sobie bozków, szukając przyjemności w zniewoleniach, alkohol, seks, ale wszystko runęlo z wielkim hukiem bo było budowane na piasku… A nie widziałem tego co najcenniejsze, co jest nie z tego świata, tego, co może dać tylko Bóg ♥ Pismo Święte, słowa Samego Boga, wartości, nauka i obietnice Jezusa są fundamentem, który nigdy nie runie bo jest zbudowany na skale… Jeżeli Bóg na pierwszym miejscu to wszystko będzie na właściwym miejscu. Pokój serca, który chce dać każdemu za darmo, pozwala na prawdziwą pełnię szczęścia życia z Jezusem, które nigdy się nie skończy… Droga Prawda Życie…
Krzysztof Rudnicki

Niech twoje życie będzie znakiem, że Bóg jest ,tak aby inni patrząc na Ciebie mówili :” niemożliwe, że nie ma Boga bo on całym swym życiem świadczy o Bogu”.


Modlitwa….
Panie.

gdy jestem głodny, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje pożywienia;
gdy jestem spragniony, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje wody;
gdy mi jest zimno, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje ciepła;
gdy cierpię, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje pociechy;
gdy mój krzyż staje się ciężki, pozwól mi wziąć jeszcze krzyż innych;
gdy nie mam czasu, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje teraz pomocy;
gdy brak mi odwagi, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje otuchy;
gdy chciałbym, aby ktoś mnie zrozumiał, daj mi kogoś, kto potrzebuje zrozumienia;
gdy pragnę, aby ktoś się o mnie zatroszczył, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje opieki:
gdy myślę tylko o sobie, zwróć moje myśli ku innym. Amen 

W jednym z barów samoobsługowych starsza pani wzięła duży talerz zupy, postawiła go na tacy, a po zapłaceniu postawiła tacę na wolnym stoliku.
Powiesiła torebkę na krześle i zamierzała usiąść, aby zjeść dymiącą i pachnącą zupę, kiedy zauważyła, że zapomniała wziąć łyżkę. Zostawiła wszystko i podeszła do kasy, przy której leżały sztućce.
Po powrocie zdumiona zobaczyła, że na jej miejscu usiadł bezdomny młody człowiek i spokojnie zjadał jej zupę.
Kobieta zaniepokoiła się i oburzyła.
Następnie z kiepsko skrywanym poczuciem wyższości usiadła na krześle obok i zanurzyła łyżkę w zupie, tuż pod nosem intruza.
Młodzieniec uśmiechnął się i kontynuował jedzenie.
Nabrała kolejną łyżkę, młodzieniec podobnie.
Pomyślała:
– Jaki bezczelny! O, gdybym była odważniejsza! Czas zrobić porządek z bezdomnymi!.
Za każdym razem, kiedy kobieta nabierała łyżkę, siedzący naprzeciwko niej biedak, bez najmniejszej konsternacji, robił to samo.
Tak było do chwili, gdy na dnie talerza pozostała odrobina zupy. Wtedy przyszła jej myśl:
– Zobaczymy, co powie, kiedy talerz będzie pusty. Młodzieniec zostawił jej ostatnią łyżkę. Następnie wstał, grzecznie ją pożegnał i odszedł.
Kobieta popatrzyła na krzesło. Zdumiona spostrzegła: jej torebka znikła!
– Złodziej! To był tylko pospolity złodziej!
Rozczarowana, wściekła, z wypiekami na twarzy rozejrzała się wokoło.
Ale po młodzieńcu bezdomnym ani śladu. Kiedy tak rozglądała się wokoło, jej złość stopniowo zamieniła się w zmieszanie i wielkie zakłopotanie, bo dostrzegła tacę bez łyżki, ze stygnącą zupą.
Na poręczy krzesła wisiała jej torebka, tak, jak ją zostawiła.
Kobieta mocno się zawstydziła.
Właśnie zrozumiała, dotarło do niej, że pomyliła stoliki.
I że ten młodzieniec, który jadł zupę taką samą, jak ona, podzielił się z nią bez oburzenia, zdenerwowania czy poczucia wyższości.
Był spokojny, kiedy ona parskała, a nawet poczuła urażoną dumę.
Ileż to razy w naszym życiu „zjedliśmy czyjąś zupę”, nie wiedząc o tym?
Ileż to razy na dzień wykradamy innym czas, szacunek, uczucie, uwagę i nie mamy najmniejszego nawet wyrzutu sumienia?

 

Obyście nie poddali się wygodnictwu, egoizmowi i wrogości życia! Obyście nie naśladowali modnych lalek, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje. Obyście nie naśladowali kobiet, wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte, czy piąte dziecko.
Kard. Stefan Wyszyński

 

Jeśli kiedykolwiek zamierzasz cieszyć się życiem – teraz jest na to czas – nie jutro, nie za rok … Dzisiaj powinno zawsze być naszym najwspanialszym dniem.
Thomas Dreier

Nigdy nie jest się gotowym…

Ani na wojnę.
Ani na diagnozę „nowotwór złośliwy”
Ani na śmierć bliskiej osoby.
Ani na zdradę męża.
Ani na samotność wśród ludzi.

Gotowym jest się tylko wtedy,
Gdy żyje się tak,
Jakby każdy dzień
Miał być tym ostatnim…

Może zachwycić się szaleńczo:
-Wschodem słońca.
-Aromatem kawy.
-Kolejnym krokiem.
-Świadomością do czego służy serce.
-Tym, że nic nie boli.

Najgorzej jeśli boli dusza.
Z deficytu Boga…
Marta Przybyła

Tylko takie dni są przed nami.

Jeden z najpiękniejszych listów miłosnych ostatnich czasów który napisała pewna amerykańska dziewczyna.
Nosi on tytuł: „O tym czego nie uczyniłeś”.
Pamiętasz ten dzień, kiedy pożyczyłam od ciebie Twój nowy samochód i rozbiłam go?
Myślałam, że mnie zabijesz, ale nie zrobiłeś tego.
Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam cię na plaże, chociaż twierdziłeś, że będzie padać, i rzeczywiście padało?
Myślałam że zawołasz: „A nie mówiłem?”. Ale nie zrobiłeś tego.
A pamiętasz, jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić twoją zazdrość, i ty byłeś zazdrosny?
Myślałam, że odejdziesz ode mnie, ale tego przecież nie zrobiłeś.
Czy pamiętasz jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik twojego samochodu?
Myślałam że mnie uderzysz, ale nie uczyniłeś tego.
Czy pamiętasz, jak zapomniałam ci powiedzieć, że na pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i ty przyszedłeś w dżinsach?
Myślałam wtedy że mnie spoliczkujesz, ale nie zrobiłeś tego.
Zawsze miałeś dla mnie cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś.
Mam na sumieniu tyle win wobec Ciebie.
Tak bardzo chciałam Cię prosić o przebaczenie kiedy wrócisz z Wietnamu.
Lecz ty nie wróciłeś.
Pamiętaj: przychodzisz na świat jeden raz. Zatem całe dobro, które możesz wyświadczyć drugiemu człowiekowi – okaż natychmiast!
Nie odkładajmy tego na później ani nie zaniedbujmy, ponieważ nie będziemy dwa razy żyć na tym świecie

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. Będziecie biedni tylko wtedy, gdy się poddacie. Najważniejszą rzeczą jest to, że coś zrobiliście. Potykając się, można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się. Człowieka z charakterem pociąga to, co jest trudne, ponieważ dopiero w zmaganiach z trudnościami potrafi sobie uświadomić własny potencjał.
Daniel Żyła

Nawet Jezus wypowiedział słowa – Jeżeli źle powiedziałem udowodnij co było złego. A jeżeli dobrze to dlaczego Mnie bijesz?.. Udowodnij.. ale nie bij.. nie krzywdź.. nie rań każdym wypowiedzianym słowem.. każdą podniesioną ręką.. każdym spojrzeniem.. Słowa.. słowa małżeńskiej przysięgi.. Przez ponad 20 lat to ja byłam tą która w tych bardzo trudnych chwilach powtarzała właśnie te słowa.. Były dla mnie jak kotwica.. jak ostatnia deska ratunku aby mieć siłę dalej wstawać.. dalej próbować walczyć o małżeństwo zawarte przed Bogiem.. Jednak kiedy mój i ja sięgnęłam dna.. dna psychicznego i fizycznego dzięki Bożym ludziom dowiedziałam się o cierpiętnictwie które nie ma nic wspólnego z miłością ani Bożą ani ludzką.. Rozwód i.. Zaczęło się kolejne piekło i kolejne raniące słowa i krzywdzące sytuacje.. I słowa małżeńskiej przysięgi wywrzeszczane przez byłego.. pijanego męża.. I to nie wcale z miłości.. lecz dlatego że wymykała mu się jego ofiara.. osoba na której można rozładować emocje.. Boże.. niech od dziś w moim sercu słyszę tylko Twoje słowa – dziecko moje.. kocham Cię.. jesteś moją ukochaną córką..
Aneta Borecka

A więc…

Tak, różnych ludzi spotykamy w życiu. Często nasze wybory nie są po ich myśli. Jakże boli gdy są to nasi najbliżsi… Niech to świadectwo ukaże nam jak bywamy nietolerancyjni wobec drugiego człowieka.

Może ktoś przeczyta, coś się w nim zmieni…

Kiedyś byłam letnio-wierząca. Po wielu bitwach ze złym wróciłam na dobrą drogę, ale zostało we mnie wiele do pracy. Zły nęka mnie non stop. Kiedy w ramach  ,,terapii duszy ”  zaczęłam więcej uczestniczyć w Eucharystii, w rekolekcjach, więcej się modlić, rodzina i znajomi zaczęli mnie traktować jak kogoś nienormalnego – ,,zostaniesz zakonnicą „, ,,święta będziesz ” itp…nie za bardzo to rozumiem, bo generalnie to wierzący ludzie,  przynajmniej się deklarujący. Co jest dziwnego w uczestnictwie we mszy czy rekolekcjach?  Przecież po to są, aby z nich korzystac.  Nabożeństwa nie są wyłącznie dla starszych pań na emeryturze, którym się nudzi… Na mszę i nabożeństwa przychodzi się dla siebie i Boga !  To On zmienia nasze serca,  a to do nas, młodych, należy dawanie świadectwa,  przykładu młodszym pokoleniom.  Nie narzekajcie na młodych, że odchodzą z Kościoła, skoro nie dajecie im przykładu. Jakie to przykre,  że w swoim życiu obsesyjnie szukacie produktów bez glutenu, cukru, itp. a nie szukacie Boga. Jakie to smutne, że ciągle dbacie o swoje ciała i przesadnie o zdrowie, łykając garści suplementow, a nie dbacie o nieśmiertelną duszę. Jakie to dziwne, że widzicie brudne szyby, podłogi, pierzecie i myjecie wszystko wokół, a nie dbacie o czystość sumienia.  Jakie to smutne, że widzicie i wytykacie błędy innym, a nie umiecie ocenić swojego serca.
Przemiana serc jest naszym obowiązkiem. Dawanie świadectwa i przykładu młodym jest naszym obowiązkiem. Dbanie o duszę, jej czystosc,  jest naszym obowiązkiem. To nie modlitwa, chodzenie na mszę, rekolekcje,  powinno wywoływać oburzenie, ale nie robienie tego. Teraz,  gdy mamy dostęp do każdego prawie miejsca na świecie, kościoły na każdym osiedlu, rekolekcje dostępne nawet przez internet, ,jak i msza, dają nam ogrom możliwości. Jak ktoś mówi, że nie ma jak się rozwijać duchowo, to kłamie. Bądźcie świadomi,  że Bóg daje nam życie. Daje siłę.  Jest.  On ciągle nam mowi : ,, Ja Jestem „.  Czemu Go nie słuchacie?  Czego się lękacie? Wysiłku,  że musicie trochę więcej od siebie dać? Nie wstydzicie się płuć jadem na lewo i prawo, ale wiary się wstydzicie? On się nas nie wstydził umierając na krzyżu. Po to abyś żył.. abyś mógł mówić o tym jak On Cie ukochał… Abyś mógł teraz o Nim dawać świadectwo.
Ja doświadczyłam Boga. Jego dobroci , miłości. Ten post wywoła oburzenie,  pewnie stracę kilkunastu znajomych,  pewnie będę tematem na wielu językach. Ale o to właśnie chodzi. Trzeba mówić o Bogu! Trzeba Nim żyć, oddychać.  Może teraz będę ,,dewotką ” , ,,psychiczną ” i ,,nawiedzoną ” …. Ale cóż.  Jezus mówił,  że z powodu Jego Imienia będziemy prześladowani. Jeśli nie będziemy jak Dzieci Boże, to kim będziemy?  Ciałami, które przez lata dokarmiane zgniją w grobach? Ciałami, które tylko w przyjemnościach i zabawach będą upojone? Kim teraz jesteśmy? Czy Dziećmi Króla, czy dziećmi konsumpcjonizmu, materializmu,  pychy i seksualności? Czy chcesz , aby razem z Twoim cialem umarła twoja dusza?  Możesz jeszcze pięknie żyć . Możesz pięknie umrzeć… To od ciebie zależy , czy życie będzie tylko krótką przygodą,  czy wstępem do wieczności.
Agnieszka Tokarczyk

Człowiek zawsze powinien pozostać człowiekiem.

Pomyśl, że…

A jeżeli naprzód, to tylko w Bożym towarzystwie…

Każdy przechodzi kolejny trudny okres życia…a może czas próby?

Życie człowieka jest pasmem ustawicznych wyborów. Każdego dnia podejmujemy szereg decyzji, czasem bardzo prostych i banalnych, czasem trudniejszych i bardziej złożonych, a czasem i takich, których wynik będzie miał decydujący wpływ na całe nasze życie…Są również w życiu człowieka wybory czasem nieodwracalne…
Życie potrafi przygnieść człowieka do ziemi!!!
Ale Pan Bóg nieprzypadkowo stawia na naszej drodze różnych ludzi. Chce, byśmy dzięki nim lepiej dostrzegli naszą drogę. Czasem prowadzi nas w zadziwiające sytuacje życiowe właśnie po to, byśmy w nich mogli zauważyć że mamy prawdziwych przyjaciół!!!
JA O DZIWO ICH MAM NAWET JEŚLI NIE ZASŁUŻYŁAM NA TO…
Teresa Caban

Chciała bym się podzielić pewnym przeżyciem jakie mnie spotkało kilka dni temu. Znajomy z widzenia,  czynny,  ale przytomny alkoholik, starszy, grzeczny, przepraszający za to że żyje pan, przechodził obok mnie . Miał w rękach dwie pełne reklamówki , nagle jedna mu się rozpadła w rękach , pękła i wysypały się z niej produkty żywnościowe, w tym butelka wódki, która pękła i się rozbiła. Popatrzyłam chwilę na niego i poczułam,  że jest on zagubiony tą sytuacją. Podeszłam ze swoim chodzikiem przy pomocy którego chodzę i zaczęłam do niego mówić oraz pomogłam mu podnieść zakupy. Jabłka, ćwiartki kurczaka, dwa bochenki krojonego chleba, drożdżówkę. Wszystko spakowaliśmy do reklamówek. Kiedy została na chodniku już tylko ta rozbita butelka, a on zaczął ją zbierać,  pożegnałam się i odeszłam. W trakcie tej sytuacji nie dbałam czy z okien bloku ktoś widzi, że podeszłam do alkoholika , wręcz odwrotnie,  nie mogła bym zasnąć, gdybym tego nie zrobiła. Po tej sytuacji czułam ogromny smutek i żal, wcale nie dumę, tylko jakbym uczestniczyła w czymś ogromnie smutnym. Na koniec poleciłam tego pana opiece Boga.
Agnieszka Golańska.

Powiedzcie mi szczerze, czy i Wy macie dosyć tego życia ?
Gdy się tak rozejrzeć po ludziach, można odnieść wrażenie, że wielu wprost żałuje, że żyje.
Zauważają tylko ciemne i złe strony swego życia,nie widzą tego co dobre i piękne.
Wpatrują się w błoto a zapominają o gwiazdach.
Są niewolnikami swoich trosk.
Są ślepi, bo nie dostrzegają radości, którą przynosi każdy dzień.

Jesteście szczęśliwi w małżeństwie ?
W Waszym domu panuje pokój ?
Bądźcie więc wdzięczni i nie zrzędźćie:
„Moglibyśmy mieć to, moglibyśmy mieć tamto !”

Gdy słońce świeci, nie mówcie: „Jutro na pewno będzie padać”.
Używajcie wspaniałej pogody,cieszcie się z tego co macie !

Bądźcie zadowoleni !

Gdy jesteście zdrowi nie dajcie się ponieść obawom: „Jak długo to jeszcze potrwa ?”
Chciejcie żyć i pracować.
Kochajcie życie! Ono jest tego warte !
Cieszę się że żyję bo swoim sercem szczerze zaufałam Panu
Krzysia

Co dla ciebie oczywiste, dla innych jest marzeniem…

KREDĄ NABAZGRANE…

Na placu modlitwy rozrzucona kolorowa kreda.
Architekci marzeń z zapałem kreślą tęsknoty serca.
Bezdomny mężczyzna namaluje kredą dom,
w którym jest łóżko i ciepła woda w kranie.
A na stole w kuchni babcine racuchy z jabłkami.
Mała Zosia w bidulu nową Mamę i nowego Tatę. Najpiekniej jak potrafi.
Może kiedy zobaczą jak się postarała, zabiorą ją do domu na zawsze.
Antoś z 3 klasy psa z którym spacerowałby nawet w deszczu. Słowo!
Afrykańskie dzieci, oblizując spierzchnięte wargi szklankę wody. Tymczasem odganiają pragnienie, jak wdzierające się do oczu muchy.
Syryjski chłopiec nieprzerywaną wystrzałami ciszę i spokojny sen. Dziś znowu zmoczył łóżko śniąc, że wszyscy zginęli.
Pani Mariola męża, który już nigdy jej nie uderzy. Na pewno nie chciał… Ale gdyby tak przestał pić i czasem ją przytulił…
Co Ty nabazgrolisz kredą na chodniku?
Może….
najwyższy czas odciążyć dział sortowania modlitw odpowiedzialny za prośby i napisać
„DZIĘKUJĘ”

Marta Przybyła

A życie mija szybko…bardzo szybko…

Niestety, czasu tak często nam brakuje.

Nie zapominaj.

12 rzeczy, o których warto pamiętać w życiu

Gepostet von Doceniać am Freitag, 24. März 2017

 

 

 

 

WARTE NIE TYLKO PRZECZYTANIA…
„Mężczyzna nie wie, że pod nim jest wąż. Kobieta nie wie, że mężczyznę przyciska kamień. Kobieta myśli sobie: Zaraz spadnę, a nie mogę się wspiąć wyżej bo ukąsi mnie wąż. Dlaczego on nie może użyć trochę więcej siły żeby pomóc mi się wydostać? Mężczyzna myśli sobie: Tak bardzo mnie boli ale nadal z całych sił staram pomóc ci się wydostać. Dlaczego nawet nie próbujesz trochę mocniej się podciągnąć? Morał z tej historii może być taki: Czasem nie widzimy pod jaką presją jest druga osoba, a ta druga osoba nie widzi z jakim bólem my się zmagamy. I tak często jest w naszym życiu. Nie ważne czy to praca, rodzina, uczucia czy przyjaciele. Starajmy się lepiej zrozumieć siebie nawzajem, nauczyć się myśleć odmiennie, czasem myśleć po prostu nie tylko o sobie i lepiej się wzajemnie komunikować.”

 

Pewnego dnia, zmęczona po pracy kobieta przyjeżdża do swojego domu. Ma piękny dom z wielkim ogródkiem w którym kwitną pachnące róże. Na chwilę kobieta zatrzymała się popatrzyła na krzewy i mówi do siebie, kurcze po co mi te krzaki tylko pod nimi rosną chwasty a ja nie mam czasu na ich zrywanie, najlepiej będzie jak je zlikwiduję i położę kostkę brukową jeden kłopot mniej. Boże jak ja nienawidzę tej pracy na nic nie mam czasu…

Wchodzi do domu tam dzieci szczęśliwe, że mama wróciła do domu ( a miała ich trójkę) obskoczyły ją i wołają – Mamo jedźmy na basen, syn krzyczy mamo pobaw sie ze mną, jedna z córek woła mama zobacz moją nową lalkę którą tata mi kupił…

Kobieta odpędza dzieci i mówi – nie widzicie jaka jestem zmęczona, dajcie mi spokój idźcie do pokoju i zajmijcie sie lekcjami dajcie mi w końcu odpocząć. Wchodzi do kuchni a tam czeka mąż z obiadem. Podał ziemniaki, filet z kurczaka i jakąś surówkę. Boże znowu to samo co wczoraj czy on nie potrafi niczego wymyślić. Je razem z mężem obiad, i mówi do niego – trzeba usunąć krzewy róż nie mam czasu na ich pielęgnowanie, mógłbyś zająć się dziećmi gdy wracam do domu są hałaśliwe i przeszkadzają mi . Zupełnie zapomniała o tym, że ojciec zrobił dzieciom już obiad, był z nimi na spacerze, podlał ogródek itd… Ty też byś mógł coś zrobić i po co kupiłeś córce 50 lalkę mało ich ma?- mówi do męża. Mąż patrzy na nią ale się nie odzywa. Wie, że jak sie odezwie to wywoła lawinę narzekań i doprowadzi to do kłótni. Zawołał dzieci i powiedział, no szkraby szykujcie się jedziemy na basen. Żona mówi na pewno ich nie przygotuję jestem taka padnięta, muszę się zdrzemnąć. Mąż naszykował dzieci, wsiedli do samochodu i pojechali na basen. Żona w tym czasie mówi – w końcu święty sposób dziękuję ci Boże.
Po przyjeździe z basenu dzieci zjadły kolację wykąpały się obejrzały bajki i poszły spać.

Mąż zmęczony również zasnął. Żona nie miała ochoty na rozmowy jedynie co powiedziała – trzeba by kupić nowy samochód, ten gruchot niedługo nam się rozleci…

Przed pójściem spać kobieta modli się do Boga, Boże proszę Cię o ciszę, spokój, większy dom, aby mój mąż był bardziej zaradny, proszę Cię o pieniądze aby każde moje dziecko miało swój własny pokój, chciałabym mieć nowy ładny samochód, proszę Cię aby moje dzieci były bardziej spokojne. Po modlitwie zasnęła.

W tym samym czasie w niebie Jezus mówi do Ojca słyszałeś tą modlitwę. Ojciec odpowiada tak synu słyszałem bardzo chcę jej pomóc, biedna kobieta jest bardzo udręczona, nie potrafi cieszyć się z życia pomożemy jej. Zesłał swojego syna na ziemię, który niczym czarownik zmienił jej całe życie.

Gdy kobieta się obudziła, zobaczyła nad sobą chmury, padał deszcz a ona leżała na trawniku, jedynie w piżamie, nie miała domu, męża dzieci, samochodu, pracy, pieniędzy niczego. Na domiar złego czuła ogromny głód. Wstała rozejrzała się tak to to samo miasto ale gdzie mój dom, gdzie dzieci, gdzie mąż?

Nie wiedziała co się stało. Spacerowała mokra po mieście ludzie z litością się na nią patrzyli – mówili – biedna kobieta, bezdomna pewnie pijaczka. Zrozpaczona kobieta woła do Boga, Boże coś uczynił, dlaczego mi tak zrobiłeś, nienawidzę Cię!!!

Bóg mówi do swojego syna Jezusa – typowa reakcja ludzi, którzy są w potrzebie.

Mija pierwszy dzień, drugi, tydzień…kobieta szuka jedzenia w śmietnikach, chodzi na darmowe posiłki dla bezdomnych… i ciągle powtarza jak ja Cię Boże nienawidzę za to co mi zrobiłeś.

Jezus pyta się Ojca dlaczego jesteś dla niej tak surowy przecież kochasz ludzi. Ojciec odpowiada, nie martw się synu cały czas jestem przy niej.

Kobieta po miesiącach poniewierki stała się brzydka, zaniedbana, dopadła ją gruźlica. Przestała się modlić. Czuła, już nie moc. W Caritasie wysłali ją do szpitala gdzie leżała przez tydzień. W szpitalu po posiłku który dostała a była to kaszka na mleku, powiedziała – ale pyszne… Wyzdrowiała, więc szpital ją wyrzucił, a że nie miała już pracy i nie była ubezpieczona wystawił jej spory rachunek. Po wyjściu ze szpitala trafiła na mężczyznę który powiedział jej chodź dam Ci łóżko w domu dla bezdomnych. Nie wiedziała, że był to jej anioł stróż którego Bóg zesłał aby ciągle przy niej był. Poszła za nim nie miała już sił na tułaczkę. Gdy po raz pierwszy od miesięcy położyła się na łóżku, słysząc niemiłosierne chrapanie innych bezdomnych pomyślała sobie – Boże dziękuję, za to łóżko, i zasnęła głębokim snem.

Rano obudziwszy się opiekun domu dla bezdomnych powiedział mam dobrą wiadomość, mój kolega potrzebuje na polu kobiet do pikowania, idż tam i zarób parę groszy…Poszła ale po 2 godzinach na polu nie mogła już ustać na nogach ani wyprostować się. Właściciel wypłacił jej pieniądze i autobusem wróciła do domu dla bezdomnych. Od razu poszła spać. Rano patrzy na pieniądze i mówi dziękuję Ci Boże za tą pracę, kupię sobie dzisiaj dobry obiad.

Bóg mówi do syna – kobieta zaczyna się modlić dziękuje mi za cokolwiek, dam jej więcej.

Po obiedzie kobieta pojechała do pracy, znowu ciężko harowała, właściciel mówi, że potrzebuje kogoś do księgowości a z tego co słyszał to kiedyś miała taką pracę. Zgodziła się bez wahania, dostała pokój w domku gościnnym gospodarza i można by powiedzieć, że była w pracy non stop…Ale już nie narzekała cieszyła się, dziękowała Bogu. Po pracy poszła na spacer, nagle zobaczyła swojego męża i dzieci jak szli na basen ale jakimś dziwnym trafem nie mogła się do nich zbliżyć. Czuła wielkie pragnienie odzyskania dawnego życia.

Jezus mówi – Ojcze czy Ty to słyszysz ? ona Ci dziękuje w modlitwie, dajmy jej więcej – Bóg odpowiada oczywiście damy jej wszystko czego pragnie, ponieważ potrafi być już wdzięczna za najmniejszą rzecz, zejdź na ziemię i obudź ją ze snu…

Godzina szósta rano, kobieta otwiera oczy, leży we własnym łóżku, w swoim pięknym domu… nad nią dzieci wołają mamo, mamo pojedziemy na basen? Oczywiście, że pojedziemy gdy wrócę z pracy. Zeszła do kuchni zobaczyła męża, ucałowała go i powiedziała – Wiesz jednak te róże są piękne, nie będziemy ich ścinać, dziękuję za śniadanie, proszę zrób mi na obiad ziemniaki, filet z kurczaka i surówkę to mój ulubiony posiłek… Dziękuję Ci Boże, że to był tylko sen…

Autor tekstu: Sebastian Juszczak

Trzeba doceniać najmniejsze rzeczy w swoim życiu 🙂 
Ja codziennie przed pójściem spać zasypiam z wdzięcznością na ustach,dziękując za Wszystko co mam. Wiem, że im bardziej jestem wdzięczny, tym więcej dobra mnie spotyka 🙂
Jerzy Chmielewski

 

Strona ks. Marek Jan Pytko

Ta krótka historia sprawiła, że mam oczy pełne łez… Niesamowita lekcja życia!Polub Popularne po więcej filmików 👍🏻

Gepostet von Popularne am Dienstag, 23. Mai 2017

 

  Zyj z całych sił…

Dżem " Do Kołyski " (Żyj z Całych Sił)

" Do Kołyski " (Żyj z Całych Sił) (2004)tekst Maciej Balcar muz. Jerzy Styczyński- DżemPolskie Hity Wszech Czasów 60 70 80 & 90

Gepostet von Polskie Przeboje Wszech Czasów am Samstag, 6. Januar 2018

,Życie to raj,

do którego klucze są w naszych rękach.”

Teresa Caban

 

Kieruj się nimi/ Nie trać ich z oczu

 

 

               Strona ks. Marek Jan Pytko

 

Nigdy o tym nie zapominaj.

Tak, to bardzo ważne, że mamy tę szansę.

 

Czy zwracam uwagę na to, aby nie zatracić sensu życia?

Nasze życie nie ma ceny. Czy zawsze o tym pamiętamy?

Jakim człowiekiem staram się być?

„Co Wam przyjdzie, ludzie, z tych walizek złota, jeśli nie umiecie ręki sobie podać.
Co Wam przyjdzie, ludzie, z brzęczących sakiewek, jeśli jeden o drugim nic dobrego nie wie.
Co Wam przyjdzie, ludzie, z tych stosów pieniędzy, jedni sie weselą – drudzy żyją w nędzy.
Co Wam przyjdzie, ludzie, z tej gonitwy wiecznej, czy się wasze życie przez to stanie lepsze?

A przecież jest nad nami błękitne, ciche niebo…. przecież bzy zakwitły i tyle jest dobrego”.

~Słowiański Włóczykij-

Tylko Bóg jest twoją ostoją.

Przyglądając się cierpieniu, a nawet śmierci pytam Boga czy to Jego plan dla mnie. On odpowiada, że Jego planem dla mnie jest życie i to w obfitości. Dopytuję czy mam dopasować się do rzeczywistości wokół mnie. On odpowiada: „Nie – dopasuj się do rzeczywistości nieba.” Zapraszam do obejrzenia vloga o mojej tęsknocie za pełnią życia 

#ŻycieJestProjektemBoga ✨Przyglądając się cierpieniu, a nawet śmierci pytam Boga czy to Jego plan dla mnie. On odpowiada, że Jego planem dla mnie jest życie i to w obfitości. Dopytuję czy mam dopasować się do rzeczywistości wokół mnie. On odpowiada: "Nie – dopasuj się do rzeczywistości nieba." Zapraszam do obejrzenia vloga o mojej tęsknocie za pełnią życia ❤️Więcej filmów na kanale YouTube ➡️ https://youtu.be/HAIaeQYHq0I

Gepostet von Agata Wartak am Freitag, 4. Januar 2019

 

Mama odchodziła. W szafie wisiała jej czerwona sukienka, bielizna pośród starych ubrań, które nosiła przez całe życie. Posłali po mnie. Gdy ujrzałam mamę, od razu wiedziałam, że to koniec. To wtedy zobaczyłam tę suknię.
– Mamo, ona jest taka śliczna… Nigdy Cię w niej nie widziałam.
– Bo nigdy jej nie włożyłam – odparła znużona.
– Usiądź, Millie. Zanim odejdę, chciałabym odwołać kilka lekcji, których ci udzieliłam. Jeżeli to w ogóle możliwe, Millie..
Usiadłam obok niej. Wzięła głęboki oddech.
– Teraz, gdy dotykam śmierci, dostrzegam więcej, niż kiedykolwiek przedtem… Tak… Uczyłam cię dobra, ale uczyłam cię źle…
– Co masz na myśli, mamo?
– Cóż, zawsze sądziłam, że dobra kobieta nigdy nie dopomina się o swoje, że stworzona jest, by służyć innym. Zrób to, zrób tamto, dbaj o potrzeby innych, a swoje pragnienia zachowaj na potem. Być może, któregoś dnia, przyjdzie i na nie kolej… To oczywista bzdura. Takie właśnie było moje życie, wciąż pamiętałam o twoim ojcu, chłopcach, twoich siostrach, o tobie…
-Robiłaś wszystko, co w twojej mocy, mamo.
– Oj, Millie, i na cóż to było? Wszystko dla innych… Nie rozumiesz? Uczyniłam wam rzecz najgorszą: nie prosiłam o nic dla siebie.
– Twój ojciec jest w pokoju obok. Jest zdenerwowany, wpatruje się bezradnie w sufit. Gdy doktor mu powiedział o mnie, przyjął to strasznie. Przyszedł do mnie i niemal wydarł ze mnie resztki życia.
– Nie masz prawa umrzeć, słyszysz!!! Co będzie ze mną???
– „Co będzie ze mną?” – jeszcze nie raz to usłyszysz, gdy umrę. Millie, on nawet nie wie, gdzie trzymamy patelnię… A dla was, dzieciaki… Wciąż byłam na zawołanie, zawsze pierwsza na nogach, ostatnia szłam spać, tak przez siedem dni w tygodniu. To ja zawsze jadłam spalone tosty i najmniejszy kawałek ciasta… Patrzę teraz na twoich braci i gdy widzę, jak oni traktują swoje żony, robi mi się niedobrze… To ja ich tego nauczyłam, a oni byli pojętnymi uczniami. Każdy grosz przeznaczałam na wasze ubrania, wasze książki, nawet jeśli nie było takiej potrzeby. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wybrała się do miasta, by kupić coś pięknego dla siebie. No, może poza tamtym razem, gdy kupiłam tę czerwoną sukienkę. Zaoszczędziłam 20 dolarów i miałam nimi zapłacić za zmywarkę, jednak tak się złożyło, że wróciłam do domu z tym dużym pudełkiem… Ale mi się oberwało od twojego ojca! „A gdzie ty chcesz to niby włożyć? Wybierasz się do opery czy co?” Miał rację. Nigdy jej nie założyłam, tylko ten jeden raz, gdy przymierzałam ją w sklepie. Och, Millie, gdybym jakimś cudem mogła pokonać tę chorobę, zobaczyłabyś zupełnie inną matkę. Tyle czasu nie brałam nic dla siebie… Nie wiedziałabym chyba, jak się do tego zabrać, ale nauczyłabym się, Millie, nauczyłabym się.
Mama umierała. W szafie wisiała jej czerwona sukienka, blizna pośród starych ubrań, które nosiła przez całe życie.
W ostatnich słowach mama prosiła mnie:
– Wyświadcz mi przysługę, Millie, i nie idź moimi śladami. Obiecaj mi to.
Obiecałam.
Wzięła głęboki oddech. Po raz pierwszy wzięła coś dla siebie. Swój okruch śmierci.”
Kathleen Collinson

 

 

To prawda. Nie wiemy jak długo jeszcze potrwa nasza wędrówka.

Dlaczego, Panie?

Życie jest życiem, obroń je.
Życie jest szansą, schwyć ją.
Życie jest pięknem, podziwiaj je.
Życie jest radością, próbuj ją.
Życie jest snem, uczyń je prawdą.
Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.
Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.
Życie jest grą, zagraj w nią.
Życie jest cenne, doceń je.
Życie jest bogactwem, strzeż go.
Życie jest miłością, ciesz się nią.
Życie jest tajemnicą, odkryj ją.
Życie jest obietnicą, spełnij ją.
Życie jest smutkiem, pokonaj go.
Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.
Życie jest walką, podejmij ją.
Życie jest tragedią, pojmij ją.
Życie jest przygodą, rzuć się w nią.
Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.
Życie jest życiem, obroń je.
ŚW. Matka Teresa z Kalkuty

Czy mówię innym o Chrystusie? Oni też są dziećmi Boga!

” Życie jest krótkie, a człowiek się kłóci o bzdety. Dziś myślę:
“Po co?”. Trzeba było mówić więcej dobrych słów.
Zostaje żal do siebie i czasu. „…
– Franciszek Pieczka

 

Przychodzimy na ten świat bez niczego.
Umieramy nie zabierając niczego.
A w międzyczasie kłócimy się o wszystko.
I po co?

 

 

 



Sytuacja miała miejsce pewnie z 30 lat temu. Całonocne czuwanie. Takie, które zaczyna się o 21 a kończy o 6 rano mszą świętą.

W pewnym momencie wszyscy zapalają świece i trzymają je w rękach. Moja nagle gaśnie. Chwila konsternacji spojrzenie w jedną drugą stronę. Obok stoi dziewczyna. Odwraca się w moją stronę podaje mi swoją palącą się świecę od której odpalam swoją. I z uśmiechem mówi mi coś, co na pewno będę pamiętał przez całe życie:

KIEDYŚ ZGAŚNIESZ JAK TA ŚWIECA I BĘDZIESZ POTRZEBOWAŁ KOGOŚ OD KOGO BĘDZIESZ MÓGŁ Z POWROTEM ZAPŁONĄĆ.

Tego Wam wszystkim życzę.
Paweł Piekarz

 

To zdjęcie perfekcyjnie pokazuje metaforę życia… Do przemyśleń… 

A tak możemy przedstawić mijający czas

Bohater nigdy nie przestaje być bohaterem.

Dlatego więc…

Nasz czas ziemski odliczają,,,

CZAS.
Czas jest łańcuch; im dalej od Boga ucieczesz,
Tym dłuższy i tym cięższy łańcuch z sobą wleczesz.
Adam Mickiewicz.

 Daj nam oddechu pełną garść
Na chwilę – Boże zwolnij czas
Niech choćby czasem maj nam trwa
Tyle co stycznie trzy lub dwa
Daj nam miłości pełną garść
Na chwilę – Boże zwolnij czas
Niech nie ucieka tak jak mgła
Niech się dodaje dzień do dnia
Czasu Ci Boże nie ubędzie
Ty wszystko możesz, jesteś wszędzie
A nam się przyda taka chwila
Żeby nad życiem
się zatrzymać
…[ Adam Ziemianin ]….

 

 

Czy staram się ten czas wykorzystać?

 

Coś, o czym warto pomyśleć…

Gepostet von Doceniać am Donnerstag, 2. März 2017

 

Każde pokolenie ma własny czas…😍

Życie jest piękne gdy się żyć umie gdy jedno serce drugie rozumie 


Oj to prawda. Życie jest piękne, jednocześnie tak bardzo kruche. Czy tak do końca jesteśmy świadomi tego?…

Czy odpowiednio dbam o swoje życie, a nade wszystko o życie innych? Czy nie brakuje mi wyobraźni? Ta historia mówi sama za siebie.

Jak każdej soboty, byłem na zakupach w ogromnym centrum handlowym, kiedy zobaczyłem małego chłopca, który mógł mieć może 5 czy 6 lat rozmawiającego z kasjerem.
Kasjer powiedział: „Przykro mi, ale nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić tę lalkę. Wtedy chłopiec zwrócił się do kasjera i zapytał: czy jesteś pewien, że nie mam wystarczająco dużo pieniędzy?” Kasjer przeliczył pieniądze ponownie i odpowiedział:” Wiesz, naprawdę nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić tę lalkę, mały” chłopczyk wciąż trzymał w ręku lalkę..
W końcu podszedłem do niego i zapytałem, komu chce kupić tę lalkę. „To jest lalka, o której marzyła moja siostra. Chciałem kupić jej ją na prezent urodzinowy.
Muszę dać lalkę mojej mamusi, by mogła przekazać ją mojej siostrze kiedy odejdzie. „Jego oczy były tak smutne gdy to mówił.. „Moja siostra odeszła do Bozi.. Tata mówi, że mama też tam niedługo pójdzie, więc pomyślałem, że może wziąć lalkę ze sobą by dać ją mojej ukochanej siostrze…”
Moje serce zamarło. Chłopiec spojrzał na mnie swymi błękitnymi wielkimi oczyma i powiedział: „Powiedziałem tacie żeby poprosił mamę by jeszcze nie odchodziła, nie zanim nie wrócę z centrum handlowego.” Potem pokazał mi śliczne zdjęcie, na którym się śmiał. Powiedział mi: „Chcę aby mama wzięła moje zdjęcie ze sobą, tak by moja siostra mnie nie zapomniała”. „Kocham moją mamę i żałuję, że musi mnie zostawić, ale tata mówi, że musi iść, aby być z moją młodszą siostrą. Spojrzał jeszcze raz na lalkę smutnym wzrokiem i zaszlochał, lecz bardzo, bardzo cicho..
Szybko sięgnąłem po portfel i powiedziałem chłopcu.” Na wszelki wypadek sprawdźmy jeszcze raz czy nie masz wystarczająco pieniędzy na tę lalkę..”
„Dobrze”, powiedział: „Mam nadzieję, że mam dość.” Dodałem z portfela parę złotych do jego oszczędności i zaczęliśmy liczyć. Okazało się że jest ich wystarczająco dużo na lalkę, a nawet parę groszy więcej.
Mały chłopiec powiedział pod nosem: „Dziękuję Boże za to że mam wystarczająco dużo pieniędzy!” Potem spojrzał na mnie i dodał: „Wczoraj, zanim zasnąłem poprosiłem Boga, abym miał dość pieniędzy, żeby kupić tę lalkę, tak, by mama mogła dać ją mojej siostrze. Wysłuchał mnie!” ”Chciałem również mieć wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić białą różę dla mojej mamusi, ale nie odważyłem się prosić Boga o zbyt wiele. Tymczasem dał mi wystarczająco, by kupić lalkę i białą różę. Moja mamusia kocha białe róże.”
Skończyłem zakupy w stanie zupełnie odmiennym niż kiedy je zacząłem. Przez cały czas nie mogłem zapomnieć o małym chłopcu. Wtedy przypomniałem sobie artykuł w lokalnej prasie, który czytałem dwa dni wcześniej, w którym odczytałem wzmiankę o pijanym mężczyźnie z ciężarówki, który uderzył w samochód którym jechała młoda kobieta z dziewczynką. Dziewczynka zmarła na miejscu, a matka pozostaje w stanie krytycznym. Rodzina musiała zadecydować, czy odłączyć maszynę podtrzymującą życie, bo młoda kobieta nie ma szans na wyjście ze śpiączki. Czy to rodzina małego chłopca?
Dwa dni po spotkaniu z małym chłopcem, czytałem w gazecie wiadomość, że młoda kobieta zmarła.. Nie mogłem się powstrzymać, przed kupnem bukietu białych róż z którymi poszedłem na pogrzeb. Ciało młodej kobiety było wystawione w kaplicy, by rodzina i przyjaciele mogli ją pożegnać.
Była tam, w trumnie, trzymając piękną białą różę w ręku wraz ze znajomym zdjęciem małego chłopca i lalką umieszczoną na piersi. Pozostawiłem to miejsce ze łzami w oczach, czując, że moje życie zmieniło się na zawsze …
Miłość którą chłopiec darzył swoją matkę i siostrę jest trudna do opisania, wyobrażenia. I w ułamku sekundy, pijany kierowca to wszystko zniszczył.
Proszę nie prowadź samochodu po alkoholu.
Ze strony ks. Marek Jan Pytko

Świat nie wierzy łzom…

Bywają jednak ludzie pozytywni. To oni sprawiają, że życie wydaje się o wiele lżejsze.

Wyrzucali go z pracy dwa razy bo jest wesoły (WESOŁY KIEROWCA)

Wyrzucali go z pracy 2 razy za to, że jest wesoły…Poznajcie historię pana Roberta, prowadzi autobus a przy tym śpiewa, opowiada kawały i poprawia humor setkom osób 🙂 Niesamowity człowiek.To bardzo ważny dla mnie materiał, proszę zobaczcie go do końca. W połowie pan Robet mówi bardzo mądre słowa. Poznacie go z innej strony.Dziękuję LG Polska za pomoc w realizacji tego materiału i pokazywania, że warto wychodzić poza ramy :)#odrzucamyramy #lgg6 #lgpolska

Gepostet von Reżyser Życia am Dienstag, 10. April 2018

 

«Dzień zaczął się źle i kończył się jeszcze gorzej. Jak zwykle autobus był przepełniony. Podczas gdy popychano mnie na wszystkie strony, mój smutek wzrastał. Nagle usłyszałam głos dobywający się z przedniej części autobusu: „Prawda, że piękny dzień?”.

Z powodu tłoku nie widziałam mężczyzny, ale słyszałam, jak opisywał wiosenny pejzaż, zwracając uwagę na zbliżający się kościół, park, cmentarz, koszary strażackie. Wkrótce wszyscy pasażerowie spoglądali przez okna autobusu. Entuzjazm był tak zaraźliwy, że zaczęłam się uśmiechać po raz pierwszy tego dnia.

Dojechaliśmy do mojego przystanku. Kierując się z trudem ku wyjściu, spojrzałam na naszego „przewodnika”. Był to człowiek dość otyły, o czarnej brodzie, w ciemnych okularach, trzymający białą laskę. Był niewidomy. Wysiadłam z autobusu i nagle całe moje napięcie znikło. Bóg w swej dobroci posłał niewidomego, który pomógł mi przejrzeć: dostrzegłam, że mimo tego iż czasami źle się sprawy układają, choć wszystko wydaje się smutne i ciemne, świat nadal jest piękny. Nucąc biegłam po schodach do mojego mieszkania. Nie mogłam doczekać się chwili, by móc pozdrowić mojego męża słowami: „Piękny dziś dzień, prawda?”».
Bruno Ferrero

 

Przeczekam

Nie ma czegoś takiego, jak pomiędzy. Nie ma czegoś takiego, jak cicha przystań gdzieś pośrodku. Bezkarne przycupnięcie w zamiarze bezpiecznego przeczekania. Nie ma czegoś takiego jak linia demarkacyjna, bezkonfliktowość, brak odpowiedzialności, zero konsekwencji, pustka, próżnia, nicość, unik. Niema milimetra próżni między – złem i dobrem. W każdej sekundzie naszego życia opowiadamy się po którejś z tych dwóch stron. Każda myśli gest i drgniecie palca służy – nam lub przeciwko nam. Dlatego dobrze się zastanów nim powiesz. „mnie to nie dotyczy, przeczekam”. W świetle istnienia zła i dobra zawsze jesteś opowiedziany nawet wtedy, kiedy opowiedzenia tego kategorycznie się zapierasz! Nawet kiedy mówisz – „mnie to nie interesuje” To znaczy, że interesuje cię coś innego. Odwracając się plecami do czegoś, jednocześnie odwracasz się twarzą, do czego innego. Urodziłeś się i umrzesz w jakimś celu, lecz czy wypełnisz ten cel. Zależy tylko od ciebie samego… Zrozum to wreszcie i podejmij rękawice! Pwt; 30, 15
– GiT Samuraje

Paweł Cwynar

 

Tomasz Kempis – Wyniosłość

Tomasz à Kempis o unikaniu złudnych nadziei i wyniosłości.

Gepostet von Yuweg am Dienstag, 10. April 2018

 

NASZA DROGA – ŻYCIE

 

PUZZLE ŻYCIA

Siedziałam nad puzzlami życia
bliska płaczu,
że nic do niczego nie pasuje.
Gotowa wciskać na siłę,
byle wlazło gdzie chciałam.
Gdy ukucnąłeś przy mnie
warknęłam jak dziecko: „Ja sama!”
Bałam się, że nie będzie po mojemu.
W końcu wyłam z bezsilności
nad rozsypanym życiem,
„Już mi wszystko jedno,
rób co chcesz” powiedziałam.
Czekałeś na to.
Czekałeś na moją zgodę.
„Zgubiłaś najważniejszy element.
Teraz wszystko się ułoży.
Zobacz…”
Wyjąłeś z piersi Serce
i przebitymi dłońmi
umieściłeś Je w centrum.
Uporządkowałeś moje życie
Zupełnie inaczej niż planowałam.
Patrzę zaskoczona:
„Pasuje… Pasuje idealnie.”

z facebookowego bloga „tu się ŻYJE aż do śmierci”
Marta Przybyła

A my jak zwykle niepoprawni…

 

Tam na dole
Dziecko, które mieszkało na nizinie, było zafascynowane linią gór, ciągnących się daleko na horyzoncie. Niebieskawe, lekkie, zwarte – wydawały się być rajskim miejscem. Tak bardzo różniącym się od surowej i szarej ziemi, na której mieszkało. Pewnego dnia, gdy już podrosło, uległo wezwaniu horyzontu i postanowiło dojść do tego zaczarowanego miejsca. Podróż trwała długo poprzez niziny i doliny. Człowiek wyczerpany doszedł wreszcie na szczyt góry, ale musiał stwierdzić z głębokim rozczarowaniem, że góry nie były już niebieskawe, ale szare i chaotyczne, kamieniste, jałowe i dzikie. Podobne do miejsca, które opuścił. Jednak na horyzoncie przed nim zarysowywały się inne góry niebieskie, fioletowe, w aureoli złocistego światła. Wtedy człowiek wyruszył w drogę. Potrzeba było wiele czasu, by tam dotrzeć. Również i tam, w miarę jak się zbliżał, niebieskość i fiolety znikały, pozostawiając miejsce szarości skał, płowej barwie wypalonej trawy. Na horyzoncie zaś było niebiesko i różowo. Znowu wyruszył w drogę. Zawsze spotykało go rozczarowanie: gdy docierał, również nowe ziemie okazywały się surowe i wyschnięte. Pewnego dnia, będąc już starcem, widząc że próżne są jego poszukiwania, postanowił powrócić tam, skąd wyruszył. I oto wszystkie krainy, które pozostawił, wydały mu się niebieskawe, lekkie, zanurzone w zachwycającym, złotym świetle.
Bruno Ferrero

Pod parasolem, ubrana w żółtą kamizelkę, by być widoczną dla samochodów, przemierza dziesiątki kilometrów. Emma Morosini, 94-letnia Włoszka, pokonała ich 917 w 40 dni, w trakcie swojej ostatniej meksykańskiej pielgrzymki z Monterrey, położonego na północnym-wschodzie kraju, do bazyliki Matki Bożej w Guadalupe. Pielgrzymkę ofiarowała w intencji rodzin, to jedna z jej głównych intencji modlitewnych.

Obecnie licząca 95 lat letnia Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce liczącej 1 000 kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę do Częstochowy.

Ta była pielęgniarka powiedziała włoskiej gazecie „La Stampa” z 1 sierpnia, że w ten sposób realizuje swoje ślubowanie, które złożyła przed 28 laty w związku z poważną operacją. Poza tym wierzy, że „trzeba zawsze dziękować Matce Bożej”.

W swoim wyposażeniu ma ciepłą kamizelkę, różaniec i wózek na zakupy. Idzie nie spiesząc się. „Przecież jestem sama, nikt na mnie nie czeka” – stwierdziła z uśmiechem.

W swoich pielgrzymkach przeszła ogółem 30 000 kilometrów. „Będę chodziła, dokąd będą mnie niosły nogi” – stwierdziła w rozmowie ze „Stampą”.

W dniu 21 sierpnia 2019 roku Emma Morosini dotarła na Jasną Górę.

„Ostatnie owoce mojego życia, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej, jestem szczęśliwa”

Sędziwa pątniczka opowiadała, że choć postanowiła dziennie przejść 40 km, nie zawsze jej się to udawało. Czasem pokonała 20 km, a czasem trudno było jej zrobić nawet kilka kroków – ciężko było zwłaszcza wtedy, gdy na trasie pojawiały się podejścia pod górę. Zdarzało się, że w tych trudnych chwilach ktoś życzliwy podwiózł ją samochodem.

Jak podaje włoski portal Gazetta di Mantova, 10 września 2020, w wieku 96 lat, zmarła Emma Morosini. Jeszcze w zeszłym roku samotnie pokonując ponad tysiąc kilometrów, odbyła pielgrzymkę na Jasną Górę.

„Odkąd pojawiłam się na Jasnej Górze, zakochałam się w tym sanktuarium, pokochałam je bardzo i postanowiłam tutaj wracać, bo jest to miejsce, do którego chcę przynieść ostatnie chwile mojego życia. To życie już się kończy, mam 95 i pół roku, i pomyślałam sobie, że tu, do sanktuarium przyniosę ostatni kwiat mojego życia. Szczególnie modlę się o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież – sądzę, że to są najważniejsze intencje, i jedynie Matce Bożej możemy w tych sprawach zaufać, tylko jej powierzyć te problemy”.

Pamiętaj!

Nasza droga w życiu jest tylko i wyłącznie naszą własnością.

91 letni, niewidomy staruszek dziś wchodził żółtym szlakiem na Górę Ślęża.Nie narzekał i nie wspomniał o ułomności, choć widać było, że nie jest mu łatwo maszerować 2 godziny w upalny dzień.
I wiecie co? Powiedział, że wchodził tu po raz pierwszy w 1955 a potem niechętnie i ze skromnością dodał że jak uda mu się teraz dotrzeć to będzie 15 raz w tym roku. Nie robi tego żeby komukolwiek zaimponować. On robi to dlatego, że „chodzenie to życie” i są jeszcze na świecie takie osoby, dla których musi żyć.
Marzy mu się być za rok gdy jego prawnuczek będzie miał 4 lata i jego zabrać na taką wędrówkę 

Ten pan jest niewidomy ale oprócz świata nie widzi też… przeszkód. Nam często się czegoś nie chce pomimo zdrowia i młodego wieku. Zapamiętajmy tego pana i to, że przeszkód nie ma. Gdy czegoś chcesz to wejdziesz na szczyt pomimo utrudnień losu.
UDOSTĘPNIJ ten post by zmotywować innych i dać energię panu by za rok udało mu się wejść na szczyt ze swoim prawnukiem.

 

Świetny tekst, który napisał _Boucar_ _Diouf_ . Bardzo prawdziwy…

Ledwo zaczął się dzień i… jest już szósta wieczorem. Tydzień ledwo przybył w poniedziałek i już jest piątek.
… a miesiąc już minął.
… a rok prawie się kończy.
… i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
… i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.
I zdajemy sobie sprawę, że jest już za późno, aby wrócić. Więc… Spróbujmy jednak jak najlepiej wykorzystać czas, jaki nam pozostał. Nie zwlekajmy z szukaniem zajęć, które lubimy. Dodajmy kolorów naszej szarości. Uśmiechnijmy się do małych rzeczy w życiu, które są balsamem dla naszych serc.
I mimo wszystko, nadal cieszmy się spokojem tego czasu, który nam pozostał. Spróbujmy wyeliminować „potem”…

Zrobię to potem…
Powiem potem…
Pomyślę o tym potem…
Zostawiamy wszystko na później, jakby „potem” było nasze.
Ponieważ nie rozumiemy, że:
potem – kawa jest zimna…
potem – priorytety się zmieniają…
potem – rok się skończy…
potem – zdrowie się kończy…
potem – dzieci dorastają…
potem – rodzice się starzeją…
potem – obietnice są zapomniane…
potem – dzień staje się nocą…
potem – życie się kończy…
A potem często jest za późno…
Więc… nie zostawiaj niczego na później, ponieważ czekając na *później* , możemy stracić
najlepsze chwile,
najlepsze doświadczenia,
najlepszych przyjaciół,
najlepszą rodzinę…
Dziś jest odpowiedni dzień… Ta chwila jest *teraz* …

 

W ogrodzie

W cudowny, piękny wiosenny poranek stałem w swoim ogrodzie wśród ziół. Powietrze, łagodne słońce Nowy dzień. Czułem. Otoczył mnie cud. Ogarnęła mnie wdzięczność za życie. Za wszystko co żyje. Widziałem pierwsze krokusy i wiedziałem: Bóg wyciąga do mnie swoje ręce pełne kwiatów. Wszędzie życie. Życie w powietrzu. Życie w ziemi. Pomyślałem: Miejsce, na którym stoję jest święte. Raj jest tutaj, w pobliżu…
Phil Bosmans</strong

12 Lekcji Życia napisanych przez 90-letnią Kobietę 🖋

Gepostet von Doceniać am Donnerstag, 27. April 2017

 

Naprawdę powinniśmy wszyscy zrozumieć, że miłość rozpoczyna się od rodziny. Każdego dnia coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że w naszych czasach największe dramaty mają swoją przyczynę właśnie w rodzinie. Coraz bardziej brakuje nam czasu na spoglądanie sobie w twarz, na przekazywanie sobie pozdrowień, na dzielenie się ze sobą chwilami radości, a jeszcze bardziej na to, by móc ofiarować to, czego najbardziej potrzebują od nas nasze dzieci, to czego mąż oczekuje od żony a żona od męża. I tak, z każdym dniem należymy coraz mniej do naszych rodzin a nasze wzajemne relacje są coraz bardziej ograniczone. A teraz osobista refleksja. Niedawno przyjechała tu z wizytą pewna liczna grupa amerykańskich profesorów. Zapytano mnie: – Proszę powiedzieć coś, co może się okazać pożyteczne. Powiedziałam im: – Uśmiechajcie się do siebie wzajemnie. Wydaje mi się, że powiedziałam to z nadmierną powagą. Jeden z profesorów zapytał mnie: – Czy jestem zamężna? Odpowiedziałam mu: – Tak, uśmiechanie się do Jezusa jest czasami bardzo trudne; ponieważ dociera do osoby, która bardzo wymaga. Wydaje mi się, że miłość rozpoczyna się właśnie tutaj: w rodzinie.
Matka Teresa z Kalkuty

 

 

Każdy dzień jest Bożym darem. Dlatego będę sie nim delektowała i z niego korzystała i nie będę oszczędzała go na przyszłość, która może nigdy nie nadejść…I nie pozwolę mojemu „ego”, aby ukradło mi ten bezcenny dar – rozpakuje go z Bogiem.
Anna Dominika Pietrowska

 

Jak wygląda moje życie? Czy goniąc za priorytetami tego świata nie zatracam jego prawdziwego sensu?

 

Czy służę innym jak to robił i nakazywał Jezus? A może mam inne priorytety, może nie zauważam potrzebującego człowieka?

Gepostet von Krystyna Siczynska am Sonntag, 9. September 2018

Każdy z nas pragnie odnaleźć swoją drogę w życiu. Nie zawsze jest to łatwe. Ale mając otwarte serce, na pewno odnajdziesz sens i Pana, który ten sens nadaje.

Panie, moje ręce są puste. Ty jesteś sensem mojego życia, Ty mnie poprowadź według Twojej woli…

Życie, czym właściwie ono jest? Czy tylko nieustanną gonitwą za czymś więcej i więcej? Czy dobrze odnajduję jego sens? Przecież jest takie krótkie, właściwie to tylko mgnienie oka. W miarę upływu lat wydaje się, że pędzi na oślep…

 

Kiedy uświadamiam sobie, jak ulotne jest życie, wstydzę się za siebie. Tego ciągłego kręcenia się wokół własnej osi, zamartwiania, stawiania na swoim za wszelką cenę. Ciągle ja, ja, ja. . .
Tylu ludzi czeka na naszą miłość. Życie jest dziś. Dziś mogę mieć naprawdę ostatnią szansę, żeby kogoś przytulić, wykonać długo odkładany telefon, uśmiechnąć się, powiedzieć: kocham, przepraszam, wybaczam. . . Dziś nie będzie jutro.
Anna Dominika Pietrowska

 

A więc pamiętaj…

Wybierz jedno krzesło

Światowej sławy tenor Luciano Pavarotti wspomina: „Kiedy byłem mały, mój ojciec, który był piekarzem, ukazał mi piękno śpiewu. Nakłaniał mnie, bym ciężko pracował nad szkoleniem głosu. Arrigo Pola, zawodowy śpiewak z naszego miasta, przyjął mnie na lekcje. Zapisałem się też do studium nauczycielskiego. Kiedy zbliżał się koniec nauki, zadałem ojcu pytanie: – Mam być nauczycielem czy śpiewakiem? – Luciano – odparł ojciec – jeśli będziesz próbował siedzieć na dwóch krzesłach naraz, spadniesz między nie. W życiu trzeba wybierać: można siedzieć tylko na jednym krześle! Wybrałem więc jedno. Zajęło mi to siedem lat nauki i zawiedzionych nadziei, zanim po raz pierwszy wystąpiłem jako zawodowy śpiewak. Następne siedem lat zabrało mi dotarcie do Metropolitan Opera. A teraz myślę, że niezależnie od tego, co robimy – układamy cegły, piszemy książkę, cokolwiek wybierzemy – musimy się temu poświęcić bez reszty. Zaangażowanie – oto klucz. Trzeba wybrać jedno krzesło.”
Luciano Pavarotti

 

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by powiedział ktoś bliski, gdyby mógł napisać ci list z drugiej strony? Chcemy myśleć, że będzie to przesłanie piękna, pokoju i nadziei, że pewnego dnia znów staniecie się zjednoczeni. „Dom” dotyczy nadziei i pokoju, które wynikają ze świadomości, że nasze najgłębsze związki w tym życiu nie będą miały końca w wieczności. „Wkrótce, kochanie, znajdziesz mnie, gdzie gwiazdy spotykają się z morzem Bezpieczny szept, który wzywa cię do domu.”

Szczęście.

Szczęście.

Dzień dobry! To ja – Szczęście.
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że już tu jestem. Z tobą. I zaraz zacznę narzekać i zrzędzić, bo mam powody, oj mam!
Mam bardzo dużo lat, już nawet nie pamiętam, w jakim jestem wieku. Chyba jestem na tym świecie od zawsze. Dlatego mam całą masę obserwacji i wniosków, co do ludzkości. Nie próbowałeś nigdy postawić się na moim miejscu? Szkoda, bardzo szkoda…
Wszyscy mówią „szczęście, szczęście…” Biegają, szukają, marzą o mnie. A ja, nawiasem mówiąc, nigdzie się nie chowam, nie uciekam. Cały czas jestem obok i mam nadzieję, że ktoś mnie w końcu zauważy. Ale jak możecie mnie zauważyć, jeśli większość nie ma pojęcia jak ja wyglądam?! Przecież to kuriozalne – szukać, nie wiedząc czego szukacie!
Najczęściej nikt mnie nie zauważa, ponieważ każdy na swój sposób maluje sobie moje oblicze. Dla jednych jestem ciastkiem z kremem, dla innych – domkiem na wsi, dla niektórych – sławą, a dla kogoś szczęście jest wtedy, gdy inni mają nieszczęście. Tacy też się trafiają…
Szczerze mówiąc, nie mam żadnego stałego miejsca zamieszkania, tułam się po świecie, szukam swojej przystani. Chętnie bym zamieszkało u kogoś, pukam do wszystkich drzwi po kolei, ale nie zawsze mnie wpuszczają. Takie, dajmy na to, Nieszczęście, od razu jest rozpoznawalne, a mnie rzadko kto poznaje.
Wiem, że wielu mnie szuka samodzielnie, czasem po prostu ocierają się o mnie, ale najczęściej przechodzą obok i nie zauważają. Albo może nie poznają? Niektórzy, na przykład, szukają mnie w Małżeństwie. Albo w Pracy. Albo w Dzieciach. Oczywiście, tam też bywam. Jednak, wygląda na to, że gdyby ci zabrano Małżeństwo, Pracę, Dzieci, to i ja zniknę, a ty będziesz nieszczęśliwy… To nieprawda. Szczęście to naturalny stan człowieka – żebyś wiedział, że tak!
Ludzie siedzą, dajmy na to, i grzebią w przeszłości. Mówią „ale były kiedyś dobre, szczęśliwe czasy”. A jakby tak sobie uczciwie przypomnieć, jak się wtedy ci ludzie zachowywali, to by się okazało, że to bzdura, że w tamtych szczęśliwych czasach też byli stale niezadowoleni, że ciągle im czegoś do szczęścia brakowało. Dopiero po latach zrozumieli, że to ja tam przecież byłem. Ale za późno… teraz siedzą, wspominają.
Jeszcze inni marzą o tym, czego im brakuje do Szczęścia – mieszkania, samochodu, pieniędzy, idealnej miłości. No to wam powiem: człowiekowi zawsze czegoś brakuje. Jak dostanie to, czego mu brakuje, to się nacieszy przez tydzień, a potem się przyzwyczaja i znowu czegoś chce, czegoś mu brakuje do pełnego, znaczy się, szczęścia.
Ciężko mam z wami, ludzie! Ile już bzdur wymyśliliście. „Szczęście to być potrzebnym innym”. Pięknie powiedziane, ale jest w tym jakiś brak logiki. Potrzebnym innym? A sobie? Tak właśnie rozdajesz siebie po ziarenku, a szczęścia nie zaznasz… Dobrze jest się troszczyć o innych, ale o sobie też nie należy zapominać. Kiedy masz Szczęście w sobie, to wokół ciebie jest jasno.
Albo mówicie: „Moje Szczęście to Dzieci”. A gdy wyrosną, odejdą, to się ich ciągle czepiacie, wtrącacie, obrażacie, że odsuwają was na drugi plan… Bo co? Bo wraz z Dziećmi odeszło Szczęście, bo sami je tam od początku umieściliście. W ich życiu, a nie w swoim. Własne Szczęście od nikogo nie zależy.
A jeszcze mówicie: „gdyby nie było nieszczęścia, to i szczęścia by nie było”. Powariowaliście? Trzeba was cegłą po łbie zdzielić, żebyście przez chwilę zrozumieli, że było szczęście, ale po prostu nie zauważyliście?
Nie gniewajcie się, że zrzędzę, ale mówiłem, że się nazbierało… Posłuchajcie mnie lepiej, to ja, wasze Szczęście mówię do was! Może coś sobie z tego zapamiętacie. Gdybyście tylko wiedzieli, jak często stoję obok człowieka, który odchodzi. I widzę, że dopiero teraz rozumie, że miał szczęście, miał, ale przegapił, nie dojrzał, nie poznał…
Lezie czasem człowiek na szczyt, wspina się, poci, stęka, ręce zdziera do krwi. Po co? Żeby stanąć na szczycie i poczuć szczęście. Jasne, mam w swoim repertuarze Radosne Uniesienia! Odloty Duszy. Ale przecież i tak potem trzeba iść dalej. Schodzić z tej góry, żeby znowu wspinać się na kolejną. Wieczna pogoń za szczęściem. Sami nie wiecie, że w trakcie tej wspinaczki ja siedzę w waszym plecaku. Albo po prostu idę obok i podpowiadam: „Zatrzymaj się, Przyjacielu! Spójrz wokół! To ja, Twoje Szczęście!” Gdzie tam! – rzadko ktoś mnie słyszy.
Zdradzę wam swój największy sekret: jestem przywiązane do czasu. Nie ma mnie w przeszłości – tam są tylko piękne, szczęśliwe obrazki. Nie ma mnie w przyszłości – tam są tylko słodkie marzenia. Zawsze jestem w teraźniejszości. Każda twoja chwila – to szczęście. Oczywiście, jeśli w tej samej chwili nie wpadasz w przeszłość albo w przyszłość ze swoimi żalami i obawami. Tam, gdzie są żale i obawy, mnie nie ma. Cóż, po prostu nie współżyjemy ze sobą – tak już mam.
Coś ci powiem. Skoro czytasz mój list, to znaczy, że masz oczy i one widzą. To już Szczęście. Jeżeli jesteś niewidomy i ktoś przeczytał ci ten list, to znaczy, że masz przyjaciela! Jakie to Szczęście! Oddychasz, chodzisz, kochasz, patrzysz, czujesz? Tak, to też jest Szczęście. To znaczy, że żyjesz, a jeśli żyjesz, to masz już wszystko.
Ludzie, proszę was o jedno: nie trzymajcie mnie. Nie łapcie za skrzydła. Jeżeli pozbawicie mnie możliwości latania, to stanę się wspomnieniem. Przypomnijcie sobie, że szczęśliwi czasu nie liczą. Ponieważ szczęśliwi żyją chwilą, po co mieliby liczyć czas? Nie mają ani przeszłości, ani przyszłości – mają tylko Szczęście.
Do was się zwracam, ludzie! Wpuście mnie! Mam dość tułania się po świecie, mam dość bezdomności. Może zaczniemy żyć razem według zasady, że Człowiek jest panem swojego Szczęścia. Przecież marzę o tym, żeby przyjść do kogoś i uszczęśliwić go na całe życie. Po prostu zatrzymajcie się na chwilę, przestańcie pędzić, rozejrzyjcie się wokół i zauważcie mnie. Może usłyszycie moje rozpaczliwe wołanie?

z sieci— z: Grażyna Brandt

Czym jest szczęście?
Pewien człowiek, który był wciąż smutny i nie potrafił odnaleźć w życiu radości, usłyszał podczas przechadzki w parku śpiewającego cudnie ptaka:
– Zazdroszczę Ci – powiedział, stanąwszy pod drzewem – Musisz być bardzo szczęśliwy, skoro tak pięknie wyśpiewujesz swoją radość.
– Ale ja nie dlatego śpiewam, że jestem szczęśliwy – odpowiedział ptak. – Jestem szczęśliwy dlatego, że śpiewam.

Mężczyzna, wiek 92 lata, drobny, o szlachetnym wyglądzie, dobrze ubrany i starannie ogolony, o porządnie uczesanych włosach, który się budzi każdego ranka o siódmej, przeprowadza się dzisiaj do domu starców.

Jego 70-letnia małżonka zmarła niedawno i stąd ta przeprowadzka.

Po kilkugodzinnym cierpliwym oczekiwaniu uśmiecha się przyjaźnie, gdy informują go, że jego pokój jest już przygotowany.

Kiedy swoim wózkiem inwalidzkim pomału jedzie w stronę windy, opisuję mu mały pokoik, którego okno przesłonięte jest płótnem zastępującym firankę.

“To jest bardzo piękne”, mówi z entuzjazmem ośmioletniego chłopca, któremu właśnie podarowano małego psiaka.

“Panie kochany, Pan jeszcze nie widział tego pokoju”.

“To nie ma żadnego znaczenia”, odpowiada.

“Szczęście jest czymś, co wybierasz naprzód. To, czy mój pokój jest ładny, nie zależy od umeblowania czy dekoracji. To zależy przede wszystkim od tego, jak ja widzę daną rzecz. Ja już postanowiłem, że mój pokój jest ładny. Jest to decyzja, którą podejmuję każdego dnia po przebudzeniu. Sam wybieram, czy chcę pozostać przez cały dzień w łóżku, licząc części ciała, z którymi mam problemy, czy też wstanę i będę wdzięczny za te części, które ciągle mi jeszcze służą. Każdy dzień jest podarunkiem dla siebie i kiedykolwiek otwieram oczy, kieruję swój wzrok na nowy dzień i wspominam szczęśliwe chwile z życia. Starość jest jak konto w banku, możesz wziąć z niego tylko tyle, ile na nim masz. Toteż to jest moja rada, aby na swój rachunek szczęścia wkładać jak najwięcej się da”.

Aby być szczęśliwym, zapamiętaj następujące proste zasady!

1. Oczyść serce z nienawiści.

2. Uwolnij głowę od kłopotów.

3. Żyj nieskomplikowanie.

4. Oferuj dużo.

5. Nie oczekuj zbyt wiele.

o. Augustyn Pelanowski. Tajemnica szczęścia. cz. 2

o. Augustyn Pelanowski. Tajemnica szczęścia. cz 3

Są ludzie, którzy potrafią cieszyć się codziennością. Wyciągają ze swego życia maksimum szczęścia.
Patrząc na ich życie, dostrzegamy tak wiele pozytywów. Nie dostali dodatkowych porcji szczęścia od Boga.
Bóg każdego wezwał po imieniu do życia pełnią szczęścia.
Bóg wyposaża nas we wszystko, co jest potrzebne, by wezwanie to realizować.
Ryszard Jabłoński<

Cieszyć się małymi rzeczami, wielkie rzeczy nigdy mogą się w życiu nie pojawić.
Gdyby ludzie przestali wymyślać czego to im jeszcze do szczęścia brakuje, a zaczęli dostrzegać to, co już mają i czym dzielić się mogą, wówczas szczęście mnożyłoby się z prędkością światła i swoim ciepłym promieniem przytuliło każdego…
Jerzy Chmielewski

 Mieć miejsce do którego się chętnie wraca.

Mieć czas którego jest ciągle tak mało.

Mieć siłę która cierpienie nam skraca.

Mieć wiarę aby osiągnąć to co się chciało.

Mieć chęci żeby żyć i nieść miłość.

Mieć zasady żeby wieść życie godne.

Mieć nadzieję aby rozwikłać życia zawiłość.

Mieć radość aby móc się czuć swobodnie…

Być szczęśliwym to proste. Wystarczy zdecydować, że tak chcesz odczuwać. Najczęściej jednak zapominasz, że to ty sam decydujesz o własnym nastawieniu do świata i o własnych myślach. Wydaje ci się, że potrzebujesz specjalnego zdarzenia: wygranej na loterii, wspaniałej randki, cudownej wycieczki. Tymczasem wszystko jest w nas w środku. Poczucie bycia szczęśliwym zadowolenie błogostan to tylko odczucie i przekonanie, które można samemu w sobie rozbudzić bez względu na okoliczności.

Szczęście człowieka na ziemi zaczyna się dlań wtedy, gdy zapominając o sobie zaczyna żyć dla innych. 

Szczęściem jest znaleźć drugiego człowieka, który pomoże nam przejść przez życie, z którym można przeżyć zarówno szczęśliwe jak i mniej pogodne chwile, które choć tak ulotne uwieczniają się w naszej pamięci, przypominając nam ile mieliśmy szczęścia.
Nigdy nie jest za późno, aby się pojednać,
nigdy nie jest za późno, na to, aby pokochać,
nigdy także nie jest za późno, aby być szczęśliwym.
Radość jest funkcją miłości.
Kto posiada uncję miłości,
otrzyma uncję radości.
Kto posiada tonę miłości,
otrzyma tonę radości.
A jeśli miłość jest bezgraniczna
to i radość będzie bezmierna.
Życie jest prezentem, który rozpakowujemy każdego dnia. Nie ostatni dzień dziś słoneczko wschodzi,
a po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Obiecaj mi, że nie pozwolisz, by świat zabił w Tobie marzenia. Proszę, obiecaj… Spotkasz ludzi, którzy wyśmieją cię, zadrwią z każdej twojej myśli, będą ci mówić, że jesteś głupi, że dla takich jak ty nie ma miejsca. Nie wierz im. Oni w głębi duszy nadal marzą, tylko się boją. Ty trzymaj się swoich chmur, nie bój się. Marzenia się spełnią. Obiecaj mi, że będziesz wytrwały. Wiem, że będzie ci ciężko, wiele razy upadniesz, niekiedy nawet bardzo boleśnie. Trzeba będzie czasu, by rany się zagoiły, ale zobaczysz – zagoją się. Pewnego dnia życie zburzy twe plany, zawali się coś, co tak długo budowałeś. Wydawać ci się będzie, że to koniec, że nie dasz rady. Siądź wtedy i płacz, a potem podnieś głowę i wstań. Zobaczysz, że to jeszcze nie koniec. Zaczniesz od nowa. Obiecaj mi, że będziesz szukać. Bo przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz czuł się najsamotniejszym człowiekiem na ziemi, gdy nikt nie zrozumie. I zgasną wszystkie światła, stanie się noc. Popatrz wtedy w niebo, przeczekaj tę noc patrząc w gwiazdy. A potem wyjdź na ulicę i poszukaj. Zawsze jest ktoś, komu trzeba pomóc, kogo tylko ty możesz odszukać, bo wiesz, co to prawdziwa samotność. Obiecaj mi, że nigdy nie będziesz egoistą. I gdy pewnego ranka obudzisz się, a jedynym twoim pragnieniem będzie, by nie wstać, już nigdy nie wstać, leż, ile chcesz, ale o dwunastej wstań, by podlać kwiaty, bo bez ciebie zginą. Obiecaj mi, że zawsze będziesz kochać. A gdy przyjdzie taki dzień, kiedy świat się zawali, bo ktoś odejdzie z twego życia, pozwól mu odejść. Bez płaczu, bez niepotrzebnych słów. Spokojnie dopij kawę i oddaj ten czas komuś, dla kogo było ci go do tej pory szkoda. Pozwól, by inni zaznali twej miłości. Obiecaj mi, że zawsze będziesz sobą. A będą cię chcieli zmieniać w imię miłości, przyjaźni, rozsądku… Nie pozwól. Wiesz przecież… że twoje serce wie jak żyć. Obiecaj sobie to wszystko i idź. Żyj…
z sieci

Moc Tkwi w Tobie

 

„- Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.
– Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?
– Zgubiłem mamę. Jest może u was?
– A możesz ją opisać?
– Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.
– No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?
– Z domu dziecka nr 3.
– Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.
Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.
– Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taka siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!
…Chłopca obudził jego własny krzyk. Takie sny miał praktycznie co noc. Wsadził rękę pod poduszkę i wyciągnął zdjęcie dziewczyny, które znalazł rok temu na podwórku domu dziecka. Od tamtej pory trzymał zdjęcie pod poduszką i wierzył, że to jego mama. Wpatrywał się teraz w ładną twarz dziewczyny, aż wreszcie zasnął.
Rano dyrektorka domu dziecka, o wielce obiecującym imieniu Aniela, jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.
– Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.
– Znalazłem na podwórku. To jest moja mama, – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.
Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie posiada męża.- Cóż, – powiedziała dyrektorka. – Skoro to twoja mama, to wszystko zmienia.
Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała. Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia.
– Proszę, – powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.
– Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?
– Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.
– Po raz pierwszy mam taki przypadek, – uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?
– Tak, jestem.
Mały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.
– Mama! Mamusiu!
Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.
– Kiedy mogę zabrać syna? – zapytała.
– Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.
– Zabieram syna od razu, – stanowczo oznajmiła dziewczyna.
– Dobrze, – machnęła ręką dyrektorka. – Jutro i tak zaczyna się weekend, a w poniedziałek przyjdzie pani i dokończymy formalności.
Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi. Wychowawczyni pakowała jego rzeczy, wokół stał personel, niektórzy dorośli ukradkiem wycierali łzy. Kiedy chłopiec wraz z dziewczyną wyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:
– Mamo… a lubisz koty…?
– Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.
Chłopiec uśmiechnął się i pewnym krokiem ruszył z mamą w stronę swojego domu.
Pani dyrektor Aniela spoglądała przez okno na oddalające się sylwetki dziewczyny i chłopczyka. Potem usiadła i wykonała jeden telefon.
Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.
Podwórze domu dziecka wypełniało ciepłe słoneczne światło i bawiące się dzieciaki. Odłożyła słuchawkę i podeszła do okna. Lubiła patrzeć na te maluchy, prostując za plecami ogromne, białe jak śnieg skrzydła…
Być może nie wierzycie w anioły, ale anioły wierzą w was”.
Autor nieznany
(Źródło: opowiadanie znalezione w sieci)

 

Szczęście oznacza… Wszyscy tęsknimy za niebem, gdzie mieszka Bóg, ale w naszej mocy leży być z Nim juz tu i teraz – być szczęśliwym z Nim właśnie w tej chwili. Ale to szczęście oznacza: – kochać, jak On kocha; – pomagać, jak On pomaga; – dawać, jak On daje; – służyć, jak On śluzy; – ratować, jak On ratuje; – być z Nim przez 24 godziny na dobę; – dotykać Co ukrywającego się w przebraniu cierpiącego biedaka.
Matka Teresa z Kalkuty

To prawda. Nie bogactwo jest ważne, lecz miłość.

Nie czekaj, aż życie stanie się łatwiejsze, prostsze, lepsze.
Życie zawsze będzie skomplikowane.
Naucz się być szczęśliwym.
W przeciwnym wypadku, skończy Ci się czas”.
~Nietykalni~

 

 

 

Bóg nie mówi, że samochody, biżuteria, kosmetyki, ubrania, pieniądze czy inne rzeczy materialne są złe. Bóg zaprasza nas, aby nie pokładać w tym ufności i pewności , bo to wszystko jest ulotne.
Co jest twoim SKARBEM?
Anna Dominika Pietrowska

Eldorado – wewnętrzny skarb.

Eldorado, kraina obfitująca w złoto i bogactwa, o jakich nawet się nam nie śniło, leży u drzwi każdego z nas. Szczęście jest tuż u waszych stóp. Pod samą ręką. Wewnątrz, nie na zewnątrz. Każdy człowiek osobno i wszyscy razem mają prawo żyć w całej jego obfitości. To najoczywistsza prawda mądrości. Tak utrzymują religia i filozofia, dowodzą zaś historia i nauka. „Aby mieli życie w większej obfitości” – to jest prawem. Czego szukasz w życiu? Zapłać odpowiednią cenę i weź jak swoje. Nie ma ograniczeń w podaży, ale im cenniejszej rzeczy pragniesz, tym wyższa cena. Gdzie znaleźć złoto Eldorado? Złoto duchowe zostaje zapewnione, kiedy człowiek odnajduje siebie. Wraz z tym odkryciem znajduje również wolność, osiągnięcia, pomyślność i życiowe bogactwa. Niechaj każdy szuka Eldorado we własnym wnętrzu. Wewnętrzne siły są ogromne, a ich źródło niewyczerpane. Jak to ujmowali dawni nauczyciele religii, to, co otrzymujemy, jest na miarę otrzymującego. To nie mocy brakuje, lecz woli. Kiedy ktoś odnajduje samego siebie, wola automatycznie nastawia się w kierunku Eldorado.
Herbert D. Seibert

ZNALAZŁEM SKARB !!! – Tomasz Biegański ( woras )

Chciałbym żebyśmy zadali sobie pytanie… Co jest skarbem w moim życiu, za czym podążam i jak w związku z tym wygląda moje życie ? Tomasz Biegański ( woras )

Gepostet von Uwierzwboga.pl am Sonntag, 24. Juni 2018

Nie marnuj szczęścia. Masz szczęście, bo żyjesz.

Odważ się być szczęśliwy.

Biedny starzec

Żył sobie kiedyś pewien starzec, który nigdy nie był młody. I dlatego nie nauczył się jak żyć. A nie umiejąc żyć nie wiedział też jak umrzeć. Nie znał ani nadziei, ani niepokoju; nie wiedział jak płakać ani jak się śmiać. Nie przejmował się, ani nie dziwił tym, co zdarzało się na świecie. Spędzał dni nudząc się na progu swojego domu i patrząc w ziemię. Nie zaszczycił nawet jednym spojrzeniem nieba – tego lazurowego kryształu, który Pan Bóg także i dla niego czyścił codziennie delikatną watą chmur. Jakiś wędrowiec czasem go o coś zapytał. Miał bowiem tyle lat, że ludziom zdawało się, że jest bardzo mądry i pragnęli uszczknąć coś z jego wiedzy. – Co powinniśmy robić, by osiągnąć szczęście? – pytali go młodzi. – Szczęście jest wynalazkiem głupich – odpowiadał starzec. Przychodzili ludzie o szlachetnych duszach, którzy pragnęli stać się pożyteczni dla bliźnich. – Co mamy czynić, by pomóc naszym braciom? – pytali go – Kto się poświęca dla ludzi, ten jest szaleńcem – odpowiadał starzec z ponurym uśmiechem. – Jak mamy kierować nasze dzieci drogami dobra? – pytali go rodzice. – Dzieci są jak węże – odpowiadał starzec. – Możecie się spodziewać po nich jedynie trujących ukąszeń. Również artyści i poeci zwracali się o radę do starca, którego uważali za mędrca: – Naucz nas jak wyrażać uczucia, które nosimy w duszy. – Lepiej abyście milczeli – mamrotał pod nosem starzec. Powoli jego zgorzknienie i złość zaczęły się rozprzestrzeniać, najbliższe otoczenie zmieniło się w ponury zakątek, gdzie nie rosły kwiaty, ani nie śpiewały ptaki, wiał chłodny wiatr Pesymizmu (tak bowiem nazywał się ten zły starzec). Miłość, dobroć i wielkoduszność zamrożone tym śmiertelnym podmuchem więdły i wysychały. Wszystko to nie podobało się Panu Bogu, postanowił więc w jakiś sposób temu zaradzić. Dobry Bóg zawołał dziecko i powiedział: – Pójdź i ucałuj tego biednego staruszka. Dziecko objęło swymi delikatnymi, pulchnymi rączkami szyję starca i wycisnęło wilgotny, głośny pocałunek na jego pomarszczonej twarzy. Wówczas staruszek po raz pierwszy w życiu zdumiał się. Jego podejrzliwe oczy nagle zabłysły. Jeszcze nigdy w życiu nikt go nie pocałował. W ten sposób otworzyły mu się oczy na świat, a potem umarł uśmiechając się. * * * Czasami rzeczywiście wystarcza jeden pocałunek. Jedno „Kocham cię”, nawet takie tylko wyszeptane. Jedno nieśmiałe �dziękuję”. Jedna szczera opinia. To tak bardzo łatwo uczynić kogoś szczęśliwym. Dlaczego więc tego nie czynimy?
Bruno Ferrero

„Czy szukam szczęścia? Przecież nie da się go odnaleźć na zewnątrz, jeśli jego ziarna już nie nosimy w sobie.” Każdego roku podróżnicy z całego świata podejmują wyzwanie, jakim jest przejście Islandii. Wędrują zazwyczaj w kierunku północ-południe, pokonując 400-600 km wulkanicznych pustkowi. Latem 2016 roku Łukasz Supergan przeszedł Islandię ze wschodu na zachód, łącząc skrajne punkty geograficzne wyspy. W ciągu 28 dni przeszedł ponad 900 km pieszo przez wnętrze wyspy. Podczas długiego przejścia Islandii i tygodni spędzonych w izolacji od świata, samotny wędrowiec pyta o sens drogi, jaką wybrał.

„Żaden człowiek nie jest samotną wyspą”- to słynne zdanie Jonna Donne’a przypomina nam, że każdy z nas do bycia szczęśliwym potrzebuje relacji. Ale żeby „wygrać” relacje z ludźmi„wygrać” relację z samym sobą.
Anna Dominika Pietrowska

Dzielenie się najlepszym ziarnem

Pewien rolnik, którego kukurydza zawsze dostawała pierwszą nagrodę na Targu Stanowym, miał zwyczaj dzielenia się swym najlepszym ziarnem z wszystkimi rolnikami w okolicy. Kiedy zapytano go dlaczego, powiedział: – „To jest doprawdy w moim własnym interesie. Wiatr zdmuchuje pyłek i niesie go z pola na pole. Więc jeśli moi sąsiedzi uprawiają kukurydzę gorszej jakości, przekrzyżowanie obniża jakość mojej. Dlatego zależy mi, żeby siali tylko najlepszą z najlepszych”. Wszystko co dajesz innym, dajesz sobie samemu.
Bruno Ferrero

 

Tajemnica Szczęścia czyli 15 modlitw objawionych Św. Brygidzie przez Pana Jezusa. Modlitwa powstała w celu uczczenia Najświętszych Ran Pana Jezusa. Wszystkie 15 modlitw należy odmawiać codziennie nieprzerwanie przez okres 1 rokuhttps://youtu.be/ep0ENwgxlIQ

Szczęście jest jedynie małą iskierką, Która niezauważona umyka naszej uwadze Z braku wiary, powoli gaśnie, Chociaż mogłaby rozbłysnąć ogniem i Trwać wiecznie w naszej pamięci Tak mała A zarazem tak wielka Zdana jest na naszą łaskę Łaskę z nieba od Twórcy który kocha nas. Bez Boga jesteśmy niczym. Boże Twoja łaska jest dla mnie jak płomień,który kwitnie w duszy jak żar miłości.Rozpala we mnie krzew winny który zagościł w moim sercu.Płonie ogniskiem miłośći Pana Jezusa.O stwórco świata i wszystkiego co nas otacza.Rozpal mnie swoimi cnotami jak perły z oceanu.Tak bardzo chciałbym zrozumieć Ciebie i poznać świętość Twoją którą czczę sercem na wieki.Boże pomóż nam proszę:
Jarosław Ruciński.

Grzech.

Grzech.

Taka jest prawda…

Panie zgrzeszyłem. Zmiłuj się nade mną.

PSALM 51

Zmiłuj się nade mną, Boże. 🌹🌹🌹.

Zmiłuj się nade mną, Boże, w swej łaskawości,
w ogromie swego miłosierdzia wymaż
moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego!

Uznaję bowiem moją nieprawość,
a grzech mój jest zawsze przede mną.
Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą,
tak, że się okazujesz sprawiedliwy w swym wyroku
i prawym w swoim osądzie.
Oto zrodzony jestem w przewinieniu
i w grzechu poczęła mnie matka.
Oto Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie,
naucz mnie tajników mądrości.

Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty,
obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję.
Spraw, bym usłyszał radość i wesele:
niech się radują kości, któreś skruszył!

Odwróć oblicze swe od moich grzechów
i wymaż wszystkie moje przewinienia!
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego!
Przywróć mi radość z Twego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ochoczym!

Chcę nieprawych nauczyć dróg Twoich
i nawrócą się do Ciebie grzesznicy.
Od krwi uwolnij mnie, Boże, mój Zbawco:
Niech mój język sławi Twoją sprawiedliwość!
Otwórz moje wargi, Panie,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę.
Ty się bowiem nie radujesz ofiarą
i nie chcesz całopaleń, choćbym je dawał.
Moją ofiarą, Boże, duch skruszony,
nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym.

Panie, okaż Syjonowi łaskę w Twej dobroci:
odbuduj mury Jerusalem!
Wtedy będą ci się podobać prawe ofiary,
dary i całopalenia,
wtedy będą składać cielce na Twoim ołtarzu.

Trening grzesznika.

Wstać po każdym upadku,
uderzyć się w pierś,
wyjąć belkę z oka
i wyciągnąć wnioski.

Zdjąć plastikową aureolę
i atrapę skrzydeł anielskich na gumce,
Grzesznikiem jestem…

Pić wodę żywą,
i karmić się chlebem życia.
Codziennie nieść swój krzyż
(z miłością nieść,
wtedy nie obciąża się kolan
i serca),
iść za Jezusem,
wyrzucić krokomierz,
Pobrać aplikację
dziesięciu wskazówek
z kamiennych tablic.
Suplementacja Ducha Świętego.
Regeneracja przed obliczem Boga.

Powtarzać w nieskończoność,
aż do śmierci.

Trening serca
rozpisany w Ewangeliach.
Jezus Chrystus-
najlepszy trener personalny.

Tekst z bloga #tusięŻYJEażdośmierci

Marta Przybyła

„Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło” (J 5,14). To mówi Jezus do człowieka, który nie mógł chodzić przez 38 lat.
Czy miałbym odwagę powiedzieć do ciężko chorego: „Nie grzesz, żeby ci się coś gorszego nie przydarzyło?” Czy miałbym odwagę powiedzieć to leżącym na onkologii? Nie wiem. Bo trzeba mieć wiarę chociaż jak ziarnko gorczycy, żeby uwierzyć Jezusowi, że największym nieszczęściem człowieka jest grzech. A przecież choroba śmiertelna skraca to życie, które prędzej czy później i tak się skończy. Grzech zaś może odebrać nawet życie wieczne. Stąd św. Stanisław Kostka powie: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”. Tak też św. Dominik Savio. I inni.
Gdybyśmy patrzyli na życie oczami Jezusa, zrozumielibyśmy, że najniebezpieczniejszym wirusem jest grzech i gdybyśmy widzieli, jakie mogą być jego konsekwencje, bronilibyśmy się przed nim jeszcze bardziej niż przed jakąkolwiek zarazą.
Nasze reakcje na takie nieszczęścia jak koronawirus w porównaniu z naszymi reakcjami na grzechy własne i innych, pokazują jak wciąż jesteśmy ludźmi bardzo małej wiary.
Ks.Wojciech Węgrzyniak


Mój dziadek zabijał nienarodzone dzieci – świadectwo

W dzisiejszych czasach czystość nie ma dobrej prasy. Kojarzy się co najwyżej z czystym ubraniem
Chociaż o czystości nie mówi się dziś w telewizji, nie reklamuje się na bilboardach, nie pisze o niej przebojów muzycznych, ani nie wydaje bestsellerowych książek i modnych magazynów, wciąż w głębi serca każdego z nas to właśnie ona jest pożądana.

Bóg Cię opuścił? …

Gepostet von Tau am Montag, 6. August 2018

 

Czystość. Oto cytaty wielkich ludzi Kościoła, traktujących o tej niezwykłej cnocie.

1. Święty Mateusz: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

2. Święty Jan Bosko: „Święta czystość, królowa cnót, to cnota anielska będąca klejnotem tak cennym, że Ci, którzy ją posiadają prawdziwie stają się jak aniołowie w Niebie, choć obleczeni pozostają w śmiertelną powłokę cielesną”.

3. Święty Piotr Julian Eymard: „Musimy być czyści. Nie mam na myśli wyłącznie czystości zmysłowej. Musimy bowiem przestrzegać wielkiej czystości w naszych myślach, dążeniach, w woli, w intencjach i we wszystkich naszych działaniach”.

4. Święta Łucja: „Ci, których serca są czyste, stają się świątyniami Ducha Świętego”.

5. Święty Alfons Maria Liguori: „Musimy ćwiczyć się w skromności i czystości, biorąc pod uwagę nie tylko nasz wygląd zewnętrzny, ale także nasze maniery, ubiór, sposób w jaki się poruszamy, rozmawiamy, słowa których używamy i wszystkie podobne działania”.

6Święty Tomasz z Akwinu: „W królestwie złych myśli nic nie jest tak cenione, jak grzechy przeciw czystości, nawet myśli, które dotyczą przyjemności cielesnych”.

7.  Święty Alfons Maria Liguori: „W sprawie pokus przeciwko czystości, duchowi mistrzowie uczą nas, nie tyle by walczyć z grzesznymi myślami, ale aby otworzyć umysł na inne inspiracje, na inne duchowe lub neutralne obiekty. Dobrze jest walczyć z grzesznymi myślami, ale jeszcze lepiej jest nie myśleć o nieczystości”.

8. Święty Augustyn: „Oddawanie się nieczystym żądzom szybko staje się nawykiem, a niepowstrzymywany nawyk szybko zaczyna się wydawać grzeszną koniecznością”.

9.  Matka Boża Fatimska: „Więcej dusz idzie do piekła z powodu grzechów ciała (przeciw czystości) niż z powodu jakiejkolwiek innej przyczyny”.

10. Święty Klemens Aleksandryjski: „Nieczysty język sprawia, że czujemy się komfortowo w nieczystym działaniu. Ale kto wie w jaki sposób kontrolować język, wie w jaki sposób oprzeć się atakom pożądania”.

11. Święty Jan Maria Vianney: „Jeżeli każdy grzech śmiertelny może nas wtrącić do piekła, to co dopiero mówić o haniebnym grzechu nieczystości. Czy już sama nazwa tego występku nie powinna przerazić każdego człowieka, a tym bardziej chrześcijanina? Ach, gdybym mógł przedstawić wam dokładnie, jak czarnym i wstrętnym występkiem jest ten grzech, to może staranniej byście go unikali i większy czulibyście do niego wstręt!”.

12. Święty Hieronim ze Strydonu: „Musimy pilnować, by ubierać się tak, jak mówimy i mówić tak, jak się ubieramy. A ubieramy się zwykle schludnie. Czyż cenilibyśmy jedną z tych naszych cech bardziej niż drugą? Gdy mówimy językiem czystym, a reszta naszego ciała wyraża nieczystość, trzeba to zmienić”.

13. Święty Jan Maria Vianney: „Przeciw świętej cnocie czystości grzeszy też ten, kto w nocy pokazuje się ludziom bez stosownego okrycia – na przykład, kiedy idzie otwierać drzwi albo pomóc choremu. Także i matka powinna uważać, żeby nie spoglądać nieskromnie na dzieci i nie pozwalać sobie na niepotrzebne dotknięcia. Ojcowie i matki oraz przełożeni ciężko odpowiedzą za to przed Bogiem, jeśli się okaże, że z ich winy między dziećmi czy podwładnymi pojawiały się grzeszne poufałości”.

14. Święty Jan Maria Vianney:  „Czysta dusza to piękna róża, dla której zapachu Trójca Święta zstępuje z nieba, by poczuć jej zapach”.

15. Święty Franciszek Salezy: „Czystość to lilia cnót, bo przewyższa wszystkie śnieżną białością, miłą wonią i polotem w niebo. Czystość to cnota anielska, gdyż ludzi czyni aniołami, a nawet wynosi nad aniołów; bo iż anioł jest czysty nic w tym dziwnego, ponieważ anioła ani zła żądza nie pali, ani nie uwodzi powabna postać lub miły śpiew; lecz że człowiek w kruchym i pożądliwym ciele zachowuje czystość, jest to cud łaski i zjawisko godne Boga”.

16. Święty Filip Neri: „Pokora stanowi ochronę czystości. W sprawie czystości nie ma bowiem większego zagrożenia niż nie obawiać się niebezpieczeństwa. Gdy spotykam człowieka całkowicie pewnego siebie i pozbawionego jakiegokolwiek strachu, wiem, że może być stracony. Czuję się mniej zaniepokojony gdy widzę kogoś kuszonego, ale unikającego okazji do grzechu, niż kogoś, kto nie pozwolił się skusić i w związku z tym nie unika okazji do grzechu. Gdy człowiek mówi o sobie: „na pewno nie upadnę”, to prawie nieomylny znak, że upadnie – i to z większą szkodą dla swej duszy”.

17. Święty Hieronim: „Unikaj pochwał pochlebców i szkodliwych i fałszywych pochlebstw, jakby zarazy duszy. Nie ma nic, co by tak łatwo psuło dusze ludzkie, i nic, co by zadawało duszy tak słodkie i niebolesne rany i wystawiło na utratę czystości. Płyniemy bowiem po burzliwym morzu naszego życia, w którego falach czeka na nas diabeł, mający na celu jedynie nasze zniszczenie”.

18. Święty Piotr Julian Eymard: „Stan łaski jest po prostu czystością – jest rajem dla tych, którzy są w stanie się w niego przyoblec. Świętość jest więc stanem łaski oczyszczonym, oświetlonym, upiększonym i najdoskonalszym”.

19. Święty Augustyn: „Czystość integruje nas na nowo i prowadzi do jedności, którą utraciliśmy rozpraszając się w wielości”.

20. Święty Ambroży: „Istnieją trzy formy cnoty czystości. Jedna dotyczy stanu małżeńskiego. Druga wdowieństwa. Trzecia zaś dziewictwa. Nie pochwalamy jednej z nich z wyłączeniem pozostałych. Dyscyplina Kościoła pod tym względem jest bogata”.

21. Święty Cyryl Jerozolimski: „Jedynie czyste serce może z całą pewnością powiedzieć, Przyjdź królestwo Twoje! Kto zachowuje czystość w uczynkach, myślach i słowach, ten może powiedzieć Bogu, Przyjdź królestwo Twoje!”.

22. Święty Jan od Krzyża: „Bardziej Bóg pragnie od ciebie choćby najmniejszego stopnia czystości duszy, niż największych dzieł, jakich możesz dokonać”.

23. Święty Grzegorz z Nyssy: „Kto ma czyste serce, jest szczęśliwy, ponieważ wpatrując się we własną czystość, dostrzega jakby w odbiciu swój własny pierwowzór”.

24. Święty Ojciec Pio: „Bądź zawsze i we wszystkim pokorny, zachowując hojnie i zazdrośnie czystość swego serca razem z czystością ciała, ponieważ są one dwoma skrzydłami, które wznoszą nas aż do Boga  i prawie nas ubóstwiają”.

25. Święty Jan Maria Vianney: „Czysta dusza jest jak piękna perła. Dopóki jest ukryta w muszli na dnie morza, nikt nie myśli, aby ją podziwiać, ale jeżeli wydobędziecie ją na słońce, jaśnieje i przyciąga wzrok: tak jest z czystą duszą, która ukryta przed oczyma świata, pewnego dnia zajaśnieje przed Aniołami w słońcu wieczności”.

Przypowieść 7 dni

Przypowieść 7 dni: Fragment tej przypowieści pokazuje nam ludzki upadek oraz słabość przed grzechem. Pokazuje nam to co straciliśmy, przez grzech pierworodny…

Gepostet von CYTATY Z PISMA ŚWIĘTEGO am Freitag, 4. Mai 2018

 

Pan Jezus zostaje przybity do krzyża. To nasz grzech. Świat zadaje coraz śmielsze ciosy. Kilka dni temu Nowy Jork zalegalizował aborcję do końca trwania ciąży! Minutę przed porodem matka może mieć kaprys aby jej dziecko zostało zamordowane.
Zawierzam Maryi

 

Chrystus mówił o pobielanych grobach. Dziw, jak człowiek lubi zamazać każdy brud: przecież ściana pobielona nie przestaje być od wewnątrz brudna. Czy może dlatego ludzie malują twarze, że już spostrzegli w nich grobową zgniliznę? Czy może dlatego sięgają po wody pachnące, że są świadomi tego, że „coś” w nich się psuje? Czy może dlatego coraz staranniej się ubierają, że coraz nędzniej od wewnątrz wyglądają? Czyż chcą handlować starym towarem w nowych opakowaniach? Egipcjanie malowali mumie, wiedząc, że już życia w nich nie ma! Czyżby historia się i tu miała powtarzać? – A więc należało głośno krzyczeć: Wody! – Ale „Wody Żywej”, nie tej, po którą przychodziła Samarytanka do studni Jakubowej. Trzeba tej wody, z którą powróciła do miasta. Wody Chrystusa! Bo ta Woda dociera usque ad animam meam.
(Zapiski Więzienne, 16 czerwca 1954)
Kard. Stefan Wyszyński

 

Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (Rz 7, 19-21)

 

Pycha – największa trudność ale uświadomienie sobie w pokorze, że tak jest to wielka ulga i uwolnienie. Pycha to bardzo ciężki przeciwnik, nie daje spokojnie żyć człowiekowi, wierci dziurę w brzuchu, zaciska serce a czasem i dłonie. Pycha dzieli. Każda pycha dzieli ludzi. Pyszny nie tylko się wywyższa ale też uniża. Nazwałam to pychą faryzjeską- wywyższający się modli się aby nie być jak ten celnik ale też jest odwrócony faryzeizm- bo można być skromnym i też pysznić się swoją małością i modlić się aby nie być jak ten co w pierszej ławce co niedziela…
Magdalena Nowak

 

O ŻALU ZA GRZECHY – ks. Grzegorz Śniadoch

 

 

Główne grzechy języka

– PRZEKLEŃSTWO (złorzeczenie) „Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie!” (Rz 12, 14)
– KŁAMSTWO – diabeł jest ojcem kłamstwa!
„Nie będzie mieszkał w moim domu ten, kto podstęp knuje. Ten, który kłamstwa rozgłasza, nie ostoi się przed mymi oczami – mówi Pan” (Ps 101, 7)
– NIEPRZYZWOITE SŁOWO (brzydkie, podłe) „Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych” (Ef 4, 29)
– SZEMRANIE „Strzeżcie się więc próżnego szemrania, powściągajcie język od złej mowy: bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, a usta kłamliwe zabijają duszę” (Mdr 1, 11). Żydzi na pustyni szemrali przeciw Bogu i Mojżeszowi i Bóg zesłał na nich jadowite węże
– OBMOWA Faryzeusze zarzucali Jezusowi, że mocą Belzebuba czyni cuda
– WULGARYZMY „Dla tego, kto używa wulgarnego języka, głęboka będzie Gehenna” (Talmud żydowski)
– PLOTKA „Nigdy nie powtarzaj słów zasłyszanych, a nic na tym nie stracisz. Nie mów ich ani przyjacielowi, ani wrogowi, i jeśli to nie będzie grzechem dla ciebie, nie wyjawiaj!” (Syr 19, 7-8)
– OSZCZERSTWO „Człowiek przewrotny wywołuje zwadę, a oszczerca skłóca ze sobą przyjaciół” (Prz 16, 28)
– SZYDERSTWO „Pyszałek, samochwał: nazywany szydercą działa z nadmiaru swej pychy” (Prz 21, 24)
– OSĄDZANIE „Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego?” (Jk 4, 10-11)
– POCHLEBSTWO „Kto schlebia kłamliwie bliźniemu, na nogi mu sidła zastawia” (Prz 29, 5)
– GADULSTWO „Nie uniknie się grzechu w gadulstwie, kto ostrożny w języku – jest mądry” (Prz 10, 19)
– FAŁSZYWA PRZYSIĘGA Fałszywi świadkowie podczas procesu Jezusa
– DONOSICIELSTWO
– BLUŹNIERSTWO „Ci zaś, którzy przechodzili obok (krzyża Jezusa), przeklinali Go i potrząsali głowami” (Mt 27, 39)
– NIEPRZYZWOITE ŻARTY „Niechaj nawet mowy nie będzie wśród was o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne” (Ef 5, 3-4)
– KRYTYKANCTWO Faryzeusze non stop krytykowali wszystko co Jezus uczynił

Jak powściągać język
– Nie mów długo, gdy ktoś niechętnie słucha.
– Nie mów nigdy, by komuś dokuczyć.
– Unikaj głośnych i rozwlekłych przemów, świadczących o twej próżności.
– Nie mów nigdy o sobie, o swoich sprawach ani o swoich bliskich, chyba że zachodzi taka konieczność, a wtedy staraj się to uczynić krótko i zwięźle, jak tylko zdołasz.
– O swoim bliźnim i jego sprawach myśl tyle tylko, by móc powiedzieć o nim coś dobrego, kiedy nadarzy się okazja.
– Mów chętnie o Bogu, szczególnie zaś o Jego miłości i dobroci.
– Zastanów się, zanim wypowiesz słowa, które nosisz w sercu, a często uznasz, że lepiej ich nie wypowiadać.
– Milczenie to wielka siła w walce duchowej i nadzieja na zwycięstwo.
– Często rozmyślaj o szkodach i niebezpieczeństwach płynących z gadatliwości i wielkich dobrodziejstwach, którymi obdarza nas milczenie.

 

 

Mój grzech jest WIELKI, łaska jeszcze WIĘKSZA.

 

 

„Miałam dość samej siebie. Nie było nic do stracenia. I wtedy odnalazł mnie Bóg. Dziś jestem w miejscu, w którym chcę być, szczęśliwa, spełniona. Nic nie muszę, mogę” – mówi Maja Frykowska.

 

Jeszcze raz ks.Dominik Chmielewski 🙂 Metanoia 🙂

Gepostet von Jacek Wrzesinski am Montag, 29. Oktober 2018

On to dla nas grzechem* uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.

 

 

„On był przebity za nasze grzechy…”

 

 

Świadomy grzech” 
Czesto myślimy tak ‚popełnie świadomie grzech, wyspowiadam się i wszystko zostanie mi odpuszczone’ Nie mylmy świadomego trwania w grzechu albo dopuszczenia do niego ze słabością która wpisana jest w naturę człowieka. Każdy ma prawo do słabości nierozmyslnej ale świadome grzeszenie jest bezczelna nadzieja na miłosierdzie Boże. Bóg przebacza każdemu, jednak jak nazwać tych którzy świadomie dopuszczają się grzechu i często ten grzech wręcz usprawiedliwiaja. Nie możemy zapominać o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu o których niewielu z nas zdaje sobie sprawę. 1. O Łasce Bozej rozpaczac…. Czyli wątpić w łaskę Boża, brak zaufania do Boga. 2. Przeciwko miłosierdziu Bożemu świadomie grzeszyc… Czyli grzeszyc świadomie i celowo bo i tak Bóg nam wybaczy. 3. Uznanej prawdzie chrześcijańskiej świadomie się sprzeciwiac… Czyli wybieramy sobie, tylko to co nam pasuje a inne prawdy świadomie negujemy . 4. Bliźniemu łaski Bozej zazdrościć… Zamiast cieszyć się szczęściem bliźniego, to odczuwamy zazdrość i zawiść do bliźniego i do Boga. 5. Na zbawienne napominania zatwardziale miec serce… Celowe negowanie i krytykowanie ludzi i ich słów którzy zwracają nam uwagę, bo zależy im na naszym zbawieniu. 6. Rozmyślnie trwać w niepokucie… Czyli, trwanie w grzechu odwlekanie pokuty i nawrócenia aż do śmierci.

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu jest grzechem zatwardzialosci serca, a zatwardzialosc taka moze prowadzić człowieka do ostatecznego braku pokuty i potępienia. Grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na nazwaniu tego co dobre złym, a tego co złym dobrym: Buntem polegającym na odrzuceniu tego co pochodzi od Boga i przypisanie tego szatanowi. Faryzeusze twierdzili, że Jezus ma moc od diabła (Mt. 12:24),choc wiedzieli, że przyszedł od Boga (J3/2)

Milosierdzie Boże nie zna granic a ten który z pełną świadomością odrzuca to miłosierdzie, to odrzuca również na stronie przebaczenie swoich grzechów i zbawienie przez Ducha Świętego.
Paweł Paul Szeliga

Miałam kiedyś do czynienia z człowiekiem diagnozowanym we wszystkich większych klinikach w Polsce. Nikt nie umiał nazwać jego przypadłości, a co dopiero leczyć. Choroba, objawiająca się dziwnie, miała wpływ na jego życie, na kondycję fizyczną. Chudł, nie wychodził z domu. To „niezdiagnozowanie” zapaliło lampkę w moim mózgu. Udało się go wkręcić na kurs ewangelizacyjny. Wszystkie przypadłości przeszły.
Ewangelia pokazuje nam przypadki ludzi, u których grzech wywołał skutki somatyczne. Czasem może to być grzech wykonany na tym kimś. Słowa wtłaczane w mózg, gwałty, rozdarcia w rodzinach, odrzucenie, wykonana przez matkę aborcja. Nasza znajoma Renatka, zaproszona przez Ewę Drzyzgę do programu „Rozmowy w toku”, ścięła się w kuluarach z feministką, przekonującą, że syndrom poaborcyjny nie istnieje. – To pokaż mi swoje dzieci – rzuciła jej Renatka. Wiedziała co mówi. I jak bardzo pokiereszowane duchowo zostało jej potomstwo.
Kiedy czterech osiłków rozebrało dach i spuściło na głowę Jezusowi chorego mężczyznę, on przywitał Go słowami: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy».
Na co w głowach faryzeuszy rozpętała się kotłowanina myśli: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?»
Jezus odpowiada na tę burzę w mózgach, choć nie została wyartykułowana: „Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów(…): Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»
I tak się dzieje do dzisiaj. Nie ma takiego grzechu, którego by nam nie chciał albo nie mógł wykasować z życiorysu. Chwała konfesjonałom. #myślęoporanku

Joanna Kucharczak

U franciszkanów w Chęcinach stoi wyjątkowy pomnik – Pomnik Uczciwości. O jego powstaniu i dlaczego z czasem staje się coraz większy opowiada o. Paweł

Pomnik uczciwości

U franciszkanów w Chęcinach stoi wyjątkowy pomnik – Pomnik Uczciwości. O jego powstaniu i dlaczego z czasem staje się coraz większy opowiada o. Paweł :)Zachęcamy do oglądania!www.cudapoddachem.pl/wesprzyj

Gepostet von Cuda pod dachem am Donnerstag, 11. Mai 2017

 

PANIE, UKRYTY W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE, ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI

Hostio św., w której zawarty jest testament miłosierdzia Bożego dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarte jest Ciało i Krew Pana Jezusa, jako dowód nieskończonego miłosierdzia ku nam, a szczególnie ku biednym grzesznikom.
Hostio św., w której zawarte jest życie wiekuiste i nieskończonego miłosierdzia, nam obficie udzielane, a szczególnie biednym grzesznikom.
Hostio św., w której zawarte jest miłosierdzie Ojca, Syna i Ducha Świętego ku nam, a szczególnie ku biednym grzesznikom.
Hostio św., w której zawarta jest nieskończona cena miłosierdzia, która wypłaci wszystkie długi nasze, a szczególnie biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarte jest źródło wody żywej, tryskającej z nieskończonego miłosierdzia dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarty jest ogień najczystszej miłości, który płonie z łona Ojca Przedwiecznego, jako z przepaści nieskończonego miłosierdzia dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarte jest lekarstwo na wszystkie niemoce nasze, lekarstwo płynące z nieskończonego miłosierdzia, jako z krynicy, dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarta jest łączność pomiędzy Bogiem a nami, przez nieskończone miłosierdzie dla nas, a szczególnie dla biednych grzeszników.
Hostio św., w której zawarte są wszystkie uczucia najsłodszego Serca Jezusowego ku nam, a szczególnie ku biednym grzesznikom.

„POWSTAŃ PRZYJACIÓŁKO MA PIĘKNA I PÓJDŹ…”

Wybaczył…
Naprawdę wybaczył WSZYSTKO, co zanurzyła w Jego miłosierdziu.
Jej dusza już nie śmierdzi.
Jest czysta i świeża…
Pachnie jak nowa książka, jak las, jak babcine racuchy z jabłkami.
Tyle lat tkwić po uszy w gnoju, a teraz nieracjonalny dla ludzkiego umysłu fenomen Bożego Miłosierdzia mówi, że tego gnoju już nie ma…
Bóg, jako niezrównany mistrz recyklingu uczynił z gnoju nawóz pod lilie, które chce posadzić w ogrodzie duszy.

Pseudo związki. Kobieta- bluszcz, uzależniająca swoją wątpliwą wartość, od obecności mężczyzny obok siebie. Tuż obok siebie… Z jednej relacji w drugą. Była rozpaczliwie głodna miłości. Wycieńczona. Na granicy astenii. Jej serce wyciągało ręce: kochaj, przytul, bądź… Wyzywającym strojem, łowiła męskie spojrzenia. Patrzyli jak na towar, zabawkę. Przez ułamek sekundy pozornie czuła się dowartościowana, ale w nocy, poduszka cierpliwie spijała słone krople. Każdą ilość, bez słowa skargi. Podobnie alkohol, był wiernym, choć niemym towarzyszem. Miał znieczulić, ukoić i zdezynfekować otwarte rany duszy. Siadała po ciemku na podłodze w kuchni, opierała plecy o szafkę, gapiąc się przez okno w czarną noc, jak w lustro. Piła. Często z butelki. Po co rozdrabniać wino na kieliszki?
Nie znała piękna relacji, która nie opierałaby się na obrzydliwie zdeformowanej seksualności. W zatęchłej piwnicy serca stawiała kolejny ołtarzyk. Kolejny mężczyzna na piedestale. Tym razem to już na pewno „ten”. Po kilku miesiącach, czasem kilku latach, ze złością i rozczarowaniem demolowała kolejny obraz kultu. Nie wiedziała, że to miejsce dla Boga. Nie znała go i wcale nie chciała poznać. Co mógł jej zaoferować wytwór naiwnej, ludzkiej wyobraźni?
„Powstań przyjaciółko ma piękna i pójdź…”
Przyszedł… Taki wspaniały, taki dobry, taki czuły. On istnieje. Naprawdę istnieje… Nie patrzył na pełne piersi i długie nogi. Spojrzał w oczy. Nikt wcześniej nie zauważył, że nie są po prostu ciemnobrązowe, ale wokół źrenicy połyskuje miodowa linia, upstrzona czarnymi cętkami. Przytulił serce. Nikt wcześniej nie widział co kryje się w nim tak naprawdę, pod bezpiecznym kamuflażem z kamienia. Przyjął taką jaką była. O nic nie pytał. Przecież wiedział wszystko. Był łagodny i troskliwy jak nikt wcześniej. Upadła do Jego stóp, a On podniósł ją w wymownym milczeniu. Miał delikatny, kojący uśmiech i oczy w których odbijało się niebo… Nie był z tego świata. Uchwyciła się Jego lśniącej szaty, tak rozpaczliwie, że zbielały kostki jej dłoni. Nie chciała utracić tego ciepła w sercu, za którym uganiała się przez całe życie, a którego teraz tak wyraźnie doświadczyła. Pierwszy raz w życiu naprawdę poczuła się kochana. Miłością bezwarunkową. Kilka razy spowiadała się z tych samych grzechów. Nie potrafiła przebaczyć sama sobie. Nie potrafiła przyjąć przebaczenia. Miłosierdzie było czymś abstrakcyjnym.
Jej uwagę przykuwają zagubione dziewczyny. Półnagie, prowokacyjne, niby roześmiane, szczęśliwe, wolne. Niby… Spomiędzy ciężkiego, słodkiego zapachu perfum wyłapuje smród wewnętrznej zgnilizny serca. Zna ten stan wewnętrznego rozkładu. Widzi siebie sprzed kilku lat. Chciałaby podejść do każdej z nich, przytulić i powiedzieć: „Potrzebujesz Jezusa. W Jego oczach się przeglądaj. Masz godność Dziecka Bożego, nie towaru dla męskich oczu”.
Doświadcza ogromnej łaski miłości. Wszechogarniającej. Oblubieńczej. Żywa obecność podczas Eucharystii, adoracji, modlitwy… Jest tylko On. Czuje się przyciągana. Zaproszona, by oddać wszystko, całą siebie. Patrząc po ludzku jest sama, a nigdy nie czuła się bardziej kochana. Nigdy nie była bardziej samotna, niż w relacjach z mężczyznami. Przez całe życie wytrwale odrzucała Boga, a teraz Bóg jest całym jej życiem. Zapragnęła maksymalnie żyć Ewangelią. Być apostołką, ewangelizować i służyć drugiemu człowiekowi. Znalazła sens życia, spełnienie, radość.
Marta Przybyła

 

POKUTA

 

 

Chodzi z krzyżem na plecach przez Polskę i przestrzega przed grzechem

 


Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma 66 lat, wcześniej był rolnikiem. Dzisiaj jest ewangelizatorem. Misja? Można tak powiedzieć. Mówi, że wędruje z krzyżem na plecach od 20 lat. Zwiedził z nim kawałek świata.

A tutaj młody człowiek. To Michał Ulewiński. Idzie z miejscowości Różaniec nad Zalewem Wiślanym.
Robi to, żeby odpokutować grzechy Polaków. Jego celem jest nakreślenie znaku krzyża na Polsce, ma przejść z Różańca do Giewontu, następnie do Gniezna i do Sokółki koło Warszawy.

Gepostet von Wojciech Wituk am Mittwoch, 24. Juni 2020

 

Michał Ulewiński ma 27 lat. Od miesiąca przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i modli się o nawrócenie narodu. Swoją wędrówkę rozpoczął w miejscowości Różaniec w woj. warmińsko-mazurskim.

Niech naszym znakiem będzie Krzyż.Wyryty w secu każdego z nas.Michał w udzielonym wywiadzie prosi o modlitwe w jego int ale przede wszystkim za Polskę by była wierna Panu Bogu.Wyjasnił ,ze krzyż ma 3m -trzy osoby Boskie ,belka poprzeczna 153 cm ostatni połów ryb taka ilość i kantówka 7 na 10 to 7 grzechów gł i 10 przykazan Bożych.

20 lipca 2020 Michał zdobył Giewont.

Modlitwa którą Michał odmówił przy Krzyżu na Giewoncie.

Usłysz Boże, wołanie Twojego ludu.
Spójrz na krew przelaną w obronie wiary i tradycji w tym narodzie, który powierzył się Matce Twojego Syna. Wspomnij na męczeństwo ofiarę tych, którzy poświęcili się na ołtarzu Ojczyzny, by bronić jej przed czerwonym smokiem. Niech ich modlitwa przyczyni się do oczyszczenia narodu Polskiego. Boże Ojcze nasz błagam Cię, uwolnij nas od grzechu i złych przyzwyczajeń, wypisz w naszych sercach swoje święte prawo i daj nam siłę, abyśmy spełnili przyrzeczenia i śluby, których dokonaliśmy przed gronem naszej Królowej. Zmiłuj się nad nami, Boże w miłosierdziu swoim, w obronie swej litości zgładź nieprawości naszą. Odwróć swe Oblicze od naszych grzechów i zniszcz wszystkie nasze przewinienia. Ojcze, składam Ci tę drogę i trud jak pokutę za grzechy narodu Polskiego. Wejrzyj na moje uniżenie, pokornie błagam Cię, abyś przez Najświętszą ofiarę Syna Swojego, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny pobłogosławił nam w budowaniu wielkiej i świętej Polski.
W naszych sercach – Króluj nam, Chryste!
W naszych rodzinach – Króluj nam, Chryste !
W naszych parafiach – Króluj nam, Chryste!
W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam, Chryste !
W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam, Chryste !
W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam, Chryste !
W naszych miastach i wioskach – Króluj nam, Chryste!
W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam,Chryste !!! Amen🙏🇵🇱🇵🇱🇵🇱

29 lipca 2020

Szczęść Boże. Dotarłem do tronu naszej ukochanej Mamusi, naszej Polskiej Kany Galilejskiej. Spełniając prośbę Maryi na weselu, Jezus pokazał nam, że Matce niczego nie odmówi. Gdy w 1920 roku Matka Boża obroniła nas przed bolszewikami w Częstochowie, modliły się setki tysięcy naszych rodaków, więc weźmy z nich przykład, aby dokonał się kolejny cud.
W 100 rocznicę Cudu nad Wisłą chciałbym zaprosić Was do wzięcia udziału w Nowennie Pompejańskiej od 15 sierpnia do 7 października; Aby Matka Boża Łaskawa zjednoczyła serca Polaków. Jutro zostaję w Częstochowie, a w piątek rano ruszam w dalszą trasę. Błogosławionej nocy. Pokój z Wami kochani.

„Nie jestem grzesznikiem, nikogo nie zabiłem, nie obrabowałem banku” – w takim przekonaniu przez lata żył wybitny amerykański naukowiec o żydowskim rodowodzie James Tour. „Jestem dobrym człowiekiem” – sama ze zdziwieniem wysłuchałam kilku takich stwierdzeń. Kiedy człowiek mówi, że jest dobrym człowiekiem, a jednocześnie nie żyje w relacji z żywym Bogiem, nie ma świadomości Boga w nim, to jest to stwierdzenie nieprawdziwe. „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” – mówi Paweł w liście do Rzymian. Grzech oddziela mnie od Boga jak największa przepaść. Smrodliwe opary przesłaniają drugi brzeg, na którym z otwartymi… przepraszam, rozpiętymi ramionami czeka miłujący Bóg. Żyjąc w symbiozie z grzechem, żyję z wizją Boga dalekiego, najczęściej winnego wszystkich nieszczęść świata.

„Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” – te słowa Jezusa sprzed dwóch tysięcy lat dosięgły rzeczywistości uwiązanego pornografią naukowca. Były jak miecz, który oddziela przekonanie o własnej bezgrzeszności od faktu bezczeszczenia w swej wyobraźni każdej roznegliżowanej kobiety. Słowo Boże rzeczywiście jak miecz oddzieliło kłamstwo od prawdy.
„Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek” – czytam dziś w liście do Hebrajczyków.
Ten to James spotkał Jezusa całkiem realnie. Doświadczył przebaczenia i miłości na tej płaszczyźnie, która była jego problemem. Tak samo jak celnik Mateusz z dzisiejszej ewangelii. Zakosztował ucztowania z Jego łaską. Bo Chrystus lgnie do tych, którzy zmagają się z własnym tałatajstwem, bo wie, że nie potrzebują Go przekonani o własnej doskonałości i dobroci, ale Ci „którzy się źle mają”. Wszystko, co mi się w życiu udało, nie jest przypisane genetycznie uwarunkowanej dobroci, ale łasce. On jest we wszystkim, co dobre. Chwalmy i wywyższajmy Go na wieki

Joanna Kucharczak

Przeszedł 6700 km, modląc się za swój kraj. Z dwumetrowym krzyżem na ramionach.

 

W czasie mojej podróży wysłuchałem wiele historii. Słuchałem, jak ludzie płakali, wylewali swoje żale na Kościół, swoich rodziców, żony i mężów. W końcu zaczynali mnie pytać: „A o co chodzi z tym krzyżem?”. Dopiero wtedy otwierałem usta.,

Weronika Pomierna: Przeszedłeś ponad 6700 kilometrów, modląc się za swój kraj. To tyle co z Wilna do Malagi, tam i z powrotem! Jak poinformowałeś o swoim planie rodzinę? „Wychodzę na spacer bez portfela i karty kredytowej. Do zobaczenia za dwa lata”?

Jim Murphy: Miałem wtedy 39 lat i byłem singlem. To był 1992 r. Świętowano 500. rocznicę przybycia Kolumba do Stanów. Pewnego dnia usłyszałem w kościele, jak amerykańscy biskupi zachęcali, aby chrześcijanie byli ludźmi pojednania i szukali nowych sposobów, aby głosić Jezusa, który jest nadzieją. Wzywali chrześcijan, aby przepraszali za nadużycia, które miały miejsce w ciągu tych 500 lat: za niewolnictwo i zło, którego biali dopuścili się wobec rdzennych mieszkańców Ameryki.

Słyszałem kiedyś o grupie ludzie, którzy szli przez stan Michigan i modlili się. Zacząłem zastanawiać się, czy i ja mógłbym zrobić coś takiego. Czułem się wolny, podejmując decyzję, aby przejść odległość, jaka dzieli Florydę od Kalifornii. Rodzina wspierała mnie od samego początku.

Ktoś raz rzucił we mnie cegłą. Niektórzy robili obsceniczne gesty, wyśmiewali mnie, ale to była kropla w morzu. Większość ludzi, którzy mnie mijali, była pozytywnie nastawiona. Gdy szedłem w pojedynkę autostradą, ludzie zatrzymywali samochody, klękali na drodze i prosili o modlitwę. To był dla mnie normalny widok w ciągu tych 2 lat. Pytali też, czy mogę przyjść do ich kościoła i modlić się za nich.

Cuda na trasie zdarzały się co chwila. Mógłbym mówić o nich cały dzień (śmiech)! Gdy tylko dotarłem do pewnego miasta w sobotnie popołudnie, powiedziano mi, że muszę koniecznie iść do domu kobiety chorej na raka. Była umierająca. Nie znałem tej rodziny. Zaprowadzono mnie do jej domu.

Wchodzę z dwumetrowym krzyżem. Lekka konsternacja. Sypialnia wyglądała jak sala na Oiomie: monitory, pełno rurek, rodzina płacze. Zapytali kim jestem. „Idę z krzyżem przez Amerykę. Poproszono, żebym tu przyszedł i pomodlił się za was, więc jestem”.

Nie wiedziałem, jak mam się modlić. Prosić o cud? A może Bóg chce zabrać ją do siebie? Wziąłem ją za rękę, przyłożyłem do krzyża i pomodliłem się prostymi słowami, aby Bóg pobłogosławił ją i uzdrowił. W poniedziałek wychodzę rano z kościoła. Wokół tłum. 40 osób chce iść ze mną dalej. Myślę: skąd się o mnie dowiedzieli?

Bywało bardzo różnie. Czasem szedłem sam przez 3-4 dni, mierząc się z upałem pustyni. Potem dołączało do mnie kilkadziesiąt osób. Pewnego dnia szło nas łącznie 170 osób! Wtedy w poniedziałek dostrzegłem w tłumie pewną kobietę. Tryskała radością i wyglądała znajomo. Podchodzi i mówi: „Chcę ponieść krzyż! Pozwól mi!”.

Czy my się gdzieś nie spotkaliśmy?

Mówi: „Tak, modliłeś się za mnie w sobotę”. Ale przecież byłaś umierająca! – odpowiadam. „Tak, ale po twojej modlitwie czuję się świetnie.” Nie wierzyłem własnym oczom. Szła z krzyżem pierwszy dzień, drugi, potem rozdzieliliśmy się i straciłem z nią kontakt. Gdy modliłem się za nią, czułem się bardzo niekomfortowo. Dla Boga nie miało to znaczenia.

Innym razem podeszła do mnie kobieta i powiedziała, że ma dużego, wyczuwalnego guza na piersi. Dotknęła krzyża i nagle poczuła ciepło. Powiedziała nam, że w tym momencie poczuła, że guz zaczął się zmniejszać, aż po chwili przestała go w ogóle czuć. Kilka innych kobiet też tego doświadczyło.

Pewnego dnia modliłem się za mężczyznę, który przez wiele lat był narażony w pracy na wdychanie toksycznych substancji. Miał chore płuca. Trzeba było podawać mu tlen. Wrócił dzień po modlitwie, żeby nieść krzyż. Grał na harmonijce i tańczył.  Mówię: Myślałem, że ty nie masz płuc! „Wygląda na to, że je odzyskałem. Po 15 latach!” – odpowiedział. Szedł ze mną przez kilka tygodni, uwielbiając Boga. Non stop grał.

Czego nauczyłeś się w czasie tej podróży?

Cierpliwości. Życie to spacer. My chcemy, żeby rzeczy działy się szybko, a Bóg prowadzi nas krok po kroku. Nauczyłem się Mu ufać. On zrobił wtedy tak wiele niesamowitych rzeczy, że teraz wiem, że zawsze się mną zaopiekuje. Gdy przychodzi lęk, przypominam sobie tamtą podróż. Wiem, że teraz też mi pomoże.

Gdy szedłem przez Amerykę, nie miałem ze sobą żadnych pieniędzy. Pewnego dnia byłem bardzo głodny. Od kilku dni nic nie jadłem. Gdy chodziłem do szkoły mama szykowała mi kanapkę z kiełbasą, frytki i batonik. Przez cały dzień myślałem: Królestwo za kanapkę, frytki i batonika! Chyba zacząłem tęsknić za najbliższymi (śmiech).

Pojawiło się narzekanie: „Panie, jestem sam na tym pustkowiu. Nie mam nic do jedzenia. Robię to dla Ciebie. Miałeś się o mnie troszczyć, a ja od kilku dni nic nie jadłem…”. Usiadłem, oparłem się o słup telefoniczny i jak małe dziecko zawołałem „Nie ruszę się stąd, dopóki nie dostanę czegoś do jedzenia”.

W tym momencie zatrzymuje się samochód. Wysiada mężczyzna i pyta: „Czy to ty jesteś tym mężczyzną od krzyża?”. Hm, obok leży krzyż, więc pewnie to ja. „Widziałem cię rano i wtedy usłyszałem głos: On jest głodny, daj mu coś do jedzenia! Zazwyczaj nie słyszę głosów, więc próbowałem to zignorować”.

W końcu facet nie wytrzymał?

Zadzwonił do mamy. „Jakiś mężczyzna idzie z krzyżem ulicą. Mogłabyś zrobić mu coś do jedzenia? Zawiozę mu po pracy”. „To od mojej mamy – powiedział wręczając mi reklamówkę. – Nie wiem co jest w środku, ale to dla ciebie”. Od razu przeprosiłem Boga za to moje narzekanie. Pomodliłem się i otworzyłem opakowanie. W środku była kanapka z kiełbasą, frytki i batonik.

Dokładnie to, o czym marzyłeś!

Schowałem to wszystko i na kolanach przepraszałem Boga. To nie tak, że za każdym razem, gdy modliłem się o jedzenie, dostawałem to, o czym marzyłem. To tak, jak śpiewa Mick Jagger: You can’t always get what you want. Bóg nie zawsze dawał mi to, czego chciałem, ale zawsze dawał mi to, czego potrzebowałem. Czasem zdarza się, że Bóg daje ci to, czego bardzo pragniesz. Wiesz dlaczego to robi? Chce pokazać ci, że zna nawet twoje najgłębsze potrzeby.

Czego nauczyłeś się na temat ewangelizacji w czasie twojego spaceru przez Amerykę?

Za dużo mówimy. Powinniśmy więcej słuchać, a zdecydowanie mniej mówić. Zamiast pokonać osobę argumentami, spróbujmy ją poznać, spotkać się z nią w tym miejscu, gdzie jest teraz.

Nie mów: „Wiem, czego ci potrzeba. To zrobiłeś nie tak”. Pozwól rozmówcy mówić i cierpliwie słuchaj. Niech opowie ci swoją historię. Gdy wysłuchasz go, zapytaj, czy jest gotowy spotkać się z Jezusem.

W czasie mojej podróży wysłuchałem wiele historii. Słuchałem, jak ludzie płakali, wylewali swoje żale na Kościół, swoich rodziców, żony i mężów. W końcu zaczynali mnie pytać „A o co chodzi z tym krzyżem?”. Dopiero wtedy otwierałem usta.

Co im mówiłeś?

Że Bóg rozumie ich ból. On rozumie to, co teraz czujesz. Dlaczego? Ponieważ Jezus, który był na tym krzyżu, również został niesprawiedliwie potraktowany. On wie, co to znaczy zostać zdradzonym przez bliskich. Wie, jak boli fizyczny ból.

Starałem się być szczery. Mówiłem: Przepraszam cię, nie wiem jak mogę pomóc ci rozwiązać twoje problemy, jak zaradzić twojemu bólowi. Proponowałem: „A może moglibyśmy zrobić tak? Połóż swoje dłonie na krzyżu i oddajmy ten ból, który nosisz w sobie, Jezusowi”. Właśnie wtedy widziałem największe przełomy w życiu ludzi.

#DotykBoga #Nauczanie odc. 61 – Oddziel się, aby być światłem! Czyli jak zachować się wobec zepsucia na świecie + konkretne wskazówki.

Dzisiejszy świat jest pełen zepsucia i "ciemnych" spraw, interesów, sytuacji, relacji. Jako katolicy stajemy przed wieloma trudnymi wyborami, jak się zachować w takich sytuacjach? Odpowiedzi znajdziecie w nauczaniu, które #MichałŚwiderski przesyła Wam z uroczej miejscowości Svety Vlas.Oddziel się, aby być światłem! Czyli jak zachować się wobec zepsucia na świecie + konkretne wskazówki.Konspekt nauczania możesz pobrać tutaj – http://bit.ly/2TT6QZL

Gepostet von DotykBoga am Donnerstag, 22. August 2019