Miłosierdzie Boże

Miłosierdzie Boże

Świadectwo

Przepraszam za moją nieobecność,  która była spowodowana zdrowiem , jak i oddaleniem od Pana Boga .Wstydzę się tego , ale tak było. .Niestety,  zły nie daje mi odetchnąć, krążąc koło mojej osoby, jak również dręczy mojego Patryka. Robi wszystko aby odciągnąć mnie od Boga, a ja ostatnio przestałam się modlić i chodzić do kościoła ??Mój Patryk mówi ,nie poddawaj się , Bóg cię uratował ,dał się poznać i pokazał swego Syna, niebo, nie możesz zmarnować tego wszystkiego przez niego .Podniosłam się , zrobiłam porządny rachunek sumienia i poszłam do kościoła aby się wyspowiadać i przyjąć komunie .Pojechałam godz .wcześniej aby porozmawiać z Panem Jezusem, powiedzieć moje troski , problemy , przeprosić za to, ze się oddaliłam ???płacząc prosiłam Go o pomoc, znak,  aby mi odpowiedział .czy mnie słyszy .Zobaczyłam księdza, który zmierza do konfesjonału , poczekałam chwilkę i poszłam do spowiedzi .Jaka czułam się wolna gdy zrzuciłam cały ten ciężar grzechów. A potem szczęśliwa , że mogę przyjąć ciało Pana Jezusa .Potem ksiądz powiedział piękne słowa płynące od Boga -Ta msza dzisiejsza jest poświęcona osobom utrudzonym , upadającym, którzy potrzebują Mojej pomocy ❤️Wiedziałam ,że te słowa są odpowiedzią na moje wołanie .Mało tego , nie wiem dlaczego,  ale dziś wzięłam do ręki cudowną książkę -Święta Siostra Faustyna i Boże Miłosierdzie ❤️mimo, iż czytałam ją wcześniej ale nie skończyłam jej czytać .A dziś czytam jednym tchem, rozmyślając o naszym kochanym Bogu , o Jego cudownym Synu , który umarł za nasze grzechy , jak również ukochanej mojej Maryi❤️Wiem , że nie bez powodu dziś ,jest ta książka w moich rękach . Dzisiaj zrozumiałam jaką potężna ma moc godz.15 -Miłosierdzia Bożego ❤️-jakie cuda się dzieją gdy zawierzamy wszystko Panu Jezusowi w tej godzinie .Dlatego proszę was wszystkich aby odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego o godz.15,  tego chcę nasz Pan Jezus ❤️W momencie gdy coś wydaje mi się nierealne czy niemożliwe do osiągnięcia , wówczas w mej duszy odzywają się te słowa ❤️Jezu Ufam Tobie ❤️Moja radość do Jezusa Miłosiernego nie ma granic .Poza tym jest czysta,  bez fałszywego tonu. Ja zaufałam , bo nie miałam nic do stracenia , za to zyskałam wiele -Moje Nowe Życie ❤️❤️i mogę powiedzieć to dziś , mimo licznych upadków moich , za które Przepraszam ??uwierzyłam ,zaufałam (Tak Jezu Ufam Tobie) to dla mnie magiczne słowa .Po ich wymówieniu w duszy następują przemiany.Całą mnie przenika radość i niezgłębione uczucie miłości, także dla mnie . To cudowne uczucie , którego smak poznałam dopiero gdy uwierzyłam w nieskończone Miłosierdzie Boże ❤️❤️❤️❤️
Irmina

„Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.”
(Dz 48)

„Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże – owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga” (bł. Jan Paweł II)..

 

poniedziałek, 7 grudnia 2015
Po dwóch tygodniach pchania z Łodzi 400-kilogramowego wózka z obrazem przez równiny i niewielkie wzniesienia centralnej Polski, na początku maja przed nami wyrosły prawdziwe góry. Nie wiedzieliśmy jak zachowa się na stromych podjazdach nasz trójkołowy pojazd wiozący 3-metrowy obraz Jezusa Miłosiernego i ekwipunek dla pięciu pielgrzymów na 90-dniową wyprawę do Rzymu.
Pokonanie Karpat było pierwszą górską próbą na naszej drodze. Czekały nas jeszcze góry Bośni i włoskie Apeniny, ale do tak odległej przyszłości nikt w ogóle nie sięgał wyobraźnią.
Jak dotąd konstrukcja na trzech kołach zdawała nieźle egzamin. W mijanych miastach nauczyliśmy się szybko zmieniać pasy ruchu i sprawnie manewrować na rondach. Prowadzenie wózka wielkości samochodu wymagało od nas dobrej komunikacji i szybkiego podejmowania decyzji – byliśmy teraz niemal jak załoga oceanicznego jachtu w sztormowych warunkach.
Zgranie pięciu różnych charakterów i temperamentów, z których każdy miał za sobą trudną przeszłość, nie było z początku łatwe. Byliśmy ludźmi z trudnymi życiorysami, większość po długoletnich wyrokach więzienia, z historią zniewoleń i przemocy.
Tym co nas połączyło było doświadczenie dziwnego światła, które do każdego z nas przyszło w momencie, gdy byliśmy na dnie ciemności i beznadziei. Dużo rozmawialiśmy o tym w drodze. Różne były nasze historie ale jedna rzecz była wspólna: każdemu z nas Bóg objawił Swoją moc wtedy, gdy okazaliśmy się bezsilni. I właśnie dopiero w tą niemoc mogło wejść Boże Miłosierdzie, całkowicie przemieniając nasze życia. Od tamtej chwili już nie mogliśmy żyć tak, jak wcześniej, krzywdząc siebie i innych. Tak zaczęła się nasza droga. Co roku wyruszamy na pielgrzymkę po to, żeby oddawać to, co wtedy do nas przyszło, żeby dzielić się z innymi tym, co sami otrzymaliśmy za darmo. Widać dla takich jak my Bóg też ma swój plan.
Pierwszego maja rano, po noclegu w klasztorze oo. Franciszkanów w Kalwarii Zebrzydowskiej, zaczęliśmy wspinaczkę na Przełęcz Kocierską. Pchanie wózka pod stromą górę okazało się ciężką pracą dla nóg i ramion całej naszej piątki. Pod wieczór, solidnie już zmęczeni, robiliśmy coraz częstsze postoje licząc, że za kolejnym zakrętem asfaltowa serpentyna wreszcie się wyrówna. Wyczerpani całodniową walką z ciężarem wózka marzyliśmy już tylko o noclegu i solidnym odpoczynku, choć zupełnie nie wiedzieliśmy czy na szczycie znajdziemy płaski teren żeby rozbić namioty. Gdy z westchnieniem ulgi wtoczyliśmy się wreszcie na szczyt, przed nami pojawiły się światła jakiegoś dużego budynku, który okazał się ekskluzywnym ośrodkiem SPA. Postanowiliśmy sprawdzić w recepcji czy może udostępnią nam podłogę w jakimś gospodarczym pomieszczeniu albo chociaż garaż żeby rozłożyć się do rana na karimatach. Perspektywa rozbijania namiotów po ciemku w lesie była mało pociągająca. Wyjaśniliśmy zdziwionej recepcjonistce że jesteśmy pielgrzymami w drodze do Rzymu i wieziemy na wózku obraz dla papieża. Niestety hotel mógł nam zaoferować jedynie pokoje w czterogwiazdkowych cenach, na co oczywiście nie było nas stać. Dostaliśmy jednak zgodę na skorzystanie z hotelowej łazienki i rozbicie namiotów na trawie przy parkingu. Rozbijanie namiotów w zmęczeniu przy świetle latarek nie jest łatwe. W ciemności giną przedmioty, każda czynność trwa dwa razy dłużej niż normalnie i trudno nie ulec irytacji. Jeszcze nie zdążyliśmy wypakować rzeczy z wózka gdy pojawiła się pani z recepcji. Przyszła nas poinformować, że jeden z gości hotelowych zadeklarował się, że opłaci nam nocleg w hotelu. Przypadkiem stał akurat obok gdy opowiadaliśmy o pielgrzymce i poruszony tą historią postanowił nam pomóc. Opłacił duży apartament i śniadania dla nas wszystkich.
– To bogaty Rosjanin – recepcjonistka była wyraźnie poruszona tą sytuacją – przysłał mnie tutaj do was bo sam nie chce się ujawnić. Powiedział, że ma wiele na sumieniu i że jest już dla Boga stracony. Prosi was tylko o to, żebyście w drodze pomodlili się za jego córkę.
Marek zdjął z piersi swoj drewniany Krzyż Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia w kształcie hebrajskiej litery „taw” i wręczył recepcjonistce.
– To dla tego Rosjanina. Niech mu pani od nas przekaże, że nie ma takiej ciemności, która oddzieliłaby nas od Boga.

Roman Zięba

W jednej z dzielnic Nowego Jorku od roku stoi niezwykła figura o. Pio. Jest „interaktywna” – każdy może dosiąść się do rzeźby zakonnika wysłuchującego spowiedzi i doświadczyć miłosierdzia.

 

„Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego” – Pan Jezus do św. Siostry Faustyny.

? Jezu, ufam Tobie!

Od trzech miesięcy samotnie przemierza z krzyżem covidową Polskę zawierzajac Ojczyznę Bożemu Miłosierdziu. 25-30 km dziennie, w zimnie, w deszczu, w modlitwie.
Drobna i delikatna siostra z drewnianym krzyżem.
Nieustanna Pielgrzymka Zawierzenia rozpoczęła się 3 maja 2018 roku, w tym samym dniu co pielgrzymka Krzyz Ameryki. Niesioną w plecaku ikonę Matki Bożej Cierpliwie Sluchajacej przekazuja sobie pielgrzymi zmieniajacy sie na kolejnych odcinkach.
Piesza droga przez Polskę i modlitwa „nogami” za Ojczyzne ma nigdy się nie skończyć i trwać do końca świata.
Jeszcze nie zginęła!

Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga i jedną z podstawowych zasad wiary katolickiej. Prawdziwe miłosierdzie jest naszą odpowiedzią na Bożą miłość. Uosobieniem  miłosierdzia jest Chrystus. Jezus Chrystus ukazał nam prawdziwe miłosierdzie umierając za nasze grzechy. To wielka miłość do grzeszników skłoniła Jezusa do ofiary krzyżowej. Podczas swojej misji Jezus daje nam świadectwo o Miłosierdziu Bożym głosząc Ewangelię, odpuszczając grzechy oraz lecząc chorych i uwalniając opętanych z mocy szatana.

Coroczne badania kontrolne mojej mamy. Listopad 2018. Rak płuca. Zabija w pół roku. Starte kolana od modlitwy. Przez pół roku żadnego leczenia. Zielona karta nie działa. W końcu badanie. Nie ma ŻADNYCH przerzutów. Operacja. Nie ma raka. CUD BOŻEGO MIŁOSIERDZIA.
Mija rok od operacji. Raka nie ma, ale jest NIEOPERACYJNY tętniak. Jak to. Żal. Straszny żal. NIEMOC. Oddanie BOZEMU MIŁOSIERDZIU.
Operacja 26 sierpnia. Cudem w dniu poprzednim odprawiona msza w intencji mojej przez mojego proboszcza na JASNEJ GORZE.
Mama żyje. Czuje się zupełnie dobrze.
CUD BOŻEGO MIŁOSIERDZIA.
WSTAWIENNICTWO MARYI.
Magdalena Pudo

Doświadczałem dna i rynsztoku. Ale nie ma takiego dna, z którego Bóg by nie wyciągnął człowieka. Tak, spotkałem ofiarę napadu dwukrotnie, jak to się mówi: przypadkowo. Ale dla mnie jest jasne, że przypadki są tylko w gramatyce – opowiada franciszkanin.

Kiedy patrzę na swoje życie przed nawróceniem, a potem decyzję pójścia do zakonu, to tak naprawdę nie byłem człowiekiem wierzącym. Pojawiały się „jakieś” praktyki religijne i to wszystko. Nie miałem, tak po ludzku patrząc, w nikim oparcia. Myślę, że właśnie dlatego doświadczałem takiej bezsilności, dna i rynsztoku.
Pewnego dnia trafiłem do więzienia za napad. Z perspektywy czasu widzę i tak to odbieram, że Bóg powiedział „dosyć”. I ten pobyt w więzieniu to był dla mnie czas prawdziwej pustyni. Dotarło do mnie, że ja sam nic nie poradzę, że jestem bezsilny wobec swoich słabości.
Stopniowo, czując się kompletnie na dnie, zacząłem dostrzegać nadzieję: dziś mówię, że to było światło płynące z Bożego Miłosierdzia. I zacząłem krok po kroku, będąc w więzieniu, pracować nad sobą. To wszystko, co przeżyłem powoduje, że kiedy spotykam ludzi z różnymi historiami swojego życia, to nigdy ich nie osądzam, nie oceniam i nie mam od razu gotowych recept na ich bezradność czy cierpienie. Jedynie, co mówię od razu, to zaufaj Jezusowi pomimo ciemności.
Kiedy dowiedziałem się, że grozi mi wyrok od 5 lat „w górę”, czyli nawet do końca życia, to wpadłem w rozpacz! Miałem najgorsze myśli! Ale na szczęście uruchomiły się u mnie „mechanizmy obronne”. I dzięki Bogu za to!
Zacząłem ćwiczyć sam siebie, np. rzuciłem palenie, picie „czaju”. Po jakimś czasie zatęskniłem – dosłownie – za rozmową z Bogiem. Zacząłem się modlić, prosić o pomoc. I ratunek przyszedł: wyszedłem dzięki amnestii!
Dla mnie to był początek zupełnie nowego życia. Pamiętam do dzisiaj, po wyjściu z więzienia, jak to z chłopakami z podwórka dowiedzieliśmy się, że są podobno ciekawe rekolekcje w Sandomierzu, a do tego darmowe! Żartowaliśmy, że zobaczymy, jak wygląda życie „klechów” i… pojechaliśmy całą paczką.
Przyjeżdżamy, a tu dużo konferencji, modlitwy. Przyjazna atmosfera. To wszystko skruszyło beton, jaki miałem w swoim sercu. Najbardziej poruszyło mnie odkrycie, że Bóg akceptuje mnie takim, jakim jestem. Wyspowiadałem się po latach i tak zaczęła się moja nowa droga.
Jestem już ponad 25 lat w zakonie i ukoronowaniem tego jubileuszu była podróż do Jerozolimy. A pielgrzymowanie jest naszym życiem. Jeśli staniesz, to umierasz. W przypadku Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia – modlimy się „nogami” w intencji tych osób, które powierzają nam swoje sprawy, a także tych ludzi, których spotykamy w drodze.
Dla mnie dużym przeżyciem była piesza pielgrzymka z Polski do Rzymu z obrazem „Jezu ufam Tobie”, który ciągnęliśmy na wózku. Trwała wiele tygodni, w różnych trudach, bo była to też forma pokuty: gdy idziesz i nie wiesz, gdzie będziesz spał i masz przy sobie parę groszy w kieszeni albo wcale. Pada deszcz, jest zimno. Są skoki temperatury i jest upał.
Mógłbyś siedzieć wygodnie „na kanapie”, a jednak nie. Jesteś w drodze i czujesz gorzki pot w swoich ustach. To taki rodzaj rekolekcji w drodze, tylko dla wytrwałych. W tych trudach, w drodze do Rzymu przepraszaliśmy również za zło, jakie istnieje w świecie, zwłaszcza w koronce do Bożego Miłosierdzia: za grzechy nasze i całego świata.
Z ofiarą tego napadu sprzed lat spotkałem się dwukrotnie, jak to się mówi, przypadkowo. Ale dla mnie jest jasne, że przypadki są tylko w gramatyce.
W chwili napadu, gdy włamaliśmy się do mieszkania, weszła pielęgniarka, która opiekowała się chorym domownikiem. Mieliśmy na głowach pończochy i jej pojawienie się było dla nas zaskoczeniem: chwyciłem kobietę mocno za rękę. Jak się później dowiedziałem, doznała poważnego szoku.
Kiedy się nawracałem, miałem takie myśli, aby ją odnaleźć i przeprosić. Dosłownie się o to modliłem. I któregoś dnia, będąc u rodziców w swoim mieście, siedząc na przystanku autobusowym, spotkałem tę pielęgniarkę. Zacząłem rozmowę i powiedziałem jej, że to ja byłem wśród tych napastników i to ja przytrzymałem ją za rękę. Zaczęliśmy rozmawiać i dowiedziałem się, że kobieta po doznanym szoku przestała pracować jako pielęgniarka.
Podjechał bus i pani pożegnała się ze mną. Minęło kilka lat i w rodzinnym mieście sprawowałem swoją mszę prymicyjną z indywidualnym błogosławieństwem. W pewnym momencie podeszła do mnie znajoma pielęgniarka. Położyłem na jej głowie swoje dłonie i udzieliłem błogosławieństwa, a ona ucałowała moje kapłańskie dłonie.
Rozpłakaliśmy się oboje. To było dla mnie niezwykłe przebaczenie i ja też przez ten jej gest otrzymałem błogosławieństwo i wewnętrzny pokój. Niezwykłe, powie ktoś, a ja odpowiem, tak, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

 

 Imię Boga to Miłosierdzie

 

„Nim przyjdę jako Sędzia Sprawiedliwy przychodzę wpierw jako Król Miłosierdzia Nim nadejdzie dzień sprawiedliwości będzie ludziom także dany znak na niebie, zgaśnie wielkie światło na niebie i zapanuje wielka ciemność na ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie a z jego otworów, gdzie były przybite ręce i nogi Zbawiciela wychodzić będą wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to krótko przed dniem ostatecznym. O Krwi i Wodo wytrysnęłaś z Serca Jezusowego jako zdrój Miłosierdzia dla nas, ufam Tobie.
(Dzienniczek 1 – 83 – 8 , 1934r.)”

  #MIŁOSIERDZIE BOŻE# UZDROWIENIE Z NOWOTWORU.

Po wczorajszym Rożańcu chciałabym się podzielić z Wami Świadectwem dotyczącym uzdrowienia z nowotworu.
Długo nie mogłam się zdecydować żeby napisać to Świadectwo. Wczoraj kiedy ks. Teodor,, prowadził” rozważania Różańcowe ze Św. Peregrynem , pomyślałam że to jest ta chwila, ten czas żeby w końcu napisać
Te rozważania dodały mi odwagi

We Wrześniu 2012r. podczas badania lekarz stwierdził że mam olbrzymiego guza na jelicie grubym i liczne mniejsze polipy( guz zajmował 90% ,,światła” jelita grubego) które mogą być przyczyną niedrożności jelita grubego. Pobrano liczne wycinki do badania. Po trzech tygodniach pojechałam z mężem odebrać wyniki. Diagnoza brzmiała: rak jelita grubego G2. (Zalecono pilną operację która odbyła się 4 Października 2012r.- ZROBIONO RESEKCJĘ JELITA GRUBEGO tj. wycięto 30 cm chorego jelita i wysłano do badania ). Kolejne 3 tygodnie oczekiwania na wyniki!!! To były trudne chwile mojego życia!!! Na początku było oczywiście pytanie: …dlaczego ja??? Czym sobie zasłużyłam na to co mnie spotkało??? Itp. pytania…
Od chwili gdy dowiedziałam się, że to jest nowotwór odmawiałam codziennie KORONKĘ DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. Prosiłam Boga o uzdrowienie.( Moi bliscy również modlili się w mojej intencji). Prosiłam również Św. Peregryna i innych Świętych o wstawiennictwo. Całkowicie zaufałam Bogu i Jego Miłosierdziu. A przede wszystkim poddałam się Jego Woli. 
Po kolejnych 3 tygodniach pojechałam z mężem odebrać wyniki.
Tego co wtedy czułam gdy lekarz powiedział że nie ma w tych wynikach komórek rakowych nie da się opisać słowami!!!
Lekarz był zdumiony i nie umiał tego wytłumaczyć. Nie było konieczności brania chemii ani naświetlania ani żadnych leków też nie brałam!

Ja wiem jedno! DOŚWIADCZYŁAM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO DOŚWIADCZYŁAM CUDU UZDROWIENIA  DZIĘKUJĘ CI BOŻE ZA TEN CUD NIECH BĘDZIE UWIELBIONY BÓG W TRÓCY JEDYNY TERAZ I NA WIEKI WIEKÓW AMEN.
Kochani nigdy się nie poddawajcie! MIEJCIE NADZIEJE! MÓDLCIE SIĘ! ODMAWIAJCIE KORONKĘ DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. A PRZEDE WSZYSTKIM UFAJCIE BOŻEMU MIŁOSIERDZIU!  KTÓRE JEST NIESKOŃCZONE.
DLA BOGA NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH 
Ewa z ok. Bolesławca

Pewna dobra chrześcijanka stanęła u drzwi do  nieba. Była zatrwożona.
Święty Piotr przyjął ją serdecznie, ale powiedział: – Aby wejść do Raju, trzeba mieć sto punktów.
Kobieta zaczęła wymieniać:
-Byłam wierna mężowi przez całe życie. Starałam się wychować po chrześcijańsku moje dzieci. Nie udało mi się to w pełni, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Przez 22 lata byłam katechetką. Pracowałam na rzecz misji, pomagałam Caritasowi. Starałam się zawsze dobrze traktować osoby, z którymi miałam do czynienia – szczególnie proboszcza i moich sąsiadów.Gdy zatrzymała się, by nabrać powietrza, święty Piotr powiedział jej:
Masz dwa i pół punkta.
Było to dla kobiety niczym uderzenie obuchem.
Wówczas podjęła na nowo wyliczanie:
– Opiekowałam się moimi starymi rodzicami, przebaczyłam siostrze, która kłóciłasię ze mną o spadek. Nigdy nie opuściłam Mszy św. niedzielnej za wyjątkiem dni narodzin moich dzieci. Brałam udział w nabożeństwach i naukach wielkopostnych… Zawsze odmawiałam pacierze… różaniec w miesiącu maju…
Święty Piotr powiedział jej:
– Mamy 3 punkty.
Kobieta załamała się. Jak będzie mogła dojść 100 wymaganych punktów?
Wymieniała już sprawy zasadnicze. Z trudem zdoła znaleźć jeszcze cokolwiek.
Ze łzami w oczach, głosem drżącym powiedziała:
– Jeśli tak mają się sprawy, mogę liczyć jedynie na miłosierdzie Boże…!
– Oto sto punktów! – zawołał św. Piotr.
…………………………………
Błogosław duszo moja Pana,
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach!

Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak można jest Jego łaskawość dla tych,
co się Go boją…
Jak Ojciec lituje się nad synami,
tak Pan lituje się nad tymi, co się Go boją.
Wie On z czego jesteśmy utworzeni,
pamięta, że jesteśmy prochem…”
Psalm 103

W dniu 22 lutego 1931 r., w celi płockiego klasztoru św. Faustyna miała objawienie, podczas którego Pan Jezus nakazał jej wymalowanie obrazu z napisem „Jezu, ufam Tobie”. 3 lata później powstaje dzieło Eugeniusza Kazimirowskiego, które widzicie na zdjęciu w poście. I mimo, że św. Faustyna nie była zachwycona z efektu, a nawet rozpaczała, pytając Pana, kto wymaluje Go tak pięknym, jak jest, usłyszała w odpowiedzi takie słowa: „Nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”. (Dz 313) I tu się zaczyna moja historia…
Jak popatrzę na 35 lat, które wczoraj skończyłam, to autentycznie Pan Jezus przez całe moje życie ścigał mnie Swoim Miłosierdziem. Pomimo najgorszych upadków, trwających latami, pomimo największego buntu, bagna, w którym tkwiłam, On był. Na poszczególnych etapach moich perypetii, nawet w najmroczniejszych momentach, potykałam się o ślady św. Faustyny i tego obrazu. Wszystko to jakby w tle, bez mojej świadomości i chęci. Te promienie z wizerunku Jezusa osłaniały moją duszę przed zagniewaniem Bożym i żyłam w ich cieniu. O tym, że jak mama nosiła mnie w brzuchu to dostała jeden z pierwszych przekładów Dzienniczka, już pisałam. Była tak zafascynowana lekturą, że postanowiła dać mi na imię Faustyna. ? Pisała listy ze szpitala, tak mnie nazywając, mówiła wszystkim, że jestem Faustynka. Finalnie tata się nie zgodził na to imię i żałuję, że nie mogłam wtedy z tego brzucha wykrzyczeć co o tym myślę. ?‍♀️?‍♀️?
Kiedy dorastałam, szłam ostro po bandzie równią pochyłą w dół, a później było już tylko gorzej… W pokoju zawsze wisiał maleńki obraz „Jezu, ufam Tobie” i czasem nie mogłam na niego patrzeć, bo był wyrzutem sumienia. Z kolei w rozpaczy miałam wrażenie, że tylko On mnie widzi, ale i tak udawałam, że tego nie wiem… Nie będę Wam teraz opisywać tych wszystkich historii, ale naprawdę zdarzyło się u mnie dużo cudów i niezwykłych zdarzeń właśnie za sprawą Jezusa Miłosiernego, w tym najgłębsze doświadczenie, które było przełomem. Po wielu latach, kiedy już miałam o 180 stopni inne życie, pojechałam do Wilna, choć nie pierwszy raz. Zabrałam rodziców na wycieczkę żeby sobie pozwiedzali Litwę. Byłam wtedy ogromnie przygnieciona pewnym krzyżem. Każdy dzień to były łzy i zranienia. Pan Jezus przyszedł tam jednak z pocieszeniem. Był tydzień po Wielkanocy – Święto Miłosierdzia. Czułam mocno, że chcę się oczyścić z grzechów w ten dzień. I ani przez myśl mi nie przeszło, że w absolutnie pękającym w szwach małym kościółku, gdzie była wielka kolejka do konfesjonału, mnie jakimś cudem uda się wyspowiadać rzutem na taśmę, bo ksiądz przyszedł tylko na chwilę, tak jakby właśnie dla mnie. Równo punkt 15:00 usłyszałam, że odpuszczone mi są wszystkie grzechy, a chwilę później rozpoczęła się Koronka i uroczysta Msza Święta pod przewodnictwem biskupa Wilna, transmitowana przez media. Nie wiem jak, ale to mnie przypadło czytać Czytanie, mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiłam i byłam tam przecież prywatnie. Głos mi tak drżał, że to tylko wielka łaska, że dotrwałam do końca i się nie potknęłam po drodze ani nie przejęzyczyłam. ? Nie kamery, nie tłum, ale świadomość, że zaraz za moimi plecami wisi właśnie ten konkretnie obraz, oryginał, w jakiś sposób mnie paraliżowała. Pan Jezus patrzył na nim tak przenikliwie, tak żywo, że to głęboko dotykało serca. I to spojrzenie, które wyglądało, jakby chciało mnie usprawiedliwić przed całym światem, pełne miłości. ? Ale to nie wszystko. Jeszcze tego samego dnia, w Święto Miłosierdzia pojechałam na nocleg, przedziwnie załatwiany, jakby „Góra” wszystkim sterowała. Nie miałam świadomości, że jakimś niesamowitym zrządzeniem będziemy z rodzicami mieszkać dokładnie w tym samym dość starym pomieszczeniu, w którym żył autor Eugeniusz Kazimirowski, podczas tworzenia obrazu „Jezu ufam Tobie”, gdzie wielokrotnie bywała św. Faustyna. Zresztą, artysta malował wizerunek zaraz za ścianą (w 1934 r.), gdzie obecnie jest kaplica, a nad nią mieszka kilka wspaniałych sióstr zakonnych. ? W tym domu mieszkał także bł. ks. Michał Sopoćko. Ja o tym wszystkim nie miałam pojęcia, a nasz pokój dostaliśmy, bo nie było gdzie indziej miejsca. Na domiar tego wszystkiego, mój tata bardzo zaniemógł. Chwilę wcześniej wygrał walkę z nowotworem. Pomoc przyszła natychmiast, bowiem obok jest słynne hospicjum prowadzone przez siostrę Michaelę Rak, więc momentalnie lekarz wziął tatę pod skrzydło i postawił na nogi. ❤
Ja nie mam wątpliwości, że wizerunek Jezusa Miłosiernego jest szczególny i każdy z nas powinien mieć go na co dzień w zasięgu. Nawet jeśli mocno się gubisz to bądź chociaż w cieniu tych promieni. Nasz Pan powiedział bardzo konkretnie: „Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.” (Dz 48)
Zawierzam Maryi

 

Oprócz Bożego Miłosierdzia jest również miłosierdzie ludzkie. Mówiąc o tym wymiarze miłosierdzia nie sposób nie wspomnieć przypowieści o ojcu i dwóch synach /Łk 15,11/
Ta przypowieść o ludzkim miłosierdziu doskonale obrazuje miłość Boga do ludzi.

Człowiek z Bogiem i bez Boga – Świadectwo Marka

Miłością mogę obdarzać tych, którzy według mnie na nią zasłużyli, którym chcę służyć, z którymi chcę się dzielić. Czy potrafię to uczynić również wobec nieprzyjaciół, wobec tych, którzy są dla mnie niemili, którzy mnie ranią? O trudnej sztuce miłosierdzia opowiada o. A. Pelanowski. O miłości niezwykłej, wbrew odrzuceniu, wbrew temu, co doświadczyłem, wbrew logice tego świata.

 

Niedziela Miłosierdzia Bożego – ks. Piotr Pawlukiewicz