ALKOHOLIZM

ALKOHOLIZM

GDYBY ALKOHOL MÓGŁ SIĘ PRZEDSTAWIĆ I PRZEMÓWIĆ.

Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym – po ludzku sądząc – wydaniu.
Kradnę rodzinie najlepszych ojców i synów.
Kościołowi najwierniejsze dzieci.
Ojczyźnie najzdolniejszych obywateli.

Szkole i nauce najtęższe umysły.
Rodzinie ludzkiej najpierwsze jednostki.

A jednak cieszę się dotąd wolnością i mianem najlepszego dobroczyńcy ludzkości, przyjaciela człowieka, towarzysza jego radości i smutków. Ja jestem na świecie największym gangsterem i przywódcą mafii, która codziennie uśmierca miliony, zabierając im wszystko. Włamuję się do kieszeni, domów, serc i rodzin. Tylko ja znam klucze do wszystkich zamków, skarbnic i kas.

Mój gang nie boi się szubienicy, bo mam w swoim gronie przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, nie wyłączając sprawujących władzę i wymierzających sprawiedliwość.
Jestem panem, monarchą, władcą. Mnie służą rządy, stawiając na czołowym miejscu w czasie bankietów i przyjęć. W mojej obecności decyduje się o losach świata, życiu i śmierci, ubija interesy…

Moje zdanie w każdej sprawie jest ostateczne. Przy mnie ludzie bawią się, tańczą, płaczą, umierają.
Walą się trony jeden po drugim, kurczą imperia, upadają rządy, tylko moje imperium nie kurczy się i nie upada, choć niesie zagładę.

Niszczę wszystko i wszystkich.
Piękne dzieci, wspaniałą młodzież przemieniam w zbrodniarzy. Zapełniam nimi szpitale i zakłady poprawcze.
Bogatych zamieniam w nędzarzy.
Zdrowych w chorych.
Mądrych w głupich.
Kołyski w trumny.
Miasta w cmentarze…

Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna?
I to dziecko mego przyjaciela pijaka. I ta poniewierana żona. Znają mnie dobrze kapłani, załamując ręce nad owocami wieloletniej pracy. Znają mnie izby wytrzeźwień, sądy, więzienia, ale też i szkoły, dyskoteki.
Teraz nie muszę się już chyba dłużej przedstawiać?
Mam nadzieję, że i wy nie zrazicie się do mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia, tak jak szukają miliony.

Czy was zabraknie w mojej armii, z którą od lat zdobywam piekło?!
Łukasz Chrzanowski

MODLITWA DO ŚW. JANA CHRZCICIELA – PATRONA TRZEŹWOŚCI
**********************
Święty Janie Chrzcicielu, który abstynencję praktykowałeś przez cale swoje życie, pomóż, abyśmy w naszej Ojczyźnie dożyli czasów, w których alkohol przestanie być symbolem nieszczęść, zmartwień i tragedii. Chroń nas przed grzechem upijania się.
Bądź natchnieniem i pomocą dla wszystkich, którzy wyrzekają się napojów alkoholowych dla dobra swoich najbliższych i Narodu. Patronie trzeźwości, wzbudź w sercach moich rodaków pragnienie życia bez alkoholu, abyśmy poprzez ich abstynencję osiągnęli trzeźwość całego Narodu. Amen.
„Dobro jest w Nas”

 

Jak myśli osoba uzależniona.

Mądry tekst znaleziony w necie. Do przemyślenia…

„Jestem alkoholikiem. To znaczy nie istnieje dla mnie ani wino, ani piwo, ani wódka. Nie chciałem żyć. Nie mogłem znieść siebie takim, jakim jestem, ani świata takiego, jaki jest. Tego świata, który ma ciągle słowa nauka i rozum na ustach, a nigdy słowa czułość.
Jestem chory – nie niechluj, nie odpychający człowiek. Chory – rozumiecie ? Wy, którzy na mnie z ukosa patrzycie, osądzacie mnie, odwracacie głowę na ulicy, ostentacyjnie pociągacie nosem, gdy wam mówię dzień dobry, wy, co mnie lekceważycie, gdy wikłają się moje słowa, a ręce drżą.
Alkoholizm to choroba, nie wada. Cierpienie, nie przyjemność. To jest niewola, nie zabawa. Człowiek staje się alkoholikiem nie przez przypadek, lecz z konieczności. Może biologicznej, ale na pewno – psychologicznej. U kresu wytrzymałości nerwowej, u kresu odwagi – oddałem się Bogu.
Słowo Bóg może razić alkoholika. Ale gdy wstrzemięźliwość się rozwija, gdy spokój wewnętrzny nastaje, gdy pojawia się umiłowanie wolności, trzeźwiejący alkoholik nie odczuwa przykrości, nazywając tę niepospolitą Przyjaźń po imieniu. Co wiecie o Bogu wy, z dobrym samopoczuciem, skoro Bóg was z niczego nie wyratował ? My, którzy straciliśmy wszystko, posłużyliśmy się Bogiem – na wszelki wypadek… Bóg nie jest tym, za co się Go na ogół uważa. Bóg nie jest tam, gdzie się Go szuka. Bóg nie ma usposobienia, jakie Mu przypisujemy. Bóg nie jest w chmurach. Magdalena wzięła Go za ogrodnika, apostołowie za zjawę, a Piotr za eksperta w sztuce łowienia ryb, zaś ja nieszczęsny szukałem Go w dogmatach, podczas gdy On, spokojny i przyjazny, znajdował się w rzeczywistości wśród chorych.

Nigdy nie mówiłem o Bogu na spotkaniach Anonimowych Alkoholików. Nie było potrzeby. On tam był.

Autorem „Modlitwy o pogodę ducha”  jest Reinhold Niebuhr, żyjący w latach 1892-1971 amerykański teolog i socjolog religii. Często stworzenie tej modlitwy przypisywane jest Markowi Aureliuszowi, jednak większość źródeł jako autora wskazuje właśnie Reinholda Niebuhra. Słowa modlitwy stały się szerzej znane po tym, jak zostały przyjęte przez Anonimowych Alkoholików.

W czym ona może nam pomóc? M.in. zachęca nas do tego, aby starać się z nadzieją i optymizmem podchodzić do codziennych wyzwań oraz mieć determinację do pokonywania swoich słabości. Są jednak w życiu też takie wydarzenia, na które nie mamy wpływu – nie martwmy się więc nimi za dużo, wiedząc, że są one niezależne od nas.

Modlitwa o pogodę ducha

Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Żyjąc w teraźniejszości,
ciesząc się bieżącą chwilą,
przyjmując przeciwności jako drogę do pokoju,
biorąc ten grzeszny świat takim, jaki jest – jak to czynił Jezus,
a nie takim, jaki chciałbym mieć.

Ufając, że On uczyni wszystko dobrym, jeżeli poddam się jego woli
i że mogę być szczęśliwy, w pewnym stopniu już w tym życiu,
a w pełni razem z Nim w wieczności.
Amen
Aleteia

Wódka wygrywała ze wszystkim co kochałem.
Kawałek mojej historii.

Piłem w nadmiarze od 24 roku życia. Wiadomo, z początku żeby było śmiesznie, żeby pobudzić wenę lub fantazję. Choć gdzieś pod skórą czułem, że zaczyna być bardzo źle, to cały czas przekonywałem innych, a przede wszystkim siebie, że wszystko jest pod kontrolą. Działo się źle i coraz gorzej. Nie było pieniędzy na rachunki, czy na węgiel, ale na flaszkę codziennie musiało być.

Opisywanie sytuacji z mojego ówczesnego życia nie ma sensu, było to życie książkowego, zakłamanego tchórza – alkoholika. Ogólnie grałem wtedy rolę panującego nad wszystkim faceta. Przełom w mniemaniu o sobie samym nastąpił w 2001 roku.
U mojej 4,5 rocznej wówczas córeczki zdiagnozowano guza mózgu. W jej maleńkiej główce był nowotwór wielkości połowy pomarańczy. Rokowania były tak złe, że były właściwie wyrokiem. Przy operacji usunięcia guza, ingerencja w mózg była tak głęboka, że szanse na wybudzenie były znikome, a jeśli nawet to przy takich uszkodzeniach na mentalną normalność szans nie było żadnych.

Świat się zawalił. Tylko moja Żona stawała na wysokości zadania choć serce jej pękło, ja uciekałem od wszystkiego i zapijalem się do odcięcia. Nagle olśniło mnie;

Przecież JEST BÓG
(pogotowie ratunkowe)

Z pełną determinacją, z wiarą w Boga, ale przede wszystkim w siebie i swoje bohaterstwo pojechałem do kościoła Bazyliki, położyłem się krzyżem przed ołtarzem i zatraciwszy się w czasie błagałem Boga, Jezusa, Maryję i wszystkich świętych o życie i powrót do zdrowia mojej córeczki. Mojej miłości, mojego oczka w głowie.

Pamiętam jak dziś, obiecałem wtedy Bogu wszystko co tylko przyszło mi do głowy. Obiecałem, że będę człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, będę pomagać innym, a przede wszystkim już do końca życia nie tknę alkoholu.
Przyrzekałem to z wiarą całego mojego serca, ale za kilka dni odkręcajac butelkę z wódką prosiłem o wybaczenie bo jestem tylko człowiekiem. Po chwili leżałem na podłodze i płakałem, zdając sobie sprawę z tego co zrobiłem.
Uznałem wtedy że przehandlowalem życie córki za butelkę wódki. Miałem wtedy poważne myśli samobójcze i potrafiłbym to zrobić, ale nie napić się nie potrafiłem. Żona była cały czas z córeczką w szpitalu a do mnie, w zimnym domu tuliła się dwójka starszych maluchów, więc wyszło tak, że żyję.
Miałem do siebie żal i wstręt.
Nie wiem, czy Bóg wysłuchał wtedy mnie, czy mojej żony, ale córka wyrosła na piękną i mądrą dziewczynę.
Ja natomiast zawstydzony swoim postępowaniem, straciłem resztki szacunku i wiary w siebie. Uznałem wygraną alkoholu i szmaciłem się pijąc destrukcyjnie jeszcze 15 lat. Straciłem wtedy wiarę, że potrafię kiedykolwiek przestać pić i kiedyś młodo zdechnę pod płotem jak pies. Pogodziłem się z tym, że mam dożywotni przymus picia.
Dziś nie piję 4,5 roku, tyle samo ile lat miała wtedy córka gdy zaczęła się jej choroba.
Choć moi bliscy wybaczyli mi moją przeszłość, choć sam sobie wybaczyłem dzięki pomocy innych ludzi, to pamiętam jak było.
Pamiętam jak groźny i bezwzględny jest alkohol. Pamiętam, że byłem gotów umrzeć a nie byłem gotów przestać pić. Pamiętam również wszystko co wtedy obiecałem Bogu i z całego serca, najlepiej jak potrafię staram się dziś wypełniać wszystko co wtedy przyrzekałem.
To nie historia z morałem, to poprostu kawałek mojego życia.
Zawsze jest nadzieja…
Adam, Alkoholik z Leicester

 

DROGA KRZYŻOWA ALKOHOLIKA

Stacja I: Jezus zostaje skazany na śmierć.

To nie musiał być wyrok, bo znam takich co start mieli podobny, a jednak wyszli na ludzi. Czym skorupka za młodu nasiąknie… moja nasiąkała zapachem wódy, strachem i czerwonymi pręgami na całym ciele po kablu.

Stacja II: Jezus bierze krzyż na ramiona.

Chciałem uciec przed siebie, chciałem się zabić, ale nie mogłem tego zrobić, bo moja mama była aniołem. Anioły podobno są zjawiskowe piękne, a ona miała podkrążone od płaczu, czasem podbite oczy, trzęsące się dłonie i najłagodniejszy głos na świecie. Była piękna..

Stacja III: Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Wróciłem ze szkoły, a pod domem stała karetka. Z walącym sercem modliłem się żeby po niego… Żeby on dostał zawału, albo po prostu zachlał się na śmierć. Nienawidziłem go. To nie on. Anioł z podbitym okiem odszedł, nie mam wątpliwości, że prosto do nieba. Mój świat rozsypał się na milion kawałków…

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę.

Chodziłem na cmentarz codziennie. Ryczałem i darłem się na przemian „zabierz mnie do siebie!” Wracając słyszałem zawodzące straszliwym fałszem kobiety pod kapliczką. Majowe… Spojrzałem na łuszczącą się farbą, starą figurę, to niedorzeczne, ale czułem, że gapi się na mnie.

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi.

Wróciłem ze szkoły, a on razem z kumplami od flaszki leżeli w pokoju. Śmierdziało moczem i potem. W lodówce światło. Pierwszy raz ukradłem w sklepie drożdżówkę. Nigdy nie będę jak mój stary. Nigdy…

Ktoś zapukał do drzwi. Nikogo nie było. Na wycieraczce leżał zawinięty w papier drożdżowy placek z kruszonka. Poczułem, że ślina napływa mi do ust, a jeśli niebo miałoby mieć zapach, to może mieć właśnie taki.

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi.

W szkole rozmawiała ze mną miła Pani kurator. Spodziewałem się, że będzie wrzeszczeć za bójkę i włam do szkolnego sklepiku, ale ona chyba dokładnie wiedziała co się dzieje, patrząc na moje zniszczone i pomięte jak wyciągnięte psu z gardła ciuchy.

Stacja VII: Jezus po raz drugi upada pod krzyżem.

Pierwszy raz upiłem się kilka tygodni później, w wieku 11 lat. Rzygałem jak kot. Spałem w piwnicy, bo bałem się wrócić. Zataczający się na prawo i lewo nie uciekłbym daleko przed moim oprawcą, który chlał a później lał mnie na oślep bez powodu.

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty.

Mam 18 lat. Od dwóch miesięcy śpię na ulicy. Na dobre chleję od trzech lat. W tym błędnym kole naiwnie dopatruję się odkażania ropiejących ran duszy. Przerwałem szkołe. Kilka miesięcy siedziałem w poprawczku za kradzież. Nie wrócę tam. Nie wrócę. Siedziałem oparty o otwarte na oścież drzwi kościoła. Ładnie ubrani ludzie wchodzili uklęknąć przed Bozią. Wnerwiali mnie katole ze swoim ułożonym życiem. Nachyliła się nade mną kobieta, miała oczy mojej mamy. Włożyła do leżącej na ziemi śmierdzącej czapki kilka monet. Włożyła, nie rzuciła jak rzuca się psu. Chwyciła mnie za rękę, a ja znieruchomiałem, miała łzy w oczach a ja poczułem się kochany.

Stacja IX: Jezus upada po raz trzeci pod ciężarem krzyża.

Leżę na ławce w parku we własnych wymiocinach. W oczach przechodniów widzę politowanie. Miałem pracę na budowie jako pomocnik, ale wiadomo tam często za kołnierz się nie wylewa. Zachlałem… Nigdy nie będę jak mój stary. Nigdy…

Jestem dokładnie taki sam.

Stacja X: Jezus zostaje obnażony z szat.

Chyba mam halucynacje… Pochyla się nade mną jakaś kobieta. Mama..? Nie, to ta dobra dusza spod kościoła. Prosi żebym wstał i poszedł z nią. Ludzie się gapią kiedy ona, taka zadbana kobieta w średnim wieku prowadzi ledwo stojącego na nogach lumpa śmierdzącego wszystkim co może wydalić organizm. Ku mojemu zaskoczeniu prowadzi mnie do swojego domu. Pomaga mi pozbyć się cuchnacych sz(m)at, które pakuję w worek na śmieci. Napełnia wannę wodą. Leżę w niej chyba godzinę, średnio co kwadrans nieśmiało pytając czy mogę dopuścić jeszcze trochę gorącej.

Stacja XI: Jezus zostaje przybity do krzyża.

Kobieta ma na imię Maria. Przynosi mi ubrania, ktore pasują idealnie. Ma ich całą szafę po swoim zmarłym tragicznie synu. Jemy wspólnie kolację. A ja czysty, ogolony, przy stole. Jak człowiek. Rozbeczalem się jak gówniarz, zdając sobie sprawę, że przez te kilka lat sam ukrzyżowałem swoją godność i człowieczeństwo.

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu.

Maria przygotowała dla mnie pokój po swoim synu, ale postawiła warunek, muszę iść na terapię. Poznaję czym jest delirium alkoholowe. Czuję jakbym umierał, ale wiem, że muszę umrzeć, żeby żyć.

Stacja XIII: Jezus zostaje zdjęty z krzyża.

Wracam po odwyku. Maria przygotowała na obiad schabowe na pół talerza i modrą kapustę.
Jakie to niesamowite uczucie, być dla kogoś ważnym.

Podjąłem pracę w markecie. Wykładam towar na półki. Z pierwszej wypłaty kupiłem dwa bukiety kwiatów. Dla Marii i dla mamy. Dowiedziałem się, że ojciec umarł. Chciałem zachlać. Nie myślałem, że poczuję stratę. Wszedłem do kościoła, chociaż nigdy nie było mi z nim po drodze. Uznałem, że nie chcę Boga-sadysty, który patrzy na anioła z podbitym okiem. W kościele była figura Maryi, podobna do tej od majowego. Ona też się na mnie gapiła.

Stacja XIV: Jezus zostaje złożony do grobu.

W konfesjonale siedział franciszkanim koło pięćdziesiątki. Wyglądał inaczej niż mój stary, miał łagodne oblicze ojca. Pomyślałem że jako chłopiec chciałbym mieć takiego tatę. Uklęknąłem przy kratkach, gdzie zostawiłem starego człowieka, złożyłem go do grobu. Jako pokutę dostałem dziesiątkę różańca w intencji ojca. Nie miałem różańca, liczyłem na palcach, uświadamiając sobie, że wciąż pamiętam słowa wyryte we mnie przez anioła. Czułem gniew i bunt. Znowu to spojrzenie figury. Nagle przypomniały mi się słowa mamy o dziadku ze strony ojca. Był alkoholikiem. Łzy kapały na ławkę a ja poczułem dla mojego ojca po prostu współczucie. Nie dał mi tego, czego sam nie dostał. Mężczyźni są słabi psychicznie, to prawda choć wcale nie święta. To nie musi być wyrok, bo wyszedłem na ludzi…

Trafiłam ze swoimi problemami do grupy samopomocowej Al-Anon – dla osób żyjących z ludźmi uzależnionymi od alkoholu. Podjęłam tam pracę nad sobą, swymi reakcjami oraz nad swoim życiem duchowym.

Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ja sama jestem bezsilna wobec innej osoby, wobec alkoholizmu swego męża, że mogę wpływać tylko na samą siebie i na dzieci – przez swój dobry przykład.
Od tamtej pory zaczęłam się modlić o Boże Miłosierdzie dla swojego męża, a dla siebie o to, abym umiała wypełniać Bożą wolę w stosunku do mnie.
Przyszedł czerwiec 2005 r. Wówczas to żenił się nasz najstarszy syn. Od dnia wesela mój mąż pił ciągiem przez miesiąc, potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym, po delirium tremens [tzw. biała gorączka, czyli zaburzenia psychiczne nałogowych alkoholików, połączone zazwyczaj z podnieceniem ruchowym, halucynacjami, niepokojem, niekiedy z atakami szału – przyp. red.].
Ja bardzo się modliłam za niego. Po wyjściu ze szpitala mąż sam zdecydował się na leczenie zamknięte w ośrodku odwykowym.
Od tamtej pory jest trzeźwy i chodzi na spotkania grupy AA. Dzięki temu nasze relacje zmieniają się na coraz lepsze. Myślę, że zawdzięczamy to Bożemu Miłosierdziu, dlatego też w tym miejscu pragnę gorąco podziękować Jezusowi za wszystko, co uczynił dla mnie i mojej rodziny. Jezu, ufam Tobie!

Źródło: Miłujcie się

Alkoholikiem zostałem dopiero, kiedy przestałem pić.
Kawałek mojej Historii.

Pamiętam, że kiedy piłem, kiedy traciłem kontrolę nad wszystkim w moim życiu, uważałem że wszystko jest pod kontrolą. Przecież mogę przestać pić w każdej chwili, mam pracę, piję za swoje i piję bo lubię wcale nie muszę pić jeśli nie chcę. W sumie to nawet nigdy nie chciałem pić ale zawsze znalazł się ktoś, kto ponosił za to odpowiedzialność. Żona mnie nie rozumiała, w pracy ktoś mnie zdenerwował, bo musiałem załatwić sprawę i oprzeć temat o bufet. Ogólnie w domu jak piłem to ze zmęczenia. Taki byłem zmęczony że musiałem strzelić lufę żeby stanąć na nogi. Wędkowanie, naprawa roweru czy koszenie trawnika zawsze zaczynało się od kilku łyków wódki ( oczywiście z gwinta) a potem dobijałem się paradując oficjalnie z jednym piwem. W jakimkolwiek stanie żona by mnie nie zastała to zawsze było to pierwsze piwo, no góra drugie. Kiedy ktoś powiedział mi że straciłem firmę, lub dość wysokie stanowiska bo chlałem, to byłem gotów ciężko się obrazić. Degradacji moich dyrektorskich funkcji winien był właściciel firmy a za bankructwo mojej firmy odpowiedzialny był polski rząd, jakikolwiek by on nie był ZUS, urząd skarbowy, choroba córki a nawet Jeronimo Martins- właściciel Biedronek i wszyscy święci.

Kiedy zmarnowałem, straciłem już wszystko co było możliwe łącznie z domem w którym wychowywały się moje dzieci, wylądowałem w Angli z różową pożyczoną walizką.
Nowy kraj, nowe życie mówiłem. Upadlałem się tu pijąc destrukcyjnie jeszcze trzy lata. Oczywiście winna była temu rozłąka, tęsknota, warunki pracy i królowa Angielska – no bo przecież nie ja. Ja niewinny byłem.
Ulitował się Bóg nad moim zagubieniem i postawił na mojej drodze ludzi z AA. Jak wielkiego uczucia ulgi doznałem kiedy po przepracowaniu pierwszego kroku przyznałem że jestem Alkoholikiem. Już nie muszę kłamać, wymyślać, udawać – JESTEM ALKOHOLIKIEM !
To była dla mnie duża radość i uczucie ulgi.
JESTEM ALKOHOLIKIEM i teraz wiem co mam dalej robić. Przecież zawsze wiedziałem (choć nigdy bym się do tego nie przyznał) że coś jest nie tak ze mną – myślałem że jestem zwykłym skurwielem nic nie wartym gnojem. Z ulgą i pokorą przyjąłem wiadomość że jestem chory na alkoholizm. Z niczego mnie to nie zwalnia, wręcz przeciwnie podnoszę sobie poprzeczkę moralną, etyczną. Dzięki Bogu dowiedziałem się od innych alkoholików co ze mną jest.
Teraz po odkłamaniu siebie, po uczciwym postawieniu mojego życia w prawdzie mogę przyznać – tak, faktycznie przepiłem swoją firmę. Ale jak to możliwe przepić tyle kasy?
Koszt butelki jest najmniejszym kosztem picia. Kosztem jest to co się zaniedba, nie dopilnuje, brak inwencji, złe prowadzenie rozrzutność.
Cieszę się że jestem Alkoholikiem, cieszę się że wreszcie jestem nikim szczególnym i wreszcie jestem szczęśliwym człowiekiem.
Dziękuję że mogłem Ci to powiedzieć

Adam, Alkoholik z Leicester

Jak możemy mądrze reagować, kiedy mamy w domu osobę uzależnioną? Wyjaśnia ks. Marek Drzewiecki…

Zostałam wychowana na osobę dumną i pewną siebie, z takim zapleczem mogłam zdobywać świat. Tyle było przede mną otwartych dróg. Jednak nie zdobyłam jakiejś konkretnej krainy geograficznej, ale wędrując w głąb siebie napotkałam śmiertelnego wroga i stoczyłam z nim bój. Myślałam, że na zgliszczach, jakie mnie ogarnęły, powstanie coś trwałego, jednak to był dopiero początek drogi i uzyskując od Boga wolność, przekonałam się, jak daleko potrafię zajść w swojej nędzy i jak wiele znieść niedoli. Niedawno podczas modlitwy usłyszałam: „jesteś dobra”. To zupełnie coś innego, niż mówi mi świat. Pisząc tę książkę, chciałabym właśnie ukazać, jaka siła może być w człowieku wykluczonym. Książka jest swego rodzaju pamiętnikiem, spowiedzią, również prośbą o wybaczenie i dającą nadzieję ufnością, że nie ma przypadku, że wszystko jest po coś. Tytuł książki: Buty nieco zdarte. W połowie książki oddaję Ci, Czytelniku, głos i poddaję się Twojej ocenie. Czy warto nagim stać pośród świata?

Powstała strona z tematyką jaką nie zdążyło mi się widzieć w Internecie. Widziałam książki osób chorych na schizofrenie, czy też chorych psychicznie, widziałam świadectwa trzeźwiejących alkoholików, jednak jedno z drugim połączone nie widziałam w Internecie.

https://www.pasimba.pl/

Pasimba Lot

Książkę można nabyć pod tym linkiem.

https://www.pasimba.pl/product-page/buty-nieco-zdarte

 

Wszystko możesz – nic nie musisz?
Możesz zdrowieć z choroby uzależnienia, możesz pójść na terapię, możesz iść na mityng, możesz dać się zaszyć, porozmawiać z trzeźwiejącym kolegą, możesz zrobić dla siebie i innych więcej dobrego niż przez całe pijane życie.
MUSISZ – tytko chcieć

Adam, Alkoholik z Leicester

 

Paweł alkoholik cz. 1 Jak przestać pić alkohol?

Paweł alkoholik cz. 2 Jak wyjść z alkoholizmu?

One thought on “ALKOHOLIZM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *