ALKOHOLIZM

ALKOHOLIZM

MODLITWA DO ŚW. JANA CHRZCICIELA – PATRONA TRZEŹWOŚCI
**********************
Święty Janie Chrzcicielu, który abstynencję praktykowałeś przez cale swoje życie, pomóż, abyśmy w naszej Ojczyźnie dożyli czasów, w których alkohol przestanie być symbolem nieszczęść, zmartwień i tragedii. Chroń nas przed grzechem upijania się.
Bądź natchnieniem i pomocą dla wszystkich, którzy wyrzekają się napojów alkoholowych dla dobra swoich najbliższych i Narodu. Patronie trzeźwości, wzbudź w sercach moich rodaków pragnienie życia bez alkoholu, abyśmy poprzez ich abstynencję osiągnęli trzeźwość całego Narodu. Amen.
„Dobro jest w Nas”

 

Mądry tekst znaleziony w necie. Do przemyślenia…

„Jestem alkoholikiem. To znaczy nie istnieje dla mnie ani wino, ani piwo, ani wódka. Nie chciałem żyć. Nie mogłem znieść siebie takim, jakim jestem, ani świata takiego, jaki jest. Tego świata, który ma ciągle słowa nauka i rozum na ustach, a nigdy słowa czułość.
Jestem chory – nie niechluj, nie odpychający człowiek. Chory – rozumiecie ? Wy, którzy na mnie z ukosa patrzycie, osądzacie mnie, odwracacie głowę na ulicy, ostentacyjnie pociągacie nosem, gdy wam mówię dzień dobry, wy, co mnie lekceważycie, gdy wikłają się moje słowa, a ręce drżą.
Alkoholizm to choroba, nie wada. Cierpienie, nie przyjemność. To jest niewola, nie zabawa. Człowiek staje się alkoholikiem nie przez przypadek, lecz z konieczności. Może biologicznej, ale na pewno – psychologicznej. U kresu wytrzymałości nerwowej, u kresu odwagi – oddałem się Bogu.
Słowo Bóg może razić alkoholika. Ale gdy wstrzemięźliwość się rozwija, gdy spokój wewnętrzny nastaje, gdy pojawia się umiłowanie wolności, trzeźwiejący alkoholik nie odczuwa przykrości, nazywając tę niepospolitą Przyjaźń po imieniu. Co wiecie o Bogu wy, z dobrym samopoczuciem, skoro Bóg was z niczego nie wyratował ? My, którzy straciliśmy wszystko, posłużyliśmy się Bogiem – na wszelki wypadek… Bóg nie jest tym, za co się Go na ogół uważa. Bóg nie jest tam, gdzie się Go szuka. Bóg nie ma usposobienia, jakie Mu przypisujemy. Bóg nie jest w chmurach. Magdalena wzięła Go za ogrodnika, apostołowie za zjawę, a Piotr za eksperta w sztuce łowienia ryb, zaś ja nieszczęsny szukałem Go w dogmatach, podczas gdy On, spokojny i przyjazny, znajdował się w rzeczywistości wśród chorych.

Nigdy nie mówiłem o Bogu na spotkaniach Anonimowych Alkoholików. Nie było potrzeby. On tam był.

Autorem „Modlitwy o pogodę ducha”  jest Reinhold Niebuhr, żyjący w latach 1892-1971 amerykański teolog i socjolog religii. Często stworzenie tej modlitwy przypisywane jest Markowi Aureliuszowi, jednak większość źródeł jako autora wskazuje właśnie Reinholda Niebuhra. Słowa modlitwy stały się szerzej znane po tym, jak zostały przyjęte przez Anonimowych Alkoholików.

W czym ona może nam pomóc? M.in. zachęca nas do tego, aby starać się z nadzieją i optymizmem podchodzić do codziennych wyzwań oraz mieć determinację do pokonywania swoich słabości. Są jednak w życiu też takie wydarzenia, na które nie mamy wpływu – nie martwmy się więc nimi za dużo, wiedząc, że są one niezależne od nas.

Modlitwa o pogodę ducha

Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Żyjąc w teraźniejszości,
ciesząc się bieżącą chwilą,
przyjmując przeciwności jako drogę do pokoju,
biorąc ten grzeszny świat takim, jaki jest – jak to czynił Jezus,
a nie takim, jaki chciałbym mieć.

Ufając, że On uczyni wszystko dobrym, jeżeli poddam się jego woli
i że mogę być szczęśliwy, w pewnym stopniu już w tym życiu,
a w pełni razem z Nim w wieczności.
Amen
Aleteia

Wódka wygrywała ze wszystkim co kochałem.
Kawałek mojej historii.

Piłem w nadmiarze od 24 roku życia. Wiadomo, z początku żeby było śmiesznie, żeby pobudzić wenę lub fantazję. Choć gdzieś pod skórą czułem, że zaczyna być bardzo źle, to cały czas przekonywałem innych, a przede wszystkim siebie, że wszystko jest pod kontrolą. Działo się źle i coraz gorzej. Nie było pieniędzy na rachunki, czy na węgiel, ale na flaszkę codziennie musiało być.

Opisywanie sytuacji z mojego ówczesnego życia nie ma sensu, było to życie książkowego, zakłamanego tchórza – alkoholika. Ogólnie grałem wtedy rolę panującego nad wszystkim faceta. Przełom w mniemaniu o sobie samym nastąpił w 2001 roku.
U mojej 4,5 rocznej wówczas córeczki zdiagnozowano guza mózgu. W jej maleńkiej główce był nowotwór wielkości połowy pomarańczy. Rokowania były tak złe, że były właściwie wyrokiem. Przy operacji usunięcia guza, ingerencja w mózg była tak głęboka, że szanse na wybudzenie były znikome, a jeśli nawet to przy takich uszkodzeniach na mentalną normalność szans nie było żadnych.

Świat się zawalił. Tylko moja Żona stawała na wysokości zadania choć serce jej pękło, ja uciekałem od wszystkiego i zapijalem się do odcięcia. Nagle olśniło mnie;

Przecież JEST BÓG
(pogotowie ratunkowe)

Z pełną determinacją, z wiarą w Boga, ale przede wszystkim w siebie i swoje bohaterstwo pojechałem do kościoła Bazyliki, położyłem się krzyżem przed ołtarzem i zatraciwszy się w czasie błagałem Boga, Jezusa, Maryję i wszystkich świętych o życie i powrót do zdrowia mojej córeczki. Mojej miłości, mojego oczka w głowie.

Pamiętam jak dziś, obiecałem wtedy Bogu wszystko co tylko przyszło mi do głowy. Obiecałem, że będę człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, będę pomagać innym, a przede wszystkim już do końca życia nie tknę alkoholu.
Przyrzekałem to z wiarą całego mojego serca, ale za kilka dni odkręcajac butelkę z wódką prosiłem o wybaczenie bo jestem tylko człowiekiem. Po chwili leżałem na podłodze i płakałem, zdając sobie sprawę z tego co zrobiłem.
Uznałem wtedy że przehandlowalem życie córki za butelkę wódki. Miałem wtedy poważne myśli samobójcze i potrafiłbym to zrobić, ale nie napić się nie potrafiłem. Żona była cały czas z córeczką w szpitalu a do mnie, w zimnym domu tuliła się dwójka starszych maluchów, więc wyszło tak, że żyję.
Miałem do siebie żal i wstręt.
Nie wiem, czy Bóg wysłuchał wtedy mnie, czy mojej żony, ale córka wyrosła na piękną i mądrą dziewczynę.
Ja natomiast zawstydzony swoim postępowaniem, straciłem resztki szacunku i wiary w siebie. Uznałem wygraną alkoholu i szmaciłem się pijąc destrukcyjnie jeszcze 15 lat. Straciłem wtedy wiarę, że potrafię kiedykolwiek przestać pić i kiedyś młodo zdechnę pod płotem jak pies. Pogodziłem się z tym, że mam dożywotni przymus picia.
Dziś nie piję 4,5 roku, tyle samo ile lat miała wtedy córka gdy zaczęła się jej choroba.
Choć moi bliscy wybaczyli mi moją przeszłość, choć sam sobie wybaczyłem dzięki pomocy innych ludzi, to pamiętam jak było.
Pamiętam jak groźny i bezwzględny jest alkohol. Pamiętam, że byłem gotów umrzeć a nie byłem gotów przestać pić. Pamiętam również wszystko co wtedy obiecałem Bogu i z całego serca, najlepiej jak potrafię staram się dziś wypełniać wszystko co wtedy przyrzekałem.
To nie historia z morałem, to poprostu kawałek mojego życia.
Zawsze jest nadzieja…
Adam, Alkoholik z Leicester

 

Trafiłam ze swoimi problemami do grupy samopomocowej Al-Anon – dla osób żyjących z ludźmi uzależnionymi od alkoholu. Podjęłam tam pracę nad sobą, swymi reakcjami oraz nad swoim życiem duchowym.
Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ja sama jestem bezsilna wobec innej osoby, wobec alkoholizmu swego męża, że mogę wpływać tylko na samą siebie i na dzieci – przez swój dobry przykład.
Od tamtej pory zaczęłam się modlić o Boże Miłosierdzie dla swojego męża, a dla siebie o to, abym umiała wypełniać Bożą wolę w stosunku do mnie.
Przyszedł czerwiec 2005 r. Wówczas to żenił się nasz najstarszy syn. Od dnia wesela mój mąż pił ciągiem przez miesiąc, potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym, po delirium tremens [tzw. biała gorączka, czyli zaburzenia psychiczne nałogowych alkoholików, połączone zazwyczaj z podnieceniem ruchowym, halucynacjami, niepokojem, niekiedy z atakami szału – przyp. red.].
Ja bardzo się modliłam za niego. Po wyjściu ze szpitala mąż sam zdecydował się na leczenie zamknięte w ośrodku odwykowym.
Od tamtej pory jest trzeźwy i chodzi na spotkania grupy AA. Dzięki temu nasze relacje zmieniają się na coraz lepsze. Myślę, że zawdzięczamy to Bożemu Miłosierdziu, dlatego też w tym miejscu pragnę gorąco podziękować Jezusowi za wszystko, co uczynił dla mnie i mojej rodziny. Jezu, ufam Tobie!

Źródło: Miłujcie się

Alkoholikiem zostałem dopiero, kiedy przestałem pić.
Kawałek mojej Historii

Pamiętam, że kiedy piłem, kiedy traciłem kontrolę nad wszystkim w moim życiu, uważałem że wszystko jest pod kontrolą. Przecież mogę przestać pić w każdej chwili, mam pracę, piję za swoje i piję bo lubię wcale nie muszę pić jeśli nie chcę. W sumie to nawet nigdy nie chciałem pić ale zawsze znalazł się ktoś, kto ponosił za to odpowiedzialność. Żona mnie nie rozumiała, w pracy ktoś mnie zdenerwował, bo musiałem załatwić sprawę i oprzeć temat o bufet. Ogólnie w domu jak piłem to ze zmęczenia. Taki byłem zmęczony że musiałem strzelić lufę żeby stanąć na nogi. Wędkowanie, naprawa roweru czy koszenie trawnika zawsze zaczynało się od kilku łyków wódki ( oczywiście z gwinta) a potem dobijałem się paradując oficjalnie z jednym piwem. W jakimkolwiek stanie żona by mnie nie zastała to zawsze było to pierwsze piwo, no góra drugie. Kiedy ktoś powiedział mi że straciłem firmę, lub dość wysokie stanowiska bo chlałem, to byłem gotów ciężko się obrazić. Degradacji moich dyrektorskich funkcji winien był właściciel firmy a za bankructwo mojej firmy odpowiedzialny był polski rząd, jakikolwiek by on nie był ZUS, urząd skarbowy, choroba córki a nawet Jeronimo Martins- właściciel Biedronek i wszyscy święci.

Kiedy zmarnowałem, straciłem już wszystko co było możliwe łącznie z domem w którym wychowywały się moje dzieci, wylądowałem w Angli z różową pożyczoną walizką.
Nowy kraj, nowe życie mówiłem. Upadlałem się tu pijąc destrukcyjnie jeszcze trzy lata. Oczywiście winna była temu rozłąka, tęsknota, warunki pracy i królowa Angielska – no bo przecież nie ja. Ja niewinny byłem.
Ulitował się Bóg nad moim zagubieniem i postawił na mojej drodze ludzi z AA. Jak wielkiego uczucia ulgi doznałem kiedy po przepracowaniu pierwszego kroku przyznałem że jestem Alkoholikiem. Już nie muszę kłamać, wymyślać, udawać – JESTEM ALKOHOLIKIEM !
To była dla mnie duża radość i uczucie ulgi.
JESTEM ALKOHOLIKIEM i teraz wiem co mam dalej robić. Przecież zawsze wiedziałem (choć nigdy bym się do tego nie przyznał) że coś jest nie tak ze mną – myślałem że jestem zwykłym skurwielem nic nie wartym gnojem. Z ulgą i pokorą przyjąłem wiadomość że jestem chory na alkoholizm. Z niczego mnie to nie zwalnia, wręcz przeciwnie podnoszę sobie poprzeczkę moralną, etyczną. Dzięki Bogu dowiedziałem się od innych alkoholików co ze mną jest.
Teraz po odkłamaniu siebie, po uczciwym postawieniu mojego życia w prawdzie mogę przyznać – tak, faktycznie przepiłem swoją firmę. Ale jak to możliwe przepić tyle kasy?
Koszt butelki jest najmniejszym kosztem picia. Kosztem jest to co się zaniedba, nie dopilnuje, brak inwencji, złe prowadzenie rozrzutność.
Cieszę się że jestem Alkoholikiem, cieszę się że wreszcie jestem nikim szczególnym i wreszcie jestem szczęśliwym człowiekiem.
Dziękuję że mogłem Ci to powiedzieć
Adam, Alkoholik z Leicester

One thought on “ALKOHOLIZM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *